profil

Problemy wyżywienia ludności na świecie

poleca 85% 170 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

Od najdawniejszych czasów sprawy wyżywienia ludzi budziły troskę, szczególnie wtedy gdy miliony umierały i umierają z głodu.
Szybki wzrost zaludnienia Ziemi - spowodowany głównie wysokim przyrostem naturalnym w krajach Trzeciego Świata - sprawia, że wyżywienie ludności staje się jednym z najważniejszych problemów współczesności. Istnieją poważne dysproporcje w poziomie odżywiania się społeczeństw różnych krajów, a także poszczególnych warstw społecznych w obrębie tego samego kraju. Jest to następstwo nierównomiernego rozmieszczenia produkcji żywności i zróżnicowania standardu życia. Przyjmuje się najczęściej, że przeciętne dobowe minimum na głowę ludności to taka ilość pokarmów, która daje 2700 kcal (11 tyś. KJ), 70-80g białka (w tym co najmniej 1/3 zwierzęcego) oraz pewną ilość soli mineralnych i witamin. Norma jest szacunkowa, ponieważ w dużej mierze zależy od klimatu, wieku, płci i pracy zawodowej poszczególnych osób.
Według szacunków FAO (Organizacja do Spraw Wyżywienia i Rolnictwa), prawie 25% mieszkańców kuli ziemskiej odżywia się niewystarczająco i niewłaściwie, w tym ok. 10% głoduje, tzn. ich organizm jest w stanie długotrwałego niedoboru składników pokarmowych. Brak białka w pożywieniu powoduje tzw. głód utajony, który osłabia zdolności fizyczne i umysłowe człowieka. W dużym stopniu dotyczy to dzieci, co najczęściej powoduje zmniejszenie normalnych zdolności umysłowych w okresie późniejszym. Warunkiem prawidłowego odżywiania się jest też dostateczna ilość czystej wody, o którą coraz trudniej. Zanieczyszczona woda używana do celów konsumpcyjnych jest źródłem wielu chorób. Choroby spowodowane niedożywieniem to głównie marazm i kwasiorkor. Marazm jest powodowany brakiem produktów energetycznych, a niedożywione dzieci są całkowicie wychudzone. Natomiast kwasiorkor jest powodowany brakiem białka w pożywieniu. Rwandyjskie dzieci nie widzą nigdy mleka - tylko u bogatych, inni nie są w stanie go kupić. Kwasiorkor objawia się głównie obrzękami na całym ciele. Zamiast tkanki tłuszczowej jest woda. Po naciśnięciu skóry palcem pozostaje dołek. Skóra na nogach pęka, jak kora na brzozie. Każdy dotyk sprawia ogromny ból. Nawet oczy są obrzęknięte i na początku dziecko nic nie widzi. Włosy siwieją i prostują się. Zagłodzony mózg nie rozwinie się. Później dzieci męczą się, a nauczyciele z nimi. Nie mogą się nic nauczyć, najwyżej przepisują z tablicy, a w domu pytają, co to znaczy... Ratuje się je, ale potem jest z nimi ciężko - nic nie rozumieją. Ludzie oprócz marazmu i kwasiorkora chorują także na malarię, dyfteryt, koklusz i tężec, na odrę 1,2 mln dzieci, na zapalenie płuc 4 mln. Obecnie w Afryce subsaharyjskiej żyje około 90% dzieci zarażonych wirusem HIV.
Wiele dzieci nie jest objętych stałą opieką lekarską. Dla porównania liczba mieszkańców na jednego lekarza we Włoszech wynosi 211, a w Kenii 20 tys., Ghanie 25 tys., natomiast w Burkina Faso aż 265 250 osób. Co roku na biegunkę umiera 3 mln. ludzi. Szacuje się, że co roku umiera z głodu i przede wszystkim niedożywienia ok. 30 mln. osób. Obszarami permanentnego głodu są kraje słabo rozwinięte gospodarczo, o wysokich wskaźnikach przyrostu naturalnego, przewyższających wzrost produkcji żywności. Klasycznymi przykładami są kraje Afryki, leżące głównie w strefie Sahary, np.: Burkina Faso, Czad, Erytrea, Etiopia - (w Etiopii kolejne klęski głodu z lat 1968-1975 i 1983 - 1986 spowodowały śmierć ok. 15 mln. osób) Mali, Mauretania, Niger, Sudan, Somalia oraz takie państwa Azji jak Afganistan, Bangladesz, Indie, Kambodża. Obecnie ludzie umierają z głodu nie dlatego, że brakuje żywności na świecie, lecz dlatego iż państwa ubogie nie mają środków na jej zakup od państw posiadających duże zapasy artykułów rolnych.
Do powstania sytuacji kryzysowych w zakresie wyżywienia ludności często przyczyniają się też konflikty zbrojne (np. na początku lat dziewięćdziesiątych w Somalii), które - obok problemów komunikacyjnych i innych utrudniają szybką i skuteczną pomoc międzynarodową.
W przypadku Somalii ONZ- towska operacja ,, Przywrócić nadzieję" była odpowiedzią na tamtejsze problemy. Wojna domowa doprowadziła bowiem do sytuacji, że co czwarte dziecko umierało do 5-go roku życia z głodu, a w niektórych rejonach odsetek ten wynosił 70% populacji. Z początkiem 1999 r. 1,5 mln. z 6 mln. Somalijczyków było zagrożonych śmiercią głodową, do połowy roku milion próbowało uciec z kraju. Pomoc ONZ tylko w 20% docierała do rąk głodujących reszta trafiała w ręce uzbrojonych band.
Przedstawiciele agencji ONZ twierdzą, że statystyki są tak złe, iż już teraz można zapomnieć o osiągnięciu jednego z milenijnych celów rozwoju, jakim jest zmniejszenie o połowę liczby głodujących do 2015 r. Wprawdzie na początku lat 90. udało się nieco poprawić sytuację w tym względzie (liczba niedożywionych spadła o 37 mln), jednak na przełomie wieków znowu zanotowano wzrost liczby głodujących o 18 mln.
Potrzeby żywnościowe świata, jako całości, pokrywane są dziś z niewielką nadwyżką. Wystarczające, a nawet nadmierne spożycie występuje w państwach wysoko rozwiniętych. Spożycie niewystarczające, niejednokrotnie skrajnie minimalne, charakteryzuje kraje rozwijające się, przy czym sytuacja poszczególnych państw tej grupy jest mocno zróżnicowana.
W strukturze wyżywienia ludności ziemi zasadniczą rolę odgrywają produkty roślinne (głównie zboża i rośliny okopowe). Ich rola jest wyraźnie większa w krajach Trzeciego Świata - w niektórych dostarczają one nawet 90% całkowitej wartości kalorycznej dziennej diety mieszkańców. Struktura spożycia wykazuje bardzo silny związek z poziomem dochodu narodowego w poszczególnych regionach świata, krajach i grupach społecznych. Mieszkańcy państw uboższych, z reguły, przeznaczają większość dochodów na żywność, kupując przede wszystkim tańsze produkty o dużej wartości energetycznej. Poprawę w zakresie wyżywienia ludności świata coraz powszechniej widzi się w odpowiedniej polityce ludnościowej przede wszystkim w ograniczeniu ,,eksplozji demograficznej" w krajach Trzeciego Świata. Podejmowane dotychczas próby ,,rozbrojenia bomby demograficznej" nie przynoszą zadowalających rezultatów. W zasadzie jedynie w Chinach i Wietnamie, przy zastosowaniu co najmniej dyskusyjnych etycznie metod, zanotowano pewien sukces o obniżeniu przyrostu naturalnego.
Problem wyżywienia ludności świata ma coraz większe znaczenie wobec wzrastającego zaludnienia, degradacji środowiska przyrodniczego wzrostu energochłonności produkcji rolnej, przy jednoczesnym wyczerpywaniu się gruntów uprawnych i zasobów słodkiej wody.
Największe szanse na zwiększenie produkcji żywności widzi się we wzroście plonów, które można osiągnąć głównie przez racjonalne stosowanie nawozów sztucznych i pestycydów - chemicznych środków ochrony roślin. Warunkiem radykalnego postępu w rolnictwie wielu krajów Trzeciego Świata i doprowadzenia do ich względnej samowystarczalności żywnościowej jest przeprowadzenie reform rolnych i usunięcie hamulców uniemożliwiających optymalne wykorzystanie ziemi. Konieczna jest też długotrwała pomoc finansowa, naukowo - techniczna i organizacyjna dla rolnictwa krajów zacofanych ze strony państw gospodarczo rozwiniętych. Ważniejsze jest - jak to niektórzy obrazowo ujmują - ,,danie wędki, a nie ryby". W dłuższej perspektywie czasowej skuteczniejsza jest bowiem pomoc w wyprodukowaniu potrzebnej w krajach głodujących żywności niż jednorazowe lub nawet częstsze przekazywanie jej przez państwa wysoko rozwinięte rolniczo.

Nadzieję na poprawę sytuacji żywnościowej świata wiąże się z tzw. zieloną rewolucją, polegającą na stosowaniu wysokoplennych odmian pszenicy i ryżu. Wyhodowanie, przez hybrydyzację, rekordowo wydajnej pszenicy o krótkim źdźble (przez Amerykanina norweskiego pochodzenia Normana Borlauga - za co otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla w 1970 r.) i jej rozpowszechnienie - przede wszystkim w Meksyku, Indiach i Pakistanie oraz upowszechnienie wysokoplennego ryżu na Filipinach przyczyniły się do wyraźnego zmniejszenia niedoboru zbóż w tych krajach. Ryż stanowi podstawowe wyżywienie dla więcej niż połowy ludności świata. Poważne zaniepokojenie budzi fakt, że w ostatnich latach jego produkcja znacznie spadła. Naukowcy stwierdzili również, że wzrost wydajności pól ryżowych zmalał i jest niższy niż wzrost demograficzny. Do roku 2030 światowe zapotrzebowanie na ryż będzie większe o 38% w stosunku do ilości otrzymywanych rocznie w latach 1997-1999. Dobra organizacja upraw ryżu może być bardzo pomocna przy zwalczaniu głodu na świecie. Los prawie miliarda gospodarstw domowych w Azji, Afryce i Ameryce zależy od tych upraw. Stanowią one ich podstawowe źródło pracy i życia.
Powszechnie panuje pogląd, że olbrzymie rezerwy żywności kryje w sobie ocean światowy. Można by znacznie zwiększyć połowy ryb i drobnych zwierząt morskich, uważając jednak by nie naruszyć równowagi ekologicznej mórz i oceanów, szczególnie zasobów biologicznych niektórych akwenów już dziś nadmiernie eksploatowanych. W przyszłości dużą rolę w wyżywieniu ludności mogłyby odegrać roślinne zasoby wód, tj. glony, wodorosty, plankton.
Afryka pozostała kontynentem gdzie problem głodu ma najtragiczniejszy wymiar. Z początkiem lat sześćdziesiątych oceniono jej samowystarczalność żywieniową na 96% obecnie na 80%.Wartość dostarczanej Afryce żywności wynosi około 1 mld. dolarów, a i tak wzrasta liczba niedożywionych. Raport FAO z 1993 r. podaje iż w 2010 r. w Afryce będzie żyć 1 mld. mieszkańców, z czego 300 mln. może cierpieć z głodu.
Na aktualną sytuację w Afryce Południowej wpływa szereg niesprzyjających czynników: skrajna bieda, katastrofy ekologiczne, niedorozwój rolnictwa, konflikty zbrojne, epidemia AIDS i innych chorób zakaźnych. Afryka przez cały XX wiek bezskutecznie zmagała się z ubóstwem - niestety walkę tę ciągle przegrywa. W 2002 roku w Mozambiku 69% populacji żyło poniżej granicy ubóstwa. W latach 1996-2001 ubóstwo w społeczeństwie Zambii wzrosło z 69 do 86%, w Malawi w tym samym czasie podniosło się z 60 do 65%. W pozostałych krajach regionu sytuacja jest podobna.
Wielkim problemem jest niewydolność i zapóźnienie rolnictwa. Produkcja rolna w Afryce powinna wzrosnąć trzykrotnie, żeby w 2050 roku wszyscy jej mieszkańcy mogli się wyżywić. Tymczasem w całej Afryce brakuje ziemi, która nadawałaby się do produkcji rolnej. Tylko 15% gruntów może rodzić plony, wyjątkiem na skalę całego kontynentu jest Sierra Leone czy Ruanda, gdzie od 30 do 50% ogólnego areału nadaje się do uprawy. Brak ziemi powoduje, że jest eksploatowana w nadmiarze, co zwiększa tempo jej erozji. Niezadowalająco przedstawia się poziom technologizacji produkcji rolnej, która właściwie opiera się na pracy rąk ludzkich. W efekcie produkcja rolna rośnie bardzo wolno - od lat 60. wzrosła w Afryce ponad dwukrotnie, gdy w Ameryce Łacińskiej blisko 3,5-krotnie. Brak dostępu do wody pitnej, systemów irygacyjnych i racjonalnej polityki rolnej, dodatkowo komplikuje sytuację. Wdrażanie programów, które mogłyby zmienić sytuację, wymaga olbrzymich nakładów finansowych społeczności międzynarodowej, przy czym żeby przyniosły oczekiwane efekty powinny być podtrzymywane przez afrykańskie państwa, które są zbyt słabe i nieudolne, by temu zadaniu podołać. Głód nie zbierałby tak tragicznych plonów, gdyby nie katastrofalny poziom zdrowia mieszkańców kontynentu. Wycieńczeni chorobami ludzie łatwo ulegają głodowi, na skutek czego śmiertelność wywołana głodem jest znacznie wyższa. Niski poziom medycyny, bardzo trudny dostęp do podstawowych usług medycznych i liczne plagi Południowej Afryki, poczynając od biegunki, cholery, malarii, kończąc na największym wrogu Afryki - AIDS; skutecznie niszczą podstawy społecznej egzystencji. Blisko 33% społeczeństw regionu jest zarażonych wirusem HIV, co wywiera dramatyczne piętno na gospodarce afrykańskiej. Ludzie nie są w stanie normalnie pracować, a więc nie mogą samodzielnie zaspokoić podstawowych potrzeb swoich i najbliższych. Często ciężar utrzymania rodziny biorą na siebie dzieci.
W całej Afryce Północnej wyjątkowa niesprzyjająca pogoda zniszczyła i ciągle niszczy i tak niewystarczające plony. 2002 rok był wyjątkowo niesprzyjający: w Lesoto był to drugi z rzędu rok, gdy warunki pogodowe - tornada, ciężkie opady, mróz i gradobicie - niszczyły zbiory. W Mozambiku ostra susza sprawiła, że plony, przede wszystkim na wschodzie i południu kraju; były bardzo niskie. W Malawi w 2002 roku 20 z 27 okręgów dotknęły susze i powodzie. Potęguje to możliwe rozmiary klęski humanitarnej. Ciężkie ulewy i cyklony każdorazowo zbierają krwawe żniwo, niszczą domostwa, ostatnie zapasy, zmuszają do migracji w poszukiwania chleba setki tysięcy ludzi. W przeciągu kilku ostatnich miesięcy Malawi, Zimbabwe i Mozambik kilkakrotnie nawiedzały obfite ulewy. Wzrasta zagrożenie malarią i cholerą. Państwa Afryki Południowej nie poradzą sobie samodzielnie z tym problemem - wszędzie widoczny jest chaos i słabość władz państwowych, rozdzieranych wewnętrznymi waśniami i przygniatanych własną nieudolnością. Dramatyczna sytuacja jest w Angoli, gdzie jeszcze do niedawna toczono krwawe wojny, trwające z przerwami 25 lat. Kraj jest zniszczony, brakuje podstawowej infrastruktury, pokojowe porozumienie podpisane w kwietniu ubiegłego roku jest kruche i niepewne. W Zimbabwe realizowana przez Mugabe polityka wyganianie białych i odbieranie farm produkcyjnych obraca w ruinę wielkie połacie ziemi, spada produkcja rolna. W pozostałych krajach regionu sytuacja nie jest lepsza. Dodatkowo gospodarki krajów Południa przeżywają kryzys, spada produkcja i rośnie inflacja. Olbrzymie zadłużenie i konieczność spłacania odsetek (pomimo katastrofalnej sytuacji, np. w Mozambiku) nie daje szans na zaspokojenie podstawowych potrzeb społecznych. Permanentny bałagan, słabość i egoizm rządów afrykańskich skazuje społeczności regionu na samotną walkę o przetrwanie. "W potwornej historii klęsk głodu na świecie trudno znaleźć przypadek, aby klęska ta wystąpiła w kraju demokratycznym, z wolną prasą i aktywną opozycją" - słowa noblisty, zajmującego się problemem biedy i głodu, Amartya Sen, znajdują gorzkie potwierdzenie. Tymczasem eksperci szacują, że gdyby przez najbliższe 15 lat wskaźniki gospodarcze w Afryce wzrosłyby o 7% rocznie, byłaby w stanie samodzielnie się wyżywić. Chyba nikt w taką możliwość nie wierzy. Trudno jest kwestionować fakt, że obecna sytuacja Afryki pozostaje w ścisłym związku z europejską kolonizacją kontynentu w minionych wiekach i skazaniem go w rezultacie na relacje "peryferie-centrum". Polityka wielkich koncernów międzynarodowych (finansowanie wojny w Angoli, horrendalnie wysokie ceny leków w stosunku do możliwości ekonomicznych miejscowej ludności), krajów Unii Europejskiej (przykład Wspólnej Polityki Rolnej, która powoduje, że przeciętna europejska krowa jest dotowana każdego dnia w wysokości 2,2 $, a więc nierówna konkurencja) pogarsza tragiczną sytuację. Dotychczasowe propozycje i pomoc państw rozwiniętych (przede wszystkim Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych) niestety potwierdzają, że nie ma łatwego rozwiązania tragicznej sytuacji w regionie i całej Afryce. Kraje zachodnie w olbrzymim stopniu - trzeba przyznać - finansują pomoc humanitarną w Afryce, która okazuje się być działaniem doraźnym, nakierowanym na zapewnienie minimum egzystencjalnego. Brakuje woli zmiany reguł rządzących światową gospodarką (zaprzestania praktyk dumpingowych szczególnie w rolnictwie, otwarcia własnych rynków). Ostatnie wydarzenia międzynarodowe (terroryzm, wojna w Iraku) odwracają uwagę bogatych państw od problemów Afryki. Proste założenie, iż klęski żywiołowe są bezpośrednią przyczyną głodu jest błędem. We wczesnych latach 80-tych większość badań nad suszami, powodziami i klęskami żywiołowymi przeprowadzonymi przez Szwedzki Czerwony Krzyż i międzynarodową organizację Earthscan wykazało, że roczna liczba ofiar klęsk żywiołowych podskoczyła sześciokrotnie w przeciągu dziesięciu lat pomiędzy 1960-70 - jest to o wiele więcej, niż wzrost liczby samych klęsk żywiołowych czy stopy przyrostu naturalnego ludzkości.
Siły rozpętane przez człowieka sprawiają, że stopniowo maleje jego odporność na kaprysy przyrody. Zaczyna się to wtedy, gdy spycha się ludzi na obszary trudne do uprawy lub w ogóle pozbawia się ich ziemi, gdy zadłużają się u właścicieli ziemskich, którzy żądają od nich większej części plonów, gdy są opłacani tak marnie, że nic im już nie zostaje, lub gdy są osłabieni chronicznym głodem. Wtedy właśnie umierają miliony istnień ludzkich. Naturalne wypadki nie stanowią przyczyny, są tylko końcowym uderzeniem. W 1974r. cały świat zaakceptował pośpiesznie oświadczenie władz Bangladeszu, że głód nękający kraj, mający być przyczyną ponad 100 tys. zgonów, wywołały powodzie niszczące zbiory. Jednakże wielu robotników znajdujących się na terenie tych wydarzeń na równi z późniejszymi badaniami dowiodło, że mimo powodzi, Bangladesz w żadnym wypadku nie był pozbawiony żywności. Jedna z miejscowych kobiet opisała, co zaszło w jej wiosce: "Wielu ludzi umarło tutaj z głodu. Bogaci rolnicy przechowywali ryż w ukryciu przed wieśniakami". Zapytana, czy w wiosce znajdowała się wystarczająca ilość jedzenia, odpowiedziała: "Może nie było tam dużo jedzenia, ale gdyby zostało ono podzielone, nikt by nie umarł."
Powtarzające się klęski głodu nie występują z powodu braku żywności, ale dlatego, że tłumi się żądania społeczeństwa. Gdy odmawia się ludziom środków do uprawy lub zatrzymania plonów, by mogli zaspokoić potrzeby własnych rodzin, a jedyną możliwością uzyskania dodatkowych racji żywności uzyskuje się dzięki pieniądzom. Ludziom brakuje żywnosci i zaczynają głodować, gdy podupadają ich dochody lub gdy ceny zboża rosną drastycznie. Wpływy pieniężne ludzi zmaleją dramatycznie, gdy będą oni pozbawieni środków produkcji. Mogą na przykład zostać zmuszeni do sprzedaży ziemi lub inwentarza żywego z powodu śmierci w rodzinie lub klęski nieurodzaju, która uniemożliwi im spłatę zaciągniętych długów. Wiele takich rozpaczliwych sprzedaży było tłem dla licznych przypadków śmierci głodowej w Bangladeszu. Jeśli ceny towarów produkowanych przez biednych spadną niespodziewanie w dół, nie pozwalając im tym samym na zakup wystarczającej ilości jedzenia, albo gdy dochody ludzi dobrze sytuowanych wzrosną nagle, ceny żywności mogą pójść w górę. Znajdzie się ona wtedy poza zasięgiem biednych, nawet bez poważniejszych niepowodzeń w zbiorach. Niepokój wywołany przepowiedniami o nadchodzącym kryzysie - prawdziwym lub fałszywym - może skłonić rolników i kupców do gromadzenia zapasów żywności, co spowoduje niedobór u jednych, a rosnące zyski u drugich. We wczesnych latach 70-tych i 80-tych w krajach obszaru saharyjskiego Zachodniej Afryki (Czad, Mali, Mauretania, Niger, Senegal, Górna Wolta) nastąpiły głośne klęski głodu, spowodowane prawdopodobnie przedłużającą się suszą. Ale dokładnie w tym samym czasie znaleziono tam wystarczającą ilość wody do uprawy bawełny o wartości wielu milionów dolarów, warzyw, orzechów ziemnych (do produkcji oleju spożywczego i na pokarm dla zwierząt hodowlanych) i innych artykułów rolniczych przeznaczonych na eksport, wywożonych do Europy i USA tymi samymi statkami, którymi przywożono do Dakaru pomoc żywnościową głodującym.
Niestety, nikomu dotychczas nie przyszło do głowy, aby stworzyć odpowiednio silną finansowo organizację do walki z głodem - organizację, która mogłaby wykupywać wszelkie nadwyżki produkcji rolnej i kierować je do głodujących ludzi, aby hańba śmierci głodowej wśród ,,już narodzonych dzieci przeszła do niesławnej historii". Trzeba też stwierdzić, że nie tylko mała skuteczność dotychczasowych, aczkolwiek często również chwalebnych, poczynań instytucji powołanych do walki z głodem powinna budzić moralną dezaprobatę.

Podoba się? Tak Nie
Polecane teksty:

Czas czytania: 16 minut