profil

Świętość.

poleca 84% 759 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

Święty - co rozumiemy pod tym pojęciem? Cóż to za osoba? Jakie były i są warunki uzyskania kanonizacji (bo tylko z tym mi się to kojarzy)? Przyjrzyjmy się może niektórym postaciom i spróbujmy w ten sposób odpowiedzieć na powyższe pytania.

Zacznijmy od Starego testamentu, a dokładnie od Księgi Hioba. Według historii autor tego poematu żył prawdopodobnie po niewoli babilońskiej (ok. V wieku przed narodzeniem Chrystusa). Był człowiekiem zamożnym, co w mentalności żydowskiej uchodziło za błogosławieństwo Boże. W oczach ludzi był sprawiedliwy, bogobojny i wierny swojej religii. Bóg jednak wystawił go na próbę. Zabrał mu wszystko, co jest neizbędne do życia ziemskiego. Utracił majątek, pomarły jego dzieci, a w końcu sam zachorował na trąd. I właśnie tu stał się "cud". Mimo tylu nieszczęść jego wiara została niezachwiana, nadal widział w Bogu swojego przyjaciela. W nagrodę za wierność zostają mu przywrócone rzeczy i bliscy. Czy tak właśnie wygląda święty? Hiob przecież nie został kanonizowany, a jednak jego życie i sposób postępowania wymagały nie lada wytrzymałości. Nie zachwiał się i nie zwątpił w obliczu cierpień. Trwał i wytrwał. Zatem pirewszą cechą osoby zasługującej na miano śiętej powinna być jego niezłomna wiara, wiara pomimo, a nie pod warunkiem.

Teraz poszukajmy może czegoś w średniowieczu, w epoce różnych wzorców ideowych, takich jak ascetyzm. Co do ascety przychodzi mi tu na myśl "Legenda o świętym Aleksym". A zatem jak sam tytił wskazuje - święty, ale dlaczego? Przyjrzyjmy się jego historii. Jego ojciec, Eufamian, pochodził ze znamienitego i bogatego rodu. Matka Aleksego, Aglias, była kobietą miłosierną i dobrą. W wieku 24 lat ożenił się z córką cesarską - Famianie. Jednak w noc poślubną porzucił żonę i postanowił poświęcić się służbie Bogu. Zabrał swój majątek, który wkrótce rozdał ubogim, Czas swój spędzał na kontemplacji i modlitwie, unikając przy tym sławy i rozgłosu. Gdy jego życie stało stawało się obiektem czci ludzkiej, natychmiast zmieniał miejsce pobytu. Żył w skrajnej nędzy i głodzie, umartwiał się i cierpiał. Jego życiu towarzyszyło wiele cudów takich, jak zejście Matki Boskiej z obrazu, samoczynne bicie dzwonów, uzdrawianie chorych.

W sumie nie miałabym wątpliwości co do jego "świętego życia", ale zastanawia mnie jeden fakt. Dobrze, że unikał rozgłosu. Uważam, że świętość nie powinna być obiektem pychy. Ale co z siódmym przykazaniem "nie zabijaj"? Przecież nie chodzi tu tylko o morderstwo. Jest to również dbałość o własne życie i zdrowie. Tego jednak święty Aleksy nie przestrzegał. Jedno jest pewne, drugim warunkiem powinno być życie zgodnie z Prawem Bożym, lecz nie dla sławy. Wraz ze świętością nie może istnieć pycha. Życiu świętemu mogą również towarzyszyć cuda, które byłyby oznaką szczególnej Łaski Bożej.

Średniowiecznym świętym, lecz zupełnie innym od Aleksego, był św. Franciszek z Asyżu. Żył w latach 1182-1226 (postać jak najbardziej autentyczna). Jako młody człowiek nie stronił od zabaw i uciech, a więc doczesnych przyjemności. Był synem bogatego kupca, co pozwalało mu na rozrzutność i nieliczenie się z pieniędzmi.

I oto taka postać, najzupełniej zwykły człowiek, który część swego życia przepuścił między palcami, został świętym. Jak to się stało? Prawdopodobnie został wybrany przez boga, Odnalazł w sobie powołanie, które na zawsze odmieniło jego życie. Zmienił się bardzo, rozdał swój mająetk, a sam poświęcił się Bogu i bliźnim. W późniejszym czasie powstał zakon Franciszkanów. Filozofia życiowa św. Franciszka była bardzo prosta. Polegała na cieszeniu się z życia, wierze radosnej, nieskomplikowanej, płynącej prosto z głębi serca. Lecz liczyła się nie tylko radość, ale i miłość do świata i wszelkiego stworzenia. "Kwiatki św. Franciszka", skąd dowiadujemy się o jego życiu, nie są utworem propagującym skrajną ascezę, jak w przypadku "Legendy o św. Aleksy,". Wręcz przeciwnie, ciało każdego człowieka jest dla niego jego bratem. Nie wolno go niszczyć. I tu św. Franciszek przestrzegał siódmego przykazania, ale życie jego nie zawsze było święte.

Dochodzimy jednak do kolejnego wniosku, że świętym zostaje się prawdopodobnie z powołania. Trzeba to coś mieć w sobie, w sowim sercu, coś co "budzi się" już przy każdym narodzeniu, bądź ożywa w czasie naszego życia.

Św. Szymon Słupnik był ascetą z okolic Antiochii. Na około piętnastometrowym słupie, na którym była umieszczona mała cela, przeżył 27 lat, spędzając życie przeważnie na stojąco. Po przeczytaniu wiersza Stanisława Grochowiaka mam wiele wątpliwości co do świętego życia Szymona Słupnika. Przede wszystkim brak dbałości o własne zdrowie. Po drugie piętnastometrowy słup. Po co? Aby być bliżej Boga, czy żeby być lepiej widocznym? Co do pierwszej możliwości, to jak wiem, Bóg jest wszędzie, wie o nas wszystko i widzi nas gdziekolwiek byśmy się znajdowali. Ale jest chyba rzecz, którą zrobił doskonale i którą można docenić. Prawdopodobnie przez te 27 lat doskonalił swoje wnętrze. Z pewnością udało mu się to znakomicie. Może był bliżej Boga niż zwykły śmiertelnik, ale czy to wystarczy , czy jest to , aż tak konieczne? Przecież jesteśmy tylko ludźmi. Bóg stworzył nas na swoje podobieństwo, a to nie znaczy, że jesteśmy tacy jak On. Jesteśmy tylko podobni, a naszą wadą jest to, że możemy się mylić i popełniać błędy. Czy ten człowiek , który stał, nie zrobiłby więcej ucząc o swojej wierze innych i dzieląc swoją mądrością? Jednak to prawda , że człowiek święty powinien doskonalić swoje wnętrze, ale nie marnując przy tym czasu . Zaskakującą jest dla mnie rzeczą, której z resztą nie umiem sobie wytłumaczyć , dlaczego tak dużo wśród osób kanonizowanych jest księży ? A może dlatego, że księżom łatwiej jest zahamować pokusy ziemskie, gdyż związani są ślubami zakonnymi : czystości, ubóstwa i posłuszeństwa. I cóż za problem zostać świętym , jeżeli połowę drogi ma się już za sobą? Zbyt ostre stwierdzenie? Trudno, tak czuję. Lecz nie twierdzę, że wszyscy księża są źli i tylko chodzi im o to by zostać świętymi. Przyjrzyjmy się postaciom dwóch, może mało znanych, księży. Francja na przełomie XVI/XVII wieku, na skutek wojen została straszliwie zniszczona. Jak już wiemy z historii, skutki wojny mogą być przerażające. Na ulicach było mnóstwo żebraków, biedacy kradli, dopuszczali się przestępstw, za co czekało ich więzienie. W roku 1619 Ks. Wincenty a'Paulo został mianowany przez króla Ludwika XIII kapelanem galerników, skazańców na paroletnią lub dożywotnią ciężką pracę jako wioślarzy. Ksiądz Wincenty przyjrzał się tej pracy dobrze. Warunki w jakich żyli ci ludzie, były straszne, nierzadko więźniów traktowano gorzej niż zwierzęta. Ksiądz nie mógł na to patrzeć. Dzięki swoim wpływom postarał się o poprawę ich warunków życia. W czasie jednej z wizyt, ksiądz Wincenty poznał jednego ze skazańców, który z powodu biedy w domu dopuścił się kradzieży, by nakarmić rodzinę. Wzruszony ksiądz przebrał się w jego ubranie i zastąpił go w pracy na galerach, ten natomiast wrócił do rodziny. Mimo wielu możliwości pięcia się po szczeblach władzy, wybrał pomoc drugiemu człowiekowi. Wykorzystał swoje znajomości i władzę , by likwidować ludzką krzywdę i niesprawiedliwość. Budował szpitale, domy noclegowe, schroniska dla starców. Nazwano go "ojcem ubogich". Ks. Wincenty zmarł w 1660 roku, a po kilkudziesięciu latach został ogłoszony świętym i patronem wszystkich stowarzyszeń miłosiernych, istniejących w Kościele katolickim.

Uważam, że taka postawa życiowa zasługuje na miano świętej. Dla mnie pomoc dugiej osobie jest najistotniejsza. Taki człowiek - święty, swój czas powinien wykorzystać rozumnie, w służbie dla innych, najbardziej potrzebujących.

Drugi ksiądz , o którym pragnęłam wspomnieć, to święty Jan Vianney (książka Franciszka Trochu "Proboszcz z Ars"). Mieszkał on w miejscowości Ars we Francji, przeszło sto lat temu, jako wiejski proboszcz. Młody Jan wychowywany był w duchu wierności dla Kościoła. Mimo niespecjalnych zdolności do nauki , dzięki solidnej pracy pomocy boskiej, udało mu się zostać kapłanem, co zresztą było jego marzeniem.

Został przydzielony do małej zaniedbanej parafii w Ars. Od pierwszych chwil pobytu pragnął poznać swoich parafian, wkrótce mu się udało i dobrze zapoznał się z ich życiem, znał ich potrzeby - rozumiał ich. Mówił im o tym w swoich kazaniach., jasno i prosto. Wszystkich słuchaczy chwytał za serce. W końcu osiągnął swój cel - nawrócenie - poprzez sakrament pokuty. Mówiąc zwięźle, był w tym znakomity. Mówiono o nim jako o dobrym spowiedniku, który zna serca ludzi. Nie jeden grzesznik przychodził do konfesjonału z wielkim strachem , nękany niepokojem sumienia, niepewnością, świadomością nieważnych spowiedzi. Tutaj zyskiwał przebaczenie, zrozumienie i wskazówki do nowego życia. Nikt nie odchodził stąd bez pocieszenia. Widział , że nadal kocha go dobry Ojciec, który jest w niebie. Ludzie przychodzili do niego coraz liczniej , pracował długo i ciężko. Pewnego razu nie podniósł się już z łóżka. Zmarł 4.VIII.1859 roku. Na pogrzeb przyszły tłumy ludzi, by podziękować mu za wszystko, czym Bóg ich obdarzył przez jego ręce w czasie pracy kapłańskiej, trwającej ponad 40 lat. Pius X ogłosił go patronem proboszczów, ponieważ przez całe życie dawał wspaniały przykład prawdziwej troski o życie religijne swoich parafian.

Można by rzec , że był z niego prawdziwie święty człowiek. W teraźniejszych czasach chyba odczuwamy brak takich księży, którzy by nas rozumieli i byli prawdziwymi łącznikami między Bogiem a człowiekiem i tylko tym się trudnili, bo czyż nie po to Bóg ich powołał?

Wracając do świętych bardziej znanych nie mogę pominąć św. Maksymiliana Kolbe, który dokonał niesamowitego, "nadludzkiego" czynu. Oddał własne życie za drugiego człowieka. Poszedł na męczeńską śmierć za współwięźnia w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu.

Po przeczytaniu eseju Szczepańskiego "Święty" mam mieszane uczucia co do motywacja czynu Maksymiliana Kolbe. Jednak fakt pozostaje faktem. Poszedł na śmierć głodową za człowieka, którego nie znał. Przez swoją ofiarę z życia uratował innego więźnia od śmierci. Wytrwale zniósł wzięty na siebie ciężar i nie ustał w swojej modlitwie aż do końca.

Ten człowiek był świętym. Kochał bliźniego, jak nakazał nam Chrystus. Życiem za życie dał dowód tej miłości.

Obecnie słowo "święty" nabrało zbyt wielu znaczeń, nieraz wręcz obraźliwych. Mówi się: "Ty świętoszku", "Nie bądź taki święty", jak gdyby było to coś strasznego.

Z mojego punktu widzenia osoba święta to nie taki sobie zwykły, szary człowiek (nie mówię tu o wyglądzie zewnętrznym), lecz ktoś powołany. Więc niektórzy mogą tylko pomarzyć. Nie szuka ona/on uznania, ani sławy. Czyni wokół siebie dobro , pomaga potrzebującym. Oddanie się w pomoc innym jest dla nich największym szczęściem . Poprzez kształcenie swojej duszy i silną wiarę mają bliższy kontakt z Bogiem. Znalezienie tak idealnej osoby jest niezwykle trudne. Obecnie osobą, którą ja uważam za świętą jest matka Teresa z Kalkuty. Sądzę , że niepotrzebne są wyjaśnienia co do tej postaci i jej życia. Nie wyobrażam sobie, by ktoś nie znał tej kobiety.

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 10 minut