profil

Wymyślona historia Izoldy Jasnowłosej - opowiadanie.

poleca 85% 383 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

„Morska przygoda Izoldy Jasnowłosej”

Panowie miłościwi, czy wola wasza usłyszeć zdumiewającą historię, jaka miała miejsce razu pewnego, przy brzegach krainy bogatej i pięknej zwanej Irlandią?

Otóż za owych dawnych czasów żyła tam młoda królewna. Piękne to dziewczę „o warkoczach ze złota, której piękność jaśniała jak wschodząca jutrzenka”. Uwielbiana była na dworze swego ojca przez wszystkich baronów, rycerzy i całą służbę. Gdzie się nie zjawiła, promieniało radością, jakby to promyk słońca właśnie dotarł do miejsca, gdzie stała. Szczęście to było niesamowite dla króla i ludu Irlandii mieć taką królewnę.

Oto zdarzyła się razu pewnego historia niesłychana. Posłuchajcie jej panowie miłościwi do końca, gdyż na samo jej wspomnienie gorąco się robi i dopóty żyć będę, nie przestanę jej wspominać.

Otóż zdarzyło się to w dzień pochmurny i deszczowy. Wiatr dął silny, zewsząd nadciągały ciemne chmury, widać jakieś złe czary do brzegów królestwa się zbliżały. Do portu w Weisfort wpłynął statek kupiecki. Lud przywitał go należycie i zaraz to ludzie pobiegli doń towary oglądać i swoje na wymianę szykować. Wśród owego tłumu znalazła się Izolda. I co za czary? Co za złe moce powiodły siedmioletnie dziecię na pokład owego statku? Może to pogoda niegodziwa czy to życzliwi kupcy, czy lutnista tak ślicznie grający. Lecz wielu powiada, iż to towary przywiezione z odległych krain. A dużo ich tam doszukać się można było. I futra siwe, sukna z lśniącego gronostaju i płótna jedwabne, i purpury, szkarłaty, i muślin bielszy niż kwiat lilii, szkatułki błyszczące, korale, kamienie szlachetne, ozdoby wszelkie, tkaniny i dżanety nawet! Toż to bogactwa same! A Izold ucieszona tym wszystkim, radośnie biegała po statku, oglądając te cuda.

Jednakże zważywszy na pogodę, kupcy nieszczęśni, szybko jakichkolwiek wymian dokonali i zanim to się spostrzeżesz, odbili od portu, kołysani łagodnie przez fale morskie powoli oddalali się od brzegów Weisfort.

Ludzie uradowani z handlu i nowych nabytków nie spostrzegli nawet, iż brakuje pośród nich królewny, zasię na domiar nieszczęścia zaczęło padać deszczem złowrogim i wszyscy spierzchli do swych domów. Więc rzeczą oczywistą było, iż królewna także tak poczyniła.

Lecz dosyć szybko spostrzegła się przyjaciółka dziecięcia, iż nigdzie jej nie ma i jak błyskawica powiadomiła o tym króla. Oto dopiero całe królestwo zadrżało! Rozpacz i trwoga ogarnęła wszystkich, iż królewnę porwano! Kupcy źli i nieszczęśni, niech przeklęci będą!
Zaraz to król statki do drogi szykować począł. Rycerze dzielni nad miarę na ochotników podążali pod mury zamku, iż to królewnę ratować będą!

Był pośród nich wuj Jasnowłosej – Morhołtem zwany. Ów człowiek przysięgę złożył uroczystą, iż przywiezie z powrotem na ziemie Irlandii to dziecię całe i zdrowe. A wiedzieć wam trzeba, iż mężny i silny był nad miarę, a i sprytny, i mądry ogromnie.

Po dniu przygotowań wypłynęli śmiałkowie na statkach olbrzymich w morze. Wtedy to całe królestwo żałobę przyrzekło. I do powrotu królewny żadnych uczt, zabaw, turniejów i wesel nie godziło się nikomu urządzać.

Zasię statek kupiecki już dość daleko zdąrzył się oddalić i zanikał powoli za horyzontem. Iżby wam wiedzieć trzeba, że jako kupiecki podążał wolniej, aniżeli te wojenne, wypuszczone z Irlandii. Toteż z korzyścią dla Morhołta było i nadzieją wielką na odzyskanie Złotowłosej.

Izold szybko spostrzegła, iż z dala jest od swego domu. A że dzieciem jeszcze była, choć mądrym i dzielnym, to jak na dziecię przystało poczęła płakać nieszczęsna. Nikt, więc jej krzywdy wyrządzić żadnej nie chciał, bo tak kochana przez swój lud, szybko przez kupców pokochana została. Zechcieli też przyrzeknąć jej, iż do domu ją z powrotem wrócą, jak tylko wiatr ucichnie i deszcze padać nań przestanie.
Więc ta już na nowo ucieszona poczęła towarami się zachwycać, nie wiedząc nawet, iż to tylko łgarstwo złych kupców, którzy zasię źle dla niej nie chcieli, lecz przez szczerą sympatię, jaką do niej żywili, pozostawić ją dla siebie pragnęli, by jako ten promyk słońca ich statek rozjaśniała i dziecięcym śmiechem budziła w nich radość. Tu gdzieś dał jej jeden szkatułkę, tu korale, tu pierścień, a ona swą radością im płaciła.

Minął dzień jeden i jasne słońce rozjaśniło niebo. Ustał wiatr wszelki i deszcz. Ale kupcy ani myśleli nawrócić statek znowu do brzegów Irlandii. Co tez Izolda szybko spostrzegła i znowu smutek ją ogarnął za krajem i ludem, za ojcem i matką.

Powiedzieli jej zatem kupcy:
- Nie płacz, pani miła. Już tyle drogi do swego domu przepłynęliśmy, iż nie godzi się nam wracać. Kraj nasz zmartwiłby się tak długim naszym pobytem i nieobecnością. Powrócim teraz do niego, zawieziem towary a i tobie go pokażemy. Lud nasz gościnny, przywita cię należycie. Po czym co prędzej znów towar załadujemy i wtedy cię bezpiecznie odprowadzimy do Irlandii.

Izolda zapłakała, ale cóż mogła więcej uczynić. Poznała wtedy sługę swego, Perynisa, który ranny odpoczywał na lufie, grzejąc się w słońcu. Mając przy sobie zioło lecznicze od matki, wyleczyła mu ranę okropną, a on za to opiekę nad nią roztoczył przez te dni, które na statku spędziła. I tak mocno ją pokochał, iż przez lat wiele służył jej wiernie w Irlandii.

„Panowie miłościwi, bajarzowi, który chce być luby słuchaczom, przystoi unikać zbyt długich rozwodzeń. Powiem tedy pokrótce, jak błogo nabłądziwszy po morzu” Morhołt dogonił statek kupiecki. Zaraz to kilku porywczych rycerzy wypuściło strzały, które przeszywszy powietrze, przebiły ciała kilku kupców. Zasię ujrzawszy uradowaną Izoldę, zaraz atak wstrzymali.

I oto znów razem był wuj i jego siostrzenica, którą mocno do piersi przycisnął. Od dnia tego już nierozłączni są ona ze swym wujem, który pilnuje jej, broni i strzeże i jakby córkę własną ukochaną – miłuje nad życie.

Po dniach sześciu statki irlandzkie powróciły do portu w Weisfort, gdzie rozpacz panowała ogromna. Lud zgromadzony na lądzie w milczeniu oczekiwał na wieści czy to dobre, czy to złe.

Ależ już z dala widać było flagę białą i radosną powieszoną u szczytu statku i szczęście wielkie ogarnęło zgromadzonych. Wieść o powrocie królewny rozeszła się po całej krainie szybciej aniżeli statek do portu dopłynął. Z dala już słychać okrzyki i wiwaty uradowanego ludu na cześć dzielnego Morhołta.

Król z czułością przywitał swą córkę i zbadał od razu, czy to rany jakiej nie ma czy to zdrowa jest w pełni i uściskał ja mocno, jak tylko potrafił.

Już wieczorem ucztę na zamku urządzono wyborną i bogatą znoszącą wszelką żałobę i smutek, a wszystko z miłości do Izoldy, która po raz kolejny radością napełniła królestwo całe.

I tak właśnie przyszło mi zakończyć ową opowieść, by i wam odetchnąć zgoła przyszło na wieść tę dobrą. Pójdę ja dalej ją opowiadać, a wam, panowie drodzy, dziękuję, iż mnie wysłuchaliście z ciekawością ogromną. Bądźcie zdrowi i strzeżcie się złych mocy, niech Bóg ma was w swojej opiece. Żegnajcie zatem miłościwi panowie.

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 7 minut

Teksty kultury