profil

Jan Kochanowski

poleca 84% 317 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

Życie i Twórczość


Pochodził z rodziny szlacheckiej; jego dwaj bracia - Mikołaj i Andrzej - również zapisali się w dziejach literatury polskiej. Urodził się w 1530 r. w Sycynie (ziemia radomska). Naukę i studia odbywał w Krakowie, w Królewcu (był tu dwukrotnie) i w Padwie (przebywał tu z przerwami ponad cztery lata). Zatrzymał się też na jakiś czas we Francji, między innymi w Paryżu. Ostatecznie wrócił do kraju w 1559 r. Zaczął się wówczas długi, bodaj piętnastoletni okres dworski; poeta związał się najpierw z podkanclerzym i biskupem Filipem Padniewskim, następnie z podkanclerzym Piotrem Myszkowskim, później z kancelarią króla Zygmunta II Augusta (został jego sekretarzem). Z dworem rozstał się około 1574 r. - już po elekcji i koronacji Henryka Walezego. Osiadł w Czarnolesie, ożeniwszy się z Dorotą Podlodowską. Przeżył głęboko śmierć córek: Urszuli i Hanny. Zmarł nagle w czasie pobytu w Lublinie 22 sierpnia 1584 r. (pochowany w Zwoleniu).

Swą twórczą drogę zaczął Kochanowski od poezji łacińskiej, od epigramatów i elegii, zebranych i opublikowanych pod koniec życia w tomach: Lyricorum libellus (1580) i Elegiarum libri III. Do poezji łacińskiej powrócił także w końcowych latach życia, pisząc ody i wiersze okolicznościowe, między innymi na cześć Stefana Batorego.

Z wczesnego okresu - włoskiego i francuskiego - pochodzą nie tylko wiersze łacińskie, lecz także pierwsze utwory polskie Jest wśród nich pieśń Czego chcesz od nas, Panie, za Twe hojne dary (w druku ukazała się w 1562, w 1586 r. włączona została do Pieśni), będąca hymnem na cześć Boga - Twórcy ładu, który wyznaczył granice między lądem i morzem, między dniem i nocą, bieg pór roku, który obdarzył człowieka wszelkimi dobrami. Jest też pochwałą Boga-Artysty, którego dzieło - wszechświat - wyróżnia się harmonią i symetrią, doskonałą urodą. Niezwykle popularna, pieśń trafiła do licznych zbiorów poezji i kancjonałów.

W okresie dworskim górę wzięła epika, tematycznie i artystycznie zróżnicowana. Należą do niej dwa poematy moralno-polityczne: Zgoda (poemat napisany w 1562-1563, opublikowany w 1564 r.) i Satyr albo Dziki mąż (powstał i opublikowany został w 1564 r.; dedykowany Zygmuntowi II Augustowi). W pierwszym z nich ustami uosobionej Zgody wzywał autor szlachtę i duchowieństwo do porzucenia sporów religijnych i wyznaniowych. Zwaśnione strony odsyłał do Trydentu, gdzie obradował sobór. Przypomniał o zagrożeniu Rzeczypospolitej ze strony nieprzyjaciół zewnętrznych. Wystąpił przeciw samowoli stanu szlacheckiego i upadkowi obyczajów, przeciw nieuctwu księży i ich zacietrzewieniu w sprawach wyznaniowych. Odwołując się do uczuć obywatelskich, zachęcał do rezygnacji z własnych, egoistycznych celów na rzecz dobra wspólnego, ojczyzny i jej potrzeb, do uzdrowienia obyczajów, prawa i sądownictwa, a nade wszystko do jedności i miłości. Zgoda - jak Rzeczpospolita czy Religia w utworach poetów, jak Pokój w utworze Erazma z Rotterdamu - swoje spostrzeżenia i oceny zamknęła w obszernym monologu, przypominającym mowę już to oskarżycielską, już to rozważającą, refleksyjną, mowę adresowaną do "potomków Lecha słowieńskiego" - z licznymi wtrętami dialogowymi ożywiającymi całą wypowiedź. W drugim poemacie w roli mędrca czy mentora wystąpił Satyr, wywodzący się z tradycji antycznej, utrwalony między innymi na arrasach wawelskich, nazwany tu także Dzikim mężem - na wzór bohatera obecnego w literaturze i folklorze wielu krajów - zawsze gotowego do krytyki społeczeństwa. Wypędzony z lasu przez drwali, wygłosił obszerną mowę przypominającą oracje poselskie czy senatorskie. Skrytykował w niej funkcjonowanie sejmu i sądownictwa, negatywnie ocenił stan szkolnictwa, brak należycie zorganizowanej obrony, zanik tradycji rycerskich oraz zmaterializowanie szlachty i duchowieństwa. Nie pominął kwestii obyczajowych i etycznych, dowodząc, że moralność obywateli oraz dobre obyczaje stanowią podstawę egzystencji i siły państwa. Na gruncie tej krytyki postulował odnowę moralną i przywrócenie ładu prawnego i właściwego funkcjonowania organów państwa. Kochanowski jako autor Satyra stworzył model poematu satyrowego, którego strukturę wyznaczają następujące czynniki: zabierający głos na tematy aktualne podmiot (może to być personifikacja lub postać pochodząca z mitologii, na przykład właśnie Satyr) nie należy do krytykowanej przez siebie rzeczywistości; wypowiedź podmiotu zawiera się w monologu - z bezpośrednimi, żywymi zwrotami do audytorium; słownictwo i konstrukcje zdaniowe zdają się przypominać styl oratorstwa staropolskiego. Poemat satyrowy znalazł szczególnie licznych naśladowców w XVII w., których utwory przynosiły krytykę negatywnych zjawisk świata szlacheckiego, formułowały zalecenia i pouczenia, nierzadko też szkicowały obrazy upadku.

Podobne zagadnienia podjął Kochanowski w prozaicznym dialogu Wróżki, pochodzącym z lat sześćdziesiątych XVI w., a opublikowanym pośmiertnie w zbiorze Jan Kochanowski w 1585 r. W dialogu wypowiadają się Ziemianin i Pleban. Prym wiedzie ten ostatni, Ziemianin zaś ogranicza się do zadawania pytań i raczej wyjątkowo dzieli się swoimi obserwacjami i ocenami. Problemy, którymi zajmuje się Pleban, dotyczą przyczyn upadku państw, niezgody (głównie z powodu "różności wiary"), odejścia od "starych a chwalebnych obyczajów", ciągłości władzy monarszej i obrony granic. Uwagi poczynione na te tematy odnoszą się z jednej strony do Rzeczypospolitej szlacheckiej, jej wad i słabości, z drugiej zaś do wszelkich państw, zasad ich funkcjonowania. Ustami Plebana szkicuje Kochanowski wizerunek idealnego państwa, w którym ważną rolę odgrywa religia jako siła moralna i czynnik zapewniający obywatelom spokojne życie i harmonijny rozwój, w którym szanuje się ład prawny i respektuje obyczaje przodków. Z perspektywy tych ogólnych ujęć i oceny aktualnego położenia Rzeczypospolitej (bezpotomny król Zygmunt II August, zaniedbane zamki, niepewny los unii Korony i Wielkiego Księstwa Litewskiego, wadliwy system uchwalania podatków) próbował Kochanowski spojrzeć w przyszłość. Tytuł dialogu Wróżki zdaje się sytuować myślenie autora o przyszłości pośród przepowiedni, wróżb. Tak jednak nie jest. Punktem wyjścia myślenia Kochanowskiego o przyszłości była analiza aktualnego stanu kraju, były obserwacje poczynione w czasie studiów i podróży zagranicznych, było wreszcie przeświadczenie, że świat - dzieło nieustającej działalności ludzkiej - może być stale przekształcany stosownie do potrzeb i oczekiwań człowieka. Przy pełnej świadomości niepowodzeń wielu przedsięwzięć dostrzegał Kochanowski celowość i konieczność ponawiania prób naprawy. Uważał, że przez stawianie właściwych diagnoz, formułowanie zadań można stopniowo doskonalić człowieka, jego postawę moralną, pobudzać go do tworzenia nowych wartości, do organizowania życia, porządku prawnego, do rozwiązywania problemów religijnych i wyznaniowych, do wzmacniania systemu obronnego. Zawsze przy tym odwoływał się do wiedzy i realiów polskich i nie tylko polskich (uwzględniał także Niderlandy, Francję), do przemyśleń wielu autorów (Platona, Cycerona, Erazma z Rotterdamu, Andrzeja Frycza Modrzewskiego), podjął więc próbę racjonalnego przewidywania przyszłości.

Do wczesnych prób epickich należy także poemat heroikomiczny Szachy. Wydany w 1564 lub 1565 r., okazał się parafrazą żartobliwego i dydaktycznego utworu Scacchia ludus, którego autorem był poeta włoski Marco Girolamo Vida. Przedstawił on partię szachów rozgrywaną na Olimpie przez Apollina i Merkurego (zwycięzcę turnieju), przy czym zmagania figur szachowych podporządkował konwencji heroikomicznej: pisząc o ich losach wykorzystał reguły klasycznego, homerycko-wergiliańskiego eposu. Kochanowski nie podążał wiernie za włoskim oryginałem. Akcję swego poematu umiejscowił na dworze króla duńskiego Tarsesa, a partnerami gry szachowej uczynił dwóch konkurentów do ręki królewny Anny: Fiodora i Borzuja. Zwycięzcą został - dzięki pomocy królewny - pierwszy z nich. Ta część poematu zdaje się przypominać nowelę z jej zwięzłością, jednowątkową fabułą, zmierzaniem ku punktowi kulminacyjnemu i poincie, z niespodzianką sytuacyjną (interwencja Anny zapewniła zwycięstwo Fiodorowi, gdy dotychczasowy przebieg gry zapowiadał odmienny finał - dla niej niepomyślny). Natomiast opowieść o zmaganiach figur na szachownicy (najobszerniejsza w całym utworze) utrzymana jest - jak u Vidy - w konwencji heroikomicznej: patetyczny styl - na miarę homerycko-wergiliańskiego eposu - towarzyszy narracji o walce "drewnianego wojska". Figury szachowe wyposażone zostały w cechy ludzkie, radują się i smucą, wygrywają i giną. Zderzenie powagi i żartu, uroczystego stylu i fabuły nie mającej nic wspólnego z autentycznie bohaterskimi zdarzeniami prowadziło do efektów komicznych, zarazem do deheroizacji narracyjno-fabularnych partii utworu. Dzięki tym zabiegom mógł czytelnik obcować z parodią eposu bohaterskiego, to znaczy z naśladowaniem jego stylu w powiązaniu z fabułą będącą zaprzeczeniem monumentalności i idealizującej wzniosłości, znanej z epopei Homera czy Wergiliusza. Parodia stawała się źródłem zabawy, elementem gry literackiej, zdominowanej przez żart, niezwykły pomysł, zagadkowość.

Z tego samego czasu pochodzi Pamiątka[...] Janowi Baptyście hrabi na Tęczynie - epicedium napisane w 1562 lub 1563 r., opublikowane ok. 1570. Pamiątka powstała po zgonie tytułowego bohatera, dyplomaty króla Zygmunta II Augusta, w niewoli duńskiej w 1563 r. Przynosi - jak na pieśń żałobną przystało - pochwałę zmarłego i jego przodków oraz wypowiedzi lamentacyjne i konsolacyjne. Uzupełnienie części epicedialnej stanowią: opowieść o miłości Jana z Tęczyna i królewny szwedzkiej Cecylii oraz opis podróży, obejmujący wzmiankę o pierwszym rejsie Tęczyńskiego do Szwecji i jego podróży do Finlandii na przełomie 1561-1562 r. Najobszerniej potraktował poeta ostatnią podróż, której celem była i tym razem Szwecja. Wyjątkowo dramatycznie przedstawiona została burza. Widoczne tu ślady lektury Owidiusza, Wergiliusza i Ariosta (Orland szalony), jakkolwiek Kochanowski - w przeciwieństwie do nich - nie rozwinął narracji; nawałnicę morską, zmagania okrętu z wysoką falą przedstawił bardzo zwięźle i, co najważniejsze, odszedł od skonwencjonalizowanych schematów. Na morze nie spoglądał wyłącznie przez pryzmat mitologii i doświadczeń pisarskich poprzedników, nie powtórzył ich stereotypów. Nie poprzestał na rejestrowaniu faktów, na wyliczaniu tego, co podczas burzy dzieje się na morzu i na statku, przeistoczył się w malarza wrażliwego przede wszystkim na ruch. Opis burzy wyróżnia się niezwykłą w literaturze staropolskiej plastyką. Pamiątka jest pierwszą w literaturze polskiej poetycką relacją z podróży morskiej.

Do epiki należy również poemat Proporzec albo Hołd pruski (opublikowany w 1587). Powstał w związku z drugim hołdem pruskim (1569) składanym przez księcia Albrechta II Fryderyka, panującego w Prusach Książęcych, królowi polskiemu Zygmuntowi II Augustowi. Zasadniczą część utworu wypełnia opowiadanie o zdarzeniach utrwalonych na proporcu, który został księciu podczas uroczystości w Lublinie "do ręku podany". Kochanowski przypomniał tu historię stosunków polsko-krzyżackich i dzieje Polski u wybrzeży Bałtyku. Selekcja i uporządkowanie materiału historycznego, eksponujące działania wojenne (punkty kulminacyjne: rzeź gdańszczan, bitwa pod Grunwaldem, wojna trzynastoletnia), dokonane zostały z perspektywy drugiego hołdu pruskiego (1569) i przygotowań do unii polsko-litewskiej, perspektywy określającej wielkość przełomu w stosunkach z Prusami Książęcymi i Litwą. Wywód poświęcony historii walk polsko-krzyżackich, rodowodowi Polaków i całej Słowiańszczyzny podporządkowany został ramie poematu i temu, co w niej powiedziano na temat aktualnego stanu stosunków między Koroną a Wielkim Księstwem Litewskim i lennikiem pruskim. W ten sposób na planie pierwszym znalazły się problemy dnia - największej doniosłości, bo związane z procesami unifikacyjnymi (w Lublinie 1569 doszło nie tylko do hołdu, ale i do zawarcia unii z Litwą) i z walką o dominium Maris Baltici. Poeta odniósł się z aprobatą do dokonujących się zmian; wystąpił zarazem w roli mentora pouczającego społeczność szlachecką. W kontekście tego poematu przywołuje się niekiedy Iliadę (pieśń XVIII) Homera, w której narrator opowiada o pracy Hefajstosa nad tarczą dla Achillesa i o scenach wyrzeźbionych na tarczy, oraz Eneidę (księga VIII) Wergiliusza, w której narrator opowiada z kolei o "dziejach Italii i triumfach Romy" utrwalonych na tarczy Eneasza. Obaj autorzy skupili się na tych scenach, na dramaturgii zdarzeń, a nie na opisie samej tarczy. Identycznie jest u Kochanowskiego. Proporzec, który został księciu Albrechtowi Fryderykowi "do ręku podany", nie stał się obiektem opisu, lecz pobudził wyobraźnię poety i zachęcił do przedstawienia dawnych dziejów i aktualnych problemów Rzeczypospolitej.  Wyjątkowe miejsce w twórczości Kochanowskiego i dramaturgii renesansowej zajęła Odprawa posłów greckich, napisana na dziesięć, dwanaście lat przed premierą. W 1577 r. była na pewno gotowa, skoro u progu następnego roku - 12 stycznia - została wystawiona w Jazdowie (Ujazdowie - w dzisiejszej Warszawie) podczas uroczystości weselnych po ślubie Jana Zamoyskiego i Krystyny Radziwiłłowny, a nieco później, w ciągu 1578, po raz pierwszy ogłoszona drukiem (w Warszawie). Prapremiera odbyła się w obecności króla Stefana Batorego i królowej Anny Jagiellonki. Aktorami byli dworzanie królewscy, a jako reżyser spektaklu wystąpił lekarz nadworny Wojciech Oczko, który podczas studiów we Włoszech poznał renesansową tragedię klasyczną. Jej dzieje w Italii zapoczątkował Gian Giorgio Trissino (1478-1550). Nawiązując do modelu antycznej tragedii (Eurypides, Sofokles, Seneka), respektował zasadę trzech jedności: czasu, miejsca i akcji, pamiętał o podziale na epejsodiony i o wprowadzeniu chóru. Więcej - przejąwszy się przykładem starożytnych - posłużył się wierszem bezrymowym, tzw. białym; tylko do partii lirycznych i pieśni chóru wprowadził wiersz rymowany. Wkrótce zasłynął w Europie jako kontynuator mistrzów antycznych i znalazł licznych naśladowców. Był wśród nich także Kochanowski, który swoją tragedię napisał - jak Trissino - w języku narodowym i - jak on - zastosował wiersz biały. Znał oczywiście również tragedię grecką; pozostawił po sobie nawet przekład fragmentu sztuki Eurypidesa Alkestis. Miarą zainteresowania poety literaturą grecką jest nadto tłumaczenie III księgi Iliady Homera. Fabułę Odprawy oparł Kochanowski na zdarzeniu - przybyciu posłów greckich do Troi z żądaniem wydania Heleny - któremu Homer poświęcił w III księdze Iliady zaledwie kilka zdań. Wybór tego zdarzenia umożliwił autorowi ocenę reakcji Trojan i Heleny na fakt przybycia posłów i na ich żądanie. We wszystkich epejsodionach bohaterowie sztuki określili swoje stanowisko: jedni byli skłonni wydać Helenę, inni się temu sprzeciwiali, jedni mówili o wyższości dobra ogólnego (Antenor), inni (Aleksander-Parys) ponad wszystko stawiali interes własny. Powstała w ten sposób tragedia o moralnych i politycznych postawach ludzi, o władcy (jest nim Priam), który nie był w stanie udźwignąć odpowiedzialności za losy państwa, nie dostrzegał winy syna (Aleksandra-Parysa) i w swym postępowaniu nie potrafił skutecznie bronić interesu zbiorowego, tragedia o państwie, w którym lekceważono prawa i wychowanie młodzieży, odrzucano sądy ludzi rozumnych i odpowiedzialnych (jak Antenor), akceptowano zaś opinie i mniemania demagogów pokroju Iketaona. Naczelny problem sztuki - jednostka a państwo, egoizm obywateli a interes ogółu - został wprawdzie ukazany na przykładzie Troi i z przywołaniem realiów polskich, lecz ma to drugorzędne znaczenie. Odprawa nie przynosi obrazu ani Troi, ani Polski XVI w. Dominuje tu ogólna refleksja, wyjątkowo wyraźna w pieśniach chóru (rozważania o rozumie i młodości, o obowiązkach i moralnej odpowiedzialności władców), w dialogu z udziałem Antenora i Aleksandra-Parysa, w monologu Ulissesa (o nierządnym królestwie) i w rozmowie Heleny z Panią Starą. Zawarta często w sentencjach i przysłowiach, odsłania uniwersalizm treści ideowych, prawdę o nadrzędności interesu zbiorowości, o zależności państwa i jego przyszłości od postawy obywateli. Odprawa mieści się w modelu tragedii antycznej. Autor zachował podział sztuki na epejsodiony, uwzględnił pieśni chóru (pominął parodos - pieśń wykonywaną przez chór wchodzący na scenę, a także exodos - pieśń wykonywaną przez chór opuszczający scenę), utrzymał zasadę trzech jedności: czasu (granice jednej doby nie zostały przekroczone), miejsca (akcja rozgrywa się przed pałacem królewskim) i akcji (jednowątkowej, skupionej wokół osoby Heleny). Pamiętał, by na scenie rozmawiały tylko dwie osoby (inaczej jest w ostatnim epejsodionie). Szczególnie wiele łączy Odprawę z tragediami Eurypidesa. Za jego przykładem wprowadził poeta stychomytię (dialog o charakterze polemicznym złożony z zwięzłych replik mających często formę sentencji czy przysłowia; przykładem rozmowa Antenora i Aleksandra-Parysa), ograniczył rolę chóru, sprowadzając ją do formułowania refleksji i komentarzy; nie stworzył sceny zbiorowej, w jej miejsce wprowadził monolog Posła, który występuje w sztuce nie tylko jako sprawozdawca, lecz także jako wykonawca kilku innych ról (Priama, Antenora, Aleksandra-Parysa, Iketaona), dzięki czemu scena ta jest udramatyzowana, mimo że tworzy ją wypowiedź jednego podmiotu. Zgodnie z obowiązującymi od antyku regułami tragedia powinna się kończyć katastrofą, zdarzeniem przynoszącym upadek, klęskę bohatera. Akcja Odprawy rozgrywa się w przeddzień wojny, kiedy o katastrofie w pełnym tego słowa znaczeniu nie mogło być mowy. W miejsce katastrofy wprowadził poeta jej substytut: monologi Ulissesa i Menelausa, a przede wszystkim monolog Kasandry z wizją upadku Troi. Siłę działania tej wizji wzmocnił przez podanie - ustami Rotmistrza - wiadomości o krokach wojennych Greków.

Odprawa posłów greckich była w Polsce pierwszym prawdziwie poetyckim i głęboko refleksyjnym dramatem, pierwszym i na długie stulecia jedynym.

Jako poeta liryczny pozostawił Kochanowski po sobie Pieśni, Fraszki, Psałterz Dawidów i Treny.

Pieśni, a ściślej dwa zbiory: Pieśni Jana Kochanowskiego. Księgi dwoje (49 utworów), wydane pośmiertnie w 1585/86, oraz Pieśni kilka (11 utworów), opublikowane w 1590 roku w tomie Fragmenta albo Pozostałe pisma, tytułem nawiązywały do Horacego, do jego Pieśni (Carmina).

Pieśni powstawały przez wiele lat, w okresie dworskim i czarnoleskim. Zróżnicowane tematycznie i artystycznie, należą do liryki refleksyjnej, filozoficzno-etycznej, miłosnej (Pieśń II, 21), obyczajowej (Pieśń I, 10), biesiadnej, obywatelskiej, patriotycznej (Pieśń II, 5; II, 14), autotematycznej (Pieśń II, 24 - zawierająca apoteozę poezji). Niektóre z nich mają charakter satyryczny i dydaktyczny, przynoszą napomnienia i inwektywy wymierzone przeciw negatywnym przejawom życia społecznego.

Zawarta w obu zbiorach koncepcja życia wyrasta z filozofii stoickiej i epikurejskiej, z horacjańskiej idei miernej stałości, "złotego środka" ("aurea mediocritas"), z myśli chrześcijańskiej, z racjonalizmu i antropocentryzmu renesansowego. Harmonijne zespolenie elementów tradycji antycznej i współczesnych Kochanowskiemu wzorów zachodnioeuropejskich z realiami rodzimymi, obiektywizmu z subiektywnymi, osobistymi doznaniami nadało Pieśniom walor uniwersalności i ponadczasowości. Do poezji polskiej wniosły Pieśni formy wyznania i mitologicznej opowieści, monolog perswazyjny, oratorski, wypowiedzi z uobecnionym słuchaczem, konstrukcje ciążące ku puencie, wysubtelniony język poetycki, styl nasycony apostrofami i sentencjami. Znalazły licznych naśladowców w XVI w. i w następnych stuleciach.

Do wydania Pieśni z 1585/86 dołączony został cykl zatytułowany Pieśń świętojańska o Sobótce. Złożony z wypowiedzi dwunastu panien, nawiązywał do folkloru, do słowiańskiego, polskiego obrzędu nocy świętojańskiej. Zarazem jednak wykorzystywał pasterskie, sielankowe motywy poezji Owidiusza, Wergiliusza i Horacego, dzięki czemu tradycja rodzima spotkała się tu z dziedzictwem antycznym. Panny w swoich wystąpieniach, stylizowanych konsekwentnie na "proste pieśni", wyrażały zróżnicowane uczucia, stany radosne i melancholijne, opiewały miłość, śpiew i taniec, rozwijały motywy zaczerpnięte z folkloru i mitów.

Równolegle do Pieśni powstawały Fraszki, wydane w roku śmierci poety. Żartobliwe i poważne, refleksyjne i liryczne, proste i kunsztowne (I, 14), świadczą o kulturze umysłowej poety, jego sztuce pisarskiej, o wdzięku i dowcipie. W zbiorze, złożonym z trzech ksiąg, znajdują się przekłady i przeróbki anakreontyków, wierszy między innymi Safony i Marcjalisa, epigramatów przejętych z Antologii greckiej, przede wszystkim jednak utwory oryginalne. W zwięzłych formach (obejmujących niekiedy tylko dwa wersy) zawarł poeta wypowiedzi autobiograficzne (III, 1), pochwały domu rodzinnego (II, 6; III, 6; III, 7; III, 37), erotyki, portrety przyjaciół, dostojników państwowych i kościelnych, utrwalił - pełne komizmu - anegdoty i obrazki z życia dworskiego i ziemiańskiego (I, 79; II, 16), takie wydarzenia, jak budowa mostu na Wiśle w Warszawie (II, 106, 107, 108). Z uznaniem pisał o bohaterstwie (I, 77; III, 49), chwalił przyjaźń, głosił dworny kult kobiety. Nie szczędził uszczypliwości i złośliwości, gdy wspominał o ludzkich małostkach i słabościach, nie stronił od tematów drażliwych i ujęć swobodnych, zgoła obscenicznych.

Zbiory Pieśni i Fraszek powstawały w ciągu wielu lat, zarówno w okresie dworskim jak i czarnoleskim. Natomiast genezę Psałterza Dawidów łączyć należy raczej wyłącznie z pobytem w Czarnolesie. Psałterz Dawidów przekladania Jana Kochanowskiego ukazał się drukiem w 1579 roku w Krakowie. Jest najwybitniejszą renesansową parafrazą 150 psalmów Starego Testamentu. Poeta pracował nad nim wiele lat. Świadomy doskonałości poetyckiej dzieła, cenił je najwyżej z całego swego dorobku twórczego.

Psałterz Dawidów stanowi zbiór utworów lirycznych o różnej tematyce i tonacji emocjonalnej, skupiony wokół relacji Bóg - człowiek - świat. Poeta korzystał z Wulgaty (łacińskiego przekładu Biblii św. Hieronima) oraz z renesansowych tłumaczeń Księgi Psalmów, zwłaszcza z poetyckiej parafrazy Szkota George’a Buchanana.. Dochowując wierności oryginałowi biblijnemu, nadał swej parafrazie charakter ponadwyznaniowy. Koncepcja Boga i człowieka nosi ślady oddziaływania tradycji antycznej i idei renesansowych. Wykazuje cechy uniwersalne wspólne dla różnych systemów religijnych i kulturowych. Wizerunek starotestamentowego surowego Boga-Sędziego, karzącego grzesznego człowieka, uległ w parafrazie czarnoleskiej złagodzeniu. Bóg Kochanowskiego - zgodnie z biblijnym przekazem - jest potężny, mądry, miłosierny, a jako budowniczy pięknego wszechświata budzi podziw i uwielbienie.

W Psałterzu Dawidów - jak w oryginale - podmiot zwracający się do Boga wyraża uczucia radości, bólu, miłości, nienawiści, przerażenia, nadziei. Zamyka je w cichej modlitwie, w rozmowie z Bogiem - silnym partnerem istoty ludzkiej, w dramatycznym wołaniu o ratunek - w sytuacji zagrożenia i nieszczęścia. Kochanowski dokonał harmonijnego zespolenia frazeologii biblijnej z językiem liryki greckiej i rzymskiej (horacjańskiej) - sublimując poetyckie obrazowanie. Z niespotykaną wcześniej inwencją twórczą przystosował właściwości biblijnego stylu, realiów i wyobrażeń Starego Testamentu do polskich tradycji kulturowych i językowych. Za sprawą parafrazy czarnoleskiej weszły do poezji polskiej zróżnicowane sposoby wysłowienia doznań religijnych; uderza zwłaszcza bogata synonimika.
W rok po ukazaniu się drukiem dzieła Kochanowskiego - w 1580 - wydane zostały Melodie na Psałterz polski Mikołaja Gomółki, najwybitniejszego polskiego kompozytora XVI wieku. Dzięki temu głęboko humanistyczne parafrazy weszły do wielu śpiewników, kancjonałów różnych wyznań chrześcijańskich.

Psałterz Dawidów inspirował poetów i stał się wzorem dla twórców staropolskich (Mikołaja Sępa Szarzyńskiego, Wespazjana Kochowskiego) i obcych.

Dziełem zamykającym drogę twórczą Kochanowskiego jest poemat cykliczny Treny, wydany w Krakowie w 1580 r. Złożony z dziewiętnastu utworów lirycznych, powstał wkrótce po śmierci córki Urszulki i jej pamięci został dedykowany. Treny należą do renesansowej poezji żałobnej i składają się z właściwych epicediom części: wstępu, pochwały zmarłej, lamentu podnoszącego wielkość straty i wyrażającego żal, ponadto z pocieszenia i napominania. Poświęcone zostały - wbrew przyjętym zwyczajom - nie dorosłej, wybitnej osobie, lecz małemu dziecku. Genetycznie związane ze śmiercią Urszulki, nie są jednak wyłącznie poetyckim płaczem ojca, który utracił ukochaną córeczkę. Obok zmarłego dziecka i matki Kochanowskiego, pojawiającej się w ostatnim trenie, bohaterem lirycznym cyklu jest poeta, człowiek doświadczony cierpieniem, myśliciel przeżywający kryzys ideowy, poddany trudnej próbie konfrontacji swego poglądu na świat i aprobowanego dotąd systemu wartości z sytuacją egzystencjalną człowieka, ze śmiercią. W trenach III i VI Kochanowski sławiąc niepospolite przymioty Urszulki przedstawił uwznioślony portret córki jako przyszłej "Safo słowieńskiej", w trenach zaś VII i VIII wyraził z niezwykłą siłą liryczną ogrom straty i żalu. Postać zmarłego dziecka nie przesłania jednak głównego bohatera lirycznego cyklu - poety, który zawarł w Trenach sumę przemyśleń, doświadczeń życiowych i twórczych. Wypowiedział uniwersalną prawdę o człowieku, którego rozpacz wiedzie na skraj obłędu, ale skłania także do poszukiwania sensu egzystencji. Głoszony przez Kochanowskiego ideał stoickiego mędrca w konfrontacji z nieszczęściem uległ dewaluacji. Zalecana w Pieśniach i innych utworach postawa równowagi, złotego środka nie wytrzymała próby życiowej. Załamanie się całego systemu filozoficznego poety wywołało rozpacz i pragnienie śmierci. Ten stan osiąga punkt kulminacyjny w trenie XI, w którym dochodzi do głosu negacja fundamentalnych zasad stoicyzmu, a zwątpienie w Opatrzność dyktuje pytania bliskie bluźnierstwu. W trenie XVI przypomina poeta z ironią postać Cycerona - nauczyciela stoickiej mądrości, który w nieszczęściu nie sprostał zasadzie zachowania równowagi wewnętrznej: rozpaczał po śmierci córki, nie mógł się też pogodzić z wygnaniem z Rzymu. Kochanowski przywołuje Hioba, Niobe, Orfeusza - postacie dotknięte wielkim cierpieniem. W modlitewnych, psalmicznych trenach XVII I XVIII pojawia się próba pocieszenia, następuje pogodzenie się z wyrokami boskimi i uładzenie się z samym sobą,. Tren XIX, zamykający cykl, zawiera napominanie i zapowiedź powrotu do równowagi wewnętrznej. Znajdujemy tu także myśl - zgodną z renesansowym dążeniem do pełni człowieczeństwa - o prawie istoty ludzkiej do rozpaczy i radości ("... ludzkie przygody / Ludzkie noś!").

Treny traktować można jako rozrachunek i polemikę Kochanowskiego z własną twórczością, z głoszonymi przezeń tezami stoickiego dystansu wobec przeciwności życia, z elementami religijno-moralnego poglądu na świat. Przynoszą reinterpretację dotychczasowej postawy i zasad postępowania oraz próbę odbudowania utraconego systemu wartości. Ukazują wizerunek człowieka myślącego, zmuszonego pod wpływem cierpienia, dramatycznej konfrontacji doktryny i doświadczenia do weryfikacji przyjętej filozofii życiowej i podjęcia trudu ocalenia fundamentalnych wartości humanistycznych.
Treny stanowią cykl utworów o spójnej konstrukcji, zróżnicowanym stylu i natężeniu emocjonalnym. Nawiązują do grecko-rzymskiej poezji żałobnej, biblijnych psalmów, współczesnych poecie zachodnioeuropejskich cyklicznych kompozycji funeralnych Petrarki i Ronsarda. Różnorodności stylistycznej monologów towarzyszy bogactwo rytmiczne, wielość miar wierszowych. Z uwagi na swe walory myślowe i artystyczne już w XVI, a zwłaszcza w XVII w. stały się Treny wzorem poetyckim wykorzystywanym przez wielu twórców.

Kochanowski był największą indywidualnością w dziejach literatury staropolskiej. Czerpał z Biblii i dziedzictwa grecko-rzymskiego, zawsze jednak wyposażał swoje utwory w pomysły własne, oryginalne - w warstwie myśli, uczuć i słowa. Wprowadził do poezji polskiej nieznane jej struktury gatunkowe, stylistyczne i wersyfikacyjne (między innymi ustabilizował wiersz sylabiczny). Interesował się światem zewnętrznym, porządkiem społecznym i politycznym, codziennością człowieka, jego problemami egzystencjalnymi, przeżyciami wewnętrznymi, osobistymi. Przemawiał językiem refleksji i przestrogi, powagi i żartu, zwracał się ze słowami modlitwy, nierzadko zdobywał się na intymne wyznania. Niemal od początku cieszył się uznaniem i popularnością - i w Polsce, i poza jej granicami.

Utwory


O DOKTORZE HISZPANIE


"Nasz dobry doktor spać się od nas bierze,
Ani chce z nami doczekać wieczerze".
"Dajcie mu pokój! najdziem go w pościeli,
A sami przedsię bywajmy weseli!"
"Już po wieczerzy, pódźmy do Hiszpana!"
"Ba, wierę, pódźmy, ale nie bez dzbana".
"Puszczaj, doktorze, towarzyszu miły!"
Doktor nie puścił, ale drzwi puściły.
"Jedna nie wadzi, daj ci Boże zdrowie!"
"By jeno jedna" - doktor na to powie.
Od jednej przyszło aż więc do dziewiąci,
A doktorowi mózg się we łbie mąci.
"Trudny - powiada - mój rząd z tymi pany:
Szedłem spać trzeźwo, a wstanę pijany".

O ŻYWOCIE LUDZKIM


Fraszki to wszytko, cokolwiek myślemy,
Fraszki to wszytko, cokolwiek czyniemy;
Nie masz na świecie żadnej pewnej rzeczy,
Próżno tu człowiek ma co mieć na pieczy.
Zacność, uroda, moc, pieniądze, sława,
Wszystko to minie jako polna trawa;
Naśmiawszy się nam i naszym porządkom,
Wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom.

NA DOM W CZARNOLESIE



Panie, to moja praca, a zdarzenie Twoje;
Raczyż błogosławieństwo dać do końca swoje! 
Inszy niechaj pałace marmórowe mają 
I szczerym złotogłowem ściany obijają, 
Ja, Panie, niechaj mieszkam w tym gniaździe ojczystym,
A Ty mię zdrowiem opatrz i sumnieniem czystym, 
Pożywieniem ućciwym, ludzką życzliwością, 
Obyczajmi znośnymi, nieprzykrą starością.

NA LIPĘ


Gościu, siądź pod mym liściem, a odpoczni sobie!
Nie dójdzie cię tu słońce, przyrzekam ja tobie,
Choć się nawysszej wzbije, a proste promienie
Ściągną pod swoje drzewa rozstrzelane cienie.
Tu zawżdy chłodne wiatry z pola zawiewają,
Tu słowicy, tu szpacy wdzięcznie narzekają.
Z mego wonnego kwiatu pracowite pszczoły
Biorą miód, który potym szlachci pańskie stoły.
A ja swym cichym szeptem sprawić umiem snadnie,
Że człowiekowi łacno słodki sen przypadnie.
Jabłek wprawdzie nie rodzę, lecz mię pan tak kładzie
Jako szczep napłodniejszy w hesperyskim sadzie.

PIEŚŃ 2


Serce roście patrząc na te czasy:
Mało przedtym gołe były lasy,
Śnieg na ziemi wysszej łokcia leżał,
A po rzekach wóz nacięższy zbieżał.

Teraz drzewa liście na się wzięły,
Polne łąki pięknie zakwitnęły;
Lody zeszły, a po czystej wodzie
Idą statki i ciosane łodzie.

Teraz prawie świat się wszystek śmieje:
Zboża wstały, wiatr zachodny wieje,
Ptacy sobie gniazda omyślają
A przede dniem śpiewać poczynają.

Ale to grunt wesela prawego,
Kiedy człowiek sumnienia całego
Ani czuje w sercu żadnej wady -
Przeczby się miał wstydać swojej rady?

Temu wina nie trzeba przylewać,
Ani grać na lutni, ani śpiewać;
Będzie wesół, byś chciał, i o wodzie,
Bo się czuje prawie na swobodzie.

Ale kogo gryzie mól zakryty,
Nie idzie mu w smak obiad obfity;
Żadna go pieśń, żadny głos nie ruszy,
Wszystko idzie na wiatr mimo uszy.

Dobra myśli, której nie przywabi,
Choć kto ściany drogo ujedwabi,
Nie gardź moim chłodnikiem chruścianym,
A bądź ze mną, z trzeźwym i z pijanym!

PIEŚŃ 6


Acz mię twa droga, mila, barzo boli, 
Nie chcę cię trzymać przeciw twojej woli;
Z mej strony bodaj wszystko dobre miała, 
Kędy się kolwiek będziesz obracała.

Lecz sama widzisz, jakie wiatry wstają, 
Jakie po niebie chmury się mieszają. 
Ja wiem, co umie morze i szalony 
Wicher, na wody słone uniesiony.

Niech żony srogich pohańców i dzieci
Doświadczą, jakim pędem wicher leci 
Morze mieszając; huczą srogie wały, 
A brzeżne w gruncie wzdrygają się skały.

Takci sie biednej Europie dostało,
Jeno że wołu chciała przysieść mało;
Bo się z nienagła przymknął z nią ku wodzie,
Potym jak płynie, tak płynie bez łodzie.

A ta dopiero zlękła sie nieboga, 
Gdzie pojźrzy, zewsząd morze, zewsząd trwoga,
Brzegu nie widać, przewoźnik niepewny,
Strach serce ujął, a w oczu płacz rzewny.

A gdy do sławnej Krety przypłynęła, 
Z wielkiej tesknice włosy targać jęła, 
Skarżąc się z płaczem: ,,Ojcze mój łaskawy,
Któregom zbyła prze me głupie sprawy!


Com ja tu miała czynić w tej krainie? 
Mało jest jedna śmierć panieńskiej winie. 
Ale na jawiż płaczę swej lekkości, 
Czy mię pokusa łudzi krom winności,

Która przez wrota kościane wychodzi,
A na człowieka sny dziwne przywodzi? 
Lepiej li było przez morze sie pławić,
Czy nad polnemi kwiatkami sie bawić?

By mi sie teraz dostał jako w ręce 
On wół bezecny, byłby w takiej męce, 
Żeby mu ze łba musiały spaść rogi, 
Chociaż był u mnie niedawno tak drogi.

Nie miałam wstydu, dom swój opuszczając, 
I teraz nie mam śmierci odkładając,
Boże mój, jesli słyszysz prośbę moję,
Niechaj dziś nago w pośrzodku lwów stoję!

Pierwej niż pleśnią piękna twarz przypadnie 
I zupełnemu ciału krasa spadnie, 
Niechaj mię wilcy pożrą w tej gładkości,
A po pustyniach rozniosą me kości".

"Nikczemna dziewko - ojciec ci przyciska - 
Czemu nie umrzesz? Strzyma cię ta niska 
Jedlina i pas zaniesiony w cale;
A jeslić milsza śmierć na ostrej skale,

Daj sie w moc wiatrom, a skocz z góry śmiele, 
Niżbyś wolała siedzieć u kądziele, 
Królewska dziewka, i być w ręce dana 
Srogiej pogance, winna bywszy pana".

PIEŚŃ 17


Nie godzien tego ten świat zawikłany, 
Aby miał na nim rozumem nadany 
Człowiek polegać, a swe szczęśliwości
Sadzić na jego płochej odmienności.

Co ma ten żywot, na co by bezpiecznie 
Człowiek mógł kazać? Niedługo koniecznie 
Doniesie czaszę pachołek do gęby, 
A przedsię i w tym straci czasem zęby.

Morze nie stoi nigdy, zawżdy płynie;
Teraz kędzierze nastrzępi, w godzinie 
Dnem wzgórę stanie, a ogromne wały 
Wysokich będą obłoków sięgały.

Cnota mój kompas, który nie w pół nocy, 
Ale w pół zbytków bije. Niech się smocy 
I wszytko bydło Proteowe jeży, 
Łódź moja przedsię swym pędem pobieży.

PIEŚŃ 2 (Księgi wtóre)


Nie dbam, aby zimne skały 
Po mym graniu tańcowały;
Niech mię wilcy nie słuchają,
Lasy za mną nie biegają.

Hanno, tobie k woli śpiewam, 
Skąd jesli twą łaskę miewam, 
Przeszedłem już Amfijona 
I lutnistę Aryjona.

Mnie sama twarz nie uwiedzie; 
I choć druga na plac jedzie
Z herby domów starożytnych, 
Zacne plemię dziadów bitnych.

Ja chcę podobać sie w mowie 
Nauczonej białejgłowie;
Ty mię pochwal, moja pani, 
Nie dbam, choć kto inszy gani.

Cnocie zajźrzą jako żywo,
Bujne drzewo wiatrom krzywo;
Ale ty chciej pomoc sama,
Nie ugrozi zazdrość nama.



A jesli me niskie progi 
Będą godne twojej nogi, 
Nogi pięknej - nie potrzeba,
Dosięgę już głową nieba.

Samy cię ściany wołają 
I z dobrą myślą czekają;
Lipa, stojąc wpośrzód dworu 
Wygląda cię co raz z boru.

Każ bystre konie zakładać,
A sama się gotuj wsiadać.
Teraz naweselsze czasy, 
Zielenią sie pięknie lasy.

Łąki kwitną rozmaicie, 
Zająca już nie znać w życie;
Przy nadziei oracz ścisły, 
Że będzie miał z czym do Wisły.

Stada igrają przy wodzie, 
A sam pasterz, siedząc w chłodzie,
Gra w piszczałkę proste pieśni,
A faunowie skaczą leśni.

Kwap sie, póki jasne zorze 
Nie zapadną w bystre morze;
Po chwili ćmy czarne wstaną, 
Co noc noszą nienaspaną.

TRENY


TREN IX


Kupić by cię, mądrości, za drogie pieniądze,
     Która (jesli prawdziwie mienią) wszytki żądze,
Wszytki ludzkie frasunki umiesz wykorzenić,
     A człowieka tylko nie w anioła odmienić,
Który nie wie, co boleść, frasunku nie czuje,
     Złym przygodam nie podległ, strachom nie hołduje.
Ty wszytki rzeczy ludzkie masz za fraszkę sobie,
     Jednaką myśl tak w szcześciu, jako i w żałobie
Zawżdy niesiesz; ty śmierci namniej sie nie boisz,
     Bezpieczną, nieodmienną, niepożytą stoisz.
Ty bogactwa nie złotem, nie skarby wielkiemi,
     Ale dosytem mierzysz i przyrodzonemi
Potrzebami; ty okiem swym nieuchronionym


     Nędznika upatrujesz pod dachem złoconym,
A uboższym nie zajźrzysz szcześliwego mienia,
     Kto by jedno chciał słuchać twego upomnienia.
Nieszcześliwy ja człowiek, którym lata swoje
     Na tym strawił, żebych był ujźrzał progi twoje.
Terazem nagle z stopniów ostatnich zrzucony
     I miedzy insze, jeden z wiela, policzony.

TREN XVII


Pańska ręka mię dotknęła,
     Wszytkę mi radość odjęła.
     Ledwie w sobie czuję duszę
     I tę podobno dać muszę.

Lubo wstając, gore jaśnie,
     Lubo padnąc, słońce gaśnie,
     Mnie jednako serce boli,
     A nigdy sie nie utoli.

Oczu nigdy nie osuszę
     I tak wiecznie płakać muszę.
     Muszę płakać; o mój Boże,
     Kto sie przed Tobą skryć może?

Prózno morzem nie pływamy,
     Prózno w bitwach nie bywamy:
     Ugodzi nieszczeście wszędzie,
     Choć podobieństwa nie będzie.

Wiódłem swój żywot tak skromnie,
     Że ledwie kto wiedział o mnie,
     A zazdrość i złe przygody
     Nie miały mi w co dać szkody.



Lecz Pan, który gdzie tknąć widzi,
     A z przestrogi ludzkiej szydzi,
     Zadał mi raz tym znaczniejszy,
     Czymem już był bezpieczniejszy.

A rozum, który w swobodzie
     Umiał mówić o przygodzie,
     Dziś ledwe sam wie o sobie:
     Tak mię podparł w mej chorobie.

Czasem by sie chciał poprawić,
     A mnie ciężkiej troski zbawić,
     Ale gdy siędzie na wadze,
     Żalu ruszyć nie ma władze.

Prózne to ludzkie wywody,
     Żeby szkodą nie zwać szkody;
     A kto sie w nieszcześciu śmieje,
     Ja bych tak rzekł, że szaleje.

Kto zaś na płacz lekkość wkłada,
     Słyszę dobrze, co powiada,
     Lecz sie tym żal nie hamuje,
     Owszem, więtszy przystępuje.

Bo mając zranioną duszę,
     Rad i nierad płakać muszę;
     Co snaść nie cześć, to ku szkodzie
     I zelżywość serce bodzie.



Lekarstwo to, prze Bóg żywy,
     Ciężkie na umysł troskliwy;
     Kto przyjaciel zdrowia mego,
     Wynajdzi co wolniejszego.

A ja zatym łzy niech leję,
     Bom stracił wszytkę nadzieję,
     By mnie rozum miał ratować,
     Bóg sam mocen to hamować.

TREN XIX
     albo SEN


Żałość moja długo w noc oczu mi nie dała
     Zamknąć i zemdlonego upokoić ciała.
Ledwie mię na godzinę przed świtanim swemi
     Sen leniwy obłapił skrzydły czarnawemi.
Na ten czas sie matka własnie ukazała,
     A na ręku Orszulę moję wdzięczna miała,
Jaka więc po paciorek do mnie przychodziła,
     Skoro z swego posłania rano sie ruszyła.
Giezłeczko białe na niej, włoski pokręcone,
     Twarz rumiana, a oczy ku śmiechu skłonione.
Patrzę, co dalej będzie, aż matka tak rzecze:
     "Spisz, Janie, czy cię żałość twoja zwykła piecze?"
Zatymem ciężko westchnął i tak mi sie zdało,
     Żem sie ocknął; a ona, pomilczawszy mało,
Znowu mówić poczęła: "Twój nieutulony
     Płacz, synu mój, przywiódł mię w te tu wasze strony
Z krain barzo dalekich, a łzy gorzkie twoje
     Przeszły aż i umarłych tajemne pokoje.
Przyniosłam ci na ręku wdzięczną dziewkę twoję,
     Abyś ją mógł oglądać jeszcze, a tę swoję
Serdeczną żałość ujął, która tak ujmuje
     Sił twoich i tak zdrowie nieznacznie twe psuje,
Jako ogień suchy knot obraca w perzyny,
     Darmo nie upuszczając namniejszej godziny.
Czyli nas już umarłe macie za stracone
     I którym już na wieki słońce jest zgaszone?
A my owszem żywiemy żywot tym ważniejszy,

     Czym nad to grube ciało duch jest ślachetniejszy.
Ziemia w ziemię się wraca, a duch z nieba dany
     Miałby zginąć ani na miejsca swe wezwany?
O to sie ty nie frasuj, a wierz niewątpliwie,
     Że twoja namilejsza Orszuleczka żywie.
A tu więc takim ci sie kształtem ukazała,
     Jakoby sie śmiertelnym oczom poznać dała,
Ale miedzy anioły i duchy wiecznemi
     Jako wdzięczna jutrzenka świeci, a za swemi
Rodzicami sie modli, jako to umiała
     Z wami będąc, choć jeszcze słów nie domawiała.
Jesliżeć też stąd roście żałość, że jej lata
     Pierwej są przyłomione, niżli tego świata
Rozkoszy zażyć mogła: o biedne i płone
     Rozkoszy wasze, które tak są usadzone,
Że w nich więcej frasunków i żałości więcej,
     Czego ty doznać możesz sam z siebie napręcej.
Ucieszyłeś sie kiedy z dziewki swej tak wiele,
     Żeby pociecha twoja i ono wesele
Mogło porownać z twoim dzisiejszym kłopotem?
     Nie rzeczesz tego, widzę. Także trzymaj o tem,
Jakoś doznał, ani sie frasuj, że tak rana
     Twojej ze wszech namilszej dziewce śmierć zesłana.
Nie od rozkoszyć poszła; poszłać od trudności,
     Od pracej, od frasunków, od złez, od żałości,
Czego świat ma tak wiele, że - by też co było
     W tym docześnym żywocie człowieczeństwu miło - 
Musi smak swój utracić prze wielkość przysady,
     A przynamniej prze bojaźń nieuchronnej zdrady.
Czegóż płaczem, prze Boga? Czegóż nie zażyła?
     Że sobie swym posagiem pana nie kupiła?
Że przegrozek i cudzych fuków nie słuchała?
     Że boleści w rodzeniu dziatek nie uznała?
Ani umie powiedzieć, czego jej troskliwa
     Matka doszła: co z więtszym utrapieniem bywa,
Czy je rodzić, czy je grześć? Takieć pospolicie
     Przysmaki wasze, czym wy sobie świat słodzicie.
W niebie szczere rozkoszy, a do tego wieczne,
     Od wszelakiej przekazy wolne i bezpieczne.
Tu troski nie panują, tu pracej nie znają,
     Tu nieszczeście, tu miejsca przygody nie mają,
Tu choroby nie najdzie, tu nie masz starości,
     Tu śmierć łzami karmiona nie ma już wolności.
Żyjem wiek nieprzeżyty, wiecznej używamy
   
  Dobrej myśli, przyczyny wszytkich rzeczy znamy.
Słońce nam zawżdy świeci, dzień nigdy nie schodzi
     Ani za sobą nocy niewidomej wodzi.
Twórcę wszech rzeczy widziem w Jego majestacie,
     Czego wy, w ciele będąc, prózno upatrzacie.
Tu w czas obróć swe myśli, a chowaj sie na te
     Nieodmienne, synu mój, rozkoszy bogate.
Doznałeś, co świat umie i jego kochanie,
     Lepiej na czym ważniejszym zasadź swe staranie.
Dziewka twoja dobry los (możesz wierzyć) wzięła,
     A własnie w swoich rzeczach sobie tak poczęła,
Jako gdy kto na morze nowo sie puściwszy,
     A tam niebezpieczeństwo wielkie obaczywszy,
Woli nazad do brzegu. Drudzy, co podali
     Żagle wiatrom, na ślepe skały powpadali:
Ten mrozem zwyciężony, ten od głodu zginął,
     Rzadki, co by do brzegu na desce przypłynął.
Śmierci zniknąć nie mogła, by też dobrze była
     Onę dawną Sybillę wiekiem swym przeżyła.
To, co miało być potym, uprzedzić wolała:
     Tymże mniej tego świata niewczasów doznała.
Drugie po swych namilszych rodzicach zostają
     I ciężkiego siroctwa nędzne doznawają.
Wypchną drugą na męża leda jako z domu,
     A majętność zostanie, sam to Bóg wie komu.
Biorą drugie i gwałtem; a biorą i swoi;
     Ale w hordach część sie wielka ich zostoi,
Gdzie w niewoli pogańskiej i służbie sromotnej
     Łzy swe piją, czekając śmierci wszystkokrotnej.
Tego twej wdzięcznej dziewce bać sie już nie trzeba,
     Która w swych młodych leciech wzięta jest do nieba,
Żadnych frasunków tego świata nie doznawszy
     Ani grzechem dusze swej drogiej pomazawszy.
Jej tedy rzeczy, synu (niemasz wątpliwości),
     Dobrze poszły, ani stąd używaj żałości.
Swoje szkody tak szacuj i omyłki swoje,
     Abyś nie przepamiętał, że baczenie twoje
I stateczność jest droższa. W tę bądź przedsię panem,
     Jako sie kolwiek czujesz w pociechy obranem.
Człowiek, urodziwszy sie, zasiadł w prawie takim,
     Że ma być jako celem przygodom wszelakim.
Z tego trudno sie zdzierać; pocznimy, co chcemy:
     Jesli po dobrej woli nie pójdziem, musi[e]my.
A co wszytkich jednako ciśnie, nie wiem czemu
     Tobie ma być, synu mój, naciężej jednemu.
Śmiertelna, jako i ty, twoja dziewka była,
     Póki jej zamierzony kres był, poty żyła.
Krótko wprawdzie, ale w tym człowiek nic nie włada,
     A wyrzec też, co lepiej, niełacno przypada.
Skryte są Pańskie sądy; co sie Jemu zdało,
     Nalepiej, żeby sie też i nam podobało.
Łzy w tej mierze niepłatne; gdy raz dusza ciała
  
   Odbieży, prózno czekać, by sie wrócić miała.
Ale człowiek nie zda sie praw szcześciu w tej mierze,
     Że szkody pospolicie tylko przed się bierze,
A tego baczyć nie chce ani mieć w pamięci,
     Co mu też czasem padnie wedle jego chęci.
Tać jest władza fortuny, mój namilszy synie,
     Że nie tak uskarżać sie, kiedy nam co zginie,
Jako dziękować trzeba, że wżdam co zostało,
     Bo to wszytko nieszczeście w ręku swoich miało.
A tak i ty, folgując prawu powszechnemu,
     Zagródź drogę do serca upadkowi swemu,
A w to patrzaj, co uszło ręku złej przygody:
     Zyskiem człowiek zwać musi, w czym nie popadł szkody.
Na koniec, w co sie on koszt i ona utrata,
     W co sie praca i twoje obróciły lata,
Któreś ty niemal wszystkie strawił nad księgami,
     Mało sie bawiąc świata tego zabawami?
Teraz by owoc zbierać swojego szczepienia
     I ratować w zachwianiu mdłego przyrodzenia.
Cieszyłeś przed tym insze w takiejże przygodzie:
     I będziesz w cudzej czulszy niżli w swojej szkodzie?
Teraz, Mistrzu, sam sie lecz; czas doktór każdemu.
     Ale kto pospolitym torem gardzi, temu
Tak poznego lekarstwa czekać nie przystoi:
     Rozumem ma uprzedzić, co insze czas goi.
A czas co ma za fortel? Dawniejsze świeżemi
 
    Przypadkami wybija, czasem weselszemi,
Czaem też z tejże miary, co człowiek z baczeniem
     Pierwej, niż przyjdzie, widzi i takim myśleniem
Przeszłych rzeczy nie wściąga, przyszłych upatruje
     I serce na oboję fortunę gotuje.
Tego sie, synu, trzymaj, a ludzkie przygody
     Ludzkie noś; jeden jest Pan smutku i nagrody".
Tu zniknęła. Jam sie też ocknął. Aczciem prawie
     Niepewien, jeslim przez sen słuchał czy na jawie.

POEZJE ŁACIŃSKIE
(wybór)


1. AD LECTOREM


Si quis eris lector nugarum forte mearum,
Nostra vel ignoto Musa dicata tibi es. 
Hoc satius duxi, quam longo carmine amusos
Affari et surdis obstrepere auriculis. 
Quis contra sannas igitur me muniet heros?
Scriptorem insulsum, qualem ego me esse scio. 
Non Aiax clipeo, non texerit aegide Pallas,
Quo minus e nasis pendeat indomitis.

ELEGIA I, 1


Non me si modo sum, Musae fecere poetam,
Nec memini Aoniae rupis adisse specus. 
Solus amor docuit blandos me fingere versus,
Et canere antiquo consona Callimacho. 
Ille deus segnes animos et inertia corda,
Ingenium torpens excitat ille deus. 
Quid nisi cornigeras deses pavisse iuvencas
Dicitur Idaeis vallibus ante Paris? 
Ut semel incaluit peregrino captus amore,
Deseruit silvas deseruitque boves.
Et classem instruxit vastique per aequora ponti
Longinqua Eurotae navit ad usque vada.
Nec prius armifera cessit Lacedaemone, quam te
Deluso raperet, Tyndari pulchra, viro.
Tum quoque, cum Phrygios vastaret Graecia campos,
Fortem illum e medio sustulit Aeacidem. 
Aeacidem, celsae qui circum moenia Troiae
Traxerat Haemoniis Hectora nuper equis. 
Non love nata quidem est, sed forma Heroidas aequat,
Quae torpere meum non sinit ingenium. 
Illa mihi tantum consuetas praebeat aures,
Alter ego Amphion, et Linus alter ero. 
Nec vero promptum est mihi dicere, quam bene clava,
Conveniantve humeris Gnosia tela meis. 
Illa tamen iubeat, saevas ego strenuus hydras,
Ilicet audaces aggrediarque feras. 
Et mala Hesperio rapiam servata draconi,
Et tria Tartarei colla domabo canis, 
Tu patriae exernplo fines tutare paterno,
Christophore, Arctoi spesque decusque soli. 
Invictoque animo testare et fortibus ausis
Illius patris sanguine te esse satum, 
Qui Starodubaeas evertit funditus arces,
Qui vicit Dacos, perdomuitque Scythas. 
Me crudelis amor invicta compede vinxit,
Et dominae duro tradidit imperio. 
Illius praescripto agitur mihi noxque diesque,
Hinc bona dependent, hinc mea cuncta mala. 
At vos, carminibus quicunque putastis amorem, 
Et magicis solvi posse veneficiis:
Huc omnes herbas, huc omnia ferte venena,
Quae Pindus, quae Othrys, quaeque habet altus Eryx.
Tam formosa mihi nisi desinat illa videri,
Nil herbae, nil me vestra venena iuvent.

ELEGIA I, 6


Nemo meo certet, quantumvis Croesus, amori,
Quantumvis lato nobilis imperio. 
Qualis enim, certamen equis ineuntibus ingens,
Sedit in externis Hippodameia rotis;
Qualis erat, pro qua cum semiferis Centauris
Impigras Lapithae conseruere manus:
Aut quae mortali Phoebum pugnare marito
Eveni ripas impulit ad patrias;
Aut quarum causa nunc fulvum luppiter aurum,
Nunc speciem tauri, nunc imitatus avem est:
Omnibus iis forma conferri Lydia digna est,
Et potius vincat, quam superata cadat. 
Ora nivem referunt, aurum coma, lumina stellas,
Ipsa ingens priscas aequat honore deas, 
Et sive incessit risitve locutave quidquam est,
Praecinctam balteo Cypridis esse putes. 
Femineas artes a Pallade docta videtur,
Et nihil est, quod non levi imitetur acu. 
Pieridum cantu nulla est, quae gaudeat aeque, 
Femina Parrhasii nata sub axe poli. 
Sirenam credas cantare, ubi voce canora
Miscuit Orpheae dulcia verba lyrae. 
Omnes ex animo penitus iam deleo formas,
Diversis memini quas stupuisse locis 
Huic, si quid blandum spirant mea carmina, debent,
Huic latia atque recens Slavica Musa canit. 
Haec, ubi me niveis arcte est complexa lacertis,
Et gremio sedit non aliena meo, 
Tum videor curru populorum victor ebumo
Aurea Tarpei scandere templa lovis. 
Tunc ego Pactoli rutilas lego dives arenas,
Tunc Arabum messes arvaque odora meto. 
Hunc utinam servet semper Cytherea tenorem,
Et regna in nostrum cui dedit ipsa caput.
Hac ego placata vel maxima spernere possum
Imperia et priscus non cupio esse Midas. 
At rosa suave rubens spinis armatur acutis,
Mellaque item pugnax dulcia servat apis. 
Nec male sanus Amor curis vacat: ille beatus
Quem minimis urges, saeve Cupido, malis. 
Proice letiferas, puer invidiose, sagittas,
Asperaque in populum ne gere corda tuum. 
Sit satis irata modice illacrimare puella,
Sit satis ingenita de levitate queri.
Ingratas pulsare fores, aditumque negari,
Illa mihi mortis suspicio instar erit. 
Omnia perpetiar: modo spes, o Lydia, nobis 
Omnis placandae ne sit adempta tui.

ELEGIA III, 1


Rursus ad arma redis pharetrati mater Amoris,
Nulla tibi mecum pax diuturna placet. 
Vix bene convaluit primo de vulnere pectus,
En iterum saevus cor mihi fixit amor. 
Parce, precor, primae ludum revocare iuventae,
Insanisse semel sit, Cytherea, satis. 
Non ego, dum lucem cristatus provocet ales,
Aptus ad occlusas iam vigilare fores. 
Calcibus aut crebris inimicos trudere postes,
Et nunc blanditias, nunc adhibere minas. 
Haec fieri potuere olim, maturior aetas
His alios rnores postulat et studia. 
Ecce parat bellum Riphaeis flebile Moschis,
Et pia pro sociis Rex meus arma movet. 
Flos illum Arctoae pubis comitatur euntem,
Sub pedibusque virum conscia mugit humus. 
Iamne tibi ad liquidas commissa Borysthenis undas
Exciderant animo proelia, Mosche ferox? 
Nec Starodubeas meministi, perdite, clades:
Atqui putris adhuc ossibus albet humus. 
Flecte pedem retro, si quid sapis, ille tibi idem,
A quo iam toties victus es, hostis adest.
Nec numero confide aut turbae ductor inerti,
Fortis quaerenda est, non numerosa manus. 
At mihi nil opus est externum quaerere bellum,
Intus adest hostis, qui mea corda ferit. 
Hic male defendit clipeus, male tela, male enses,
Nec prosunt vires nec ratio ulla fugae est. 
Tu tamen, o pro qua bellum gerit ipsa Dione,
Pasiphile, paci non inimica veni!
Non ego sum ex illis qui dum potiantur amore,
Fallendos adhibent in sua vota deos. 
Fraus mihi nulla placet; falso periuria amantum,
lactatur surda negligere aure deus.
Tu mihi, si tantum non dedignaris amari,
Usque ad supremos cura futura rogos. 
Tu domui praesis, tibi res mea serviat uni,
Quantulacumque quidem est, serviat illa tibi. 
Naviget alter Athon, pedibus mare calcet equorum,
Ebibat et fluvios, si libet, et maria.
Dummodo tu faveas, dum sit tibi mutua nostri
Cura, nihil regum splendida sceptra moror. 
Tecum nec duro glebas invertere aratro,
Nec grave pascentes sit comitare greges. 
Quid me perpetuis iuvat empta pecunia curis ?
Aut quid Erythraeo concha reperta salo?
Sollicitis animis auri vis nulla medetur,
Omniaque incerto fors levis orbe rotat. 
Tecum, Pasiphile, liceat mihi vivere et olim
In gremio vitam deposuisse tuo.

ELEGIA III, 13


Musa, relinquamus ripas Anienis amoenas,
In sua me pridem Carpatus antra vocat. 
Sarmatiamque iubet patriis ornare Camoenis,
Si qua modo a nostro carmine fama venit. 
Illam Lasciades spoliis meus ornet opimis,
Cumque Scythis nullo foedere bella gerat.
Spes nostra in calamo est Heliconiadumque favore,
Haec spolia, hic meus est currus et arma mea. 
Nec primus rupes illas peto: Reius eandem 
Institit ante viam nec renuente Deo.
Et meruit laudem, seu parvum fleret loseph
Leto fraterna pene datum invidia. 
Sive Palingenii exemplum Musamque secutus,
Quid deceat caneret dedeceatque viros. 
Concinit acceptos superis Tricessius hymnos,
Linguarum praestans cognitione trium 
Et quae de mundi perscripsit origine Moses,
Ignota esse suae non patitur patriae. 
Laude sua neque Gornicium fraudavero; namque hic
Orphaea fingit carmina digna lyra
Germanosque canit magno certamine victos,
Commitens lyricis Martia bella modis. 
Me quoque paulatim vestigia vestra secutum,
Vatibus annumeret Sarmatis ora suis. 
Si mea nec livor, levis aut fiducia pennae,
Sed patriae dulcis pectora versat amor, 
Tum tu aspirantem non segnis ad otia vitae
Myscovi, monitis parce tenere tuis.
Sed sine, quod reliquum est mihi temporis, exigere inter
Socraticas lauros Pieridesque meas.
Nil magnum affecto nec spe mihi blandior ulla,
Parva seges satis est fonsque perennis aquae. 
Qui sectantur opes, penetrent in viscera terrae
Aut ratibus curvis Indica regna petant. 
Me iuvat immensi rationem inquirere mundi,
Cursusque astrorum perdidicisse vagos. 
Cur sol praecipitet gelidae sub tempora brumae,
Nox contra lentis pigra feratur equis? 
Cur nunc exilis nunc pleno appareat orbe 
Cynthia, quid stinguat lumina magna poli?
Quid generet nubes liquidosque in nubibus imbres,
Quodque coruscanti fulmen ab axe venit?
Unde coloratus, caelum qui dividit, arcus,
Unde aquilo aut eurus, qui maria alta domant?
Quae vis commoveat terras aut aequoris aestus,
Fontibus et fluviis unde perennis aqua?
Quo post fata animae migrent? Sit Tantalus usquam
Arida quem medio torreat amne sitis?
Denique sit ne aeterna corusci haec machina coeli
An cuncta ad primum sunt reditura chaos?
Haec me vita manet, nisi quis deus obstet: avaros
Aurea non aegre flumina habere sinam.

FORICOENIA


AD PETRUM MYSCOVIUM


Qui coenare domi Musas adeoque poetam
Ipsum, Myscovi non reticende, vetas, 
Accipe iure tuis foricoenia debita mensis,
Non Aganippaeo fonte sed hausta cado.
Haec mihi, dum violae regnant, dum pocula spumant,
Corniger occulta dictat in aure deus. 
Queis horam neque tu meliorem impende legendis:
Inter vina volunt ebria scripta legi.

AD SODALES


Hic, o amici, 
Dum patiuntur 
Fata, bibendum est.
Nulla apud Orcum
Vinea floret;
Nulla Lyaeo
Dolia fervent. 
Flumina tristi 
Sulfure manant,
Pallida ripas
Taxus inumbrat.
Hic, o amici,
Hic et amandum est;
Nam simul atque 
Ruperit atrox 
Stamina Clotho, 
Te Crocali et te 
Phylli relicta, 
Per Styga nigro 
Lintre feremur;
Haud nebularum 
Absimiles, quas 
Aequore surgens 
Dissipat Eurus.

AD PETRUM ROYZIUM


Ultima te produxit Iberia, docte Royzi,
Erudiit Latium, Sarmatis ora fovet. 
Nec gens ulla adeo est a nobis dissita, quo non
Ingenii penetret fama secunda tui. 
Ni prior hoc alter voluisset nomine dici,
Mundanum civem dicere te poteram.

IN IMAGINEM SUAM


Talis eram, cum me lento torqueret amore
Decantata meis Lydia carminibus. 
Pictorem metui, cum vultum pingere vellet,
Ne gemitus una pingeret ille meos.

LIRYKI
(ODE II). IN DEOS FALSOS


Aetas prisca virum divitias lovem, 
Vires Latoidem corporis integras, 
Formae munera alumnam 
Vasti credidit aequoris 
Largiri Venerem: cor sapientia
Praestans atque animum consilii uberem
Aspirare putarunt 
Matris Pallada nesciam:
Arma interque tubas Martis erat dare
Pectusque intrepidum vimque animo parem;
Quassas Tyndaridarum 
Servare in pelago rates.
Horum ne umbra quidem est nunc reliqua omnium 
Fallaces deos fictaque numina 
Caeco condidit Orco
Tempus cuncta redarguens.
At tu, magne parens orbis et arbiter
Naturae, veluti principio cares, 
Sic expers quoque finis 
Vives omnia secula.
Te nos non pecudum sanguine, sed prece 
Casta prosequimur cordeque simplice:
Tu placatus amicis
Adversa omnia mollies.

(ODE IV). AD CONCORDIAM


Diva, quae coetus hominum et calentes 
Temperas iras animosque nectis, 
Et procul caecum removes cruenti
Martis amoreni. 
Qua nihil terris melius tuendis
Est datum, o Concordia, dulce amoris 
Caelitum pignus, veniens remotis
Aetheris oris.
Te fides circum niveisque plaudit
Caritas pennis: tua pax alumna est, 
Et coloratis opulentia ardens
Tempora gemmis. 
Te novis matres cupidae maritis
Invocant, clauso simulatque Olympo
Vesper est exortus Hymenque blandos
Iunxit amantes. 
Te pater natis metuens relictis 
Sedulo inculcat, tua roris instar 
Gratia est humore novas alentis
Iugiter herbas.
Tu vagos silvis homines profundis 
Prima deduxti, tibi moenia altarum 
Urbium accepta et ferimus sacrarum 
Foedera legum.
Tu salus rerum, dea, publicarum,
Sola casuris inimica regnis 
Fata propulsas, tribuisque longam
Prospera vitam. 
Nulla vis tecum est metuenda, nullus
Hostium insultus; sine te, duello 
Tuta ab externo, propriis labascunt
Imperia armis. 
O dea, o caeli decus, o bonorum
Proma, Fortuna facilis Polonum
Respice adversa populique caecos
Comprime motus. 
Arma fraternique avidum cruoris 
In truces ferrum potius Tatarros 
Verteque in Turcas veterumque clades
Vindica avorum.

Załączniki:
Podoba się? Tak Nie
(0) Brak komentarzy

Materiał zweryfikowany

Czas czytania: 49 minut