profil

Sonety Butrymowicza - interpretacja (dekadentyzm).

drukuj
satysfakcja 75 % 4 głosy

Treść
Obrazy
Wideo
Komentarze

W wyniku kryzysu filozofii i kultury u schyłku XIX wieku narodziła się postawa zwana dekadentyzmem. Nazwa dekadentyzm określa światopogląd, u podstawy którego leży przekonanie o upadku cywilizacji. Dekadenci byli pesymistami, negowali naukę i postęp techniczny, towarzyszyło im poczucie daremności wszystkich ludzkich poczynań. Rzeczywistość przyjmowali biernie, mieli dystans do codzienności i społeczeństwa goniącego za pieniądzem.

Dekadentyzm odwoływał się do filozofii Schopenchauera, który pesymistycznie patrzył na ludzką naturę i sens egzystencji. Uważał, że działania ludzkie są bezcelowe, gdyż wynikają z bezrozumnego popędu. Człowiek znając daremność swoich usiłowań czuje się nieszczęśliwy, życie odbiera jako udrękę.

Nastrój dekadenckiego zwątpienia na przełomie wieków XIX i XX w pełni ukazany zostaje w IX sonecie Bogusława Butrymowicza. Utwór ten powstał w 1897 roku. Ma budowę typową dla sonetu – jest to utwór liryczny, zbudowany z czterech zwrotek, składa się z czternastu wersów o regularnym układzie rymów. Dwie pierwsze strofy utworu mają wybitnie charakter opisowy, dwie ostatnie próbują raczej stawiać pytania i szukać na nie odpowiedzi, wyrażają refleksje natury filozoficznej. Utwór nie jest bogaty w środki artystyczne. Myślę, że wynika to z nastroju sonetu oraz stanu emocjonalnego bohatera. Nastrój nie tyle smutku, co wręcz rozpaczy, poczucia klęski i życiowej porażki z pewnością nie sprzyja wygłaszaniu barwnych poetycko sformułowań.

Sonet IX opisuje los podmiotu lirycznego – poetów - w świecie, który nie daje im radości życia i szczęścia, nie potrafi dać odpowiedzi na pytanie o sens egzystencji. Świat ten, schyłku XIX wieku, w jakże brutalny sposób uświadamia artystom, że nie ma już dla nich żadnych perspektyw.

Bohater rozpacza nad losem poetów. Uważa, że ludzie szydzą z nich:

Z nas szydzą, żeśmy z jakichś niby szczytów
Runęli na dół i złamali skrzydła
A teraz w niemoc ujęci jak w sidła
Leżymy pełni przekleństw, skarg i zgrzytów”

Czemu Bogusław Butrymowicz używa sformułowania „jakichś niby szczytów” ? Czyżby nie wierzył w moc i siłę poezji ? O wyjątkowej wartości sztuki pisał Kazimierz Przerwa – Tetmajer w „Evviva l’arte!”. Sztuka, według Tetmajera jest wieczna i niezniszczalna, nie tak jak ludzie, których przeznaczeniem jest śmierć.

Sztuka pozwala jej twórcom w pewien sposób stać się nieśmiertelnymi, gdyż ich dzieła będą świadczyć przyszłym pokoleniom o ich istnieniu. Tym samym artyści są jakby wyróżnieni i wybrani przez samego Boga. Nietrudno zauważyć jak różny pogląd na ten temat przedstawia w swoim sonecie Butrymowicz. Dla niego ów talent Boży i poetyckie uniesienie to jedynie „jakiś szczyt”.

Zarazem sztuka nie daje żadnego poczucia nieśmiertelności – w każdej chwili można runąć na ziemię i połamać skrzydła, które dotychczas dawały artystom poczucie wyższości nad innymi ludźmi, dawały możliwość z innej, szerszej perspektywy spoglądać na świat i dostrzegać problemy, których zwykły śmiertelnik nie był w stanie dostrzec. Bez tych skrzydeł poeci nie są wiele warci, tracą poczucie własnej wartości, czują się absolutnie bezradni. Z samych szczytów stoczyli się na samo dno, wcześniej latali ponad głowami innych, teraz deptani „w niemoc ujęci jak w sidła” leżą „pełni przekleństw, skarg i zgrzytów”. Upokorzeni...

W drugiej strofie bohater liryczny wyraża swój żal, zdegustowanie i zawód jaki sprawia mu otaczający go świat.

„Bo nam za mało tych złudnych błękitów
Co lazurowe tworzą malowidła”

Nawet w przyrodzie poeci schyłku wieku nie potrafią znaleźć natchnienia i piękna. Czują, że wszystko to, czym powinny zachwycać się nasze oczy jest tylko ułudą, mirażem przykrywającym wszystkie brudy tego świata.

Mimo tego są na tym świecie ludzie, którzy nie potrafią dostrzec kresu ludzkości. Bohater gardzi nimi i ich wiarę nazywa „ciemną” a ich samych ślepcami i fałszywymi wróżbitami. Owi „ślepcy” wciąż żyją złudzeniami. I jest to łatwe życie. Wybierają prostą, nieskomplikowaną i niewiele wymagającą od siebie drogę.

„Wam nie rozedrze serca narzekanie,
Fatalność bytu wam piersi nie stłoczy,
Bo jej odczuwać nie jesteście w stanie.”

Bohater liryczny czuje się więc osamotniony w swoim bólu. Czuje, że podobnie jak Konrad z „Dziadów” za miliony kocha i cierpi katusze. Dodatkowo wydaje mi się, że bohater popadł w pewne błędne koło, z którego prawdopodobnie już nigdy nie uda mu się uciec. Jego serce rozdziera mu jego narzekanie. Cierpi, więc narzeka – narzeka, więc cierpi. Nie jest dziwnym więc, że fatalność bytu stłacza mu pierś. Sformułowanie to urasta, moim zdaniem, do rangi symbolu. Człowiek dumny, pewny siebie i własnego szczęścia jest wyprostowany, wypina swą pierś do przodu, wznosi czoło ku niebu. Pierś dekadenta według podmiotu lirycznego na zawsze musi zostać zduszona pod gruzami przygniatającego go świata.

W ostatniej, czwartej strofie utworu bohater porównuje poetów do karłów („My, karły ślepe”). Ale mimo, iż „ślepe, ludzkie wznosim oczy”. Po co wznosić oczy ? By jeszcze dobitniej przekonać się o kryzysie wartości, upadku człowieczeństwa ? Poeci wznoszą oczy, by odnaleźć drogę ucieczki, znaleźc ratunek, ale dla siebie, nie dla świata. Dla świata już nie ma ratunku.

Człowiek schyłku XIX wieku czuł się zagubiony w otaczającej go rzeczywistości – z jednej strony rozwój techniki – wynaleziono telefon, żarówkę, lokomotywę, udoskonalono maszyny drukarskie, a równocześnie Roentgen odkrył promienie X, dzięki którym możliwe było przeprowadzanie prześwietleń, Thomson dowiódł istnienia elektronu, Maria Skłodowska – Curie wyodrębniła dotychczas nie znane pierwiastki – rad i polon, Mendel stworzył podstawy genetyki, Karol Darwin natomiast stworzył teorię o pochodzeniu gatunków i człowieka. Wszelkie wynalazki umacniały w ludziach przekonanie o potędze i wielkości cywilizacji, którą tworzyli tak długo, natomiast wraz z odkryciami ujawniającymi prawdziwą, niezwykle złożoną budowę świata i jej charakter wiara ta malała. Nagle okazało się, że człowiek nie jest najważniejszą częścią wszechświata, że stanowi zaledwie maleńką część jego struktury, że jest całkowicie zależny od pozostałych istnień, a zdobywana z takim wysiłkiem wiedza o nim wcale nie powoduje, że ludzie czują się pewniej – przeciwnie, zamiast odnajdywać swoje miejsce w doskonałej maszynerii świata, odczuwano jedynie jak bardzo świat jest wrogi i skomplikowany.

Usiłowano się bronić przed uczuciem bezradności i bezsilności lub przyjmowano postawę zgoła przeciwną – ulegano apatii, pesymizmowi, agresji, niektórzy mieli wrażenie, że cokolwiek robią, cokolwiek postanowią, będzie działaniem bezsensownym, gdyż wszystko już było, wszystko wymyślono, że życie ludzkie nie jest nic warte, gdyż niczego już nie mogą dokonać – mogą jedynie czekać na śmierć, będącą jedynym wyzwoleniem od przyziemnych trosk i problemów.

Kłopoty z samookreśleniem, z nakreśleniem planu i celu życia miała większość ówcześnie żyjących – również, a może przede wszystkim artyści. Ich dzieła są zapisem epoki, jej oryginalności, istoty i nastrojów. Poczucie końca i wrażenie schyłku kultury europejskiej wywoływały smutek, melancholię, strach. Próbowano temu zaradzić różnymi sposobami – modna była fascynacja sztuką, przyrodą, erotyką.

Dla bohatera droga ratunku wiedzie ku nirwanie, nazwanej przez niego nawet „wielką Nirwaną”. Przez cały utwór przewija się poczucie wzgardy do wszystkiego, co nas otacza a tu, w ostatniej strofie, bohater nazywa nirwanę nie tylko wielką, a nawet sam wyraz rozpoczyna wielką literą, czym jednoznacznie podkreśla, jak wielkie nadzieje w niej pokłada. Ona jedyna jest w stanie uwolnić go od tego cierpienia i żałości. Ona jedyna „wszystko zamknie w bezdennej pomroczy”.

Młoda Polska była epoką pytań, nie odnalezionych odpowiedzi, poszukiwania sensu pełnego cierpień życia i prób odnalezienia się we wrogiej rzeczywistości. Nastrój dekadentyzmu nie jest jednak charakterystyczny tylko dla okresu Młodej Polski. Jest też obecny także w naszym życiu, ludzi przełomu XX i XXI wieku. Sam nastrój sonetu IX Bogusława Butrymowicza oraz jego przesłanie najlepiej, moim zdaniem, odda więc poniższy fragment utworu naszej noblistki, Wisławy Szymborskiej:

„Tyle oczekiwań i nadziei ludzkości znowu spełzło na niczym:
Miał być lepszy od zeszłych nasz XX wiek.
Już tego dowieść nie zdąży,
lata ma policzone,
krok chwiejny,
oddech krótki.”


Przydatna praca? Tak Nie
(0) Brak komentarzy
Teksty kultury