profil

Życie życiem innym niż większość... rozważania o wybranych bohaterach idących własną drogą.

poleca 85% 233 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

Człowiek - któż to taki? Istota pełna miłości do świata i wewnętrznego ciepła duchowego, czy egoista walczący wyłącznie o wymiar swojego życia? Twórca wielkich i wspaniałych budowli, czy morderca potrafiący zabijać dziesiątki innych ludzi w imię politycznych interesów swoich przywódców?

„Człowiekiem jestem i nic co ludzkie nie jest mi obce” powtarzali pisarze renesansu za Terencjuszem. Czy rzeczywiście nikt nas nie jest w stanie zaskoczyć, otaczający ludzie są dla nas zrozumiali?

Człowiek jest zagadką, zaś jego natura jest bardzo złożona. O prymat walczą w niej ustawicznie między innymi wielkie idee oraz zasady przeciwko żądzom i namiętnościom. Szala zwycięstwa w tej walce przechyla się na różne strony zaskakując nie tylko wszystkich obserwujących te zmagania, ale również same igrzysko walki: pojedynczego człowieka. Poznając postaci bohaterów literackich często odnajdujemy w ich sylwetkach siebie samych. Wtedy dopiero uzmysławiamy sobie potęgę naszego gatunku. Potęgę - ale zarazem marność.

Świat się zmienia bardzo dynamicznie i niestety, co trzeba ze smutkiem stwierdzić, ludzie nigdy już nie "dorosną" do sytuacji. Kiedy jesteśmy zwolnieni z odpowiedzialności, kiedy wytwory naszych umysłów, podejmują za nas decyzję, kiedy one zaczynają naprawdę myśleć, człowiek przestaje, zanika u nas właśnie możliwość swobodnego myślenia (znów teoria biologiczna - narząd nieużywany zanika). Jesteśmy skażeni kapitalistycznym przekonaniem o wyższości pieniądza nad autentycznymi wartościami. Powoli pieniądz staje się wyznacznikiem wartości wszystkiego, nawet myślenia. Jedyną "nieskażoną", zresztą być może nie całkiem, sferą pozostają uczucia, które romantycy stawiali ponad wszystko.

Każda epoka niesie ze sobą mniejszy lub większy postęp, któremu starają się podołać ludzie. Często wyraża się to gonitwą w sensie pozytywnym za wiedzą, za osiągnięciem wyższego rozumienia przez co osobowość człowieka udoskonala się. Ale istnieją również aspekty negatywne takie jak: podążanie za coraz to nowszymi zdobyczami techniki, które chce się mieć, za dobrami materialnymi, które stają się nieodzowne dla niektórych i tak konieczne, że giną wartościowe strony życia. Zdarzają się jednak indywidualności, którzy kroczą nieszablonowymi drogami aby się spełnić.

Taka jednostką był niewątpliwie Konrad z III części „Dziadów”, o którym już z Prologu od Anioła Stróża dowiadujemy się, ze cechuje go skłonność do marzeń, namiętność , duma, a także buntowniczość, skoro nie umie pogodzić się z narzuconym mu losem:

„Tys przyjmował chlostę Boga
Jak dziki męczarnie wroga.
I dusz trwa w niepokoju,
Ale z duma się budziła”

Słowa te świadczą o tym, że bohater popadł w konflikt z Bogiem jeszcze przed uwięzieniem. Pytania, jakie sobie zadaje po przebudzeniu, należą do rzędu pytań egzystencjalnych. Interesuje go „życie duszy” i praprzyczyna zjawisk fizycznych. Odrzuca przy tym poznanie naukowe, co nie oznacza rezygnacji z poznania w ogóle. Jest bowiem przekonany, że poeta obdarzony wyobrażania może przekroczyć granice, poza które myśl ludzka nie dociera. W myślach swych zbliża się on do punktu, w którym rozpoczyna się jego otwarty bunt. Jest to bunt przeciw Bogu, jako sprawcy istniejącego porządku.

Konrad zdaje się znać odpowiedzi na postawione wyżej pytania. Sensem bycia zarówno dla człowieka, jak i narodu jest wolność. Dlatego też bunt wobec zniewolenia, przeradza się w proces człowieka uwikłanego w konkretną sytuację polityczną. To ona właśnie wpływa na myśl bohatera jako człowieka, poety i Polaka. Wskazuje na to fakt, ze prometeizm Konrada nosi wyrażane piętno polskości. Konrad ofiarowuje swe życie, aby ocalić Polaków. Przedłużeniem zaś jego ofiary ma być misja zbawcza, którą Polska wypełni wobec innych narodów świata. Ta świadomość związku z ludźmi i miłość do narodu każe mu zmierzyć się z Bogiem w imię nowego porządku świata. By osiągnąć cel, Konrad nie uchyla się od prośby:

„Daj mi rząd dusz”, która brzmi jak żądanie. A gdy prośba ta nie zostaje wysłuchana, bohater decyduje się na bluźnierstwa wobec milczącego Boga, któremu chce wydać „krwawszą bitw niżli Szatan”. W ten sposób bierze na siebie rolę Prometeusza, który z miłości do słabych i udręczonych ludzi porwał się na czyn sprzeczny z wolą Zeusa.

Tak jak Konrad z III części „Dziadów” , tak i Konrad Wallenrod podejmuje samotną walkę w imię ocalenia, tego co dla niego najważniejsze – ojczyzny. Ale tą walkę odkupił straszliwą męką całego życia. To życie w „bezcennej obłudzie”, w kłamstwie, pogwałcenie godności własnej, zupełna samotność w tej walce prowadzonej podstępem i zdradą, godzącej w święte rycerskie ideały, skazywały go na męczarnię skrupułów moralnych, której był świadom, podejmując taką decyzję. Konrad Wallenrod bliski jest tragicznym buntownikom bajronowskim, ale jego rozdarcie wewnętrzne i sama historyczna godność mistrza krzyżackiego zbliżają go do bohaterów dramatów Szekspira.

Niemożliwość pogodzenia szczęścia osobistego ze służbą dla dobra ogółu stało się więc charakterystyczną cechą bohatera romantycznego. Tylko poprzez poświęcenie swego życia osobistego, szczęścia, miłości, można było zdaniem poetów romantycznych, oddać całkowicie swoje serce, myśli i uczucia sprawom patriotycznym; w warunkach niewoli- sprawie wyzwolenia ojczyzny.

Ale taka postawa i pogląd dotyczył nie tylko bohatera romantycznego. Prąd literacki zwany pozytywizmem stworzył podobny wzorzec. Jednak tym razem jego poświęcenie miało kierować się nie na zbrojną walkę z zaborcą, lecz na „pracę u podstaw”, to jest niesienie oświaty i szerzenie kultury wśród najuboższych warstw społecznych. Taka była idea pozytywizmu: przedstawiciele inteligencji powinni iść „w lud”, z oddaniem pracować, uczyć wiejskie dzieci, leczyć chorych robotników, działać wśród bezdomnych i ubogich na rzecz poprawy ich woli. Jednak niewielu starało się je zastosować w życiu.

Jednią z nich jest Stasia Bozowska, bohaterka noweli Stefana Żeromskiego pt. „Siłaczka”. Jest to młoda, zdolna i dobra dziewczyna, która poświęca się dla niesienia oświaty. Zostaje nauczycielką na zapadłej, odległej wsi. Rezygnuje z miłości Obareckiego, z pragnienia studiów, doskonalenia swoich umiejętności i zdolności. Odrzuca więc wszystko to, co mogłoby się złożyć na jej osobiste szczęście. Jak pustelniczka żyje samotnie, odcięta od świata, oddając wszystkie siły, by wzbudzić w dzieciach, które uczy, zainteresowanie wiedzą, zrozumienie potrzeby higieny, by oświecić i rozwinąć ich umysły. Jej poświęcenie było wielkie, ale ciężkie warunki pracy, osamotnienie, wielki wysiłek zrujnowały jej zdrowie. Po trzech latach pracy zachorowała na tyfus i umarła, bo pomoc lekarska nie zdążyła na czas.

Podobnie tragiczna jest postać głównego bohatera powieści Stefana Żeromskiego „Ludzie bezdomni”- Tomasza Judyma. Sam tytuł powieści określa przeznaczenie tych ludzi, którzy postanowili poświęcić się pracy dla dobra innych, dla społeczeństwa. Muszą oni pozostać bezdomni: bez rodziny, bez bliskich, bez zobowiązań, które ograniczyłyby ich w działaniu. Nie widziano możliwości połączenia szczęścia osobistego ze służbą dla społeczeństwa. Te dwie dziedziny życia ludzkiego wykluczały się. Albo po założeniu rodziny trzeba było pracować dla pieniędzy, by tę rodzinę utrzymać, i jej poświęcać swe myśli, uczucia i starania, albo poświęcić się pracy dla innych, rezygnując z własnego życia osobistego i szczęścia. Tę drugą drogę życiową wybiera Tomasz Judym, lekarz z wykształcenia. Rezygnuje, choć z wielkim bólem z miłości Joasi Podborskiej. Chce być lekarzem–społecznikiem, leczyć nędzarzy, więc choć cierpi z tego powodu, decyduje si na wieczną „bezdomność”
Powieść Żeromskiego nasuwa refleksje, w jakim stopniu człowiek jako jednostka powinien czuć się odpowiedzialny za rzeczywistość, która go otacza, do jakiego stopnia powinien poświęcać się dla obowiązków społecznych, gdzie przebiegają granice tego poświęcenia.

Wojna wywarła niezatarte piętno na psychice każdego człowieka, który zmuszony był przejść przez to piekło. Pamięć o tym nie zginęła mimo upływu lat. Postarali się o to polscy pisarze i poeci, którzy uczestniczyli w tragicznych wydarzeniach zwanych "czasem apokalipsy społecznej". Najokrutniejszym doświadczeniem z tamtych dni były obozy koncentracyjne, milionowa martyrologia narodów, machina śmierci stworzona przez hitlerowców.

W ekstremalnej sytuacji, jaka z pewnością jest przebywanie w obozie, znikają cechy powszechnie uważane za humanitarne, nie ma tu współczucia, miłości.

Jest tylko chęć przeżycia za wszelka cenę. Więźniowie przechodzą proces stopniowego obojętnienia wobec cierpienia i śmierci innych. Ciągle walczący o żywność, borykający się z chorobami i wycieńczeniem zatracają powoli ludzkie cechy. Nie są zdolni do litości, przyjaźni, miłości, czy chociażby poczucia solidarności. Wydawałoby się, że wspólna niewola, zagrożenie i niepewność, co przyniesie następny dzień, powinny zbliżać więźniów do siebie, rozwinąć w nich współczucie i przyjaźń. Jednak tak nie jest. Są to ludzie bezwzględni wobec innych.

Potrafią spokojnie patrzeć, jak kapo znęca się nad współwięźniem i nie reagować na ten widok. Strach o samego siebie, strach przed kara paraliżuje wszelkie działania. On też sprawił, że bardzo szybko ludzie przyzwyczaili się do codziennego mordowania towarzyszy niedoli. Z czasem śmierć bliźniego przestała wywierać jakiekolwiek wrażenie. Godność człowieka nie istnieje, jest dla więźniów abstrakcja. Nikt nie kryje się z tym, że okradł współwięźnia, lub że życzy mu śmierci. Nikt też nie wstydzi się, że szuka jedzenia w śmietniku.

Wojna ukazała, jak wiele jest w stanie wytrzymać człowiek. W jakich okropnych warunkach potrafi przeżyć. Strach i walka o byt determinują zachowanie człowieka, zaś brak poczucia bezpieczeństwa nie sprzyja rozwojowi uczuć wyższych.

Osobą, która umiała sprostać jakże trudnej sytuacji, jest Dwojra Zielona, trzydziestopięcioletnia przedwcześnie podstarzała Żydówka, która w czasie wojny straciła rodzinę, a sama przeżyła okupację, przebywając najpierw w Międzyrzeczu skąd regularnie wysyłano transporty do obozu w Treblince. Kobieta ta miała świadomość, że w każdej chwili może zginąć. Mimo to, chciała za wszelką cenę przeżyć, żeby opowiedzieć po wojnie o okrucieństwie hitleryzmu. Każda kolejna godzina była dla niej darem losu, a nadzieja pozwalała jej wytrzymać to oczekiwanie. Dwojra wiedziała, że jej pochodzenie skazuje ją na śmierć, postanowiła więc zgłosić się na ochotnika do obozu, aby dzielić z innymi ich los, a może i przetrwać. W tym celu ciężko pracowała częstokroć prawie do upadłego, wymieniała swoje złote zęby na chleb, cały czas mając nadzieję na przetrwanie. To niewątpliwie przykład wielkości człowieka, który nawet w ekstremalnych warunkach potrafi się zaadoptować i wytyczyć sobie za główny cel- przetrwanie.

Niektórzy więźniowie trwali w obozie dzięki nadziei na ucieczkę, tak jak Fin Rust Karinen z „Innego świata” G. Herlinga-Grudzińskiego. Przyjechał on nielegalnie do Rosji. W czasie czystki po zabójstwie Kirowa, aresztowano go pod zarzutem dostarczenia zamachowcom tajnych instrukcji. Podjął on próbę ucieczki, kiedy wybuchła wojna radziecko-fińska. Okazało się jednak, że siedem dni błądził po okolicy, wreszcie dotarł do wsi oddalonej zaledwie 15 kilometrów od obozu w Jercewie, skąd chłopi natychmiast go odstawili. Kiedy po latach narrator spotkał Karinena w wojsku na froncie irackim, ten wyznał, że właśnie nadzieja ucieczki pozwoliła mu przetrwać obóz.

Bycie indywidualistą, wyrwanie się ze społecznego schematu nigdy nie było łatwe.

Począwszy od biernej pomocy ojczyźnie w romantyzmie, poprzez ideały pracy ze społeczeństwem, nieludzki wymiar i przetrwanie podczas II wojny światowej, aż po dzień dzisiejszy: pogoni za pieniądzem. Dlatego tez wydaje mi się, że powinniśmy patrzeć na tych ludzi z dołu, podziwiać ich za wytrwałość i poświęcenie, za to ze umieli oddać się w całości jakiejś sprawie. Czy to w walce o ojczyznę, o poprawę bytu i życia najuboższych, czy, chociażby prozaiczne, o przeżycie.

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 10 minut