profil

Obrona Pomorza w 1939 roku

poleca 83% 720 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

W nocy z 31 sierpnia na 1 września 1939 roku trwały niemieckie przygotowania do agresji na Polskę. Wehrmacht wkraczał z Prus Wschodnich do Gdańska, kolumny wojskowe zbliżały się do granicy, stojący w porcie gdańskim pancernik Schleswig-Holstein podpłynął w pobliże samotnej polskiej placówki wojskowej w Wolnym Mieście - Westerplatte. Rankiem kolejarze i żołnierze z Szymankowa udaremnili próbę przedostania się do kraju zamaskowanego pociągu pancernego z desantem Wehrmachtu. O godz. 4.45 rozpoczęto realizację planu "Fall Weiss". Niemcy w wielu punktach przekroczyli polską granicę, zbombardowano Starogard i Chojnice a dwie godz. później Warszawę. Schleswig-Holstein otworzył ogień na Westerplatte. Przez 7 dni obrońcy pod dowództwem mjr. Sucharskiego dzielnie odpierali ataki z lądu morza i powietrza. Dopiero 7 września z powodu braku amunicji i pomocy dla rannych załoga Westerplatte złożyła broń. Nazwa tego małego półwyspu stała się dla Polaków symbolem bohaterstwa i żołnierskiej powinności wobec ojczyzny.
Bohatersko bronili się również pracownicy poczty w Gdańsku. Odpierali ataki na budynek wsparte samochodami pancernymi, artylerią i miotaczami ognia aż do wieczora 1 września. Skapitulowali z braku amunicji i nadziei na odsiecz, ci, którym nie udało się uciec zostali rozstrzelani.
Górny Śląsk miał być zdobyty przez oddziały dywersyjne Freikorpsu, gdyż Niemcy nie chcieli niszczyć tamtejszych hut, kopalń i fabryk. Dywersanci zaczęli ataki na terenie GOPu już 31 sierpnia, ale zostały one odparte przez oddziały wojska i Ochotniczej Powstańczej Samoobrony. W boju pod Mokrą bardzo dały się Niemcom we znaki oddziały polskiej kawalerii z armii "Łódź". 1 września przez cały dzień powstrzymywały natarcie niemieckich jednostek pancernych i bombowców. Obie strony poniosły w walce duże straty. Wieczorem nowo wprowadzone oddziały polskie odrzuciły Niemców i umożliwiły kawalerii odwrót na nową linię obrony.
Kilkanaście godzin po uderzeniu Niemiec na Polskę Francja i Anglia wysłały Hitlerowi noty protestacyjne, żądające zaprzestania działań wojennych. W przeciwnym razie państwa te miały dopełnić powinności sojuszniczych wobec Polski. Polska sprzeciwiła się włoskiej inicjatywie zorganizowania konferencji pokojowej.
3 września rząd brytyjski przekazał Berlinowi ultimatum, po którego odrzuceniu Anglia i Francja wypowiedziały Niemcom wojnę. Nie nastąpiły jednak za tym żadne działania wojenne. Tego samego dnia w Bydgoszczy niemieccy dywersanci zaatakowali przechodzące przez miasto oddziały armii "Pomorze". W odpowiedzi Polacy przystąpili do zwalczania V kolumny. Zabito ok. 300 dywersantów.
5 września Niemcy wkroczyli do Bydgoszczy i dokonali aresztowań i egzekucji Polaków, pomagających w zwalczaniu dywersji.
Armia "Poznań" 9 września uderzyła znad Bzury na skrzydło 8 Armii niemieckiej. Natarcie rozwijało się pomyślnie aż do 17 września kiedy zostało powstrzymane. Nie powiodła się próba przebicia do Warszawy. Armie "Poznań" i "Pomorze" zostały otoczone. Do stolicy dotarły tylko nieliczne oddziały. Od początku wojny Warszawa była nieustannie atakowana przez Luftwaffe. Przez pierwszych 6 dni lotnicy broniący miasta zadali nieprzyjacielowi dotkliwe straty.
9 września rozpoczęło się natarcie 4 Dywizji Pancernej, które odparto następnego dnia. Warszawa została oblężona, nasilały się ataki i bombardowania.


26 września Niemcy przypuścili szturm generalny, który został po ciężkich walkach odparty. Następnego dnia przerwano działania wojenne,
a 28 września podpisano kapitulację stolicy z powodu beznadziejnej sytuacji w mieście. Obok obrony Warszawy prowadzono obronę twierdzy modlińskiej do 28 września obrońcy odparli liczne szturmy i zestrzelili 24 samoloty. Potem zawarto umowę o honorowym poddaniu twierdzy. Niemcy nie dotrzymali warunków kapitulacji.
17 września polskiemu ambasadorowi w Moskwie wręczono notę, stwierdzającą, że państwo polskie przestało istnieć, dlatego straciły ważność wszystkie układy pomiędzy Polską a ZSRR. Tego samego dnia wojska radzieckie wkroczyły na teren Rzeczypospolitej.
19 września najeźdźcy opanowali Wilno. Po dwóch dniach zaciekłych walk o Grodno oddziały polskie odeszły na północ, przebijając się przez wojska przeciwnika. Rosjanom chodziło o odcięcie Polakom drogi odwrotu do Rumunii. Naczelne Dowództwo i rząd przeniesiono na terytorium Rumunii. Pod naporem sowieckim, pękała linia obrony granicy przez oddziały KOP-u. Rosjanie zajęli bez walki Łuck, Równe, Sokal. Włodzimierz Wołyński. Poddała się im również załoga Lwowa.
10 września rozpoczęły się przygotowania do obrony Lwowa. Dwa dni później odparto pierwszy atak czołgów. Obrońcy stanowiący ponad 20 baonów nie tylko odpierali ataki, ale i robili wypady na tyły wroga. Sytuacja miasta stałą się beznadziejna po rozbiciu przez Niemców idącą na pomoc dywizję gen. Sosnkowskiego. 22.09 gen. Langner poddał miasto oddziałom Armii Czerwonej. Na Wybrzeżu powstały 2 ogniska walki: Gdynia i Hel. Obrońcy walczyli bardzo zaciekle. Do 12.09 linia obrony przebiegała przez przedpola Gdyni. Przewaga sił niemieckich sprawiła, że Polacy wycofali się na Kępę Oksywską, gdzie bronili się do 19.09. Rejonu Umocnionego Hel broniło ok. 300 tys. żołnierzy. Aż do 2 października Polakom udało się utrzymać mocno ufortyfikowany półwysep. GO "Polesie" powstała 11.09 w celu ochrony obszaru od Bugu do Prypeci. Po wkroczeniu Armii Czerwonej dowódca GO, gen. Kleeberg zamierzał pójść z odsieczą Warszawie. Po drodze grupa powiększyła się o rozbitków z innych oddziałów posuwała się na przód pokonując oddziały radzieckie. Po zajęciu stolicy Kleeberg skierował GO do Gór Świętokrzyskich w celu podjęcia tam partyzantki.
2 października pod Kockiem podjął bitwę z zagradzającymi dalszą drogę oddziałami niemieckimi, odrzucając je na północ i zachód. Toczono zacięte walki o Wolę Gumowską, Kock i Serokomolę.
4 października podczas walki o Wolę Gumowską Polacy zniszczyli niemiecką dywizję, ale następnego dnia z powodu braku amunicji gen. Kleeberg zadecydował o kapitulacji grupy.


Obrona Rejonu Umocnionego Hel

Wczesnym rankiem 1 września 1939 roku bombowce niemieckie zaatakowały lotniska w Pucku i Rumii. Na szczęście mgła zalegająca tego ranka na Pomorzu znacznie utrudniała działalność lotnictwa niemieckiego. Natychmiast po tym nalocie rozpoczęto ewakuację całego Dywizjonu Lotnictwa Morskiego na Hel, zgodnie z planami operacyjnymi, akcję tą zakończono wieczorem. Niestety, posiadany sprzęt i uzbrojenie pozwalał tylko na wykonywanie nielicznych lotów patrolowych. Okręty podwodne "Sęp", "Ryś" i "Żbik" zgodnie z planem "WOREK" udały się na pełne morze do wyznaczonych sektorów patrolowania, a "Orzeł" i "Wilk" do sektorów w Zatoce Gdańskiej. Niemieckie Luftwaffe rozpoczęło wielodniowe, naloty na pozycje półwyspu helskiego, które jednak miały znikome wyniki- jedynym znaczącym sukcesem było zniszczenie większości wodnosamolotów stojących na płytkich wodach Jastarni. Około godz. 14.00 nadleciały dwie eskadry bombowców, składające się z I 1 (pierwsza) i 13 (druga) "Junkersów" Ju87 B-I STUKA. Samoloty wystartowały ze Słupska i zrzuciły nad baterią serie bomb (1x250kg + 4x50 kg). Trwające około 24 minut bombardowanie nie spowodowało większych strat. Rany odniosło 4 marynarzy i 1 oficer.
Tego dnia bombardowano także port wojenny na Oksywiu. Polskie okręty otrzymały ok. godz. 16 rozkaz wykonania operacji "RURKA" - zaminowania wód Zatoki Gdańskiej. W czasie gdy okręty płynęły w stronę Helu, zostały zaatakowane przez 33 niemieckie bombowce nurkujące. Śmiertelnie rannego dowódcę stawiacza min "Gryf" komandora podporucznika S. Kwiatkowskiego zastąpił kapitan marynarki W. Łomidze, który wydał polecenie pozbycia się i wyrzucenia za burtę wszystkie (ok. 300 sztuk), nieuzbrojone miny znajdujące się na pokładzie. W nalocie został ciężko uszkodzony trałowiec "Mewa", który na holu doszedł do portu w Helu. Lekko uszkodzony "Gryf" także wszedł do Helu, jego nowym dowódcą mianowano komandora podporucznika S. Hryniewieckiego, kapitan marynarki W. Łomidze zszedł na ląd. Z uwagi na te wydarzenia Dowództwo Floty zrezygnowało z operacji "RURKA".
Komandor porucznik S. de Walden dowódca "Wichra" nie wiedział o rezygnacji z operacji 'RURKA" i krążył w tym czasie po morzu rezygnując ok. godziny 22 z ataku z doskonałej pozycji ogniowej na dwa niemieckie niszczyciele, aby nie zdekonspirować jednostek polskich, które jak sądził stawiały w tym czasie miny.
Dowódca Floty kontradmirał Unrug rozkazał "Gryfowi" i "Wichrowi" pozostanie w Helu, wygaszenie kotłów i wyokrętowanie broni podwodnej.


2 września 1939 roku. W tym dniu nastąpiły następne naloty. Pierwszy, ok. godz. 18.15, a od 20.20 kolejne, przeprowadzane co 15-20 minut. Odbyło się bez strat w ludziach i poważniejszych uszkodzeń.
Samoloty nieprzyjaciela zatopiły na Zatoce zmobilizowany statek "Gdynia" pod dowództwem porucznika marynarki rezerwy S. Koski (dyrektora Szkoły Morskiej w Gdyni) i jeden z przycumowanych do niego kutrów. Drugi ze statków - "Gdańsk" został ciężko trafiony a dwa dni później zatopiony przez własną załogę. Odnotowano sukcesy po polskiej stronie - strzały dział 40 mm zestrzeliły do morza niemiecki bombowiec nurkujący, a w nocnych nalotach obsługa nkm-u także zestrzeliła co najmniej jeden samolot. Zmasowane naloty nie przyniosły obrońcom większych strat ani w ludziach ani w sprzęcie z powodu słabego rozpoznania umocnień polskich, dobrego maskowania, zmasowanej obrony przeciwlotniczej i bezplanowego zrzucania bomb przez Niemców. Liczne pożary od zrzucanych bomb zapalających dały się stosunkowo szybko ugasić. "Sęp" około południa wykonał nieudany atak torpedowy na niemiecki niszczyciel, po czym ledwie uszedł zatopieniu w wielogodzinnych atakach, w których doznał wielu uszkodzeń. Również "Wilk" został wykryty, zaatakowany i uszkodzony. "Ryś" umykając z własnego sektora, gdzie napotkał 2 niszczyciele i ścigacz był cały dzień śledzony i atakowany, co ułatwiał wyciek paliwa z okrętu.

3 września 1939 roku. Szkody wyrządzone przez bomby naprawiono prawie natychmiast. Wystrzelono ok.20.000 naboi z broni małokalibrowej. Około godz. 6.55 zaczęto ostrzeliwanie Helu. Rozpoczęły 2 kontrtorpedowce typu "Leberecht Maass". Dowódca baterii odpowiedział ogniem, baterii cyplowej oraz dział ulokowanych na stojących w porcie "Gryfie" i "Wichrze", unieruchamiając celnym trafieniem jeden z okrętów. Druga jednostka wytworzyła zasłonę dymną nie podejmując walki. Trafione i uszkodzone zostały także "Gryf" i helski dok remontowy.
Z powodu fiaska operacji "RURKA" opracowano naprędce plan zastępczy i przekazano go na "Wilka", który pomyślnie postawił zagrodę minową w Zatoce Gdańskiej. "Orzeł" opuścił swój rejon patrolowania i bez powiadamiania dowództwa udał się na północ. Kilka następujących po sobie nalotów niemieckich podpaliło i zatopiło "Gryfa" oraz zatopiło "Wichra", który przewrócił się na burtę przy nabrzeżu, także stojący w porcie wojennym trałowiec "Mewa" został zatopiony. Zniszczono niemal wszystkie wodnosamoloty zakotwiczone u wybrzeża Helu. W porcie rybackim samoloty zatopiły kanonierkę "Generał Haller" i zdemolowały 2 armaty przeciwdesantowe 75 mm ustawione na końcu mola portu rybackiego. Nawodna flota polska praktycznie przestała istnieć.

4 września 1939 roku z wyżej opisanych powodów, a także z powodu wypowiedzenia 3 września 1939 roku wojny przez Anglię i Francję, niemieckie niszczyciele, dozorowce, część okrętów podwodnych i niektóre kutry torpedowe opuściły Bałtyk kierując się na Morze Północne. Uszkodzony "Ryś" wszedł do portu w Helu i położył się zamaskowany na dnie basenu portowego.

5 września 1939 roku. W czasie nalotu nad baterię jeden z samolotów został zestrzelony przez Nkm Hotchkiss.


7 września 1939 roku "Ryś" i "Żbik" otrzymały spóźnione rozkazy postawienia zapory minowej (postawiły je 7 i 9 września), a wszystkim okrętom podwodnym wyznaczono nowe sektory dozorowania dalej od Helu. Przed południem Westerplatte zakończyło swą samotną walkę.


8 września 1939 roku komandor Steyer zlecił ewakuację baterii 43 z Władysławowa w rejon Chałup. We Władysławowie zatopiono planowo w wejściu do portu 3 kutry i dwie barki wypełnione piaskiem, w przewidywaniu wejścia Niemców ale akcja ta nie dała przewidywanych rezultatów i port stał się dogodną bazą dla niemieckiej floty. Także usiłowanie zablokowania wodnej drogi do Pucka nie udało się.
Stały ostrzał półwyspu przez następne dni przez jednostki floty niemieckiej był dokuczliwy dla obrońców i powodował szybkie wyczerpywanie się zapasów amunicji artyleryjskiej.

9 września 1939 roku oddziały niemieckie zajęły Puck, zostało zaatakowane Swarzewo.W dniach 9-11 września by wesprzeć oddziały płk. Dąbka broniące Oksywia, bateria wystrzeliła ok. 60 pocisków w kierunku Kępy. Zaniechano dalszego ostrzału ze względu na brak obserwacji skuteczności prowadzonego ognia.

10 września 1939 roku Swarzewo padło i półwysep został odcięty od zaplecza lądowego. Rozpoczęto budowanie 1 km na wschód od Chałup zagrody minowej z niewykorzystanych głowic torpedowych, którą ukończono 20 września.

11 września 1939 roku walki o Władysławowo zakończone dużymi stratami, polskie jednostki wycofały się na pozycję pod Chałupami. Walki sił lądowych na półwyspie ustały na niemal 2 tygodnie, w tym okresie siły niemieckie bezustannie atakowały Kępę Oksywską. Schlezwig-Holstein przestawiono w porcie Gdańskim tak, że zaczął ostrzeliwać (bez powodzenia) teren baterii cyplowej.

12 września 1939 roku po raz pierwszy skierowano do akcji bojowej sprawne trałowce "Jaskółka", "Rybitwa" i "Czajka" (uzbrojone w działa 75 mm) kierując je jako wsparcie artyleryjskie dla pozycji na północnym stoku Kępy Oksywskiej. W nocy z 12 na 13 września tzw. "ptaszki" bezpiecznie postawiły zagrodę minową na południe od helskiego cypla. Około 12 września baterię 32 "grecką" zdjęto ze stanowiska i przesunięto w rejon Juraty od strony Zatoki. Jednocześnie podjęto decyzję przygotowania żelbetowych pozycji między Helem a Juratą i ustawienia na nich dział zdjętych z zatopionego "Wichra" (3 działa 120 mm), jako 34 baterii. Do kapitulacji zdążyła ona oddać tylko 2 strzały próbne

14 września 1939 roku silne ataki bombowców nurkujących na port w Jastarni zatopiły "Jaskółkę", i Czaplę" a pozostałe "ptaszki" uszkodziły.



18-19 września 1939 roku Schlezwig-Holstein prowadził ciężki ostrzał Helu, kierowany przez samoloty. Sam nie był ostrzeliwany ze względu na zbyt wielką odległość i niemożność korygowania ognia. Komandor Steyer podjął decyzję wysadzenia latarni morskiej w Helu, jako dogodnego celu pomocniczego dla artylerii wroga. Wysadzono ją o godz.13.30, po zaobserwowaniu odpalenia dział na Schlezwig-Holstein - dla zmylenia celowniczych pancernika.

19 września 1939 roku dobiegły końca krwawe i zażarte walki obrońców Babich Dołów na Oksywiu. Dowódca Oksywia pułkownik Dąbek bronił się ze swoim sztabem do końca, po wyczerpaniu możliwości prowadzenia dalszej walki popełnił samobójstwo.



21 września 1939 roku Schlezwig-Holstein i Schlesien prowadziły ostrzał rejonu baterii cyplowej.

25 września 1939 rok. Ten dzień dla obrońców okazał się, dniem ciężkiej walki. Obydwa niemieckie pancerniki opuściły gdański port i skierowały się w stronę Helu. Ok. godz. 10.00 rozpoczęła walka. Okręty dysponowały siłą 8 dział kal. 280 mm i 20 dział kal. I 50 mm - przeciw polskim 4 armatom 152,4 mm. Przewagę niemiecką zwiększała możliwość manewrowania, krycia się za zasłoną dymną i korekta celności strzałów dokonywana przez samolot obserwacyjny. W trwającej ok. l,5 godz. walce Niemcy wystrzelili: 130 pocisków kal. 280 mm i 123 kal. 150 mm ("Schleswig Holstein") oraz 23 pociski kal. 280 mm i 86 kal. 150 mm ("Schlesien"). Dzielnie broniąca swych pozycji artyleria polska wystrzeliła ponad 200 pocisków, i uzyskała co najmniej dwa bezpośrednie trafienia pancernika Schlesien. Źródła niemieckie wspominają o ich celności, nie podają jednak szczegółów dotyczących uzyskanych trafień. Straty tym razem były duże - 2 zabitych, 5 ciężko rannych, 5 lekko rannych , w tym dowódca baterii kapitan marynarki Przybyszewski(po opatrzeniu rany samowolnie wrócił ze szpitala i ponownie objął dowodzenie baterią), kilku ze stłuczeniami. Ucierpiał również sprzęt. Unieruchomione zostały działa nr 1 i 3. Na terenie baterii odnaleziono wśród sporej ilości lejów także 11 niewybuchów.2 z nich kal. 280 mm można dziś oglądać na pomniku ku czci Obrońców Helu między budynkiem WAM a dyżurką oficera inspekcyjnego Garnizonu.

27 września 1939 roku. Kolejny pojedynek polskich artylerzystów z niemieckimi pancernikami. Udało się trafić w pancerz piątego na prawej burcie działa kal. 110 mm pancernika "Schleswig Holstein". Odłamki raniły 6 ludzi.

30 września 1939 roku po silnych atakach artylerii i wojsk lądowych Niemcy zajęły Chałupy. Wycofujące się polskie oddziały wysadziły zaporę z głowic torpedowych, przerywając półwysep i wstrzymując dalsze ataki. Poddała się Warszawa, padł Modlin. W Helu obniżyło się bardzo morale części obrońców, zaczynały występować bunty, kłopoty z żywnością i amunicją - zwłaszcza przeciwlotniczą.




1 października 1939 roku na naradzie sztabowej w Helu zapadła decyzja o rozpoczęciu rokowań z Niemcami. Jeden z niemieckich trałowców tonie na minie postawionej w Zatoce niedaleko Jastarni. Wieczorem w hotelu w Sopocie podpisano układ o kapitulacji - wkroczenie Niemców ustalono na
2 października godz.10.00. Obrona Helu zakończyła się.
Całą noc niszczono, topiono i zakopywano sprzęt. Podjęto liczne próby ucieczki morzem - powiodła się ucieczka kutra pościgowego "Batory" na Gotlandię (obecnie stoi na lądzie, jako pomnik w porcie wojennym w Helu) i jednego z kutrów rybackich na Łotwę, wcześniej okręty "Orzeł" i "Wilk" pomyślnie dopłynęły do Anglii. Obrońcy strącili od 15 do 53 samolotów (różne źródła podają różne dane), zatopili jeden trałowiec, wielokrotnie uzyskali trafienia z dział w inne okręty niemieckie. Straty obrońców wyniosły ok. 100 zabitych i ok. 150 rannych. Do niewoli dostało się ok. 2000 polskich żołnierzy i oficerów.



Trzydziestu jeden spośród poległych obrońców Helu spoczywa w zbiorowej mogile na helskim cmentarzu, wielu z tych którzy przeżyli wróciło do czynnej służby w marynarce PRL.
Komandor Władysław Steyer po powrocie z niewoli do kraju, piastował wysokie stanowiska w Marynarce, w 1947 roku został mianowany jako kontradmirał dowódcą Marynarki Wojennej. W 1950 roku został usunięty ze swojego stanowiska i zmuszony do przeniesienia się daleko od morza, do Ostrołęki. Na Wybrzeże wrócił dopiero po rehabilitacji październikowej w 1956 roku, w roku 1957 zmarł.
Kapitan Mańkowski z baterii Laskowskiego został po wojnie pilotem portowym w Szczecinie, w 1950 roku usunięto go z pracy i zakazano mu jakiejkolwiek pracy w rejonie morza.
Komandor porucznik Zbigniew Przybyszewski został w 1950 roku zwolniony z wojska aresztowany i skazany w sfingownym procesie na karę śmierci przez Najwyższy Sąd Wojskowy. W tym samym procesie, w lipcu 1952, kary śmierci otrzymało za nonsensowne zarzuty polityczne jeszcze czterech innych komandorów. Nie pomogły odwołania do Bieruta i Zawadzkiego. Trzech ze skazanych: - komandor porucznik Zbigniew Przybyszewski, komandor Jerzy Staniewicz, komandor Stanisław Mieszkowski zostało zastrzelonych w więzieniu, inni skazani, jak np. komandor porucznik Robert Kasperski, czy komandor Marian Wojciaszek (obrońcy Helu z 1939 roku) doczekali października i symbolicznej rehabilitacji.
Zachowane na Helu umocnienia z czasów II Wojny Światowej, zarówno Polskie jak i Niemieckie wpisano w 1999 roku do rejestru zabytków militarnych.


Zagrody minowe

W obronie od strony morza poważną rolę miały odegrać okręty zdolne do stawiania min, przede wszystkim stawiacz min "Gryf", mogący zabrać na swój pokład i postawić około 600 min, a także 6 trałowców, z których każdy mógł postawić 20 min. Do stawiania min przystosowane były także okręty podwodne "Wilk", "Żbik" i "Ryś". W składach marynarki wojennej przechowywano 1060 min nadających się do stawiania z okrętów nawodnych, a okręty podwodne miały tylko 60 min. Zapasy te były niewielkie, jak na potrzeby wojenne, ale wystawienie choćby kilku zagród minowych prawdopodobnie w znacznym stopniu zwiększyłoby obronność wybrzeża. W rejonach zaminowanych okręty nieprzyjaciela narażone byłyby na straty i bez wytrałowania min nie mogłyby się swobodnie poruszać, a tym samym ostrzeliwać wybrzeży. Wychodząc z tych założeń, Dowództwo Morskiej Obrony Wybrzeża z kmdr. Stefanem Frankowskim na czele zamierzało już w czasie pokojowym postawić zagrody na wodach terytorialnych, stanowiących trzymilowy pas przyległy do wybrzeża. Opracowano także plany postawienia min na tzw. wodach przyległych, w pasie odległym od 3 do 6 mil morskich od brzegu, a po wybuchu wojny na wodach uczęszczanych przez nieprzyjaciela, poza sześciomilowym pasem wód terytorialnych i przyległych. Dla obrony wybrzeża szczególnie ważne było postawienie min na wodach terytorialnych i przyległych. Postawieniu min na tych wodach przed wybuchem wojny sprzeciwiało się jednak Ministerstwo Spraw zagranicznych, obawiając się, że Niemcy mogliby takie przedsięwzięcie obronne potraktować jako prowokację. Szef KMW przeprowadził na ten temat rozmowę z ministrem spraw zagranicznych Józefem Beckiem kilkanaście dni przed wybuchem wojny, ale stanowisko tego ostatniego nie uległo zmianie. Generalny inspektor Sił Zbrojnych marsz. Rydz-Śmigły w zasadzie wyraził zgodę na postawienie min w pasie wód terytorialnych przed wybuchem wojny, ale zastrzegł sobie decyzję odnośnie do terminu wykonania tego zadania. Dowództwo floty decyzję taką otrzymało zbyt późno, tuż przed wybuchem wojny, a tym samym zaprzepaszczona została jedna z szans wzmocnienia obronności wybrzeża. Postawionemu przed flotą przez generalnego inspektora Sił Zbrojnych zadaniu odpowiadał w pewnym stopniu plan postawienia ofensywno-obronnych zagród minowych pod Piławą, na wodach uczęszczanych przez jednostki niemieckie. Plan ten, oznaczony kryptonimem "Rurka", przewidywał, że "Gryf" i trałowce, osłaniane przez niszczyciel "Wicher", skrycie postawią miny tuż po wybuchu wojny. W wypadku pomyślnej realizacji planu flota niemiecka miałaby ograniczone możliwości ruchu na Zatoce Gdańskiej i korzystania z portu w Piławie, a tym samym miny stanowiłyby poważną przeszkodę w komunikacji morskiej między Rzeszą a Prusami Wschodnimi.

Przyczyny klęski września 1939 roku

Na klęskę polskiego Września 1939 roku złożyło się wiele przyczyn. Jedną z najważniejszych była słabość potencjału wojennego, złe wyposażenie
i zacofanie techniczne armii. U podstaw takiego stanu leżało z kolei rażące zacofanie ekonomiczne kraju, które nękało nas w zasadzie od momentu odzyskania niepodległości w 1918 roku.
We wrześniu 1939 r. do walki z doskonale wyposażoną, zmechanizowaną
i prawie dwukrotnie większą armią niemiecką stanęło słabe, nie do końca przygotowane wojsko polskie. Opóźnienie mobilizacji powszechnej na żądanie Francji i Anglii spowodowało, że zdołano zmobilizować tylko ok. 70% planowanych sił polskich. Reszta żołnierzy i dowódców nie zdążyła dotrzeć do swoich jednostek. Szybko też doszło do zerwania łączności,
co nękało nas później przez cały okres działań. Nasi agresorzy, posiadający silny atut w postaci wojsk pancernych, rozbudowanego lotnictwa, a także przewagi ogniowej na morzu, szybko posuwali się w głąb naszego państwa. Zdobywali twierdzę po twierdzy, łamali opór krwawo rozprawiając się nie tylko z wojskiem, lecz także z ludnością cywilną. Strategia, jaką podjęli była dla nas szczególnie niekorzystna, bowiem atakowani byliśmy z trzech stron jednocześnie.
Kolejna przyczyna, tym razem natury politycznej, leżała w polityce zagranicznej rządu sanacyjnego, powodującej faktyczne osamotnienie polityczne i wojskowe Polski. Polityka Józefa Becka nie cieszyła się zrozumieniem i poparciem mocarstw zachodnich. Anglia i Francja, które przed wybuchem wojny zadeklarowały pomoc zbrojną Polsce w wypadku agresji hitlerowskich Niemiec, już 12 września 1939 roku w Abeville podjęły decyzję o nieutworzeniu frontu na wschodzie. Nie miały więc zamiaru wywiązywać się z danych nam zobowiązań natury wojskowej.
Co więcej, odrzuciły również polskie postulaty o wsparcie naszych działań wojennych nalotami bombowymi na Rzeszę. Obawiały się bowiem, że mogłoby to spowodować podobnego typu reakcje ze strony Niemiec.
Inny powód klęski wrześniowej tkwi w postępowaniu naszego wschodniego sąsiada - Rosji. Bowiem agresja ZSRR na Polskę w dniu 17 września
1939 roku ostatecznie przesądziła o klęsce armii polskiej. Przeciw walczącym jeszcze 25 wielkim jednostkom polskim stanęły obok 75 niemieckich także 52 jednostki Armii Czerwonej. Nie sposób jest bronić się przed dwoma potężnymi militarnie wrogami w obliczu tak widocznej własnej słabości. Możemy powiedzieć, że plan wojenny naszego dowództwa był niedoskonały. Wiemy, że opracowany był tylko w zarysie, ponieważ do jego przygotowania przystąpiono dopiero w marcu 1939 roku. Jednak, gdyby nawet był przemyślany, nie zmieniłby faktycznych szans militarnego pokonania wroga.
Podsumowując, na klęskę Września 1939 roku złożył się szereg przyczyn natury gospodarczej, militarnej, politycznej i organizacyjnej.

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 21 minut