profil

Gospodarka II RP

Ostatnia aktualizacja: 2020-09-28
poleca 85% 608 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

Sytuację gospodarczą na ziemiach polskich w roku 1918 determinowała polityka mocarstw rozbiorowych, a także straty z I wojny światowej. Scalane w latach 1918-1922 w jeden organizm państwowy obszary wymagały zatem jednocześnie odbudowy ze zniszczeń wojennych i unifikacji, czyli ujednolicenia gospodarki. Było to o tyle trudne, że przez 123 lata niewoli zostały one wcielone w struktury państw zaborczych. Polska odzyskała zatem trzy różne organizmy gospodarcze: najlepiej rozwinięty przemysłowo i rolniczo zabór pruski, pełen dysproporcji majątkowych zabór austriacki, mocno zróżnicowane i związane z rynkami zbytu oraz surowcami z Rosją, Kongresówkę i ziemie zabrane.

W latach I wojny światowej ziemie polskie były poddane ustawicznej dewastacji i eksploatacji ekonomicznej. Przez cztery lata stanowiły zaplecze frontu, co miało negatywny wpływ na sytuację rolnictwa i hodowli np. koni. Dodatkowo, w roku 1915 wycofująca się armia rosyjska dokonała dewastacji urządzeń przemysłowych na terenie dawnego Królestwa Polskiego i Galicji m.in. spalono 300 szybów naftowych. Całkowite straty wynikłe z działań wojennych oblicza się prawie na 30 procent ówczesnego majątku narodowego. O skali zniszczenia przemysłu Królestwa Polskiego świadczy też fakt, że w 1918 roku pracę w nim mogło znaleźć jedynie 13 procent zatrudnionych z 1913 roku.

Gospodarka stała się jednym z ważniejszych obszarów walki o suwerenność młodego państwa. Zniszczenia wojenne kazały szukać kapitału zewnętrznego bądź pożyczek przeznaczonych na inwestycje i pobudzenie rynku. Kapitał zachodni nie był jednak zainteresowany wejściem na ziemie, na których toczyła się nadal wojna. Państwo zaś nie mogło brać pożyczek za cenę zbytniego uzależnienia się od kredytodawcy. Należało zatem liczyć na własne siły.

Do rangi jednego z ważniejszych problemów urosła kwestia zachowania przez państwo równowagi budżetowej. Przez pierwsze lata II RP wydatki państwa kilkakrotnie przewyższały wpływy. Wywoływało to powiększający się z roku na rok deficyt budżetowy, który można było leczyć zwiększającym się dodrukiem pieniądza wywołującym inflację. W 1922 roku narastający z ubiegłego roku i nowo powstały deficyt osiągnął sumę 470 miliardów marek polskich.

Wydatki państwa w pierwszych latach po wojnie obejmowały same niezbędne pozycje. Do nich należały: obsługa finansowa tworzącej się administracji państwa, w tym zatrudnienie około 380 tysięcy pracowników budżetówki, kształcenie aparatu skarbowego, a także wypełnianie zobowiązań socjalnych i edukacyjnych młodego państwa, m.in. zatrudnienie 60 tysięcy nauczycieli, w związku z zapewnieniem przez państwo powszechnego nauczania na poziomie szkoły czteroklasowej. Bardzo kosztowny okazał się proces unifikacji kraju, jednocześnie prowadzony we wszystkich dziedzinach od legislacji po komunikację. W 1922 r. sejm podjął ważną decyzję o budowie portu w Gdyni. Do 1920 roku włącznie najpoważniejszą pozycję w budżecie państwa po stronie wydatków zajmował resort wojska, w 1918-1920 armia powiększyła się z 5 tys. żołnierzy do 1 mln. Miało to zresztą dodatnie strony: budżet państwa swoimi zamówieniami pobudzał produkcję przemysłową w tradycyjnie silnych działach przemysłu (metalowym i tekstylnym), wpływał na wzrost zatrudnienia, a tym samym na zwiększające się na rynku popyt i podaż na towary z innych gałęzi produkcji.

Jednak w 1923 roku przyszło załamanie finansów państwa. Inflacja przeszła w fazę tzw. hiperinflacji, co groziło powszechnymi niepokojami społecznymi. O ile w połowie czerwca 1923 roku za 1 dolara płacono 104 tysiące marek polskich, to w grudniu już 6 milionów 375 tysięcy. Zaczęły rosnąć ceny, z czego zadowoleni byli jedynie spekulanci. Płace nie nadążały za zmianami cen. W grudniu 1923 roku powstał prawicowy, ale jednocześnie ponadpartyjny rząd Władysława Grabskiego, który podjął się naprawy budżetu państwa. Posiadając nadzwyczajne pełnomocnictwa, w ciągu pół roku Grabski doprowadził do równowagi budżetowej, m.in. ściągając nadwyżki finansowe od najbogatszych tzw. danina majątkowa, doprowadzając do zwaloryzowania podatków bezpośrednich i podnosząc podatki pośrednie, a w końcu rozpisując pożyczkę wewnętrzną oraz co miało ważne znaczenie propagandowe wprowadzając drastyczne oszczędności w administracji rządowej. Kosztami reformy obciążono zatem najbogatszych, co miało pozytywne skutki społeczne, choć negatywnie wpłynęło na przykład na produkcję towarów wysyłanych na eksport. W kwietniu 1924 roku inflacja została wyhamowana. Rząd mógł przejść do kolejnej fazy reformy – zastąpić markę polską złotym. W tym celu premier powołał do życia spółkę akcyjną Bank Polski, niezależną od rządu, co miało uwiarygodnić reformę walutową. Akcjonariuszami BP byli głównie drobni właściciele, a także w małym zakresie państwo. Złotego oparto na zapasach kruszców i dewiz pochodzących głównie z ofiar społecznych zbieranych w latach 1919-1923. Parytet nowej waluty ustalono na poziomie równowartości franka szwajcarskiego; wymiany dokonywano po kursie 1 złoty = 1,8 miliona marek polskich. Reforma Grabskiego ustabilizowała rynek i polską walutę, a miesiące ją poprzedzające stały się gorzką lekcją dla kolejnych gabinetów aktualną aż do 1939 roku.

W pierwszych latach niepodległości oprócz inflacji najpoważniejsze problemy gospodarcze wiązały się z tzw. wojną celną z Niemcami oraz z koniecznością przeprowadzenia reformy rolnej. Wojna celna odbiła się przede wszystkim negatywnie na eksporcie polskiego węgla, na który Niemcy nałożyli ogromne cło, a także postawiła pod znakiem zapytania reformę walutowo-skarbową premiera Grabskiego. W efekcie spadała produkcja, zwiększyło się bezrobocie (w grudniu 1925 r. przekroczyło 210 tysięcy osób), rósł ponownie deficyt. Gabinet Grabskiego upadł. Na szczęście, wiosną 1926 roku zastrajkowali górnicy brytyjscy, co otworzyło rynki zbytu na polski węgiel na terenie Skandynawii.

Postulat reformy rolnej wysuwano od początku istnienia II Rzeczypospolitej; względy społeczno-polityczne, w tym przede wszystkim przeludnienie wsi, kazały posłuchać głosu ludu i reprezentujących go w sejmie partii PSL „Piast”, PSL „Wyzwolenie” i innych. Racje gospodarcze jednak nie pozwalały przez długie lata znaleźć pieniędzy w budżecie na tę kosztowną operację, a jednocześnie reforma nie mogła zniszczyć majątków ziemiańskich, których dochód przekładał się na podatki płynące do budżetu państwa. Dopiero w grudniu 1925 roku sejm uchwalił ostatecznie te ustawę. Na cele parcelacji – za pełnym odszkodowaniem po cenie rynkowej – przeznaczono majątki mające powyżej 180 hektarów, w rejonach podmiejskich i w okręgach przemysłowych normę tę obniżono do ponad 60 hektarów, na ziemiach wschodnich, gdzie dominowała gospodarka ekstensywna podwyższono do 300 hektarów, a w majątkach uprzemysłowionych do 700 hektarów. W ciągu kolejnych lat prosperity do 1929 r. corocznie parcelowano 200 tysięcy hektarów ziemi; w sumie nadziały ziemi otrzymało 734 tysiące gospodarstw chłopskich, tak nowo powstałych, jak i już istniejących. Areał nowych gospodarstw osiągał średnio blisko 10 ha. Z punktu widzenia potrzeb społecznych było to niewiele. W latach trzydziestych XX wieku ukryte bezrobocie obejmowało na polskiej wsi prawie 5 milionów ludzi. Jednakże przyczyną tego stanu rzeczy było nie tylko ograniczenie przez państwo zakresu reformy rolnej, ale głównie struktura ludnościowo-zawodowa kraju odziedziczona po zaborcach, kryzys gospodarczy lat trzydziestych i słaby udział kapitału inwestycyjnego zarówno państwowego, jak i prywatnego, w tym zagranicznego.

W latach prosperity gospodarczej tj. 1926-1929 w kraju powstawały nowe zakłady przemysłowe np. Mościce, ruszył transport z Gdyni, rozpoczęto produkcję samochodów, rozwijał się przemysł lotniczy. Postępowała elektryfikacja. Znaczna część zakładów przemysłowych stała na najwyższym poziomie technologicznym. Do kraju zaczął napływać kapitał zagraniczny, którego wielkość w gospodarce oceniano w 1929 roku na 33 procent. Jednak władze państwowe stworzyły dlań zbyt liberalne, dogodne warunki, umożliwiając wywóz z kraju zysków. Miało to swoje negatywne skutki w latach kryzysu 1929-1933, tym bardziej że większość kapitału zagranicznego ulokowana była w strategicznych gałęziach gospodarki, czyli w przemyśle wydobywczym, elektrowniach i hutnictwie.

Po 1929 roku cały świat kapitalistyczny, w tym także Polska, wszedł w okres głębokiej recesji. By powstrzymać odpływ kapitału zewnętrznego, władze państwowe tolerowały mechanizmy obronne tworzone przez kapitał prywatny: powstawały kartele branżowe monopolizujące produkcję i śrubujące ceny na określone towary przemysłowe, sprzedawane na rynku krajowym. Jednocześnie, by utrzymać się na rynkach eksportowych, stosowano ceny dumpingowe, a więc poniżej kosztów wytwarzania. Dopiero w 1933 roku w sposób prawny ograniczono odpływ zysków i wprowadzono dzięki tzw. ustawie kartelowej kontrolę cen. Jednocześnie, licząc na włączenie się samoczynnych mechanizmów rynkowych, zdecydowano się na zmniejszenie obiegu pieniądza w kraju – zjawisko deflacji. Działania interwencyjne państwa okazały się spóźnione; znaczna część kapitału odpłynęła; tworzyły się już nożyce cen, czyli pogłębiała się różnica między sztucznie utrzymywanymi cenami na artykuły przemysłowe a spadającymi dużo szybciej, bo pozostawionymi tylko regulacji rynku, cenami na płody rolne. Zawężenie rynku wiejskiego wykorzystywał pośrednik handlarz, często żydowskiego pochodzenia, co miało negatywne konsekwencje społeczne i polityczne. Permanentny kryzys wsi polskiej wywoływał niepokoje społeczne, w tym strajki chłopskie, najbardziej drastyczne w 1936 r.: w starciach z policją zginęło kilkudziesięciu rolników.

Wobec narastającego kryzysu musiał interweniować rząd. Podobnie jak w Stanach Zjednoczonych program „Nowy Ład” czy w III Rzeszy, w Polsce także, począwszy od 1933 roku, państwo włączyło się bezpośrednio do procesu odradzania gospodarki. Organizowano nowe miejsca pracy, przede wszystkim poprzez inicjowanie robót publicznych. Podjęto budowę dróg, w tym kolejowych, wodociągów oraz elektryfikację kraju itp. Wpływało to pozytywnie na rozwój uboższych regionów, a jednocześnie pobudzało rynek za sprawą zwiększającej się masy realnego pieniądza. Wzrastał popyt na towary zarówno konsumpcyjne, jak i przemysłowe, co stymulowało wzrost ich podaży.

W 1936 roku sytuacja gospodarcza Polski była na tyle ustabilizowana, że rząd mógł podjąć wielką inwestycję, znaną jako projekt ministra Eugeniusza Kwiatkowskiego – budowę Centralnego Okręgu Przemysłowego czyli COP-u. W ciągu kolejnych lat w widłach Wisły i Sanu zbudowano zakłady przemysłu głównie zbrojeniowego, dające zatrudnienie prawie 150 tysiącom obywateli, z regionu dotkniętego bezrobociem. COP miał stworzyć rynek zbytu i dla płodów rolnych okręgów wschodnich, i dla surowców, i półproduktów okręgów zachodnich, i odbiorcę energii opartej o siły wodne, ciepło gazu ziemnego, a skoncentrowanej na południu. Równolegle rząd opracował sześcioletni plan rozwoju sił zbrojnych. W efekcie udział państwa w gospodarce wynosił pod koniec lat trzydziestych około 20 procent, a w niektórych działach produkcji dochodził nawet do 100 procent – przemysł samochodowy i zbrojeniowy. Budowa COP-u stanowiła konkretną odpowiedź na pytanie nurtujące ówczesnych ekonomistów: jak wiele własności państwa winno być w gospodarce, by nie wywoływało to pokusy do administracyjnego sterowania procesami rynkowymi, na przykład w imię ratowania budżetu państwa. Mimo licznych i do końca nierozwiązanych dylematów np. czy podstawa rozwoju gospodarczego państwa ma być rolnictwo, czy przemysł, jaki udział w ekonomii RP powinien mieć kapitał obcy, bez utraty suwerenności gospodarczej, mimo istniejących także dysproporcji wewnątrz kraju – w okresie międzywojennym Polska osiągnęła wysoki stopień rozwoju gospodarczego porównywalny do stopnia rozwoju Hiszpanii czy Grecji.

Podoba się? Tak Nie
(0) Brak komentarzy

Treść zweryfikowana i sprawdzona

Czas czytania: 10 minut