18 maja 1920 roku w Wadowicach urodził się Karol Wojtyła.
W chwili porodu matka poprosiła akuszerkę, by otworzyła okno. Z pobliskiego kościoła dobiegały dźwięki odprawianego właśnie nabożeństwa majowego. Przy ich akompaniamencie urodził się przyszły papież Jan Paweł II. Przyszedł na świat 18 maja 1920 roku, w dniu, kiedy Polska zmagała się z trudnościami odradzającego się państwa. Był drugim synem Karola Wojtyły seniora i Emilii z Kaczorowskich.
W księgach parafialnych kościoła Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny zanotowano, że został ochrzczony 20 czerwca 1920 roku i otrzymał imiona Karol Józef. Karol po ojcu, Józef po św. Józefie z Nazaretu oraz swoim wuju. Rodzicami chrzestnymi byli sklepikarz Józef Kuśmierczyk i Maria Wiadrowska.
Rodzina Wojtyłów żyła skromnie, utrzymując się z pensji ojca, który pracował jako urzędnik w Rejonowej Komendzie Uzupełnień. Matka pracowała dorywczo jako szwaczka i zajmowała się dziećmi. Brat Edmund, zwany w domu Mundkiem, starszy od Karola o 14 lat, pobierał nauki w wadowickim gimnazjum, a później studiował medycynę w Krakowie. W mieszkaniu panowała atmosfera „mieszczańskiej godności”. Wypełnione było książkami, świętymi obrazami i rodzinnymi fotografiami. Wśród nich, na honorowym miejscu, wisiało zdjęcie porucznika Wojtyły w mundurze legionisty. Z okna dużego pokoju widać było ścianę kościoła i napis wyryty na murze z piaskowca: „Tempus fugit, aeternitas manet” (czas ucieka, wieczność pozostaje).
Nieopodal domu, w rynku, mieścił się gmach czteroletniej szkoły powszechnej. Gdy przyszły Papież ukończył 6 lat, rozpoczął tu naukę. Był chłopcem wesołym, utalentowanym i jak większość rówieśników każdą wolną chwilę lubił spędzać na powietrzu. Latem grał w piłkę nożną. „Sport traktowaliśmy ambicjonalnie. Rozgrywki między klasami stanowiły wydarzenie, świętą wojnę. Pragnieniem i celem każdego z nas była wygrana. Tak też sprawę traktował Karol. Najpierw grał na obronie. Miał nawet swój piłkarski pseudonim – Martyna (znany wówczas obrońca lwowskiej »Pogoni«)”.
Najbardziej jednak lubił stać na bramce. Od małego kochał też sporty zimowe. Na początku fascynował się szybką jazdą na sankach ze stromej góry „żeby w uszach świszczało”. Próbował też hokeja, ale z opłakanym skutkiem: z tamtych czasów pozostał mu ślad po rozcięciu łuku brwiowego w wyniku upadku na lód. Zaczął także jeździć na nartach. Były to właściwie wędrówki po okolicy na deskach, wzdłuż rzeki Skawy lub po pobliskich pagórkach.
Na beztroskę dzieciństwa rzucała cień choroba matki. Była kobietą niedomagającą i słabą. I choć opieka nad młodszym synem sprawiała jej wiele trudności, wiązała z nim ogromne nadzieje. „Mój Lolek zostanie wielkim człowiekiem” – mawiała. 13 kwietnia 1929 r. Emilię zabrano do szpitala. Lolek był wówczas w szkole, a gdy wrócił do domu, sąsiadka, a zarazem jego nauczycielka, powiedziała: „Twoja matka umarła”. Miała 45 lat. W świadectwie zgonu jako przyczynę śmierci podano „zapalenie serca i nerek”. Po latach Karol napisze wzruszającą strofę: „Nad Twoją białą mogiłą, o Matko, zgasłe Kochanie – za całą synowską miłość modlitwa: Daj wieczne odpoczywanie”. Dzień po pogrzebie Lolek wraz z bratem i ojcem udali się na pielgrzymkę do sanktuarium maryjnego w Kalwarii Zebrzydowskiej. Zarówno wówczas, jak i później było to dla niego miejsce szczególne. We wszystkich ważnych i trudnych momentach życia swojego i Kościoła udawał się tam, by w ciszy i spokoju oddać się medytacji. Po śmierci matki po raz pierwszy nauczycielka zauważyła, że Lolek zamknął się w sobie, szukając ucieczki w książkach i modlitwie. Koledzy wspominają, że pytany o matkę, mówił: „Została wezwana przez Boga”.
Pocieszeniem dla dziewięcioletniego Karola był brat. Wprawdzie studiował w Krakowie, ale gdy tylko przyjeżdżał do domu, każdą chwilę spędzali razem: grali w piłkę, chodzili w góry.
Parę tygodni po śmierci matki Karol Wojtyła przystąpił do Komunii Świętej. Uroczystość odbyła się w kościele Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny w rodzinnych Wadowicach 25 maja 1929 roku.
Z biegiem lat wolnego czasu było coraz mniej, bo większość dnia ambitny i pracowity uczeń poświęcał nauce. W 1930 roku zdał egzamin do męskiego Państwowego Gimnazjum im. Marcina Wadowity w Wadowicach. Była to świetna szkoła z tradycjami, w której wykładali doskonali profesorowie. Oprócz gruntownego przygotowania merytorycznego potrafili wpoić młodzieży głęboką miłość do Ojczyzny, co wyszło na jaw podczas wojny: z samej tylko klasy Karola Wojtyły poległo w owych czasach dziesięciu chłopców.
Trzy lata później wydarzyła się następna tragedia. W wieku 26 lat Edmund zmarł nagle, gdyż jako lekarz szpitala w Bielsku zaraził się szkarlatyną od pacjentki. Był to dla Lolka wielki wstrząs. Ojciec ze wszystkich sił pragnął wynagrodzić mu to podwójne sieroctwo. Nie tylko prowadził dom, robił zakupy, gotował czy prał. Był też, a może przede wszystkim, największym przyjacielem chłopca. Starsi ludzie w Wadowicach wciąż pamiętają ojca i syna idących do szkoły, na obiad do jadłodajni „U Banasia”, na niedzielną mszę.
3 maja 1938 r. przystąpił do sakramentu bierzmowania.
14 maja 1938 roku osiemnastoletni Karol Wojtyła otrzymał celujące świadectwo maturalne i pożegnał wadowickie gimnazjum. W owym czasie taka matura upoważniała do podjęcia studiów na większości uczelni bez egzaminów wstępnych. Wielu zastanawiało się, jaki fakultet wybierze wszechstronnie utalentowany Lolek. Jedni wróżyli mu błyskotliwą karierę na deskach teatru, innym jawił się jako duchowny.
Nadeszło ciepłe lato. Ojciec i syn wyjechali do Krakowa. Wynajęli tam mieszkanie w suterenie przy ulicy Tynieckiej 10.
Wraz z ojcem zastanawiali się, jakie studia powinien wybrać Karol. Ponieważ lubił teatr, dużo czytał i pisał, jego wybór padł w końcu na studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim. Po uroczystym rozpoczęciu roku akademickiego studenci pierwszego roku dowiedzieli się, że będą mieli 10 godzin zajęć tygodniowo. Dla studenta Wojtyły było to stanowczo za mało. Zapisał się na dodatkowe wykłady, dzięki czemu miał 36 godzin zajęć tygodniowo.
Karol musiał podjąć pracę. Został robotnikiem w zakładach chemicznych „Solvay” w Borku Fałęckim. Codziennie wstawał bardzo wcześnie, pomagał ojcu w domowych obowiązkach, a następnie szedł do pracy. Była ona ciężka: Karol przez cały dzień rozbijał młotami kamienne skały, wkładał je na taczki i wrzucał do wagonu. Codziennie musiał załadować kamieniami jeden wagon. Kiedy nadchodziło upragnione 15 minut przerwy, wchodził wraz z innymi robotnikami do baraku, w którym stał żelazny piecyk. Rozcierał zmęczone i zmarznięte ręce, zjadł kawał chleba z marmoladą i pił czarną kawę.
18 lutego 1941 roku umiera ojciec Karola.
Pewnego lutowego dnia pan Wojtyła nagle zachorował. Lekarz zalecił mu leżenie w łóżku i odpoczynek. Karol przejął wszystkie domowe obowiązki i bardzo troskliwie opiekował się ojcem. Niestety, stan chorego z dnia na dzień się pogarszał. Pan Wojtyła stawał się coraz słabszy. Minęło kilka dni. Po południu Karol poszedł do apteki, aby kupić ojcu lekarstwa. Wracając, wstąpił do domu państwa Kydryńskich, którzy przygotowali obiad dla chorego. Karol podziękował im i wyszedł wraz z Marysią, córką państwa Kydryńskich.
— Już jestem, tato — krzyknął Karol wchodząc do domu.
— Może śpi — szepnęła Marysia.
Zaniepokojony Karol pobiegł do ojca. Pan Wojtyła leżał bez ruchu. Jego twarz rozświetlał delikatny uśmiech. Już nie żył. Karola ogarnęła rozpacz, został sam.
Sierpień 1941 roku Karol zostaje aktorem Teatru Rapsodycznego.
W marcu 1942 roku po raz ostatni bierze udział w przedstawieniu Teatru Rapsodycznego.
W październiku 1942 roku, korzystając z opieki kardynała Sapiehy, rozpoczyna studia teologiczne w tajnym seminarium duchownym. Zajęcia odbywały się w zakonspirowanych prywatnych mieszkaniach na indywidualnych spotkaniach z wykładowcą. Jako kleryk i kandydat na kapłana Wojtyła otrzymał pozwolenie na pełnienie niektórych posług duszpasterskich, jak np. udzielanie chrztu, namaszczanie chorych czy też prowadzenie niektórych nabożeństw. Nie mógł jednak — ze względu na konspirację — nosić sutanny.
Późną jesienią 1944 roku Karol przyjmuje z rąk Sapiehy tonsurę, czyli poddaje się postrzyżynom i od tej pory nosi niewielki wygolony krążek na ciemieniu.
1 listopada 1945 roku, po wojnie, seminarium wychodzi z ukrycia i przenosi się do budynku, w którym mieściło się przed wojną. Tam Karol kontynuuje studia teologiczne.
1 listopada 1946 roku metropolita kardynał Sapieha osobiście wyświęca Karola Wojtyłę na księdza. Spełniło się jego marzenie. W Dzień Zaduszny, świeżo upieczony ksiądz odprawił Mszę prymicyjną w Krypcie św. Leonarda na Wawelu. 4 listopada odprawił Mszę inauguracyjną, na którą przybyli koledzy z Teatru Rapsodycznego oraz robotnicy z fabryki „Solvay”, którzy podarowali mu z tej okazji nową sutannę.
15 listopada 1946 roku Karol wyjeżdża na studia do Rzymu.
Była późna jesień. W powietrzu czuć było zbliżającą się zimę. 26-letni Karol wraz z zaprzyjaźnionym klerykiem Stanisławem Starowieyskim jedzie pociągiem do Paryża, by stamtąd udać się wprost do Rzymu. To był pierwszy zagraniczny wyjazd Karola. Rzym, zwany „Wiecznym Miastem”, zrobił na nim ogromne wrażenie. Ksiądz Karol zamieszkał w Kolegium Belgijskim przy ul. Via del Quirinale.
W ciągu dnia uczestniczył w wykładach i ćwiczeniach. Popołudnia spędzał w bibliotekach, a wieczorami rozmawiał z współmieszkańcami, co pozwoliło doskonalić mu język angielski, francuski, włoski i niemiecki. Był bardzo zdolnym uczniem. Mimo że nauce poświęcał dużo czasu, grał także w piłkę, siatkówkę, biegał. W wolnych chwilach jeździł na wycieczki do Asyżu, Florencji, Sieny, Wenecji.
Wiosną 1947 roku ksiądz Karol pojechał z przyjacielem do San Giovanni Rotondo, gdzie mieszkał słynny ojciec Pio. Tam uczestniczył w odprawianej przez niego mszy i spotkał się z nim. Istnieją przekazy mówiące o tym, że ojciec Pio przepowiedział Wojtyle jego przyszłość, jednak szczegóły rozmowy pozostają tajemnicą.
14 czerwca 1948 roku Karol Wojtyła zdaje egzaminy doktorskie.
Karol swą pięcioczęściową pracę, zawierającą 280 stron, napisał w całości po łacinie. Pomimo że jego praca otrzymała najwyższe noty, nie otrzymał tytułu doktora świętej teologii, gdyż według obowiązujących na uczelni przepisów warunkiem jego przyznania było opublikowanie doktoratu drukiem. Wojtyła był ubogi i nie miał na to pieniędzy. Dopiero w połowie roku 1948, już po powrocie do kraju, uzyskał polski doktorat na podstawie pracy o wierze św. Jana od Krzyża.
12 lipca 1948 roku Karol zostaje wikarym w Niegowici, pięćdziesiąt km od Krakowa. Znajdował się tam drewniany kościółek i mała plebania.
Karol bardzo sumiennie wypełniał rolę wikarego. Wieczorami siadał przy stole, rozkładał książki i uzupełniał swoją pracę doktorską. I tak w grudniu 1948 roku otrzymuje potwierdzenie tytułu doktora teologii na Uniwersytecie Jagiellońskim.
W marcu 1949 roku Karol został przeniesiony i rozpoczął pracę w parafii św. Floriana w Krakowie. Zamieszkał przy ul. Kanoniczej 19, która prowadziła na Wawel.
1 września 1951 roku otrzymuje urlop naukowy na przygotowanie habilitacji.
Ksiądz Karol codziennie wiele godzin spędzał w swoim pokoju lub w bibliotekach. Czytał książki i pisał. Po dwóch latach, jesienią, zapisał ostatnią kartę pracy habilitacyjnej. A kiedy na świat spadły pierwsze płatki śniegu w grudniu 1953 roku, obronił ją na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego.
W październiku 1954 roku rozpoczyna wykłady na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i w seminariach duchownych. Studenci uwielbiali jego wykłady. Zawsze pojawiali się na nich gromadnie. Choć odbywały się one w największej sali, wielu słuchaczy musiało siedzieć na podłodze. Karol nie tylko poświęcał czas studentom na wykładach, ale też na wycieczkach, wypadach w góry. Zawsze uwielbiał sport, poświęcał mu dużo czasu.
28 września 1958 roku przyjmuje sakrę biskupią.
Jego konsekracja odbyła się w katedrze wawelskiej, na którą przybyły tłumy. 38-letni ksiądz Karol został biskupem i jednocześnie najmłodszym członkiem Polskiego Episkopatu. Jako biskup zamieszkał we własnym mieszkaniu – przy ul. Kanoniczej 21. Pomimo że miał teraz bardzo mało czasu, znajdował zawsze wolną chwilę dla przyjaciół i potrzebujących. Wojtyła rzucił się z zapałem w wir duszpasterskiej posługi.
W 1962 roku został krajowym duszpasterzem środowisk twórczych i inteligencji.
11 października 1962 roku po raz pierwszy, z dziesięcioma polskimi biskupami, wyjeżdża na obrady Soboru Watykańskiego II w Rzymie. Wziął też udział w audiencji papieża Jana XXIII dla polskich biskupów. Prace soborowe były dla Karola Wojtyły doświadczeniem niezwykle ważnym.
7 października 1963 roku po raz drugi uczestniczy w obradach Soboru Watykańskiego II.
5–15 grudnia 1963 roku, po zakończeniu drugiej sesji soboru, biskup Wojtyła spotyka się z rzymską Polonią, po czym udaje się na pielgrzymkę do Ziemi Świętej. Wędrówka śladami Chrystusa i Apostołów zrobiła na nim duże wrażenie.
13 stycznia 1964 roku Karol Wojtyła zostaje arcybiskupem metropolitą krakowskim.
We wrześniu 1964 roku po raz trzeci uczestniczy w obradach Soboru Watykańskiego II.
Liczne zajęcia duszpasterskie i zarządzanie diecezją dzielił z wyjazdami na kolejne sesje soboru. Po powrocie zawsze informował wiernych i księży o postępach prac w Watykanie.
W 1969 roku odwiedza Kanadę i Stany Zjednoczone.
28 czerwca 1967 roku arcybiskup Karol Wojtyła został przez papieża Pawła VI mianowany kardynałem.
Kardynałowi Wojtyle został przydzielony kościół San Cesareo in Palatio. Następnego dnia, w święto Apostołów Piotra i Pawła, papież koncelebrował Mszę Świętą z nowymi kardynałami i wręczył im specjalne pierścienie. Po zakończeniu tych uroczystości kardynał wrócił do Polski. Teraz miał jeszcze więcej pracy. Bardzo często jeździł do Rzymu. Spotykał się z papieżem Pawłem VI.
We wrześniu 1974 roku jedzie do RFN, a we wrześniu 1975 roku odwiedza NRD.
Na wieść o śmierci papieża Pawła VI kardynał Karol Wojtyła odprawił w katedrze wawelskiej Mszę Świętą za duszę zmarłego, po czym pojechał do Rzymu na pogrzeb. Wkrótce odbyło się konklawe, na którym wybrano nowego papieża, arcybiskupa Wenecji Albino Lucianiego, który przyjął imię Jan Paweł I.
Kardynał Karol Wojtyła wrócił do Polski.
Po zaledwie 33 dniach, 28 września 1978 roku, samotnie w swoim pokoju zmarł papież Jan Paweł I.
Usłyszawszy o tym, kardynał Wojtyła uklęknął i powiedział: — Niezbadane są wyroki Boskie, chylmy przed nimi głowę. Kardynałowie znów spotkali się na konklawe.
16 października 1978 roku o godzinie 18:18 z komina nad Kaplicą Sykstyńską uniósł się biały dym. Wkrótce oszołomiony świat poznał nowego Następcę Piotra – papieża z dalekiej Polski. O godzinie 18:44 reflektor rozświetlił plac bazyliki. Na plac wkroczyła Gwardia Szwajcarska, a na centralnym balkonie pojawił się kardynał Pericle Felici i oznajmił: „Oznajmiam wam radosną nowinę. Habemus Papam! – mamy papieża!”. Dodał: „Carolum Sanctae Romanae Ecclesiae Cardinalem Wojtyła... Ioannem Paulum Secundum!”. Nowy papież Karol Wojtyła przyjął imię Jana Pawła II.
Trudno opisać, co się wtedy działo w Polsce. Ludzie dziękowali Bogu za papieża Polaka. Tego dnia papież Wojtyła zamieszkał w Watykanie na stałe. Zaczął podróżować i nieść Słowo Boże po całym świecie. Zyskał przychylność i szacunek wszystkich ludzi, zarówno dzieci – które to bardzo umiłował – jak i młodzieży, czy też dorosłych. Okazał się najpracowitszym z wszystkich papieży. Jego dorobek duchowy jest tak wielki, że nie sposób go sobie wyobrazić. Jego zapał, niezwykła wszechstronność, znajomość języków sprawiły, że za życia został okrzyknięty świętym. Pokazał, jak ma żyć chrześcijanin. Był prawdziwym pośrednikiem między niebem a ziemią. Pielgrzymował na krańce świata, chcąc pojednać religie. Przemierzył niemal cały świat.
Odnowiciel Kościoła
Przyznając kardynalskie kapelusze duchownym z 27 krajów z pięciu kontynentów, Ojciec Święty pokazał, jak powszechny jest charakter Kościoła. Zmniejszył w ten sposób dotychczasową dominację kardynałów z Europy, głównie zachodniej. Podczas Jego pontyfikatu wyniesiono do godności kardynalskiej wielu biskupów z Trzeciego Świata.
Szczególnie umiłował dzieci
Mawiał, że dzieci i młodzież są Kościołem jutra.
„Wy jesteście solą dla ziemi.
Wy jesteście światłem świata”.
Tu zostawił serce
Pasję wędrowania i ciekawości świata zaszczepił w młodym Karolu ojciec. Jest pierwszym w historii papieżem, którego zobaczyć można było na szlakach turystycznych, w górach, na nartach, grającego w piłkę.
Święci Jana Pawła II
Ze wszystkich papieży Jan Paweł II wyniósł na ołtarze najwięcej osób. Beatyfikował ponad 1 300 Sług Bożych i kanonizował ponad 480 błogosławionych. Najwięcej wśród nich było Hiszpanów i Polaków.
Jan Paweł II przeszedł kilka operacji, z czego trzy bardzo ciężkie. Jego wciąż pogarszający się stan zdrowia był w dużej mierze następstwem ran odniesionych w zamachu 13 maja 1981 roku. Kula o milimetry przeszła koło aorty i kręgosłupa – to uratowało Papieża. Ojciec Święty zachował przytomność aż do przyjazdu do szpitala i tam dopiero ją stracił. Przez cały czas był przekonany, że jego rany nie są śmiertelne. Co pewien czas świat obiegały więc pogłoski o postępach choroby.
Jan Paweł II, jako głowa Kościoła rzymskokatolickiego, był pierwszym strażnikiem i interpretatorem prawd wiary. Dlatego jego nauczanie jest najważniejszym elementem Magisterium, czyli Urzędu Nauczycielskiego Kościoła. Ojciec Święty nauczał poprzez wydawanie różnego rodzaju dokumentów, takich jak encykliki, adhortacje apostolskie, listy, orędzia, bulle i wiele innych.
Jan Paweł II, głosząc Słowo Boże, zwiedził niemal cały świat. Odbył wiele pielgrzymek, nie tylko do krajów katolickich, ale też do krajów protestanckich czy prawosławnych. Chciał pojednać wszystkie religie. Jako pierwszy papież przekroczył próg muzułmańskiej świątyni. Pielgrzymował na krańce ziemi, do ubogich i skrzywdzonych przez los. Odwiedzał najdalej położone regiony świata, kraje objęte wojną.
Na jego msze podczas pielgrzymek przychodziły miliony wiernych. Każdy chciał usłyszeć niesione przez niego Słowo Boże. Ludzie płakali z radości i pragnęli, by ta chwila trwała wieczność.
Gwardia Papieska towarzyszyła mu przy każdej oficjalnej uroczystości w Watykanie. Papieżowi towarzyszyli kolorowo ubrani gwardziści. Stoją dostojnie, opierają się na halabardach. Zwani są gwardzistami papieskimi lub szwajcarskimi.
Rozpacz Polski i świata
W wieku 84 lat, w 27. roku pontyfikatu, zmarł Jan Paweł II. 264. Biskup Rzymu w dziejach, pierwszy papież Słowianin. Odszedł w wigilię Niedzieli Miłosierdzia, święta, które sam ustanowił.
Już od początku pontyfikatu przygotowywał nas do swojego odejścia. W 1979 roku w Kalwarii Zebrzydowskiej mówił: „Proszę, abyście za mnie się tu modlili za życia mojego i po śmierci”. Ale wówczas nikt chyba nie wziął sobie do serca tego apelu młodego Papieża, którego rozsadzała energia i za którym z trudem nadążała jego świta oraz dziennikarze relacjonujący jego pierwszą pielgrzymkę do Ojczyzny. Kiedy te same słowa powtórzył w 2002 r. w tym samym miejscu podczas ostatniej podróży apostolskiej do Polski, wywołały one łzy wiernych znajdujących się w bazylice kalwaryjskiej oraz setek tysięcy ludzi przed telewizorami. Był już wtedy bardzo schorowany, a postępująca choroba Parkinsona sprawiła, że poruszał się z trudem i mówił niewyraźnie. Ale nawet wtedy wydawało się, że Ojciec Święty będzie jeszcze długo kierować Kościołem, gdyż przyzwyczaił nas do tego, że wychodził z wielu kryzysów zdrowotnych i przeżył zamach na swoje życie. Ten optymizm i nadzieja nie opuszczały wielu milionów ludzi na całym świecie, nawet wtedy, gdy Papież w lutym trafił do rzymskiej Polikliniki Gemelli i przeszedł zabieg tracheotomii, mający ułatwić mu oddychanie. Paradoksalnie – nie mogąc wymówić słów, Jan Paweł II mówił całemu światu, że należy wypełnić swoją misję do końca, że cierpienie ma sens. Przypomniał, że każdy z nas stanie kiedyś oko w oko ze śmiercią i że nie powinien się jej bać, bo dla każdego chrześcijanina jest ona przejściem do innego, wiecznego i lepszego życia. Miliony ludzi różnych ras i wyznań na całym świecie modliły się o zdrowie Papieża albo o to, aby mógł nieść do końca cierpliwie swój krzyż.
Kiedy umarł, tłumy ludzi na całym świecie spontanicznie wyszły na ulice. Smutek po stracie najlepszego Ojca, Pasterza i Przyjaciela przeplatał się z wdzięcznością, że ktoś taki jak On był z nami i wspierał nas przez tyle lat.
„Ufamy, że Jan Paweł II powiększy grono świętych i już dziś modli się za nas u tronu Bożego” – tak biskupi polscy tuż po śmierci Papieża napisali w komunikacie. My też w to gorąco wierzymy i jesteśmy wdzięczni Bogu, że mogliśmy żyć w czasach, kiedy następcą św. Piotra był Jan Paweł II – nasz Karol Wojtyła.
Kanonizacja
27 kwietnia 2014 roku Jan Paweł II został kanonizowany przez papieża Franciszka. Uroczystość odbyła się na placu Świętego Piotra w Rzymie i zgromadziła setki tysięcy wiernych z całego świata. Święty Jan Paweł II pozostaje w sercach milionów ludzi jako wzór świętości i miłości bliźniego.