profil

„Prawdziwa sztuka jest zawsze współczesna” F. Dostojewski. Powyższe zdanie uczyń mottem rozważań o ponadczasowej wartości wybranych dzieł literackich.

poleca 85% 182 głosów

Treść Grafika
Filmy
Komentarze
Sandro Botticelli Eliza Orzeszkowa

„Prawdziwa sztuka jest zawsze współczesna”. Niezależnie od okresu historycznego, zaskakuje, fascynuje i wzbogaca każdego człowieka o zawarte w sobie wartości. Niejednokrotnie zdarza się również, że prawdziwa sztuka, ten niedościgniony wzorzec, ideał, staje się źródłem inspiracji dla kolejnych generacji artystów. Wtedy przestaje jedynie nauczać pokolenia, ale czynnie wpływa na ich rozwój, na poszukiwanie ciągle jakiegoś głębszego sensu. Zachęca do odkryć, do chwil zamyślenia i równocześnie staje się źródłem nowej sztuki.
Mitologia, dzieje antycznych bogów i herosów, po dziś dzień nie straciła na swojej wartości. Liczne mity opiewające miłość, odwagę, perypetie władców Olimpu, ich potomstwa i wybitnych ludzi opisują wciąż aktualne dla ludzkości problemy. Mówią o zazdrości, poświęceniu, życiu pięknym i wystawnym, jak i tym skromniejszym, opowiadają to, co w zasadzie nigdy nie przestanie być teraźniejszością. Jest tam jednak wiele postaci, które z biegiem lat powracają do sztuki i są dla niej ciągłą inspiracją. Historia bogini miłości Wenus (Afrodyta), która wyłania się z morskiej piany niedaleko Cypru (często mówi się, że jest to wyspa miłości bez wspominania jakiejkolwiek konkretnej nazwy) i olśniewa swoim nieziemskim pięknem, jest tematem wielu dzieł sztuki. Artystą, który z największym uwielbieniem oddawał się ukazywaniu piękna bogini, stał się renesansowy Botticelli, który w swoich „Narodzinach Wenus” dał wyraz swojej fascynacji dziejami i urodą bogini. Do jej wizerunku sportretował najpiękniejszą według siebie Włoszkę – Simonettę Vespucci i odtąd właśnie ta idealna twarz gościła na każdym z jego przedstawień. Uwiecznił ją w słynnej „Primawerze”, w której oprócz alegorii Wiosny występuje sama bogini Wenus, a także w dziele „Wenus i Mars”, gdzie bogini spoczywa w towarzystwie boga wojny, w otoczeniu splendoru i przepychu. Botticelli nie był jednak jedynym malarzem zainspirowanym mitem Wenus. Również Bronzino i wielu innych malowali podobne kompozycje. Tycjan, z kolei, dał wyraz swojej fascynacji nieprzemijającym pięknem mitu, w swoim słynnym akcie kobiecym „Wenus z Urbino”. Wielu było malarzy, którzy powielali ten pomysł i dzięki temu fragment mitologii dotyczący bogini miłości na zawsze pozostanie aktualny.
Kolejna bogini – Diana (Artemis), również często stawała się obiektem przedstawianym na płótnach mistrzów. Diana była boginią łowów, jednak (tak jak Atena) została na zawsze dziewicą. Fakt ten sprawiał, że nie pozwalała nawet spojrzeć na siebie mężczyznom, o czym przekonał się młody Akteon. Ten nieostrożny myśliwy podczas polowania ze swoimi psami, przez przypadek, ujrzał kąpiącą się Dianę. Ta, spostrzegłszy go, skropiła go wodą i przeistoczył się w jelenia. Widząc to, dopadły go jego własne psy i rozszarpały na śmierć. Historię Akteona opisuje Bolesław Leśmian, ujęty tragedią bohatera. Na wizerunku samej bogini spoczywającej po kąpieli koncentruje się malarz okresu rokoko – Boucher (1703-1770). On w swoim obrazie „Diana wypoczywająca po kąpieli” przedstawia bóstwo w towarzystwie nimfy, otoczone atrybutami władzy – strzałami, martwymi ptakami. W gęstwinie leśnej można doszukać się dyskretnej sylwetki Akteona, którego dzieje nie są tu jednak przedstawione.
Najsłynniejsza z legend kreteńskich – mit o „Dedalu i Ikarze” również stała się wzorcem dla wielu przedstawień i utworów literackich. Stanisław Grochowiak w wierszu pt. „Ikar” nawiązuje właśnie do tej historii. Pisze o bierności ludzi wobec tragedii młodego Kreteńskiego buntownika, który nie usłuchawszy słów ojca, ginie straszliwą śmiercią. W ostatniej zwrotce przypomina obraz Breughel’a, malarza flamandzkiego, który w obrazie „Upadek Ikara” na pierwszym planie odtwarza tok wiejskiego życia – prace na roli, wypas bydła, a dopiero gdzieś daleko w tle, po dokładnym zanalizowaniu obrazu, widz jest w stanie ujrzeć śmierć bohatera. Tafla wody przedarta zostaje ciałem Ikara, chłopak umiera niezauważony przez nikogo.
Świat politeistyczny został wkrótce zastąpiony światem wyznającym religię chrześcijańską. Ta nowa kultura, zatwierdzona w 313 roku Edyktem Mediolańskim wydanym przez cesarza Konstantyna, stworzyła własny rodzaj ‘mitologii’ jakim było Pismo Święte. Stary i Nowy Testament przepełniony jest dziejami ludu chrześcijańskiego. Tam również kolejne pokolenia odnajdywały inspirację i sprawiały, że Biblia była i ciągle jest dziełem aktualnym i współczesnym. W Starym Testamencie artyści odnaleźli wiele wątków, które późnej chętnie naśladowywali.
Adam i Ewa, ich stworzenie oraz wygnanie z raju, to temat, który przez całe wieki cieszył się wielką popularnością i ma ją do dzisiaj. Słowa biblijne uwiecznili w obrazach m.in. Massaccio, Bosch, Drer i van Eyck. To twórcy najsławniejszych na świecie aktów pierwszych ludzi.
Arthemisia Gentileschi (uczennica Carravaggia) z uwielbieniem oddała opowieść z Księgi Judyty. Opowiada ona o Holofernesie, asyryjskim wodzu króla Nabuchodonozora, który obległ izraelskie miasto – Betulia i naraził ludność na głód i cierpienie. Wdowa – Juta – opiekunka tego miasta wymyśliła podstęp, który miał na celu zamordowanie Holofernesa. Udała się do jego siedziby, uwiodła i upiła. Nieprzytomnemu wodzowi ucięła głowę i w ten sposób uratowała miasto. Gentileschi przedstawia ową historię na dwóch obrazach. Charakteryzują się one niezwykłym realizmem i dynamiką. Również Klimt, bardziej nam współczesny, odwołuje się do tej opowieści w swojej twórczości. Nawet słynny „malarz madonn” – Botticelli zainspirowany dziejami Judyty maluje obraz – „Powracająca Judyta”.
Odwaga, przemyślność i zwinność, to temat opowieści o Goliacie i Dawidzie. Goliat, olbrzymi wojownik filistyński, zostaje pokonany przez młodego pasterza – Dawida. Wódz ginie od strzału z procy, a Dawid zostaje obwołany królem Izraela. Atletyczna sylwetka młodego pasterza stała się idolem rzeźbiarskim. Renesansowy „Dawid” Donatella, przedstawia sylwetkę młodego chłopca wykonaną w brązie. Później artyści ukazują Dawida jako dorosłego mężczyznę – Michał Anioł i Bernini.
Również Nowy Testament inspirował. Już Botticelli namalował „Mistyczne Narodziny”, obraz Bożego Narodzenia. W jego ślady poszli np. Campin i van der Goes. Dzieje świętej rodziny od zawsze były na pierwszym miejscu poczynając od sztuki wczesnochrześcijańskiej i bizantyjskiej. Liczne ikony, przedstawienia świętych, wieszane w świątyniach na łukach tęczowych pokazywały dzieje chrześcijaństwa. Madonna z dzieciątkiem, to duża część dorobku całej sztuki. Liczne hodegetrie i eleusy, a także platytery pojawiały się od czasu powstania chrześcijaństwa. Dzieje Męki Pańskiej, które tak wspaniale oddał Hans Memling przedstawiając symultanicznie 20 wydarzeń z życia Chrystusa, były podstawą sztuki przez całe wieki. Wszystko to, cały ten ogrom dorobku ludzkiego, inspirowane było tylko jedną księgą – Biblią. Czy w takim razie nie dowodzi to jej współczesności?
Średniowieczne „Dzieje Tristana i Izoldy”, oparte na poezji wędrownych poetów – trubadurów i truwerów również zaszczepiło ludzkości pewien motyw, który bez względu na wszystko zawsze można uznać za współczesny – miłość. Nie była to pierwsza opowieść sławiąca to uczucie, ale była jedną z najpiękniejszych i najbardziej poruszających średniowieczne serca. Do dziś czytając historię Tristana i Izoldy czujemy wzruszenie i najpewniej wszystkie te uczucia, jakich doznawali ci, którzy czytali je wieki temu. Opowiedziane są tutaj dzieje pary nieszczęśliwych kochanków, którzy darzyli się uczuciem wbrew wszystkim i wszystkiemu. Tristan był rycerzem, siostrzeńcem starzejącego się króla Kornwalii – Marka. Król nie ma potomstwa i zmuszony jest znaleźć kobietę, która urodzi mu syna. Nie chce się jednak żenić. Pewnego dnia do jego komnaty wlatuje przez okno złocisty włos. Marek rozkazuje Tristanowi odnaleźć jego właścicielkę, by mógł ją poślubić. Tristan doskonale wiedział gdzie się udać i znalazłszy Izoldę płynie z nią okrętem z Irlandii. Tam oboje nieopatrznie wypijają napój miłosny przeznaczony dla Izoldy i króla. W ich sercach rodzi się płomienna miłość, ale Tristan najbardziej ceni wierność królowi. Marek domyśla się zdrady jednak nie potrafi ich nienawidzić. Przyłapani kochankowie zostają skazani na śmierć, jednak uciekają i kryją się w lasach, gdzie dochowują wierności królowi. Podczas snu oddziela ich nagi miecz. Po dwóch latach ich kryjówka zostaje odkryta. Tristan wyjeżdża, by ożenić się z Izoldą o białych dłoniach, jednak po latach kochanków łączy wspólna mogiła. Zostają obok siebie pochowani, a ich groby łączy krzak głogu.
Wiele powstawało (i nadal powstaje) utworów o miłości. Można pokusić się o stwierdzenie, że wszystkie w zasadzie są takie same. Do pewnego stopnia opinia taka może być prawdziwa. Miłość zawsze będzie miłością, niezależnie od okresu, czy gatunku literackiego. Zawsze łączyła (i będzie łączyć) dwoje ludzi, którzy zostali sobie zapisani. Niezmiennie będą do siebie dążyć, przeżywać romantyczne uniesienia, ale także rozstania i problemy. Tak jak Tristan i Izolda, tak każda w historii para kochanków będzie się kochać ponad wszystko. Tego uczucia nie zmieni czas, nie zmienią go też obyczaje. Mickiewicz również pisał o tej samej miłości. Inaczej ubierał ją w słowa, patrzył może z innej strony, ale oglądał i opisywał to samo uczucie. Adam Asnyk, poeta „czasów niepoetyckich”, w wierszu „Ta łza...” jakież inne opisuje uczucie jak nie właśnie miłość? Zupełnie inna epoka, inny sposób patrzenia na świat, ale miłość taka sama. „A choć winienem twej niedoli/ Miłości mojej nie przeklinaj!” pisze w dwóch ostatnich wersach utworu. Tutaj sam autor zranił ukochaną mu osobę. Złamał najdroższe mu serce i cierpi z tego powodu. Myśli, że chociaż przed jego śmiercią ujrzy radość na twarzy ukochanej.
Twórcą specyficznej liryki miłosnej jest Kazimierz Przerwa – Tetmajer. Ten poeta okresu Młodej Polski jest uznawany za mistrza subtelnej, choć bardzo śmiałej liryki miłosnej. Tutaj ta sama miłość rozpatrywana jest pod kątem czysto erotycznym. Autor koncentruje się na akcie miłości fizycznej, na pragnieniach i zachowaniach kobiety targanej żądzą. Opisuje rozkosz, z jaką kobieta oddaje się miłości, by na końcu napisać, że będąc już ‘po wszystkim’ podmiot liryczny oddala się od jej rozgrzanego ciała i błądzi myślami w zupełnie już innym, odległym świecie. „Lubię, kiedy kobieta...”, to jeden z tych wierszy, w którym głos ma uczestnik, a zarazem obserwator zbliżenia seksualnego. Odchodzi od mickiewiczowskiej wzniosłości i średniowiecznych konwenansów, opisuje miłość nie jako proces uczuciowy, ale jako moment rozkoszy. Chwila zapomnienia mija bezpowrotnie, gdy „myśl skrzydlata” mężczyzny odchodzi od całego aktu.
Nie tylko miłość jest takim nieodzownym elementem naszego życia. Jest w nas wiele nieodgadnionych elementów. Nikogo nie jesteśmy w stanie do końca określić. Nawet sami siebie nie zawsze jesteśmy w stanie pojąć. Jest w człowieku coś, co wyróżnia go od wszystkich innych istot. Coś, co z pokolenia na pokolenie jest przekazywane, pielęgnowane i rozwijane – sumienie. Każdy człowiek je ma. Wszyscy jesteśmy zniewoleni jego działaniem, ale nikt nie wie, na czym ono polega.
Rozważaniom na ten temat poświęcił się Fiodor Dostojewski (1821 – 1881). Twórca powieści psychologicznej „Zbrodnia i Kara” (1866) ukazuje bohatera bezradnego, wobec tzw. „przeklętych pytań” o wartość cierpienia, grzech, władzę instynktów, ograniczenia. Te wielkie pytania formułowane są podczas opisu duchowych rozterek głównego bohatera – Rodiona Raskolnikowa. Jest to student, autor artykułu „O zbrodni...”, w którym dokonuje podziału ludzkości na ludzi „zwykłych” i „niezwykłych”. Sam, zaliczając się do tych drugich, ofiarowuje sobie prawo łamania zasad i przekraczania granic moralnych w imię wyższych celów. Uważa, że w imię idei można poświęcić ludzkie życie, czego bez skrupułów się dopuszcza. Zabija starą lichwiarkę – Alonę Iwanowną, którą nazywa „ludzką wszą”. Niestety na miejscu zbrodni pojawia się siostra zabitej już brutalnie lichwiarki – Lizawieta, którą Rodion zmuszony jest również zamordować. Usprawiedliwia swój czyn chorą ideologią „dobra ogółu”, ale nie wie jeszcze, jakie czekają go konsekwencje. Szybko okazuje się, że nawet takie jednostki jak on, podlegają pewnym normom etycznym. Zaczynają się pojawiać wyrzuty sumienia, koszmarne sny, mary... Teraz wszystko rozgrywa się na poziomie myśli. Dostojewski wpuszcza nas dyskretnie do sumienia Raskolnikowa. Daje nam możliwość obejrzenia wojny, jaką toczy z moralnością. Wnętrze przestępcy pełne jest niepokojów. Nie jest w stanie udawać. Powodowany miłością do Sonii, matki i siostry – Duni, postanawia oddać się w ręce sprawiedliwości. Początkowo nie zdaje sobie sprawy z tego, co zrobił. Jedynie sumienie wysyła mu znaczące sygnały. Jego ciało nie odczuwa nic, „kajdan nawet nie czuł na sobie”. Odrętwiały, rozpalony w swoich myślach, podczas odbywania kary, ulega głosowi sumienia i zmienia swój sposób myślenia. Zaczyna rozumieć, zdawać sobie sprawę ze zbrodni, jakich się dopuścił. Rzeczywistość powoli się przed nim krystalizuje. Czuje, jak opuszcza go gorączka, szał ukrywania myśli. Może w spokoju oddać się pokucie za to, co zrobił. Dostojewski doskonale uchwycił ten stan. Stan poszukiwania samego siebie, motyw winy i kary. Pokazał, że będące w każdym z ludzi sumienie, jest w stanie zdziałać cuda. Jest to motyw wiecznie żywy, ponieważ ani ludzie nie wyzbędą się sumienia, ani też nie przestaną popełniać błędów. Za winę zawsze trzeba odpokutować, ale najsurowszą karę gotujemy sami sobie. Już sama, powstała w psychice, świadomość, wystarczająco nas karze. To nigdy nie ulegnie zmianie, bo wtedy zachwiałby się cały porządek panujący na świecie. Od tysięcy lat człowiek uczy się, co jest dobre, a co złe. Pomaga mu w tym sumienie, najprecyzyjniejsze z narzędzi, i nigdy nie przestanie.
Czy tylko miłość i nasza wewnętrzna psychika pozostają od lat niezmienione? A może jest jednak coś bardziej codziennego, coś, co jesteśmy w stanie zauważyć na co dzień? Pewnie już ludzie w odległych czasach prehistorii cierpieli z powodu konfliktu pokoleń. Zawsze jest tak, że młodzi mają inny pogląd na życie, inne cele i ideały. Pisze o tym Świętochowski w swoim artykule poświęconym właśnie wiecznej aktualności tego problemu. „My jesteśmy młodzi (...). Wy jesteście starzy (...)” pisze autor i podkreśla nigdy nie zachwianą prawidłowość panującą na ziemi. Nie jest jedyny, który zdecydował się o tym pisać.
Eliza Orzeszkowa w powieści pt. „Nad Niemnem” również rozpatruje problem konfliktu pokoleń. Dotyczy on głównie sporu Woitolda z ojcem. Benedykt uważa bowiem walkę o utrzymanie ziemi w polskich rękach za swój patriotyczny obowiązek i nie zaprzestaje jej nawet za cenę nieustających procesów z Bohatyrowiczami. Bojąc się utraty majątku „Wszystkie siły swe przelewał na ten warsztat, na którym od lat tylu i z takim trudem tkał byt własny i przyszłość swych dzieci. Nici tkaniny rwały się ciągle i uciekały w głąb pasma, chwytał je, zawiązywał i drżał o to, aby kiedykolwiek nie porwały się ze szczętem.” Benedykt z biegiem lat stawał się coraz bardziej nieustępliwy, co często stawało na przeszkodzie w porozumieniu z synem. Witold pełen był najszczerszych chęci i zapału do zmiany świata na lepsze i nie mógł pogodzić się z surowością ojca.
Kolejny spór w powieści toczy się między Andrzejową Korczyńską a jej synem. Zygmunt, indywidualista i spadkobierca ideałów narodowowyzwoleńczych ojca w oczach matki, staje się kosmopolitą. Jak na artystę przystało, wielbi Włochy jednocześnie gardząc













Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 13 minuty