profil

Wydarzenia czerwcowe z Poznaniu

poleca 83% 903 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

Wydarzenia czerwcowe w Poznaniu

Rok 1956 był rokiem publicznego przeciwstawiana się władzy ludowej. W czerwcu równowaga siła na szczytach PZPR wydawała się gwarantować komunistom utrzymaniu kontroli nad wydarzeniami. Liberalizacja zataczała jednak coraz szersze kręgi. Granicą ostateczną tego procesu mogło się stać żądanie pełnej suwerenności demokracji w Polsce. Do tego naturalnie Moskwa nie chciała dopuścić. Nadal do pogodzenia ze zorganizowana wolą społeczeństwa polskiego. Świadomość społeczną pobudzano ujawnieniem zbrodni stalinizmu, co nasuwało nadzieje na uczłowieczenie komunizmu. Fatalna sytuacja ekonomiczna, walka frakcyjna w PZPR i dotychczasowe sukcesy liberalizacji powodowały jednak, że nastroje zmieniały się szybciej niż gotowość kierownictwa partii do zmian.
W kwietniu i maju 1956 roku załoga dawnych zakładów Cegielskiego zażądała obniżenia norm, podwyżek płac i zmniejszenia opodatkowania. Obietnic poprawy nie dotrzymywała ani dyrekcja, ani władze zwierzchnie. Zebranie całej załogi postanowiło przedstawić swe żądania Ministerstwu Przemysłu Maszynowego. Ponieważ rozmowy z dyrekcją nie dały rezultatu, robotnicy zorganizowali strajk, do którego na znak solidarności przyłączyli się pracownicy Zakładów Naprawy Taboru Kolejowego i Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego. Grożono demonstracją podczas rozpoczynających się za parę dni XXV Międzynarodowych Targów Poznańskich. Przybyła do Poznania komisja z przewodniczącym Centralnej Rady Zawiązków Zawodowych Wiktorem Kłosiewiczem zlekceważyła zgłaszane postulaty, co pogorszyło nastój załóg. Władze chciały przewlec rozwiązanie sprawy poza terminem zakończenia Targów. 27 czerwca ponownie ogłoszono strajk w ZNKT, a wybrani w zakładach delegaci zdecydowali o zorganizowaniu strajku generalnego i manifestacji ulicznej.
28 czerwca 1956 roku rano 80% załogi dawnego Cegielskiego rozpoczęło pochód w stronę centrum Poznania. Po drodze do demonstrantów przyłączały się załogi innych fabryk. Niesiono hasło „Chleba i wolności” oraz sztandary narodowe. W zwartym szyku tysiące ludzi śpiewało pieśni patriotyczne i religijne. Pochód skierował się pod Komitet Wojewódzki partii i Prezydium MRN. Zgromadzenie liczyło już około 100 tys. Osób. Część demonstrantów zdobyła więzienie przy ul. Młyńskiej i uwolniła więźniów. Inna grupa manifestowała na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich, jeszcze inna zdemolowali urządzenia zagłuszające. Następnie tłum przeniósł się na ul. Kochanowskiego pod gmach Wojewódzkiego UBP. Napotkano tu opór w postaci strumieni wody. Ludzie zaczęli rzucać w budynek kamieniami i kostką rwaną z jezdni. Z gmachu padły pierwsze strzały. Tłum cofnął się: padli ranni i zabici. Zaczęto wznosić barykady. Z ul. Młyńskiej przybyły grupy demonstrantów ze zdobytą bronią. Wrzący gniewem tłum falował. Uzbrojeni demonstranci oddali strzały do oblężonego budynku UBP. Wkrótce pojawiły się pierwsze plutony wojska, jednak wobec zakazu użycia broni oddziały te szybko rozbrojono. Żołnierze zbratali się z tłumem. Dopiero po godzinie przybył pułk KBW z rozkazem strzelania. Bitwa stawała się coraz bardziej zacięta, coraz więcej bowiem broni dostawało się w ręce manifestantów.
W najwyższych władzach dominowało niezdecydowanie. Obrady Biura Politycznego KC przebiegały w swobodnej atmosferze, która sprawiała wrażenie celowego opóźnienia akcji przez Puławian. Dopiero gdy do Warszawy doszły wiadomości o strzelaninie, podjęto decyzje o wysłaniu do Poznania wojska celem stłumienia buntu. Decyzję aprobował Rokossowski. O godz. 14.00 na lotnisku poznańskim wylądował Cyrankiewicz, Gierek i gen. Popławski, który objął dowództwo nad akcją. Do Poznania wprowadzono wojska pancerne Śląskiego Okręgu Wojskowego. Żołnierzom tłumaczono, iż muszą stłumić proniemieckie rozruchy wywołane przez „agentów imperializmu”. Wojsko obsadziło cały Poznań. Strzelanina rwała przez wieczór aż do rana następnego dnia. Jeszcze 29 czerwca wyłapywano w różnych punktach miasta ostrzeliwujących się demonstrantów. Według oficjalnych danych zginęło 75 osób, a około 800 raniono. 29 czerwca 1956 r. w przemówieniu radiowym premier Cyrankiewicz określił wypadki poznańskie jako rezultat prowokacji inspirowanej przez „agentów imperializmu” i „krajowe podziemie”. Zagroził: „Każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy ludowej, niech będzie pewien, że tę rękę władza odrąbie”.
Przez całe lato trwało śledztwo w sprawie wydarzeń, a we wrześniu jeszcze 134 osoby spośród przypadkowo aresztowanych. We wrześniu i październiku przed Sądem Wojewódzkim w Poznaniu toczyły się procesy, które miały potwierdzić rzekomo chuligański charakter zajść. Oskarżeni otrzymywali najczęściej paroletnie wyroki więzienia. Wypadki poznańskie odbiły się w świecie szerokim echem, tym bardziej iż do rozruchu doszło na oczach tysięcy gości przybyłych na Międzynarodowe Targi Poznańskie, a w Polsce gościł właśnie sekretarz generalny ONZ Dag Hammarskjold. W kraju zajścia poznańskie spowodowały dalszą polaryzację stanowisk. W społeczeństwie powszechne było oburzenie na okrucieństwo władz. Nacisk mas na organizacje partyjne rósł. Coraz częściej opinie o konieczności głębokich przemian formułowano poza partią, w zakładach pracy lub na zebraniach intelektualistów i młodzieży.
Wypadki poznańskie zaostrzyły rozłam w kierownictwie PZPR oraz podniosły temperaturę nastrojów społecznych.



Bibliografia:
Wojciech Roszkowski, Historia Polski 1914- 2004.
Witold Pronobis, Polska i świat w XX wieku.

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 4 minuty