profil

Opracowanie epok.

poleca 75% 1423 głosów

Treść Grafika
Filmy
Komentarze
Juliusz Słowacki Ignacy Krasicki

BAROK


Problemy społeczne i narodowe w twórczości Wacława Potockiego.


Wacław Potocki jest jednym z przedstawicieli literatury barokowej w Polsce. Był z wyznania arianinem, lecz po wydaniu edyktu królewskiego przeciw braciom polskim, przeszedł na katolicyzm, choć w duchu pozostał wierny ideologii ariańskiej. Szlachta katolicka szykanowała poetę, a i los nie szczędził mu nieszczęść: dwóch synów zginęło na wojnie z Turkami, zmarła też mu najpierw córka, potem ukochana żona.
Był Potocki samoukiem, nigdy nie wyjeżdżał za granicę, a w Akademii Krakowskiej też nie mógł się uczyć, bo był arianinem. Mimo to należał do najświatlejszych Polaków swego czasu. Ojczyznę i Boga kochał całym sercem. Synów wychował na rycerzy, a w nieszczęściach swoich poddawał się pokornie wyrokom Bożym. Kochał i szanował tradycję narodową i obyczaje staropolskie, nie znosił cudzoziemszczyzny, był ojcem i bratem dla swych chłopów oraz rzecznikiem tolerancji i wrogiem prześladowań religijnych. Literatura staropolska niewiele posiada postaci tak wyjątkowych, miłych i sympatycznych. Poezja była dla niego potrzebą duszy i chciał nią służyć także rodakom i ojczyźnie. Wydał dwa zbiory fraszek pod tytułami: "Ogród fraszek" i "Moralia".
Pierwszy zbiór zawiera utwory o różnej treści, ale przeważnie humorystyczne i obyczajowe. Zbiór "Moralia" ma już wyraźny cel dydaktyczny - poeta krytykuje najbardziej typowe wady szlachty: brak patriotyzmu i ducha rycerskiego, nietolerancję religijną, życie ponad stan, pychę, kłótliwość. We fraszce "Pospolite ruszenie" opisuje zachowanie szlachty polskiej w czasie działań wojennych. Straże w nocy zauważyły poruszenie w obozie wroga, więc rotmistrz wysłał dobosza z rozkazem obudzenia szlachty i zajęcia pozycji obronnych. Tymczasem brać szlachecka nie tylko nie kwapiła się do działań obronnych, ale jeszcze odgrażała się rotmistrzowi, który śmiał w nocy ją budzić i na dodatek- rozkazywać. Dobosz, widząc taki przykład, także położył się spać.
We fraszce "Natura wszytkim jednaka" Potocki dowodzi, że Bóg stworzył ludzi równymi sobie. Jednak ludzie nie szanują woli Boga i bogaci wywyższają się nad biednych. Po śmierci znowu zapanuje równość i między panem a kmiotkiem będzie różnica tylko w ... zapachu. Pan, który żywił się mięsem, będzie bardziej śmierdział od kmiotka żywiącego się jarzynami.
Miłość do ojczyzny natchnęła poetę do napisania obszernego poematu opisowego pt. "Wojna chocimska". Utwór powstał w 1670 roku, gdy Polsce groziła ponowna wojna z Turcją (do bitwy doszło w 1673r). Polacy znali już wroga, bo w 1621 roku rozgromili go pod Chocimiem. Wiedzieli, że nie będzie to wojna łatwa, nieprzyjaciel był nieprzejednany i dobrze wyćwiczony. Potocki postanowił dodać otuchy polskiej szlachcie powołując się właśnie na tę bitwę sprzed 50 lat. Do zadania tego przygotował się bardzo skrupulatnie. Przestudiował dziennik spisany przez Jakuba Sobieskiego - uczestnika bitwy pod Chocimiem. Pozostał temu źródłu wierny w poemacie zachowując dzień po dniu chronologię zdarzeń. Najbardziej emocjonalną częścią poematu jest mowa Chodkiewicza - dowódcy bitwy. Apeluje on do uczuć patriotycznych szlachty, do jej dumy rodowej i narodowej. Brzmi w jego mowie płomienna pobudka do walki i wiara w zwycięstwo. Potocki starał się przekonać Polaków, że nie powinni wątpić w swe zwycięstwo. Wszak już raz Polacy pobili Turków, czemu więc nie ufają w swe siły? Wstyd byłoby przed poprzednim pokoleniem, gdyby Polacy nie powtórzyli zwycięstwa.
Wacław Potocki to wielki Polak i patriota. Utwory jego pełnią rolę obywatelskiego rachunku sumienia narodu. Zdawał sobie poeta sprawę z faktu, że Polska chyli się ku upadkowi i z całego serca pragnął powstrzymać ten proces. Dlatego z uporem apelował do szlachty, aby leczyła niedomagania życia prywatnego i publicznego. Bardzo przejmujący jest wiersz "Czuj, stary pies szczeka", w którym Potocki porównuje ojczyznę do gospodarstwa. Pies (głosy patriotów) szczeka, gdyż sąsiedzi okradają gospodarstwo (Polskę), ale nikt nie reaguje na te ostrzeżenia. Gospodarz (szlachta) gromi jeszcze psa, który zakłóca mu błogi spokój. Szczenięta skomlą (młodzi posłowie - patrioci), stary pies szczeka (sam autor), gospodarz bawi się, wiatr niesie skowyt psa.


26. Jan Andrzej Morsztyn jako przedstawiciel baroku w literaturze


Literatura barokowa w Polsce rozwijała się w dwóch nurtach: dworskim i dworkowym, czyli sarmackim. Nurt dworski ulegał wpływom zagranicznym, natomiast dworkowy był rodzimy. Jan Andrzej Morsztyn jest reprezentantem nurtu dworskiego w naszej literaturze barokowej. Był to człowiek starannie wykształcony, dużo podróżował: Holandia, Francja, Włochy. Szczególny zachwyt wzbudziła w nim Francja, więc stał się gorącym entuzjastą tego kraju. Po powrocie do kraju rozpoczął karierę dworską i piął się po jej szczeblach aż do dworu królewskiego. Był zausznikiem królowej Marii Ludwiki, potem króla Jana Kazimierza. Brał czynny udział w misjach dyplomatycznych, a kiedy Jan Kazimierz ustąpił z tronu, stanął na czele stronnictwa francuskiego w Polsce. Intrygował przeciwko królowi Janowi III Sobieskiemu, co zostało wykryte i Morsztyn ratował się ucieczką z kraju do Francji, gdzie pozostał już do końca swego życia. Taki to był człowiek: dworzanin, polityk, dyplomata, intrygant - a przy tym dość sławny poeta, choć wierszyki swoje pisał dla zabawy i nie myślał ich publikować. W czasie pobytu we Włoszech stał się wielbicielem poezji Marina - włoskiego poety, piewcy miłości. Od nazwiska tego włoskiego poety pochodzi nazwa marinizmu określająca styl, treść i formę utworów. Mariniści odrzucali renesansową harmonię między treścią i formą utworów i szczególny nacisk kładli właśnie na formę. [Treścią jest to, o czym się mówi, formą zaś to, jak się mówi]. Treść była mało istotna, istniała jako pretekst dla zabłyśnięcia wyszukaną formą. Na formę tę składały się olśniewające i zaskakujące koncepty (pomysły) oraz epitety, wymyślne metafory. Wszystkie środki stylistyczne stosowane były obficie i celem ich stało się zaszokowanie czytelnika, olśnienie go. Styl ten upodobał sobie nasz poeta Jan Andrzej Morsztyn. Wiersze swoje zawarł w dwóch zbiorkach (rękopiśmiennych): "Kanikuła albo Psia Gwiazda" i "Lutnia". Wśród wierszy przeważają erotyki, bo taka była ówczesna obyczajowość dworu królewskiego i siedzib magnackich. Są to "barokowe cacka" o treści błahej, często frywolnej, za to forma ich jest piękna i misterna. Wierszyki pełne są konceptów, przenośni, porównań, zaskakujących zestawień. Jeden z wierszy nosi szokujący tytuł "Do trupa". Porównuje w nim poeta człowieka zakochanego do trupa i porównanie to wypada na korzyść ... trupa. Jego nie palą już ognie miłości, nie czuje on bólu. Wiersz jest sonetem, a gatunek ten wymaga od autora niebywałej umiejętności; mówi się, że miarą talentu poetyckiego jest właśnie umiejętność pisania sonetów. Morsztyn posłużył się w tym sonecie kunsztowną anaforą (zaczynanie wersetów lub zdań od tego samego wyrazu). Często pojawia się w nim antyteza, czyli przeciwstawienie:

"Ty nic nie czujesz, ja cierpię ból srodze,
Tyś jak lód, a jam w piekielnej śrzeżodze".
[śrzeżoga - upał]

Inny wiersz nosi tytuł "Nagrobek Perlisi". Utwór spełnia wymogi stawiane trenowi - wierszowi żałobnemu. Tego jeszcze nie było - jest to tren na śmierć... suczki pokojowej. Najpierw następuje opis wyglądu Perlisi, potem wyliczenie zalet jej charakteru, na koniec zaś opisanie bólu po zejściu ze świata tej zwierzęcej istoty. Mamy w utworze zagęszczenie epitetów, porównań wyliczeń. Początkowo nie wiemy, komu utwór jest poświęcony - tym większe jest więc nasze zaskoczenie, gdy okazuje się, że to o suczce mowa. W porównaniach stosuje Morsztyn wiele wyrazów obcego pochodzenia, szczególnie wschodniego - orientalizmów. Zadaniem ich jest podkreślenie, że była to psina całkiem wyjątkowa, niespotykana. Gdy zdechła, płakały meble w jej pokoju, łzami zalewała się jej pani, łkały nawet gwiazdy z gwiazdozbioru Psa. W wierszu tym spotykamy często hiperbole, czyli przesadnie - rodzaj metafory polegającej na wyolbrzymieniu i przesadnym uwypukleniu pewnych cech.
Wiersz "Na kwiatki" zawiera pochwałę urody pewnej Katarzyny. Ozdobiła ona kwiatkami swój strój i włosy. Poeta rozpływa się nad szczęściem, jakie spotkało kwiatki, które umrą zaznawszy najwyższej rozkoszy. Oprócz środków wymienionych już wcześniej, w utworze tym mamy jeszcze oksymoron, czyli epitet sprzeczny z właściwościami przedmiotu, osoby, zjawiska, do których się odnosi: szczęśliwa śmierć, miłe mdlenie.
Wiersz "O sobie" jest jednym ogromnym wyliczeniem z użyciem znowu mnóstwa wyrazów obcych, niecodziennych. Dopiero ostatni werset wiersza wyjaśnia, że wszystkie te wyliczenia są porównaniem odnoszącym się do uczucia żalu poety z powodu obojętności uczuciowej damy dworskiej - Katarzyny. Musiała ta Kasia porządnie zawrócić w głowie Morsztynowi! Pisał, aby zdobyć jej serce (niekoniecznie tylko serce).
Morsztyn miał talent poetycki, lekkość pisania, lecz twórczości swej nie traktował poważnie. Pisał dla zabawy swojej i innych. Większość jego utworów traktuje o miłości, flircie - był bowiem Morsztyn polskim marinistą. Lubował się w cudowności, w olśniewających i zaskakujących konceptach oraz epitetach, a zwłaszcza wymyślnych, nowatorskich metaforach (przenośniach). Nie wystarczała mu renesansowa "uczoność" i znajomość przepisów poetyckich, lecz odwoływał się do fantazji i natchnienia poetyckiego.


27. Wykaż cechy barokowe w twórczości wybranego poety tej epoki (Daniel Naborowski)


Polska literatura barokowa rozwijała się w kręgu oddziaływania dwóch głównych prądów ideologicznych: sarmatyzmu i kontrreformacji. Termin sarmatyzm określa ideologię i styl życia szlachty polskiej, odnosi się do świadomości i kultury tej warstwy. Idea ta wykształciła się w XVII w i była żywa do połowy XVIII w, a w niektórych elementach przetrwała nawet wiek dłużej.
Terminem kontrreformacja określa się prąd zmierzający do zniszczenia postępów reformacji. Doprowadził on do wzmożenia się fanatyzmu religijnego i wyzwolenia nienawiści wyznaniowych. Duchowieństwo uzyskało znowu uprzywilejowaną pozycję w społeczeństwie i miało olbrzymi wpływ na wiele dziedzin życia: politykę, naukę, kulturę. Powstały kościelne indeksy ksiąg, drukarnie świeckie upadły, szkolnictwo znajdowało się w rękach duchowieństwa. W tej atmosferze odżyły mistyczne idee średniowiecza, powracano do wzorów ascetycznego życia. Przeciwstawiano się renesansowej radości życia oraz podziwianiu i umiłowaniu ciała ludzkiego. Domagano się umartwiania, postów, pokory i surowości obyczajów. Kontrreformacja obudziła zainteresowanie wewnętrznym życiem człowieka.
Rzeczywistość niosła nieustanne walki skłóconych ze sobą obozów religijnych i człowiek często stawał przed koniecznością wyboru, opowiedzenia się po którejś stronie. Nie były to wybory łatwe, człowiek podlegał rozterkom moralno - religijnym, dręczyły go skrupuły, więc zastanawiał się nad sensem życia, przemijaniem, śmiercią. Takie właśnie refleksje i przemyślenia znalazły wyraz w twórczości poetyckiej Daniela Naborowskiego.
Był to człowiek wszechstronnie wykształcony i obyty w świecie. Pełnił ważne funkcje w służbie dyplomatycznej oraz dał się poznać jako działacz kalwiński. Podobnie jak Jan Andrzej Morsztyn, twórczość poetycką traktował marginalnie, nie zadbał o wydanie swoich poezji. Znał dobrze rzemiosło poetyckie, po mistrzowsku operował najbardziej wyszukanymi środkami artystycznego wyrazu. Jego poezja jest kunsztowna i wyrafinowana. Poeta szukał odpowiedzi na dręczące go niepokoje egzystencjalne, chciał wypracować sobie postawę wobec nietrwałego świata. Wszelkie dobra materialne są marnością, lecz człowiek dąży do ich zdobywania. Czas biegnie nieubłaganie czyniąc niestałym wszelki byt. Człowiek widzi tę znikomość życia, przemijanie, bezowocność swoich wysiłków - cóż ma wobec tego robić, jaką ma przyjąć postawę? Trudno znaleźć jednoznaczną odpowiedź na te pytania, ale temat był na tyle istotny, że przeniósł go poeta do swych wierszy.
W wierszu "Marność" poeta zaleca pobożność, czystość i uczciwość. Dla ludzi bogobojnych "fraszką [jest] śmierć i trwoga". Poeta po mistrzowsku operuje słowem - odkrywa: "Świat hołduje marności... marna marność słynie".
Fascynacja śmiercią odzywa się też w wierszu "Krótkość żywota". Życie ludzkie jest mgnieniem wobec wieczności. Porównuje je poeta do: dźwięku, cienia, dymu, wiatru, błysku, głosu, punktu - tak nagromadzone porównania potęgują wrażenie krótkości. Jeden człowiek umiera, inny się rodzi, ale nigdy nie będzie już tym samym - tak, jak słońce, które zajdzie nie będzie tym samym, które wzejdzie. Nawet myśl ludzka jest już przeszłą w momencie, kiedy człowiek myśli. Byt człowieczy jest nie całym mgnieniem, lecz tylko "czwartą częścią mgnienia." Wiersz kończy się efektownym oksymoronem: "wielom była kolebka grobem, wielom matka ich mogiła".
W wierszu "Do Anny" Naborowski usiłuje znaleźć pociechę w uczuciu miłości. Wyznaje więc Annie, że miłość jego, na przekór całemu przemijaniu, "nigdy nie ustanie". Kolejne wersety rozpoczynają się tymi samymi wyrazami: "z czasem" - jest to wykwintna anafora. Poeta wylicza wielokrotnie wszystko, co przemija (państwa, świat, rozum, dowcip, przyroda, kłótnie, bójki, żal, noc, dzień), aby pocieszyć się myślą, że przynajmniej miłość jest trwała.
Anafora jest częstą figurą w wierszach Naborowskiego, odnajdujemy ją także w utworach: "Cnota grunt wszystkiemu" oraz "Na oczy królewny angielskiej...". W pierwszym z tych wierszy poeta daje wyraz przekonaniu, że:

"Sama cnota i sława, która z cnoty płynie,
Nade wszystko ta wiecznie trwa i wiecznie słynie".

Tak więc poeta odnajduje równowagę ducha w przeświadczeniu, że cnota, dążenie do niej, nadaje sens ludzkiemu życiu. W tym świecie, gdzie wszystko przemija - cnota (życie zgodne z zasadami moralnymi) pozostaje wieczna.
W wierszu "Na oczy królewny angielskiej..." Naborowski zastosował wiele wyszukanych porównań, które poddał stopniowaniu. Blask oczu królewny porównał do: pochodni, gwiazd, słońca, nieba, bogów... i w ostatnim wersecie dokonał ich zsumowania. Stopniowanie takie nazywa się też gradacją.
Wszystkie wiersze Naborowskiego są kunsztowne, wypolerowane, a przy tym zmuszają czytelnika do refleksji, przemawiają do jego uczuć.


28. "Pamiętniki" J. Ch. Paska świadectwem obyczaju i dokumentem językowym epoki.


Jan Chryzostom Pasek reprezentuje nurt dworkowy, czyli sarmacki w polskiej literaturze barokowej. Sama nazwa tego nurtu wywodzi się od legendarnych Sarmatów - ludu zamieszkującego w I w. p. n. e. ziemie nad dolną Wołgą. Historycy XVI wieku przypisywali Sarmatom wiele zalet: waleczność, męstwo, wierność. Upowszechnił się też pogląd, że Słowianie, a więc także Polacy, wywodzą się ze starożytnych Sarmatów. W XVII wieku określenie "sarmata" odnoszono wyłącznie do polskiego szlachcica - potomka i spadkobiercy starożytnego przodka. Tak powstał sarmacki mit szlachecki, z którego czerpano przekonanie o wysokiej wartości i wyższości polskiej szlachty nad "dobrze urodzonymi" innych narodów. Starożytne dziedzictwo było koronnym argumentem uzasadniającym uprzywilejowaną pozycję szlachty, tłumaczyło oczywistość posiadania władzy nad ludem i przewagi nad mieszczanami. Powiedzenie "szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie" charakteryzuje sposób myślenia tej warstwy, która raz zdobywszy uprzywilejowaną pozycję w społeczeństwie, za nic w świecie nie chciała zgodzić się na jakiekolwiek zmiany. Tradycjonalizm, niechęć do cudzoziemszczyzny nie sprzyjały zainteresowaniom nowymi prądami umysłowymi i społecznymi rozwijającymi się w Europie. Tak ukształtował się wzór szlachcica - sarmaty: obrońcy rodzimej tradycji i kultury, wolności szlacheckiej i ustroju Rzeczpospolitej, aktywnego uczestnika sejmików, sejmów, a także rokoszy, by nie dopuszczać do żadnych zmian lub reform. Szlachcic ponadto powinien odznaczać się rycerskością, odwagą i męstwem. W takiej atmosferze rozwinęło się przekonanie o dziejowej roli Polski i jej historycznym posłannictwie. Uwierzono, że Rzeczpospolita cieszy się wyjątkowymi względami Boga i Bożej Rodzicielki, którą uznano za Królową Polski. Sarmata XVII - wieczny pozostawał nadal ziemianinem oraz łączył rycerskość z dewocyjną pobożnością. Miał zamiłowanie do przepychu i wystawności, co wyrażało się także w jego stroju i częstych ucztach. Nie doceniał nauki - wystarczała mu wiedza wyniesiona z kolegium oraz znajomość łaciny.
Takim typowym sarmatą był Jan Chryzostom Pasek, autor niezrównanych "Pamiętników". Jak na typowego szlachcica przystało, ukończył kolegium jezuickie. Był uczestnikiem wielu wypraw wojennych: służył pod rozkazami Stefana Czarnieckiego, bił się z wojskami Rakoczego, brał udział w wyprawie do Danii oraz w wojnie z Moskwą. Po kilku latach służby wojskowej osiadł na roli, gospodarował, polował, procesował się z sąsiadami, gardłował na sejmach i sejmikach, awanturował się, hulał i pił na zabój. Był religijny, lecz była to religijność bardzo specyficzna. Wierzył, że Bóg ma go w swej opiece i dlatego żadna krzywda go nie spotka. Opieką Bożą tłumaczył szczęście w pojedynkach, nawet kiedy upił się do nieprzytomności i popadł w ciężką gorączkę, ufał, że wyzdrowiał dzięki opiece Boga. Pił więc dalej na zabój, pojedynkował się z byle przyczyny, bo cóż złego mogło go spotkać pod opiekuńczymi skrzydłami Najwyższego?
Religijność nie przeszkadzała mu wierzyć w zabobony i przesądy. Brak własnego potomka tłumaczył czarami służby, która musiała mu - jak podejrzewał - wkładać do łoża małżeńskiego... spróchniałe deski z trumny! Śpiewał godzinki, nosił obraz z Najświętszą Panną, uczęszczał przykładnie do kościoła, spowiadał się, odbywał pielgrzymki do Częstochowy, postów przestrzegał, wszystko to jednak nie przeszkadzało w popełnianiu czynów wręcz haniebnych. Kiedy złapał myśliwych polujących na jego gruntach, związał ich, pobił, skopał i na koniec zmusił jednego z myśliwych, aby zjadł na surowo upolowanego zająca! Równie nieludzki i okrutny był dla swoich poddanych. Chłopa, który mu podpadł, skatował, zarzucił mu powróz na szyję, przytroczył go do konia, zaciągnął do miasta i tam wrzucił do lochu na cały tydzień bez jedzenia i picia. Kowala kazał bić rózgami, karbowego brał na tortury chcąc wydobyć z niego jakieś zeznanie. Był więc Pasek człowiekiem nie tylko popędliwym, ale też pozbawionym sumienia. Do uczuciowych, zdolnych do miłości - też z pewnością nie należał. Rozkochał w sobie pewną Dunkę (był w Danii z wyprawą wojenną), lecz zostawił ją, choć snuli plany małżeńskie. Swatano go w kraju często, ale Pasek bardziej patrzył na posag przyszłej żony, niż na uczucie do niej. Przebierał, kalkulował i wreszcie ożenił się nie z panną, do której "bardziej mu się serce chwytało", ale ze starszą od siebie wdową mającą już pięcioro dzieci. To z nią właśnie nie miał póżniej potomka.
Także ojczyznę kochał po swojemu - Polaków uznawał za naród wybrany, którym Bóg opiekuje się szczególnie. Na inne narody patrzył ze wzgardą, zaś Francuzów po prostu nienawidził. Taki stosunek mieli do tej narodowości także inni szlachcice - sarmaci, gdyż bali się, że król zechce za wzorem Francji ukrócić władzę szlachty i zaprowadzić dziedziczność tronu. Miał Pasek rozpaczliwie ciasne poglądy polityczne, więc uważał, że nie należy w kraju niczego zmieniać, wystarczy, aby się Polska broniła od sąsiadów, a - z pomocą Bożą - nic i nikt jej nie zagrozi. Sam często i mężnie bronił ojczyzny, walczył jak lew nie szczędząc krwi, zwłaszcza gdy ponosiła go... nadzieja łupu, o czym nie zapominał nigdy. Mimo widoków osobistych korzyści, dochował jednak wierności królowi - nie brał udziału w rokoszu Lubomirskiego. Zawsze jednak wynagrodził sobie tę stratę, na przykład: przeprowadzając posłów moskiewskich jadących do Warszawy dla zawarcia pokoju, wymuszał od mieszczan okupy i zebrał sobie pokaźną sumkę, do czego sam się otwarcie przyznawał.
Tak więc Pasek ujmuje nas rycerską fantazją, walecznością, poczuciem honoru oraz żywością i wesołością. Był to z pewnością człowiek najsympatyczniejszy w towarzystwie i przy kieliszku. Jednak pod względem moralnym był człowiekiem marnym, a jako Polak i obywatel nie miał pojęcia o prawdziwych obowiązkach względem ojczyzny i nie kwapił się służyć jej bezinteresownie. Oto portret Paska jako człowieka i obywatela.
Taki to człowiek, z którym nie chcielibyśmy mieć do czynienia, dał naszej literaturze staropolskiej najlepsze pamiętniki. Pisał je Pasek pod koniec życia, kiedy zawodziła go już pamięć, więc mieszał i mylił fakty oraz daty. Jedne wydarzenia wyolbrzymiał, inne pomniejszał, nie mogą być jego "Pamiętniki" dokumentem historycznym. Są jednak wspaniałym i szczerym dokumentem ówczesnego obyczaju i języka. Pasek był tak "zakochany w sobie", tak dumny i pyszny, że nie potrafił zdobyć się na jakąkolwiek samokrytykę. Pisał o życiu swoim i innych szczerze. Nawet to, co świadczy o jego charakterze jak najgorzej, opisuje rzetelnie, bo nie podejrzewa, że ktokolwiek ośmieliłby się wyciągnąć krytyczne wnioski z jego życia i działalności. Właśnie dzięki tej szczerości autora poznajemy świat szlachecki Polski XVII - wiecznej, sposób myślenia, działania, przekonania tej warstwy społecznej.
"Pamiętniki" napisane są pięknym stylem gawędziarskim, który wyćwiczył sobie autor podczas wesołych biesiad w gronie znajomych i przyjaciół. Pełno w nich humoru, są żywe i barwne. Zdania długie, budowane zgodnie z zasadami składni łacińskiej oraz częste makaronizmy są też charakterystyczne dla mowy ówczesnej szlachty. Makaronizmem nazywa się wyraz, zwrot lub konstrukcję składniową obcego języka wplecione w wypowiedź w rodzimym języku. W "Pamiętnikach" Paska mamy wiele takich łacińskich wtrąceń - są to latynizmy. Szlachta polska stosowała je z upodobaniem, chcąc w ten sposób podkreślić swoją "uczoność".
Największym walorem "Pamiętników" Paska jest barwność, szczerość wypowiedzi autora oraz autentyzm językowy. Dzięki tym cechom utwór stał się dokumentem językowym i świadectwem obyczaju szlachty polskiej. Choć autora trudno uznać za wzór osobowy, to jednak jego dzieło zachwyciło już romantycznego poetę Zygmunta Krasińskiego, który stwierdził: "Gdybyśmy więcej takich Polaków mieli, mielibyśmy oryginalną literaturę, różną od wszystkich europejskich". Pozytywistyczny pisarz, Henryk Sienkiewicz uformował styl Zagłoby (i nie tylko Zagłoby) na stylu Paska.



29. Dzięki jakim wartościom wyróżnia się pisarstwo W. Potockiego na tle literatury drugiej połowy XVII wieku?


Polska literatura barokowa rozwijała się w dwóch nurtach: dworskim i dworkowym (sarmackim). Reprezentantami nurtu dworskiego są: Jan Andrzej Morsztyn oraz Daniel Naborowski, zaś literaturę sarmacką reprezentują: Jan Chryzostom Pasek i Wacław Potocki. Była to w sumie epoka, w której dużo i chętnie pisywano. Wierszomanii hołdowali nawet królowie (Władysław IV i Jan III Sobieski). Nauka w kolegiach dawała dobrą znajomość retoryki (sztuki układania mów) oraz poetyki (sztuki pisania utworów literackich, w tym wierszy). W każdym nieomal dworku istniała księga, do której wpisywano wszystko: wydarzenia, nowiny, mowy sejmowe i sejmikowe, weselne i pogrzebowe, listy, pieśni, wiersze i anegdoty. Szlachta chętnie pisała, rzadziej jednak czytała. W tej całej powodzi sarmackiej muzy rzadko znajdują się utwory wartościowe. Styl tych płodów myśli szlacheckiej był kwiecisty, choć nie tak wykwintny, jak w utworach nurtu dworskiego. Utwory pisane były zazwyczaj mową potoczną, a tematów do nich dostarczało bieżące życie. Popularnością cieszyły się takie gatunki literackie, jak: fraszka, sielanka, liryka miłosna, kolęda, satyra, poemat historyczny oraz pamiętnik. Twórcy tej literatury pisali głównie dla własnej przyjemności i dla grona rodziny, przyjaciół. Wierzyli w swe umiejętności i talent, wszak byli narodem wybranym (jak sądzili). Pasek na przykład na kartach swoich "Pamiętników" zwraca się czasem do potomnego czytelnika, a więc sądzi (nie bez racji), że utwór jego będzie czytany także przez następne pokolenia Polaków.
W takiej to epoce żył i tworzył wspaniały poeta Wacław Potocki. Był z pochodzenia szlachcicem, lecz arianinem z wyznania, więc nie mógł uczęszczać do szkół jezuickich. Być może ukończył jakąś szkołę ariańską. O właściwą jego edukację zadbała najbliższa rodzina, skąd wyniósł miłość bliźniego, Boga i ojczyzny. Znał jednak ważniejsze utwory literackie - był samoukiem. Doznał w życiu wielu krzywd: od szlachty katolickiej i od losu. Kochał gospodarowanie na ziemi i dumny był ze swej przynależności do stanu szlacheckiego. Różnił się jednak znacznie od Paska - choć obaj byli szlachcicami - sarmatami. Potocki uważał rycerskość za nieodłączną cechę szlachectwa i jego służba dla ojczyzny była bezinteresowna. Dla "ojczyzny ratowania" poświęcił swych dwóch synów, którzy zginęli w walkach z Turkami. Jego "Wojna chocimska" jest przepojona uczuciem miłości do ojczyzny i wezwaniem do walki, nawet gdyby przyszło "za Matkę umierać". Bolesny utwór "Czuj, stary pies szczeka" jest głosem patrioty zrozpaczonego postawą szlachty wobec niebezpieczeństw grożących Rzeczypospolitej.
Znaczną część twórczości Potockiego stanowią fraszki i krótkie wierszyki ujęte w dwa zbiorki: "Ogród fraszek" i "Moralia". Występuje w nich poeta jako obserwator szlachty polskiej oraz moralista. Krytykuje powszechne wady swej warstwy: brak tolerancji religijnej, wyzysk chłopów, pychę szlachecką, pijaństwo, obżarstwo i w ogóle życie ponad stan, kłótliwość, okrucieństwo w stosunku do poddanych lub słabszych, brak uczuć patriotycznych i troski o dobro ojczyzny.
Jan Chryzostom Pasek i Wacław Potocki - obaj szlachcice, a jakże różni od siebie. Twórczość Potockiego w tej epoce naszej literatury jest zjawiskiem wyjątkowym. Różny jest Potocki od Paska, ale też różny od Morsztyna, czy Naborowskiego. Ci dwaj poeci uprawiali poezję dworską. Morsztyn stał się piewcą miłości dworskiej, Naborowski fascynował się przemijaniem i śmiercią. Wiersze tych poetów są kunsztownymi perełkami, zachwycają oryginalnością pomysłów, bogactwem najróżnorodniejszych środków artystycznych.
Natomiast utwory Wacława Potockiego pisane są językiem prostym, choć pięknym dzięki tej prostocie. Nie zabawa salonowa czy filozoficzne rozważania nad sensem życia ludzkiego są tematem utworów Potockiego, lecz troska o ojczyznę, która przyświeca poecie, kiedy drwi i szydzi z przywar szlacheckich, kiedy oburza się na brak uczuć patriotycznych i kiedy dodaje otuchy do walki w chwilach zagrożenia (przed wojną z Turkami).
Nie ma w polskiej literaturze XVII wieku drugiego pisarza, który byłby tak szlachetny, czysty, kochający ojczyznę i zdający sobie sprawę z nadciągającej tragedii. Można powiedzieć, że Wacław Potocki był prekursorem następnej epoki - oświecenia. To właśnie w tej epoce literatura i pozostałe dziedziny kultury i sztuki realizowały ambitny program wychowania nowego społeczeństwa w duchu obywatelskiej postawy i patriotyzmu. W swojej epoce Potocki był osamotniony.


30. W oparciu o wybrane przykłady wskaż różnice między liryką Jana Kochanowskiego i Jana Andrzeja Morsztyna.


Jan Kochanowski był najwybitniejszym poetą odrodzeniowym. Uzyskał staranne wykształcenie najpierw na Akademii Krakowskiej, potem na uniwersytetach w Królewcu i Padwie. Wiele też podróżował: Niemcy, Włochy, Francja. Po powrocie do kraju rozpoczął karierę dworską na dworach możnych biskupów i na dworze królewskim. Bujne życie dworskie cieszyło poetę, chętnie więc spędzał czas na biesiadach w wesołym towarzystwie dworzan. Jednak życiu takiemu towarzyszyły częste intrygi i zawiści, co obrzydziło poecie dalszą służbę dworską, zrezygnował z niej i osiadł na stałe w rodzinnym Czarnolesie.
Jan Andrzej Morsztyn reprezentuje nurt dworski w polskiej literaturze barokowej. Podobnie jak Kochanowski, był człowiekiem wykształconym i obytym w świecie. Kształcił się na uniwersytecie w Holandii, zwiedził Francję i Włochy. Po powrocie do kraju, jak Kochanowski, poświęcił się służbie dworskiej rozpoczynając karierę od dworu Tęczyńskiego i kończąc ją na dworze królewskim. Podobnie toczyły się życiorysy tych dwóch poetów żyjących w różnych epokach. Kochanowskiego znużyło jednak życie dworskie, Morsztyn poświęcił mu się do końca. Był mocno związany ze stronnictwem francuskim w Polsce, intrygował nawet przeciwko polskiemu królowi Janowi III Sobieskiemu, za co czekała go pewna śmierć, więc ratował się ucieczką do Francji, w której dożył swych dni. Kochanowski nigdy nie zgodziłby się współpracować z obcym stronnictwem przeciwko polskiemu władcy. Tak więc pod względem moralnym Kochanowski przerastał swego rodaka żyjącego w następnym wieku.
Obaj ci szlachcice polscy (Morsztyn wprawdzie wywodził się z dawnego mieszczaństwa niemieckiego, ale ród jego został spolszczony i nobilitowany) byli poetami. Kochanowski rozmiłował się w literaturze starożytnej, zaś Morsztyn we włoskiej poezji miłosnej uprawianej ówcześnie przez Giambattistę Marino. Dla Kochanowskiego wzorem poety był starożytny Horacy, którego chętnie tłumaczył i naśladował. Także Morsztyn znał i lubił poezję rzymską, a nadto włoską i francuską - tłumaczył ulubione utwory, przerabiał i naśladował. Poprzestał jednak na tym przetwarzaniu, gdy Kochanowski tworzył wiele samodzielnie. Morsztyn najchętniej pisywał wierszyki drobne, czyli fraszki (czasem naśladował Kochanowskiego), złośliwe epigramaty, zagadki, komplementy. Najczęstszym tematem tych wierszy jest miłość. Sam poeta wyznawał, że pisał dla rozrywki i nie traktował swej twórczości poważnie. Kochanowski bez reszty poświęcił się twórczości poetyckiej i dzięki niej mógł z dumą powiedzieć o sobie:

"I wdarłem się na skałę pięknej Kaliopy*,
Gdzie dotychmiast* nie było śladu polskiej stopy".
----------------------------------------------------------------------------------------------
skała Kaliopy: Kaliope - muza poezji bohaterskiej, jedna z 9 muz, opiekunek różnych sztuk.
dotychmiast - do tego czasu, dotąd
----------------------------------------------------------------------------------------------

Nasz odrodzeniowy poeta pisał o wszystkim, co zaprzątało jego myśli. Są w tej bogatej spuściźnie poetyckiej także wiersze miłosne, bo i miłość nie mogła być obca wielkiemu humaniście. Nie jest jednak to temat wyłączny nieomal, jak u Morsztyna. Za to jak pięknie pisał o miłości Jan z Czarnolasu! Mamy w tych wyznaniach prawdziwe, gorące uczucie poety wyrażone w sposób naturalny, prosty i szczery. Morsztyn zaś silił się na dziwaczne, wyszukane pomysły i na styl nadto kwiecisty, gdyż przede wszystkim chciał popisać się swoim mistrzostwem w pisaniu wierszy. Miał tę umiejętność istotnie, ale wiersze jego nie wzruszają nas.
Kochanowski kochał ludzi, przyrodę, ojczyznę, zastanawiał się nad sensem życia ludzkiego. Tych tematów nie znajdziemy w twórczości Jana Andrzeja Morsztyna. Napisał nawet "Pieśń w obozie pod Żwańcem", w której zgromił polską szlachtę za jej egoizm, małoduszność i pijaństwo w sytuacji, gdy król Jan Kazimierz otoczony został przez połączone wojska Kozaków i Tatarów. Postawa polskiej szlachty oburzyła Morsztyna, ale jest to bodaj jedyny utwór tego poety o treści politycznej. Gdzież więc Morsztynowi do takiego patrioty, jak Kochanowski, który ustawicznie apelował do braci szlacheckiej o otrzeźwienie polityczne, uczył miłości do ojczyzny w "Pieśni o spustoszeniu Podola", w "Pieśni o dobrej sławie", w "Pieśni o cnocie", w "Odprawie posłów greckich". Brak w wierszach Morsztyna myśli i uczuć głębszych, jego utwory to salonowe cacka - piękne, zachwycające, lecz puste wewnątrz. Kochanowski dał naszej literaturze pierwszy dramat; prawda, że wzorowany na tragedii antycznej, ale nikt przed Janem z Czarnolasu nie odważył się pisać tragedii. Wartość tego utworu polega nie tylko na tym, że jest to pierwszy dramat w naszej literaturze, ale też na tym, że przemówił w nim poeta jako wzorowy obywatel i patriota zatrwożony o przyszłość ojczyzny. Przyznać trzeba, że także Morsztyn dał naszej literaturze przetłumaczoną tragedię Corneille'a - "Cid", ale było to tylko tłumaczenie - fakt, że udane, ale to nie to samo, co utwór własny i polski, bo przecież Polskę ukazał Kochanowski pod płaszczykiem starożytnej Troi.
Jan z Czarnolasu jest też autorem cyklu "Trenów", wierszy zawierających prawdziwe uczucie rozpaczy i bólu poety po śmierci ukochanej córeczki Urszulki. Jan Andrzej Morsztyn napisał też tren - poświęcił go komu?... suczce pokojowej pewnej damy dworskiej. Przesadził już chyba poeta w swym dążeniu do szokowania czytelnika! Śmierć człowieka nie może być przecież równoznaczna ze śmiercią psa, choćby najbardziej miłego i przywiązanego!
Nie dorównał więc Jan Andrzej Morsztyn swemu poprzednikowi - Janowi Kochanowskiemu ani jako człowiek, ani jako poeta.



OŚWIECENIE


31. Życie umysłowe i kulturalne w Polsce epoki oświecenia (teatr, czasopisma, szkolnictwo, malarstwo, mecenat króla)


Rozwinięte kraje Europy promieniowały swoimi prądami umysłowymi na pozostałe kraje europejskie. W XVIII wieku Francja i Anglia były ośrodkami życia umysłowego całego kontynentu. Epokę oświecenia nazywa się też wiekiem filozoficznym, bo pionierami nowych prądów byli uczeni, filozofowie i publicyści. Rozwinęły się wówczas dwa główne prądy umysłowe:
• racjonalizm (od łacińskiego: rationalis - rozumowy) głoszący, że rozum jest najważniejszym (a nawet jedynym) źródłem prawdziwej wiedzy;
• empiryzm (od greckiego: empeiria - doświadczenie) głoszący, że decydującą rolę w poznaniu świata odgrywają zmysły i doświadczenie.
Francja stała się krajem, w którym szczególnie dążono do przyśpieszenia postępu i przebudowy stosunków społecznych. W tym kraju grupa pisarzy - filozofów przystąpiła do opracowania wielkiego dzieła, które miało zapewnić zwycięstwo rozumu. Dziełem tym była "Encyklopedia", przy której wydaniu pracowali nieomal wszyscy ówcześni filozofowie, wśród nich Diderot i Wolter.
W epoce tej żył także Jan Jakub Rousseau, który początkowo należał do encyklopedystów, ale później zerwał z nimi i stał się inicjatorem nowego nurtu umysłowego - sentymentalizmu. Rozpoczął od ataku na cywilizację, której zarzucał zły wpływ na człowieka - z gruntu dobrego. Aby bronić człowieka przed cywilizacją, rzucił hasło "powrotu do natury" i dowodził, że istota ludzka jest dzieckiem natury, więc powinna być wrażliwa na jej piękno i kierować się uczuciem oraz sercem - a nie rozumem.
Idee Wotera, Diderota i Rousseau - choć różniły się od siebie - budziły bunt przeciwko istniejącemu porządkowi społecznemu, systemowi monarchii absolutnej, poruszały umysły i serca ludzi.
Wszystkie te nowe poglądy nie mogły ominąć także Polski. Wiek XVIII dla naszej ojczyzny był okresem upadku międzynarodowego znaczenia. Nastąpiło rozprężenie wewnętrzne, osłabienie pozycji króla, wzmocnienie znaczenia rodów magnackich i zubożenie mieszczan, chłopów, a także drobnej i średniej szlachty. Obniżył się ogólny poziom umysłowy społeczeństwa, podupadła oświata, szerzyła się nietolerancja religijna, a życie kulturalne w Polsce podlegało całkowitej kontroli duchowieństwa. W tej sytuacji państwa ościenne mieszały się w sprawy wewnętrzne kraju, nawet król August III osiągnął tron dzięki zbrojnej interwencji Rosji.
Mimo tak beznadziejnej sytuacji kraju nie zabrakło jednostek, które odważyły się myśleć i działać w zakresie naprawy państwa. Bracia Załuscy założyli wielką bibliotekę, wokół której zaczęło ogniskować się życie umysłowe Warszawy. Stanisław Konarski - zwierzchnik zakonu pijarów w Polsce - rozwinął działalność na polu oświaty i polityki. Zadaniem epoki oświeceniowej w Polsce było wychowanie nowego obywatela, który byłby człowiekiem światłym, dobrym obywatelem i prawdziwym patriotą. Trudno było mieć nadzieję na zmuszenie leniwej szlachty do wysiłku umysłowego, jeszcze trudniej było spowodować zmianę sposobu myślenia i życia tej warstwy. W tej sytuacji całą nadzieję pokładano w młodym pokoleniu, które - wychowane już w innym duchu - miało decydować w przyszłości o losach ojczyzny. Z tego powodu tak ważna stała się reforma szkolnictwa. Król Stanisław August Poniatowski wraz z ks. Adamem Kazimierzem Czartoryskim otworzył pierwszą w Polsce uczelnię świecką - Szkołę Rycerską (zwaną też Korpusem Kadetów). Wychowankom oprócz nauk zaszczepiano poczucie honoru i gotowość do podjęcia obowiązków względem ojczyzny. "Hymn do miłości ojczyzny", którego autorem był Ignacy Krasicki, stał się hymnem tej szkoły. Absolwentami szkoły byli między innymi: Tadeusz Kościuszko i Julian Ursyn Niemcewicz.
Reformą należało objąć całe szkolnictwo. Chwila była sposobna, bo właśnie papież rozwiązał zakon jezuitów, którzy w Polsce prowadzili większość szkół. Państwo przejęło kolegia i majątki jezuickie, więc powołano Komisję Edukacji Narodowej - pierwsze ministerstwo oświaty w Europie. Za pieniądze uzyskane z kasaty zakonu jezuitów zorganizowano jednolitą sieć szkolną w całym kraju. Urządzano i otwierano szkoły ludowe, po raz pierwszy dopuszczono do szkół elementarnych dziewczęta. Językiem wykładowym stał się język polski zamiast dotychczasowej łaciny. Do programów nauczania wprowadzono przedmioty ścisłe i praktyczne, a także zadbano o wychowanie obywatelskie i fizyczne uczniów. Dawną metodę pamięciową w nauczaniu zastąpiono nowoczesnymi metodami: rozumową i doświadczalną. Należało też opracować nowe podręczniki szkolne i tym zadaniem obarczono Towarzystwo do Ksiąg Elementarnych. Spełniło się pragnienie Andrzeja Frycza Modrzewskiego - państwo objęło opiekę nad oświatą.
Zadanie wychowania nowego obywatela realizowały też wydawane w kraju czasopisma. Na ich czoło wysunął się "Monitor" wzorowany na angielskim "Spectatorze". Z pismem tym współpracowali prawie wszyscy znaczniejsi pisarze i działacze, a wśród nich Franciszek Bohomolec i Ignacy Krasicki. Czasopismo służyło popularyzowaniu haseł oświecenia poprzez zamieszczane w nim artykuły, eseje, felietony, listy do redakcji i odpowiedzi, reportaże, powiastki i notatki. Lektura tego pisma nie wymagała od czytelnika wysokiego poziomu umysłowego, bowiem "Monitor" adresowany był do przeciętnego odbiorcy. Drugie czasopismo - "Zabawy Przyjemne i Pożyteczne" miało charakter raczej literacki, więc przeznaczone było dla swego rodzaju elity intelektualnej (bywalców królewskich obiadów czwartkowych). To pierwsze polskie czasopismo literackie szerzyło zamiłowanie do umiarkowanego klasycyzmu. Nawiązywało do literackich tradycji "złotego wieku", zaś Jana Kochanowskiego uznawano za wzór i wielbiono jako najwybitniejszego poetę polskiego. W czasie Sejmu Wielkiego zaczęły wychodzić także inne czasopisma: "Gazeta Narodowa i Obca" - organ stronnictwa patriotycznego, "Gazeta Warszawska" - codzienne pismo informacyjne, "Magazyn Warszawski" - czasopismo informacyjno - rozrywkowe. Szlachta polska miała wstręt do czytania poważnych dzieł, które wymagały skupienia czytelnika, jednak czasopismo nie było trudną i obszerną pozycją, więc chętnie je czytywano. Z czasopism szlachcic czerpał aktualne informacje i przy okazji czytał artykuły piętnujące ciemnotę, zacofanie i sarmacką obyczajowość oraz głoszące potrzebę reform.
Z inicjatywy króla Stanisława Augusta Poniatowskiego zaczęto wydawać "Monitor" i w tym samym roku, znowu dzięki usilnym zabiegom władcy, otworzył swoje podwoje polski teatr publiczny. Pełnił on rolę "świeckiej kazalnicy" w duchu oświeceniowej ideologii i królewskiego programu. Był to teatr zaangażowany, bowiem włączył się w pełni do walki propagandowej. Na deskach tej sceny grywano komedie dydaktyczne ośmieszające zacofanych sarmatów i stawiające za wzór oświeconych przybyszów oraz nowoczesnych Polaków. Komedia stała się gatunkiem uprzywilejowanym, bowiem hasłem epoki było zadanie: uczyć i bawić zarazem. Polska literatura wzbogaciła się szybko o wiele komedii współczesnych, które wychodziły spod piór: Franciszka Bohomolca, Wojciecha Bogusławskiego, Franciszka Zabłockiego, Juliana Ursyna Niemcewicza.
Całe życie umysłowe i kulturalne Polski rozwijało się pod mecenatem (opieką) ostatniego naszego króla - Stanisława Augusta Poniatowskiego. Za jego rządów Warszawa nabrała stołecznego blasku i stała się głównym ośrodkiem życia umysłowego i artystycznego kraju. Nasz ostatni król był "filozofem na tronie", politykiem nie był dobrym, za to mecenasem sztuki - wspaniałym i nieocenionym. Na własny koszt kształcił w kraju i za granicą młodych malarzy i rzeźbiarzy, skupiał wokół siebie literatów, uczonych, artystów. Cenił tych ludzi, bo potrafił ocenić wartość nieprzeciętnego umysłu. Otaczał ich więc opieką, wspomagał i nagradzał. Na swoim zamku urządzał tzw. "obiady czwartkowe", czyli spotkania literackie, na które zapraszał poetów, pisarzy, uczonych i artystów. Rozmawiano wówczas o literaturze i sztuce, odczytywano świeżo napisane utwory. Król będąc również miłośnikiem malarstwa, gromadził obrazy i sprowadzał malarzy włoskich, którzy pracowali w Warszawie. Włoski portrecista Marcello Bacciarelli był doradcą króla w sprawach sztuki, inny Włoch - Canaletto uwiecznił ówczesną stolicę w cyklu obrazów. Powstało też wówczas wiele budowli w Warszawie: przebudowano Zamek Królewski, podmiejską rezydencję królewską - Łazienki. Król także był inicjatorem rozwoju czasopiśmiennictwa, żywo interesował się postępami reformy szkolnictwa. Taki władca nie mógł spodobać się zacofanej szlachcie, która ustawicznie go krytykowała. Argumenty, jakimi się posługiwała w tej krytyce (przytacza je Krasicki w satyrze "Do króla") świadczą o głupocie, zacofaniu i konserwatyźmie tej warstwy.


32. Wyjaśnij, na czym polega uniwersalny charakter bajek Ignacego Krasickiego


W epoce oświeceniowej bajka była gatunkiem szczególnie uprzywilejowanym. Wiązało się to z zadaniami, jakie realizowała ówczesna literatura, a których celem było wychowanie społeczeństwa w duchu miłości do ojczyzny. Bajka świetnie nadawała się do tego celu, ponieważ jest gatunkiem dydaktycznym. Jest to krótka powiastka wierszem lub prozą, zawiera moralne pouczenie wypowiedziane wprost lub dobitnie zasugerowane. Bohaterami bajek są ludzie, rośliny, przedmioty oraz - bardzo często - zwierzęta będące nosicielami określonych cech ludzkich: mrówka - pracowitość, osioł - upór, głupota, lis - chytrość, paw - pycha. Historia opowiadana w bajce stanowi zawsze jedynie ilustrację jakiejś prawdy ogólnej, dotyczącej powszechnych doświadczeń ludzkich. Zasadniczym celem bajki jest pouczyć o szkodliwości czy pożyteczności pewnych zachowań. To pouczenie wysłowione jest w morale, który najczęściej ulokowany bywa na końcu utworu. Za twórcę bajki zwierzęcej uważany jest starożytny niewolnik frygijski - Ezop, którego właściciel wyzwolił w uznaniu za tę twórczość. Bajkopisarz ten miał licznych naśladowców i kontynuatorów, a utwory powstające w kręgu tej tradycji nazywa się bajkami ezopowymi. Wielką sławą cieszył się francuski bajkopisarz żyjący w XVII w - La Fontaine, który uprawiał bajkę narracyjną. Miała ona postać krótkiej wierszowanej noweli zawierającej nieskomplikowaną fabułę. Niemiecki bajkopisarz żyjący w XVIII wieku - Lessing ukształtował model zwartej i krótkiej oraz zwięzłej bajki epigramatycznej. W naszej literaturze gatunek bajki uprawiali: Krasicki, Trembecki, Mickiewicz, Fredro.
Ignacy Krasicki był mistrzem bajki, uprawiał wszystkie jej rodzaje, ale najczęściej wypowiadał się w bajkach epigramatycznych. Ogółem napisał 168 bajek. Wiele z nich wiązało się z ówczesnym polskim życiem obyczajowym i polityczno - społecznym, jeszcze więcej odnosiło się do problemów natury moralnej, o charakterze ogólnoludzkim.
Bajka "Wół minister" opowiada zdarzenia związane z ustawicznymi zmianami władcy w społeczności zwierzęcej. Wół rządził mądrze, ale zbyt nudno było poddanym, więc rządy oddano małpie. Było wprawdzie już wesoło, ale brakowało porządku i sprawiedliwości. Wybrano na władcę lisa, który wszystkich zdradził, więc rządy przekazano znowu wołowi, który naprawił szkody. Trudno jest człowiekowi dogodzić, nie potrafi on dostrzec zalet władcy czy przełożonego, dopóki na własnej skórze nie odczuje, że ktoś inny na tym stanowisku jest o wiele gorszy - taki morał wypływa z tej bajki.
"Szczur i kot" to bajka ostrzegająca przed dumą i pychą, która tak dalece zaślepia człowieka, że przestaje on realnie oceniać sytuacje. Fałszywą pobożność krytykuje bajka "Dewotka". Wiele było takich na pozór bogobojnych dam, które ciągle się modliły, lecz nie przeszkadzało im to znęcać się nad służbą (siostrą lub bratem zgodnie z nauką Chrystusa). Bajka "Malarze" poucza, że prawda nie popłaca w życiu, bo lepiej i dostatniej żyje się pochlebcom. W bajce "Ptaszki w klatce" porusza Krasicki bolesny dla Polaków problem niewoli politycznej.
Różnorodna jest tematyka bajek i bogata wypływa z nich nauka. Krasicki boleje nad tym, że głupota góruje nad mądrością, pozory prawdy nad prawdą właściwą, zły, dumny i pusty człowiek podporządkowuje sobie dobrego, wrażliwego. Poeta był jednak człowiekiem oświeconym i racjonalistą, więc zdawał sobie sprawę, że zło niełatwo daje się wyplenić. Spoglądał na świat z gorzkim uśmiechem zaprawionym pesymizmem i sceptycyzmem. Nie oczekiwał od ludzi, że staną się ideałami, ale zachęcał do pracy nad swoim charakterem, do walki z wadami. Smutny uśmiech wywołuje bajka "Wstęp do bajek", w której poeta wykazuje, że nic nie stoi na przeszkodzie temu, żeby "stary... nie zrzędził", "celnik... nie kradł", "szewc... nie pijał", "łotr... nie rozbijał" itd. To wszystko jest możliwe! Poeta jednak podsumowuje taką wizję świata i ludzi stwierdzeniem: "Prawda, jednakże ja to między bajki włożę".
Krasicki swymi bajkami zyskał sobie rozgłos i sławę w kraju i poza jego granicami. Współcześni poecie czerpali z nich nauki, ale nie straciły one swej aktualności także w następnych wiekach, po dzisiejszy włącznie. Ostrze krytyki w bajkach skierowane jest nie przeciwko konkretnej osobie czy sytuacji, lecz przeciwko typowym wadom ludzkim, postawom powtarzalnym i powszechnym. Z tego powodu posiadają bajki walor uniwersalizmu i ponadczasowości. Aktualne są zawsze i wszędzie, bo ludzi głupich, chytrych, przebiegłych, okrutnych spotkać można w każdym kraju, pod różną szerokością geograficzną i w różnych czasach historycznych.


33. Społeczeństwo polskie XVIII wieku w "Satyrach" J. Krasickiego.


Początek oświecenia, czyli lata przed wstąpieniem na tron Stanisława Augusta Poniatowskiego, nazywa się czasami saskimi, które charakteryzuje najlepiej powiedzenie: "Za Króla Sasa - jedz, pij i popuszczaj pasa." Lata panowania Augusta II Mocnego (Sasa) i jego syna Augusta III przyniosły upadek międzynarodowego znaczenia Polski. Szlachta w swym zadufaniu zdawała się nie zauważać ogromnego niebezpieczeństwa grożącego ojczyźnie i dbała tylko o utrzymanie "złotej wolności" oraz zachowanie liberum veto i wolnej elekcji. Prusy i Rosja na mocy traktatu poczdamskiego zagwarantowały szlachcie te atrybuty wolności, bo w interesie sąsiadów było jak najszybsze osłabienie Polski.
Ratować kraj przed zgubą - oto ambitne zadanie, jakie podjęli ludzie nauki, kultury, sztuki, literatury. Należało wychować nowego obywatela Rzeczypospolitej, przekonać szlachtę do konieczności reform, podnieść poziom życia umysłowego. Literatura zaczęła pełnić funkcje wychowawcze, więc popularnymi stały się gatunki, które najlepiej realizowały zasadę: uczyć i bawić. Do gatunków tych zalicza się między innymi satyrę. Rozwinęła się ona w literaturze rzymskiej, a za jej mistrza uznano Horacego. W satyrze autor wyraża swój krytycyzm wynikający z negatywnej oceny pewnych zjawisk i z przekonania, że należy te zjawiska napiętnować i ośmieszyć wobec opinii publicznej. Gatunek ten podejmuje więc ważną i aktualną tematykę z życia obyczajowego, kulturalnego czy politycznego.
W naszej literaturze autorem pierwszych satyr był Krzysztof Opaliński żyjący w XVII wieku, ale dopiero XVIII wiek przyniósł rozkwit tego gatunku. Ignacy Krasicki napisał łącznie aż 21 satyr. Były to satyry obyczajowe, w których oświecony sarmata drwił z wad szlachty, wykorzystując własne spostrzeżenia oraz czerpiąc tematy z "Monitora". Poeta był człowiekiem wykształconym i obytym w świecie, towarzyskim, dowcipnym, a nadto przystojnym i wytwornym. Szybko stał się ulubieńcem króla Stanisława Augusta i ozdobą obiadów czwartkowych. Był osobą duchowną, stał na czele zakonu pijarów w Polsce. Był to zakon cieszący się zasłużenie pochlebną opinią, a szkoły pijarskie dawały solidne i nowoczesne wykształcenie. Wielu księży - pijarów wchodziło w skład elity intelektualnej kraju i na ich barki spadło zadanie odrodzenia narodu i unowocześnienia państwa. Najpierw jednak należało wskazać i ośmieszyć najbardziej typowe wady polskiego społeczeństwa. Celowi temu służyły bajki Krasickiego, ten sam cel realizował poeta także w swych satyrach. Jedna z nich nosi tytuł "Pijaństwo" i jest doskonałym studium psychologicznym nałogowego alkoholika. Krasicki, będąc bystrym obserwatorem, bardzo trafnie ukazał kolejne stadia upadku moralnego pijaka, który stał się już niewolnikiem swego nałogu. Po pijaństwie przysięga wszystkim wokół i sobie samemu, że przestaje pić. Nie jest jednak w stanie myśleć o czymkolwiek innym, tylko o trunkach. Czuje ich zapach, smak, cierpi na dolegliwości (bóle żołądka, zawroty głowy) i tak znajduje uzasadnienie dla wypicia kieliszka trunku. Poprawia mu się samopoczucie, ustają przykre dolegliwości, więc - aby utrwalić efekt - wypija kolejny kielich. Z radością wita kompanów wódczanych, zaprasza ich do stołu i oczywiście częstuje nie tylko jedzeniem. Uzasadnieniem jest teraz troska o dobre trawienie, dbałość o poprawne maniery (nie można odmówić wypicia toastu za zdrowie gospodarza lub gościa!). Przy stole zaczyna się dyskusja i uczestnicy jej stają się coraz bardziej głośni i kłótliwi. Im więcej wypitego alkoholu, tym poważniejsze tematy dysputy. W biesiadnikach odzywa się troska o ojczyznę i przeświadczenie o wielkiej sile i odwadze. Pijani mężczyźni zaczynają dowodzić swoich racji siłą, wynika ogólna bójka. Nikt już nie kontroluje swych słów ani czynów, utrata równowagi i świadomości powoduje, że biesiadnicy wpadają pod stoły, leżą na podłodze. Po kilku godzinach snu budzą się, opatrują swe rany, narzekają na złe samopoczucie i mdłości. Taką relację w satyrze "Pijaństwo" przekazuje nałogowy pijak swemu znajomemu, bo utwór ma formę dialogu. Znajomy pijaka gotów jest uwierzyć w szczerość postanowienia tamtego: nigdy więcej wódki! Pochwala decyzję pijaka i dowodzi, że pijany człowiek zachowuje się gorzej od zwierzęcia, które pije tylko tyle, ile potrzebuje dla ugaszenia pragnienia. Alkoholizm prowadzi też do utraty zdrowia, kłótni z innymi, bójek, upadku moralnego. Pijak potwierdza te prawdy oczywiste i przypomina sobie, że bardzo się śpieszy. Na pytanie znajomego: "gdzie idziesz?" odpowiada: "napiję się wódki".
Satyra ta wyraża gorzką prawdę: nałóg pijaństwa jest bardzo trudny do wyrugowania, człowiek nie potrafi wyzwolić się z tego uzależnienia. Krasicki nie tylko ośmiesza pijaka, szydzi z niego, ale uzmysławia ludziom, jak łatwo popaść w taki stan. Ostrzega czytelnika, że częste picie alkoholu prowadzi nieuchronnie do nałogu, z którego tak trudno jest się wyzwolić.
Satyra "Żona modna" posiada również formę dialogu między dwoma młodymi mężczyznami, z których jeden niedawno ożenił się. Z "kwaśną miną" przyjmuje gratulacje przyjaciela i opowiada o troskach życia małżeńskiego. Żeniąc się miał na względzie przede wszystkim "cztery wsie dziedziczne", które żona wniosła w posagu. Wymagania rodziny oblubienicy zostały ujęte w punktach intercyzy (umowy przedślubnej) i już wtedy przyszły żonkoś był nimi przerażony, lecz brnął dalej w nadziei, że jakoś się to ułoży. Tymczasem zaraz po ślubie młoda żona skrytykowała wszystko, co zastała w domu męża: prostą służbę, zwyczajną kuchnię, urządzenie wnętrza domu i ogrodu. Zaczął się okres przeróbki dworu w pałac, urządzanie ogrodu na wzór francuski, zatrudnienie nowej, cudzoziemskiej służby. Wszystko to pochłonęło olbrzymie sumy pieniędzy. Żona sprosiła gości na pierwsze przyjęcie - oczywiście bardzo wystawne. Dla rozrywki gości zapalano sztuczne ognie i wyrzucano je w górę. Jeden z nich wzniecił pożar w zabudowaniach gospodarskich. Młody mąż - gospodarz rzucił się do gaszenia pożaru, co bardzo nie spodobało się żonie. Goście tak świetnie bawili się patrząc na coraz wyższy płomień a mąż - prostak pozbawił ich tej zabawy! Oburzona żona ciągle wypominała mężowi posag, który wniosła, choć koszty takiego życia znacznie przekraczały wartość tego posagu. Zgodnie z zapisem w intercyzie, małżonkowie przyjechali na kilka miesięcy do miasta, gdzie zamieszkali w wynajętym domu. Żona znudzona życiem wiejskim chciała urozmaicenia, atrakcji towarzyskich. Młody żonkoś żałuje, że ożenił się z taką kobietą, ale nie widzi już wyjścia z tej sytuacji. Krasicki w satyrze tej ostro krytykuje "żony modne", które trwonią majątki własne i mężów na stroje, urządzanie domu, przyjęcia, wojaże. Ostrze satyry dosięga też młodego szlachcica, goniącego za posagiem oraz żeniącego się z kobietą, której nie kocha i nie rozumie.
Satyra "Do Króla" wymierzona jest w konserwatywną szlachtę polską, która atakowała króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Krasicki przytacza w utworze zarzuty tej szlachty pod adresem króla, każdy z nich komentuje i uzasadnia tak, że obnażają one głupotę i zacofanie wypowiadających zarzuty. Szlachta zarzuca królowi, że nie pochodzi on z królewskiego rodu, był przedtem "mości panem" i dlatego trudno szlachcicowi zwracać się do władcy mówiąc: "najjaśniejszy”. Wyrzuca też królowi polskie pochodzenie i dowodzi, że "zawżdy to lepiej było, kiedy cudzy rządził". Kolejnym nonsensownym zarzutem pod adresem króla jest jego młody wiek, choć wstępując na tron władca miał 32 lata. Gdyby był stary, szlachta też krzyczałaby, że jest niedołężny. Król kocha swoich poddanych, darzy ich sympatią i przyjaźnią, więc to także nie podoba się szlachcie, która uważa, że władca powinien być postrachem dla narodu. Ostatnim zarzutem szlachty, przytoczonym w tej satyrze przez Krasickiego, jest skłonność króla do nauki, sztuki oraz otaczanie się ludźmi wykształconymi. Takie to argumenty miała zacofana szlachta przeciwko swemu "oświeconemu" władcy. Krasicki wykazał w tej satyrze głupotę, zacofanie, skrajny konserwatyzm szlachty, pochwalił zaś władcę za to, że jako Polak rozumie swój naród i kocha go, dba o ojczyznę, jako człowiek młody i wykształcony dąży do podniesienia poziomu życia umysłowego kraju.
Język satyr Krasickiego jest prosty i jasny, a równocześnie pełen wdzięku i elegancji. Precyzja słowa, celność spostrzeżeń i trafność krytyki - to olbrzymie walory tych utworów, które piętnują najbardziej typowe i szkodliwe wady społeczeństwa polskiego w XVIII w.

34. Jak ten sam temat potraktował Jan Kochanowski we fraszce "O doktorze Hiszpanie", a jak Ignacy Krasicki w satyrze "Pijaństwo"?


Jan Kochanowski i Ignacy Krasicki to wspaniali poeci staropolscy żyjący jednak w różnych epokach. Obaj byli ludźmi wykształconymi i bywałymi w świecie, obaj też zyskali sobie tytuły literackie: Kochanowski - ojca poezji polskiej, Krasicki - księcia poetów.
Jan Kochanowski żył w okresie odrodzenia. Zgodnie z zasadą humanizmu: "Jestem człowiekiem i nic, co ludzkie, nie jest mi obce", w twórczości swej poruszył wiele tematów. W spuściźnie tego poety mamy utwory patriotyczne, miłosne, filozoficzne, sławiące piękno przyrody, a także wyrażające radość życia, pochwałę wesołej zabawy. Poeta ten uprawiał różne gatunki literackie: fraszkę. pieśń, tren, a nawet dramat. Fraszki i pieśni należały do ulubionych gatunków poety, pisał je przez całe swoje życie. Wyrażał w nich wszystko to, co go bawiło, trapiło, cieszyło lub nastrajało refleksyjnie. Z tego powodu zarówno fraszki, jak i pieśni Kochanowskiego nazwano "pamiętnikiem lirycznym poety".
Fraszka "O doktorze Hiszpanie" powstała w okresie służby dworskiej Jana Kochanowskiego. Wówczas to poeta chętnie i pilnie uczestniczył w biesiadach na dworze króla Zygmunta Augusta. Częstym gościem tych przyjęć był także Piotr Rojzjusz, Hiszpan - uczony prawnik, profesor Akademii Krakowskiej, doradca króla Zygmunta Augusta, dobry znajomy i przyjaciel Jana Kochanowskiego. Pewnego wieczoru - jak relacjonuje poeta w swej fraszce - Hiszpan chciał niepostrzeżenie wymknąć się do swego pokoju przed końcem biesiady. Przyjaciele postanowili nie zatrzymywać go, aby później zrobić mu nocną niespodziankę. Doczekali końca biesiady w wesołej kompanii, wzięli dzban wina i poszli do Hiszpana. Drzwi były zamknięte, "ale puściły" gości. Śpiący doktor został obudzony i przekonany przez przyjaciół do wypicia toastu za zdrowie. Hiszpan znał dobrze swoich kompanów, więc - gdy namawiali go do wypicia jednej szklanicy - przewidująco bąknął: "by jeno jedna!" Nie pomylił się w swych rachubach - po wypiciu dziewiątego pucharu stwierdził: "szedłem spać trzeźwo, a wstanę pijany".
Fraszka ta jest znakomitą scenką obyczajową z życia dworskiego. Maluje to życie w niewielu słowach, ale jakże wymownych. Poeta wplótł w tekst fraszki wypowiedzi uczestników biesiady, pobudził naszą wyobraźnię tak dalece, że korzystając z tekstu utworu, moglibyśmy napisać cały scenariusz. Kochanowski utrwalił atmosferę życia dworskiego, potraktował temat z dobrodusznym uśmiechem. Tak opowiada się komuś żart, jaki spłatano przyjacielowi. Poeta nie gorszy się tym niewybrednym żartem, bo przecież wznoszenie częstych toastów było czymś naturalnym, wesołym i mile wspominanym. Kochanowski zarejestrował taką scenkę humorystyczną dla zabawy swojej i przyjaciół.
Zupełnie inaczej rzecz się ma z satyrą "Pijaństwo" Ignacego Krasickiego. Pijackie libacje nie były już wesołe i śmieszne. Częste picie doprowadziło do rozprzestrzenienia się nałogu pijaństwa, stało się cechą charakterystyczną polskiej szlachty. Czasy, w których żył Ignacy Krasicki, były dla Polski okresem upadku, szlachta nie zauważała tego faktu i folgowała swoim zachciankom. Poeta bolał nad tym stanem i apelował do szlachty o otrzeźwienie. Dowodził, że człowiek często pijący alkohol, przestaje kontrolować siebie i - sam nie wiedząc kiedy - staje się niewolnikiem nałogu. Kiedy bywa trzeźwy, zdaje się rozumieć, jaką szkodę wyrządza sobie samemu, lecz chęć wypicia wódki zwycięża z realną oceną sytuacji. Satyra Krasickiego "Pijaństwo" stanowi doskonałe studium psychologiczne nałogowego alkoholika (zaglądnij do opracowania tematu nr 33). Poeta nie uśmiecha się dobrodusznie, jak Kochanowski, ale boleśnie drwi i szydzi z człowieka uzależnionego od alkoholu. Krasickiemu jest nawet trochę żal tego pijaka, bo istotnie jest on zbyt słaby, aby potrafił poradzić sobie ze swoją ułomnością charakteru. Poeta - moralista ukazuje tak wnikliwie reakcje alkoholika, aby przestrzec przed tym nałogiem tych, którzy potrafią jeszcze zapanować nad swoimi słabościami.
Alkohol jest dla ludzi - zdaje się mówić Krasicki - ale należy mieć się na baczności, aby nie uzależnić się od niego. Kiedy pije się rzadko i z umiarem, alkohol likwiduje napięcia, rozwesela, lecz łatwo jest stracić umiar i wtedy człowiek przestaje być panem swojej woli.


35. W jaki sposób Ignacy Krasicki dopomógł swą "Monachomachią" w działalności Komisji Edukacji Narodowej? Określ rodowód i cechy gatunkowe poematu heroikomicznego.


Komisja Edukacji Narodowej została powołana w 1773 roku. Podjęła się realizacji ważnego, lecz trudnego zadania odnowy systemu oświaty. Dysponowała funduszami pochodzącymi z kasaty zakonu jezuitów. Powstało wiele szkół elementarnych dla dzieci chłopskich i mieszczańskich, zreformowano programy nauczania kładąc główny nacisk na przedmioty ścisłe, praktyczne, wychowanie fizyczne i obywatelskie. Językiem wykładowym w szkołach stał się język polski, dzieci uczyły się z nowych podręczników opracowanych przez sławnych i doświadczonych naukowców. Co na to wszystko szlachta? Rożnie: jedni posyłali swe dzieci do tych szkół zreformowanych i pozostających pod opieką państwa, inni - dość liczni niestety - woleli nadal oddawać swe dzieci na naukę do klasztorów. Ciemna i zacofana szlachta hołdowała złej tradycji, "rwała szaty" z powodu likwidacji kolegiów jezuickich, które sama niegdyś kończyła. W tej sytuacji potrzebny był ktoś, kto pokazałby szlachcie, jakich to nauczycieli ma młodzież w wielu szkołach przyklasztornych. Zadania tego podjął się Ignacy Krasicki - wówczas już biskup warmiński. Któż lepiej od niego mógł znać życie klasztorne? Komu, jak komu, ale księdzu biskupowi należało uwierzyć, gdy pokazywał w swej "Monachomachii" codzienne życie "świętych próżniaków". Poemat "Monachomachia, czyli wojna mnichów" rozpoczyna się obrazem typowego XVIII wiecznego miasteczka polskiego, w którym "były trzy karczmy, bram cztery ułamki, klasztorów dziewięć i gdzieniegdzie domki". Klasztory te utrzymywało całe społeczeństwo, zakonnikom żyło się dostatnio i beztrosko. Na przekór regule zakonnej, w murach klasztoru zadomowiło się na dobre: nieróbstwo, nieuctwo, obżarstwo i opilstwo, a nawet skłonności do kłótni oraz bójek. Braci zakonnych określa Krasicki jako: "wielebne głupstwo", czy "świętych próżniaków". Byli to ludzie, którzy nie odmawiali sobie "rozkoszy podniebienia", o czym świadczył dobitnie ich wygląd: "siadł, ławy pod nim dubeltowe jękły" lub "ojciec Gandenty z rzędu się wytoczył". Żyjąc beztrosko zaniedbywali podstawowe obowiązki, jak na przykład uczestnictwo w mszach porannych, tzw. jutrzniach np. "ksiądz przeor, porwawszy się z puchu - pierwszy raz w życiu jutrzenkę obaczył". Nie dbali też zakonnicy o swoje wykształcenie, książki posłużyły im do bójek, ale z upodobaniem stwarzali pozory uczoności. Ojciec Honorat przemówienie swoje rozpoczął słowami: "Wiem, bom to czytał w uczonym Tostacie - po ciemnej nocy, że jasny dzień wschodzi". Tak oczywistej prawdy musiał doszukać się w księgach! Gdy w klasztorze zaczął się jakiś "rozruch niesłychany", bracia zakonni pytali z głęboką troską: "czy do piwnicy wkradli się złodzieje? Czy wyschły kufle, gąsiory i dzbany?". Trudno wyobrazić sobie, aby coś gorszego mogło się stać. Skłóceni zakonnicy bili się zaciekle: "Lecą sandały i trepki, i pasy, wrzawa powszechna przeraża i głuszy. Wziął w łeb Kapistan obręczem od faski... Longin się z rożnem walecznie uwija. Już był wyciskał talerze i szklanki, pękły i kufle na łbach hartowanych... Rafał zmokłym kropidłem w poświęconej wodzie oczy mu zalał, trzonkiem w łeb uderzył..."
Takich to zakonników pokazał Krasicki w swej "Monachomachii". Poeta zdawał się mówić tym poematem do polskiej szlachty: spójrzcie, takich to nauczycieli mają wasi synowie, czego oczekujecie po takiej edukacji? Duchowieństwo zareagowało na ten utwór bezgranicznym oburzeniem i zgrozą. Posądzono Krasickiego o herezję, zbeszczeszczenie Kościoła, znieważenie religii, bluźnierstwo. Były to oskarżenia nieprawdziwe, bo przecież autor podkreślał: "szanujmy mądrych, przykładnych, chwalebnych, śmiejmy się z głupich, choć i przewielebnych!" Bronią utworu jest ironia, która "bez żółci łaje, przystojnie się dąsa". Krasicki nigdy nie występował przeciwko instytucji klasztorów, lecz uważał, że zakonnicy bardzo często wybierali stan duchowny mając na względzie perspektywę takiego próżniaczego życia. Odsądzony od czci i wiary Krasicki musiał się usprawiedliwić i uczynił to w kolejnym poemacie heroikomicznym -"Antymonachomachii". Odpowiedział, że ośmieszył nie religię i nie Kościół, tylko jego niegodnych, ciemnych służebników. Z nich zadrwił sobie znowu, i to daleko złośliwiej niż w "Monachomachii".
Te utwory Krasickiego znalazły uznanie wśród postępowej i myślącej części społeczeństwa. Wielu było takich, którzy się ucieszyli, że "klechom " się dostało i ci boki zrywali ze śmiechu. Jan Śniadecki zauważył, że ""Monachomachia" Krasickiego wyszła w najlepszej porze i najwięcej pomogła usiłowaniom Komisji Edukacji Narodowej". Tak było istotnie, bo utwór ośmieszając zakonników, ośmieszył starą szkołę, zaś ludzie najbardziej boją się szyderstwa i wstydu.
"Monachomachia" jest poematem heroikomicznym (jak "Myszeida" i "Antymonachomachia"). Tak nazywamy dłuższy utwór wierszowany o charakterze epickim, lirycznym lub mieszanym. Poemat heroikomiczny wywodzi się z eposu bohaterskiego i jest jego parodią (heros - bohater, komiczny - śmieszny). Znamienną cechą parodii literackiej jest karykaturalne i żartobliwe naśladownictwo innego utworu literackiego.
W eposie bohaterskim opiewane są czyny prawdziwego bohatera - często rycerza odznaczającego się niezwykłą siłą, odwagą, męstwem. O życiu i działalności takiego herosa autor mówi stylem podniosłym, patetycznym, bo też opiewa czyny niezwykłe. Wzorem eposów bohaterskich są dzieła Homera - "Iliada" i "Odyseja". Podniosłemu stylowi towarzyszą rozbudowane porównania (nazywane homeryckimi) i wyszukana wersyfikacja (heksametr - werset zbudowany z sześciu jednostek rytmicznych). Parodia eposu bohaterskiego, czyli poemat heroikomiczny, to gatunek znany już w starożytnej literaturze greckiej. Potem odrodzenie przypomniało go także, zaś w okresie oświecenia świetnie nadawał się do zadań satyrycznych i ośmieszania określonych postaw. Efekt komiczny w takim utworze zostaje osiągnięty przez celowe zastosowanie kontrastu: treść jest błaha, bohater mały i płaski, ale o wydarzeniach i czynach takiego bohatera autor mówi stylem podniosłym, jakby mowa była o prawdziwym herosie. Krasicki w "Monachomachii" bohaterami uczynił ociężałych, leniwych, głupich i grubaśnych zakonników, lecz mówił o nich tak, jakby równi byli bohaterom Homera: Achillesowi, Hektorowi, Agamemnonowi. Wojnę między mnichami opisał tak, jakby była ona równa wojnie trojańskiej. Krasicki w swej parodii stosuje też porównania homeryckie odnoszące się do błahych i pospolitych sytuacji. "Monachomachia" napisana jest trudną zwrotką - oktawą i wierszem sylabicznym. Krasicki przestrzegał w obrębie całej strofy podobnego rozłożenia wszystkich akcentów, co przywodzi na myśl rytmiczne jednostki heksametru. Wszystkie te zabiegi służą pogłębieniu kontrastu między bohaterem i jego czynami a wyszukaną formą utworu.


36. Udowodnij, że Ignacy Krasicki swoją twórczość podporządkował dewizie: "bawiąc uczyć".


Patrioci polscy boleli nad upadkiem życia gospodarczego, kulturalnego i politycznego państwa. Jasne dla nich było, że Polska wkroczyła na zgubną dla siebie drogę. Niebezpieczeństwa tego nie dostrzegała jednak szlachta konserwatywna, której wygodnie było żyć tak, jak żyli jej przodkowie. Państwa ościenne decydowały o sprawach wewnętrznych kraju i cynicznie przekonywały szlachtę, że czynią to w interesie naszej ojczyzny. Coraz liczniej pojawiały się głosy patriotów, wreszcie podjęto rozpaczliwą próbę zapobieżenia nieszczęściu narodowemu przez wielokierunkowe działania mające na celu wychowanie dobrego obywatela i patrioty. Wśród gorących patriotów i zwolenników postępowych reform nie mogło zabraknąć Ignacego Krasickiego - czołowego przedstawiciela literatury tej epoki. On to całą swoją twórczość podporządkował dewizie: "bawiąc uczyć". Jest to metoda najskuteczniejsza, najłatwiejsza dla odbiorcy nauki. Dziecko zaczyna swą edukację także od nauki przez zabawę, szlachta była tak rozleniwiona i rozpieszczona rozlicznymi przywilejami, że należało edukować ją ostrożnie, niemożliwe byłoby przymuszanie jej do głębszego wysiłku umysłowego, do samokrytyki. Kiedy widziała własną śmieszność, mogła czasem zastanowić się nad swoim postępowaniem - to była owa nadzieja na odnowienie narodu.
Ignacy Krasicki stał się niezrównanym nauczycielem. Drwił z ciemnoty i zacofania szlachty oraz duchowieństwa, ośmieszał najbardziej typowe wady ludzkie. Zadanie to realizował w bajkach, satyrach, poematach heroikomicznych (opracowanie tematów: 32, 33, 35) i w pierwszej powieści polskiej - "Mikołaja Doświadczyńskiego przypadkach". Literatura europejska znała już ten gatunek literacki, polska - jeszcze nie. Krasicki dał więc ojczystej literaturze utwór, który łączył popularne w innych krajach rodzaje powieści. Mamy w "Mikołaja Doświadczyńskiego przypadkach" elementy powieści obyczajowej, utopijnej i przygodowo - awanturniczej. Powieść była odpowiedzią na apel Komisji Edukacji Narodowej o nadsyłanie rad i wskazówek dotyczących organizacji szkół. Autor wypowiedział się w niej na temat systemu kształcenia i wychowania młodzieży. Wiedział, że istnieje potrzeba przedstawienia pozytywnego bohatera szlacheckiego, który by łączył wartościowe, rodzime cechy sarmaty z postępowymi poglądami oświeceniowymi. Tym bohaterem stał się Mikołaj Doświadczyński, czyli taki, który wyciąga wnioski ze swoich doświadczeń życiowych.
Pierwsza część powieści omawia dzieciństwo i młodość Mikołaja i ma charakter obyczajowo - satyryczny. Mały Mikołajek rośnie pod czułą opieką matki, która zwleka z oddaniem synka do szkół, aby nie zaszkodzić jego zdrowiu. Mimo sprzeciwów i łez matczynych, Mikołaj trafia jednak do szkoły dzięki uporowi ojca. Wkrótce jednak ojciec umiera i 16 - letni bohater powraca do domu rodzinnego, gdzie dalszą jego edukacją zajmuje się domowy guwerner - człowiek pozbawiony skrupułów, oszust udający markiza. Skutki tej edukacji okazują się opłakane. Mikołaj traci ogromne sumy pieniędzy, tonie w długach, procesuje się z sąsiadami i nawet te procesy wygrywa posługując się sfałszowanymi dokumentami. Opłacenie adwokatów, przekupienie świadków - oto nowe wydatki i długi. Po śmierci matki Mikołaj postanawia zobaczyć świat, więc zaciąga nowe długi. Najkosztowniejszy okazuje się pobyt we Francji, gdzie Mikołaj, powodowany swoiście pojętym patriotyzmem, daje dowody, że - choć Polak - żyje wystawniej niż Francuzi. Kiedy skończyły się pieniądze, a wierzyciele coraz bezwzględniej domagali się zwrotu zaciągniętych pożyczek, Mikołaj ratuje się ucieczką. W czasie burzy okręt rozbił się o skały i bohater odzyskał przytomność leżąc u wybrzeży nieznanej wyspy.
Dalsze dzieje Doświadczyńskiego opowiada druga część powieści mająca charakter utopijny (nierealny, zmyślony). Mikołaj znalazł się na fantastycznej wyspie Nipu. Obywatele tego państwa szanują się wzajemnie, wszyscy pracują, nie kłamią, nie kradną. Doświadczyński poznał tam smak pracy i ze zdziwieniem odkrył, że praca dawała mu przyjemność, ustąpiły też reumatyzmy i nerwowe rozdrażnienie, wrócił apetyt. Bohater zmężniał, odrodził się fizyczne i moralnie. Tęsknota za krajem spowodowała, że po trzech latach pobytu wśród Nipuańczyków - wskoczył w łódkę i puścił się na morze.
Część trzecia powieści, opowiadająca o dalszych przygodach Doświadczyńskiego, ma charakter przygodowy, awanturniczy. Był więc Mikołaj w niewoli u handlarza niewolników, pracował w kopalniach, w Hiszpanii dostał się do więzienia, a nawet do szpitala wariatów. Kiedy udało mu się dostać do Paryża, nie szukał już towarzystwa modnych kawalerów. Jak najszybciej wybrał się do Polski, aby pracować dla ojczyzny. Celem jego działalności stało się uszczęśliwienie poddanych i praca obywatelska - został bowiem posłem. Ożenił się, pracował na roli, żył szczęśliwie i doczekał się synów i wnuków.
Krasicki dał w swej powieści satyryczny obraz wychowania domowego, uwydatnił opłakane jego skutki i pokazał, jaką drogą dochodzi się do utraty czasu, majątku i honoru. Gdyby Doświadczyńskiego inaczej wychowano, byłby od razu pracował na pożytek ojczyzny i własny. Bohater stał się ofiarą złego wychowania i z tego stwierdzenia wypływa myśl przewodnia powieści: życie dorosłego człowieka i jego wartość zależą od wychowania już w domu rodzicielskim.
"Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki" szybko stały się powieścią poczytną, o czym świadczy fakt doczekania się czterech wydań powieści w ciągu trzech lat. Podnosiła się oświata w kraju i wśród znacznej części szlachty budził się głód dobrej, ciekawej i zarazem pożytecznej książki. Powieść Krasickiego spełniała te oczekiwania i stała się utworem poczytnym w kraju, a nawet za granicą (przełożona została na język francuski i niemiecki). Ona także, podobnie jak pozostałe utwory Krasickiego, uczyła i bawiła zarazem.


37. Jakich problemów dotyczy polemika między Podkomorzym a Starostą w "Powrocie posła" J. U. Niemcewicza?


"Powrót posła" powstał w okresie największego nasilenia walki politycznej. Trwały obrady Sejmu Czteroletniego (1788 - 1792). Polska była po I rozbiorze z 1772 roku, więc rabunkowa polityka konserwatywnej szlachty ściągnęła już na ojczyznę prorokowane przez patriotów nieszczęście. Głosy postępowej szlachty były coraz liczniejsze i bardziej gromkie. Stronnictwo patriotyczne domagało się uchwalenia reform koniecznych dla podźwignięcia Polski z upadku politycznego, kulturowego, gospodarczego. Stronnictwo konserwatywne było jednak dość silne i - jakby ślepe i głuche - nie wyciągało wniosków z tragedii narodowej. W sejmie toczyła się nieustępliwa walka stronnictw politycznych. W 1790 roku uchwalono, że do dawnych posłów przybędą nowi, aktualnie wybrani na sejmikach. Nastąpiła miesięczna przerwa w obradach, gdyż musieli stawić się do Warszawy nowi posłowie. Oczywiste stało się, że przyszłość zamierzonej reformy zależała od stanowiska właśnie tych posłów. Nowe wybory posłów ustalono na połowę listopada 1790 roku. Niemcewicz zaczął na gwałt pisać swoją komedię "Powrót posła", która miała pełnić funkcję broszury agitacyjnej. Na dziewięć dni przed tymi wyborami, ukończony został druk utworu, bo był on przeznaczony najpierw do czytania, a dopiero później na scenę. Zjechali do Warszawy nowi posłowie, sejm po przerwie rozpoczął obrady i już w połowie stycznia 1791 roku komedia Niemcewicza została wystawiona na scenie warszawskiej. Na widowni zasiadali przede wszystkim posłowie: zacietrzewieni konserwatyści, zdeterminowani patrioci i świeżo upieczeni posiadacze mandatów poselskich. Na scenie teatralnej wszyscy oni zobaczyli niejako własne odbicia. Przeciwnicy reform odnaleźli siebie w Staroście, patrioci - w Podkomorzym i Walerym. Ci posłowie, którzy jeszcze wahali się - po oglądnięciu sztuki nie mieli już wątpliwości, po której ze stron stanąć. Sala teatralna na pierwszym przedstawieniu "pękała w szwach", na następnych też nie było wolnych miejsc. To był triumf stronnictwa patriotycznego. Posłowie konserwatywni poczuli się obrażeni, dotknięci do żywego. Jeden z nich zaskarżył nawet Niemcewicza do sądu o publiczną obrazę, ponieważ w postaci Gadulskiego sam zobaczył siebie.
Osnowę komedii stanowi miłość dwojga młodych: posła Walerego, syna państwa Podkomorostwa, i Teresy, córki pana starosty z pierwszego małżeństwa. Ojciec Teresy nie chce pozwolić na małżeństwo, gdyż - sam będąc zakutym wstecznikiem - nie chce, żeby córka wyszła za postępowego młodzieńca. Pani Starościna to pretensjonalna, sentymentalna i ogłupiała od czytania czułych poezji i romansów dama. Ona to obiecała rękę swojej pasierbicy panu Szarmantckiemu, który umiał sobie pozyskać względy Starościny udanym sentymentalizmem, elegancją. Starosta liczy na to, że fircyk Szarmantcki nie będzie upominać się o posag, zaś owemu młodzikowi tylko posag w głowie. Dzięki temu zresztą wszystko dobrze się kończy, bo Walery bierze Teresę za żonę nie dla jej posagu, lecz z powodu bezinteresownej miłości. Warstwa fabularna sztuki Niemcewicza służyła głównie propagandzie reformy ustroju i ośmieszała konserwatywną postawę polityczną części polskiej szlachty.
Istotę sztuki stanowi konflikt dwu przeciwstawnych racji, konflikt dwóch obozów i dwóch pokoleń. Była więc to komedia polityczna, ale była także i obyczajowa, bo ośmieszała często spotykane wówczas typy w rodzaju modnego fircyka, przesadnie sentymentalnej damy, a przede wszystkim zacofanego sarmaty. Bohaterowie "Powrotu posła" wyraźnie dzielą się na dwa obozy. Przedstawicielami stronnictwa patriotycznego są w komedii Podkomorzy i jego syn - Walery. Obydwaj są szlachetni i rozumni, hołdują zasadzie, że "dom zawsze ustępować powinien krajowi", cieszą się całym sercem z działalności Sejmu Wielkiego, rozumieją potrzebę reform nie tylko politycznych, ale i społecznych.
Przedstawicielem stronnictwa staroszlacheckiego jest Starosta, do którego tak bardzo pasuje nazwisko Gadulski. Te nieustanne mowy Starosty są świadectwem jego ciasnoty umysłowej i nieprzejednanej wrogości do reform . Chwali wszystko, co stare, gani bez zastanowienia wszelkie próby zmian. Reprezentanci tych dwu stronnictw nieustannie polemizują ze sobą. Podkomorzy jest zadowolony z zawarcia przez Polskę przymierza "z potężnym sąsiadem", czyli z Prusami. Starosta uważa, że bezpieczeństwo Polski płynie z jej słabości, bo skoro jest niegroźna dla sąsiadów, nie będzie przez nich napastowana. I rozbiór Polski udowodnił bezsens takiego twierdzenia, ale Starosta bezkrytycznie powtarza opinie zasłyszane przed laty. Podkomorzy jest dumny ze swego syna Walerego, który wraz z innymi posłami "z przemocy i hańby" wydobywają kraj. Gadulski ma na ten temat zupełnie inne zdanie. Za panowania Augustów "człek jadł, pił, nic nie robił i suto w kieszeni". Toż to były dopiero piękne czasy, kiedy "jeden poseł mógł wstrzymać sejmowe obrady" i jeszcze za to "dostał czasem kilka wiosek". Ojciec Walerego dowodzi, że "ten to nieszczęsny nierząd , to sejmów zrywanie kraj zgubiło, ściągnęło obce panowanie". Dalej tenże patriota wylicza następne grzechy Polaków: życie w zbytkach, lenistwo, ciągłe biesiadowanie, przedkładanie korzyści osobistych nad interes kraju. Starosta nie znajduje argumentów na te zarzuty, więc stwierdza, że patrioci wprowadzają zmiany bez zastanowienia, dla samych zmian tylko. Całe zło płynie z książek, które tak chętnie czytają zwolennicy reform, a one propagują dzikie obyczaje. Gadulski szczyci się tym, że nigdy nie czyta lub przynajmniej mało. Również "sejm gotowy", czyli zbierający się w regularnych odstępach czasu na sesję, jest przedmiotem krytyki Starosty. Dawniej sejmy zwoływano co dwa lata na sześć tygodni. Podkomorzy oczywiście uważa, że posłowie powinni zbierać się tak często, jak tego wymaga interes kraju.
Podkomorzy i Starosta reprezentują odrębne racje polityczne i społeczne. Wszystkie punkty programu reform zostały w komedii poruszone. Stronnictwo patriotyczne domagało się zniesienia liberum veto i wolnej elekcji, która częstokroć prowadziła do niemal wojny domowej, gdyż przekupywana szlachta popierała kandydatów nieodpowiednich lub narzucanych przez obce państwa. Dziedziczność tronu położyłaby kres takim praktykom i - choć to wbrew tendencjom demokratycznym - obóz postępowy opowiadał się za takim rozwiązaniem. Władza królewska byłaby wzmocniona, a tego wymagał interes naszego państwa. Konieczne było też zwiększenie liczby wojska i uchwalenie stałych podatków, czemu przeciwna była szlachta konserwatywna. Także sprawy społeczne, a wśród nich kwestia uwolnienia chłopów z poddaństwa, były kością niezgody między Podkomorzym i Starostą. Patrioci krytykowali również złe obyczaje: bezmyślne naśladowanie obcych wzorów, wychowanie dziewcząt na puste salonowe damy a chłopców na fircyków polujących na posażne panny, życie wystawne prowadzące do ruiny majątkowej. Wszystkie te sprawy powodują zatroskanie Podkomorzego, zaś dla Starosty są dowodem istnienia jeszcze prawdziwych Polaków. Gadulskiemu nie przeszkadza, że jego żona po nocach spaceruje wpatrzona w gwiazdy, wzdychająca i natchniona sentymentalnie. Dla niego ważne jest, że wniosła pokaźny posag. Starościna nie jest kobietą złą, jak tłumaczy Podkomorzy, ale źle wychowaną w swym domu rodzinnym, dlatego na przykład mówi źle po polsku, woli się posługiwać językiem francuskim.
Zły do "szpiku kości" jest bawidamek Szarmantcki. Zjeździł Francję i Anglię, ale nie interesował się przemianami społecznymi zachodzącymi w tych krajach. Czas trawił na wyścigach konnych, kupnie modnych strojów, bytnościach w towarzystwie. Podobnie zachowywał się w Warszawie. Najchętniej przebywał w modnych restauracjach, nie interesował się przebiegiem obrad sejmowych. Był to człowiek wyrachowany, pyszałkowaty i obłudny. Nawet naiwna Starościna przejrzała jego grę i w rezultacie nie został on mężem Teresy.
Podkomorzy i Starosta to ludzie z różnych światów. Jeden kocha dzieci, szczyci się nimi, tęskni, gdy są poza domem, drugi rodzoną córkę oddał na wychowanie do dalekich krewnych. Własna wygoda była ważniejsza niż więzi rodzinne. Wydając Teresę za mąż myśli także głównie o sobie. Żal mu majątku na wyposażenie córki, zaślepia go chciwość i egoizm.
Przedstawiciele tych ugrupowań są obywatelami tego samego kraju, tego samego pokolenia. Obaj są sarmatami, ale jakże różnymi: Podkomorzy to typ pozytywnego sarmaty, zaś Starosta negatywnego.


38. Na przykładzie twórczości F. Karpińskiego omów sentymentalizm w literaturze polskiej.


Głośny pisarz francuski Jan Jakub Rousseau (czyt. Russo) dał początek rozwojowi nowego nurtu umysłowego - sentymentalizmu. Dowodził on, że człowiek jest z natury dobry, zaś cywilizacja okalecza go. Trzeba zatem wrócić do natury, aby czuć się wolnym i szczęśliwym. Piękno przyrody uszlachetnia człowieka, czyni go bardziej wrażliwym uczuciowo. Rousseau wprowadził do literatury nowego bohatera - człowieka sentymentalnego, który miał kierować się sercem, być czułym, wrażliwym, lubiącym prostotę i sielskość, współczującym ludowi i darzącym go sympatią. Dzieła tego pisarza wywołały bunt serca przeciw wszechwładzy rozumu i doświadczenia. Sentymentaliści nie chcieli już być nauczycielami społeczeństwa, propagatorami idei trzeźwości umysłowej. Pragnęli poznawać świat za pośrednictwem swoich doznań osobistych, uczucie miało stać się głównym kryterium oceny wszystkiego, co otacza człowieka. Nastała moda okazywania stanów uczuciowych w sposób przesadny, teatralny. Ulubioną scenerią wyznań miłosnych była przyroda (zaciszne miejsce pod ulubionym drzewem, przy blasku księżyca), uczuciom smutku odpowiadała sceneria grobów, cyprysów, cmentarzy. Wielką popularnością cieszyła się poezja miłosna i pasterska, a szczególnie sentymentalna sielanka.
W polskiej literaturze przedstawicielem tego nurtu jest Franciszek Karpiński. Wywodził się z ubogiej, szaraczkowej szlachty. Życie jego znamy dokładnie, gdyż spisał je w swych "Pamiętnikach". Wiemy, że ukończył kolegium jezuickie, potem podjął studia teologiczne, ale ich nie ukończył, bo nadto podobały mu się kobiety. Nie chciał oszukiwać Boga, ludzi i siebie, więc wiódł życie świeckie, choć - mimo słabości do gładkiej płci - nie ożenił się nigdy. Pokorą nie grzeszył, nawet uważał sam siebie za człowieka wrażliwego, mądrego i utalentowanego bardziej, niż Jan z Czarnolasu (paskudne zarozumialstwo!). Sam przyznawał się też do czułostkowości, co było prawdą, albowiem skory był do rozczuleń, łez i współczucia bliźnim. Marzył o rozgłosie, majątku i nagrodach, lecz mimo zdobytego rozgłosu nie czuł się dość doceniony, stał się człowiekiem rozgoryczonym, pełnym pretensji do świata i ludzi. Sławę przyniosły mu liryki miłosne, patriotyczne i religijne. To właśnie Karpiński jest autorem sławnych do dzisiaj pieśni religijnych: "Kiedy ranne wstają zorze..." i "Wszystkie nasze dzienne sprawy...".
Nazwano go "poetą serca", bo największą sławę przyniosły mu wiersze miłosne. Współcześni nazywali go też "śpiewakiem Justyny", bo Justynie właśnie wyznawał "Tęskność na wiosnę". Jak na poetę sentymentalnego przystało, porównywał ukochaną do elementów natury, a więc do słońca, pszenicy, ptaszka, kwiatka i urodzaju. Dzisiejszego czytelnika śmieszą takie porównania i pewnie żadna z kobiet nie marzy, aby szeptano jej pieszczotliwie: moja pszeniczko, mój ty urodzaju! Wówczas jednak właśnie ten wiersz przyniósł Karpińskiemu taki rozgłos, że - kiedy znalazł się na obiedzie czwartkowym u króla - Stanisław August Poniatowski powitał go słowami: "kochanek Justyny będzie i w Warszawie kochany".
Wielką popularność przyniosły poecie także "Sielanki" pełne czułostkowości i melancholii. Świat pasterski ukazany w tych utworach był raczej maskaradą aniżeli wiernym obrazem rzeczywistości. Jednak współcześni mieli już dosyć satyry i nauki, chcieli ciepła (choćby sztucznego) i czułości serca. Tego właśnie dostarczyły im "Sielanki" Karpińskiego. Największą popularność zdobyła sielanka "Laura i Filon". Ma ona charakter sentymentalny i pieśniowy oraz formę rozmowy kochanków. Laura czeka na swego ukochanego pod "umówionym jaworem". Nie może doczekać się spotkania, jest stęskniona i podniecona. Nie zastaje Filona, więc miotają nią różne uczucia: zawodu, złości, podejrzliwości, współczucia (może zdarzyło się coś złego?), zazdrości, żalu i nawet prawie nienawiści (pewnie jest teraz u innej!). Tymczasem Filon był w pobliżu umówionego miejsca i obserwował zachowanie swej Laury. Chciał przekonać się, jak ukochana zareaguje na jego nieobecność. On także przeżył szeroką gamę uczuć: miłość, podejrzliwość, zwątpienie, współczucie, żal, znowu miłość. Sielanka ta tchnie prawdą, bo też Karpiński wszystko wziął z życia: jawor, maliny, "pleciankę różowę", nawet kij z wyrżniętymi imionami kochanków, bo wówczas naprawdę była taka moda. Cała gama uczuć towarzyszących najpotężniejszemu uczuciu - miłości, też jest prawdziwa i dlatego właśnie utwór cieszył się tak wielką popularnością. "Laura i Filon" to typowa sielanka: tematem jej jest miłość kochanków, bohaterami są pasterze, tłem zaś - przyroda wiejska. Jest to sielanka konwencjonalna, różna od realistycznej (na przykład "Żeńcy" Szymonowica; opracowanie tematu nr 16).


39. Rola teatru narodowego w okresie oświecenia.


W 1765 roku powstał w Warszawie pierwszy teatr publiczny. Do tej pory przedstawienia były grywane na scenach dworskich: królewskiej lub magnackich. Istniały również amatorskie teatry szkolne, które wystawiały sztuki na własnych scenach. Dostęp do widowni tych scen był oczywiście ograniczony i powstanie teatru narodowego odpowiadało potrzebie chwili. Powszechność dostępu do teatru umożliwiła mieszczaństwu Warszawy obcowanie z tekstem literackim. W tym czasie mieszczaństwo zaczęło odgrywać coraz znaczniejszą rolę w życiu politycznym i umysłowym. Bywanie w teatrze stało się modną i popularną rozrywką także dla szlachty, która miała zwyczaj zjeżdżać do Warszawy na kilka tygodni w roku (szczególnie zimą). Jakie sztuki grywano na tej pierwszej narodowej scenie? Otóż początkowo były to głównie sztuki obce, zwłaszcza francuskie, tłumaczone na język polski. Z biegiem czasu zaczęły powstawać sztuki pisane przez rodzimych autorów, najpierw były to głównie przeróbki, czyli teksty wzorowane na dramatach obcych. Potem już nawet pomysły były własne, bo życie dostarczało wciąż nowych tematów. Szczególną popularnością cieszyły się komedie, bo przecież hasłem epoki była nauka poprzez zabawę. Ludzie pióra tworzyli więc polskie komedie, wśród autorów mamy takie postacie, jak: Ignacy Krasicki, Adam Kazimierz Czartoryski, Franciszek Karpiński, Franciszek Dionizy Kniaźnin, Franciszek Zabłocki, Franciszek Bohomolec, Wojciech Bogusławski, Julian Ursyn Niemcewicz. Sztuki ich grywane były właśnie na scenie pierwszego teatru narodowego, który z inicjatywy króla Stanisława Augusta został otwarty w Warszawie w budynku Operalni. Prawo prowadzenia teatru było przywilejem królewskim, więc Stanisław August udzielał tego przywileju różnym osobom. Przez kilkanaście pierwszych lat teatr przeżył wiele niepowodzeń, często król pokrywał jego deficyt z własnej szkatuły. Działały w tym czasie w Warszawie obce trupy operowe, które stanowiły dla teatru poważną konkurencję. Sytuacja uległa radykalnej poprawie, gdy dyrekcję teatru objął Wojciech Bogusławski. Kierował on Teatrem Narodowym (tak go nazwał) ponad trzydzieści lat. Był wspaniałym organizatorem, trafnie dobierał i kształcił aktorów, sam tłumaczył na język polski sztuki obce, wreszcie pisał własne, oryginalne komedie. Duże zasługi dla rozwoju teatru położył autor tekstów scenicznych - Franciszek Bohomolec. Pisał swoje sztuki jeszcze przed powstaniem sceny narodowej, bo dostarczał tekstów teatrom szkolnym. Nie były to komedie oryginalne, wiele pomysłów zapożyczał z utworów obcych, szczególnie Moliera, ale potrafił je przystosować do sytuacji polskiej. Krytykował w swych komediach ślepy kult tradycji szlacheckiej, bezmyślne naśladowanie francuszczyzny, marnotrawstwo, skąpstwo, okrucieństwo w stosunku do poddanych i inne dokuczliwe wady. W sztukach jego występują zwykle dwie kontrastowe i rywalizujące ze sobą postacie, często też wprowadzał na scenę sprytnych służących, którzy rozwiązywali szczęśliwie nawet najbardziej skomplikowane intrygi.
Innym komediopisarzem, który wybitnie przyczynił się do rozwoju teatru stanisławowskiego, był Franciszek Zabłocki. On także czerpał wzory ze sztuk obcych, ale potrafił je dopasować do warunków polskich. Wielką popularnością cieszyły się wówczas i cieszą nią do dziś jego komedie: "Fircyk w zalotach" oraz "Sarmatyzm". Są to - jak przystało na tę epokę - komedie "zabawne i uczące zarazem".
W okresie Sejmu Czteroletniego (1788 -1792) Teatr Narodowy stał się jednym z narzędzi walki o przeprowadzenie reform politycznych i społecznych. Bogusławski - dyrektor sceny publicznej - był gorącym zwolennikiem reform. Na scenie swego teatru, obok sztuk wyłącznie rozrywkowych, wystawił wiele utworów, które w sposób bezpośredni lub pośredni, propagowały nowe idee. Do utworów takich należy "Powrót posła" Juliana Ursyna Niemcewicza (opracowanie tematu nr 37).


40. Scharakteryzuj i określ funkcje gatunków charakterystycznych dla literatury oświeceniowej.


W drugiej połowie XVII wieku we Francji ukształtowała się konwencja literacka klasycyzmu. Stworzyli ją pisarze, poeci i dramaturdzy, którzy nawiązywali do teorii literatury klasycznej, ustalonej w dobie odrodzenia. Twórcy kładli nacisk na jasność myśli i precyzję jej wyrażania. Wzorem dobrego tonu był dwór królewski, więc to tę rzeczywistość opisywano w utworach. Zwyczajne życie codzienne warstw niższych oraz język gwarowy nie mogły mieć prawa obywatelstwa w literaturze. Francuski poeta Boileau (czyt. Bualo) sformułował zasadę dobrego pisarstwa w poemacie "Sztuka poetycka". Dzieło to przełożył na język polski i uzupełnił Franciszek Ksawery Dmochowski nadając mu tytuł "Sztuka rymotwórcza". Głównym zadaniem literatury było ukazywanie natury, czyli jej naśladowanie. Treść utworu musiała być prawdziwa lub prawdopodobna, niedopuszczalne było wprowadzenie do dzieła elementów fantastycznych. Wszystko, o czym pisał autor, musiało być zgodne z rozumem, rozsądkiem, doświadczeniem człowieka. Nie mogło przedostać się do utworu literackiego to, co osobiste, indywidualne i niepowtarzalne, a szkoda, bo z tego powodu utwory stały się nieco sztuczne i zimne, choć doskonałe w formie. Słowo, jako tworzywo literatury, było szczególnie ważne dla pisarzy oświecenia. Dbano o czystość języka, wszystko, co wulgarne lub potoczne należało z utworu literackiego usunąć. Język musiał być wykwintny, nawet jeżeli przemawiali nim przedstawiciele ludu - np. w sielankach pasterze i pasterki o greckich imionach rozprawiali o swoich przeżyciach językiem wykwintnych salonów. Tej elegancji języka towarzyszyła dbałość o jasność i zrozumiałość, więc utwory oświeceniowe w niczym nie przypominały nadmiernej ozdobności języka, częstej w utworach barokowych. Polscy twórcy literatury oświeceniowej, idąc za wzorem Francuzów, zwracali się już nie do potężnego monarchy, ale do szerokich rzesz szlacheckich, częściowo także mieszczańskich. Zmierzali do podźwignięcia swych czytelników z upadku umysłowego czasów saskich. Literatura musiała bawić i uczyć jednocześnie, bowiem narzucono jej cel dydaktyczny. Do tego celu należało dostosować formę utworów, a więc wybrać odpowiedni gatunek literacki. Trzeba przyznać, że gatunków tych było wiele, gdyż oświeceni autorzy starali się przyswoić czytelnikom niemal wszystkie rodzaje i gatunki literackie. Popularna więc była bajka (opracowanie tematu nr 32), satyra (temat 33), poemat heroikomiczny (temat 35), sielanka (temat 38). Wśród gatunków epickich wymienić należy powieść, której początek w naszej literaturze dał Ignacy Krasicki pisząc "Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki" (temat 36). W obrębie epiki mieszczą się też spopularyzowane prze oświecenie gatunki publicystyczne : esej i felieton.
Esej - to szkic filozoficzny, naukowy, publicystyczny lub krytyczny, swobodnie rozwijający interpretację jakiegoś zjawiska lub problemu. Gatunek ten eksponuje określony punkt widzenia oraz charakteryzuje się dbałością o piękny i oryginalny sposób przekazu - posługuje się poetyckimi obrazami, błyskotliwymi aforyzmami oraz wyznaniami liryczno - refleksyjnymi. Gatunek ten bujnie rozwinął się w XVII wieku w Anglii i Francji, skąd został przeniesiony do publicystyki polskiej. Wychodzący w Warszawie "Monitor" był przecież wzorowany na angielskim "Spectatorze". Już wcześniej gatunek ten uprawiał odrodzeniowy twórca Łukasz Górnicki, bo jego "Dworzanin polski" jest także rozbudowanym esejem. Pisma publicystyczne Stanisława Konarskiego i Stanisława Staszica oraz szkice naukowe i filozoficzne braci Śniadeckich są także esejami, które miały kształtować światopogląd społeczeństwa polskiego w XVIII wieku.
Felieton jest jednym z gatunków publicystyki. Posiada swobodny charakter, często posługuje się literackimi środkami ekspresji. Gatunek ten stanowi zwykle stałą pozycję w dziennikach i tygodnikach. Dotyczy najczęściej aktualnych w danym momencie wydarzeń lub problemów. Są to swobodne dywagacje, często zabarwione satyrycznie. Od eseju różni się mniejszymi rozmiarami i konieczną aktualnością problematyki. W zależności od poruszanej problematyki, wyróżniamy felietony : obyczajowe, literackie, polityczne, zaś ze względu na sposób ujęcia - np. satyryczne. Jedną z odmian felietonu jest kronika tygodniowa. Gatunek ten ukształtował się w Europie w XVIII wieku, jego powstanie i rozwój związane są ściśle z rozwojem prasy.
W obrębie rodzaju dramatu w oświeceniu najbujniej rozwinęła się komedia. Jest to utwór o pogodnej tematyce i żywej akcji zamkniętej rozwiązaniem pomyślnym dla bohaterów. Gatunek ten posługuje się komizmem sytuacyjnym, charakterologicznym i językowym. Komedia powstała w starożytnej Grecji, zaś wśród komediopisarzy ówczesnych największą sławą cieszył się Arystofanes. Komedię rzymską rozsławili: Plaut i Terencjusz. Komedia nowożytna kontynuowała rodzaje komedii starożytnej: komedię sytuacji (w niej komedię intrygi), komedię charakterów i komedię satyryczną (w niej komedię obyczajową i polityczną). Francuski komediopisarz Molier uformował wzór realistycznej komedii sytuacyjnej, charakterologicznej i obyczajowej.
W Polsce gatunek ten rozwinął się najbujniej w XVIII wieku, kiedy to niemal wszyscy ludzie pióra próbowali swych sił właśnie w komedii (opracowanie tematów nr 37 i 39).






41. Jakie propozycje reform zawarte zostały w publicystyce doby oświecenia?


Przy końcu panowania Sasów w Polsce literatura włączyła się do przygotowywania reform politycznych. Wówczas to Stanisław Konarski zapoczątkował akcję reformatorską wspaniałym dziełem "O skutecznym rad sposobie", w którym ostro wystąpił przeciwko liberum veto. Olbrzymie zasługi Konarskiego docenili już współcześni, a król Stanisław August kazał bić medale na jego cześć z krótkim, ale wymownym napisem "Sapere auso" (temu, który ośmielił się być mądrym). Kanclerz Andrzej Zamoyski zabrał się do przygotowania projektu nowych praw. W kręgu reformatorskim utworzonym przez Zamoyskiego znalazł się także Stanisław Staszic, mieszczanin z pochodzenia, ale człowiek ambitny, rozumny, wysoko wykształcony i - przede wszystkim -gorący patriota. W okresie przygotowań i trwania Sejmu Czteroletniego opublikował on dwa dzieła: "Uwagi nad życiem Jana Zamoyskiego" oraz "Przestrogi dla Polski". W utworach tych podnosił problem krzywdy chłopów pańszczyźnianych, dowodził niszczycielskiej roli magnaterii i ostrzegał przed klęską kolejnych rozbiorów Polski.
"Przestrogi dla Polski" ukazały się już w czasie obrad sejmowych i apelował w nich autor do posłów i w ogóle do całej szlachty o otrzeźwienie i dostrzeżenie niebezpieczeństwa grożącego ojczyźnie. Ten lęk przed utratą niepodległości kazał Staszicowi zająć się po kolei najważniejszymi sprawami Rzeczypospolitej. Sprawa organizacji władz i prawodawstwa w Polsce była sparaliżowana przez liberum veto, więc pisarz domagał się zniesienia tego przywileju dowodząc, że głos większości powinien stanowić o takim lub innym stosunku do sprawy. Był też Staszic rzecznikiem praw mieszczan, dla których domagał się przedstawicielstwa w sejmie na prawach równych ze szlachtą. Ponieważ władza króla została znacznie osłabiona i miało to zgubne skutki, Staszic opowiadał się za dziedziczną monarchią konstytucyjną. Kolejną bolączką Rzeczypospolitej była sprawa obronności kraju. Pisarz proponował utworzenie stałej i silnej armii - 100.000 wojska. Miała to być armia dobrze wyszkolona i właściwie umundurowana. Utrzymanie takiej armii jest kosztowne, lecz konieczne - dowodził autor „Przestróg”. W tym celu należy szlachtę obciążyć podatkami - dość wysokimi, ale rozłożonymi sprawiedliwie w stosunku do posiadanej ziemi.
Szczególny nacisk położył Staszic na sprawę miast oraz położenia wsi. W XVIII w mieszczaństwo stało się wzrastającą potęgą w całej Europie i także w naszym kraju. Szlachta musiała dostrzec w mieszczanach ludzi, bo inaczej warstwa ta upomniałaby się o swe prawa w sposób bardziej wymowny (tak stało się we Francji!). Również tragiczne położenie chłopów pańszczyźnianych nie może utrzymywać się dłużej - przekonywał. Pisarz nie domagał się uwłaszczenia chłopów, bo wiedział, że szlachta nigdy się na to nie zgodzi. Apelował jednak do szlachty o ludzki stosunek do poddanych, proponował ulgi i opiekę pana nad chłopem. Największe i najcięższe zarzuty kierował Staszic pod adresem magnatów. To oni byli odpowiedzialni za upadek państwa, za demoralizację niższych warstw społecznych, bo to na nich zapatrzyła się szlachta i starała się do nich upodobnić.
Stanisław Staszic był realistą, dlatego jego program reform był umiarkowany. Pisarz nie chciał zrazić szlachty do tego programu, więc postulaty jego nie były radykalne, choć sam zdawał sobie sprawę z ich niewystarczalności . Pragnął, aby szlachta przejrzała, zrozumiała sytuację kraju i uczyniła pierwszy krok w kierunku reform. Mógłby on stać się początkiem wielkiej akcji reformatorskiej.
Innym wybitnym pisarzem politycznym obozu postępu i reformy był Hugo Kołłątaj. W okresie Sejmu Czteroletniego stał się najczynniejszym działaczem stronnictwa patriotycznego i współtwórcą reformy, która ukoronowana została Konstytucją 3 maja. Skupił wokół siebie grupę radykalnych działaczy i patriotów, która została nazwana "Kuźnicą Kołłątajowską". Pisma polityczne Kołłątaja poruszały główne sprawy ówczesnej Polski: ustrój, władza w kraju, położenie mieszczan i chłopów. W pierwszych latach Sejmu Czteroletniego opublikował on dzieło "Do Stanisława Małachowskiego, referendarza koronnego, o przyszłym sejmie Anonima listów kilka", które później jeszcze pogłębił i poszerzył w następnych utworach i wystąpieniach. Program Kołłątaja jest zasadniczo zbieżny z programem zaprezentowanym przez Staszica w "Przestrogach dla Polski". Różnice między tymi stanowiskami dotyczą właściwie szczegółów: Staszic proponuje sejm jednoizbowy dla szlachty i mieszczan, Kołłątaj widziałby przedstawicieli tych warstw w dwóch osobnych izbach; dla chłopów proponuje Kołłątaj wolność i zawieranie układów między chłopem i panem w sprawie czynszu lub robocizny.
Bliskim współpracownikiem Kołłątaja był Franciszek Salezy Jezierski - wizytator szkół z ramienia Komisji Edukacji Narodowej. Był to pisarz, który zabłysnął dowcipem, śmiałością i radykalizmem przekonań. Jego krytyka arystokracji i szlachty była ostrzejsza, niż Staszica i Kołłątaja, a przy tym bardziej cięta i zjadliwa. Bronił on interesów chłopów i rodzącej się burżuazji (bogatego mieszczaństwa), w "pospólstwie" dostrzegał prawdziwe podstawy narodu. Jezierski jest autorem "Katechizmu o tajemnicach rządu polskiego", w którym z właściwą sobie ironią przedstawił karykaturę feudalnego państwa. Utwór stanowi parodię katechizmu, gdyż składa się z pytań i odpowiedzi na temat zasad rządów w Polsce. "Katechizm" cieszył się dużą popularnością, bo napisany był prostym i zrozumiałym językiem, ironia zaś czyniła go jeszcze ciekawszym.
W klimacie takich to utworów, działań i dyskusji zrodziła się Konstytucja 3 maja, najbardziej postępowa i pierwsza Ustawa w Europie (we Francji nowa konstytucja weszła w życie cztery miesiące później). W świecie wyprzedziły Polskę tylko Stany Zjednoczone. Konstytucja ta świadczyła, że ówczesna Polska była zdolna do zasadniczych przeobrażeń ustrojowych i nie upadłaby, gdyby nie bezwzględny i zaborczy nacisk trzech potężnych sąsiadów. Prawda jednak także, że sąsiedzi ci dla swej interwencji wykorzystali Polaków. Byli nimi zacofani i konserwatywni przedstawiciele szlachty oraz niektórzy magnaci. Oni to zawiązali rokosz w Targowicy, obalili tę kartę swobód obywatelskich i bezpośrednio ściągnęli na ojczyznę dwa kolejne rozbiory, czyli ponad wiekową niewolę.
42. Molier jako mistrz komedii.


Komedia jest gatunkiem wywodzącym się ze starożytności (opracowanie tematu nr 40). Twórcą komedii nowożytnej był francuski komediopisarz tworzący pod pseudonimem Molier. Ten syn zamożnego mieszczanina paryskiego zrezygnował z godności królewskiego tapicera, którą mu wyrobił ojciec, gdyż zakochawszy się w aktorce, wstąpił do trupy teatralnej. Przeszedł wszystkie szczeble tej kariery: był aktorem, dyrektorem teatru i wreszcie dostawcą repertuaru. Nie brakło mu na tej drodze niepowodzeń i przykrości, nawet trafił do więzienia z powodu niewypłacalności. Lata wędrówek z trupą zaowocowały wreszcie - przyniosły sławę zespołowi i Molierowi, który swymi komediami zdobył nawet poparcie i opiekę króla Ludwika XIV. Twórczość komediowa przysporzyła jednak autorowi wielu wrogów i często sam król osłaniał go w trudnych sytuacjach. Zmarł na scenie w czasie przedstawienia "Chorego z urojenia", a bezpośrednią przyczyną zgonu był krwotok gruźliczy. Duchowieństwo nie chciało wyrazić zgody na pochowanie Moliera w poświęconej ziemi, więc król polecił dokonać takiego pochówku... nocą.
W dorobku pisarskim miał ten twórca ponad trzydzieści komedii. Powstawały one zwykle w pośpiechu, by wobec słabnącej frekwencji dać widzom nowe wrażenia i uciechę. Pomysły do swych sztuk przejmował od poprzedników lub współczesnych pisarzy. Najpopularniejszymi jego komediami są: "Świętoszek" i "Skąpiec".
W "Świętoszku" poddał krytyce fałszywą pobożność. Bogaty mieszczuch Orgon sprowadził do swego domu "biedaczka", który stale klęczał lub leżał krzyżem w kościele. Tartufe szybko stał się najważniejszą osobą w domu Orgona i oczarowany nim mieszczanin przeznaczył mu za żonę swoją córkę Mariannę. Pokojówka Doryna zauważyła, że świątobliwy Tartufe nie jest obojętny na wdzięki niewieście i wzdycha do żony pana domu - Elwiry. Będąc pewnym swej mocnej pozycji w rodzinie, świątobliwy mężczyzna nie waha się nawet wyznać Elwirze swej namiętności. Proponuje jej tajemny związek, gdyż wie, że Orgon nigdy nie uwierzy w jego istnienie. Nie myli się, bowiem Damis - syn Orgona - donosi ojcu o tym fakcie i reakcja Orgona jest taka, jak przewidywał Tartufe - wypędza on syna z domu i zapisuje cały swój majątek Świętoszkowi. Ten przyjmuje dar ze słowami: "wola niebios we wszystkim niechaj się wypełni". Elwira namawia męża do ujrzenia i usłyszenia dowodu “bogobojności” Tartufa. Ukryty Orgon przysłuchuje się rozmowie żony z tą "zacną osobą". Tartufa ponosi namiętność tak wielka, że Orgon nie wytrzymuje i wychodzi ze swej kryjówki pod stołem. Ma świadomość, że był oszukiwany, że Tartufe sprytnie wykorzystał jego naiwność. Orgon wypędza z domu obrzydliwego Świętoszka, ale ten przypomina, że to on jest właścicielem domu i fortuny Orgona. Narzeczony Marianny - Walery - ostrzega bogatego mieszczanina przed grożącym mu niebezpieczeństwem, bowiem Tartufe wydał księciu dokumenty polityczne ukryte w domu. Pojawia się także woźny trybunału, który nakazuje oddać dom w posiadanie obecnego właściciela. Na ucieczkę jest już za późno, bo wkracza do domu Oficer Gwardii. Tartufe zdaje się tryumfować, ale Oficer komunikuje, że książe puszcza w niepamięć sprawę z dokumentami za dawne zasługi Orgona oraz poleca aresztować Świętoszka. Okazuje się, że pod nazwiskiem Tartufe'a ukrywa się od dawna poszukiwany łotr. Pognębiony Świętoszek zostaje aresztowany, zaś Orgon postanawia zanieść przed tron korne dzięki i wyprawić wesele Marianny z Walerym.
Wielkim powodzeniem cieszył się też "Skąpiec". Bohaterem tej komedii jest 60-letni bogacz Harpagon. Ten wdowiec i ojciec dwojga dorosłych dzieci : Kleanta i Elizy, jest chciwym skąpcem i sknerą, więc oszczędza na wszystkim. Domownicy nie mają z nim łatwego życia. Walery, zakochany z wzajemnością w Elizie, stara się zaskarbić zaufanie Harpagona, aby uzyskać zgodę na ślub z jego córką. Syn skąpca, Kleant, tonący w długach po uszy, kocha się w ubogiej dziewczynie Mariannie, która żyje samotnie ze starą matką. Harpagonowi spodobała się skromna i śliczna Marianna i chce ją poślubić. Wcześniej jednak chce wyprawić z domu dorosłe dzieci, więc postanawia wydać Elizę bez posagu za swego dobrego znajomego, starego bogacza Anzelma, a Kleanta ożenić z zamożną wdową. Zrozpaczony Kleant chce pożyczyć od lichwiarzy 15 tysięcy franków, by poślubić Mariannę i przenieść się z nią w inne strony. Okazuje się, że lichwiarzem wykorzystującym jego położenie jest właśnie jego ojciec. Tymczasem Harpagon wyprawia ucztę, w czasie której chce doprowadzić do końca swoje zamiary matrymonialne. Chciałby mieć wspaniałe przyjęcie, ale bez kosztów. Przybywa Marianna przyprowadzona przez swatkę i jest przerażona perspektywą małżeństwa z tym skąpym starcem. Serce ciągnie ją ku Kleantowi, który wyznaje jej miłość wmawiając ojcu, że działa w jego imieniu. Kiedy Harpagon dowiedział się o miłości syna do Marianny, wyklął go. Biednemu Kleantowi pomaga Strzałka - służący, którego stary sknera też wyrzucił z domu. Wyśledził on Harpagona zakopującego w ogrodzie szkatułkę z 10 tysiącami talarów, odkopał ten skarb i oddał go Kleantowi. Skąpiec spostrzegł utratę cennego przedmiotu i wezwał na ratunek komisarza policji. W trakcie dochodzenia Harpagon i Walery opowiadają o swoim "skarbie", tylko starzec ma na myśli utraconą szkatułkę, zaś Walery - Elizę. Młody zalotnik Elizy czuje się obrażony podejrzeniem o kradzież i pierwszy raz powołuje się na reputację szanowanej rodziny, z której pochodzi. Opowiada o katastrofie okrętowej, w czasie której stracił rodziców i siostrę. Zeznaniu temu przysłuchuje się Anzelm, który rozpoznaje w Walerym syna, a w Mariannie - córkę. Do tej pory był przekonany, że jego żona i dzieci zginęli w katastrofie, więc porzucił rodzinny Neapol i pod przybranym nazwiskiem zamieszkał w Paryżu. Tak rozłączona przed laty rodzina odnalazła się w komplecie. Anzelm z radością wita także Elizę - przyszłą swoją synową. Harpagon szczęśliwy z odnalezienia szkatułki, wyrzeka się bez żalu Marianny i nic już nie stoi na przeszkodzie jej małżeństwu z Kleantem.
W utworach swych Molier nie trzymał się ściśle przepisów poetyki. Łączył w jednym utworze różne typy komedii oraz indywidualizował język postaci, z czego robiono mu wówczas zarzut. Bohaterowie jego komedii, ukształtowani na obraz współczesnych mu ludzi, stanowili prawdziwe "portrety z natury", jednocześnie zaś reprezentowali typy odwieczne, ponadczasowe. Tworzył zatem realistyczne komedie psychologiczne. Sam Molier tak pisał o celu swojej twórczości:
"Gdy chodzi o poprawę, nic tak skutecznie nie wpływa na ludzi, jak odmalowanie ich przywar. Najstraszliwszy cios zadaje się ułomnościom, wystawiając je na szyderstwo świata. Ludzie znoszą z łatwością przyganę, ale nie szyderstwo. Człowiek godzi się na to, iż może być złym, ale nikt nie godzi się być śmiesznym".
Ze słów tych przebija mądrość autora i jego wnikliwa znajomość psychiki człowieka. Molier stał się mistrzem komedii charakterów oraz intrygi i wywarł silny wpływ na rozwój komediopisarstwa europejskiego dwóch następnych stuleci.


ROMANTYZM

43. Wyjaśnij, na czym polegał przełomowy charakter "Ody do młodości" Adama Mickiewicza.


"Oda do młodości" jest pierwszym utworem o charakterze romantycznym w naszej literaturze. Autorem jej jest Adam Mickiewicz - jeden z czterech wielkich romantyków polskich. Pochodził on ze średniozamożnej szlachty. Urodził się najprawdopodobniej w Zaosiu, folwarku stryja przyszłego poety. Wkrótce po urodzeniu się Adama państwo Mickiewiczowie przenieśli się do Nowogródka, gdzie Mikołaj Mickiewicz objął stanowisko adwokata przy miejscowym sądzie. W tym też mieście powiatowym Adam rozpoczął naukę szkolną, a potem udał się do Wilna na studia uniwersyteckie. Wilno było wówczas prężnym centrum nauki i kultury. Młody Mickiewicz miał umiejętność zjednywania sobie sympatii w środowisku młodzieży, szybko stał się tzw. duszą towarzystwa. W 1817 roku powstało Towarzystwo Filomatów, które było organizacją tajną, skupiającą nieliczne grono studentów i absolwentów uniwersytetu. Początkowo Towarzystwo miało cele samokształceniowo, z czasem wzbogaciło swój program o hasła społeczne i polityczne. Działalność filomatów wyrosła z tradycji oświeceniowej, a poezja ich miała charakter klasyczny. Ci młodzi zapaleńcy chcieli oświecić naród i odnowić go moralnie. Nie podobał im się świat, który zastali, więc pragnęli go uformować zgodnie ze swoimi młodzieńczymi ideałami. W 1820 roku powołane zostało Koło Promienistych, które skupiało studentów młodszych roczników. Opiekowali się nimi Filomaci, ale trudno im było zapanować nad młodymi, którzy w swym zapale głosili hasła patriotyczne i niepodległościowe. W tej sytuacji rektor uniwersytetu zażądał rozwiązania koła. Tomasz Zan podporządkował się temu zaleceniu, ale równocześnie powołał Związek Filaretów, do którego przyjął dawnych promienistych. Filomaci, mając więcej doświadczenia, byli ostrożni w głoszeniu haseł politycznych, co doprowadziło do konfliktu z radykalnymi w tym względzie filaretami. W konflikcie tym Adam Mickiewicz opowiedział się po stronie filaretów. Nasz młody poeta przebywał już wtedy w Kownie, gdzie w 1819 roku musiał objąć stanowisko nauczyciela w szkole, gdyż w ten sposób odpracowywał pobierane w czasie studiów stypendium. Korespondował jednak ze swymi przyjaciółmi i właśnie z Kowna przysłał im rękopis "Ody do młodości". W tym to rękopisie mottem utworu stały się słowa zaczerpnięte z "Początku nowego stulecia" Friedricha Schillera: "Stare kształty rozpadają się". Pierwotny tytuł "Ody" brzmiał "Hymn do młodości". Wiersz stoi na pograniczu dwóch epok i dwóch ideologii: oświeceniowej i romantycznej. Przyjaciele Mickiewicza, którym poeta wysłał rękopis tego utworu, byli zaskoczeni całkowicie nową treścią i wielu z nich po prostu nie zrozumiało głównej myśli "Ody". Tkwili jeszcze w ideałach oświecenia. Wprawdzie buntowali się przeciwko zbyt ciasnym ramom tej epoki, ale nie umieli sprecyzować tego, do czego chcieli dążyć. Sądzę, że nie jest trudno zrozumieć ich postawę, bo przecież każde pokolenie młodych uważa, że świat trzeba zmienić, nie akceptuje sposobu myślenia pokolenia swych rodziców, chce czegoś nowego. Właśnie: nowego, ale jakiego? Na to pytanie nie zawsze potrafi odpowiedzieć, bo nie ma jasnej koncepcji nowego, lepszego świata. Neguje więc stare wartości, ale nie potrafi zastąpić ich swoimi. Tak - przypuszczam - było również z filomatami. Świat stary był zły - w tym byli zgodni. Nie umieli jednak nazwać tego, do czego dążyli, nie pojmowali sposobu walki ze starym, nie mieli koncepcji nowego świata. To, co krytykowali, było jasne i wiadome, zaś to, do czego dążyli - mgliste i niejasne. Adam Mickiewicz zaskoczył ich śmiałością spojrzenia w przyszłość, nie zrozumieli go. "Oda do młodości" ma wiele wspólnego z oświeceniowym poglądem na świat i literaturę. Sam gatunek - oda, hymn - jest charakterystyczny dla literatury oświecenia. Aby się o tym przekonać, wystarczy porównać "Odę" z "Hymnem do miłości ojczyzny" Ignacego Krasickiego. Hasło ogólnego braterstwa ludzi i postulat służby jednostki społeczeństwu też wywodzą się z programu oświeceniowców. Także nierówny wiersz oddający falowanie gwałtownych uczuć, elementy mitologiczne oraz kompozycja oparta na równoległości dwóch wątków treściowych: starości i młodości, świadczą o oświeceniowym rodowodzie utworu. Dlaczego więc przyjaciele poety nie zrozumieli tego utworu? Otóż obok tych oświeceniowych haseł i zasad aż roi się od nowatorskiej myśli i formy. Mamy nowy i nieznany "świat ducha", który poeta stawia ponad światem realnym. Mickiewicz zachęca: "łam, czego rozum nie złamie, tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga". To już kłóciło się z oświeceniowym spojrzeniem na świat i człowieka. Tworząc poetyckie obrazy poeta nasz używa wyrazów, które przeczyły zasadzie klasycznego dobrego gustu. Jeden z przyjaciół Mickiewicza (Czeczot) był tak zdegustowany tym słownictwem, że w liście odpowiedział autorowi utworu: "wody trupie zawadziły i nie były smaczne". Tylko nieliczni przyjaciele Mickiewicza (wśród nich Malewski) uchwycili właściwy sens utworu. "Oda" wzywa pokolenie młodych do przebudowy świata, przeciwstawia zguśniały, samolubny świat oświeceniowy wizji nowego świata., opartego na wzajemnej miłości, przyjaźni, solidarności. Zbudowanie takiego świata jest zadaniem trudnym, lecz wartym ponoszonych wysiłków i ofiar. Nawet klęska jednostki w tym ambitnym dziele jest zwycięstwem, bo "poległym ciałem da innym szczebel do sławy godu". Wolność myśli, tęsknot duchowych, miłości i braterstwa ludzi pozwoli stworzyć świat nowy i piękny. Oto jego wizja:
"Pryskają nieczułe lody
I przesądy światło ćmiące.
Witaj, jutrzenko swobody,
Zbawienia za tobą słońce."

W taki piękny i oryginalny sposób Mickiewicz poparł ideę niepodległości, której bronili młodzi filareci, a która filomatom wydawała się zbyt śmiała. "Jutrzenka swobody" odnosiła się nie tylko do wolności myśli, ale także do wolności politycznej narodu. W 10 lat później powstańcy listopadowi przyjęli "Odę" za swe hasło sztandarowe, a słowa: "Witaj jutrzenko swobody" malowano na murach domów w walczącej Warszawie.


44. "Czucie i wiara" jako zasada romantycznego poznania. Ballada "Romantyczność" A. Mickiewicza manifestem poezji romantycznej.


W 1822 roku ukazał się I tomik "Poezji" A. Mickiewicza. W tomie tym zamieścił poeta cykl pt. "Ballady i romanse", rozprawę pt. "O poezji romantycznej" oraz kilka wierszy lirycznych. Szczególnie "Ballady i romanse" zostały przyjęte entuzjastycznie, choć zawierały zupełnie nowe treści, nowatorska była też forma tych utworów.
Znaczenie wierszy było tak ogromne i przełomowe, że od daty wydania tomiku poetyckiego datuje się w Polsce nowa epoka - romantyzm. W cyklu "Ballady i romanse" znalazł się utwór pt. "Romantyczność". Motto do wiersza zaczerpnął Mickiewicz z Szekspira:

"Zdaje mi się, że widzę... gdzie?
Przed oczyma duszy mojej."

Tak więc opisał poeta świat, który zobaczył, a poznał go nie zmysłem wzroku, lecz "oczyma duszy". Treść ballady rozpada się wyraźnie na dwie części: opowiadanie o przeżyciach obłąkanej Karusi i polemikę opowiadającego ze Starcem. Wiejska dziewczyna - Karusia nie potrafi pogodzić się ze śmiercią swego ukochanego Jasia, choć zmarł on już dwa lata wcześniej. Nieszczęśliwa Karusia czuje obecność Jasia, rozmawia z nim, goni go po łąkach. Jemu to skarży się na nieczuły świat:



"Źle mnie, w złych ludzi tłumie,
Płaczę, a oni szydzą;
Mówię, nikt nie rozumie:
Widzę, oni nie widzą!"

Chwilami odzyskuje przytomność umysłu i wie, że Jasio nie żyje:

"Już po twoim pogrzebie! Ty już umarłeś? Ach ja się boję!...
Ach jak tam zimno musi być w grobie! Umarłeś! tak, dwa lata!".

Jednak życie bez ukochanego jest dla Karusi czymś tak okrutnym, że woli uciekać w świat swoich przeżyć wewnętrznych, w swoje obłąkanie. Prości ludzie współczują Karusi, wzruszają się jej tragedią. Oni wierzą w związek istniejący między światem żywych i światem duchów. Uczucie miłości tych dwojga kochanków było i jest tak silne, że oczywiste jest dla ludu, iż muszą się oni porozumiewać w sferze ducha. Miłość ich jest silniejsza od śmierci, dlatego przetrwała. Wieśniacy przypatrują się nieszczęsnej Karusi, płaczą nad jej losem i odmawiają pacierze. Tu do akcji wkracza Starzec, który reprezentuje oświeceniowy pogląd na świat. Sam Mickiewicz opatrzył ten fragment przypisem, w którym wyjaśnił, że Starcem jest autor antyromantycznej rozprawy opublikowanej w "Dzienniku Wileńskim", a więc znany naukowiec, matematyk, astronom i filozof Jan Śniadecki. On to - jak przystało na oświeceniowca - apeluje do zdrowego rozsądku i rozumu wieśniaków:

"Ufajcie memu oku i szkiełku,
Nic tu nie widzę dokoła.
[...] Dziewczyna duby smalone bredzi,
A gmin rozumowi bluźni."

Tak więc istnieje realnie tylko to, co można zobaczyć, zważyć, zmierzyć lub ogarnąć rozumem. Wszystko inne, to "głupstwa, duby smalone". Przeciwko takiemu widzeniu świata występuje narrator, który wypowiada niewątpliwie poglądy samego Mickiewicza:

"Dziewczyna czuje - odpowiadam skromnie -
A gawiedź wierzy głęboko:
Czucie i wiara silniej mówi do mnie
Niż mędrca szkiełko i oko".

Tak więc Mickiewicz opowiada się wyraźnie za romantyczną zasadą poznania świata. Prawdziwe dla niego jest to, co człowiek czuje i w co wierzy, choćby było to w jawnej sprzeczności z rozumem i doświadczeniem. W tej polemice narrator przeciwstawia "prawdy żywe" - "prawdom martwym", rozum - miłości. Te "prawdy żywe" odsłaniają tajemnice świata duchowego, zaś "prawdy martwe" dotyczą realnej rzeczywistości.
W balladzie "Romantyczność" opowiedział się Mickiewicz zdecydowanie po stronie romantyków i - co więcej - sprecyzował program nowej epoki. Utwór programowy nazywa się też manifestem. Co składa się na ten manifest romantyzmu? Przede wszystkim pogląd, wynoszący doznania związane ze światem ducha nad poznanie naukowe. Pogląd ten powiązał poeta z fascynacją ludowymi wierzeniami i to też stanowi o nowym, romantycznym sposobie widzenia, rozumienia i wartościowania świata.


45. Ludowy i romantyczny charakter ballad A. Mickiewicza.


Ballada wniosła do literatury zupełnie nowe spojrzenie na świat i człowieka. Określeniem tym nazywamy gatunek obejmujący pieśni o charakterze epickolirycznym, nasycone elementami dramatycznymi, opowiadające o niezwykłych wydarzeniach legendarnych lub historycznych. Rozróżnia się balladę ludową i artystyczną, chociaż różnice między nimi są płynne. Ballada ludowa rozwinąła się na gruncie szkockim i angielskim w XIII - XV wieku i wyrosła w atmosferze krwawych walk toczących się na pograniczu szkocko - angielskim. Miała wówczas tematykę złowrogą i tragiczną, nasycona była elementami fantastycznymi, o nastroju posępnym i tajemniczym. Od XVI wieku w Europie zaczęto publikować zbiory utworów balladowych (np. cykl o Robin Hoodzie). Na przełomie wieków XVIII i XIX balladę ludową uznano za jeden z prawzorów twórczości poetyckiej. Autorami ballad byli znani i popularni poeci romantyczni krajów zachodnich, a wśród nich: J. G. Herder, J. W. Goethe, A. W. Schlegel, bracia Grimm. Włączono do treści ballad także wątki zaczerpnięte z twórczości ludowej niemieckiej, hiszpańskiej, skandynawskiej i bałkańskiej. Zainteresowanie balladą ludową wpłynęło na ukształtowanie i rozwój ballady artystycznej, która stała się jednym z najbardziej charakterystycznych gatunków poezji preromantycznej i romantycznej.
Młody Adam Mickiewicz czytał ballady poetów niemieckich (prąd romantyczny najwcześniej rozwinął się w Niemczech) i zachwycał się nimi. Pobudzały one bujną i wrażliwą wyobraźnię poety, przenosiły go w piękny i tajemniczy świat. Z pewnością przypominał sobie wtedy polskie pieśni ludowe, podania, legendy i wierzenia, które znał jeszcze z dzieciństwa. Ten świat fantastyczny i niekiedy złowrogi urzekał młodego poetę. Był przecież tak bardzo różny od rozsądnego, realnego świata, który znał do tej pory. Mickiewicz z zapałem zaczął czytać dawne podania ludowe, często prosił wieśniaków o opowiedzenie mu tej lub innej legendy. Zasłuchany przeżywał te wszystkie fantastyczne wydarzenia i potem nadawał im kształt poetycki. W tym czasie początkujący poeta i ubogi nauczyciel z Kowna bawił też z wakacyjną wizytą u swych studenckich przyjaciół Wereszczaków w Tuhanowiczach. W ich domu poznał młodziutką Marię (zwaną Marylą), siostrę swych kolegów. Maryla była już zaręczona z równym sobie urodzeniem i majątkiem hrabią Wawrzyńcem Puttkamerem (co z tego, że dużo starszym od panny). Jak przystało na dobrze wychowanego młodzieńca, Mickiewicz towarzyszył Maryli w spacerach i wycieczkach, zabawiał ją opowieściami, czytał jej własne wiersze, wspólnie czytali też najnowsze utwory romantyków zachodnich. Z tych spotkań, ze wspólnej lektury zaczęło rodzić się uczucie, wyobrażali sobie siebie w postaciach romantycznych kochanków, wzruszali się ich losem. Tak podsycane uczucie wreszcie zapłonęło żywym ogniem i trudno było je ukryć. Mickiewicz był zakochany, szczęśliwy, Maryla zdawała się mu sprzyjać... Wszyscy mieszkańcy dworu Wereszczaków, nie wyłączając nawet służby, byli oburzeni na młodego poetę, który śmiał okazywać uczucie pannie z arystokratycznego rodu. On - początkujący poeta, potomek średniej szlachty, tylko nauczyciel - mógłby zapewnić swej przyszłej małżonce zaledwie skromne życie! Mógł podziwiać pannę, kochać skrycie, marzyć i cierpieć, ale mieć nadzieję na małżeństwo z taką panną - toż to prostactwo! Dano mu wkrótce odczuć, jak bardzo uraził dumę arystokratycznej rodziny. Ambitny poeta opuścił dwór Wereszczaków i powrócił do Kowna. Maryla posłusznie wyszła za mąż i stała się hrabiną Puttkamerową. Echa tej nieszczęśliwej miłości Mickiewicza przez wiele lat odzywały się w twórczości poety. Dźwięczą też w wielu balladach napisanych i wydanych wkrótce po tym przeżyciu.
Wierzenia ludowe, poczucie moralności prostego ludu, stały się jeszcze bardziej bliskie poecie, wszak w nich niewierny kochanek zostaje zawsze ukarany, a miłość kruszy przesądy feudalne.
W balladzie "Rybka" opisał Mickiewicz historię prostej dziewczyny uwiedzionej przez bogatego panicza. Pozostawiona z dzieckiem Krysia prosi świtezianki, aby przyjęły ją do swego grona. Zamieniona w rybkę wypływa, aby dać piersi dzieciątku, które przynosi jej do karmienia stary sługa dworski. Tymczasem pan poślubia bogatą damę i jako małżonkowie udają się na spacer właśnie w stronę rzeki, w której mieszka nieszczęsna Krysia. Sługa, który niósł dziecko do karmienia, zatrzymał się, aby nie spotkać państwa. Oni jednak długo nie powracali znad rzeki, więc sługa wyszedł z ukrycia i zobaczył... dwa głazy podobne kształtem do postaci ludzkich. Tak spełniła się sprawiedliwość: niewierny kochanek i jego żona zostali zamienieni w kamienie.
W balladzie "Lilie", której treść zaczerpnął poeta ze znanej ludowej pieśni, bohaterką jest niewierna żona. Mąż jej poszedł na wojnę i długo nie powracał. Żona wyznaje:
„Ja młoda śród młodzieży,
A droga cnoty śliska!
Nie dochowałam wiary,
Ach biada mojej głowie!
Król srogie głosi kary:
Powrócili mężowie."
Mąż, śpiesząc się do domu, pozostawił na drodze powracających razem z nim braci i przez las, krótszą drogą, przybył do żony. Kobieta, bojąc się kary za wiarołomstwo, skrycie zabiła swego męża i pochowała w lesie, sadząc na jego grobie lilie. Przybyli później bracia męża, a nie mogąc doczekać się jego powrotu, uznali go za zaginionego, napadniętego i zamordowanego w lesie. Obu braciom spodobała się bratowa - wdowa i obaj starali się o jej rękę. Młoda kobieta nie potrafiła dokonać wyboru, więc poszła do pustelnika prosić o radę. Ten najpierw zaproponował, że ożywi zabitego męża, ale wiarołomna żona nie chciała o tym nawet słyszeć. Wtedy pustelnik stwierdził, że mąż z grobu nie wstanie, "chyba zawołasz sama". Uspokojona kobieta (bo przecież nie będzie wołać zamordowanego), idąc za radą pustelnika, poleca braciom uwicie wieńców ślubnych i złożenie ich na ołtarzu w kaplicy. Mężczyźni wykonują to zadanie i ozdabiają swe wieńce kwiatami lilii rosnącymi w lesie. Mężobójczyni w ślubnym stroju podchodzi do ołtarza i biorąc do ręki jeden z wieńców pyta: "Kto mój mąż, kto kochanek?" Słowami tymi wzywa zmarłego męża. Tymczasem bracia kłócą się, bo obaj rozpoznają w wieńcu własne dzieło. Otwierają się drzwi kościoła i wkracza zmarły mąż i brat. Ziemia rozstępuje się, pochłania wszystkich, a na miejscu, gdzie stał kościół, wyrastają lilie.
Treścią ballady "Świtezianka" jest historia młodego myśliwego, który zakochał się w nimfie wodnej. Co noc spotykał się on ze swą ukochaną i zapewniał ją o swej miłości prosząc, aby porzuciła tonie jeziora Świtezi i zamieszkała wraz z nim. Dziewczyna, choć zakochana, mówi mu:

"Pomnę, co ojciec rzekł stary:
Słowicze wdzięki w mężczyzny głosie,
A w sercu lisie zamiary...
Może bym prośby przyjęła twoje,
Ale czy będziesz mnie stały?"

Młodzieniec przysięga więc dozgonną miłość, lecz dziewczyna poddaje go jeszcze próbie. Zmienia swój wygląd, kusi i wabi do siebie w następnych nocach. Młodzieniec zapomina o tej, której przysięgał miłość, ulega nowej piękności i przywoływany przez nią wchodzi na taflę jeziora. Dogania ją, chwyta w objęcia, całuje... Wtem dostrzega, że jest to ta sama dziewczyna, z którą spotykał się wcześniej i której przysięgał miłość. Ona z wyrzutem przypomina mu:

"A gdzie przysięga? gdzie moja rada?
Wszak, kto przysięgę naruszy,
Ach biada jemu, za życia biada!
I biada jego złej duszy!"

Woda jeziora burzy się i wzdyma, pochłania niewiernego kochanka.
Piękne i urzekające są ballady A. Mickiewicza. Dostrzegamy w nich trzy podstawowe składniki romantyzmu: naturę, historię i ludowość. Akcja ballad rozgrywa się na tle natury: tajemnicze jezioro, ponury las, pola, łąki, rzeki. Przyroda jest groźna, budząca przestrach, zharmonizowana z niesamowitymi wydarzeniami. Historia żyje w ludowych podaniach, legendach, pieśni gminnej i stanowi klucz do zrozumienia tajemnicy dziejów ludzkości.
Ludowość jest w balladach najbardziej uchwytnym elementem. Motywy do swych utworów czerpał Mickiewicz z pieśni, legend i wierzeń ludowych. W podtytułach niektórych ballad umieszczał wyjaśnienia dotyczące źródła pomysłów lub treści - np. "ze śpiewu gminnego", "myśl ze śpiewu litewskiego", "z pieśni gminnej". Badania naukowe wykazały, że są to wyjaśnienia mistyfikacyjne: nie znaleziono (z wyjątkiem "Lilii") żadnej pieśni ludowej polskiej, litewskiej czy ruskiej, która byłaby rzeczywiście pierwowzorem ballady. Jedynie ballada "Lilie" oparta jest na znanej w różnych wersjach pieśni ludowej o pani, która zabiła pana. Jednak treść tej pieśni jest niezwykle uboga w stosunku do utworu Mickiewicza. Z tak błahej treści uczynił poeta arcydzieło poezji romantycznej. Wzbogacił ją przeprowadzając głęboką analizę psychologiczną bohaterki, którą dręczą wyrzuty sumienia i do obłędu doprowadza strach przed karą. Wprowadził też postać Pustelnika, który reprezentuje wolę Boską. Cała akcja toczy się na pograniczu dwóch światów: rzeczywistego i pozaziemskiego.
Jedną z wielu prawd ludowych, ukazanych w balladach, jest przekonanie o nieuniknionym charakterze kary za popełnione winy. Tak więc kara dosięga niewierną żonę ("Lilie"), wiarołomnego kochanka ("Świtezianka"), panicza, który uwiódł i porzucił prostą dziewczynę ("Rybka"). Prosty lud wierzy także w wielką moc uczucia i dlatego miłość staje się silniejsza nawet od śmierci ("Romantyczność").
Bohaterami ballad są zwykli ludzie wiejscy, ale też właśnie oni potrafią czuć i wierzyć, jak nikt inny. Mickiewicz każe tym ludziom wypowiadać najważniejsze prawdy o świecie i sam podpisuje się pod nimi. Uznaje więc zasady moralności i sprawiedliwości ludowej.
Język ballad jest piękny, obrazowy, pełen bogatych porównań, epitetów, przenośni. Bohaterowie ballad przemawiają własnym językiem, pełnym wyrażeń gminnych lub form niepoprawnych pod względem gramatycznym. Dzięki temu postacie te stają się dla czytelników autentyczne.


46. Na czym polega nowatorstwo "Sonetów krymskich" A. Mickiewicza?


W 1823 roku władze carskie wykryły tajne organizacje młodzieżowe działające w Wilnie oraz innych miastach Litwy. Rozpoczęły się aresztowania, uwięziono także Mickiewicza i jego przyjaciół, filomatów. Odbył się proces i na mocy wyroku niektórych działaczy skazano na więzienie, innych na zesłanie na Sybir lub w głąb Rosji. Mickiewiczowi wyznaczono przymusowy pobyt w Rosji. Poeta udał się do Petersburga, potem do Odessy, gdzie miał objąć posadę nauczyciela w liceum. Posady tej jednak nie otrzymał z powodu braku wolnego miejsca, lecz przyznano mu stałą pensję, która zapewniała poecie materialną niezależność. Odessa była wówczas ważnym ośrodkiem życia literackiego, towarzyskiego i politycznego. Młody poeta nawiązał szybko stosunki towarzyskie z najwybitniejszymi rodzinami, był też bywalcem salonów generała Witta - kuratora okręgu szkolnego i naczelnika wywiadu, który zajmował się właśnie wykrywaniem kół spiskującej młodzieży. Poeta był uwielbiany przez arystokratki polskie i rosyjskie, żył "jak basza" - tak napisał o swym pobycie w Odessie do jednego z przyjaciół. W towarzystwie gen. Witta i jego znajomych (była w tym kręgu pani Karolina Sabańska - jak się okazało później: agentka policji carskiej) Mickiewicz udał się na wycieczkę - romantyczną wyprawę na Krym. Tam powstały piękne utwory wydane w tomiku "Sonety krymskie".
Młody poeta, wychowany na równinach Litwy, został oczarowany pięknem krajobrazu górskiego, bezkresnymi stepami, potęgą morza. Nam też podobałoby się tam. Zainteresowanie Wschodem było popularne wśród studentów Uniwersytetu Wileńskiego, wielu z nich studiowało orientalistykę. Również Mickiewicz w czasie pobytu w Petersburgu zajmował się historią, językiem i literaturą krajów arabskich. O wiedzy orientalnej poety świadczą między innymi rzeczowe przypisy do "Sonetów krymskich". W utworach tych dał przyszły wieszcz narodowy własną poetycką wizję Krymu. Podmiotem lirycznym w tych wierszach jest często nowy typ bohatera, uosobiony w postaci Pielgrzyma. Miejscowości, które zwiedza, wywołują w nim refleksje historyczne i filozoficzne. Natura przytłacza go swym ogromem i wywołuje uczucia zachwytu. Te wszystkie własne odczucia poeta przekazał swemu Pielgrzymowi, uczynił go postacią typowo romantyczną, wrażliwą na piękno i wielkość natury oraz na jej tajemnice. Podmiot liryczny wypowiada się też czasami w pierwszej osobie liczby pojedynczej i wówczas wyraża uczucia i wrażenia samego poety, niekiedy o przeżyciach tych opowiada jakiś inny narrator - np. Mirza. To wprowadzenie postaci Mirzy - człowieka Wschodu, mówiącego własnym językiem, wzbogaciło orientalny charakter utworu. Poeta konsekwentnie dba o zachowanie odrębności języków swoich podmiotów lirycznych: Pielgrzym nigdy nie posługuje się językiem Mirzy i na odwrót. Sposób mówienia człowieka Wschodu jest pełen ozdób, niezwykłych metafor, ale w jego ustach jest naturalny. Nie mógł takim stylem posługiwać się Europejczyk, więc Pielgrzym mówi też własnym językiem.
Sonet "Stepy Akermańskie" oddaje przeżycia i myśli samego poety - podmiot liryczny mówi o sobie "ja". Bezkresny zielony step porównuje do zielonej wody oceanu, jazdę wozem przez ten step - do płynięcia łodzią. Piękno i tajemniczość natury potęguje zmierzch i zapalające się gwiazdy. Aby oddać wrażenie ciszy, poeta posługuje się wyrazami dźwiękonaśladowczymi (onomatopejami). Skupiony czytelnik powinien usłyszeć szelest węża pełzającego po trawie - w tym celu nagromadził poeta w wyrazach wiele spółgłosek szczelinowych (f, w, s, z, sz, ż, ś, ź, ch):
"Słyszę, kędy się motyl kołysa na trawie,
Kędy wąż śliską piersią dotyka się zioła".
Poeta zachwycony pięknem krajobrazu stepowego przypomina sobie krajobraz litewski, za którym tak bardzo tęskni. Zdaje mu się, że w takiej ciszy usłyszałby głos z Litwy, ale ... "nikt nie woła". W słowach tych odnajdujemy nutę żalu Mickiewicza do przyjaciół, którzy pozostali na Litwie i pewnie zapomnieli o nim - wygnańcu.
W sonecie poeta użył kilku wyrazów pochodzenia wschodniego - orientalizmów: koralowe ostrowy burzanu, kurhan, Akerman. Zabieg ten dodatkowo wzbogaca orientalny charakter sonetu, podkreśla niezwykłość przyrody krymskiej. Liczne są też rozbudowane porównania, które właściwie zajmują cały utwór. W "Stepach Akermańskich" cały plastyczny obraz podporządkowany jest porównaniu jazdy przez zielony step do żeglugi łodzią po wodach oceanu.
W sonecie "Burza" podmiot liryczny - narrator opowiada o burzy morskiej. Niesamowita, groźna przyroda wyzwala przeczucie nadchodzącej śmierci (porównanie ogromnych fal grożących śmiercią do żołnierzy szturmujących mury fortecy). W chwili zagrożenia życia podróżni modlą się, żegnają na zawsze. Jeden z nich siedzi w milczeniu na stronie, bo nie potrafi uwierzyć w słowa modlitwy i nie ma przy sobie nikogo bliskiego, z kim mógłby się pożegnać.
W tym sonecie poeta także zastosował onomatopeję - w 1 - szym wersecie powtarzają się w wyrazach spółgłoski "r", "sz" wyraźnie naśladujące odgłosy burzy.
W sonecie "Ajudah" spotykamy także wyszukane metafory, którymi poeta ożywia przyrodę (animizacja, personifikacja): spienione bałwany buchają, kołują, ściskają się w czarne szeregi.
Forma sonetu jest bardzo trudna. Utwór taki musi liczyć 14 wersetów, które są podzielone na 4 zwrotki: dwie 4 - wersowe o charakterze opisowym + dwie 3 - wersowe o charakterze refleksyjnym. Tak więc w niewielkiej ilości słów trzeba wyrazić bogate treści, co jest zadaniem bardzo skomplikowanym. Mickiewicz operując tą formą wiersza dowiódł, że stanął na najwyższym poziomie wśród romantyków europejskich.
Wydanie "Sonetów krymskich" wywołało ostre polemiki krytyków literackich. Kajetan Koźmian - obrońca klasyków - określił te utwory jako: "bezecne, podłe, brudne, ciemne ... nie polskie" zaś autora tych arcydzieł nazwał "półgłówkiem wypuszczonym ze szpitala szalonych".
Krańcowo różną opinię wydał sonetom i Mickiewiczowi obrońca romantyków - Maurycy Mochnacki, który uznał te utwory za "najniepospolitsze piękności".


47. Ludowość i prawdy moralne w II części "Dziadów" A. Mickiewicza


W rok po wydaniu pierwszego tomiku "Poezji" A. Mickiewicza, ukazał się także w Wilnie drugi tomik, który zawierał "Grażynę" oraz II i IV część "Dziadów". Publikacja tych utworów wywołała ostre ataki ze strony obozu klasyków. Te dwie części "Dziadów" powstawały w czasie pobytu Mickiewicza w Wilnie i Kownie, więc określa się je też mianem "Dziadów" wileńsko - kowieńskich. Był to czas, w którym poeta boleśnie przeżył miłość do Marii (Maryli) Wereszczakównej i wzgardę rodziny ukochanej. Powrócił z Tuhanowicz całkowicie zmieniony, przyjaciel poety pisał o nim: "Adam przyjechał bez mała jak zwariowany. Nic prawie nie robi, trudno z nim już nawet gadać; milczy, lulkę pali, chodzi wiele, zawsze zamyślony, a o niczym dobrym nie myśli, bo całą myśl opanowała Maria."
Czeczot nie do końca miał rację, bo właśnie w tym okresie Adam pisał II i IV część "Dziadów", a więc coś robił. II część "Dziadów" stanowi poetyckie przetworzenie obrzędu ludowego, jakim były dziady. Obrzęd ten w tradycji ludowej sięgał czasów pogańskich i obchodzony był cztery razy w roku. Najbardziej znane były dziady wypadające zaraz po Wielkanocy. Głównym punktem uroczystości był poczęstunek dla rodziny i dziadów chodzących po prośbie, na intencję dusz przodków. Ludziom trudno jest pogodzić się z myślą, że bliscy nam zmarli zrywają całkowicie kontakt z nami. Chętnie wierzymy, że przynajmniej od czasu do czasu mają potrzebę odwiedzenia nas, a i my chcielibyśmy być im w czymkolwiek pomocni. Tak więc na ten obrzęd dziadów w dramacie Mickiewicza przybywają dusze zmarłych oczekujące na wyrok, który zapadnie dopiero na sądzie ostatecznym. Żyjący mogli pomóc tym duszom, spowodować złagodzenie ostatecznego wyroku poprzez wsparcie ich jałmużną, modlitwą, posiłkiem. W czasach, kiedy żył Mickiewicz, obrzęd - choć nabrał charakteru chrześcijańskiego - był źle widziany przez Kościół. Poeta nadał obrzędowi cechy pogańskie: zamiast księdza występuje Guślarz, używa on zaklęć pogańskich. Akcja dramatu toczy się w starej kaplicy cmentarnej, w ciemnościach. Nastrój niesamowitości udziela się uczestnikom obrzędu, którzy z lękiem powtarzają:
"Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,
Co to będzie, co to będzie?"

Guślarz swymi zaklęciami i tajemnymi czynnościami wywołuje duchy mieszczące się w trzech kategoriach: lekkiej, najcięższej, pośredniej. O przynależności do danej kategorii decyduje waga ziemskiej winy, a z nią wiąże się z kolei wielkość kary, czyli pokuty pośmiertnej. Pojawiają się duchy, najpierw lekkie, czyli dwoje dzieci: Józio i Rózia. Błąkają się, są zawieszone między światem żywych i niebem, bo nie zaznały goryczy. Zmarły w dzieciństwie, które było sielskie, pozbawione trosk, więc muszą poznać smak goryczy, bez której nie obywa się ziemskie życie. Duchy dzieci proszą o "gorczycy dwa ziarna" i wypowiadają naukę moralną dla żywych:

"Kto nie doznał goryczy ni razu,
Ten nie dozna słodyczy w niebie".

Chór wieśniaków z przejęciem powtarza tę naukę i obdarza duchy dzieci zgodnie z ich prośbą.
Z kolei na obrzęd przybywa duch najcięższy - duch dziedzica tej wsi. Za życia był okrutny dla poddanych, więc zjawia się w towarzystwie ptaków (sowy, kruki), które są duchami zmarłych wieśniaków. Widmo dziedzica opowiada o swoich męczarniach: cierpi wieczny głód, pali go pragnienie i pastwią się nad nim żarłoczne ptaki. Pokutująca dusza nie marzy o pójściu do nieba; wie, że ciężar sprawiedliwej kary musi być poniesiony. Prosi tylko o wodę i jedzenie. Tu do akcji wkraczają ptaki i opowiadają własne historie życia ziemskiego. Były poddany opowiada, że będąc głodnym, zerwał jabłka z ogrodu dziedzica. Pan kazał schwytanego tak wychłostać, że wkrótce zmarł. Duch kobiety przypomina pewną mroźną zimę, w czasie której stojąc pod bramą dworu, żebrała o zapomogę. Stała tam z maleńkim dzieckiem na ręku, zaś dziedzic rozkazał ją przepędzić. Zamarzła z dzieckiem na mroźnej drodze.
Duchy zamęczonych przez okrutnego pana poddanych zabierają swemu oprawcy jadło i napój podawane przez uczestników obrzędu. Duch pokutującego dziedzica wygłasza naukę moralną, którą powtarza chór wieśniaków:

"Sprawiedliwe zrządzenie Boże!
Bo kto nie był ni razu człowiekiem,
Temu człowiek nic nie pomoże".

Kolejnym duchem, którego wina ma ciężar pośredni, jest zjawa Dziewczyny. Była ona pasterką Zosią, żyła beztrosko, śmiała się z wyznań zakochanych chłopców i w wieku 19 lat umarła "nie znając troski ani prawdziwego szczęścia". Teraz prosi zebranych:

"Niechaj podbiegną młodzieńce,
Niech mię pochwycą za ręce,
Niechaj przyciągną do ziemi,
Niech poigram chwilkę z niemi."

Prośba ta jednak nie może być spełniona, bo Guślarz znający "przyszłe wyroki" wie, że musi ona "sama jedna latać z wiatrem przez dwa roki". Duch Zosi wygłasza więc naukę moralną:

"Kto nie dotknął ziemi ni razu,
Ten nigdy nie może być w niebie".

Taką to karę ponosić mają dziewczęta nieczułe na miłosne westchnienia chłopców!
Guślarz kończy obrzęd, ale niespodziewanie pojawia się niema zjawa, która nie reaguje na żadne zaklęcia. Jest to widmo mężczyzny z raną w sercu. Staje koło jednej z pasterek, która dziwnie pobladła, i która nosi żałobę, choć nikt z jej bliskich nie umarł w ostatnim czasie. Guślarz poleca wyprowadzić tę kobietę, widmo podąża za nią.
Podobnie, jak wcześniej w balladach, Mickiewicz w II części "Dziadów" poruszył problem winy i kary oraz prawd moralnych wypowiadanych przez lud. Za cóż więc cierpią pokutujące dusze? Nie tylko za okrucieństwo w stosunku do poddanych, lecz w ogóle za brak człowieczeństwa. Z wypowiedzi duchów wynika, że pełne człowieczeństwo osiąga tylko ten, kto nie ucieka od cierpień i zgryzot ziemskiego żywota, kto zna ludzkie uczucie litości i współczucia i kto potrafi obdarzyć kogoś miłością. Najsurowsza kara spotkała oczywiście dziedzica, który był nieludzki dla swych poddanych. Mickiewicz dał w ten sposób wyraz ocenie stosunków pańszczyźnianych.
Właściwie te trzy kategorie duchów wyczerpały problematykę II części "Dziadów". Ostatnia zjawa nie mieści się w żadnej z kategorii i zachowuje się w sposób odmienny od poprzednich.Scena ta została dołączona do tekstu już po napisaniu II i IV części dramatu. Sam Mickiewicz w liście do swego przyjaciela Czeczota wyjaśnił, że scena stanowi element wiążący obie części "Dziadów". Aby całość była bardziej zrozumiała, na wstępie II części Mickiewicz umieścił balladę "Upiór", z treści której wynika, iż młodzieniec - samobójca z miłości, w ramach pokuty musi co roku pojawiać się na ziemi w postaci upiora, aby przeżyć kolejno wszystkie swe cierpienia, które doprowadziły go do odebrania sobie życia. Straszna kara, bo przecież człowiek popełnia samobójstwo dlatego, że nie może znieść tych cierpień i sądzi, że śmierć położy im kres.
W balladzie "Upiór" oraz w ostatniej scenie II części "Dziadów" mamy wiele szczegółów z dziejów miłości Mickiewicza do Maryli, ale nie możemy mimo wszystko utożsamić bohatera literackiego z osobą autora. Gustaw pojawia się w IV części dramatu w domu Księdza jako zjawa pozaziemska, człowiek "umarły dla świata", co nie jest jednoznaczne z duchem zmarłego. Może jest tak zatopiony w miłości i we własnej tragedii, że świat rzeczywisty już go nie obchodzi? Za taką koncepcją przemawiałaby scena "Prologu" III części "Dziadów", kiedy mężczyzna znajdujący się w celi więziennej dokonuje podsumowania swego życia i podejmuje decyzję na przyszłość wyrażoną w słowach: umarł Gustaw - narodził się Konrad.
Ludowość II części "Dziadów" zawiera się przede wszystkim w solidaryzowaniu się poety z ludowym poczuciem moralności i sprawiedliwości, które to wartości uznał Mickiewicz za uniwersalne i ponadczasowe. Z ludowego punktu widzenia ocenił też poeta stosunki międzyludzkie i społeczne. Bohaterami dramatu są prości ludzie wiejscy i zjawy, w które oni wierzą. Treść utworu zaczerpnięta jest także z ludowego obrzędu.





48. W jakim stopniu słowa Mickiewicza "szczęścia w domu nie znalazł, bo go nie było w ojczyźnie" odnieść można do życia samego poety?


Adam Mickiewicz żył i tworzył w okresie romantyzmu. Był to okres, w którym Polska - wymazana z mapy Europy - została podzielona między trzy państwa zaborcze: Rosję, Austrię i Prusy. Młody poeta polski musiał podporządkować się władzy zaborczej Rosji. Tęsknota do swobody myśli, przekonań, swobody politycznej, kłóciła się z narzuconym obowiązkiem lojalności wobec znienawidzonego aparatu carskiego. Studenci Uniwersytetu Wileńskiego założyli Towarzystwo Filomatów - organizację tajną skupiającą elitę intelektualną tej uczelni. Hasła niepodległościowe głoszone były ostrożnie, a mimo to spotykały się z nieprzejednaną postawą zaborcy, który przeprowadził śledztwo, aresztował wielu młodych Polaków, postawił ich przed sądem i skazał na wygnanie, ciężkie więzienia, zesłania na Sybir.
Mickiewiczowi nakazano opuszczenie Litwy i przebywanie pod nadzorem policyjnym w wyznaczonych okręgach Rosji. Młody poeta wiedział, że nie ujrzy już stron rodzinnych i tęsknił do nich oraz do pozostawionych tam bliskich i przyjaciół. To uczucie nostalgii wyraźne jest już w "Sonetach krymskich". Podziwiając piękno i egzotykę przyrody czarnomorskiej, Mickiewicz wraca wspomnieniami do swych ojczystych stron - nie tak pięknych, ale najbardziej bliskich i kochanych. Siebie samego ukrywa poeta pod postacią Pielgrzyma, który ma świadomość wiecznej życiowej wędrówki. Nigdy już nie będzie mu dane żyć wśród bliskich w ojczystej ziemi, całe jego życie będzie wiecznym pielgrzymowaniem, tułaczką. Dlatego w sonecie "Burza" widzimy go jako podróżnego, którego nie przeraża groźna przyroda, on nie boi się śmierci. Jest nieszczęśliwy bardziej niż inni podróżni, bo tamci są wśród swoich bliskich, mogą czuć ich troskliwe objęcie, mają komu przekazać słowa pożegnania. Wygnaniec z Litwy jest podwójnie obcy, bo nie tylko znajduje się w obcym kraju, ale też wśród obcych mu ludzi. Nawet modlitwa nie przynosi mu ulgi, bo zwątpił już w Boską opiekę nad nim i nad Polakami.
Dwa lata po wydaniu "Sonetów krymskich" Mickiewicz musiał - na polecenie władz carskich - opuścić Odessę. Udał się do Moskwy, gdzie miał już zapewnioną posadę w kancelarii generał - gubernatora księcia Golicyna. W tym czasie w Petersburgu wybuchło powstanie dekabrystów i poeta nasz boleśnie odczuł klęskę tego zrywu, w którym brali udział jego rosyjscy przyjaciele. Zdał sobie ponadto sprawę z potęgi caratu i słabości spiskowców. Mickiewicz z pewnością wiedział o przygotowaniach do wybuchu powstania listopadowego w Polsce, więc chciał ostrzec rodaków przed konsekwencjami walki, chciał wykazać im, że aby walczyć z tak potężnym przeciwnikiem, trzeba być nie tylko "lisem" (walka podstępna, zdradliwa), ale także "lwem" (walka otwarta, nieustraszona). Pogodzenie tych dwu taktyk walki nie było zadaniem prostym. Polacy musieli posługiwać się nie tylko kłamstwem i podstępem, ale też złamać przysięgę składaną na wierność carowi (przecież był on także koronowanym królem Polski). Bycie tylko lwem nie wystarczało, bo przeciwnik był o wiele potężniejszy i taka walka była z góry skazana na niepowodzenie. Dowiodły tej prawdy finały spisków młodzieży polskiej oraz klęska powstania dekabrystów. Tak więc być tylko odważnym, stanąć do otwartej walki - to za mało, aby pokonać takiego przeciwnika. Należało zastosować także drugą metodę walki - działać z ukrycia, podstępnie, kłamać, złamać przysięgę wierności. Jak trudne jest to działanie, ukazują losy bohatera poematu "Konrad Wallenrod", który został wydany, po wielu kłopotach z cenzurą, w 1828 roku w Petersburgu. Akcję utworu przeniósł Mickiewicz w czasy średniowiecza, na tereny Litwy i Zakonu Krzyżackiego - wszystko po to, aby uśpić czujność carskiej cenzury. Główny bohater poematu - Konrad Wallenrod - jest z pochodzenia Litwinem, porwanym przez Krzyżaków przed laty i wychowywanym na rycerza. Nie wiedziałby on o swym pochodzeniu, gdyby nie pieśniarz (wajdelota) litewski Halban, który będąc także w niewoli krzyżackiej, często rozmawiał z Konradem. Opowiadał mu o ich ojczyźnie, o porwaniu, zaszczepiał w sercu młodego człowieka miłość do prawdziwej ojczyzny - Litwy i nienawiść do Krzyżaków. Konrad, oddając się do niewoli litewskiej w czasie jednej z wypraw krzyżackich, znalazł się w swej ojczyźnie. Na dworze księcia poznał Aldonę, którą poślubił. Mógł żyć szczęśliwie u boku kochającej go kobiety, w ojczystym kraju. Jednak Krzyżacy systematycznie napadają na ziemie litewskie, pustoszą kraj i biorą Litwinów do niewoli. Czy w tej sytuacji Litwin może cieszyć się szczęściem osobistym, rodzinnym? Konrad "szczęścia w domu nie znalazł, bo go nie było w ojczyźnie", więc obmyślił plan zemsty i walki z potężnym wrogiem. Porzucił ojczyznę, dom, kochającą go kobietę i powrócił do Zakonu. Stał się rycerzem krzyżackim, zaskarbił sobie zaufanie wrogów, dawał dowody męstwa i bohaterstwa i wreszcie stał się głównym wodzem Krzyżaków. Mógł już zrealizować swój podstępny plan. Droga zdrady budziła w nim sprzeciw moralny, był przecież rycerzem średniowiecznym, któremu wpojono poczucie honoru. Zwlekał więc z podjęciem decyzji, odwlekał termin walki, szukał zapomnienia w alkoholu. Musiał jednak doprowadzić swój plan do końca. Dowodził wojskami tak, aby Zakon poniósł klęskę. Z wyprawy na Litwę powróciły niedobitki wielkiej armii, zdrada była oczywista. Konrad mógł uciec, do czego namawiała go Aldona, ale nie uczynił tego. Nie chciał żyć jako zdrajca, wybrał samobójczą śmierć. Poniósł klęskę jako człowiek honoru.
Właściwy sens "Konrada Wallenroda" był tak jasny i czytelny, że Mickiewiczowi groziły kolejne represje. Z pomocą przyjaciół udało mu się opuścić Rosję w 1829 roku. Podróżował po Europie i w czasie pobytu we Włoszech otrzymał wiadomość o wybuchu powstania listopadowego w Polsce. Postanowił wrócić do kraju i wziąć udział w powstaniu. Dopiero jednak w sierpniu 1831 roku przyjechał w Poznańskie, gdzie przebywał około 8 miesięcy jako gość kilku tamtejszych ziemian. Nie przedarł się przez granicę i nie wziął udziału w powstaniu. Nie możemy jednak osądzać go zbyt surowo. Powstanie nie miało szans na zwycięstwo, Mickiewicz wiedział, że biorąc w nim udział, powiększy tylko szeregi pobitych. Co dnia dowiadywał się o kolejnych klęskach powstańców i rozumiał, że jego ofiara nie zmieni tego stanu rzeczy. Po klęsce powstania poeta wyjechał do Drezna i tam powstała III część "Dziadów".
Dramat ten wyrósł z rozpaczy poety z powodu klęski powstańców polskich i własnego poczucia winy. Chciał się niejako usprawiedliwić przed społeczeństwem polskim z nieobecności w powstaniu i uczynił to przypominając wydarzenia wcześniejsze, w których brał udział : proces filomatów, pobyt w więzieniu carskim, zesłanie. Był to pierwszy utwór napisany "na gorąco", zaraz po klęsce powstania. Dał w nim poeta wyraz własnym uczuciom, utrwalił przeszłość narodową w obrazach martyrologii Polaków, wreszcie nakreślił mesjanistyczną wizję przyszłości kraju. (opracowania następnych tematów). Czy mógłby i potrafiłby poeta cieszyć się osobistym szczęściem, skoro tak bardzo cierpiała jego ojczyzna? Oczywiście nie. Ten życiowy Pielgrzym był dopiero w połowie swej wędrówki.
W 1832 roku wyjechał z Drezna do Paryża. Tam wydał III część "Dziadów", "Księgi narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego" oraz rozpoczął pisanie "Pana Tadeusza" - narodowej epopei. Tęskniąc za ojczystym krajem malował obraz Polski szlacheckiej, "kraju lat dziecinnych" w roku przemarszu przez ziemie polskie wojsk francuskich zmierzających na Rosję. Wówczas to Polacy byli przekonani o przyszłym zwycięstwie Napoleona i wydawało im się, że odzyskanie wolności ojczyzny jest tylko kwestią czasu. Mickiewicz chciał w "Panu Tadeuszu" dać sobie i rodakom chwile zapomnienia o życiu emigracyjnym. Przeniósł czytelnika w świat ojczysty, do bliskich ludzi, którzy "po psie płaczą szczerze i dłużej niż tu lud po bohaterze". Tymczasem sam poeta, który ożenił się i miał już 2 dzieci, musiał szukać dla siebie nowego zajęcia, które pozwoliłyby mu utrzymać rodzinę. Skorzystał więc z propozycji objęcia stanowiska profesora literatury łacińskiej w Akademii Lozańskiej i wyjechał do Szwajcarii. Tam powstał cykl wierszy nazywanych dzisiaj lirykami lozańskimi. Stęskniony za ojczyzną poeta, wieczny tułacz, człowiek borykający się z ciągłymi kłopotami materialnymi, dokonał bolesnego obrachunku z całym dotychczasowym życiem w króciutkim, ale jakże wymownym wierszu:

"Polały się łzy me czyste, rzęsiste,
Na me dzieciństwo sielskie, anielskie,
Na moją młodość górną i durną*,
Na mój wiek męski, wiek klęski;
Polały się łzy me czyste, rzęsiste..."
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
*durny - wyraz w znaczeniu staropolskim: zadurzony, pełen fantazji
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Genialny poeta, wieszcz narodowy, wielki Polak i patriota doszedł do przekonania, że życie jego jest klęską, nad którą leje łzy. W 1840 roku Mickiewicz powrócił do Paryża, gdyż zaproponowano mu objęcie katedry literatur słowiańskich w College de France. Wykłady prowadził cztery lata, cieszyły się one ogromną popularnością, lecz z biegiem czasu sam Mickiewicz znalazł się pod wpływem nauki Towiańskiego i tę ideologię zaczął propagować. Ponadto głosił kult Napoleona i mesjanistyczne koncepcje przyszłości świata, co spowodowało zwolnienie poety z zajmowanego stanowiska.
Mickiewicz tak rozpaczliwie pragnął szczęścia dla ojczyzny i rodaków, tak obco czuł się na wygnaniu emigracyjnym, że chwytał się każdej myśli, która łudziła nadzieją na realizację tych marzeń. Tym należy tłumaczyć wpływ, jaki miał Andrzej Towiański (mistyk i szarlatan) na naszego wieszcza. Tymczasem w Polsce zaistniało powstanie galicyjskie (1846 r.) i Mickiewicz chciał wysunąć sprawę polską na forum międzynarodowe. We Włoszech w dzielnicach okupowanych przez Austrię, żywe były nastroje wyzwoleńcze. Poeta postanowił wykorzystać tę okazję i wyruszył do Rzymu chcąc tam powołać Legion polski, który u boku armii włoskiej miałby stanąć do walki z Austrią - jednym z zaborców. Udało mu się zebrać 500 ochotników, którzy wzięli udział w walkach i odznaczyli się w obronie Rzymu. Jednak po kapitulacji Rzymu Legion został rozwiązany, a Mickiewicz rzucił się w wir nowej pracy - założył francuskie pismo "Trybuna Ludów" i był jego redaktorem. Pisał więc o sytuacji we Francji, ruchach wyzwoleńczych we Włoszech, stosunku Rosji do innych państw. Tak radykalne artykuły społeczne i polityczne oraz atakowanie rządu francuskiego musiało skończyć się zamknięciem pisma. Aby zapewnić byt swej rodzinie, Mickiewicz podjął pracę bibliotekarza w Paryżu, choć pensja była skromna.
Mimo wielu trosk i biedy pozostał nadal człowiekiem czynu i patriotą. Skorzystał z wojny turecko - rosyjskiej, by ponownie podjąć starania zmierzające do organizacji Legionu polskiego, tym razem u boku armii tureckiej. Wyjechał do Konstantynopola, borykał się z wieloma kłopotami i przeszkodami wynikającymi głównie z działalności Władysława Zamoyskiego, spełniającego polecenia Adama Czartoryskiego. Tak to rodacy unicestwili działalność własnego wieszcza narodowego. Poeta zachorował na cholerę i zmarł, a zwłoki jego przewiezione zostały okrętem do Francji i pochowane na cmentarzu "polskim" pod Paryżem.
Mickiewicz całe życie i twórczość poświęcił swej ukochanej Polsce, a mimo to "szczęścia w domu nie znalazł, bo go nie było w ojczyźnie".


49. Obrazy martyrologii narodowej w III części "Dziadów" A. Mickiewicza.


III część "Dziadów" powstała po klęsce powstania listopadowego w Polsce (patrz opracowanie tematu nr 48). Sam autor w "Przedmowie" wyjaśnił, że: "chciał tylko zachować narodowi wierną pamiątkę z historii litewskiej lat kilkunastu". Dodał też: "Kto zna dobrze ówczesne wypadki, da świadectwo autorowi, że sceny historyczne i charaktery osób działających skryślił sumiennie. [...] Czymże są wszystkie ówczesne okrucieństwa w porównaniu tego, co naród polski teraz cierpi i na co Europa teraz obojętnie patrzy!".
Termin martyrologia oznacza męczeństwo, podleganie terrorowi fizycznemu i psychicznemu. W III części "Dziadów" pojęcie to odnosi się do wydarzeń związanych z prowadzonym przez Nowosilcowa śledztwem w 1823 roku. Towarzystwo Filomatów już nie działało, ale Senator - chcąc zaskarbić sobie względy cara - udał, że odkrył w Wilnie działającą organizację spiskową i aresztował kilkuset młodych ludzi. Scena więzienna (scena I) opowiada o ich pobycie w więzieniu (dawnym klasztorze bazylianów). Nie wiedzą, o co są oskarżeni, wielu z nich nie słyszało o organizacjach spiskowych. Zajmują osobne cele i tylko dzięki strażnikowi (z pochodzenia Polakowi) mogą spotkać się w wieczór wigilijny w celi jednego z nich, Konrada. Stracili rachubę dni, okna w celach są szczelnie zabite deskami. Cierpią na różne choroby spowodowane zimnem, wilgocią, złym jedzeniem, biciem. Nie ma jednak lekarza, który nazwałby ich choroby i zalecił leczenie. Brak świeżego powietrza powoduje, że wyprowadzani na zewnątrz budynku, wyglądają jak pijani. W czasie śledztwa stosuje się wobec nich tortury fizyczne i psychiczne (bicie, zastraszanie, informowanie o - rzekomo złożonych przez przyjaciół - zeznaniach obciążających). Śledztwa trwają wiele godzin, często budzeni są w nocy i prowadzeni na przesłuchanie. Jedzenie ich jest takie, że można nim truć szczury, czasem dostają solone śledzie przy braku wody do picia. Całe śledztwo toczy się praktycznie poza nimi, nie mają żadnej możliwości obrony.
W ten wigilijny wieczór, zebrani w jednej celi, słuchają opowieści więźnia - Jana Sobolewskiego o tym, co widział, kiedy prowadzono go na przesłuchanie. Tego dnia wywożono na Sybir studentów ze Żmudzi. Wśród nich był 10 - letni chłopiec, któremu łańcuch poranił nogę, lecz żandarm orzekł, że waga łańcucha jest zgodna z przepisami. Zesłańcy szli godnie i dumnie, mieli ogolone głowy, niektórzy byli spuchnięci z głodu, inni wychudzeni. Jeden z nich z powodu wycieńczenia, upadł na schodach i zmarł. W tym czasie w kościele odbywała się msza - ludzie wylegli na plac i patrzyli w niemej rozpaczy na załadunek więźniów do kibitek. Ksiądz błogosławił ich na tę ostatnią męczeńską drogę. Jeden z więźniów krzyknął z odjeżdżającej kibitki: "Jeszcze Polska nie zginęła!" Społeczeństwo polskie nienawidziło okrutnego cara, współczuło więźniom, lecz lęk o siebie i swych najbliższych paraliżował ich chęć działania, obrony prześladowanych.
Nie tylko Wilno było terenem represji carskich na patriotach polskich. Podobne wydarzenia miały miejsce w Warszawie, mówi o tym scena VII - "Salon warszawski". Jeden z polskich patriotów opowiada o losach innego Polaka - Cichowskiego. Aresztowano go skrycie. Upozorowano utonięcie w Wiśle, pokazano żonie płaszcz, rzekomo znaleziony nad brzegiem rzeki. Po jakimś czasie w Warszawie prowadzono wieczorem więźniów do Belwederu i któryś z odważnych Polaków krzyknął zza muru: "Więźnie, kto jesteście?" Wśród stu głosów więźniów usłyszano też nazwisko Cichowskiego i zawiadomiono o tym jego żonę. Ta znów usiłowała ustalić miejsce pobytu swego męża, ale władze carskie zaprzeczyły istnieniu takiego więźnia. W Warszawie jednak przekazywano sobie informację, że Cichowski niczego nie wyjawił w śledztwie mimo stosowania najokrutniejszych tortur. Po kilku latach żandarmi przywieźli Cichowskiego do domu i polecili żonie podpisać oświadczenie, że powrócił żywy i zdrowy. Trudno było go poznać. Cierpiał na opuchliznę głodową, stracił wszystkie włosy, nikogo nie poznawał. Na każde pytanie bliskich odpowiadał zawsze: "Nic nie wiem, nie powiem!" Został zniszczony fizycznie i psychicznie, nie potrafił już wieść normalnego życia, dręczyły go wizje prześladowcze.
Równie tragiczne są dzieje pani Rollison, które poznajemy w scenie VIII - "Pan Senator".
Do Senatora przychodzi pani Rollison - wdowa w towarzystwie swej przyjaciółki - Kmitowej. Wdowa jest kobietą niewidomą i głęboko nieszczęśliwą. Jej jedyny syn został uwięziony, więc chciałaby rozmawiać z prowadzącym śledztwo, bo jest przekonana, że zaszła jakaś pomyłka. Senator beszta swą służbę za to, że wpuszczono natrętną kobietę i ostrzega jej towarzyszkę, że także jej dzieci mogą być aresztowane. Bezduszny urzędnik carski szydzi z kalectwa pani Rollison, która - jego zdaniem - widocznie trafia do niego za pomocą węchu, skoro nie widzi drogi. Zaprzecza oczywiście uwięzieniu młodego Rollisona, a gdy dowiaduje się, że matka wie o losie swego dziecka dzięki informacjom przekazanym przez księdza Piotra, poleca przesłuchać także duchownego brata. Pani Rollison natomiast obiecuje, że zajmie się sprawą jej syna i - jeśli jest niewinny - wypuści go na wolność. Biedna kobieta ufa jego słowom, jest przekonana, że Senator nie wie nic o okrucieństwie, jakiego dopuszczają się urzędnicy prowadzący śledztwo. Nowosilcow żegna panią Rollison i poleca podwładnemu zepchnąć ją ze schodów i zamknąć w osobnej celi. Innym współpracownikom poleca przesłuchać księdza Piotra w taki sposób, aby nigdy więcej nie informował rodzin więźniów o tym, co dzieje się z ich najbliższymi. W sprawie Rollisona poleca, aby otworzono w jego celi okno, gdyż wie, że młody i skrajnie wyczerpany więzień gotów jest popełnić samobójstwo.
Wstrząsające są te obrazy męczeństwa Polaków, zaś cała tragedia naszego narodu dzieje się na oczach narodów Europy. Stać te narody tylko na słowa współczucia. Porównuje je Mickiewicz do niedołężnych niewiast Jeruzalemu płaczących nad Chrystusem i posyła tym narodom słowa Zbawiciela: "Córki Jerozolimskie, nie płaczcie nade mną, ale nad samymi sobą".


50. Społeczeństwo polskie w III części "Dziadów" A. Mickiewicza.


Mickiewicz w III części "Dziadów" dał obraz społeczeństwa polskiego. Trzeba pamiętać, że bohaterami dramatu są postaci autentyczne, ci ludzie bardzo często żyli jeszcze w chwili ukazania się utworu. Była to więc żywa historia sprzed lat ośmiu, dziewięciu. Społeczeństwo polskie, poddane terrorowi przeżywało swe rodzinne i narodowe tragedie, o których dowiadujemy się ze scen: I, VII i VIII (opracowanie tematu nr 49). Naród polski jako całość, poddany terrorowi, zachowywał się godnie i dumnie. Faktem jest, że w czasie prowadzonego śledztwa nie załamał się żaden z filomatów, nie potwierdził przypuszczeń i zarzutów urzędników carskich, nie podał nazwisk kolegów. Załamał się tylko jeden z młodziutkich filaretów i to on - nie mogąc znieść bólu fizycznego - opowiedział o tajnej organizacji filareckiej. Mickiewicz w "Przedmowie" podkreślał, że opisał w dramacie wydarzenia prawdziwe i tak było w istocie. Bohaterowie noszą często swe własne nazwiska lub imiona. Każdy z czytelników mógł bez trudu rozpoznać, kto kim jest w dramacie. W społeczeństwie polskim nie zabrakło jednak niestety i takich Polaków, którzy z przekonania lub dla osobistych korzyści, współpracowali z urzędnikami carskimi. Takie osoby widzimy w scenach: "Salon Warszawski" i "Pan Senator". Są nimi przedstawiciele arystokracji polskiej, generałowie, damy z towarzystwa. W scenie "Salon Warszawski" rozprawiają oni o ostatnim balu i narzekają na tłok, brak porządku. Jedna z dam stwierdza z żalem, że "Odtąd jak Nowosilcow wyjechał z Warszawy, nikt nie umie gustownie urządzić zabawy". Potwierdza to następna dama, która dodaje jeszcze: "Śmiejcie się, Państwo, mówcie, co wam się podoba, a była to potrzebna w Warszawie osoba". Ludzie ci rozmawiają o nieprzejednanym wrogu Polaków, który prowadził śledztwo przeciwko młodzieży polskiej i dzięki któremu te dzieci jeszcze wywożono na Sybir. Dalsza część rozmowy toczy się o literaturze i damy stwierdzają, że najchętniej czytają utwory francuskie, bo - jak mówi jedna z nich: "choć umiem po polsku, ale polskich wierszy nie rozumiem". I to mówi Polka!
Gospodarzem salonu jest Jenerał, któremu Mickiewicz nadał cechy generała Wincentego Krasińskiego - ojca Zygmunta - przedstawiciela najbardziej reakcyjnych i ugodowych wobec caratu sfer politycznych Królestwa Kongresowego.
Do rozmowy arystokratów włączają się młodzi polscy patrioci, jeden z nich opowiada historię życia Cichowskiego (temat nr 49). Szambelan stwierdza, że takich rzeczy nie powinno się nawet słuchać, więc wychodzi. Inny arystokrata tłumaczy, że rząd carski realizuje określoną politykę i jest oczywiste, że niektóre sprawy są tajne. Jeszcze inny dziwi się, że przybysz z Litwy mówi po polsku, bo myślał, że tam mieszkają tylko Moskale. Arystokraci stwierdzają, że temat opowieści był niesmaczny i zbyt aktualny, powinien się uleżeć, aby potem wejść do literatury. Inny literat (pod jego postacią Mickiewicz ukrył współczesnego poetę Kazimierza Brodzińskiego) stwierdza:

"Nasz naród scen okropnych, gwałtów nie lubi;-
Śpiewać, na przykład, wiejskich chłopców zalecanki,
Trzody, cienie - Słowianie, my lubim sielanki."

Tak więc w czasach, kiedy tylu patriotów ginie, tylu innych cierpi w więzieniach i na zesłaniach, Polacy - arystokraci najchętniej czytaliby utwory francuskie lub rodzime "wiejskich chłopców zalecanki"; prawdziwe tragedie rodaków są dla nich nudne, niesmaczne i nawet słuchać o nich nie chcą. Mają ważniejsze tematy - np. załatwianie dla swych żon posad pierwszych pokojówek na dworze Namiestnika - czyli generała Józefa Zajączka, pysznego i zawistnego służalca caratu.
Patrioci polscy są oburzeni postawą swych rodaków - arystokratów. Wysocki (organizator powstania listopadowego) wypowiada charakterystykę społeczeństwa polskiego:

"Nasz naród jak lawa,
Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa,
Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi;
Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi".

Zewnętrzną skorupą są arystokraci, wewnętrznym ogniem - patrioci polscy. W scenie "Pan Senator" spotykamy jeszcze raz polskich arystokratów - bliskich współpracowników Nowosilcowa. Najohydniejszym z nich jest Doktor. Postaci tej Mickiewicz nadał rysy doktora Augusta Bcu, profesora medycyny, ojczyma Juliusza Słowackiego. Podczas procesu filareckiego Bcu był jednym z donosicieli. Zginął od pioruna w połowie 1824r., co wielu Polaków uznało za karę wymierzoną przez Boga. W scenie "Pan Senator" Doktor donosi Nowosilcowowi o faktach związanych ze spiskiem młodzieży polskiej i to właśnie on, do spółki z Pelikanem (profesorem chirurgii, który po procesie filaretów został zastępcą rektora Uniwersytetu Wileńskiego), wymyśla sposób na umożliwienie Rollisonowi popełnienia samobójstwa. Również Doktor radzi Pelikanowi kazać wychłostać księdza Piotra, aby nauczyć go szacunku dla Senatora i jego urzędników.
Takie stanowisko zajmowała polska arystokracja wobec prześladowań swych rodaków. Nie interesowała się w ogóle sprawami ojczyzny, gardziła nawet językiem polskim. Dbała o osobiste korzyści i rywalizowała między sobą o względy u Nowosilcowa i cara. Słusznie scharakteryzował tę warstwę Wysocki nazywając ją "skorupą zimną, twardą i plugawą". Los ojczyzny spoczywał w rękach patriotów polskich, czyli "wewnętrznego ognia".


51. Idea prometejska i mesjanistyczna w III części "Dziadów" A. Mickiewicza.


"Dziady" - część III to dramat, który zrodził się z bezgranicznej rozpaczy A. Mickiewicza, powstał zaledwie kilka miesięcy po klęsce powstania listopadowego. Przemówił w nim poeta, który zwątpił już nawet w miłosierdzie Boga. Jakże to, Bóg widzi cierpienia niewinnych Polaków i nie korzysta ze swej mocy, aby ukrócić samowolę tyrana?
W "Wielkiej Improwizacji" Konrad uznaje siebie za wybrańca narodu, staje się Prometeuszem, bo wypowiada posłuszeństwo Stwórcy. Mitologiczny Prometeusz wykradł bogom z Olimpu ogień i przyniósł go ludziom, aby uratować ród ludzki od cierpień, na jakie skazał go Zeus. Za ten heroiczny czyn spotkała go okrutna kara: został przykuty do skał Kaukazu i głodny orzeł wyszarpywał mu wątrobę, która w nocy odrastała.
Od imienia tego dobroczyńcy ludzkości wywodzi się prometeizm - idea poświęcenia dla dobra ludzkości.
Konrad - Prometeusz domaga się od Boga "rządu dusz", bo sądzi, że mając maleńką cząstkę władzy nad duszami ludzkimi, potrafiłby uszczęśliwić swój naród. Bohater jest świadom swej mocy twórczej, pycha i duma popychają go do porównania się z Bogiem:

"Ja czuję nieśmiertelność, nieśmiertelność tworzę,
Cóż Ty większego mogłeś zrobić - Boże?"

Konrada przepełnia uczucie miłości do narodu i z niego płynie jego siła. Milczenie Boga rozdrażnia Konrada, więc rzuca Mu oskarżenie:

"Kłamca, kto Ciebie nazywał miłością,
Ty jesteś tylko mądrością."

i zapowiada walkę:

"Ja wydam Tobie krwawszą bitwę niźli Szatan:
On walczył na rozumy, ja wyzwę na serca".

Konrad tłumaczy dalej źródło swej wieszczej i proroczej mocy:

"Ja i ojczyzna to jedno.
Nazywam się Milijon - bo za milijony
Kocham i cierpię katusze.
Patrzę na ojczyznę biedną,
Jak syn na ojca wplecionego w koło;
Czuję całego cierpienia narodu,
Jak matka czuje w łonie bole swego płodu.
Cierpię, szaleję - a Ty mądrze i wesoło
Zawsze rządzisz,
Zawsze sądzisz,
I mówią, że Ty nie błądzisz!"

Rozpacz Konrada osiąga swój szczyt, bo nic nie zapowiada zmiany biegu wydarzeń - Bóg pozostaje głuchy na prośby wybrańca narodu. Nie wzrusza Stwórcy "milijon ludzi krzyczących <<ratunku!>>", patrzy na nich, "jak w zawiłe zrównanie rachunku", więc oszalały z rozpaczy Konrad sięga po największe bluźnierstwo - nazwanie Boga "carem". Słowa tego nie wypowiada jednak sam Konrad, uprzedza go niecierpliwy szatan i dzięki temu dusza bohatera ma jeszcze szanse na zbawienie.
Prometejska walka z Bogiem toczona jest w interesie całego narodu polskiego. Konrad zrezygnował już z "osobistego szczęścia", ale nie może pogodzić się z tym, co cierpią jego rodacy, cały naród.
Mickiewicz w "Dziadach" pokazał teraźniejszość, lecz pragnął też przepowiedzieć przyszłość. Zadania tego nie zrealizował Konrad, który przegrał walkę z Bogiem, więc podejmuje je pokorny ksiądz Piotr.
W symbolicznym "Widzeniu" Polska staje się Chrystusem. Odpowiednikiem Heroda staje się car, który prześladując głównie młodzież polską, chce "pokolenie nasze zatracić do końca". Z woli Boga Polska ma powtórzyć mękę Chrystusa, to warunek jej zmartwychwstania. Okres prześladowań Polaków jest odpowiednikiem drogi krzyżowej, trzy państwa zaborcze - to trzy ramiona krzyża. Francji przypisuje Mickiewicz rolę Piłata, bo "umywa ręce" od sprawy polskiej, nie udzieliła pomocy walczącym powstańcom. Śmierć Chrystusa na krzyżu zestawiona jest z klęską powstania listopadowego. Jednak Chrystus zmartwychwstał, a więc i Polska zmartwychwstanie, kiedy wypełni się jej miara cierpienia. W "Widzeniu" księdza Piotra Mickiewicz sformułował hasło "Polska Chrystusem narodów", uznał Polskę za naród wybrany do spełnienia roli odkupiciela narodów świata - Mesjasza. Zgodnie z tą ideą mesjanistyczną odzyskanie wolności przez Polskę jest tylko kwestią czasu. W świetle tej koncepcji ofiary poniesione przez Polaków, cierpienie prześladowań młodzieży oraz tragedia 1831 roku, były potrzebne i zostaną nagrodzone odzyskaniem przez Polskę niepodległości. Słowa te przynosiły Polakom pociechę, ratowały od goryczy i pesymizmu, pokazywały, że klęska powstania przybliża ten upragniony dzień wyzwolenia. Moment zmartwychwstania Polski poprzedzi działalność tajemniczego wskrzesiciela nazwanego przez poetę cyfrą "czterdzieści i cztery”. O znaczenie tego imienia pytano nieraz samego poetę. Podobno odpowiedział tak: "Kiedy pisałem, wiedziałem; teraz już nie wiem". Można sądzić, że ten "wskrzesiciel narodu" jest, jako dziecko jeszcze, wśród młodzieży wileńskiej, potem zostaje wywieziony na zesłanie. Nie zginie tam jednak, lecz ogłosi światu wolność Polski.
Obie sceny ("Improwizacja" i "Widzenie") mają charakter mistyczny, bo przecież tylko w taki sposób można mówić o przyszłości, prorokować. Te idee zostały jednak skrytykowane przez J. Słowackiego w "Kordianie".


52. Scharakteryzuj "Dziady" jako dramat romantyczny.


Romantyzm ukształtował się w całkowitej opozycji do epoki wcześniejszej - oświecenia. Świat ukazany przez romantyków, przepuszczony został przez pryzmat ich uczuć, wiary wewnętrznej. Twórcy romantyczni programowo zwalczali wszelkie zasady i reguły obowiązujące w dziełach literackich. Nie inaczej było w dramacie romantycznym, który zerwał z klasycznymi zasadami . "Dziady" A. Mickiewicza są dramatem romantycznym, który posiada następujące cechy:
1. Pomieszanie realizmu z fantastyką. Obok scen realistycznych ("Scena Więzienna", "Salon Warszawski", "Pan Senator") istnieją w dramacie sceny fantastyczno - wizyjne ("Improwizacja", "Widzenie ks. Piotra", "Sen Senatora", "Sen Ewy"). W II i IV części "Dziadów" pojawiają się też duchy zmarłych, zaś w III części - diabły i anioły. Zadaniem tych scen jest zbudowanie nastroju, poruszenie uczuć odbiorcy, pogłębienie charakterystyki psychologicznej postaci. Nie jest to zabieg całkiem nowy, bo już Szekspir do "Makbeta" wprowadził wiedźmy i zjawy, ale w dramacie Mickiewicza sceny te grają rolę równorzędną z realistycznymi, u Szekspira były tylko uzupełnieniem.
2. Pogwałcenie klasycznej zasady trzech jedności. W dramacie Mickiewicza nie obowiązuje jedność miejsca (akcja toczy się w Wilnie, Warszawie, w celach więziennych i w salonach arystokratycznych, w domku wiejskim pod Lwowem, w kaplicy cmentarnej - II część, w chacie księdza - IV część, wreszcie na zesłaniu - "Ustęp") ani jedność czasu (są to lata od około 1823 do 1831, choć brak dokładnego sprecyzowania), ani jedność akcji (dramat porusza różne sprawy: martyrologię narodu, walkę Konrada z Bogiem, charakterystykę społeczeństwa, sprawę przyszłości narodu, charakterystykę zaborców, dzieje nieszczęśliwej miłości Gustawa, opis obrzędu ludowego).
3. Luźna kompozycja utworu. Każda z części dramatu i każda ze scen może istnieć samodzielnie. Brak jest w "Dziadach" akcji rozumianej jako ciąg przyczyn i skutków. Akcja nie tworzy logicznego ciągu, każda ze scen i części podejmuje inną problematykę.
4. Brak przestrzegania czystości gatunku nie tylko w obrębie dramatu - jako rodzaju literackiego. Mamy w dramacie elementy epickie (opowiadanie o losach patriotów polskich) i liryczne (wybuchy natchnienia oraz wyznania uczuć wewnętrznych w "Improwizacji" i "Widzeniu"). Mamy też elementy groteski ("Sen Senatora") i sceny komiczne (dowcipy i żarty więźniów usiłujących dodać sobie otuchy).
5. Nowy typ bohatera romantycznego, który posiada następujące cechy:
a). nadwrażliwość uczuciowa będąca źródłem talentu poetyckiego. Konrad jest poetą, wybrańcem narodu. Potrafi wznieść się ponad ludzi i z dumą powiedzieć:

"Depcę was, wszyscy poeci,
Wszyscy mędrce i proroki,
Których wielbił świat szeroki"

Mickiewicz podkreślając niezwykłą moc twórczą swego bohatera podpisuje się pod popularną zachodnioeuropejską ideą, zgodnie z którą poeta stawał się prorokiem, duchowym wodzem narodu;
b). tragizm wypływający z niemożliwości zrealizowania idei, której bohater poświęcił swe życie. Tragiczny jest Gustaw, który bezgranicznie kocha kobietę, ale miłość ta prowadzi go do samobójczej śmierci. Tragiczny jest los Konrada i innych patriotów polskich, którzy życie swoje poświęcają idei walki o wolność ojczyzny;
c). osamotnienie wynikające z niemożliwości porozumienia się nawet z najbliższymi. W celi więziennej widzimy wielu więźniów, którzy darzą Konrada przyjaźnią, ale nie rozumieją go do końca. Konrad przerasta ich i dlatego musi pozostać samotny;
d). nieszczęśliwa miłość do kobiety (Gustaw) i gotowość do poświęcenia własnego szczęścia i życia dla szczytnej idei (walki o wolność ojczyzny, walki o szczęście ludzi);
e). patriotyzm wyrażający się w ponoszeniu ofiar (męczeństwie) dla ojczyzny i w walce o jej wolność;
f). skłonności samobójcze wynikające z małej odporności psychicznej i niemożności pokonania przeszkód piętrzących się na drodze do realizacji celu życia (Gustaw - samobójca z miłości, zamiary samobójcze młodego więźnia Rollisona).
Tak więc mamy w "Dziadach" połączenie realizmu z mistyką, rzeczywistości z fantastyką, przełamanie granic między rodzajami i gatunkami literackimi, ogromną rolę czynników cudownych, luźną budowę scen. Są to cechy europejskich dramatów romantycznych. "Dziady" Mickiewicza można więc śmiało ulokować obok "Fausta" Goethe'go czy dramatów Byrona.


53. Tradycje chwały wojennej i codzienności życia szlacheckiego w "Panu Tadeuszu" A. Mickiewicza.


"Pan Tadeusz" wyrósł z bezmiernej tęsknoty poety za ojczyzną. Mickiewicz przebywał na emigracji we Francji. Liczne grono Polaków było skłócone. Sprawy polityczne, wzajemne oskarżenia i zarzuty - to główne rysy ówczesnej Wielkiej Emigracji. Wpływały one na wytworzenie się atmosfery nerwowości, tarć, niechęci i zawiści. O stosunkach panujących wówczas tam mówi poeta z bólem i żalem w "Epilogu". Trudno dziwić się, że Mickiewicz chciał uciec od tej rzeczywistości, chciał też oderwać się od myśli o świeżej tragedii - klęsce powstania listopadowego. Takim kojącym balsamem dla duszy naszego wieszcza i dla pozostałych uchodźców polskich miał stać się powrót "do kraju lat dziecinnych", a więc do ojczyzny, której obraz zachował poeta w swej pamięci.
Akcja poematu "Pan Tadeusz" rozpoczyna się latem 1811 roku, a kończy wiosną 1812 roku, lecz retrospekcje (spojrzenia wstecz) sięgają ostatniego ćwierćwiecza XVIII wieku. Wiele miejsca poświęcił autor tradycji chwały żołnierskiej. Już koniec I księgi nawiązuje do wydarzeń wcześniejszych, kiedy to po III rozbiorze Polski na terytorium Włoch przy boku francuskiej armii rewolucyjnej powstały Legiony polskie, założone przez gen. Henryka Dąbrowskiego. Na czele wojsk francuskich stał generał Napoleon Bonaparte, tak więc jemu to podlegali także polscy legioniści. Otrzymali polskie mundury i sztandary, polską komendę i dowódców, a po szczęśliwym zakończeniu wojny z Austrią, Polacy mieli wrócić do ojczyzny. Na obcej ziemi walczyli żołnierze Legionów polskich o wolność i przywrócenie Polsce bytu państwowego. Dąbrowski był bohaterem bardzo popularnym na Litwie za czasów młodości Mickiewicza. Wspomina więc poeta w I księdze, że często dwory szlacheckie odwiedzali niby to kalecy żebracy, którzy opowiadali o legionistach i o ich zwycięstwach. Informacje te Polacy przekazywali sobie i wierzyli, że dzień odrodzenia ojczyzny jest coraz bliższy. Po takich odwiedzinach tajnych emisariuszy Polacy przedzierali się do Księstwa Warszawskiego, które tworzyło wówczas silną armię. Wymienia Mickiewicz tych, którzy w taki sposób trafili do wojska polskiego, a są nimi: Gorecki, Pac, Obuchowicz, Różycki, Janowicz, Mierzejewski i wielu innych.
Mickiewicz jako kilkuletni chłopak widział ich w mundurach i zapamiętał. Tajni emisariusze napoleońscy docierali na Litwę, przynosili rodakom wieści o chwale lub śmierci ich najbliższych. Jednym z emisariuszy był także ksiądz Robak i nie była to postać zmyślona, bowiem ojciec poety gościł w swym domu w Nowogródku pewnego kwestarza bernardynów, który pomagał młodym Polakom przekraść się do wojska Księstwa Warszawskiego. Z całą pewnością ta autentyczna postać stała się pierwowzorem literackiego bohatera - księdza Robaka.
Widoczny jest w "Panu Tadeuszu" kult Napoleona, bo w tych latach (1811-12) z osobą jego wiązano nadzieje na odzyskanie niepodległości. Częsta bytność emisariuszy, dochodzące na Litwę wieści o niezwyciężonej armii napoleońskiej, podtrzymywały uczucia patriotyczne i wywoływały nastrój oczekiwania na wkroczenie tych wojsk na Litwę. Wreszcie marzenia te urzeczywistniły się i Wielka Armia, a u jej boku Legiony polskie, przybyły do Soplicowa w drodze na Rosję - znienawidzonego zaborcę Polski. Powitanie wojsk utrwalił Mickiewicz w księdze XI. Ogromne wrażenie wywarła na Polakach liczebność wojska:

"Konie, ludzie, armaty, orły dniem i nocą
Płyną; na niebie gorą tu i ówdzie łuny,
Ziemia drży [...]
Wojna! wojna! nie było na Litwie kąta ziemi,
Gdzie by jej huk nie doszedł".

Z armią Napoleona idącego na Rosję przybyli do Soplicowa znajomi i krewni, przybyli "rodacy mundury noszący, zbrojni, wolni i polskim językiem mówiący". W duszach starszych ludzi obudziły się wspomnienia młodości, gdy przed trzecim rozbiorem istniało polskie wojsko, młodzi Litwini pierwszy raz w życiu widzieli polskiego żołnierza.
Malując obrazy chwały żołnierskiej Polaków, Mickiewicz nie zapomniał też o powstaniu kościuszkowskim. Maciek Dobrzyński był właśnie jego uczestnikiem i to wówczas już okrył się sławą żołnierską.
Najwięcej o przeszłości Polski mówi poeta w koncercie Jankiela. Cymbalista ten muzyką zobrazował uchwalenie Konstytucji 3 Maja, radość narodu z jej uchwalenia, fetowanie ostatniego króla polskiego. Akordem fałszu wyraził postawę zdrajców, czyli zawiązanie rokoszu w Targowicy. Potem nastąpiły akordy radosne, którymi muzyk wyraził powstanie Legionów polskich we Włoszech, a cały koncert zakończył marszem tryumfalnym: "Jeszcze Polska nie zginęła!"
Polacy, pewni zwycięstwa u boku Napoleona, tłumnie zaciągają się do jego armii, czują się już wolni, co Mickiewicz podkreśla wypowiedzią w swoim własnym imieniu:

"Urodzony w niewoli okuty w powiciu,
Ja tylko jedną taką wiosnę miałem w życiu".

Ani przedtem, ani niestety potem poeta nasz nie czuł się wolnym człowiekiem. To piękne uczucie chciał zatrzymać, dlatego nie wprowadził do utworu obrazu powracającej rozbitej armii, pozwolił trwać tej błogosławionej chwili.
Żyje więc w "Panu Tadeuszu" historia narodu polskiego, której chlubne karty przypomina poeta czytelnikom i samemu sobie.
Równie piękne i tchnące szczęściem są opisy codziennego życia szlacheckiego. Malując obraz szlachty był poeta realistą. Szlachta nie była warstwą jednolitą. Przedstawicielem arystokracji jest Stolnik Horeszko. Ten dumny pan wykorzystał miłość Jacka do swej córki, popularność w środowisku i naiwność tego młokosa dla zyskania sobie poparcia okolicznej szlachty. Mimo pychy i dumy szlacheckiej Horeszko ma też wielką zaletę - jest patriotą, bohatersko odpiera atak Moskali. Także arystokratycznym rodowodem może szczycić się Podkomorzy, lecz nie ma on już takiego znaczenia i poważania jak Stolnik. Otacza go powszechny szacunek, więc stara się zachowywać poważnie i godnie. W praktyce jednak ma niewielki wpływ na bieg jakichkolwiek spraw, a nawet w kwestiach ziemskich jego urząd jest najniższą instancją. Z kolei nie dorównuje Podkomorzemu znaczeniem i godnością Sędzia, brat Jacka Soplicy. Jego tytuł, podobnie jak Podkomorzego, ma charakter tradycjonalny. Sędzia jest przede wszystkim dobrym gospodarzem i patriotą. Współpracuje z księdzem Robakiem, Tadeusza wychowuje w duchu miłości do ojczyzny, entuzjastycznie wita wkroczenie wojsk napoleońskich, a potem cieszy się, że może gościć polskich jenerałów. Z drugiej jednak strony przyjął od Moskali zamek odebrany Horeszkom i nie chce go oddać prawowitym właścicielom.
Niżej od sędziego w hierarchii społecznej znajduje się Wojski. Ten stary rezydent jest w domu Sędziego kimś w rodzaju marszałka dworu. Życiową pasją Wojskiego są polowania, o których może opowiadać bez końca. Często ulega swemu nawykowi gadulstwa.
Jeszcze niżej na tej społecznej drabinie stoją: Woźny Protazy i Klucznik Gerwazy. Posiadają wprawdzie pochodzenie szlacheckie, ale należą już do płatnej służby. Cechuje ich przywiązanie i wierność chlebodawcom.
Bardzo liczną grupę stanowi w epopei szlachta zaściankowa, czyli taka, której ze szlachectwa pozostały tylko herby. Żyją oni jak chłopi, łatwo wykorzystać ich głupotę, naiwność, a także skłonność do zabijactwa i kłótliwość.
Takich to ludzi pokazał Mickiewicz w tej ginącej Polsce szlacheckiej. Wiernie oddał ich wygląd, zajęcia, sposób myślenia. Nic nie uszło oku precyzyjnego obserwatora. Już Wyspiański zauważył, że wrażliwość na barwy miał nasz wieszcz narodowy po prostu malarską. Malarz ćwiczy tę umiejętność, Mickiewicz miał ją wrodzoną. Muzyk pewnie zachwyca się żywością opisu koncertów utrwalonych w "Panu Tadeuszu". Mamy też w tym dziele wygląd szlacheckiego dworku, chałupy w zaścianku oraz żydowskiej karczmy. Poznajemy opisy obyczajów i strojów szlacheckich na codzień i od święta. Mamy tam nawet receptę na prawdziwy bigos i opis szlacheckiej muchy, na którą poluje Wojski. Pokazuje nam Mickiewicz ogródek Zosi, raczy opisem burzy i bawi scenami zalotów Telimeny.
Jest to piękny świat, do którego wraca Mickiewicz wiedziony tęsknotą, ale obraz jego jest prawdziwy, nawet krytyczny. Poeta bowiem nie zataja przed czytelnikiem wad reprezentantów tego świata. Jest to Polska ginąca, co podkreśla autor określeniem: ostatni (ostatni zajazd na Litwie, ostatni z Horeszków, ostatni, co tak poloneza wodzi, ostatni klucznik, ostatni woźny trybunału). Przyczyną upadku Polski jest samowola szlachecka, pycha, żądza zemsty, brak poszanowania prawa. Te "choroby" doprowadziły ojczyznę do śmierci.


54. Ewolucja etyczna Jacka Soplicy - bohatera "PanaTadeusza".


Choć epopeja A. Mickiewicza nosi tytuł "Pan Tadeusz", to jednak głównym jej bohaterem nie jest postać tytułowa, lecz osoba zasnuta mgłą tajemnicy - właśnie Jacek Soplica.
Pochodził on ze średnio zamożnej szlachty. Wyróżniał się urodą, sprawnością fizyczną i pewnością siebie. Dzięki posiadanemu urokowi osobistemu miał wielu znajomych i przyjaciół, którym imponował. Ten politykujący hulaka, chętny do wypitki i wybitki, popularny wśród szlachty okolicznej, był częstym gościem na dworze Stolnika Horeszki. Kochał Ewę, córkę magnata, zaś duma pozwalała mu wierzyć, że mógłby ją pojąć za żonę, bo - jak mówi na spowiedzi:

"Szlachcic urodzony
Jest za równo z panami kandydat korony!
Wszakże Tęczyński niegdyś z królewskiego domu
Żądał córy, a król mu oddał ją bez sromu".

Tak więc młody Jacek kochał Ewę, lecz mimo wszystko bał się poprosić Stolnika o jej rękę. Magnat udawał, że niczego nie widział i nie domyślał się uczuć Jacka, zapewniał go o swej przyjaźni, bo potrzebował jego "szabli lub kreski na sejmie". Nawet radził się go , czy wydać Ewę za kasztelana witebskiego, który ma "w senacie niskie, drążkowe krzesło". Popędliwy Jacek pokorniał widząc Ewę, dla niej hamował swój temperament. Kiedy wreszcie poprosił o rękę panny, spotkał się z odmową. Była ona podwójnym ciosem: nie tylko odmówiono mu ukochanej kobiety, ale - co bardziej bolesne - urażono jego dumę. Wzgardzony, chory z nienawiści Jacek zaczął pić, aby zapomnieć. Wkrótce też poślubił "pierwszą napotkaną dziewczynę", która później była matką Tadeusza. Nie kochał tej kobiety, pił na umór, stał się pośmiewiskiem okolicy, nawet dzieci włościańskie śmiały się z niego. Tymczasem Stolnik wydał córkę za mąż za wojewodę, choć wiedział, że ona kochała Jacka. Żona Soplicy wkrótce zmarła ze zgryzoty pozostawiając małego synka - Tadeusza. Nawet jej śmierć nie otrzeźwiła Jacka. Zaślepiony nienawiścią szukał możliwości zemsty. Pewnego dnia Moskale nacierali na zamek Horeszki, który bronił się dzielnie i odniósł zwycięstwo. Jacek obserwował pogrom Moskali i widział też, jak Horeszko po bitwie dumnie spoglądał na dziedziniec usłany trupami wroga. Szał nienawiści zaślepił Jacka, chwycił karabin jednego z zabitych i wypalił. Horeszko padając spostrzegł swego zabójcę i ręką przesłał mu rozgrzeszenie, ale Jacek już tego nie widział. Moskale uznali Soplicę za swego stronnika, lecz on nie przyjął od nich zaszczytów. Ewa - córka Stolnika wraz ze swym mężem została wywieziona na Sybir i tam wkrótce umarła. Skonfiskowany majątek Horeszki w części rząd przekazał Jackowi, zaś ten przekazał go bratu - Sędziemu. Jacek nie mógł pozostać w kraju. Zrozumiał, jak strasznej dopuścił się zbrodni, więc chciał ją odpokutować. Do zbrodni popchnęła go duma, urażona pycha, więc za pokutę obrał życie skromne. Imię "Robak" miało mu przypominać, że jest jak "robak lichy". Przed opuszczeniem Soplicowa polecił bratu, aby wychował maleńką Zosię, której matka (Ewa) zmarła na Syberii. Długa i niebezpieczna była droga pokuty Jacka. Sam mówił o niej niechętnie, bo nie dla sławy kroczył tą drogą. O jego chwalebnych czynach mówi dopiero Podkomorzy już po śmierci bohatera. Bił się więc u boku Napoleona w Bawarii przeciwko armii austriackiej, potem walczył w Hiszpanii biorąc udział w zdobyciu Samosiery. Następnie został tajnym emisariuszem przygotowującym wybuch powstania na ziemiach polskich i pomagającym ochotnikom z Litwy w przedostaniu się do armii Księstwa Warszawskiego. Marzył, aby powstanie rozpoczęło się w Soplicowie, lecz niestety Gerwazy udaremnił ten czyn przekształcając wybuch powstania na Litwie w pospolity zajazd szlachecki. Zmarł zasłaniając ostatniego z Horeszków i ratując życie Gerwazemu w czasie tego zajazdu. Napoleon odznaczył go orderem kawalerskim Legii Honorowej i order ten Podkomorzy zawiesił na krzyżu grobowca Jacka Soplicy - księdza Robaka.
Takiego bohatera, jakim był Jacek Soplica, nie znała dotychczasowa literatura, nie było go też we wcześniejszych utworach romantycznych. Bohaterowie romantyczni byli wybitnymi indywidualnościami, ludźmi "bez skazy". Poświęcali się do końca swej idei, bo byli z gruntu szlachetni. Tymczasem Jacek Soplica w pierwszym etapie swego życia, to hulaka, zawadiaka, dumny warchoł szlachecki. Czemu więc Mickiewicz tak skonstruował postać swego bohatera? Wydaje się, że najważniejsze były tu dwa powody. Jednym z nich jest chęć przybliżenia tej postaci czytelnikowi, aby mógł bohatera zrozumieć, a nawet utożsamić się z nim. Jacek był jednym z wielu, posiadał cechy typowe dla swego czasu i urodzenia. Trudno byłoby zwykłemu śmiertelnikowi wspiąć się na wyżyny indywidualizmu Gustawa czy Konrada, z Jackiem tych problemów nie było.
Drugi powód tkwi w pomyśle upostaciowania dziejów Polski w życiu bohatera poematu. Duma, pycha, które gubią Jacka są też przyczyną upadku moralnego i politycznego Polski. Fakt, że Jacek przeobraża się w księdza Robaka niesie ładunek nadziei, że droga pokuty bohatera i całego narodu polskiego nie pozostanie daremną. Droga rehabilitacji moralnej jest trudna, ale możliwa do przebycia przez każdego z osobna i przez cały naród. To właśnie dlatego czytelnik musiał zrozumieć Jacka, utożsamić się z nim, aby w ten sposób przyczynić się do uzdrowienia moralnego narodu.
Jacek Soplica posiada też wiele cech charakterystycznych dla bohatera swej epoki. Cierpi z powodu nieszczęśliwej miłości do Ewy, posiada awanturniczy życiorys, nad jego intelektem (prawda, że miernym) góruje uczucie. Tajemniczość i niezwykłość dziejów życia bohatera to także cechy romantyczne.
Bohater romantyczny to także patriota i cechy tej nie można odmówić księdzu Robakowi. Jednak od tamtego bohatera - samotnika różni księdza Robaka świadomość, że o wolność ojczyzny walczyć musi cały naród. Powstanie listopadowe upadło, bo nie było powstaniem ogólnonarodowym, garstka spiskowców nie może dokonać tak wielkiego dzieła. Jacek Soplica jako ksiądz Robak przestał być zbawcą narodu a stał się działaczem, konspiratorem ściśle związanym z otoczeniem.
Poprzedni bohaterowie romantyczni też przeżywali przełomy życiowe. Konrad Wallenrod zrezygnował ze szczęścia osobistego w imię szczęścia swej ojczyzny. Z rycerza krzyżackiego przemienił się w obrońcę wolności Litwy. Przełom duchowy przeżywa też bohater "Dziadów". Z romantycznego kochanka - Gustawa staje się bojownikiem o wolność narodu - Konradem. Ewolucja Jacka Soplicy ma charakter etyczny (moralny). Poprzedni bohaterowie wybierali między szczytnymi ideami (miłość kobiety, miłość ojczyzny), Jacek Soplica ma wybrać między drogą zdrady a drogą miłości ojczyzny. Na tej drodze zdrady już się znalazł, kiedy zaślepiony dumą i pychą zabił Stolnika. Mógł brnąć dalej: Moskale proponowali zaszczytne urzędy, ludzie szanowaliby bogatego i wpływowego szlachcica. Jacek jednak uznał swój błąd i wybrał drogę pokuty wiodącą przez ciężką i niebezpieczną służbę narodowi. Wybór moralny, jakiego dokonał Jacek, wcale nie był łatwiejszy od wyborów wcześniejszych bohaterów romantycznych.





55. Udowodnij, że "Pan Tadeusz" jest romantyczną epopeją narodową.


Epopeja, czyli epos, jest jednym z głównych gatunków epiki. Dominowała ona wśród gatunków epickich aż do powstania powieści. Jest to zazwyczaj jeden, wybrany utwór w literaturze danego narodu, pisany wierszem i ukazujący realistyczny obraz życia tego narodu na tle przełomowych wydarzeń historycznych. Aby utwór mógł być nazwany epopeją, musi być jeszcze doskonały pod względem artystycznym. "Pan Tadeusz" jest ostatnią nowożytną epopeją, bo gatunek ten już w XVII - XVIII wieku ustąpił miejsca powieści.
Tak więc epopeja daje realistyczny, pełny i wszechstronny obraz życia narodu. Czy "Pan Tadeusz", który ukazuje Polskę szlachecką w ostatnich latach jej trwania, spełnia ten podstawowy warunek? Oczywiście tak, gdyż warstwa szlachecka miała wówczas w Polsce dominujące znaczenie.
Społeczeństwo szlacheckie jest w "Panu Tadeuszu" bardzo zróżnicowane. Mamy więc przedstawicieli arystokracji, czyli najbogatszej szlachty, choć reprezentantów jej jest niewielu: Hrabia, Podkomorzy i jeszcze może Sędzia zmieści się w tej elicie szlacheckiej. Całą ogromną resztę stanowi szlachta zubożała, zaściankowa. Są wśród niej: Dobrzyńscy, Jurahowie, Wilbikowie, Skołubowie. Herby ich dają im tylko powód do dumy, poza tym żyją jak chłopi, z pracy własnych rąk. Nieprawdą jest także, że brak w "Panu Tadeuszu" chłopów. To przecież z nimi spotyka się ksiądz Robak przygotowujący wybuch powstania na Litwie. Widzimy ich też w karczmie siedzących na jednej ławie ze swymi herbowymi sąsiadami. Chłopów widzimy w epopei najczęściej przy pracy albo w kościele, ale są też na zabawie, na dożynkach dworskich. Im to właśnie Tadeusz nadaje wolność, stryj Sędzia jest mu przy tym pomocny, a wszyscy pochwalają taką postawę młodego dziedzica. Tak więc mamy w "Panu Tadeuszu" cały naród ukazany w sposób rzetelny i obiektywny. Widzimy członków tego narodu przy pracy i bawiących się, smutnych i wesołych. Posiadają oni swoje zalety i wady, do których Mickiewicz zalicza przede wszystkim: pychę, brak poszanowania prawa (zajazd był przecież bezprawnym naruszeniem cudzej własności!), kłótliwość i mściwość. Wady te sprowadziły na Polskę tragedię rozbiorów, odchodzą w przeszłość ostatni przedstawiciele tej ojczyzny. Z jednej strony - żal, jak zwykle, gdy coś się kończy; z drugiej strony - radość, że wreszcie ustępują ci, którzy doprowadzili kraj do takiej katastrofy.
Epopeja ma ukazać dany naród na tle ważnych, przełomowych wydarzeń historycznych. I ten warunek spełnia "Pan Tadeusz", bo przecież uchwycił obraz Polski w jej "ostatnim" momencie ustroju feudalnego. Zapowiedzią tych nowych czasów, które już się stają, jest uwłaszczenie chłopów. Mamy w "Panu Tadeuszu" i drugi moment historyczny o przełomowym znaczeniu - przemarsz wojsk napoleońskich. Jak Litwa długa i szeroka do armii tej wstępują Polacy. Wszystkich ogarnia euforia, nikt nie wątpi w zwycięstwo Napoleona. Klęska znienawidzonej Rosji wydaje się być tylko kwestią chwili. W takim to czasie wybuchu nadziei Polaków na rychłe wyzwolenie uchwycił Mickiewicz nasze ówczesne społeczeństwo.
Trzecim warunkiem, jaki musi spełniać utwór, aby zasłużyć sobie na zaszczytne miano epopei, jest doskonałość artystyczna. Nikt nie może wątpić w walory artystyczne "Pana Tadeusza". Zgodnie z tradycją eposu, Mickiewicz wprowadza wiele drobiazgowych opisów: ogrodu, lasu, chmur, grzybów, matecznika, wschodu i zachodu słońca, strojów. W opisach tych stosuje poeta porównania homeryckie, co dowodzi świadomego stylizowania utworu na epos. Porównanie homeryckie ma formę szerszego opisu - np. w scenie walki:

"Tymczasem koło kłodek lewe szlachty skrzydło
Już jest bliskie zwycięstwa; tam walczył Kropidło,
Widny z dala, tam Brzytwa wił się śród Moskali,
Ten ich w pół ciała rzeza, tamten w głowy wali; [opis walki]
Jako machina, którą niemieccy majstrowie
Wymyślili i która młockarnią się zowie,
A jest razem sieczkarnią, ma cepy i noże,
Razem i słomę kraje, i wybija zboże: [opis pracy maszyny]
Tak pracują Kropiel i Brzytwa pospołu,
Mordując nieprzyjaciół, ten z góry, ten z dołu” [opis walki]

Porównuje tu autor walczących szlachciców do pracy maszyny rolniczej, ale porównując przywołuje opisy obu scen.
Piękny jest także opis ogrodu warzywnego, pełen metafor, epitetów i niezwykle barwny kolorystycznie. Tak więc "podnosi złotą kitę kukurydza", "kapusta [...] siedzi i zda się dumać o losach jarzyny". Przedmiotom martwym nadaje poeta cechy zwierząt (animizacja) lub ludzi (personifikacja).
Piękno "Pana Tadeusza" tkwi ponadto w niepospolitej zwyczajności. Ukazał poeta sprawy potoczne, doznania powszednie, wypadki i przedmioty proste. Sposób ich pokazania jest niby prosty, a przecież urzeka pięknem. To nie przypadek, bo sam poeta wyznał, że marzy, aby te "księgi zbłądziły pod strzechy", aby czytały je dziewczęta kręcąc kołowrotki, bo są te wiersze tak proste, jak piosenki ludowe.
Nie brak też w "Panu Tadeuszu" wyrazów dźwiękonaśladowczych (onomatopei), bo poeta pobudza nasze zmysły wzroku i słuchu. Słyszymy więc szumiący las i sad, ptasi koncert, grzmoty burzy, muzykę koncertów. Widzimy różnobarwne obrazy, błyskawice, promienie słoneczne, a wszystko ukazane jest w ciągłym ruchu.
"Pan Tadeusz" napisany jest wierszem 13 - zgłoskowym, czyli tradycyjnym wierszem epickim, do którego Polacy przyzwyczaili się, bo popularny był już w literaturze staropolskiej. Czasem rezygnuje poeta z tej formy (na przykład w spowiedzi księdza Robaka), aby oddać gwałtowne uczucia.
Nazwać utwór epopeją narodową, to wyróżnić dzieło, to postawić mu wysokie wymagania. "Pan Tadeusz" spełnia te warunki i dlatego nosi to zaszczytne miano.


56. Refleksje o własnej twórczości i zadaniach poety wobec narodu w utworach Juliusza Słowackiego: "Grób Agamemnona" i "Testament mój".


Juliusz Słowacki był, młodszym o 11 lat od Mickiewicza, poetą romantycznym. Także mieszkaniec Litwy, dzieciństwo spędził w Krzemieńcu. W wieku zaledwie 5 lat został osierocony przez ojca - profesora słynnego Liceum Krzemienieckiego. Silny związek uczuciowy łączył poetę z matką, która niezwykle czule opiekowała się nadwrażliwym i nieuleczalnie chorym na gruźlicę Juliuszem. Zgodnie z wolą matki ukończył poeta studia prawnicze i przeniósł się do Warszawy, gdzie otrzymał posadę (bezpłatną) w biurze Komisji Skarbu. Tam głęboko przeżył wybuch powstania listopadowego, w którym chciał wziąć udział (odmówiono mu ze względu na jego stan zdrowia) i któremu poświęcił piękne liryki powstańcze.
Gdy powstanie zaczęło chylić się ku upadkowi, musiał opuścić tereny zaboru rosyjskiego z powodu antyrosyjskiej treści swych wierszy. Wyjeżdżając do Drezna w 1831 roku młody poeta nie przypuszczał, że nigdy już nie powróci do swej ojczyzny.
Po wydaniu "Kordiana" i innych utworów znalazł się Słowacki we Włoszech, które pracowicie zwiedzał. Przyjaciele namówili go, aby wziął udział w podróży na Wschód. Tak zwiedził Grecję, Egipt, Palestynę i Liban. Plonem tej podróży był poemat dygresyjny "Podróż do ziemi świętej z Neapolu". Wiersz "Grób Agamemnona" jest częścią tego poematu, lecz wydany został razem z tragedią "Lilla Weneda" (był poetyckim komentarzem do tego dramatu). Słowacki w czasie wycieczki oglądał starożytną budowlę, która uchodziła za grobowiec króla Agamemnona, głównego wodza wojsk greckich w wojnie przeciwko Troi. Gdy znalazł się we wnętrzu budowli, ożyły w jego wyobraźni inne postaci mitologiczne, zdało mu się, że czuje ich obecność w postaci muzyki świerszczy, puszystych nasion unoszonych przez wiatr. W tej atmosferze ożył wspaniały instrument Homera - harfa* złota.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
harfa, lutnia - symbole poezji
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Smugi słońca wdzierające się do wnętrza grobowca stały się strunami tej harfy.Poeta snuł dalej swoje refleksje: Homer stał się nieśmiertelny dzięki swej poezji, minęły setki, tysiące lat a każdy człowiek wie, kim był Homer, podziwia piękno "Iliady" i "Odysei". Słowacki jest także poetą, lecz czy zdolny jest zmusić harfę Homera do takich dźwięków, którymi wzruszyłby słuchaczy do łez, wzbudził najgłębsze uczucia? Nie, w ręku Słowackiego struna pęka ... bez jęku. W tym poetyckim obrazie Słowacki składa hołd Homerowi, uznaje wobec niego własną niższość, niedoskonałość. Jego poezja nie dorównuje poezji Homera. Nie znaczy to jednak, że Słowacki uważa się za lichego poetę, o nie! Uznaje własną małość tylko w stosunku do Homera. Nie uważa się za gorszego od innych poetów współczesnych sobie, w tym także od Adama Mickiewicza. Słowacki bardzo przeżywał fakt, że poezja jego nie znajdowała należnego jej oddźwięku, że współcześni nie doceniali jego twórczości. Wiele smutku i goryczy jest w wyznaniu poety:

"Tak więc - to los mój na grobowcach siadać
I szukać smutków błahych, wiotkich, kruchych,
To los mój senne królestwa posiadać,
Nieme mieć harfy i słuchaczów głuchych
Albo umarłych [...]"

W tym wyznaniu i zarazem skardze było wiele prawdy. Kiedy Słowacki zaczął tworzyć (pamiętamy, że był o 11 lat młodszy od Mickiewicza), Adam Mickiewicz był już u szczytu sławy. Wielbiono poetę Adama, a że był to człowiek towarzyski, szybko zyskał nie tylko uznanie, ale i sympatię społeczeństwa polskiego. Tymczasem Juliusz Słowacki był zupełnie innym typem człowieka. Nieufny, małomówny, nadwrażliwy, nie mógł być "duszą towarzystwa". Utwory jego były też zupełnie inne, niż Mickiewicza - pełne zadumy, często smutne. Polacy - zakochani w Mickiewiczu - zaczęli traktować Słowackiego jako rywala zagrażającego sławie uznanego wcześniej wieszcza. Recenzje dramatów Słowackiego były tendencyjne, złośliwe, odbierały czytelnikom ochotę na zapoznanie się z ich treścią. Ten niewybredny atak na Słowackiego sprawił, że poeta czuł się skrzywdzony i rozżalony. Te uczucia właśnie odnajdujemy w "Grobie Agamemnona". Mimo krytyki, Słowacki sam siebie uznaje za dobrego poetę, tylko słuchacze są "głusi".
Druga część wiersza odnosi się do oceny społeczeństwa polskiego. Siebie - poetę porównał Słowacki z greckim poetą Homerem. Teraz porównuje dzieje Polski z dziejami starożytnej Grecji. Szuka w dziejach starożytnych odpowiednika klęski listopadowej. Chciałby zestawić tę klęskę z bohaterską obroną Termopil. Wtedy 300 Spartan poległo, ale zatrzymało nieprzyjaciół, dzięki czemu Grecja obroniła swą niepodległość. W powstaniu listopadowym walczyło tysiące Polaków, a mimo to kraj pozostał w niewoli. Po tych "dniach nieszczęśliwych zostało smutne pół - rycerzy - żywych". Spartanie zginęli wszyscy, Polacy nie, wielu z nich przeżyło, wybrało "łańcuchy" niewoli. Słowacki stwierdza, że spaliłby się ze wstydu, gdyby z mogiły termopilskiej wyszli obrońcy Grecji i spytali: "Wiele was było?" To bolesne pytanie rozważa Słowacki w ostatniej części wiersza. Dochodzi do wniosku, że przyczyną niewoli ojczyzny są wady szlachty polskiej: puszenie się, duma. Strój szlachecki: czerwony kontusz i złoty pas są symbolami wad tej warstwy. Leonidas - dowódca Spartan - nie puszył się swym strojem, o wartości tego człowieka decydowała odwaga, patriotyzm. Polska powinna więc zrzucić te "płachty ohydne, tę Dejaniry palącą koszulę", a wtedy stanie się krajem wolnym. Jednak dopóki ten "czerep rubaszny" (zakorzenione wady szlacheckie) krępuje "duszę anielską" (lud polski), dopóty kat będzie pełnić swą powinność (uśmiercać dążenia wolnościowe). Poeta cierpi, jest zrozpaczony - to przecież jego ojczyzna jest w niewoli. Robi swej matce - ojczyźnie rachunek sumienia i wyrzuca, że była "pawiem i papugą narodów" (paw - symbol pychy, papuga - naśladownictwa). Pycha, hołdowanie cudzoziemskim wzorom, brak szacunku dla własnej kultury, brak patriotyzmu - to cechy, które sprowadziły na kraj niewolę i ojczyzna stała się "służebnicą cudzą." Mogłaby Polska odnowić się, gdyby do walki o wolność stanął cały naród ("wielki posąg - z jednej bryły"), ale ona - niewolnica nie chce zrozumieć swego błędu: Prometeuszowi sępy wyszarpywały serce, zniewolonej Polsce sępy te wyżerają mózg, skoro nie widzi, co doprowadziło ją do upadku. On - syn niewolnicy - z bólem rzuca matce - ojczyźnie te słowa prawdy.
Słowacki w tym utworze podsumował i ocenił własną twórczość oraz wskazał narodowi drogę jedności społecznej, która prowadzi do wolności. Poeta uważał, że zadaniem jego jest mówienie narodowi prawdy, wskazanie dróg wyjścia z beznadziejnej sytuacji.
Do tych samych zagadnień powrócił poeta w jednym z następnych utworów - "Testament mój". Utwór ma formę poetyckiego testamentu, bo poeta przeczuwał zbliżającą się śmierć i chciał pożegnać bliskich oraz wyrazić swą wolę przedśmiertną. [Wiersz napisany był blisko 10 lat przed śmiercią, ale poeta, któremu coraz trudniej było żyć z gruźlicą, spodziewał się jej dużo wcześniej].
Poeta wyznaje, że odchodzi z tego świata "smętny", choć przecież życie jego pełne było cierpień i rozczarowań. Nie pozostał po nim żaden potomek ("dziedzic dla imienia"), bo nie miał dzieci; ale też nie pozostawia spadkobiercy "dla lutni" - symbolu poezji. Niewielu rozumiało jego poezję, nie widział kontynuatora swej twórczości. Umierał podwójnie bezpotomnie. Prosi jednak nieliczne grono przyjaciół, aby zaświadczyli, że "dla ojczyzny sterał swoje lata młode" i póki "okręt walczył - siedział na maszcie, a gdy tonął - z okrętem poszedł pod wodę". Łódź, okręt, statek - to częste symbole ojczyzny (już Piotr Skarga ich używał). Był więc poeta dla narodu kimś, kto wskazywał kierunek przyszłości, był przywódcą narodu - oczywiście w sensie duchowym. Kiedyś przyszłe pokolenia oddadzą mu sprawiedliwość i przyznają, że i jako Polak - patriota i jako poeta był godnym kontynuatorem swoich przodków. Słowacki prosi przyjaciół, aby po śmierci wyjęli mu z ciała serce i oddali je matce, zaś sami powinni powspominać go przy kielichu. Pozostawia też poeta nakaz, który mają wypełnić przyszłe pokolenia:

"Lecz zaklinam - niech żywi nie tracą nadziei
I przed narodem niosą oświaty kaganiec;
A kiedy trzeba na śmierć idą po kolei,
Jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec!"

Nie wolno więc Polakom stracić nadziei na wyzwolenie ojczyzny i mają tę ideę wolności wpajać następnym pokoleniom ("nieść oświaty kaganiec"). Gdyby trzeba było za wolność Polski ponieść śmierć, obowiązkiem Polaków jest przyjąć na siebie to zadanie. Po wygłoszeniu swej woli skierowanej do narodu, poeta powrócił do myśli osobistej - swego miejsca wśród rodaków. Uważa, że jego twórczość była "twardą bożą służbą" - nie przyniosła mu sławy, choć zasłużył na nią. Szedł przez życie bez oklasków świata, lecz starał się obojętnością pokryć swój ból. Był "sternikiem duchami napełnionej łodzi" (przywódcą duchowym narodu), lecz odlatuje cicho, niewielu zauważy jego odejście. Poeta wierzy jednak, że następne pokolenia właściwie ocenią jego twórczość i dzięki ideom w niej zawartym, Polacy staną się lepsi (ze zjadaczy chleba zmienią się w aniołów).
Poeta przeczuwający zbliżającą się śmierć, pozostawił Polakom współczesnym sobie i następnym pokoleniom zaszczytne i odpowiedzialne zadanie: doprowadzenie ojczyzny do wolności. Siebie jako poetę oceniał surowo i bezstronnie: stwierdził, że choć twórczość jego nie została przyjęta życzliwie - jest jednak wartościowa i wielkość jej ocenią przyszłe pokolenia.


57. Omów lirykę osobistą i patriotyczną Juliusza Słowackiego.


Juliusz Słowacki był wielkim patriotą i mimo złego stanu zdrowia pragnął uczestniczyć w walce o wolność swej ojczyzny. Nie mógł tego czynić z bronią w ręku, więc wziął w tę dłoń pióro. Wybuch powstania listopadowego powitał wierszami patriotycznymi, wśród których na szczególną uwagę zasługuje "Hymn". Rozpoczyna się on słowami:

"Bogarodzico, Dziewico!
Słuchaj nas, Matko Boża,
To ojców naszych śpiew."

Nawiązał poeta do tradycji bojowej pieśni rycerstwa polskiego spod Grunwaldu, do pierwszego hymnu Polaków. Ten śpiew wolności Matka Boża zaniesie przed "Boga tron". Poeta wierzył, że możliwa jest współpraca Polaków z rosyjskimi rewolucjonistami, taka wspólna walka musiałaby obalić rosyjskiego tyrana. Orzeł dwugłowy" (godło carskiej Rosji) niósł w szponach okowy niewoli, lecz gdy spojrzał na walczących, przeraził się i "w ciemność uleciał północy". Nie potrafił spojrzeć na narody walczące o wolność, poraził go "blask swobody". Słowacki wzywa też Litwinów do walki o wolność i ostrzega, że jeśli Litwini nie podejmą tej walki, obwini ich "głos potomności". Będą musieli schylać głowy przed obcym monarchą, gdy pozostali Polacy "będą żyć we własnej ziemi i we własnych spać mogiłach". Poeta wzywa Polaków z Litwy:

"Do broni, bracia! do broni!
Oto ludu zmartwychwstanie".

Wiersz kończy się znowu modlitwą do Matki Bożej i prośbą o wyjednanie u Boga błogosławieństwa dla walczących Polaków.
Wiersz Słowackiego wzbudził zachwyt rodaków, stał się powszechnie znanym utworem w wojsku, deklamowano go w Teatrze Narodowym przed każdym przedstawieniem.
Klęskę powstania listopadowego poeta przeżył bardzo głęboko, starał się wskazać rodakom przyczynę niepowodzenia tego zrywu. Analizy przyczyn klęski dokonał w dramacie "Kordian" oraz w wierszu "Grób Agamemnona" (opracowanie tematu nr 56). Również wiersz "Testament mój" zawiera treści patriotyczne.
Liryka osobista Słowackiego ma charakter smutnych wyznań nieszczęśliwego człowieka. Przyczyną smutku poety jest przede wszystkim tęsknota. Wiersz "Rozłączenie" powstał pod wpływem przeżyć Słowackiego, który przebywał w Szwajcarii. Wcześniej odbył wycieczkę w Alpy, przeżył miły związek uczuciowy z Marią Wodzińską i choć była to miłość czysta, duchowa, spowodowała sceny zazdrości ze strony zakochanej w poecie właścicielki pensjonatu. Zmęczony atmosferą podejrzeń i zazdrości poeta wyjechał do innej miejscowości położonej nad brzegiem Jeziora Lemańskiego. Tam właśnie powstał piękny wiersz przepojony tęsknotą "Rozłączenie". Do dziś nie wiadomo, kto jest adresatką tego wiersza: może Maria Wodzińska, może matka poety? Słowacki zwraca się do adresatki wiersza jako do osoby bardzo bliskiej sobie oraz takiej, która musi wyobrazić sobie pejzaż nadlemański. Maria Wodzińska znała ten cudowny zakątek, więc chyba nie do niej zwraca się poeta słowami: "nie wiesz". Opisuje tej tajemniczej adresatce pejzaż, opis jest wyjątkowo piękny, zaś obraz stanowi jedność, doskonałą harmonię przyrody. Błękit nieba i błękit wody, w której odbija się to niebo, stanowią nieprzebrane tonie. Ten urzekający obraz uzupełniają góry: w dzień - jasne, w nocy - szafirowe, w czasie deszczu - ubrane we włosy strug wodnych, w nocy okryte kirem. Poeta żałuje, że nie ma przy sobie bliskiej osoby - między nimi "lata biały gołąb smutku i nosi ciągle wieści" (tak pięknie określił listy pełne smutku i tęsknoty). Adresatka wiersza nie wie, jak wygląda miejsce, w którym przebywa poeta, za to on wie, gdzie ona jest, wie nawet, o czym myśli i dlaczego płacze. Poeta wybrał dla ukochanej (Marii - matki?) jedną z gwiazd i uczynił ją jej stróżem. Ta gwiazda jest teraz łącznikiem między nimi. Poeta ma świadomość, że nigdy nie połączy się z adresatką wiersza, są "dwoma słowikami, co się wabią płaczem". Rzeczywiście, po opublikowaniu "Kordiana" Słowacki nie mógł wrócić do kraju, ten dramat patriotyczny i antycarski zamknął poecie drogę do ojczyzny.
Świadomość wiecznej tułaczki odzywa się też w pięknym "Hymnie" rozpoczynającym się od słów: "Smutno mi Boże!" Utwór powstał w czasie wycieczki na Wschód, jak sam poeta stwierdza: "Pisałem o zachodzie słońca na morzu przed Aleksandrią". Wyznanie: "Smutno mi Boże" pełni funkcję refrenu i potęguje uczucie żalu, tęsknoty, beznadziejności. Piękno przyrody stworzonej przez Boga nie potrafi rozproszyć smutku poety. Uczuć osamotnienia nie łagodzi nawet maska obojętności, którą przybiera poeta wobec "obcych ludzi". Znajduje się na wielkim morzu, nie widzi początku ani kresu swej wędrówki (nie tylko morskiej - także życiowej), zazdrości bocianom, które widzi na niebie. One pewno lecą do Polski, zaś poeta nie może podążyć za nimi. Jest "jak pielgrzym, co się w drodze trudzi przy blaskach gromu" i nie wie, gdzie spocznie w mogile. Wie, że w kraju jedno ze spokrewnionych z nim dzieci modli się za poetę i jest mu tym bardziej przykro, że nawet modlitwa dziecka jest bezsilna wobec tułaczego przeznaczenia poety. Poeta zdążył jednak zobaczyć swą ukochaną matkę. Spotkał się z nią we Wrocławiu, dokąd niezwłocznie przyjechała ona na wezwanie syna. Stan jego zdrowia był już beznadziejny. Śmierć odbierała go jednak stopniowo, gasł blisko 4 lata. Nie mógł już pisać - dyktował przyjaciołom ostatnie zwrotki swych utworów. W pogrzebie poety brała udział tylko mała grupka znajomych i przyjaciół. Zainteresowanie twórczością poety zaczęło się od odczytów Norwida, który wysoko ocenił spuściznę literacką Słowackiego, potem powstańcy styczniowi uznali go za swego duchowego patrona, następnie odkryto na nowo jego twórczość w okresie Młodej Polski. W latach międzywojennych przywieziono trumnę ze zwłokami poety do Krakowa i złożono ją w krypcie Mickiewicza na Wawelu. Sprawdziły się słowa Juliusza Słowackiego:

"Jednak zostanie po mnie ta siła fatalna"(„Testament mój”)
czy "moje będzie za grobem zwycięstwo" ("Beniowski").


58. Czy zgadzasz się ze stwierdzeniem, że "Kordian" jest dojrzałym dramatem o niedojrzałym bohaterze?


"Kordian" został napisany przez Juliusza Słowackiego w 1833r. (czyli w rok po ukazaniu się "Dziadów" A. Mickiewicza), zaś wydany był bezimiennie w roku następnym. Istnieją fakty przemawiające za polemicznym charakterem tego dramatu w stosunku do "Dziadów". Słowacki nie zgadzał się z ideą mesjanistyczną wyrażoną w dramacie Mickiewicza, skrytykował też samotnego rewolucjonistę szlacheckiego, jakim był Konrad z "Dziadów". Istniał też osobisty powód, dla którego Słowacki poczuł się urażony - ukazanie Doktora, pod którego postacią ukrył Mickiewicz ojczyma Słowackiego - doktora Bcu. Aby jednak nie wiązano z "Kordianem" osobistych porachunków, Słowacki wydał swój dramat bezimiennie. I tu także był jeszcze ważniejszy powód anonimowości autora - Słowacki nie chciał sobie zamykać drogi powrotu do kraju, a przecież wymowa "Kordiana" była wyraźnie antycarska. Postać głównego bohatera dramatu jest parodią bohatera "Dziadów". Nawet imię Kordian ma podobne brzmienie do imienia Konrad. Już "Przygotowanie" wyjaśnia, że Kordian będzie bohaterem oderwanym od życia i niezdolnym do czynu, bo przecież Szatan wydał polecenie: "Więc obłąkaj jakiego Żołnierza!" Ten żołnierz znajdzie się w gronie stworzonych przez Szatana "wymuskanych rycerzy - ospalców", czyli wyższych oficerów, dowódców powstania ("wymuskani", a więc nie zwyczajni żołnierze, dla których Słowacki miał wiele szacunku, określenie to odnosi się do generalicji). Twór szatański - Kordian został zesłany na ziemię. Już w I akcie poznajemy go jako młodego chłopca, który nie widzi sensu życia. Chciałby poświęcić się realizacji jakiegoś szlachetnego celu, wielkiej idei, lecz nie potrafi jej znaleźć. Dodatkowo przeżywa miłość do starszej od siebie panny Laury i zostaje przez nią wzgardzony. Tak więc życie, choćby tylko dla miłości, też nie ma sensu. Brak ideałów, rozgoryczenie do świata popychają Kordiana do samobójstwa. W II akcie Kordian wędruje po Europie, pragnie skonfrontować swe ideały z rzeczywistością, znaleźć cel życia. Spotykają go jednak kolejne rozczarowania. W Londynie przekonuje się, że szacunek ludzi, zaszczyty, sławę można kupić za wszechpotężne pieniądze. We Włoszech pryska wiara Kordiana w czystą, szlachetną i bezinteresowną miłość - uczucie Violetty jest także do kupienia. Kordian rozgoryczony tymi doświadczeniami trafia do Watykanu, rozmawia z papieżem prosząc głowę Kościoła o błogosławieństwo dla walczących Polaków. Papież potępia wolnościowe dążenia narodu polskiego i zawiera przymierze z carem, ostoją reakcji europejskiej. Słowacki nawiązał do słynnej encykliki Grzegorza XVI, ogłoszonej w 1832r. i potępiającej powstanie listopadowe jako ruch skierowany przeciwko prawowitej władzy cara. Akt I i II pokazują nam Kordiana jako skłóconego z rzeczywistością marzyciela. Brak mu dojrzałości, szuka celu w życiu, kolejne rozczarowania prowadzą bohatera do buntu przeciwko takiemu światu, w którym rządzi pieniądz i siła. Potrzeba poświęcenia życia dla wzniosłej idei tłumaczy wybór drogi działania poprzez realizację idei walki narodowowyzwoleńczej. Ta symboliczna przemiana dokonuje się w psychice Kordiana na szczycie Mont Blanc. Postanawia walczyć o obalenie tronów, o obudzenie ludów, wzorem osobowym staje się dla niego bohater wolnościowych walk Szwajcarii - Winkelried. Tak z marzyciela narodził się działacz rewolucyjny. Poeta - żołnierz spływa na polską ziemię i staje się jednym ze spiskowców na życie cara. Polacy nienawidzą tyrana, spiskują przeciw niemu, ale gdy dochodzi do podjęcia decyzji - zaczynają się wahać. Prezes (pod jego postacią ukryty jest J. U. Niemcewicz) apeluje o rozsądek i dowodzi, że zabicie cara nie jest jednoznaczne z uwolnieniem się Polaków spod tyranii zaborcy. Wynik głosowania spiskowców dowodzi, że zwyciężyły w rezultacie argumenty ugodowych kół społeczeństwa. Rozczarowany postawą spiskowców Kordian postanawia sam dokonać mordu cara. Widzimy go w mundurze podchorążego, gdy pełni wartę przed sypialnią tyrana. Skłonności poetyckie bohatera znajdują wyraz w scenie, gdy czuje się on osaczony przez strach i imaginację (wyobraźnię). Poeta - żołnierz nie może dokonać czynu, pada zemdlony przed sypialnią i zostaje ujęty przez straże. Trafia do szpitala wariatów, bo tak niedojrzały, wariacki był pomysł zabicia cara. W szpitalu spotyka innych obłąkańców, którzy - tak, jak on - sądzą, że od nich zależą losy ludzkości. Rozumie już, że poniósł klęskę, że idea samotnej walki była kolejnym błędem. Nie boi się śmierci, nie pozwoli jednak nazywać się tchórzem. Książę Konstanty proponuje sprawdzian odwagi: bohater ma przeskoczyć na koniu nad wysokim stożkiem powstałym z ustawionych na sztorc bagnetów karabinowych. Kordian podejmuje wyzwanie chcąc udowodnić, że Polacy są dumni i odważni, wyżej cenią honor niż życie. Skok jest udany i Konstanty robi wszystko, aby dotrzymać danej obietnicy: udany skok oznacza cofnięcie wyroku śmierci. Książę dotrzymuje słowa i posłaniec wpada na plac egzekucyjny z aktem ułaskawienia Kordiana. Tak kończy się dramat pomyślany jako "pierwsza część trylogii", mamy więc podstawy sądzić, że Kordian nie został rozstrzelany, że posłaniec zdążył wręczyć komendantowi akt ułaskawienia polskiego zamachowca. Mimo wszystko stwierdzić należy, że Kordian poniósł klęskę - nawet idea walki narodowowyzwoleńczej okazała się złudna i błędna. Nie rozumiał bohater, że samotna walka musi zakończyć się klęską, nie oparł się w swej walce na patriotycznym ludzie polskim, który mógłby być gwarantem zwycięstwa. Pokutują w Kordianie szlacheckie uprzedzenia do niższych warstw społecznych. Będąc indywidualistą nie potrafi zniżyć się do poziomu myślenia zwykłych ludzi i ich oceny sytuacji. Nie jest więc Kordian bohaterem dojrzałym, on dopiero dojrzewa zbierając swe bolesne doświadczenia.
A dramat "Kordian" - czy jest dojrzały? Oczywiście tak, gdyż wyrósł z głębokich przemyśleń sprawy walki narodowowyzwoleńczej. Słowacki skrytykował ideę samotnej walki, wykazał, że szaleństwem była walka z tyranią caratu bez oparcia na całym społeczeństwie polskim. Szlachta mogła pełnić rolę przywódczą, lecz do walki należało wciągnąć mieszczan i chłopów. Scena na placu koronacyjnym dowodzi, że prosty lud poparłby tę walkę. Jeden z żołnierzy z żalem i ironią stwierdza: "Oj, dobrze cesarzowi, że polskie szablice śpią sobie na poduszkach", potem zaś śpiewa głośno: "Boże, pochowaj nam Króla!" Ten stary żołnierz kościuszkowski, przejęty ideami republikańskimi, zjadliwie, ironicznie komentuje ceremonię koronacji cara na króla Polski. Również lud warszawski w rozmowach i żartach wypowiada swoją nienawiść do caratu oraz pogardę dla dygnitarzy i arystokracji polskiej za ich haniebne korzenie się przed carem. Słowacki uznał, że jedną z najistotniejszych przyczyn klęski powstania było niewyzyskanie rewolucyjnych mas ludowych. Odpowiedzialnością za ten błąd obarcza polską generalicję, sejm, organizatorów powstania.
"Kordian" jest dramatem dojrzałym pod względem ideowym (główna myśl dramatu to krytyczna analiza przyczyn klęski listopadowej) i artystycznym. Dramat Słowackiego ma bardziej zwartą budowę w porównaniu z "Dziadami". Osią akcji dramatycznej jest postać Kordiana, dzieje jego przemiany z oderwanego od rzeczywistości marzyciela w działacza rewolucyjnego, a potem dzieje jego rewolucyjnej działalności. Słowacki, podobnie jak Mickiewicz, wprowadza do dramatu sceny pozaziemskie. Służą one charakterystyce bohatera i omówieniu niektórych spraw politycznych, ale nie wyrażają zasadniczej idei utworu (tak jest w "Dziadach"). Pewnego rodzaju nowością było przedstawienie wewnętrznych stanów psychicznych Kordiana poprzez ukazanie Strachu i Imaginacji. Pomysł taki spodobał się po latach Wyspiańskiemu, który wykorzystał tę metodę w "Weselu". Nowatorstwem jest też jednowyrazowa scena, kiedy w katedrze car składa przysięgę na wierność polskiej konstytucji. Pada wówczas jedno słowo: "Przysięgam!" i kończy się scena. Całkowitą nowością jest w "Kordianie" także niesłychanie częsta zmiana miejsca akcji. Z tego powodu wiele kłopotów nastręcza wystawienie tego dramatu na scenie. Niektóre ze scen są całkowicie niewykonalne np. skok Kordiana na koniu przez piramidę z ustawionych karabinów z bagnetami. Bogate i częste didaskalia (wskazówki na temat sposobu gry aktorów, scenografii) mają przemówić do wyobraźni czytelnika dramatu, sugerują ocenę zdarzeń. Można więc sądzić, że choć "Kordian" jest dramatem scenicznym, jest też swoistym tekstem epickim dla kogoś, kto tylko czyta ten utwór.
Słowacki nie ustąpił Mickiewiczowi w swym "Kordianie", napisał dramat tak samo dojrzały artystycznie, może nawet przewyższył Mickiewicza realizując niektóre bardziej nowoczesne pomysły. Tak więc "Kordian" jest dojrzałym dramatem o niedojrzałym bohaterze.


59. "Polska Mesjaszem narodów" - "Polska Winkelriedem narodów". Porównaj stanowiska Mickiewicza i Słowackiego wobec walki o wolność.


Mickiewicz w swoim dramacie "Dziady" podjął temat przyszłości Polski. Tę wizję proroczą pragnie najpierw wygłosić Konrad w zakończeniu "Sceny więziennej", czyli w tzw. "Małej Improwizacji". Bohater czuje w sobie moc wizjonerską, więc wznosi się ponad naród i rzeczywistość, aby czytać dzieje swej ojczyzny w "księdze sybilińskiej przyszłych losów świata". Chciałby przepowiedzieć wolność swemu krajowi, ale nie potrafi znaleźć drogi wiodącej ku tej wolności. Gorące pragnienie wyzwolenia ojczyzny tłumione jest świadomością potęgi zaborczej Rosji. On - "orzeł na niebie" (biały orzeł - godło Polski) stacza walkę z "krukiem olbrzymim" (czarny dwugłowy orzeł - godło carskiej Rosji; czarny orzeł może kojarzyć się z krukiem). Kruk zasłania Konradowi przyszłość Polski. Świadomość potęgi Rosji jest tak przygniatająca i złowróżebna, że Konrad nie widzi realnych szans na wyzwolenie Polski. Nie może przepowiedzieć szczęśliwej przyszłości, pada zemdlony, choć zapowiada dokończenie proroczej wizji. Kontynuacją tego tematu jest "Wielka Improwizacja", w której Konrad stacza prometejską walkę z Bogiem. Tylko Bóg mógłby sprawić, aby ojczyzna podniosła się z niewoli, lecz nawet Stwórca jest obojętny na cierpienia Polaków. Konrad przegrywa swą walkę z Bogiem. Nie on ukaże narodowi wizję przyszłości, uczyni to pokorny sługa Boży - ksiądz Piotr. Jako Polak i spowiednik więźniów napatrzył się i nasłuchał, był uczestnikiem, obserwatorem i powiernikiem wielu tragedii. Dobroć i wrażliwość księdza spowodowały, że nie mógł dłużej patrzeć na to, co go otaczało. Potrzebował słów otuchy, więc zwrócił się do Boga z prośbą - apelem - pytaniem:

"Ach, Panie! to nasze dzieci,
Tam na północ - Panie, Panie!
Takiż to los ich - wygnanie!
I dasz ich wszystkich wygubić za młodu,
I pokolenie zatracisz do końca?"

Bóg, widząc determinację swego sługi dał mu pociechę - nadzieję zamkniętą w wizji zmartwychwstania. Cierpienia Polaków zestawił ksiądz Piotr z historią męki Chrystusa. Herod był carem, trzy ramiona krzyża - to trzy państwa zaborcze, odpowiednikiem śmierci Chrystusa na krzyżu stała się klęska powstania listopadowego. Tak więc przepełniła się miara, przyszedł czas na zmartwychwstanie narodu. Chrystus cierpieniem swoim odkupił ludzkość, takim Mesjaszem dla narodów świata będzie Polska. Męczeństwem swoim odkupi wolność własną i przyniesie ją innym narodom.
Ta koncepcja mesjanistyczna pozwoliła Polakom mieć nadzieję, że ojczyzna odrodzi się wolna, cierpienia Polaków nie pozostaną daremne. Cóż można było powiedzieć Polakom innego? Walka nie dała rezultatu, wielu rodaków zginęło, wielu trafiło na zesłanie. Skoro więc walka o wolność jest bezowocna, skoro dzieje Polaków znaczone są tragediami, to co powiedzieć tym ludziom? Kazać im zapomnieć o potrzebie wolności? Poderwać do kolejnej walki? Coś przecież trzeba powiedzieć tym ludziom, tak bardzo nieszczęśliwym, tak potrzebującym otuchy? Idea mesjanistyczna pozwoliła Polakom mieć nadzieję: skoro Polska jest Chrystusem narodów, musi zmartwychwstać tak, jak Chrystus. Ofiara Polaków posiada głęboki sens, ich męczeństwo zostanie opromienione blaskiem wolności.
Koncepcja ta została poddana weryfikacji i krytyce w dramacie Słowackiego "Kordian". Autor tego dramatu uważał, że mesjanistyczna idea biernego cierpienia jako drogi do odzyskania wolności z woli Bożej usypia naród, zamiast pobudzać go do walki. Stojąc na takim stanowisku, Słowacki przeciwstawił tej idei mesjanistycznej ideę walki zawartą w haśle "Polska Winkelriedem narodów". Wzorem dla Polaków miał stać się szwajcarski bojownik o wolność, walczący przeciwko Austrii w XIV wieku, Arnold Winkelried. Dla Słowackiego bohater ten stał się symbolem rewolucyjnej walki przeciw uciskowi despotycznemu i o ustrój republikański (Szwajcaria w czasach Słowackiego była jedyną republiką wśród państw europejskich). Tak więc nie biernie cierpiąca, lecz walcząca o wolność Polska stanie się wyzwolicielką samej siebie i innych narodów ujarzmionych. Górował Słowacki nad Mickiewiczem treścią republikańską i akcentem czynnej walki. Mimo to oba te hasła wysuwają właściwie tę samą zasadę: ofiarę jednostki za naród oraz ofiarę narodu za ludzkość. Jedna ofiara polega na męczeństwie, druga na walce szlachetnej jednostki. O poświęceniu i walce Winkelrieda mówi Podchorąży w czasie zebrania spiskowców:

"Był tu niegdyś dowódca u wolnych Szwajcarów.
Śród walki w obie dłonie zgarnął wrogów dzidy
I wbił we własne serce, i drogę rozgrodził".
Poświęcenie szlachetnej jednostki, jej ofiara życia w walce z wrogiem - oto treść idei winkelriedyzmu. Czy Słowacki wierzył w słuszność tej idei? Odpowiedź na to pytanie zawarta jest w dziejach Kordiana od momentu przemiany bohatera na szczycie Mont Blanc. Hasło to ilustruje błędy działalności rewolucyjnej Kordiana, który ponosi klęskę. Samotny rewolucjonista dochodzi do przekonania, że jego idea była błędna i nierealna. W szpitalu wariatów widzi równych sobie dwóch szaleńców, którzy również za "lud się poświęcali" i rozumie, że był jak oni - obłąkany. Słowacki krytykuje w "Kordianie" nie tylko mesjanistyczną ideę, wyrażoną przez Mickiewicza, ale także krytycznie ustosunkowuje się do idei winkelriedyzmu, bo obie te idee są nierealne i zgubne.
Walka o wolność narodu musi być walką całego społeczeństwa, niedocenienie roli ludu polskiego zdecydowało o statecznej klęsce powstania. Lud, który należy najpierw właściwie ocenić, zdać sobie sprawę z jego wartości, ten lud w przyszłości będzie decydować o losie narodu. Zanim jednak tak się stanie, Polska musi być w niewoli, jednostka - nawet najbardziej szlachetna - nie zmieni realiów decydujących o losie narodu.

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 203 minuty