profil

Powstanie listopadowe (1830-31)

poleca 84% 285 głosów

Pod koniec lat dwudziestych sytuacja polityczna w Królestwie wyglądała na ustabilizowaną. Koronacja Mikołaja I na króla polskiego w 1829 r. jak również sejm z 1830 r. nie wskazywały na zaostrzenie się konflikty z caratem. Liberalna opozycja bezskutecznie próbowała jeszcze raz poruszać sprawę chłopską , co odrzuciła konserwatywna większość. Ks. Konstanty wyraźnie szukał polskiego poparcia dla swej pozycji w Królestwie . Gorzej rysowały się perspektywy gospodarcze , zachwiała się koniunktura ostatnich lat. W skutek nieurodzajów w 1830 r. nastąpiła zwyżka cen artykułów żywnościowych , pojawiły się przy tym trudności z eksportem . Wywołało to wrzenie wśród rzemieślników i robotników , zwłaszcza w Warszawie.
Tymczasem nadchodziły niepokojące wieści z Europy. Szerokim echem odbiło się odzyskanie niepodległości przez Grecję w 1829 r. , budząc nadzieję na wolność innych narodów. W lecie 1830 r. doszło do rewolucji lipcowej w Paryżu , która obaliła starszą linię Burbonów. Wkrótce potem wybuchło powstanie belgijskie przeciwko związkowi z Holandią, naruszają porządek ustalony kongresem wiedeńskim . Burzyły się Niemcy. Zdawało się że fala rewolucyjna ogarnie Europę, co pobudzało do czynu i Polaków.
Odżyły znów pretensje o niespełnione nadzieje na zjednoczenie wszystkich ziemi polskich pod berłem carskim. Wzrosły obawy, by naruszona ustawicznym łamaniem konstytucji autonomia królestwa nie doznała nowych ograniczeń , co miało by zabezpieczyć Rosję przed oddziaływaniem nastrojów rewolucyjnych. W tych warunkach wzmogła się działalność konspiracyjna. Po rozbiciu Towarzystwa Patriotycznego tajne związki niepodległościowe zamarły. Odsuwało się od nich konserwatywne ziemiaństwo i burżuazja.. Poczynania organizacyjne utrudniał ostry terror policyjny. Mimo to już w 1829 r. powstało nowe sprzysiężenie, prawda że na bardzo wąskiej bazie społecznej. Doszło do niego w warszawskiej Szkole Podchorążych Piechoty. Na czele spisku stanął podporucznik Piotr Wysocki, któremu powiodło się pozyskać prócz wojskowych także garstkę inteligencji. Szkoła Podchorążych Piechoty została utworzona przez w. Ks. Konstantego w 1815 r. , przy czym główny nacisk w przygotowaniu młodych oficerów był położony na naukę regulaminów i musztry. Gdy do tego dołączyły się trudności awansowe i przetrzymywanie latami w szkole , budziło to wzrastające niezadowolenie podchorążych , których liczba pod koniec lat dwudziestych sięgała 300 osób. Niezadowolenie to kierowało się przede wszystkim przeciwko wielkiemu księciu i związanym z nim wyższym oficerom. Założona w tych warunkach organizacja spiskowa przygotowywała się do szybkiego wystąpienia zbrojnego. Natomiast spiskowcy nie stworzyli wyraźnego programu społeczno-politycznego o który mieli by walczyć, nie zapewnili sobie kontaktów z ludem, choćby warszawskim, nie pomyśleli także o wczesnej organizacji władzy przyszłego powstania. Spodziewali się bowiem , że wystarczy rzucić hasło powstania, by podchwycił je lud , a walkę pokierowali dawni generałowie napoleońscy. Tylko nieliczni spiskowcy rozumieli połączenie walki niepodległościowej z reformami społecznymi. Członek sprzysiężenia Jan Żukowski ogłosił broszurę o pańszczyźnie , w której postulował całkowite zniesienie tego obciążenia chłopów i przeprowadzenie reformy uwłaszczeniowej na wzór pruski. Uważał on słusznie, że tylko w tedy chłopi poprą powstanie, gdy spróbuje on rozwiązać problem agrarny. Poglądy Żukowskiego nie znalazły jednak odbicia w praktycznej działalności sprzysiężenia , które w tej sprawie zachowało wstrzemięźliwość właściwą szlacheckim rewolucjonistom.
Działalność Sprzysiężenia ożywiła się w 1830 r. Podjęto próbę pozyskania warszawskich rzemieślników , bez powodzenia starano się o poparcie wśród wpływowych osobistości . Ale działalność Sprzysiężenia nie mogła ujść uwagi policji. Na jesieni 1830 r. Mikołaj I , powiadomiony o spisku , wydał polecenie aresztowania jego członków. Zbiegła się z tym decyzja carska interwencji na zachodzie przeciwko rewolucji belgijskiej i francuskiej. Mikołaj I zamierzał użyć tam wojsk polskich , wprowadzając jednocześnie znaczne siły rosyjskie do Królestwa . Groziło to likwidacją jego autonomii.
W takiej sytuacja zapadła decyzja wywołania powstania.
Wieczorem 29 listopada 1830 r. nieliczna grupa spiskowców dokonała nieudanego zamachu na w. ks. Konstantego w jego siedzibie w Belwederze. Wielki Książe zdołał się ukryć . Gdy nie udało się zgodnie z planami wyprowadzić całego wojska polskiego z koszar, Piotr Wysocki na czele podchorążych przebił się przez opustoszałe ulice Warszawy na Stare Miasto, gdzie przy pomocy rzemieślników i wyrobników opanował Arsenał. W ciągu nocy i następnego dnia uzbrojona ludność Warszawy i część oddziałów polskich, która opowiedziała się po stronie spiskowców, opanowały stolicę. Wojska w. ks. Konstantego wycofały się do Wierzbna. Tak więc nadzieje spiskowców spełniły się tylko połowicznie. Poparł ich lud Warszawy, zawiedli natomiast generałowie, którzy wypowiedzieli się przeciwko powstaniu, toteż trupy ich znaczyły drogę powstańców z Belwederu na Stare Miasto. Burżuazja nie opuszczała swych domów. Gdy sprzysiężeni nie powołali władzy powstańczej, arystokracja stanęła na czele powstania . Z inicjatywy Lubeckiego Rada Administracyjna poszerzyła nieco swój skład przez powołanie Niemcewicza, Czartoryskiego i Chłopskiego. Tymczasem opadło wrzenie rewolucyjne. Gdy wielki książę odmówił udziału w tłumieniu powstania, Rada Administracyjna przystąpiła do rozbrajania i obezwładniania ludu przez powołanie podporządkowanej burżuazji Straży Bezpieczeństwa. Twórcy powstania i żywioły radykalne powstrzymały te zakusy kontrrewolucyjne. Z inicjatywy Mochnackiego zorganizowany został pierwszego grudnia Klub Patriotyczny. Poparły go inteligencja oraz lud miejski. Klubiści domagali się zerwania rokowań z Konstantym, rozszerzenia działań wojennych na całe Królestwo i powołania nowego rządu. Postulaty te poparły masowe demonstracje uliczne. Pod wpływem tych wydarzeń konserwatyści poszli na nowe ustępstwa. Na krótko powołano do Rady Lelewela i Mochnackiego – bowiem trzeciego grudnia Rada została przekształcona w rząd tymczasowy, w którym pozostał Lelewel. Lecz z rządu ustąpił również Lubecki. Jednocześnie rokowania z Konstantym doprowadziły do powrotu do stolicy tych wojsk polskich, które pozostały przy jego boku po Nocy Listopadowej. Sam Konstanty wycofał się do granicy. Rząd postanowił powołać pod broń byłych wojskowych i przystąpić do organizowania powstania na prowincji. Wszystkie te ustępstwa konserwatystów były tylko pozorne. Zdołali oni pozyskać upatrzonego poprzednio na wodza powstania gen. Józefa Chłopickiego (1771-1854) Stary żołnierz, który pierwsze doświadczenia bojowe zbierał w armii rosyjskiej jako ochotnik w wojnie z Turcją, wstąpił potem do wojska polskiego i brał udział w wojnie z Rosją, w insurekcji Kościuszkowskiej, w legionach, w końcu dowodził Legią Nadwiślańską. Od 1818 r. skłócony z Konstantym, podał się do dymisji. Niechętny carowi, nie wierzył jednak w zwycięstwo nad Rosją. Dnia piątego grudnia Chłopicki ogłosił się dyktatorem. Akt ten poprzedziło rozbicie Klubu Patriotycznego, którego działalność rząd zawiesił. Celem dyktatury Chłopickiego było ostudzenie zapału rewolucyjnego i powstrzymanie grożącej wojny z Rosją. Przeciwna wojny była przede wszystkim burżuazja, czerpiąca wielkie zyski z handlu z Cesarstwem, a teraz zagrożona przez rewolucyjne wrzenie. Niechętnie ustosunkowało się do tej możliwości także ziemiaństwo, szczególnie kiedy wieś stała się terenem wystąpień chłopów, którzy porzucili pańszczyznę, sądząc, iż powstańcy uwolnią ich od tego ciężaru. Chłopicki rozwiał te złudzenia i twardą polityką zniechęcił chłopstwo do powstania. Jednocześnie dyktator nawiązał rokowania z Petersburgiem co do warunków i sposobu likwidacji powstania. Z jego ramienia prowadził je przede wszystkim Lubecki. Spodziewano się, że uda się uzyskać obietnicę Mikołaja I co do przestrzegania konstytucji, rozszerzenia jej na inne ziemi wchodzące niegdyś w skład Rzeczypospolitej, wreszcie, że car zobowiąże się nie wprowadzać wojsk rosyjskich do Królestwa. W połowie stycznia okazało się, że Mikołaj nie chciał słyszeć o żadnych warunkach, żądał złożenia broni i zdania się na jego łaskę i niełaskę, widząc w wydarzeniach Nocy Listopadowej wygodny pretekst do zniesienia autonomii Królestwa. Niepowodzenie rokowań petersburskich przesądziło los Chłopickiego. Podawał się on już raz do dymisji, kiedy zebrany trzynastego grudnia sejm pod naciskiem opinii publicznej ogłosił powstanie narodowe. Przy pomocy wojska i gwardii narodowej udało się mu wtedy zmusić sejm do kompromisu i przyjęcia własnej polityki. Narastające jednak powoli niezadowolenie z poczynań Chłopickiego doprowadziło do powstania silnej opozycji. Wzmogły się bowiem wpływy dawnych kaliskich liberałów, kierowanych przez Niemojowskich. Zarazem zwiększyli swą działalność agitacyjną Klubiści – Maurycy Mochnacki, Tadeusz Krępowiecki, ks. Aleksander Pułaski, i inni, którzy domagali się ogłoszenia pełnej niepodległości. Radykalne stanowisko zajmowała wydawana przez nich gazeta „Nowa Polska”. Pod naciskiem tych grup opozycyjnych sejm odrzucił proponowaną przez Chłopickiego mediację pruską. Wtedy generał podał się do dymisji. Po ustąpieniu Chłopickiego ożywiła się działalność obozu radykalnego, tym razem zorganizowanego jako Towarzystwo Patriotyczne. Z jego inicjatywy doszło w Warszawie do wielkiej manifestacji ku czci straconych z wyroku Mikołaja I i dekabrystów. Pod wrażeniem tej demonstracji sejm 25 stycznia 1831 r. podjął uchwałę o detronizacji Mikołaja I. Wojna z carem stała się nieuchronna. Nastąpiła również reorganizacja władz centralnych, tak jednak przeprowadzona, by decydujący głos zapewnić nadal konserwatystom. Władza w państwie pozostała w ręku obradującego nieustannie sejmu. Podlegał mu Rząd Narodowy, składający się z prezesa, którym został Adam Czartoryski, i 5 ministrów (wśród których było dwu „Kaliszan” i Joachim Lelewel jako reprezentant Towarzystwa Patriotycznego). Szerokie uprawnienia uzyskał wódz naczelny, całkowicie niezależny w sprawach wojskowych i prowadzenia wojny. Powołany na to stanowisko Michał Radziwiłł był jednak człowiekiem zupełnie nieudolnym ; właściwie dowództwo spoczywało w rękach jego doradcy Chłopickiego. Ten podział władzy wypadł fatalnie dla rozwoju politycznego i militarnego powstania. Trójwładza prowadziła do częstych konfliktów wewnętrznych . Wykorzystywała to konserwatywna generalicja i arystokracja, wciąż niechętna walce z caratem, bo w świetle doświadczeń z 1812 r. nie wierząca w możliwość zwycięstwa. Jakkolwiek stosunek sił armii polskiej i rosyjskiej kształtował się wyraźnie niekorzystnie dla strony polskiej, nie stała ona na straconej z góry pozycji. Pod względem wyszkolenia i wartości bojowej żołnierz Królestwa przewyższał żołnierza Cesarstwa. Wprawdzie w chwili wybuchu powstania pod bronią było ok. 27 tys. żołnierzy, jednak wojsko to miał w pewnym stopniu charakter kadrowy i stosunkowo prędko można go było co najmniej podwoić. Służba wojskowa była w Królestwie 6-letnia, pociągano do niej zresztą tylko niewielką część podlegających poborowi. Żołnierz był starannie wyszkolony nie tylko w musztrze, ale i w sprawności manewrowania i celności ognia. Był też przyzwyczajony do znoszenia trudnych warunków bojowych. Obok piechoty i jazdy na dobrym poziomie stała także artyleria, aczkolwiek dysponowała ograniczoną liczbę dział (96 zdatnych do użycia w polu w czasie wybuchu powstania). Słabszą stroną czynnej armii był korpus oficerski wyszkolony przez Konstantego. Składali się nań ludzie odważni, dobrze wymusztrowani, ale nie mający szerszej wiedzy wojskowej i zachowujący zbyt daleki dystans od żołnierzy. Wyżsi oficerowie nie mieli wielu okazji do wyuczenia się sztuki dowodzenia – zawodziło zwłaszcza współdziałanie różnych rodzajów broni. Znaczna część dawnych oficerów Księstwa Warszawskiego znalazła się z różnych przyczyn poza służbą. Jakkolwiek nie wypaczyły ich musztry na placu Saskim, nie pogłębili przez te lata swych umiejętności. Właśnie z tej grupy pochodzili najwybitniejsi oficerowie sztabowi, którzy wyróżnili się zdolnością i postawą w czasie walk. Lepszy, bo oparty na bardziej demokratycznych tradycjach, był ich stosunek do żołnierza, wśród którego większość (do 75%) stanowiła ludność chłopska. Na wojsku polskim ciążył nie tylko brak samodzielności dowódców, ale także niedostateczne przygotowanie całej armii do samodzielnego działania: uzbrojenie i amunicję przeważnie czerpano z Rosji, nie rozbudowując własnego przemysłu zbrojeniowego. Zaniedbano także stare fortyfikacje, szczególnie Modlina i samej Warszawy. Dopiero w toku walk braki te były uzupełniane, sprowadzanie broni z zagranicy napotykało bowiem duże trudności z powodu niechętnej postawy władz pruskich, które konfiskowały większe transporty. Powstały więc ludwisarnie w Warszawie i Kieleckiem, gdzie odlano kilkadziesiąt dział. Zakłady produkujące karabiny, uruchomione w tychże ośrodkach, dostarczały z czasem (w sierpniu 1831 r.) do około 180 szt. dziennie. Stale jednak odczuwano brak broni palnej i znaczna część wojska była uzbrojona w kosy. Jak również amunicję w dostatecznej ilości zaczęto dostarczać dopiero w lecie – brakowało bowiem saletry do produkcji prochu. Lepiej przedstawiała się sprawa umundurowania , a także zaopatrzenia w żywność. Okres który minął od wybuchu powstania do rozpoczęcia działań wojennych, tylko w ograniczony sposób został wykorzystany przez Rząd Tymczasowy i Chłopickiego, działających zresztą w tym kierunku pod naciskiem opinii, w celi wzmocnienia armii i zaopatrzenia jej w broń i amunicję, póki sąsiedzi nie zamknęli granic. Niemniej podjęte w tym czasie kroki doprowadziły do zaciągnięcia około 44 tys. ludzi, wywodzących się w dużym stopniu z utworzonej w początkach powstania Straży Bezpieczeństwa, a także z garnących się do armii ochotników, i to nie tylko z Królestwa, ale ze wszystkich zaborów. Nowi rekruci mieli częściowo zwiększyć liczebność dotychczasowych pułków przez tworzenie dodatkowych batalionów i szwadronów, częściowo zaś wchodzić w skład nowo formowanych pułków jazdy i piechoty. Powstały także nowe baterie artylerii . Opieszałość władz spowodowała, że nowy żołnierz nie został ani w pełni wyposażony w broń, ani też dostatecznie przeszkolony. W rezultacie przeciwko wkraczającej 5 lutego do Królestwa armii rosyjskiej pod dowództwem feldmarszałka Iwana Dybicza , liczącej 115 tys. ludzi i 336 dział, Królestwo mogło postawić zaledwie 57 tys. wojska polskiego (włączając w to załogi twierdz) ze 140 działami. Dopiero w kwietniu armia polska miała sięgnąć 87 tys. ludzi. W tych warunkach dowództwo polskie nie próbowało stawiać oporu na granicy. Armia polska wycofywała się pod naporem nieprzyjaciela na linię Wisły i Narwi. W toku odwrotu doszło jednak do pomyślnych dla polskiej strony starć pod Stoczkiem, Dobrem i Wawrem. Podniosły one poważnie na duchu powstańców. Decydująca bitwa rozegrała się na przedpolach Pragi pod Grochowem 25 lutego. Wprawdzie Rosjanie opanowali przechodzącą z rąk do rąk Olszynkę Grochowską, kluczową pozycję polską, i zmusili Polaków do wycofania się za fortyfikacje Pragi, jednak wskutek ciężkich strat (9400 przy 7300 polskich) Dybicz musiał zrezygnować ze szturmu i wycofał się spod Warszawy. Bitwa Grochowska nie przyniosła rozstrzygnięcia. Tymczasem pod Grochowem ciężko ranny został Chłopicki. Ponieważ Radziwiłł wykazał swą całkowitą nieudolność, sejm powołał nowego naczelnego wodza, człowieka związanego blisko z Czartoryskim, gen. Jana Skrzyneckiego (1787-1860) . Wybór był nieszczęśliwy. Skrzynecki, mimo osobistej odwagi, miał mierne kwalifikacje dowódcze, a politycznie reprezentował podobne tendencje ugody z caratem co Chłopicki. Za to prawdziwym talentem strategicznym był jego szef sztabu gen. Ignacy Prądzyński. Gdy w końcu marca Dybicz przygotował się do przejścia Wisły w celu zaatakowania Warszawy od zachodu, Prądzyński opracował plan uderzenia na pozostawione w rejonie Siedlec oddziały osłaniające magazyny rosyjskie. Armia polska, która tym razem wykorzystała przerwę w działaniach, aby uzupełnić straty i wzmocnić swe siły, zaskoczyła Rosjan i odniosła zwycięstwo pod Wawrem, Dembem Wielkim i Iganiami (10 kwietnia) . Kunktator Skrzynecki, zaniepokojony o swe tyły, zaprzepaścił jednak możliwość pełnego wykorzystania sukcesu i przerwał ofensywę. Sytuacja Rosjan w tym czasie była bardzo trudna. Wojsko zaczynały atakować choroby, zwłaszcza cholera. Utracona została większość zdobyczy z początkowego okresu działań. Ponadto na głębokich tyłach doszło do rozszerzenia się powstania. W końcu marca wybuchło powstanie na Żmudzi, które objęło znaczne obszary Litwy i Białorusi. Obok szlachty i inteligencji do powstania garnęli się tutaj miejscowi chłopi, którzy spodziewali się wywalczyć sobie wolność osobistą i uwłaszczenie. Wobec niechętnej tym dążeniom postawy szlachty powstanie straciło to szerokie poparcie, przetrwało jednak do czerwca, podtrzymane przez nadesłane z Królestwa posiłki pod wodzą Adama Giełguda i Dezyderogo Chłapowskiego. Nie udało się jednak opanować Wilna, a w lipcu rozbite wojska polskie musiały przekroczyć granicę pruską i złożyć broń. Tylko stosunkowo niewielkie oddziały pod komendą gen. Henryka Dęmbińskiego zdołały się przedostać z powrotem spod Wilna do Warszawy. Ale na długi czas powstanie Litewskie odciążyło skutecznie Królestwo, utrudniając komunikację wojskom carskim i odciągając część sił, która miała być użyta przeciwko Warszawie. Mniejsze rozmiary przybrała akcja powstańcza na Wołyniu i Podolu. Objęła ona tam prawie wyłącznie szlachtę. Wysłany z pomocą korpus gen. Józefa Dwernickiego odniósł wprawdzie zwycięstwo pod Boremlem (19 kwietnia), wkrótce jednak, przyparty do granicy austriackiej przez przeważające siły rosyjskie, zmuszony został do jej przekroczenia i złożenia broni. Powstańcy utrzymali się na tym terenie jeszcze do maja. Mimo tego rozszerzenia się powstania na tyłach wojsk rosyjskich, główne siły polskie pozostawały bierne. Skrzynecki obawiał się bowiem działań ofensywnych całą armią , nie chciał jej narażać, do chwili oczekiwanej interwencji dyplomatycznej mocarstw. Dopiero pod naciskiem wzrastającego niezadowolenia z jego kunktatorstwa przyjął w początkach maja nowy plan Ignacego Prądzyńskiego, który zakładał niespodziewane uderzenia na gwardie rosyjskie rozłożone w rejonie Łomży i oddalone od głównych sił Dybicza. Mimo że działania przebiegały zgodnie z założeniami planu i przeważające liczebnie wojska polskie znalazły się w styczności bojowej z pozbawionymi możliwości prędkiej pomocy gwardiami carskimi, Skrzynecki w decydującym momencie bez określonych przyczyn nie zdobył się na wydanie rozkazu rozpoczęcia bitwy. Gwardie uzyskały czas na wycofanie się , natomiast armia polska została z kolei zagrożona przez natarcie Dybicza. W czasie odwrotu doszło 26 maja do bitwy pod Ostrołęką. Nieudolnie i bezplanowo prowadzona, skończyła się ona klęską armii polskiej. Przed całkowitą katastrofą ratowały ją bohaterskie szarże artylerii konnej Bema. Skrzynecki wycofał rozbitą armię do Warszawy, natomiast Dybicz miał otwartą drogę nad dolną Wisłę. Bitwa pod Ostrołęką doprowadziła do załamania dowództwa polskiego. Skrzynecki uznał , że „nie pozostaje nic więcej , jak układać się z nieprzyjacielem”. Wśród wojska szerzył się brak zaufania do dowódców. Sytuacja tymczasem niebyła tak beznadziejna , jak widzieli to wyżsi wojskowi i konserwatyści. Armia polska liczyła jeszcze 52 tys. żołnierzy , to jest niemniej niż mocno wyczerpany Dybicz, który wkrótce sam miał paść ofiarą cholery dziesiątkującej jego szeregi. Jakkolwiek też projekty wciągnięcia do powstania szerszych mas ludności zostały znów sparaliżowane przez konserwatystów, wkrótce armia polska odzyskała swoją poprzednią liczebność. Nie było jednak rady na kunktatorstwo i chorobliwą ostrożność Skrzyneckiego. Przy całkowitej bierności polskiego dowództwa, w początkach lipca nowy wódz carski Iwan Paskiewicz przeprowadził swą armię przez północne Mazowsze i zbudowawszy przy pomocy pruskiej mosty przeprawił się przez Wisłę. Przez nie bronione tereny wojska rosyjskie przelały się szybko. Skrzynecki który nie zdobył się na próbę zahamowania postępów rosyjskich w Płockiem, skoncentrował wprawdzie swe wojska nad Bzurą, ale ( jak stwierdził badacz dziejów tej wojny Wacław Tokarz ) „paraliżował wykonanie uchwały rady wojennej odnośnie wolnej bitwy”. W rezultacie w połowie sierpnia wojska rosyjskie nie napotykając większego oporu stanęły pod Warszawą. Jedynie najbardziej radykalne kroki mogły teraz uratować stronę polską przed katastrofą.
Kluczowe znaczenie dla powodzenia powstania , jak podkreśla zgodnie większość jego historyków miała sprawa chłopska. Żaden jednak z obozów politycznych tej doby nie podjął tej kwestii tak konsekwentnie, jak na to zasługiwała. Z naturalnych przyczyn niechętni byli jakimkolwiek zmianom na rzecz chłopów konserwatyści , z Adamem Czartoryskim jako prezesem. Stanowisko swe uzasadnili koniecznością wywołania w Europie wrażenia, że konflikt w Polsce ma jedynie charakter konstytucyjny i jak najdalszy jest od rewolucyjnych „Jakobińskich” tendencji . Konserwatyści wiązali swe nadzieje w wojnie regularnej oraz z poparciem dyplomatycznym, jakiego mogły by Polsce udzielić inne państwa przede wszystkim Austria. O ile bowiem Prusy zajęły zdecydowanie prorosyjskie stanowisko i udzieliły pomocy wojskom carskim, o tyle rząd wiedeński manifestował pozorną naturalnością, a w niektórych momentach nawet życzliwość dla Warszawy. Faktycznie jednak Austria nie udzieliła powstaniu żadnej pomocy ; nie pomogły nawet propozycje powołania Habsburga na tron polski, wysuwane przez Czartoryskiego. Także rządy Francji i Anglii, jakkolwiek z zadowoleniem obserwowały rozwój powstania, który ograniczało swobodę polityki carskiej , nie zamierzały angażować się w udzielenie Polsce pomocy. Podejmowane przez Czartoryskiego misje dyplomatyczne nie przyniosły większych rezultatów, podobnie jak niepowodzeniem skończyła się próba pozyskania przychylności papieża, Grzegorza XVI , który powstanie uznał za ruch nielegalny. Niedaleko odbiegali od stanowiska konserwatystów liberalni „Kaliszanie” którzy wywierali szczególnie duży wpływ na sejm i podporządkowywali sobie administrację królestwa. W sprawie chłopskiej program ich nie wykraczał poza oczynszowanie. Niechętni wojnie ludowej, również całą nadzieję pokładali w armii, choć ich wpływ na dowódców był niewielki. W polityce zewnętrznej skłonni byli oprzeć się raczej na Francji ale nie słyszeli stamtąd nic, poza wyrazami życzliwości i współczucia. Towarzystwo Patriotyczne skupiło od 200 do 400 członków, przeważnie z pośród inteligencji, choć byli w śród nich także kupcy i rzemieślnicy. Mimo to zdobyło sobie silny wpływ na kształtowanie opinii publicznej, zwłaszcza w Warszawie. Tylko w sprawie odzyskania niepodległości Polski w granicach przedrozbiorowych panowała w nim jedność. Co do sposobu realizacji tego celu istniały znaczeń rozbieżności. Tak więc prawica w Towarzystwie Patriotycznym ( a reprezentowali ją min. Sam prezes Towarzystwa Lelewel oraz Mochnacki ) zajmowała postawę zbliżoną do „ Kaliszan ”. Kładła ona jednak większy nacisk na potrzebę pozyskania dla powstania drobnomieszczaństwa czy ludności żydowskiej przez zrównanie jej w prawach. Mniejsze też były tutaj złudzenia co do możliwości poparcia ze strony innych państw. Zwłaszcza Lelewel uważał za właściwsze odwoływanie się do solidarności ludów, tak że do narodu rosyjskiego. Bardziej radykalne stanowisko zajmowała lewica Towarzystwa Patriotycznego Tadeusz Krępowiecki, Jan Żukowski, Józef Kozłowski – która wszakże nie stanowiła grupy ani dostateczne zwartej, ani silnej na tyle, by zapewnić sobie kierownictwo w towarzystwie. Z tej strony padały rzadkie zresztą głosy za uwłaszczeniem myślano raczej o wynagrodzeniu ziemią chłopów – żołnierzy. Wojnie o niezależność lewica chciała nadać charakter wojny ludowej z dużym udziałem partyzantów chłopskich. Przyszłą Polskę widziała natomiast jako republikę, zapewniającą burżuazyjno - demokratyczne wolności. Poglądy swe propagowała lewica przez czasopisma „ Nowa Polska” i „Gazeta Polska”, zwalczane przez wszystkie pozostałe obozy powstania. Właśnie one jednak miały zapłodnić polską myśl społeczno rewolucyjną po upadku powstania. Na razie jednak nie odwoływano się od rewolucji jako właściwej drogi rozwiązania problemów społecznych, natomiast oczekiwano, że sejm zajmie się najważniejszą kwestią – agrarną. Oczekiwali na to przede wszystkim sami chłopi którzy mogli się spodziewać, że nieskrępowana wolą carska szlachta, żądając od nich ofiarności w walce o niepodległość, sama zechce się przyczynić do poprawy ich położenia. Tymczasem w sejmie przeważały żywioły konserwatywne, dalekie od gotowości do tego rodzaju poświęceń. Odbiło się to na debatach sejmowych. Wprawdzie w krytycznych chwilach zbliżania się wojsk Dybicza pod Warszawę w lutym 1831 r. , gdy wielu posłów wolało opuścić stolicę, „Kaliszanie” wystąpili z projektem oczynszowania chłopów w dobrach narodowych. Nawet i ten skromny wniosek nie został uchwalony. Nie podjął także sejm dyskusji nad propozycją Jana O. Szanieckiego, ziemianina z Kaliskiego, który postulował powolne uwłaszczenie za odszkodowaniem dziedziców. Gdy poprawiła się sytuacja militarna, sprawę reform rząd i sejm znów od łożył. Wywołało to głęboki niezadowolenie wśród mas chłopskich. Przejawiło się to szczególnie wyraźnie, kiedy po Ostrołęce władze zmuszały chłopów obciążonych pańszczyzna i innymi robotami w polu do służby w Straży Bezpieczeństwa. W odpowiedzi dochodziło do organizowania napadów na dwory, do zbrojnych wystąpień przeciwko administracji powstańczej . Wzrastała także liczba chłopskich dezerterów. W miarę niepowodzeń wzmagała się wszakże propaganda lewicy za reformami agrarnymi. Z inicjatywy Szanieckiego powstało Towarzystwo Przyjaciół Włościan. Powiodło się tez ponowne wprowadzenie w czerwcu projektu reform pod obrady sejmowe. W imię pozyskania poparcia chłopskiego Szaniecki wniósł projekt o pospolitym ruszeniu który wiązał udział w nim chłopów z zapewnieniem posiadania użytkowanej przez nich ziemi. Większość sejmowa jednak zdecydowanie odrzuciła znów myśl reformy, godząc się tylko na samo pospolite ruszenie, które w tych warunkach stawało się tylko jeszcze jednym obciążeniem wsi i musiało zawieść. Skończyło się na tym, że z każdych 10 domów wieś miała dostarczać jednego pieszego, a z 50 – konnego ale chłopi nie chcieli iść do walki w interesie szlacheckim i pospolite ruszenie nie wzmocniło powstania. Wbrew nieraz spotykanemu zdaniu, nie można mieć pewności, że nawet pozyskanie chłopstwa dla powstania przez ogłoszenie uwłaszczenia zapewniło by zwycięstwo. Nie ulega natomiast wątpliwości, że rezygnacja z podjęcia reformy agrarnej przez władze powstańcze zaważyła ujemnie na możliwościach pozyskania chłopów do dalszej walki o niepodległość i utrudniła proces formowania się nowoczesnego narodu polskiego, pogłębiając istniejące różnice i konflikty społeczne. Wstrzemięźliwość reformatorska nie poprawiła też sytuacji powstania na arenie międzynarodowej. Nie zdobyło sobie bowiem powstanie poważniejszego poparcia zewnętrznego. W prawdzie Polacy z zaboru pruskiego czy austriackiego zgłaszali się do wojska, służyli pomocą w dostarczaniu żywności, odzieży, pieniędzy. Liczni ochotnicy przybywali też z Pomorza i Śląska. Zgłaszali się do powstania Węgrzy, Czesi ( choć część panslawistów potępiła Polaków za wystąpienie przeciwko carowi) ; przybywali również Niemcy, zwłaszcza studenci, jakkolwiek osadnicy niemieccy w Królestwie zajęli postawę niechętną wobec powstania i nie cofał się nawet przed atakami dywersji. Do manifestacji pro polskich dochodziło we Francji. Nawet w Rosji, mimo podsycanego przez carat szowinizmu, powstanie spotkało się z sympatiami tajnych kółek młodzieży studenckiej w Moskwie i Petersburgu, budząc nadzieje na przemiany społeczne. Uzyskiwana z zagranicy pomoc była jednak zbyt nikła, by w trudnej sytuacji, do której doprowadzili powstanie konserwatyści szlacheccy i nieudolne dowództwo , można było mu zapewnić ostateczny sukces. Natomiast sympatie obudzone do walczących o niepodległość Polaków przyczyniły się do zapewnienia im poczesnego miejsca w przyszłych ruchach wolnościowych.
Niepowodzenia militarne i bezczynność Skrzyneckiego w okresie, gdy wojska rosyjskie od zachodu zbliżały się ku Warszawie, wzburzyły przeciwko niemu opinię publiczną. Pod jej naciskiem sejm pozbawił wreszcie Skrzyneckieego naczelnego dowództwa . Następcą jego mianowano gen. Dembińskiego. Ale i on zawiódł pokładane w nim nadzieje i nie próbując stoczenia rozstrzygającej bitwy na przedpolach stolicy, wycofał armię do Warszawy. Był on podobnym konserwatystą jak Skrzynecki i również nie wierzył w możliwość sukcesu powstania. Tymczasem ludność Warszawy zaczynała się burzyć znosząc bez szemrania coraz gorsze warunki aprowizacyjne i drożyznę mieszczaństwo i inteligencja niepokoiły się grożącą klęską militarną. Nastrojami tymi usiłowało pokierować Towarzystwo Patriotyczne które dzięki swej działalności klubowej miało stosunkowo bliskie kontakty z ludem stolicy. Na wiadomość o decyzji Dembińskiego doszło 15 sierpnia do wielkiej demonstracji, w toku których żołnierze, plebs, rzemieślnicy domagali się przeprowadzenia rewolucyjnych zmian w rządzie i ujęcia kierownictwa przez lewicę. Ale jej przywódcy nie zdobyli się na podchwycenie tych żądań. Lewica Towarzystwa była osłabiona śmiercią Kozłowskego i Żukowskiego, brakło wśród niej jedności. Niełatwo było tym szlacheckointeligenckim radykałom zdobyć się na rewolucyjne kroki i porwać się na sejm. Wprawdzie więc Towarzystwo Patriotyczne zorganizowało manifestacyjny pochód ulicami Warszawy do siedziby rządu, potem jednak stojący na czele pochodu ks. Aleksander Puławski i Jan Czyński zadowolili się ogólnikowymi obietnicami władz i wezwali uczestników do rozejścia się. Nie zdołali już opanować tłumu, która na własną rękę wszczął rozruchy, wdarł się do więzienia i wymordował znajdujących się tam oskarżonych o zdradę generałów i szpiegów. Rząd tracił panowanie nad stolicą. Ale i władze z Towarzystwa Patriotycznego niebyły zgodne, jak wykorzystać powstałą sytuację, spierając się, czy utworzyć dyktaturę, czy dyrektoriat. Decyzje zapadły poza Towarzystwem. Zaniepokojone zrywem rewolucyjnym obozy konserwatywny i liberalny poszukały ratunku w prawicowej dyktaturze. Rząd ustąpił, a ponieważ ani „kaliszanie”, ani związany z nimi Prądzyński nie mieli dojść determinacji, by objąć władzę, sami doprowadzili do uchwały sejmu, na mocy której generał Jan Krukowiecki powołany został na prezesa rządu i naczelnego wodza, uzyskując władzę dyktatorską. Członków Towarzystwa Patriotycznego , w tym i Mochnacki. Za dyktaturą Krukowieckgo opowiedziała się część członków Towarzystwa Patriotycznego, w tym i Mochnacki. Ze względu na krytyczne stanowisko Krukowieckiego wobec Skrzyneckiego błędnie oceniali oni jego stosunek do powstania. Krukowiecki bowiem, podobnie jak większość generalicji, nie wierzył w sens dalszej walki i zamierzał wykorzystać swe uprawnienia przede wszystkim w celu rozprawienia się z opozycją i przyspieszenia zakończenia powstania. Toteż z jego pierwszych zarządzeń było rozwiązanie Towarzystwa Patriotycznego ; surowo również ukarał uczestników rozruchów z 15 sierpnia. Kilku przywódców zostało rozstrzelanych. Krukowiecki ani myślał o wciąganiu ludności do przygotowania obrony stolicy. Przychylił się natomiast chętnie do projektu rady wojennej, by podjąć działania ofensywne na prawym brzegu Wisły. Celem ich, według założeń Prądzyńskiego, który wysunął tę koncepcje miało być rozbicie lub odrzucenie operującej na tym obszarze grupy gen. Rosena , a potem zaatakowanie sił rosyjskich na Lubelszczyźnie, co zmusiło by Paskiewicza do podzielenia swych sił i odstąpienia od szturmu Warszawy. Krukowiecki wykorzystał ten krok w celu pozbycia się z Warszawy niewygodnych mu osób, min. Czartoryskiego i Prądzyńskiego. Zarazem postawienie na czele wyprawy nieudolnego gen. H. Ramorino skutecznie zapewniło bezowocność całej akcji. Jedynym jej rezultatem było znaczne osłabienie załogi stolicy w krytycznym momencie, Ramorino bowiem nie tylko nie osiągnął sukcesu, ale i nie zdążył wrócić na czas do Warszawy. W początkach września przeciwko 77 tys. armii rosyjskiej, posiadającej 390 dział, do obrony stolicy stanęło tylko około 35 tys. żołnierzy za 192 działami. Krukowiecki gotów był kapitulować bez walki; pod wyraźnym naciskiem sejmu przystąpił jednak do obrony. Strona polska nietrafnie określiła kierunek szturmu nieprzyjacielskiego. Zamiast, jak oczekiwano, od południa 6 września Rosjanie uderzyli od zachodu, od Woli. Mimo bohaterskiej postawy obrońców , wysadzenia na rozkaz Ordona reduty, w momencie gdy wdarła się do niej nieprzyjacielska piechota, śmierci walczącego do końca dowódcy odcinka, inwalidy gen. Józefa Sowniskiego, pierwsza linia fortyfikacji została zdobyta. Nieudała się także powstrzymać Rosjan w drugim dniu szturmu. Na próżno „kaliszanie” obalili teraz Krukowieckiego, gdy podjął rokowania z Paskiewiczem, i powołali na jego miejsce Benawenture Niemojowskiego. Nowe władze nie zdobyły się na prowadzenie walki w swym mieście i podjęły decyzję o oddaniu Warszawy. Wojsko polskie oraz członkowie rządu i sejm schronili się na prawym brzegu Wisły przenosząc się do Płocka. Jakkolwiek armia polska liczyła jeszcze ponad 60 tys. ludzi upadek Warszawy spowodował podobne rozprzężenie jak w czasie powstania kościuszkowskiego. Rozpoczęła się masowa dezercja z wojska. Nowy naczelny wódz gen. Maciej Rybiński, myślał znów o kapitulacji i mimo oporu sejmu wszczął rokowania z Paskiewiczem. Nikt z dowódców nie zamierzał organizować dalszej walki. Rozpadł się sejm : część posłów wróciła do domów , część wyjechała za granicę. W końcu wobec żądań Paskiewicza bezwzględnej kapitulacji dowództwo powstańcze odmówiło tej formy uznania przemocy decydując się raczej na przekroczenie granicy i złożenie broni. Miało to stać się świadectwem gotowości narodu do podjęcia w lepszej sytuacji dalszej walki . znajdujące się na południu korpusy gen. Ramorino przeszły już w końcu września granicę galicyjską. Większość wojsk polskich przekroczyła 5 października granicę pruską do 9 październik bronił się jeszcze Modlin, a do 21 październik Zamość. Królestwo Polskie znalazło się w ręku Mikołaja I który podjął bezwzględną akcję represyjną. Rozpoczęła się surowa okupacja wojskowa która ułatwiała likwidację odrębności politycznej. Państwowość polska miała utrzymać się niemal wyłącznie w nazwie. Klęska jaka zakończyło się powstanie listopadowe była przede wszystkim klęską szlacheckiej koncepcji odbudowy polski. Żadne bowiem z powstań polskich nie miał o w tak silnym stopniu charakteru szlacheckiego. Na żadnym nie zaciążył tak bardzo konserwatyzm i krótkowzroczność obawa przed ustępstwami społecznymi. W żadnym władza nie spoczęła tak wyłącznie w ręku prawicy. O powrocie więc do takiej koncepcji nie mogło być więcej mowy. A jakkolwiek w postaniu listopadowym wyjątkowo dominującą rolę odegrała nie tylko ziemska szlachta, lecz nawet arystokracja, to przecież nie było ono wyłącznie powstaniem tych grup ludności. Bardzo poważną funkcję spełniła w powstaniu drobna szlachta, zarówno z Mazowsza i Podlasi, jak i z Litwy, gotowa do wszelkich poświęceń również mieszczaństwo zwłaszcza lud stolicy a także inteligencja zaważyło parokrotnie na losach powstania, szczególnie podczas Nocy Listopadowej, ale i później jako zaplecze Towarzystwa Patriotycznego. Liczny był udział mieszczan w walce zbrojnej. Także chłopi – mimo niechęci do ziemiaństwa i popierającego go rządu powstańczego byli tą warstwą, na którą spadał główny ciężar walki toczonej z najwyższym poświęceniem. Wreszcie nie bez znaczenia był powszechny udział Polaków w powstaniu ; jakkolwiek objęło ono tylko obszary zaboru rosyjskiego, pobudziło do ofiar i działalności patriotycznej także ludność polską pod panowaniem pruskim i austriackim. W procesie kształtowania się nowoczesnego narodu polskiego powstanie listopadowe odegrało zatem niemałą rolę, scalając rozerwana zaborami społeczność. Tradycja powstańczej walki stała się później ważnym elementem więzi narodowe. Bardzo poważne było wreszcie międzynarodowe znaczenie powstania listopadowego. Zapobiegało ono dążeniom do zdławienia ruchów rewolucyjnych we Francji i Belgii, osłabiając ówczesną ostoję feudalizmu europejskiego – Rosje. Zarazem polska walka o niepodległość stała się przykładem dla innych narodów europejskich uciskanych przez obca przemoc, przede wszystkim dla ruchów demokratycznych i liberalnych. Odtąd sprawa polska miała się odbijać potężnym echem we wszystkich dążeniach rewolucyjnych, a słowo Polak stało się synonimem rewolucjonisty. Przez najbliższe półwiecze w walce o postęp społeczny i polityczny Polska odgrywać bowiem będzie rzadką w jej dziejach rolę wzoru i zachęty dla innych narodów.

Podoba się? Tak Nie
Sprawdzone hasła:

Czas czytania: 31 minut