profil

Charakterystyka społ. pol.w utworach Lit. Pol. pozytywizmu i dwudziestolecia międzywojennego

poleca 85% 290 głosów

Treść Grafika
Filmy
Komentarze
Maria Konopnicka

Polska znalazła się w szczególnej sytuacji politycznej po upadku powstania styczniowego. Był to kolejny nieudany zryw narodowowyzwoleńczy, po którym nasiliły się represje ze strony zaborców. Wydarzenie to miało ogromny wpływ na literaturę polską doby pozytywizmu.
Drugim równie ważnym wydarzeniem mającym wpływ na tematykę utworów literackich było odzyskanie niepodległości przez Polskę w 1918 roku, zaś data ta jest początkiem okresu literackiego zwanego 20-leciem międzywojennym. Oba te wydarzenia miały duży wpływ na społeczeństwo polskie, co z kolei znalazło odzwierciedlenie w dziełach takich autorów jak Bolesław Prus, Zofia Nałkowska, Maria Konopnicka, Eliza Orzeszkowa, czy Stefan Żeromski. W oparciu o wybrane utwory spróbuję teraz ukazać obraz polskiego społeczeństwa w dobie zaborów oraz w odrodzonym, niepodległym państwie.
Pierwszym utworem, który pomoże mi scharakteryzować społ. polskie jest „Kamizelka” Bolesława Prusa. Zauważam, iż problematyka społeczna wiąże się tu z przyczynami dramatu skromnej mieszczańskiej rodziny. Otóż, aby ją zgłębić należy zadać sobie pytanie – co jest źródłem dramatu tych ludzi? Są to przede wszystkim niskie pensje urzędnicze wynikające z polityki zaborców, słabo zorganizowany system opieki lekarskiej, wysokie koszty leczenia oraz rzecz jasna choroba męża. Ważne jest również to, iż w społeczeństwie zauważamy brak solidarności wobec ludzi potrzebujących nie mówiąc już o ubogiej ofercie pracy dla kobiet. Tak, więc drobnomieszczańska rodzina, często posiadająca tylko jedno źródło utrzymania w obliczu różnych wypadków losowych jest skazana na nieuchronną klęskę.
Drugim utworem osadzonym po części w realiach mieszczańskich jest „Lalka”. W dziele swym Bolesław Prus zawarł obraz polskiego społeczeństwa na przykładzie Warszawy końca XIX wieku. Zwróćmy teraz szerzej uwagę na biedotę. Otóż Bolesław Prus udowadnia, że gdyby nie pomoc Wokulskiego czy prezesowej Zasławskiej to przedstawiciele biedoty nie mieliby szansy na poprawę swego losu, chociaż w nędze nie popadli z własnej winy na przykład Węgiełkowi spłonął warsztat, furmanowi zdechł koń, dróżnika przeniesiono w odległe miejsce. Pomoc najbiedniejszym jest realizacją hasła pracy u podstaw. Wnioskuję, że obowiązkiem warstw zamożnych jest danie szansy najbiedniejszym, aby sami mogli wydobyć się z nędzy na przykład finansując kupno konia, maszyny do szycia czy odbudowy zakładu stolarskiego. Znamy, więc oczekiwania płynące pod adresem arystokracji. Jakie są jej zapatrywania na swoje powinności, które wynikają zarówno z jej statusu jak i wciąż przewodniej roli w będącym pod zaborami kraju? Odpowiedź na to pytanie jest kluczem do zbadania postawy najzamożniejszej części społeczeństwa. Otóż arystokracja gardzi niższymi warstwami, utrzymuje kontakty tylko z przedstawicielami swej sfery, przez co jest zamkniętą grupą społeczną. Jak się to ma wobec pozytywistycznych postulatów mających na celu wskrzeszenie ojczyzny? Arystokracja dużo mówi o patriotyzmie, ale nie podejmuje żadnych konkretnych starań stając się warstwą tracącą na znaczeniu, skupiającą się jedynie na utrzymaniu pozorów swej dawnej świetności. To samo pytanie możemy postawić przedstawicielom mieszczaństwa. Zauważam, że mieszczaństwo żydowskie i niemieckie nie jest
zainteresowane podnoszeniem poziomu gospodarczego kraju gdyż nie leży to w ich interesie, zaś polskie jest zbyt słabe i mało operatywne. Najważniejszym wnioskiem płynącym z utworu jest to, że społeczeństwo polskie znajduje się w stanie rozkładu i nie ma grupy społecznej, która byłaby zdolna zrealizować hasła pozytywistyczne – praca u podstaw i praca organiczna.
Zwróciłem uwagę na postawę mieszczaństwa żydowskiego, które na dobre wpisało się w obraz polskiego społeczeństwa. Chciałbym teraz przedstawić postać Mendla Gdańskiego, bohatera utworu Marii Konopnickiej. Jest to niezwykle ważne gdyż publicystyka pozytywistyczna nie mogła i nie chciała pomijać kwestii żydowskiej zawartej w programie „pozytywistów warszawskich”. Otóż Mendel to stary, siwy i chudy Żyd, mieszkaniec Warszawy, właściciel małego warsztaciku introligatorskiego. Była to osoba ufna w ludzką dobroć, dla której oczywiste było, że wszyscy ludzie są sobie równi bez względu na różnicę ras czy wyznawanej religii. Niestety padł on ofiarą fanatycznego tłumu. Jakże dziwne jest takie zachowanie wobec osoby, która przynależności do polskiego społeczeństwa potwierdził nie tylko rzetelną pracą, ale i udziałem w powstaniu styczniowym. Nowela ta jest doskonałym potwierdzeniem wniosków wyciągniętych z „Lalki”, poszerzona o dobitny przykład bestialstwa, ciemnoty oraz nietolerancji panującej w polskim społeczeństwie w drugiej połowie XIX wieku.
Po zaprezentowaniu mieszczaństwa i arystokracji pragnę teraz zwrócić uwagę na średniozamożne ziemiaństwo i szlachtę zaściankową – dwie główne grupy społeczne polskiej wsi. W tym celu posłużę się analizą powieści Elizy Orzeszkowej pod tytułem „Nad Niemnem”. Średniozamożne ziemiaństwo mocno odczuło kryzys ekonomiczny po uwłaszczeniu chłopów i popowstańcze represje. Jedni z nich pogodzili się z porażką (Np. Dominik Korczyński) i porzucili ziemię, zaś drudzy dokładali wielu wysiłków, aby podnieść swe gospodarstwa z ruiny – postawa Benedykta Korczyńskiego. W zaścianku zauważamy jeszcze bardziej mozolną pracę szlachty, która praktycznie nie różni się niczym od chłopów. Bochatyrowicze gospodarują na swych małych poletkach i mimo, że są biedni to ziemia wciąż jest dla nich najwyższą wartością. Godne uznania jest ich przywiązanie do kultury, tradycji. Ukazany jest ich wysiłek zmierzający do podniesienia poziomu cywilizacyjnego, a co za tym idzie do stworzenia podwalin wolnego państwa. Szczególnie warto zwrócić uwagę na zaścianek gdyż to lud ma w przyszłości posiadać ogromny wpływ na losy Polski.
Dokonałem już analizy społeczeństwa polskiego w dobie pozytywizmu, więc pozostaje zajęcie się literaturą 20 – lecia międzywojennego. Opisu dokonam w oparciu utwory Stefana Żeromskiego pod tytułem „Przedwiośnie” i Zofii Nałkowskiej pod tytułem „Granica”.
Otóż obraz niepodległej Polski wpisany w „Przedwiośnie” to wizerunek nędznego kraju rozsadzonego przez społeczne napięcia. Ziemiaństwo wiedzie bezmyślne i syte życie. Od tej warstwy nie należy oczekiwać niczego dobrego. Chłopi poznani na przykładzie Nawłoci i Chodku są ciemni, egzystują na granicy przetrwania. Ci ludzie żyją w rozpaczliwej biedzie, poniżeni, wegetują nękani chorobami, głodem. Mieszkają w gnijących chatach, gdy dwór opływa w dostatek i czerpie radość z uroków polowań czy flirtów. Tak wyglądające chłopstwo stoi na granicy wybuchu społecznego protestu. Niewiele lepsza jest sytuacja robotników. W dzielnicy żydowskiej w Warszawie tłumy mężczyzn nic praktycznie nie robią stając się podatnym gruntem dla komunistycznych postulatów. Ci zaś pomimo groteskowego przedstawienia przez autora są niebezpieczni, a co gorsza mają po części rację. Tylko oni, bowiem głośno mówią o tragicznym położeniu robotników, prześladowaniu mniejszości narodowych, torturach oraz przemocy. Zgrozy dopełnia system władzy oparty na przemocy i zastraszeniu gdzie carski aparat zastąpiła polska policja. Mamy, więc do czynienia z totalną destrukcją społeczeństwa polskiego.
Głównym tematem „Granicy” Zofii Nałkowskiej jest człowiek jako jednostka i jego funkcjonowanie w społeczeństwie. Utwór jest, więc nie tylko powieścią psychologiczną, ale też społeczną ukazującą mechanizmy władzy i jej wpływ na życie ludzi. Sam tytuł może nam już wiele powiedzieć o życiu społecznym. Otóż granica może być postrzegana jako bariera klasowa oddzielająca ludzi. Jest to widoczne na przykład w układzie kamienicy pani Kolichowskiej, gdzie najniższe piętra zajmują ubodzy zaś wyższe – inteligencja i mieszczaństwo.
Bogate ziemiaństwo jest to grupa społeczna ukazana jako ludzie bezwartościowi, dla których najważniejsze jest własne dobro zaspokajane prymitywnymi uciechami. Zdeklasowana szlachta to jedynie pionki w rękach ziemiaństwa, zaś drobnomieszczaństwo to ludzie żyjący dostatnio, ale można określić ich mianem „filistrów”. I w końcu proletariat, najuboższa warstwa, nędznie żyjąca, dręczona chorobami, niepewna jutra. Warto tu zauważyć, że to już nie zastraszeni robotnicy, ale ludzie, którzy coraz głośniej zaczynają domagać się swoich praw. To w nich drzemie siła, narasta samoświadomość prowadząca do czynnej walki o przywileje.
Zarówno w pozytywizmie jak i w dwudziestoleciu międzywojennym zauważamy społeczeństwo będące w stanie rozkładu. W niemal wszystkich omówionych utworach widać zdemoralizowanie elit. Zaborcy i władza niepodległej Polski ignorują sytuację najbiedniejszych. Szczególnie warty potępienia jest fakt, iż rządzący Polską nie troszczą się o najsłabszych uważając przy tym filantropie za jedyne lekarstwo na nędze. O ile w II połowie XIX wieku nie zauważamy głośniejszych protestów, wystąpień o tyle w dwudziestoleciu międzywojennym do głosu zaczyna dochodzić proletariat. Podsumowując uważam, że pomimo odzyskania niepodległości, zrzucenia jarzma zaborców, wielu obietnic i programów politycznych zakładających poprawę warunków życia nic się nie zmieniło na lepsze, jeżeli chodzi o sprawy socjalne. W latach dwudziestych XX wieku żyło się tak samo, a może nawet gorzej niż pod zaborami w wieku XIX. Niestety przez tyle czasu nie zmieniła się również mentalność polskich elit, klas rządzących oraz innych warstw, co można uważać za jeden z głównych powodów destrukcji społecznej.

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 8 minut