profil

Poeta - zwiastun nadziei, uzdrowiciel zbłąkanych dusz, myśliciel lub zwykły człowiek.

poleca 85% 183 głosów

Treść Grafika
Filmy
Komentarze
Juliusz Słowacki

Poeta od zawsze pełni ważną rolę w kształtowaniu światowego dziedzictwa kultury. Obdarowany jest specjalnym statusem, którego fundamenty przez wieki pozostają niewzruszone. Każda epoka literacka nadaje mu jednak inny koloryt i wpływa na zróżnicowanie funkcji, jakie ma do spełnienia.
W starożytności słowo „poeta” nie odnosi się jedynie do tego, który pisze wiersze. Ma wymiar zdecydowanie szerszy – „oznacza wytwórcę rzeczy materialnych i twórcę poezji”. Platon powiedziałby o stolarzu „poeta łóżka”, a Ksenofont nazwałby stratega „poetą forteli wojennych”. Dla Greków twórca poezji to „człowiek oddany muzom”, czynnik integrujący muzykę i słowa oraz inne dziedziny sztuki. Jest jednostką nieprzeciętną, budzącą respekt i uznanie odbiorców. Zdania tego nie podziela jednak Platon, który widzi poetę jako „tłumacza bogów”, powielającego istniejące schematy i nie odznaczającego się oryginalnością – „jest twórcą widziadeł, daje pozór rzeczywistości, a nie rzeczywistość”. Platon nie uwzględnia poetów w swej „Rzeczpospolitej” nadając miano „złotych” jedynie filozofom.
W średniowieczu anonimowy poeta pełni rolę barda i trubadura (Arno Daniel). W renesansie staje się wszechstronnym humanistą, w dobie baroku zaś, częstym bywalcem magnackich dworów, jak choćby Jan Andrzej Morsztyn. Nadejście oświecenia oznacza obarczenie twórców obowiązkiem natury dydaktycznej, zaś w Polsce, szczególnie aktywną działalnością reformatorską.
Największą gloryfikację poety na przestrzeni dziejów, odnajdujemy w romantyzmie. Jest to osoba wyjątkowa, często skupiająca w sobie boleści narodu („nazywam się Milion, bo za miliony kocham i cierpię katusze”), obdarzona niezwykłą wrażliwością i ponadnaturalnymi zdolnościami. Poeta, jak pisze Słowacki w „Lambro”, powinien swoją poezją podtrzymywać nadzieję na „zmartwychwstanie” ojczyzny i przechowywać odwiecznie fundamentalne wartości jak „Egipcjanin w liście z aloesu obwija zwiędłe umarłego serce”. U Puszkina poeta jest wybrańcem Boga, jednostką obdarzoną niezwykle wyczulonymi zmysłami, „najwyższym z czujących na ziemskim padole”. Serce zastępuje mu Stwórca rozpalonym węglem i nakazuje: „na obszarach ziem i mórz, przepalaj słowem serca ludzi!” „Poeci są jasnowidzami!” zauważył Tenessee Williams. Zdanie to podzieliłby z pewnością Friedrich Novalis, wybitny niemiecki przedstawiciel wczesnego romantyzmu, który twierdzi, iż poeta „ma dar wieszczenia i przewidywania przyszłości swojego narodu. Jest zarówno bogiem jak i profetą”.
Utylitaryzm i racjonalizm, charakterystyczny dla doby pozytywizmu, zepchnęły poezję na drugi plan. Idea pracy organicznej czy emancypacja kobiet realizowane były przede wszystkim za pośrednictwem prozy, jak choćby „Utylitaryzm w literaturze” Piotra Chmielowskiego. Modernizm to czas ponownego powrotu do poezji, lecz już nie jako czynnika wpływającego na proces moralnego zbawienia świata. Artystę interesują raczej zakamarki własnej duszy, przeżywa emocje i nastroje. Zdecydowanie największe sukcesy święciła poezja w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku. Awangarda Krakowska, Skamander (Lechoń, Tuwim, Wierzyński, Iwaszkiewicz) i tak zwana druga awangarda, miały wielki wpływ na ukształtowanie się powojennej poezji polskiej. Warto tu wspomnieć o wierszu Leopolda Staffa „Przedśpiew”. Poeta poznał już wszystko, co charakterystyczne dla życia – żył i z rzeczy ludzkich nic nie jest mu obce – a jednak śpiewać będzie pochwałę życia. Postawa stoicka bierze w nim górę nad emocjami i nakazuje pogodzenie się z otaczającą go rzeczywistością – „pogodny mądrym smutkiem i wprawny w cierpieniu”.
W czasie wojny poeta spełniać miał nader ważną funkcję – miał być żołnierzem i partyzantem, buntownikiem i moralnym drogowskazem. Postawa ta znalazła odbicie w biografii i twórczości Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, Tadeusza Różewicza czy Zbigniewa Herberta, którzy tak jak wiele milionów w XX stuleciu doznawali upodlenia i terroru. Stało się to jednym z podstawowych tematów ich poezji – „bronią jednostkę przed determinizmem historii”.
Należy się teraz zastanowić, kim jest poeta współczesny, jakie stoją przed nim wyzwania i czy jest w stanie im podołać. „Dzisiejszy poeta jest sceptyczny i podejrzliwy nawet – a może przede wszystkim – w stosunku do samego siebie”. Zdanie to wypowiedziała Wisława Szymborska podczas wykładu w Sztokholmie, gdy odbierała literacką Nagrodę Nobla. Jest to z pewnością nawiązanie do sentencji Henryka Ibsena – „być poetą, znaczy być swoim własnym sędzią”. Próba poddania autokrytyce swej własnej twórczości zdecydowanie nie jest łatwa, jednak podejmuje ją wielu współczesnych poetów. W wierszu „Moja poezja” Tadeusza Różewicza podmiot liryczny dokonuje deprecjacji mitu o pozycji poety, jako super-ego. Nie uważa się za trybuna, przemawiającego na piedestale do odbiorców swojej sztuki. Jego twórczość odarta jest z poetyczności w tradycyjnym rozumieniu tego słowa. Charakteryzuje się zwięzłością, prostotą, pozbawiona jest podtekstów i patosu. Po prostu adresowana do wszystkich. Samoosądu, tyle że w innym wymiarze dokonuje też Wisława Szymborska w wierszu „Rehabilitacja”. Przyznaje się do niewłaściwego wyboru dawnej ścieżki moralnej, dokonuje bolesnego wyznania: „wierzyłam, że zdradzili, że nie warci imion”. Teraz w obliczu prawdy (powstanie na Węgrzech, poznański Czerwiec) podmiot liryczny nie boi się oskarżyć komunistycznych oprawców („a to byli Joriku fałszywi świadkowie”) i tym razem poprawnie określa się etycznie.
W czasach zatracenia podstawowych wartości, pierwszorzędnym zadaniem poety powinno być ich przywrócenie. Może się ono dokonać jedynie dzięki nieugiętej postawie moralnej, której świadectwo wielokrotnie odnaleźć można w biografii Zbigniewa Herberta. Ów „poeta kultury” nie dał się podporządkować systemowi totalitarnemu, pomimo represji i zakazu publikacji, którym był poddany. Zdecydowanie nie zalicza się on do tych twórców, których opisuje Andrzej Bursa w wierszu „Ja chciałbym być poetą”. Herbert daje temu wyraz w utworze „Co myśli Pan Cogito o piekle”, gdzie ostro krytykuje artystów będących „na usługach jakiejś władzy, którzy poprzez swoje pseudoutwory propagują kłamliwą ideologię. Oszukują innych manipulując ich umysłami i uczuciami. Mimo wzorowej postawy moralnej i autorytetu, jakim dla wielu jest Zbigniew Herbert, sam poeta (podobnie jak Różewicz) nie uważa się za mistrza, uzdrowiciela zbłąkanych – „przyzwoity artysta nie powinien marzyć o rządzie dusz”. Marzeniem poety jest dotarcie do dziewiczego sensu słów, do dawania odpowiedniego rzeczom słowa, jak mówił Norwid. Funkcję poety jako drogowskazu podkreśla także w wierszu „Kanon” Stanisław Grochowiak. Jego podstawowym zadaniem jest rozgraniczenie dobra od zła i odnajdywanie piękna w każdej życiowej sytuacji. Pełni rolę „krzewu gorejącego” wskazującego drogę ludziom ułomnym i nieokreślonym wewnętrznie.
Różne były zadania stawiane przed poetami na przestrzeni dziejów, różne były też ich na nie reakcje. Bez wątpienia jednak wszystkich ich łączy czynnik integrujący – wrażliwość i odwaga z jaką spoglądają na rzeczywistość, „zajmując to pogranicze świadomości, po przekroczeniu którego zawodzą słowa, choć wciąż jeszcze istnieją treści” (Thomas Eliot). Możemy więc z dumą powtórzyć za Czesławem Miłoszem, który pisał: „szczęśliwy naród, który ma poetę i w trudach swoich nie kroczy w milczeniu”.

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 6 minut