profil

"U wrót doliny"

drukuj
poleca 57% 30 głosów

Spośród poetów współczesnych sąd ostateczny w przewrotnej formie sportretował Zbigniew Herbert. W wierszu U wrót doliny poeta opisał koniec świata jako okrutną scenę oddzielania dzieci od matek, kochanek od kochanków, staruszków od ich ukochanych zwierząt, drwali od siekier:

Staruszka niesie
Zwłoki kanarka
(wszystkie zwierzęta umarły trochę wcześniej)
był taki miły – mówi z płaczem
wszystko rozumiał
kiedy powiedziałam –
głos jej ginie wśród ogólnego wrzasku


Metodycznie przeprowadzana segregacja przypomina sceny z ramp hitlerowskich obozów, z gett. Obraz ukazany przez poetę nie jest też pozbawiony ironii – ludzie podlegli uprzedmiotowieniu i zezwierzęceniu – mówi się o nich „beczące stado dwunogów”, parafraza biblijnego określenia „zgrzytający zębami i śpiewający psalmy” też jest ironiczna. Aniołowie– „stróże”, „strażnicy” też źle się kojarzą: przypominają raczej bezdusznych urzędników bądź oprawców niż opiekunów. Dominujący dźwięk w Dolinie Jozafata – w której według Biblii dokona się sąd ostateczny – to płacz i krzyk:

tak to oni wyglądają
na moment
przed ostatecznym podziałem
na zgrzytających zębami
i śpiewających psalmy.


(Zbigniew Herbert, U wrót doliny)

Apokalipsa w wydaniu Herberta jest zbiorowym krzykiem, na który składa się wiele indywidualnych dramatów odczłowieczenia. Cierpienie powoduje konieczność podporządkowania się odgórnie narzuconym regułom, podziałom, rozdziałom, które zabijają indywidualność i budzą sprzeciw.

Przydatne hasło? Tak Nie