profil

Nazywam się Stanisław Wokulski, wspominam nieszczęśliwą miłość do Izabeli Łeckiej.

poleca 90% 101 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

Bogaty czterdziestoletni warszawski kupiec oto ja Stanisław Wokulski. Mimo szlacheckich korzeni, trafiłem do restauracji Hopfera na stanowisko kelnera. Na tym stanowisku ciężko pracowałem, i wszystkie zarobione kupowałem podręczniki. Po dwóch latach nauki zaangażowałem się w działalność spiskową i organizację demonstracji religijno-patriotycznych. W końcu przerwałem studia i wziąłem udział w walkach partyzanckich, wskutek czego zostałem zesłany na Syberię. Pobyt w niewoli spożytkowałem na badania naukowe, dzięki czemu zdobyłem uznanie w środowisku. Do kraju powróciłem w 1870 roku z nadzieją na dalszy rozwój. Po powrocie z Irkucku Ignacy Rzecki, mój stary przyjaciel zaproponował mi posadę subiekta w sklepie Małgorzaty Mince, wdowie po starym Janie Minclu. Rok później wziąłem ślub z Małgorzatą, a z kolei cztery lata po jej śmierci stałem się właścicielem dosyć pokaźnego majątku. Żyłem bez sprecyzowanego celu, pogrążając się w melancholii. Taki stan trwał do momentu ujrzenia w teatrze panny Izabeli Łęckiej. Zakochałem się w niej w tajemniczy romantyczny sposób. Dobrze wiedziałem, aby pokonać przepaść dzielącą mnie od arystokratki, postanowiłem zdobyć duży majątek. Pojechałem, więc na wojnę do Bułgarii, na której, dzięki zajmowaniu się wojskowymi dostawami, powiększyłem swój fundusz dziesięciokrotnie. Po ośmiomiesięcznym pobycie na Bałkanach wracam z zagranicy. Postanawia rozbudować sklep i dostać się na salony arystokracji, a motorem moich poczynań była miłość do pięknej Izabeli Łęckiej, kobiety, której uroda, urok, gracja uwiodły mnie. Dobrze wiedziałem, żeby dostać się do serca owej ?nimfy? potrzeba mieć wysokie urodzenie, majątek oraz kroplę we krwi arystokracji.
By zbliżyć się do Łęckiej i zaimponować jej wykupiłem weksle jej ojca, zlicytowałem o 20 tysięcy rubli drożej kamienice. Byłem zdziwiony jak niewinne zauroczenie się w kobiecie potrafi zmienić życie mężczyźnie starającemu się o jej serce. Zacząłem spotykać się z arytokracyjną warszawską śmietanką, i nie zwracać uwagi na egoistyczne komentarze pod moim adresem. Przesadnie uważałem na maniery i na strój, w jakim chodziłem. Próbuje też zdobyć serce ukochanej ofiarowując znaczne sumy na organizowaną przez nią kwestę charytatywną. To od pory ujrzenia ją w teatrze Iza kierowała moim życiem.
By zwiększyć swoją pewność siebie a także wiedzę skończyłem kurs języka angielskiego u Colinsa. Gdy Izabela zabrała mnie na spacer do Łazienek warszawskich, zaczęliśmy rozmawiać o Rossim, włoskim artyście. Bela, bo tak mówiono na nią w domu wyżaliła mi się, że Warszawa nie docenia prawdziwych artystów- oczywiście miała, na myśli Rossiego. Obiecałem jej, że przy następnym występie Włocha Rossi otrzyma wieńce i oklaski, jak się potem okazało był to mój błąd. Na przedstawieniu Izabela zafascynowana talentem artysty, i co najgorsze na mnie nie spojrzała ani razu. Przeżywam zwątpienie, co do mojego uczucia do Izabeli Łeckiej, postanawiam, na pewnien okres wyjechać do Paryża, przemyśleć wszystko spokojne. Próbuje tam także o niej zapomnieć, ale to daremne próby. Będąc w Paryżu mam dylemat czy zostać przy boku Gestia czy wrócić do Warszawy w celu dalszej drogi od serca Izy. Moją decyzję zostaniu czy powrocie do kraju decyduje list od prezesowej, w którym piszę bym pojawił się prędko w Zasłaniu i ?zakopał? topór wojenny z Izabelą. Wróciłem z Paryża, by na zaproszenie prezesowej spędzić lato w Zasławiu. Są tu już panna Izabela, Kazio Starski, Julian Ochocki, Fela i Ewelina Janocka, Kazia Wąsowska i baron Dalski. Widzę, że moja osoba cieszy się powszechnym szacunkiem i zainteresowaniem kobiet, panna Łęcka zmieniła nieco swój stosunek do mnie i po raz pierwszy pozwala mi mieć nadzieję na wspólną przyszłość. Rozmowa z nią na tych spotkaniach była o niebo przyjemniejsza i subtelna niż poprzednie. Z Zasławia wyjechałem szczęśliwy i z uspokojoną duszą i sercem. Po tym jak Bela dała mi iskrę nadziei przychodziłem na spotkanie do domu jej ojca, ale głównie by zobaczyć i porozmawiać z Izą. Ten okres trwał parę miesięcy, Bela bardzo się zmieniła odnosiła się do mnie w grzeczny sposób. Słyszałem złośliwe komentarze, że jest ?nastawiona? przez rodzinę by poprzez związek ze mną wesprzeć ją finansowo, ale ślepy miłością nie zauważyłem tego. I nadszedł ten czas, kiedy Izabela zgodziła się by zostać moją żoną. Od razu postawiła mi warunki, by być mężem przy jej boku muszę zmienić wizerunek kupca na majętnego arystokratę. By to uczynić rezygnuje z prowadzenia sklepu i zrywam kontakty ze wszystkimi kupcami a także wycofuje swoje udziały ze spółki handlowej. I nadszedł pora, w której moją miłość do Izy zawaliła się niczym zamek pod lodem. Była to sytuacją, która miała miejsce w pociągu, w którym na zaproszenie ciotki Hortensji jechaliśmy ja, Iza i Starski do Krakowa. W mojej obecność rozpoczęła się w przedziale pociągowym rozmowa Izy ze Sitarskim. Cała rozmowa prowadzona była w języku angielskim, i na nieszczęście ja ją rozumiałem. Iza z ironicznym wyśmiewaniem opowiadała, że zgubiła darowany przeze mnie medalion, a także na moich oczach podrywała Starskiego. To skumulowało we mnie uczucie pogardy, jaką darzyła mnie moją przyszła żona. Z tego powodu jak najprędzej chciałem opuścić ten świat, lecz od śmierć pod kołami pociągu odwiódł mnie kolejarz. Załamany swoim bezsensownym istnieniem wróciłem do domu. Popadłem w apatię i melancholię. Po okresie samotnych rozmyślań doszedłem do wniosku, że powinienem opuścić kraj i udać się jak najdalej, aby rozpocząć całkiem nowe życie

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 5 minut

Teksty kultury