profil

"Społeczeństwo bez przeszłości to zbiegowisko" skomentuj słowa Stanisława Lema i rozważ, które elementy rodzimej historii i tradycji utrwalone w literaturze powinny kształtować poczucie narodowej tożsamości Polaków?

poleca 91% 102 głosów

Treść Grafika
Filmy
Komentarze
Eliza Orzeszkowa

Polska, ojczyzna, mój kraj, mój naród, moje strony, moi rodacy. Niby wiemy, co znaczą te słowa, lecz...Czy młodzi ludzie czują, co naprawdę znaczy patriotyzm!? Czy w czasach, gdy liczy się pieniądz, kariera, prestiż etc, czy w tych czasach ludzie wiedzą, co to miłość do ojczyzny? Czyż nie zapominają o wspólnej historii i tradycji biegnąc w codziennym wyścigu szczurów? Mówiąc
„ jestem Polakiem” mamy na myśli to, że pochodzimy z Polski – tego kraju, tam między wschodem a zachodem Europy. Tylko to, nic więcej...
A może my nie czujemy się już Polakami? Może czujemy się już Europejczykami?! „Przecież mamy Walentynki i Big Brother’a!”, a prezenty w święta przynosi nam świecący jak bombka Mikołaj – gwiazdor. Coraz mniej ludzi praktykuje uczęszczanie do kościoła, bo „na zachodzie nie chodzą a żyją!” ...
Szczęśliwie jest jeszcze literatura, która nie pozwala zapomnieć o bogatej historii Polski, jej tradycjach, zwyczajach. Literatura przypomina nam o czasach, gdy uczucie patriotyzmu było żywe w każdym Polaku, zaś bycie Polakiem i wszystko, co się z tym wiązało było najważniejszą wartością i powodem do dumy.

Od dawien dawna historia wymagała walki o Polskę, a z tym to różnie bywało...Nieraz szlachcic łapał za szabelkę i myślał: „jakoś to będzie”. Nierzadko też nie kwapił się do walki wcale. Wiemy o tym dobrze z „Pamiętników” Paska, który nieświadomie skazał siebie i cały naród sarmacki na pogardę. Opisując życie, codzienność ówczesnego sarmaty, ukazał jego ciemnotę, zacofanie, ograniczenie. Wtedy to nie w głowie była szlachcie walka o Polskę, liczył się zaś osobisty zysk, pełne winnice i pełny...żołądek. Któż miałby sarmacie rozkazać wstawać do walki, wszak „szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie”! Na nic im był bój o dobro Polski, wszak „nierządem Polska stoi”. Sarmata bowiem wierzył, że chaos i anarchia w Polsce stanowią swego rodzaju gwarancję jej bezpieczeństwa. Żadne przecież państwo nie będzie zainteresowane zawładnięciem niespokojnym krajem. I tylko nieliczni w owych czasach potrafili, mieli odwagę i chcieli wytknąć błędy sarmacie – pieniaczowi. Tego nie bał się Wacław Potocki, który w swych utworach krytykował szlachtę i podkreślał wypaczenia, do jakich doszło w Rzeczypospolitej. Nie zgadzał się on ze stanowiskiem szlachty, że „im gorzej, tym lepiej”, a zaznaczał, że Polska ginie nierządem, zmierza do upadku.

Istotą Polski jest jej cierpienie, począwszy od źle pojętej przez sarmatów demokracji szlacheckiej, przez utratę niepodległości i zabory, aż po II wojnę światową – „ciemny czas” i okres socjalizmu. Jej martyrologia jest obecna w świadomości każdego Polaka. Każde pokolenie urodzone na tej ziemi zostało doświadczone przez historię. Polska „Chrystusem narodów”? Mickiewiczowskie przeświadczenie o mesjanizmie Polski nadaje jej męce jakiś sens. „Dziady” – ten wybitny dramat Adama Mickiewicza, przedstawia bowiem Polskę jako umęczonego Chrystusa, a jej tragiczną historię jako Drogę Krzyżową. W mistycznym uniesieniu Bóg daje poznać księdzu Piotrowi, że śmierć i ofiara niewinnych Polaków stanie się ofiarą za grzechy całego świata. Widzenie księdza Piotra uosabia romantyczną koncepcję Polski jako narodu wybranego, nad którym swą opiekę roztacza Bóg. W wyniku męczeństwa owego narodu odrodzi się cała ludzkość.

W „Kordianie” Słowackiego Polska była zaś „Winkelriedem narodów”. Słowacki podobnie jak Mickiewicz zakładał, że Polska zginie męczeńsko, lecz różnica polegała na tym, że Polacy nie mieli czekać bezczynnie na śmierć, a ginąć bohatersko w walce. Takie pojmowanie przeznaczenia Polski kazało wprawdzie walczyć, lecz z góry skazywało również na klęskę: „Polska (...)/poświęci się, choć padnie jak dawniej! Jak nieraz!”. W konsekwencji walczący patrioci szukali okazji do bohaterskiej śmierci, nie myśleli zaś o tym, by walczyć, przeżyć i wygrać...Całe lata zniewolonej Polski dokładnie pokazuje obraz wybitnego polskiego malarza Jacka Malczewskiego pod tytułem „Melancholia”. Malarz ukazane wnętrze pracowni malarskiej czyni sceną, w której rozgrywa się dramat historii, losu i twórczości artystycznej. Przedmiotem syntezy Malczewskiego jest cały wiek niewoli. Czas ponawianych przez kilka pokoleń i chybionych walk o wolność, ujęty w parabolę życia ludzkiego: od dzieciństwa, przez dojrzałość ku śmierci. Tłumna akcja rozwija się od lewej strony - z obrazu ustawionego na sztaludze, zawęźla się w centrum, wycisza po prawej, pod uchylonym oknem pracowni, by stamtąd raz jeszcze w lunatycznym wirze zatoczyć się z powrotem. Tam na przeciwległym prawym krańcu kompozycji ukazano postać kobiecą w czarnych szatach. Wsparta jest ona o parapet na zewnątrz, stoi między świetlistym widnokręgiem ogrodu - symbolem upragnionego celu i wolności - a tłumem wirującym w stronę uchylonego okna pracowni i artystą pogrążonym w marzeniu przed rozpoczętym obrazem. Na obrazie obecne jest cierpienie, ale jest też i nadzieja...

A może los Polski na zawsze wpisany jest w mesjanizm? Czyż to nie w Polsce, w Oświęcimiu zabito człowieka? Ginęli Żydzi, ginęli Polacy, ginęli ludzie! Wraz ze śmiercią człowieka umierała miłość, przyjaźń, uczciwość i wszystko to, co czyni nas ludźmi. Wyrazem tego jest cała literatura okupacyjna, gdzie autorzy, najczęściej sami będący ofiarami, przywołują tysiące dowodów na to, że „człowiek człowiekowi jest wilkiem”. Totalny relatywizm pojęć w czasie wojny wymusił na Polakach uczenia się znaczeń na nowo. I tak uczyli się z pomocą poety, z pomocą Różewicza: „To jest stół (...) / Na stole leży chleb nóż /

nóż służy do krajania chleba / Chlebem karmią się ludzie” i uczyli się miłości na nowo: „Człowieka trzeba kochać (...) / co trzeba kochać (...) / człowieka”. Takie słowa po wojnie powtarzali Polacy, tworzyła się nowa Polska, budowała się Warszawa...Ale nasz kraj już nigdy nie będzie taki sam jak przed II wojną światową, bo pamięć o niej i o wszystkich nie dających się opisać okrucieństwach, pozostanie w Polakach na zawsze.
Treścią każdego narodu jest jego przeszłość, jego historia, ale i tradycja, która nadaje mu charakterystyczny dla każdego kraju smak i barwę. Paleta polskich zwyczajów, obrzędów, świąt jest szeroka. Tradycja czyni nas Polakami, buduje nasze korzenie, które utwierdzają nas mocno w polskiej ziemi. Pożyczamy od Zachodu coraz to nowe święta, obyczaje, gdy tymczasem to my możemy uczyć tego Europę. Można by zmienić nieco słowa Mikołaja Reja i rzec „ Polacy nie gęsi – swą tradycję mają”! Podróż do czasów, gdy polskość była w cenie można odbyć z pomocą Adama Mickiewicza i jego „Pana Tadeusza” i poczuć to, o czym mówił Maciek Dobrzyński: „Ilekroć z Prus powracam,/ chcąc zmyć się z niemczyzny,/ wpadam do Soplicowa/ jak w centrum polszczyzny./ Tu się człowiek nadysze,/ napije ojczyzny.” Soplicowo bowiem kipiało wręcz polskością - na wzgórzu, wśród brzóz, we wnętrzu białego dworku na ścianach wisiały obrazy polskich bohaterów: Kościuszki, Rejtana, Jasińskiego, Korsaka; zegar wygrywał „Mazurka Dąbrowskiego”. Młodzi szanowali starszych, starsi przypominali o historii i nie pozwalali ulec zapomnieniu dawnym, jakże pięknym zwyczajom. Celebrowano wspólne posiłki, polowania, grzybobranie etc.
Życie toczyło się innym rytmem, prymarną rolę odgrywała natura. Ludzie, podobnie jak Bohatyrowicze z „Nad Niemnem” Elizy Orzeszkowej, pracowali z radością, ze śpiewem na ustach. Pracowali wspólnie, całą wsią, razem świętowali i odpoczywali. Szanowali tradycję i pielęgnowali dawne obyczaje. Pamiętali zarówno o odległej przeszłości – grobie Jana i Cecylii, jak i o historii ostatnich lat, a pamięć ta umacniała ich związek z własną okolicą. W jakże innym tempie, niż w Soplicowie czy nad Niemnem, toczy się nasze życie dzisiaj! Chyba już tylko w chwilach lektury epopei narodowej, jak sądzę, można trochę zwolnić, złapać oddech, „napić się ojczyzny”.

Literatura przeprowadziła gorzki rozrachunek z mitami i stereotypami naszego narodu, które tworzyły często fałszywe poczucie tożsamości i świadomości narodowej Polaków. A cóż to w ogóle są owe mity narodowe? Według Georgesa Sorela są to wyidealizowane rezultaty pragnień i dążeń istniejące w określonej grupie społecznej i pełniące rolę programu, pobudzającego do działania. Stanisław Wyspiański ostro rozlicza się z mitami, które w taki czy inny sposób kształtują Polaków. W „Weselu” rozprawia się z mitem chłopa – kosyniera, który kazał postrzegać tę warstwę jako potencjalnych obrońców ojczyzny, gotowych zawsze stanąć do walki; rozprawia się także z mitem chłopa z rabacji Szeli – bezlitosnego i okrutnego mordercy, łatwo poddającego się manipulacjom, a przez to nieprzewidywalnego. Wyspiański nie burzy tych mitów całkowicie, pokazuje natomiast, że żaden z nich nie jest prawdziwy do końca, gdyż chłopstwo jak każda warstwa społeczna ma różne oblicza i uproszczeniem byłoby przypisywanie im jednego. Artysta zaznacza też, że mit o przywódczej roli inteligencji także nie jest prawdziwy. Jego fałszywość najdobitniej obrazuje postać Gospodarza zasypiającego w najważniejszym momencie. Ponadto wszyscy inteligenci zostali w utworze przedstawieni jako ludzie, którzy odizolowali się od problemów narodu (Poeta) lub też angażują się w niekorzystną dla niego działalność – jak Dziennikarz. Krytyczna ocena społeczeństwa polskiego w „Weselu” wpisana jest symbolicznie w obraz chocholego tańca. W rytm jednostajnej melodii, granej przez słomianą pałubę, podążają w koło uczestnicy wesela – zaczarowani, nie widzący niczego, poruszają się jak nakręcone lalki. W tej scenie Wyspiański ukazał marazm i niezdolność Polaków do czynu.

Nie tylko literatura kształtuje w nasze poczucie polskości, nie można zapominać o malarzach, którzy mają ogromny wkład w dziele „tworzenia księgi o Polsce”. To Jan Matejko, jeden z najwybitniejszych polskich malarzy przyczynił się do tego, że Skarga w naszej wyobraźni ma twarz bohatera z jego obrazu pod tym samym tytułem. A gdy czytamy „Wesele” przed oczyma staje nam zamyślona i pełna powagi twarz Stańczyka z jego obrazu, gdy jest o nim mowa w utworze. Wiersz współczesnego nam poety Jana Pietrzaka jest równie obrazowy jak płótna Jana Matejki: „Zrzucał uczeń portret cara, / Ksiądz Ściegienny wznosił modły, / Opatrywał wóz Drzymała, / Dumne wiersze pisał Norwid. / I kto szable mógł utrzymać, / Ten formował legion w wojsko: / Żeby Polska, żeby Polska, (...) / Żeby Polska była Polską!

Tożsamość narodowa Polaków – twoja, moja, nasza, by mogła istnieć i tworzyć się w każdym nowo narodzonym na tej ziemi człowieku, musi wyrastać z korzeni przeszłości. W swojej poezji Adam Asnyk zaznaczał mocno: „Nie depczcie przeszłości ołtarze / choć macie sami doskonalsze wznieść”, apelując równocześnie o szacunek i właściwą ocenę przeszłości. To właśnie dzięki kultywowaniu tradycji poprzednich pokoleń, dzięki obecnym jeszcze, mimo wszystko, obyczajom chcemy kochać Polskę, tęsknimy do niej będąc zagranicą. Czyż nie są nadal aktualne sceny przywołane w nostalgicznym wierszu Cypriana Kamila Norwida „Moja piosnka II”: „ Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba / Podnoszą z ziemi przez uszanowanie / Dla darów Nieba... (Tęskno mi, Panie). Bo to tylko w Polsce ludzie dzielą się opłatkiem na Wigilię, to właśnie tutaj polewają się wodą na Dyngus, to tu dzieci topią Marzannę, żegnając zimę i właśnie tu stawiają krzyże na rozdrożu. Właśnie teraz, u progu 1 maja 2004 roku zastanawiam się, czy zatracimy te wszystkie piękne zwyczaje. Boję się, że zagubimy się w tej europejskiej, „supernowoczesnej”, pachnącej i błyszczącej rzeczywistości. Boję się, że zapomnimy o Polsce i staniemy się Europejczykami. Obawiam się, że będziemy żyć tylko tu i teraz, zapominając całkowicie o przeszłości. Andrzej Wajda, wybitny polski reżyser, przytaczając w jednym z wywiadów słowa Stanisława Lema będące mottem tego wypracowania dodał: „A zbiegowisko ma to do siebie, że w każdej chwili może się rozbiec”. Oby tak nigdy się nie stało, oby „ Polska była Polską”!

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 10 minut