profil

Czy i dlaczego "Syzyfowe prace" można nazwać "radosnym hymnem na przekór wszystkiemu"?

poleca 83% 717 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

Moim zdaniem, powieść Stefana Żeromskiego pt. "Syzyfowe prace" można nazwać "radosnym hymnem na przekór wszystkiemu", gdyż opisana jest w niej polska młodzież, która przeciwstawia się rusyfikacji. Kiedyś jeden z badaczy literatury powiedział: "Nigdzie bardziej przejmująco nie został wygrany motyw radości istnienia, tak zasadniczej dla świata pism Żeromskiego". Dlatego też zgadzam się z tezą zawartą w temacie, i postaram się ją potwierdzić następującymi argumentami.
Zacznę od oddania Marcina Borowicza, przez jego rodziców do szkoły elementarnej w Owczarach. Była to dla nich trudna sytuacja. Pan Borowicz za udział w powstaniu styczniowym został ukarany, a co za tym idzie, odebrano mu dużą część majątku. Marcin będąc sam w szkole bardzo tęsknił za rodzicami, i rodzinnym domem, znajdującym się w Gawronkach.
Drugim przykładem, będącym "na przekór wszystkiemu", była śmierć matki młodego Borowicza. Wszystko to wydarzyło się po tym, jak Marcin zaliczył egzaminy do klasy pierwszej w klerykowskim gimnazjum. Matka zmarła mu bowiem podczas wakacji. Dla młodego Borowicza był to bardzo trudny moment. Chłopiec mocno opuścił się w nauce. Brak matki podziałał na niego dotkliwie. Od tej pory nie miał go kto motywować do nauki i musiał sobie radzić sam, gdyż ojciec nie był w stanie go wspierać na każdym kroku.
Następnym moim argumentem, a za razem pierwszym, który można byłoby nazwać "radosnym hymnem życia", będzie żarliwość religijna Marcina, jako szukanie pocieszenia po śmierci matki. Od tej pory chłopiec bardzo często się modlił. Szczególnie mocno przeżywał moment, kiedy złapano go razem ze Szwarcem i zamknięto ich na noc w sali lekcyjnej, za to, że strzelili z pistoletu. Mieszkańcy Klerykowa byli przerażeni. Krążyły plotki, że na miasto napadli uzbrojeni Moskale itd. Marcinowi i Szwarcowi groziło wyrzucenie ze szkoły. Dyrekcja gimnazjum jednak zapoznając się z okolicznościami całej sytuacji, uniewinniła chłopców. Marcin po zakończeniu tej sprawy pobiegł do kościoła, i modląc się podziękował matce za wsparcie w tej trudnej chwili. Wierzył on, że dzięki niej nie został wydalony z klerykowskiego gimnazjum.
Kolejny mój argument będzie dotyczył zabiegów rusyfikacji na Marcinie. Wszystko to praktycznie zaczęło się po tym, jak została w szkole zmieniona dyrekcja. Od tego momentu najważniejszymi osobami w gimnazjum byli panowie Kristoobridnikow i inspektor Zabielskij. Z tym drugim Marcin się szczególnie zaprzyjaźnił. Na początku inspektor zabierał młodego Borowicza do teatru na rosyjskie przedstawienia i częstował go słodyczami na zachętę. Po jakimś czasie chłopcu się to wszystko spodobało. Był stałym gościem u Zabielskiego. Codziennie przychodził do jego domu. Stosunki między chłopcem a rusyfikatorem były tak dobre, że inspektor częstował go nawet papierosem. Wszystko to miało na celu wynarodowienie Borowicza. Sam Marcin nie zdawał sobie z tego sprawy.
Następnie chciałbym napisać o dorastaniu do patriotyzmu. Wszystko to zaczęło się w siódmej klasie. Wtedy bowiem doszedł do niej Bernard Zygier. Któregoś dnia wyrecytował na lekcji języka polskiego zakazany utwór Adama Mickiewicza "Redutę Ordona". Po wysłuchaniu tego poematu Marcin przeżył wstrząs, po czym się "przebudził". Przypomniał sobie wtedy opowieść Szymona Nogi, na temat powstańca, zamordowanego przez Moskali. Dopiero w tym momencie zrozumiał, co to znaczy zginąć za ojczyznę.
Recytacja "Reduty Ordona" przez Zygiera miała pozytywny skutek. W tym momencie uczniowie zdali sobie praktycznie sprawę, iż nauczyciele próbują ich wynarodowić, a kraju, który jest ich ojczyzną tak na prawdę nie ma. Dlatego w moim ostatnim argumencie chciałbym napisać o zebraniach na "górce" u Gontali. Chłopcy zbierali się właśnie tam i czytali zakazane polskie lektury oraz uczyli się historii Polski. Wszystko to odbywało się u Mariana Gontali. Oprócz niego przychodzili tam: Marcin Borowicz, Andrzej Radek, "Figa", Pieprzojad i Bernard Zygier. Ten ostatni był najważniejszą osobą na tych zebraniach. To właśnie on wszystko tłumaczył i przynosił zakazane lektury. Krótko mówiąc był on mózgiem i duszą tych zebrań. Dzięki tym spotkaniom, młodzi chłopcy wyrośli na patriotów. Kochali swój kraj i byli przeciwnikami rusyfikacji.
Podsumowując wszystko, muszę stwierdzić, iż "Syzyfowe prace" są "radosnym hymnem na przekór wszystkiemu". Chociaż, że nie można było wtedy nawet mówić po polsku, to młodzież nie zapomniała, co to znaczy patriotyzm. Na zakończenie przytoczę jeszcze cytat, jednego z badaczów literatury. Myślę, że to będzie ostatecznym potwierdzeniem tezy. "Syzyfowe prace to głośny akt oskarżenia, rzucony dotychczasowemu systemowi szkolenia w Kraju Przywiślańskim, to radosny hymn życia, na przekór wszystkiemu, na przekór rozpaczy, zwątpieniu i pesymizmom wszelakim".

Autor: MarekGD :)

PS
Dostałem za to 20/20 punktów. :) A więc życzę miłego spisywania. :D Pozdrawiam p.Bogdana M. z gimnazjum nr. 28 w Gdańsku oraz III C 2008/2009.

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 4 minuty