profil

Jak wygląda świat w prozie B. Schulza?

poleca 84% 1059 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

Świat w prozie Schulza rządzi się prawami psychologicznymi, a nie fizycznymi. Płynny, niestabilny, często zmienia swoje oblicze, jest surrealistyczny. W „Sierpniu” narrator został wystawiony na „pastwę białych od żaru i oszałamiających dni letnich”, które kontrastowały z ciemnymi pokojami mieszkania, bowiem Adela zasuwała płócienne story na okna. Upał sprawiał, że rynek miasteczka był pusty i „wymieciony z kurzu gorącymi wiatrami jak biblijna pustynia”, a podmiejskie domki tonęły „w kwietnieniu małych ogródków” zapomniane przez „wielki dzień”. Przyroda została upersonifikowana, a w środku jej dzikiego królestwa spoczywała szalona Tłuja, która kojarzyła się narratorowi z pogańską, prymitywną boginią. Rodzina, ku której zmierzał, także emanowała biologiczną erotyką, nieokiełznaną rozrodczością, a nawet dewiacją. Świat interpretował wydarzenia i osobny jawiąc się takim, jaki był stan emocjonalny narratora, odpowiadał jego uczuciom, pragnieniom i kompleksom. Nie był więc tak naprawdę rodzinnym Drohobyczem Schulza, podobnie jak ządnym innym, a stanowił jego surrealistyczną interpretację, która rekonstruowała bardziej uczucia i emocje pisarza niż realne wyglądy. Ciemne, rozległe mieszkanie, sklep z materiałami, małomiasteczkowy tłum w okresie przedświątecznym, rozpalony w sierpniu rynek, małe domki okolone ogródkami i nowe, szare dzielnice, jak np. ulica Krokodyli, to realia, które w poetyckim ujęciu języka zostały przetworzone, stanowiąc zaledwie kanwę (tło).

Z realistycznej dosłowności w utworach Schulza wyłoniło się mityczne miasteczko przełomu wieków, gdzie w miejsce starego, solidnego kupiectwa, reprezentowanego przez ojca, szeroką falą wkroczyła tandeta, blichtr, bylejakość i występek. W tym „nowym” świecie Jakub nie mógł się znaleźć, ulice mu się plątały, domy „dostawały wypieków”, mieszkania tworzyły jakieś labirynty, „miasto zakwitło gorączką” i wszystko było już inne.

Znikanie przedmiotów bądź ludzi było w tym świecie czymś zupełnie normalnym, podobnie jak ich metamorfoza. W „Nawiedzeniu” ojciec raz był nawiedzonym rachmistrzem, aby po chwili stać się nałogowym palaczem opium, człowiekiem bezustannie chorym, cierpiącym na depresję i urojenia. Prowadził wew. monologi, które przeistaczały go w mędrca podobnego do proroków ze Starego Testamentu, po czym znikał, wiądł w oczach „jak orzech, który zsycha się wewnątrz łupiny”. Później znów był ruchliwy i radosny, wspinał się na szafę, chował w zakamarkach domu na długie godziny lub wdrapywał się na karnisz, upodabniając się do wypchanego sępa zawieszonego na ścianie. Trzepotał wtedy rękami i piał jak kogut.

W cyklu traktatów o manekinach Polda i Paulina przypominały zaś mechanicznie nakręcone lalki, które tkwiły w bezruchu, aby od czasu do czasu ocknąć się i wykonać jakieś automatyczne ruchy

Z kolei w „Sklepach cynamonowych” narrator rozmawiał z koniem, który przemienił się, stał się „bardzo mały, jak konik z drewna”, a w „Nocy wielkiego sezonu” przestrzeń sklepu „rozszerzyła się w panoramę jesiennego krajobrazu, pełną jezior i dali”.

Tylko dzieci w miasteczku pozostały żywotnie niestrudzone i niezmiennie ludzkie: ich hałaśliwym i dynamicznym zabawom nie przeszkadzał ani upał („Sierpień”), ani puste ulice okresu przedświątecznego („Noc wielkiego sezonu”).

Depersonalizujące (pozbawiające cech ludzkich) ujęcia postaci ludzkich jawnie kontrastują z techniką opisu przyrody ożywionej i nieożywionej opartej na animizacji i personifikacji oraz dynamicznych porównaniach. Wszędzie też obecna jest tendencja do sensualistycznego opisu kreowanej rzeczywistości. W „Sierpniu” ogród rozwijał się chaotycznie i dziko, zarastał domy, krzyczał zapachami i huczał kolorami. W „Manekinach” sprzęty domowe, jak np. lampy, w ziemie więdły i wisiały „osowiałe i zgryźliwe”, a latem świergotliwie pączkowały, rozbijając powietrze fletem.

W świecie „Sklepów...” nie istnieją granice między przeszłością, teraźniejszością a przyszłością, a przestrzeń jest wypaczona i fantastyczna i wraz z czasem ulega rozmaitym deformacjom i przekształceniom. Dlatego czas i przestrzeń stanowią całościowy, nierozdzielny wymiar świata.

Miasteczko zmienia swój układ architektoniczny, ulice i budynki przemieszczają się w zależności od pory dnia czy roku, od nastroju narratora i innych postaci, przekształcają się w labirynt, tworząc zawiłą przestrzeń, w której łatwo można się zgubić. W jej wymiarach wydarzenia zwykłe i normalne, jak np. zabawy dzieci na rynku („Sierpień”) lub samotny, wieczorny powrót narratora do domu („Sklepy cynamonowe”) urastają do rangi działań fantastycznych, nasyconych poezją i tajemniczością.

Schulz nadał więc przestrzeni znaczenie symboliczne – jej układ i wielkość zależą głównie od punktu widzenia narratora, w jego magicznym wyobrażeniu czasu dzieciństwa.

Poetycki i fantastyczny wymiar ma również czas, który bywa albo „trzynastym miesiącem” lub „czasem zdziczałym”, albo też wydarzenia dzieją się o bliżej nieokreslonej porze dnia, w jakichś „niekompletowych godzinach”, bowiem pogranicze dnia i nocy może być zarówno świtem, jak i zmierzchem. Nie jest on absolutnie liniowy; biegnie raczej po jakichś tunelach labiryntu, bowiem zdarzenia często dzielą się tu w swoistych „bocznych korytarzach czasu” bądź jego „bocznych zakamarkach”. Dlatego czas porównany zostaje narratora do apokryfu lub „białych niezadrukowanych kartek”. Lato i zima obarczone zostały funkcjami symbolicznymi, podobnie jak dzień i noc.

Załączniki:
Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 4 minuty