profil

"Wielkość człowieka polega na jego postanowieniu by być silniejszym niż warunki czasu i życia." Rozwiń tę myśl Alberta Camusa odwołując się do wybranych utworów literackich.

poleca 85% 439 głosów

Treść Grafika
Filmy
Komentarze
Henryk Sienkiewicz Juliusz Słowacki

Myśl tą można rozwijać na wiele sposobów, zarówno ją potwierdzając wieloma przykładami jak i jej przecząc. W przeciągu wielu wieków historia wraz z literaturą nauczyły nas, że bardzo wielu ludzi było silniejszych od warunków, jakie towarzyszyły ich życiu udowadniając tym wielkość ludzkości. Z drugiej strony istnieją przykłady pozwalające stwierdzić, że wielu, ale nie wszyscy. Na tym rozdrożu pojawia się także trzecia ścieżka: znamy bowiem historie ludzi, którzy byli silniejsi od warunków w swoich czasach, jednak wcale z tego powodu nie uważamy ich za ludzi wielkich, ponieważ wielkość ta była by co najmniej wątpliwa.

Zacznijmy jednak od samego początku. Już kilka tysięcy lat temu powstało dzieło noszące tytuł „Odyseja”. Napisane przez Homera opowiada o człowieku, imieniem Odys, który pokonując wszelkie przeciwności losu zmierza po wygranej wojnie do rodzinnej Itaki, do swojej żony. W czasie drogi powrotnej wielokrotnie naraża się na niebezpieczeństwa oraz pokusy, jednak ze wszystkich swych przygód „wychodzi obronną ręką”. Postawa Odysa ukazuje nam, że człowiek przy odrobinie sprytu oraz umiejętności potrafi być ponad wszystkim tym, co mu się zdarza w życiu,

Także w wypadku historii Hioba opisanej w Biblii możemy mówić o człowieku, który pokonał warunki swojego życia. Gdy Bóg postanowił wypróbować jego wiarę i zabrał Hiobiwi prawie wszystko, co mógł, ten w pewnych chwilach się chciał poddać, jednak jego wiara była bardzo silna. Pomimo śmierci rodziny, utraty majątku oraz nieuleczalnej choroby, która zaczęła trawić jego ciało, Hiob pozostał wierny Bogu. Dzięki temu, iż swoja wiarą przezwyciężył wszystkie dotykające go klęski i nieszczęścia, został wynagrodzony poprzez uzdrowienie z choroby oraz w pewnym sensie powrót do stanu z przed rozpoczęcia owej próby.

Innym przykładem osoby będącej silniejszej od swoich czasów i warunków życia jest bohater trzeciej części mickiewiczowskich „Dziadów”, Gustaw – Konrad. Znajdując się w rosyjskim więzieniu, toczy on ciężką walkę wewnętrzną. Walka dotyczy spraw religijnych, w Gustawie ścierają się wyraźnie siły dobra i zła. Wspomagany w swojej walce przez księdza nie daje się jednak opanować siłom ciemności, które w swoich gorączkowych monologach porównuje do cara. Mimo wszystko Gustaw w czasie tej walki przestaje istnieć, jego miejsce zajmuje inna osobowość: Konrad, który jest zdecydowany na walkę. Po tej metamorfozie bohater ów jest znacznie silniejszy psychicznie i zdecydowany, o czym świadczy sam fakt zwycięskiej walki z Szatanem.

Woli walki nie można także odmówić bohaterowi „Reduty Ordona”, który widząc zbliżającą się klęskę podległej sobie placówki postanawia nie poddawać się wrogowi, a także nie oddać mu ani grama z cennych na wojnie zapasów prochu, w związku z czym wysadza cały zapas w powietrze ginąc przy tym.

Wiele przykładów wielkości ludzi odnaleźć możemy także w utworach Henryka Sienkiewicza. Powieść „Potop” ukazuje nam walkę polskiego rycerstwa z najeźdźcą z północy, chociaż na początku większość szlachty nie jest jakąkolwiek walką zainteresowana. Jednak jest pewna garstka wiernych królowi, chociaż na początku może zagubionych jak Andrzej Kmicic. Są oni gotowi poświęcić wszystko, co tylko mają aby wyprzeć Szwedów z terenów swojej ojczyzny.

„Quo Vadis” także przedstawia ludzi, którzy są ponad warunkami swego życia. Jednak w tym wypadku poza konkretnymi jednostkami warto zwrócić uwagę na całą grupę społeczną, na chrześcijan. Są to ludzie, którzy pozornie niczym się nie wyróżniają. Pracują i żyją jak wszyscy inni Rzymianie, jednak jest w nich coś, czym zasługują sobie na ową wielkość. Jest to wiara. Wiara pomaga im przetrwać okres prześladowań po spaleniu Rzymu, pomaga im umrzeć godnie na arenie Koloseum, pomaga im w codziennym życiu. Właśnie wiara jest tą siłą, która stawia ich ponad warunkami życia i czasu.

Także Stefan Żeromski ma tutaj swój niemały wkład. „Przedwiośnie” ukazuje nam jednostki wybijające się ponad społeczeństwo, ale w tym wypadku jest to bunt, niezgoda na panujący porządek rzeczy, która towarzyszy bohaterowi przez cały okres, w którym pozwolono nam śledzić jego życie.

Należy także zwrócić uwagę na kreację głównego bohatera „Ludzi bezdomnych”. Dr Judym, nie został przedstawiony jako zwykły lekarz. Dla niego medycyna nie jest rzemiosłem, sposobem „ustawienia się” w życiu i zarabiania pieniędzy. Judym swój zawód traktuje jako pewną misję, ratowanie ludzi, w wypełnianiu której nic nie powinno mu przeszkadzać. Jednak w tym celu musi „odsunąć na bok” także miłość, a nie jest to łatwe. Bohater jednak jest na tyle silny, aby i to przezwyciężyć, chociaż w epilogu pojawia się symboliczne rozłamane drzewo, co może oznaczać, że decyzja nie jest ostateczna. Pozostaje więc mieć nadzieję, że dr Judym wytrwa w swej misji do końca, co byłoby z pewnością z pożytkiem dla społeczeństwa, dla którego rezygnuje ze swojego prywatnego życia.

Podobne wrażenie możemy odczuć czytając „Dżumę” napisaną przez autora myśli, którą właśnie rozważamy. Stworzony w wyobraźni Alberta Camusa bohater, doktor Bernard Rieux, także jest wzorem lekarza, jest także odważny. Mimo, że jest jednym z wielu lekarzy w mieście, jako jeden z bardzo nielicznych nazywa po imieniu to, co zaczyna opanowywać miasto: czarną śmierć. Ale jego historia nie kończy się na fakcie rozpoznania choroby, bierze on także bardzo czynny i ofiarny udział w procesie leczenia mieszkańców zarażonego i odciętego od reszty świata miasta pracując ponad siły zwykłego człowieka, prawie nie śpiąc, a jednak cierpliwie znosząc narzuconą mu w pewnym sensie sytuację. Doktor Rieux nie poddał się jednak w walce i mimo wielkich strat odniósł wraz z współtowarzyszami walki, takimi jak ojciec Paneloux, Tarrou czy Grand, sukces.

Na uwagę zasługuje również „Wieża” Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. W utworze tym zarówno trędowaty Leborsso jak i odwiedzający go oficer w pewien sposób są szczególni. Lebrosso jest człowiekiem cierpiącym na nieuleczalną, zakaźną oraz bardzo szpecącą chorobę, chce więc zaoszczędzić swojego widoku nawet siostrze. Z konieczności unika ludzi, a za razem częściowo sam na siebie pracuje hodując warzywa w ogródku oraz daje radość dzieciom hodując w ogrodzie kwiaty, które one zrywały. Całkowicie godzi się więc z losem, który go spotkał, ale mu się nie poddaje. Jego gość zaś przełamuje zasadę „nie zbliżać się do chorego”. Doskonale wie, ile ryzykuje, ale także zdaje sobie sprawę z tego, ile prostu uścisk dłoni może dać komuś, kto nie ma w ogóle szans na żadne kontakty z innymi ludźmi.

Wszyscy ci ludzie, których przedstawiłem powyżej byli w jakiś sposób silniejsi od wydarzeń, które się wokół nich rozgrywały, od opinii innych, od czasu, w którym żyli czy też od zwykłego zwątpienia i poddania się. Jednak nie wszyscy byli tacy. Istniało wiele postaci, które choć próbowały, nie były w stanie przeciwstawić się temu, co je spotykało. Tak na przykład Kordian, bohater utworu Juliusza Słowackiego również pod tytułem „Kordian”, doskonale dostrzegał to, co się wokoło niego dzieje: zepsucie, pogoń za pieniądzem, egoizm władców. Postanawia być ponad to i w trakcie spisku w podziemiach katedry stanowczo opowiada się za zgładzeniem cara. Jest wśród spiskowców jedynym kategorycznie żądającym głowy cara, jednak gdy pewien czas później ma okazję usunąć znienawidzonego władcę, okazuje się za słaby do osiągnięcia celu, który sobie postawił. Decydując się na mord na carze postępuje wbrew zasadom i tradycji kraju, w którym żaden władca nie zginął śmiercią tragiczną. Ale jego wielka idea napotyka na pewną „blokadę” psychiczną i Kordian nie jest w stanie cara zamordować. Pomijając jednak nawet ten fakt, nie ma on żadnego pomysłu na to, co zrobić z krajem po usunięciu cara. Jego pomysł kończy się na samym morderstwie, widać więc, że Kordian nie przezwyciężył niczego, dodatkowo padł ofiarą zwykłej ludzkiej zawiści...

Podobnie ma się sytuacja w „Szewcach” Stanisława Ignacego Witkiewicza. W utworze tym odbywa się kilka rewolucji, jedna po drugiej. Jednak jeśli się temu dokładnie przyjrzeć, to dochodzimy do wniosku, iż bohaterowie nic w ten sposób nie zyskują. Doprowadzenie do przewrotu jest czynem wymagającym wiele odwagi, buntu i przeciwstawienia się obecnemu systemowi, jednak samo w sobie nic nie daje, jeśli osoba dowodząca rewolucją nie ma pomysłu na to, co dalej, a tak się właśnie dzieje w pierwszych dwóch przedstawionych rewolucjach.
Także tuan Jim, bohater powieści Josepha Conrada „Lord Jim”, w pewien sposób zawodzi czytelnika. Czując się winnym po ewakuacji z uszkodzonego statku błąka się po wielu portach trudniąc się różnymi zajęciami, aż w końcu trafia na małą wysepkę jako agent handlowy. Dokonuje on tam wśród lokalnej ludności niemal cudów doprowadzając do spokoju wśród plemion oraz likwidując stałe zagrożenie w postaci najeźdźcy z gór i jego szajki. Pod jego nadzorem agencja handlowa zaczyna także przynosić zyski, a ludzie go cenią. Nawet, gdy pojawia się nowe zagrożenie, tym razem przybyłe od morza, dzielnie stawia mu czoła. Jednak, gdy wskutek zdrady pojawia się wiele ofiar, w Jimie gaśnie ogień dowódcy. Poddaje się poczuciu winy bez żadnej walki, nie próbuje także przekonać ojca jednego z zabitych, że nic nie mógł w tej sytuacji poradzić, ale od razu oddaje się w jego ręce na pewną śmierć. Nie chce z tym uczuciem walczyć, aby nadal zajmować się swoją działalnością na wyspie, która wszystkim przynosi jakiś pożytek. Po prostu rezygnuje z dobra swojego, ale także z dobra innych...

Innym przykładem bohatera, który po prostu się poddaje jest główna postać z „Procesu” Franza Kafki. Człowiek ten, który nie ma prawa wiedzieć o co jest oskarżony i który jest sądzony przez ludzi, którzy nie są sobie w stanie wyrobić u innych autorytetu nawet poprzez swoje zachowanie, w pierwszej chwili się stawia, ale potem bez oporu daje się wciągnąć do maszyny absurdalnego sądownictwa, zgadzając się zarazem na narzucone reguły tej „gry”. Przyjęcie takiej postawy z góry skazuje go na niepowodzenie, jednak on sam nie czyni większych prób uwolnienia się z tej pułapki jak tylko te, na które pozwalają mu reguły zakładające, że sądzony ma przegrać proces...

Jeszcze inaczej ma się rzecz w czasie wojny lub w miejscach, gdzie coś tak oczywistego jak wolność czy prawo do życia jest tylko miłym wspomnieniem z przeszłości. Wtedy nadal można stwierdzić, czy ktoś był silniejszy od warunków czasu i życia w owym momencie i miejscu, ale czy to czyni go wielkim to temat do odrębnej rozprawy, ponieważ na wszystko patrzy się wtedy z innego punktu.

Takie wrażenie można odnieść czytając „Inny świat” Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Opisana tam rzeczywistość obozowa jest całkowicie różna od tej, do której jesteśmy przyzwyczajeni. Każdy dzień zwykłego więźnia jest walką o przetrwanie i już sam fakt, że się ten dzień przeżyło jest wielkim osiągnięciem. Jednak nie wszyscy więźniowie cel ten osiągali nie szkodząc swoim współtowarzyszom niedoli. Niektórzy z nich żyli tylko dzięki kooperacji z władzami obozu lub jakąś inną wyższą instancją, która mogła zapewnić znośne warunki w zamian za „wystawianie” innych więźniów. Ale jak pisał sam autor, nie do nas należy osądzanie tego, ponieważ my nie przeszliśmy przez taki obóz i nie jesteśmy świadomi pełni tego, co tam się działo. Można jednak zauważyć pewne ludzkie odruchy, które w tych nieludzkich warunkach zasługują na uznanie: dzielenie się skromnymi racjami jedzenia, próby pomocy, czy zaoferowanie przez głównego bohatera zamiany przy wyjeździe do najcięższego obozu. Podobnie rzecz się ma w serii opowiadań „Pożegnanie z Marią” Tadeusza Borowskiego. W tym jednak wypadku mowa o niemieckim obozie koncentracyjnym, jednak reguły życia i prawa rządzące obozem są dość podobne.

Także w „Pamiętniku z powstania warszawskiego” Mirona Białoszewskiego możemy odnaleźć wiele przykładów potwierdzających słowa Alberta Camusa, choć znajdziemy także przypadki im przeczące. Ludźmi, którzy postanowili nie poddawać się sytuacji byli tu powstańcy. Nie zgadzali się oni na okupację niemiecką i zbrojnie przeciwko niej wystąpili ryzykując życie. Jednak z drugiej strony działali ludzie, którzy także musieli przeciwdziałać akcji powstańców, ale mieli większe możliwości. W tym wypadku także ciężko ocenić, kto powinien zostać ujęty w ramy słów pana Camusa, a kto powinien być uznany za ich zaprzeczenie...

Podobne sytuacje w czasie wojny są nie do rozstrzygnięcia, ponieważ trudno ustalić, która strona ma racje. Cytując jedno z praw Murphy’ego „Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia” chyba wyraziście mogę wytłumaczyć dlaczego. Zdarzają się także historie takie jak na przykład Erwina Rommla, jednego z najlepszych dowódców wojskowych II wojny światowej, który dowodząc formacją zwaną Afrika Corps wygrywał w starciach, które powinien był przegrać z uwagi na przewagę Aliantów. Jednak poddał tą formację Aliantom wbrew poleceniom z góry, gdy widział, że dalszy opór doprowadzi tylko do bezsensownych ofiar w ludziach, bo możliwości dalszej walki już nie było. Był to wzorowy dowódca, dbał o swoich ludzi i przestrzegał wszelkich zasad sztuki wojennej z dobrym traktowaniem jeńców wojennych oraz cywilów włącznie.
Jednak Jurgena Stroopa, bohatera „Rozmów z katem” Kazimierza Moczarskiego oceniać już będziemy całkowicie inaczej, bo jako człowieka, który z zimną krwią zdobywał getto warszawskie i tysiące mieszkających tam ludzi wysyłał do obozów w Treblince nie czując przy tym żadnej winy. Jest to postawa całkowicie przeciwna do Rommla. W tym wypadku myśl Camusa zostanie raczej zaprzeczona, ponieważ z pewnością człowiek ten był silniejszy od czasu i warunków w jakich żył i działał, ale czy jego dzieła czynią go wielkim?

Jak więc widać, słowa Alberta Camusa potwierdzają się. Mimo wyjątków, takich jak ten powyżej, myśl ta znajduje poparcie zarówno w przypadkach, gdy mówimy o ludziach silniejszych od warunków, z jakimi przyszło im się zmierzyć, jak i tych, którzy z braku siły, odwagi lub chęci musieli się poddać swemu losowi.

Załączniki:
Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 13 minuty