profil

Reportaż z meczu

poleca 84% 741 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

Pierwszy – nie zawsze najlepszy.

Jestem fanatyczka sportu. W siatkówkę gram od szóstej lasy szkoły podstawowej jako rozgrywająca. Jest to osoba, która kieruje całą grą. Można powiedziec, że to „mózg drużyny”.
Na nasze treningi chodzi ok. 20 dziewczyn, więc byłam zaskoczona, że to właśnie ja dostałam się do pierwszego składu. Jestem jedną z sześciu dziewczyn, które reprezentują nasz klub na rozgrywkach ligowych. Trenowałam więc bardzo solidnie, bo w sobotę był nasz wielki dzień. Nasz pierwszy poważny mecz.

I stało się.

I nadszedł ten dzień. Była to pochmurna sobota. Gdy rano wstałam, nie mogłam uwierzyc, że to już dzisiaj.
Gdy wszystkie dotarłyśmy na salę, przebrałyśmy się i miałyśmy się rozgrzewac, ale nagle jedna z dziewczyn krzyknęła: „Patrzcie, już są…ale śmiesznie wyglądają. Na pewno z nimi wygramy. Z takimi smarkulami…”
Tamte dziewczyny były z naszego województwa, były młodsze o rok i jak wszystkie zgodnie stwierdziłyśmy – wyglądały tak, jakby przez ałe życie się odchudzały.

Straszne męki.

Nie doceniłyśmy ich. Nawet nasza trenerka była w szoku, ponieważ na początku seta oczywiście prowadziłyśmy, ale go przegrałyśmy. I to do jedenastu punktów. Niektóre moje koleżanki, wyglądały strasznie blado, ale nie dlatego, że się zmęczyły albo coś takiego. Wyglądały tak, ponieważ na Sali było pełno znajomych, znajomych my przegrałyśmy. Przysięgłyśmy sobie, że następnego seta wygramy, ale tak się nie stało. Tak więc cały mecz przegrałyśmy 0:2. Ten dzień był zepsuty, ale przecież trzeba umie przegrywac.

Jeszcze raz to samo?

Dwa tygodnie później miały kolejny mecz. Tym razem to my jechałyśmy do przeciwniczek. Od ostatniego meczu trochę poprawiły nam się humory i nie wiedziec dlaczego byłyśmy nadzwyczaj spokojne.
Po przebraniu się weszłyśmy na wielka salę i zaczęłyśmy się rozgrzewac. Trwało to jakieś 20 minut, po czym nadszedł czas na grę.
Byłyśmy w obcym mieście, na obcej Sali, wśród obcej publiczności. Jacyś chłopacy cały czas krzyczeli, żebyśmy wracały do domu. Ale mimo tego grałyśmy lepiej niż ostatnim razem.
Pierwszego seta przegrałyśmy, ale różnicą tylko dwóch punktów. W następnym secie ja zagrywałam jako pierwsza. Wszyscy kibice krzyczeli: „Sito! Sito!”. Ale ja wtedy myślałam: „Zrobię wam na złośc”. I jakoś przebijałam.
Drugi set był jeszcze bardziej zacięty od pierwszego. pierwszego wygrałyśmy go. To było cudowne uczucie. Ale przed nami był jeszcze jeden set.
Atmosfera była gorąca. Ale już 15 minut później było jak w bajce. Wygrałyśmy cały mecz. Wszystkie dziewczyny, które siedziały na ławce po naszej stronie, rzuciły się nam na szyje. A nasza pani trener podeszła do nas i z serdecznym uśmiechem powiedziała: „I tak byście wygrały, bo tamte dziewczyny nie miały zrobionych badań. Dowiedziałam się dopiero po przyjeździe tutaj. Nie powiedziałam wam, bo byście sobie odpuściły”. Cieszyłyśmy się jak nigdy przedtem zwłaszcza, że wygrałyśmy uczciwie, a nie przez ich badania.

To dopiero początek.

Dla nas to dopiero początek, ponieważ liga się dopiero zaczyna. Przed nami jeszcze jakieś 10 meczy i mam nadzieję, że wygramy wszystkie. No dobra – przynajmniej połowę. A wy sami zdecydujcie, komu będziecie kibicowac.

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 3 minuty