profil

Najazd Szwedów na Jasną Górę

drukuj
poleca 82% 786 głosów

Treść
Obrazy
Wideo
Komentarze

Przygotowanie do obrony Jasnej Góry.


Narada.

Kiedy w połowie XVII wieku uwaga Polski zwrócona była na zagrożone przez Tatarów, Kozaków i wreszcie Moskwę wschodnie granice kraju, niespodziewanie z północy w roku 1655 runęła na nią nawała doskonałej armii szwedzkiej pod wodzą samego króla Karola Gustawa zaprawianego do wojen w bojach trzydziestoletniej wojny.
Zdawało się, że armii szwedzkiej żadna inna się nie oprze. W błyskawicznym tempie wojska szwedzkie zajmowały polskie miasta, osady, wsie, zdobywały fortece. Dopuszczano się przy tym rabunków i gwałtów.
Polacy jakby zamarli. Wojska Rzeczpospolitej poddawały się prawie bez oporu władzy Karola Gustawa.
W takiej sytuacji 6 sierpnia 1655 roku zebrali się na Jasnej Górze ojcowie paulini na naradzie. Postanowiono na niej, że ojciec prowincjał Teofil Bronowski uda się na Śląsk i postara się o środki obronne. Spodziewano się też realizacji pomocy przyrzeczonej przez króla Jana Kazimierza. Samą obronę klasztoru jasnogórskiego powierzono przeorowi ojcu Augustynowi Kordeckiemu. Zakonnicy zostali zobowiązani do zachowania wierności królowi polskiemu Janowi Kazimierzowi i narodowi polskiemu.
Zdecydowano też, że skarbiec trzeba natychmiast wywieźć, co też szybko zrobiono. Najpierw skarbiec ukryto w Konopiskach, skąd następnie przeniesiono go do Nysy, gdzie spostrzegli go ojcowie paulini Jan Pustkowski i Wacław Konopka. Część jednak skarbu ukryto w lasach i wodach w pobliżu Częstochowy.
Sam prowincjał ojciec Teofil Bronowski nazajutrz po naradzie udał się na Śląsk i zaczął organizować środki potrzebne do obrony Jasnej Góry. Niedługo wysłał do Częstochowy najętego komendanta artylerii i większą ilość prochu strzelniczego oraz sześćdziesiąt muszkieterów.
Tymczasem Szwedzi zajęli Kraków, wojsko kwarciane złamało przysięgi, Jan Kazimierz szukał ratunku za granicami swego kraju.
Prawie cała Polska znalazła się pod okupacją szwedzką, pod panowaniem Karola Gustawa. Co gorzej, duch narodu się załamał.
Jedyne światło wolności jaśniało na Jasnej Górze.
Jedynie w Kordeckim żył duch mocy oparty na ufności w moc Bożą i opiekę Matki Bożej.
Szwedom pozostało w Polsce ostatnie zadanie: zgasić to światło i złamać Kordeckiego.

Zabezpieczenie cudownego Obrazu.

Na Jasną Górę dochodziły coraz groźniejsze wiadomości o klęskach militarnych Polaków i o licznych zdradach, o zwycięskim marszu wojsk nieprzyjacielskich.
Wojska szwedzkie zbliżały się do Częstochowy. Niebezpieczeństwo zawisło bezpośrednio nad Jasną Górą.
W takiej sytuacji ojciec prowincjał Teofil Bronowski postanowił wywieźć cudowny Obraz Matki Bożej Częstochowskiej z Jasnej Góry i umieścić go bezpiecznym miejscu na Śląsku. Ojcowie paulini na czele z Kordeckim sprzeciwili się temu.
Z początku ojciec prowincjał odstąpił od swych zamierzeń. Kiedy jednak Szwedzi znaleźli się w najbliższej okolicy Jasnej Góry, własnoręcznie wyjął cudowny Obraz z ram, umieszczając na tym miejscu wierną kopię. Sam cudowny Obraz wywiózł w nocy z siódmego na ósmy listopada 1655roku najpierw do Lublińca i ukrył go w zamku hrabiego Andrzeja Celariego. Kiedy król Jan Kazimierz dowiedział się o tym, sprowadził Obraz Matki Bożej do Głogowa i umieścił go w pobliskim klasztorze ojców paulinów.

Najazd Jana Wejcharda Wrzesowicza.

Nazajutrz po wywiezieniu Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej 8 listopada 1655roku Jasna Góra znalazła się w wielkim niebezpieczeństwie, gdyż próby zajęcia klasztoru podjął się Jan Wejchard hrabia z Wrzeszczewicz zwany Wrzesowiczem.
Hrabia stanął pod Klasztorem Jasnogórskim o godzinie dziesiątej w nocy.
Od tego momentu ojciec przeor Augustyn Kordecki objął pełnię władzy nie tylko nad klasztorem, ale i nad warownią. Nic w najbliższych dwóch miesiącach nie działo się na Jasnej Górze bez jego rozkazu czy pozwolenia. Sam szczegółowo notował wszelkie szczegóły związane z obroną Częstochowy, swoją osobę usuwając w cień.
Ojciec Kordecki tak opisał próbę zajęcia klasztoru przez Jana Wejcharda Wrzesowicza:
„Jan Wejchard, hrabia z Wrzeszczewicz, chcąc się przysłużyć Gustawowi, naprzód pośpieszył i niespodzianie pod klasztorem około godziny dziesiątej w nocy z wojskiem stanąwszy, dla postrachu niezwyczajnym odgłosem trąb przeraził sługi Boże, a zarazem wysłał posłów dla oznajmienia zakonnikom: ażeby i oni, skoro już wszystka Rzeczpospolita poddała się królowi szwedzkiemu, klasztor pod jego władzę oddali, w przeciwnym zaś razie groził ostateczną zagładą, której opierający się jego woli doznać będą musieli od czterech tysięcy żołnierzy wkrótce pod mury przystąpić mających. Obiecał wreszcie wszystkie posiadłości klasztorne w perzynę obrócić. Gdy zakonnicy przystępu stanowczo odmówili, pozorem uszanowania dla miejsca świętego wściekłość swoją osłaniając, do następnego dnia sprawę odłożył.”

Dyplomacja.

Ojciec Augustyn Kordecki okazał się nie tylko gorliwym mnichem, ale i doskonałym dyplomatą.
Otóż kiedy niebezpieczeństwo ataku na Jasną Górę zbliżało się nieuchronnie, wysłał dwóch zakonników do Krakowa do Witemberga, wodza wojska szwedzkiego, w celu otrzymania od niego listu bezpieczeństwa dla klasztoru jasnogórskiego. W rzeczywistości chodziło o wybadanie, co on zamierza uczynić z Częstochową. Witemberg zapewnił zakonników o bezpieczeństwie klasztoru aż do czasu, kiedy będzie co innego postanowione przez władze szwedzkie.
Ojciec Augustyn natychmiast wystosował listy do króla Jana Kazimierza i do Stefana Czarnieckiego, kasztelana kijowskiego, prosząc o przyjście z pomocą wojskową klasztorowi. Ponadto napisał listy do dowódców wojsk szwedzkich, do hrabiego Wrzesowicza i Sadowskiego, prosząc ich, aby nie przyczyniali się do zguby świętego miejsca.
Na Jasną Górę dochodziły wiadomości, że generał Muller z dziewięcioma tysiącami wojska i dziewiętnastoma działami zbliża się do Częstochowy.
W klasztorze pojawił się niepokój u ludzi słabszego ducha. Ojciec Augustyn Kordecki zebrał 18 listopada wszystkich zakonników, najętych żołnierzy i świeckie osoby, które schroniły się do klasztoru, do kaplicy Matki Bożej, odprawił Mszę świętą i urządził procesję z Najświętszym Sakramentem około murów wewnętrznych. Zatrzymując się przy warowniach, ojciec Kordecki błogosławił żołnierzy i zachęcał, aby każdy pełniąc swój obowiązek, czekał bez trwogi na nieprzyjaciela.



Generał Muller.

Wkrótce naprzeciw siebie stanęli dwaj jakże odmienni ludzie: pokorny zakonnik, ale pełen ducha mocy ojciec Augustyn Kordecki i pełen pychy i nadętości generał Burchard Muller.
W połowie października 1655 roku Muller awansował na generała- lejtnanta. Król szwedzki Karol Gustaw powierzył mu zadanie „uspokojenia” Wielkopolski, co mu się udało. Następnie Muller otrzymał rozkaz zajęcia całego pogranicza śląskiego. W tym celu miał zająć i Jasną Górę.
W okolicy Krzepic wojska Mullera połączyły się z oddziałem generała Wrzesowicza.
Cała ta armia ruszyła w kierunku Częstochowy.

Oblężenie Jasnej Góry.

Uwertura.

Dnia 18 listopada 1655roku o godzinie 14 wojska szwedzkie stanęły pod murami Jasnej Góry.
Generał Muller przesłał do klasztoru list następującej treści:
„ Wielebni i Szlachetni Ojcowie i inni twierdzy i klasztoru mieszkańcy, Panowie i przyjaciele czcigodni!
Dostojnościom Waszym, łącznie z oznajmieniem usług i życzliwości, czynię wiadomym: że Jego Królewska Mość Król Szwedzki, Pan mój Najłaskawszy, otrzymawszy pewne wiadomości o buntowniczych zamiarach w Wielkopolsce, był zmuszony na ich poskromienie oraz w celu wzmocnienia pogranicznych zamków wysłać mnie z wojskiem w te strony. Kiedy więc tutaj przyszedłem, wnet i waszemu klasztorowi zagrozi wojsko królewskie, albowiem mam wyraźny rozkaz załogę w murach waszych zostawić. Mniemam, że to będzie z waszą korzyścią, jeśli was zaraz z początku i wcześnie o tym ostrzegę. Czyniąc to, napominam stanowczo, ażebyście bez dalszego ociągania się wysłali kilku pełnomocnych do ułożenia się ze mną względem liczby wojska i innych okoliczności do tego się odnoszących; uczynicie przez to rzecz miłą Jego Królewskiej Mości, który obiecuje łaskę swą waszemu klasztorowi i opiekować się nim będzie, albowiem miejcie to przekonanie, że wasze świętości wcale nie będą tknięte ani też nabożeństwu jaka przeszkoda się stanie, a tym mniej zalżywość jakowa wyrządzona będzie; chodzi tylko o spokój w Królestwie i bezpieczeństwo granic. Zresztą, jeżeli już po zajęciu całej Mało- i Wielkopolski pod władzę Jegomości Króla Szwedzkiego opierać się myślicie, wtedy użyję wszelkich sił wojennych i spaleniem klasztoru zmuszę was ostatecznie do posłuszeństwa. Od was to zależeć będzie, nie opierać się konieczności, ale uczciwym poddaniem zjednać sobie łaskawość Najjaśniejszego Króla naszego.
Bywajcie zdrowi.”
BURCHARD MULLER

Równocześnie z listem Mullera, Kordecki otrzymał wiadomość, że Szwedzi, nie czekając na odpowiedź, zajęli wieś Czętochówkę, a w niej folwark klasztorny i zabili rządcę, klasztornego Jana Konopskiego. Z murów też zauważono, że wojska szwedzkie zaczęły zajmować pozycje wyjściowe do ataku na klasztor.
W takiej sytuacji ojciec Kordecki uważał za bezcelowe i niestosowne odpowiadać pismem na list Mullera. Doszedł do wniosku, że nie piórem, ale orężem trzeba odpowiedzieć perfidnemu wrogowi. Dał rozkaz ognia.
Szwedów przywitał pod klasztorem ogień z dział fortecznych.
Pod wieczór Muller prosił przez parlamentariuszy o wstrzymanie ognia.
Ojciec Korecki odpowiedział, że wstrzyma ogień, jeżeli natychmiast wojska szwedzkie opuszczą folwark klasztorny w Częstochówce. Kiedy Muller odmówił tego, ogień z klasztoru przerzucono na folwark, skąd Szwedzi musieli ratować się ucieczką.
Następnego dnia Muller pozostawił Sadowskiego i księcia heskiego z ich wojskiem przy kościele świętej Barbary. Sam zaś z większymi działami udał się w stronę północną klasztoru ku wsi Częstochowa i zamaskował wojska z działami pod osłoną tamtejszych domów.
Wkrótce lawina kul działowych poszybowała w kierunku Jasnej Góry. Jakie było zdziwienie generała Mullera i wojska szwedzkiego, kiedy po opadnięciu chmury dymu, ukazała się w całej krasie nietknięta sylwetka klasztoru jasnogórskiego.
Mijały pierwsze dni bezskutecznego oblężenia. Muller w liście z 22listopada do Karola Gustawa między innymi relacjonował:
„ Mam wrażenie, że żołnierze klasztorni, których jest 400, a są to prawdziwi żołnierze, przy nich zaś kilku buntowników sieradzkich ze szlachty, bronić się będą jakiś czas, spodziewając się odsieczy ze strony polskiego wojska lub złożonych partyzanckich watach, które jednak przed paru dniami ze stratą 30-40 ludzi przy użyciu mojej konnicy i muszkieterów rozbiłem. Trzymać się będą tam uparciej, że u mnie nie widzą wielkiej masy żołnierza ani odpowiedniej artylerii. Dlatego też zwróciłem się do pana feldmarszałka Witemberga w Krakowie, by mi nadesłał parę większego kalibru armat i jeden wielki moździerz, albowiem klasztor stoi na dosyć wysokiej skale, otoczony jest bardzo głęboko wpuszczonym, niemożliwym do wzięcia szturmem, wysokim, mocnym murem; składają się liczne, małe, a także dwunastofuntowe, kto wie czy nie większe, działa. Na czterech rogach fortecę umacniają wzorowo według zasad fortyfikacji zbudowane bastiony. Teren jest ciasny, falisty, a podłoże skaliste, niemożliwe do podminowania.”
W rzeczywistości na Jasnej Górze w tym czasie były 24 działa i poważne zapasy amunicji. Załoga klasztoru i fortecy składała się z 160 żołnierzy, 70 zakonników i 20 szlachciców ,którzy wraz z rodzicami znaleźli w klasztorze schronienie.

Pertraktacje.

23 listopada ojciec Kordecki wysłał dwóch ojców paulinów do generała Mullera na pertraktacje.
Zakonnicy w imieniu Jasnej Góry wyrazili na początku wielki zdziwienie, iż mimo obietnic króla szwedzkiego zostawienia w spokoju klasztorów i miejsc kultu Bożego, Muller wbrew woli Karola Gustawa ośmiela się zaatakować zbrojnie klasztor jasnogórski. Aby poprzeć swe słowa, zakonnicy pokazali generałowi list od króla szwedzkiego. Zakończyli swą argumentację słowami:
- Niechaj pan generał przebaczy nam wobec takiego pisma, że z nim żadną miarą nie możemy wchodzić w układy o umieszczeniu załogi szwedzkiej w klasztorze, gdyż to swobodą kościelnym się sprzeciwia.
Muller wyraźnie się zdenerwował faktem że mnisi żądają od niego upoważnienia króla do zajęcia Jasnej Góry. Mimo zdenerwowania generał Muller tego samego dnia wieczorem wysłał do klasztoru oficera Kuklinowskiego z odpowiednim rozkazem króla szwedzkiego do niego, aby obsadzić swoim wojskiem Bolesławiec, Wieluń, Krze pice i Częstochowę.
Nazajutrz 24 listopada było święto Ofiarowania Najświętszej Maryi Panny. Od rana zakonnicy oddawali się modlitwą obrzędom liturgicznym. Na końcu odprawiono długą procesję z Najświętszym Sakramentem wewnątrz murów.




Obstrzał artyleryjski.

Muller rozstawił w trzech miejscach działa artyleryjskie. Kazał natychmiast przystąpić do ostrzeliwania klasztoru.
Grad pocisków i kul ognistych zaczął padać na kościół i klasztor.
Niektóre kule obwinięte były w konopiami i oblane były żywicą i smołą, które miały spowodować pożar. Na dachach znajdowali się jednak we dnie i w nocy strażacy, którzy natychmiast na spadające pociski rzucali mokre szmaty albo spychali je żerdziami.
Obstrzał klasztoru trwał bez przerwy we dnie i w nocy przez trzy doby. Mimo to na Jasnej Górze nie wybuchnął ani jeden groźny pożar.
Aby dodać otuchy załodze, zakonnikom i rodzinom szlacheckim, które tutaj szukały ratunku, ojciec Kordecki kazał na szczycie wieży wygrywać orkiestrze i śpiewać pieśni maryjne.
Melodia tych pieśni i śpiew uspokajał w wielkiej mierze załogę, a budził jeszcze większą zaciętość u Szwedów, którzy sądzili, że zakonnicy w ten sposób naigrawają się z nich i ich potęgi.
Kiedy Muller przekonał się, że dotychczasowe środki walki nie są wystarczające do zdobycia Jasnej Góry, wysłał list do naczelnego wodza wojsk szwedzkich, aby mu przysłał działa do tłuczenia murów obronnych i więcej wojska.
Równocześnie kazał podminować mury klasztoru. Okazało się jednak , ze skała, na której stał klasztor, jest zbyt twarda, aby ją rozłupać i założyć miny.

Dobre wieści.

7 grudnia w wigilię uroczystości Niepokalanego Poczęcia NMP klasztor jasnogórski otrzymał dobre wiadomości.
Generał Muller znowu posłał do klasztoru nowego posła, aby namawiał o. Kordeckiego i zakonników do poddania się Szwedom.
Tymczasem poseł korzystając ze sposobności, doniósł ojcom paulinom, że wojsko szwedzkie klęskę poniosło, że dowódcy polskich wojsk, które się dołączyły do króla szwedzkiego, postanowili przejść na stronę Jana Kazimierza, dlatego iż król szwedzki podbiwszy prawie całą Wielkopolskę i Małopolskę, bynajmniej nie troszczy się o dobro i obronę królestwa, przeniósł się bowiem do Prus z wojskiem wtedy, kiedy Rzeczpospolita z dwóch stron, to jest przez Kozaków i Ruś do ostatecznego niebezpieczeństwa przywiedziona, najbardziej jego pomocy żądała, tak iż się zdaje jakoby raczej zniszczyć Polskę zamyślał niż ją ratować, z czym się był na początku wojny przechwalał.
W samą uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP, mieszczanin przebrany za żołnierza szwedzkiego, wszedł na wał i oznajmił, że z Krakowa od Witemberga ciągnie sześć burzących dział, a z nimi dwieście piechoty. Natomiast królowi Janowi Kazimierzowi w pomoc idą liczne poczty tatarskie.

„Potrzeba długiego namysłu”.

9 i 10 grudnia Szwedzi poprzestali na rzucaniu z dział na dachy kościoła i klasztoru kul wypełnionych prochem i okręconych smolnymi szmatami. Nie wyrządzili jednak żadnych poważnych szkód, gdyż obrońcy Jasnej Góry czuwali pilnie we dnie i w nocy, a wybuchające pożary natychmiast gasili w samym zarodku. Czasem udawało im się zrzucać kule szwedzkie poza wały i tak wiele szkód wyrządzać nieprzyjacielowi.
Tymczasem niepostrzeżenie przez dwie noce Szwedzi podciągnęli pod mury ciężkie działa burzące przybyłe z Krakowa.
11grudnia zaczęto z nich ostrzeliwać mury i baszty obronne.
W południe Szwedzi wstrzymali ogień artyleryjski. Muller wysłał dobosza do klasztoru z zapytaniem, czy klasztor zgadza się przyjąć załogę szwedzką, jako akt poddania się pod władzę króla Karola Gustawa.
Ojciec Kordecki odpowiedział, „że do jutra zakonnicy się namyślą”.
Muller doprowadzony do wściekłości uporem zakonników, kazał na nowo ostrzeliwać klasztor i fortecę.
W nocy zapanowała cisza. Niedzielny poranek witał Jasną Górę spokojem. Niedługo trwał ten błogi stan. Na nowo Szwedzi przystąpili do ostrzeliwania klasztoru i baszt z ciężkich dział.
Po kilku godzinach nieustannego bombardowania okazało się, że niewiele szkód wyrządzono murom i klasztorowi. Natomiast puszkarze szwedzcy zaczęli słabnąć i stawali się niezdolnymi do dalszych działań.
W takiej sytuacji Muller na nowo zaczął posyłać posłów, którzy mieli namówić zakonników do poddania.

Zima.

Wojska szwedzkie źle odziane, zaczęły odczuwać skutki zmagającej zimy. Próbowano w nocy grzać się przy ogniskach, które wskazywały Jasnogórcom stanowiska nieprzyjacielskie. Korzystali z tej sposobności żołnierze polscy i strzelali z dział w kierunku ognisk. Szwedzi zrozumieli, że korzystniej dla nich zrzec się ciepła niż życia.
Następnego dnia obrońcy Jasnej Góry spostrzegli rano naprzeciw jednej baszty maszynę oblężniczą, którą Szwedzi w nocy na kołach przytoczyli. Nie dali się jednak nią przestraszyć. Szwedów obsługujących machinę razili strzałami z rusznic, a ją samą zniszczyli kulą artyleryjską.

Święta.

Noc wigilijna przeszła spokojnie. Załoga jasnogórska czuwała na bojowych stanowiskach.
Ojciec Kordecki podzielił się opłatkiem z zakonnikami, a później z wszystkimi ludźmi z załogi. Nie zapomniał też o szlachcie i ich rodzinach. Osobiście obchodził wszystkie placówki na murach.
Szwedzi nie zaatakowali jednak klasztoru. Natomiast Muller posłał na Jasną Górę posła z listem, w którym znajdowała się nowa propozycja: „ ... w dowód uznania władzy Jego Królewskiej Mości, zapłaćcie bez żadnej zwłoki i wymówki: Wy, Wielebni Ojcowie, czterdzieści tysięcy talarów; Wy zaś, Wielmożni Panowie Szlachta, ile Was tam tylko jest w twierdzy, dwadzieścia tysięcy; tak aby suma wynosiła razem sześćdziesiąt tysięcy talarów. Pod tym warunkiem zaniechamy oblężenia i o spokojności Waszej na przyszłość pomyślimy...”.
Muller nie doczekawszy się spełnienia tego warunku zrezygnował z oblężenia i odstąpił od Częstochowy.
Ze strony szwedzkiej poległo około 200 żołnierzy, kilku oficerów i artylerzystów, stracono co najmniej 7 dział. Obrońcy ponieśli niewielkie straty. Zginęło ich około10. Obrona Jasnej Góry w 1655 r. wskazała, że niewielka twierdza dobrze obwarowana i zaopatrzona mogła się z powodzeniem oprzeć nawet kilkakrotnie liczniejszemu wrogowi pod warunkiem, że nie będzie on dysponował ciężką artylerią.




BIBLIOGRAFIA:
1. Przewodnik po Jasnej Górze.
2. Moc Ducha o. Władysław Kluz.
3. Poznaj Częstochowę – przewodnik.
4. Ojciec Kordecki – Józef Ignacy Kraszewski.
5. Pamiętnik ojca Augustyna Kordeckiego.
6. Pamiętnik oblężenia Częstochowy.


Polecasz? Tak Nie
Komentarze (2) Brak komentarzy
17.12.2006 (16:04)

Wiceadmiral ta praca tyczy sie potopu, czyli powiesci H. Sienkiewicza jakbyś nie wiedział, a nie faktycznych faktów!!! Więc nie wyjeżdżaj z takimi tekstami jak nie wiesz o co chodzi... Najpierw radze przeczytac potop a potem sie wypowiadać... żenujące... A co do pracy to nie jest super, ale mozna powiedzieć, że jest "dobra"!

27.7.2006 (12:12)

Tragedia! Przeciez tu sa bzdury.
Ta obrona Jasnej Góry opisywana w "Potopie" Sienkiewicza i powielana w roznych publikacjach pseudonaukowych, tak naprawde nie miała miejsca. Kordecki miał az 20 armat, a Muller tylko 8, pod klasztor 18 XI podeszło ok 800-1000 Szwedów. Polska szlachta ukryła tam swoje zony i corki, z obawy ze Szwedzi je zgwałcą. Przede wszystkim Kordecki miał pismo od Karola X Gustawa, ktory gwarantował mu nietykalność. Ci zołonierz, ktory probowali obrabowac klasztor, trafili przed sad wojskowy, ktory ich skazywał na smierc, lub w najlepszym przypadku na wieloletnie wiezienie.
Proponuje przeczytac prace takich sław jak chocby prof. Tazbir. Kubali w tym zakraesie nie radze, bo jego stan badan jest bardzo stary i zrodła miał ograniczone.
Fakt ze wojska Mullera znalazly sie pod klasztorem,wykorzystała propaganda krola Jana II Kazimeirza, aby pozniej, gdy wojska 27 XII ruszyły dalej, wmowic społeczenstwu o "cudownym ocealeniu", tak naprawde to wszystko została fałszywie przedstawione w wielu publikacjach. W ktoryms z numerow "Mowia Wieki" z lat 70. jest rozprawka "Jasna Gora - mity i fakty", a niedawno w "Innych Obliczach Historii" ukazała sie publikacja niestety mowiaca o wielkim znaczeniu obrony Jasnej Gory.
Niestety trzeba wyplewic powielone bledy, bo nie mozna teraz po 350 latach ciagle mowic o jakiejs obronie Jasnej Gory.

Historia powszechna