profil

Historia alternatywna, czyli co by sie stalo, gdyby Japonczycy zatopili lotniskowce USA w Pearl Harbour (zawiera porównanie sił obu mocarstw)

poleca 83% 1122 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

7 grudnia 1941r., w dzień po przełamaniu ofensywy niemieckiej przez Armię Czerwoną na przedmieściach Moskwy, Cesarstwo Japonii bez wypowiedzenia wojny zaatakowało i niemal całkowicie zniszczyło bazę Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych w Pearl Harbour na wyspie Oahu w archipelagu Hawajów. Zniszczone, unieruchomione lub uszkodzone zostały wszystkie znajdujące się w tym czasie w porcie 70 okrętów amerykańskich, jednak Japończycy nie zrealizowali podstawowego celu tego ataku – zniszczenia trzonu marynarki amerykańskiej –
4 lotniskowców, które w momencie nalotu wykonywały misję dostarczenia samolotów na wyspy Midway i Wake. Koszty tego błędu były dla Japonii ogromne. Już niecałe dziewięć miesięcy później seria zwycięskich podbojów, trwająca na Pacyfiku od 1895r., została przerwana, a Kraj Kwitnącej Wiśni poniósł sromotną porażkę w wojnie z potęgą, na którą wyrosły Stany Zjednoczone Ameryki Północnej. Zrzucenie dwóch bomb atomowych na japońskie miasta Hiroszimę i Nagasaki zmusiło Kraj Wschodzącego Słońca do poddania się. Akt kapitulacji Japonii został podpisany na pokładzie amerykańskiego pancernika U.S.S. „Missouri”, zakotwiczonego w Zatoce Tokijskiej 2 września 1945r., 6 lat po rozpoczęciu wojny.
Czas się jednak zastanowić: co stałoby się, gdyby grupa uderzeniowa admirała Yamamoto zniszczyła w Pearl Harbour całą amerykańską Flotę Pacyfiku? Postanowiłem przeprowadzić małą symulację.

Siódmy dzień grudnia roku 1941, niedziela, godzina 19.00 czasu miejscowego, Pearl Harbour, Baza US Navy. Większość okrętów Floty Pacyfiku Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych stoi w płomieniach po zbombardowaniu przez grupę ponad 300 japońskich bombowców. Wszystkie lotniskowce zniszczone, większość niszczycieli i pancerników także. Wejście do portu zagradza zatopiony U.S.S. Nevada. Marynarze dogaszają zgliszcza i ratują co tylko się da z płonącej chluby amerykańskiej marynarki – okrętu admiralskiego U.S.S. California. Plan admirała Yamamoto – dowódcy Floty Centralnego Pacyfiku powiódł się. Zwycięskie siły admirała Nagumo wycofują się, aby w chwale zwycięzcy wejść do macierzystego portu w Tokio. Spełniły się najczarniejsze sny poprzedniego dowódcy bazy na Hawajach, Jamesa Richardsona, który chciał ją przenieść na kontynent, gdyż obawiał się ataku na tą trudną do obrony, wysuniętą pozycję.

Gdyby taki scenariusz stał się rzeczywistością, mógłby on zasadniczo wpłynąć na losy II wojny światowej. Właściwie mógłby całkowicie odmienić jej wynik. Zdziesiątkowana Flota Pacyfiku musiałaby ograniczyć się do obrony zachodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych. Amerykanie musieliby podzielić siły swej marynarki – część Floty Atlantyku skierować na Pacyfik, aby bronić niezwykle ważnych szlaków morskich wzdłuż swego zachodniego wybrzeża. Pełną zdolność bojową sprzed ataku na Hawaje marynarka amerykańska osiągnęłaby dopiero po około 5 – 6 latach, ale wtedy Japończycy dysponowaliby już o wiele potężniejszymi siłami, niż w momencie ataku na Pearl Harbour.
Siły japońskie, liczące w 1941r. 18 pancerników i 10 lotniskowców mogłyby zostać zwiększone do 23 pancerników i 24 różnej wielkości lotniskowców, głównie przerobionych na pływające lotniska z nie ukończonych kadłubów tankowców lub pancerników. Nie należy też zapominać o ogromnej ilości lekkich krążowników i niszczycieli oraz ponad 60 okrętach podwodnych, z których większość była okrętami- nosicielami dla mniejszych, trzyosobowych jednostek. Lotnictwo morskie liczyło ponad 500 samolotów, w tym bombowców o taktyce pozwalającej na torpedowanie okrętów na akwenach o bardzo małej głębokości – 13 metrów, co zresztą stało się w Pearl Harbour.
Główne siły amerykańskiej floty Pacyfiku liczyły kilkanaście pancerników oraz 3 stacjonujące na Hawajach nowoczesne lotniskowce: U.S.S. „Lexington” i „Enterprise”, „Hornet” oraz wysłużony U.S.S. „Yorktown”. Gdyby znajdowały się one w porcie, byłyby tam także potężne siły eskorty, ponieważ dowódca floty, adm. Husband E. Kimmel miał zwyczaj gromadzić razem wszystkie okręty w niedzielę. Byłby to zaiste łakomy kąsek dla floty japońskiej i adm. Yamamoto, więc gdyby nie udało się zniszczyć wszystkich celów za jednym zamachem, ostrożny do granic rozsądku dowódca lotniskowców adm. Nagumo wysłałby drugą turę bombowców nad wyspę Oahu, zadając jeszcze większe straty. Rzeczywiste rozmiary porażki Amerykanów (4 okręty zatopione, 2 przewrócone, 11 unieruchomionych) mogłyby się powiększyć do: 7 - 10 okrętów zatopionych, 2 – 5 przewróconych, 11 – 30 unieruchomionych. Poza Pearl Harbour stacjonował jeszcze jeden lotniskowiec Floty Pacyfiku: U.S.S. „Saratoga”, jednak bez wsparcia hawajskich towarzyszy zostałby on prawdopodobnie dość szybko wyeliminowany przez japońskie łodzie podwodne lub lotnictwo.

Korzystając z chaosu i chwilowej słabości floty amerykańskiej na Pacyfiku, Japończycy mogliby właściwie bez przeszkód atakować kolejne cele na Oceanie Spokojnym, zdobywając bardzo potrzebne przede wszystkim flocie i lotnictwu złoża ropy naftowej w ówczesnych odciętych od dostaw i wsparcia z zajętej przez Niemców europejskiej metropolii Holenderskich Indii Wschodnich. Jedyną przeszkodą dla Połączonej Floty mogłaby być brytyjska Royal Navy, ta jednak była już zaangażowana w walkach na Morzu Śródziemnym, Północnym i w wykonywanych od lata 1941r. konwojach polarnych do Murmańska. Siły brytyjskie stacjonujące w Singapurze i na Nowej Zelandii nie mogłyby zagrozić Japończykom. Gdyby jednak Churchil zdecydował się wysłać korpus ekspedycyjny do Singapuru (do 15 lutego 1942 brytyjski) i dalej w stronę posiadłości japońskich, musiałyby być to potężne siły, które znacząco osłabiłyby obronę Zjednoczonego Królestwa. Wtedy możliwe stałoby się zwycięstwo „Wilczych Stad” nad konwojami amerykańskimi, zmierzającymi do Wielkiej Brytanii. To z kolei mogłoby spowodować przegranie przez Anglię bitwy o przestworza nad Wyspami, co umożliwiłoby Niemcom przeprowadzenie „operacji Lew Morski”, tj. inwazji na Wielką Brytanię. Należy przy tym pamiętać, iż Niemcy byli dosłownie o krok od zniszczenia lotnictwa brytyjskiego, jednak decyzją Hitlera naloty na cele wojskowe ograniczono. Tylko doraźna pomoc Stanów Zjednoczonych pomogła wyjść Anglikom z głębokiego kryzysu. Gdyby Niemcy kontynuowali naloty na lotniska, stacje radarowe i inne strategiczne cele w Anglii, siły RAF-u mogłyby wytrzymać nie więcej niż tydzień dłużej niż w rzeczywistości – droga do głównych miast angielskich stałaby dla Luftwaffe otworem. Zniszczony przemysł nie mógłby należycie przygotować wojsk Zjednoczonego Królestwa do wykonania „operacji Overlord” (tj. inwazji we Francji) nawet wtedy, gdyby bądź co bądź podzielone wojska amerykańskie miały jeszcze wystarczająco dużo sił, by zdecydować się na bardzo ryzykowną inwazję w Normandii lub nawet we Włoszech. To mogłoby przedłużyć wojnę o kilka lat i spowodować, iż armia radziecka (o ile nie zostałaby wysłana na Daleki Wschód przeciwko Japonii) zdobyłaby o wiele większe tereny Europy niż rzeczywiście opanowała – całe Niemcy i Austria mogłyby się znaleźć po wschodniej stronie Żelaznej Kurtyny.

Japończycy mogliby tymczasem umocnić swoją pozycję na Oceanie Spokojnym, dołączając do zdobytych już Indochin, Filipin, Malajów i Tajlandii Nową Gwineę oraz pozostałą część wyspy Sachalin i amerykańskie Aleuty oraz wyspy Midway i Wake. Zdobywając Nową Gwineę, Japończycy zyskaliby także wprost idealną pozycję do inwazji w Australii (plany takiej operacji były już opracowywane), na terenie której znajdują się w zasadzie wszystkie potrzebne do prowadzenia wojny surowce. Byłby to niewątpliwie olbrzymi cios dla Aliantów. Straciliby oni bazy wypadowe w tej części Pacyfiku. Pozostałyby im tylko zagrożone bazy amerykańskie (Pearl Harbour), oraz angielska Nowa Zelandia, która także zapewne długo by nie wytrzymała naporu armii japońskiej.
Zajmując Nową Gwineę, Japończycy mogliby także przerzucić stacjonujące tam wojska do Chin, w których znaleźliby zarówno surowce mineralne, jak i tanią siłę roboczą. Państwo Środka zapewne szybko by się poddało, gdyby odcięto mu drogi zaopatrzeniowe ze Związku Radzieckiego. Ten z kolei musiałby umocnić granicę z kontrolowaną przez Japonię Mandżurią (Mandżuko), wycofując i tak ledwo wystarczające do prowadzenia jakichkolwiek działań w tym okresie siły z frontu niemieckiego, co ułatwiłoby Hitlerowi zajęcie Leningradu (St. Petersburga) i marsz dalej – na Moskwę, góry Ural... Niemożliwością jest przewidzieć, na co Hitler zdecydowałby się później; jest raczej mało prawdopodobne, aby skierował swe wojska dalej na wschód – w bezkresną i nieprzebytą tajgę, gdzie niedobitki armii radzieckiej mogłyby nękać Niemców wojną partyzancką przez długie lata. Hitler zapewne przerzuciłby armię na Bliski Wschód, na zasobne w ropę naftową tereny Palestyny, Arabii i Iraku, zajmowane w większości przez Brytyjczyków.

Dosyć prawdopodobne jest także inne rozwiązanie: jeśli Hitler wycofałby swe siły z w większości zajętego już Związku Radzieckiego mógłby zaryzykować inwazję na Wyspy Brytyjskie. Jeśli takowa by się powiodła, Alianci ponieśliby niczym niepowetowaną stratę. Odskocznią do ewentualnej inwazji wojsk amerykańskich w Europie mogłaby zostać jedynie Północna Afryka. W grę nie wchodziłaby raczej neutralna Portugalia i w gruncie rzeczy faszystowska Hiszpania. Natomiast wyzwolenie Wysp Brytyjskich z rąk Hitlera byłoby praktycznie niemożliwe bez uprzedniego zajęcia dogodnych pozycji w Normandii lub Holandii. Zajęcie Anglii spowodowałoby także ograniczenie lub nawet wstrzymanie bardzo ważnych dla Armii Czerwonej konwojów do portu w Murmańsku, które zresztą i tak byłyby właściwie niepotrzebne w wypadku zajęcia przez Niemcy europejskiej części Związku Radzieckiego.

Japończycy mogliby też obrać inną drogę – zdobywając Singapur otworzyliby sobie bowiem drogę do Indii, z których zaopatrywana była armia brytyjska, stacjonująca na Bliskim Wschodzie. Opanowanie szlaków zaopatrzeniowych z Indii mogłoby wprawdzie spowodować kłopoty brytyjskich i wiernych De Gaulle’owi Wolnych Francuzów w Północnej Afryce, jednak nie miałoby najprawdopodobniej znaczącego wpływu na przebieg wojny w tym regionie. Japończycy mogliby się też zdecydować na posunięcie skrajnie niebezpieczne lub nawet szaleńcze – mogliby rozpocząć ofensywę w Indiach lub na Bliskim Wschodzie. Jednak byłoby to przedsięwzięcie niezwykle ryzykowne i nie sądzę, aby japoński cesarz Hirohito się na nie zdecydował – musiałby w takim wypadku wycofać część sił z Chin, czym ułatwiłby Stalinowi podjęcie decyzji o przerzuceniu części armii radzieckiej kontrolującej granicę nad Amurem na front europejski. Zakrojona na szeroką skalę operacja japońska w Indiach nie wróżyłaby ponadto zbyt dużych nadziei na zwycięstwo ze znacznymi siłami brytyjskimi lub wiernymi Brytyjczykom w „Perle Korony Brytyjskiej”, jak nazywano Indie. Jednak w przypadku zwycięstwa, choćby tylko częściowego, Japończycy uzyskaliby znaczącą kartę przetargową do negocjacji z Aliantami, do których dążyli. Już w rozmowie z premierem Japonii, księciem Konoye, Yamamoto przewidywał klęskę Japonii w wojnie na wyczerpanie: „będę walczył jak szalony przez pierwszych 6-12 miesięcy wojny przeciwko Stanom i Anglii. Osiągnę nieprzerwane pasmo sukcesów. Muszę jednak powiedzieć panu, że jeśli wojna przedłuży się do 2- 3 lat, to nie mam pewności co do naszego zwycięstwa...” Japończykom potrzebny był spokój, a żeby go uzyskać, trzeba było mieć jakiegoś „asa w rękawie”. Do tej roli idealnie nadawały się Indie Brytyjskie. Gdyby dokonano inwazji na Półwyspie Indyjskim i utrzymano go, Churchil zapewne byłby skłonny do podjęcia rozmów z Japończykami. Kompromis mógłby polegać na następującym układzie: „Cesarstwo Japonii zwróci Zjednoczonemu Królestwu Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej połowę zajętych przez siebie ziem w Indiach, a w zamian za to Zjednoczone Królestwo i Stany Zjednoczone Ameryki Północnej zapewnią Cesarstwu nienaruszalność jego granic”. W ten sposób Japonia mogłaby zyskać jakieś 4 – 5 lat na rozbudowę armii i marynarki i bez żadnego ostrzeżenia zadać Aliantom kolejny celny i bolesny cios, podobny do ataku na Pearl Harbour. Alianci, wyczerpani wojną w Europie i na Atlantyku na pewno nie niepokoiliby japończyków atakami – przerwanie zawieszenia broni bez uprzedniego przygotowania (np. złamania oporu niemieckiego przez Sowietów) mogłoby drogo kosztować nadwątlone długoletnimi starciami armie brytyjską, amerykańską i najprawdopodobniej radziecką, szczególnie zainteresowaną pozbyciem się groźnego przeciwnika ze swoich Daleko-Wschodnich rubieży.

Sądzę, iż przeprowadzona przeze mnie symulacja dobitnie ukazała konsekwencje w pełni udanego ataku grupy uderzeniowej Połączonej Floty japońskiej na bazę Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych w Pearl Harbour. Sądzę, iż zniszczenie wszystkich lotniskowców amerykańskiej Floty Pacyfiku miałoby wpływ na losy II wojny światowej, choć nie wpłynęłoby zasadniczo na jej wynik. Alianci w końcu i tak pokonaliby państwa Osi, jednak najprawdopodobniej trwałoby to kilka lat dłużej. Liczba ofiar wojny na pewno byłaby o wiele wyższa po obydwu stronach. Więc dobrze się stało, że Japończycy w ataku na Hawaje nie osiągnęli pełnego sukcesu, nie zniszczyli całej amerykańskiej Floty Pacyfiku, ponieważ następstwa tego sukcesu mogłyby być nieobliczalne.

Bibliografia:
- John Macdonald, „Wielkie Bitwy II Wojny Światowej”,
- Zbigniew Flisowski, „Od Pearl Harbour do Singapuru”,
- Encyklopedia Multimedialna wiem.onet.pl,
- Wydawnictwo Marshala Cavendisha, „Świat Wiedzy”

Podoba się? Tak Nie
Sprawdzone hasła:

Czas czytania: 11 minut