profil

Rewolucja przemysłowa w Anglii- jej założenia i realizacja.

drukuj
poleca 85% 104 głosów

Treść
Obrazy
Wideo
Komentarze

Rewolucja przemysłowa to całokształt przemian technicznych, ekonomicznych i społecznych związanych z powstawaniem wielkiego przemysłu fabrycznego i nowoczesnej cywilizacji przemysłowej.

Przewrót techniczny polegał na zastąpieniu ręcznej pracy przez maszyny, prymitywnej technologii przez technologię nowoczesną, produkcji pojedynczych wyrobów przez produkcję masową; przewrót ekonomiczny oznaczał zmiany w organizacji produkcji, charakterze przedsiębiorstw, w zasadach kalkulacji produkcji; na przemiany struktury społecznej złożył się spadek znaczenia rzemieślników, chłopów i wielkich właścicieli ziemskich przy wzroście znaczenia coraz liczniejszej nowej klasy robotników oraz burżuazji przemysłowej, jednocześnie następowała koncentracja ludności w dużych miastach. Ten najważniejszy w dziejach nowożytnych przewrót dokonał się niejednocześnie i w niejednakowym stopniu w różnych krajach, a na wielkich obszarach świata do tej pory jeszcze nie nastąpił.

Epokę przemysłu rozpoczyna rewolucja, przedprzemysłowa, która dokonała się na przełomie XVI i XVII wieku w Anglii. Wynalezienie nowego źródła energii cieplnej- węgla doprowadziło do intensywnego rozwoju górnictwa węglowego. Anglicy rozbudowali system dróg i kanałów celem usprawnienia transportu. Anglia stała się najlepiej rozwiniętym krajem świata, a jej przemysłowe osiągnięcia szybko zaczęły być wykorzystywane w Holandii, Włoszech, Francji, a także w nieco późniejszym okresie w Europie Środkowej.
W końcu XVII wieku w Wielkiej Brytanii zaczęły się przeobrażenia, dzięki którym gospodarka kraju, zdominowana dotychczas przez oparte na feudalnych stosunkach rolnictwo, przeszła całkowitą transformacje. Brytyjczycy stali się pionierami rewolucji przemysłowej, która miała ogarnąć cały świat.

Rozwój kapitalizmu w Anglii jak i w innych krajach takich jak: Francja, Holandia, Szwajcaria czy Niemcy w ciągu XVI, a zwłaszcza w XVII i XVIII wieku doprowadziły do powstania nowoczesnego przemysłu i handlu. Założenie manufaktury niewiele kosztowało, zarówno jak jej przeprowadzenie, zwłaszcza, gdy korzystało się z pracy przymusowej mieszkańców przytułków, więźniów, rekrutów czy, jak na wschodzie Europy, chłopów pańszczyźnianych. Dopiero zastosowanie maszyn wymagało naprawę dużych nakładów nie do uniknięcia. Kapitalista dążył do wyprodukowania za pomocą kosztownych maszyn jak największej ilości wyrobów. Maszyny narzucały produkcję na wielką skalę, przy której kapitalistę mniej interesowała stopa zysku przypadająca na jednostkę, a bardziej masa zysku wzrastająca przez powiększanie rozmiarów produkcji i przyśpieszanie obrotu kapitału. Dewizą jego było: duże nakłady, szybkie obroty, wielkie zyski nie od sztuki, a od jak największej masy produktów.
Jak to się jednak dzieje, że wydatki na maszyny i budynki przynoszą zysk? Stało się to możliwe dzięki temu, że zmienił się charakter pracy. Wraz z kapitałem przemysłowym pojawiła się praca najemna jako nieodłączne drugie jego oblicze. Samodzielny rzemieślnik pracujący za pomocą własnych narzędzi otrzymywał zapłatę za gotowy produkt, który sam sprzedawał. Jednak oto maszyny i narzędzia znalazły się w rękach kapitalistów, skoncentrowane w fabrykach, a podział pracy przy produkcji maszynowej doprowadził do tego, że nikt nie może powiedzieć: „ja to zrobiłem, to mój produkt.” Każdy robotnik wykonuje tylko jakąś czynność cząstkową, każdy wyrób jest wytworem pracy wielu ludzi. Robotnik najemny nie oddaje już gotowego produktu własnej pracy, oddaje jedynie do dyspozycji kapitalisty siłę roboczą, którą ten rozporządza według swego uznania, zgodnie z wymogami technologii produkcji i podziału pracy.
Wprowadzenie maszyn pozbawiło na stałe robotnika własności środków produkcji. Dzięki temu kapitalista, „ dostarczający” robotnikowi narzędzia pracy, mógł czerpać zysk będący nieopłaconą pracą robotnika.
Maszyny były dla kapitalistów droższe i cenniejsze niż robotnicy. Aby je maksymalnie wyzyskać, wydłużał, więc dzień roboczy i narzucał jak najszybsze tempo pracy. W pierwszej połowie XIX wieku dzień roboczy dochodzący do 16 godzin nie był rzadkością; w ogromnej większości wypadków wynosił on 12-14 godzin.
Ale długi dzień roboczy nie był jeszcze najgorszym złem. Ludzie od wieków przywykli pracować ciężko pracować. Rzemieślnicy i chałupnicy (wytwórcy wyrobów lub półfabrykatów wykonanych na zlecenie, rachunek i z surowców nakładcy (zleceniodawcy)- w mieszkaniu własnym) spędzali przy pracy całe dnie, chłopi pracowali nieraz przy blasku księżyca.
Najgorsze dla robotników było to, że musieli się podporządkować surowej dyscyplinie fabrycznej. Przedsiębiorca nie miał początkowo łatwego zadania, aby zorganizować zbiorową pracę nowych, niepewnie jeszcze funkcjonujących maszyn. W pogoni za zyskiem chciał za wszelką cenę wykorzystać je jak najbardziej intensywnie. Jednak maszyny były jeszcze liche, wykonane z marnego materiału, psuły się często, robotnicy zaś nie umieli się z nimi obchodzić.
Kapitalista dbał więcej o maszyny niż o ludzi. Jego największą troską było to, aby nie psuły się maszyny, aby funkcjonowały jak najsprawniej i bez przerw. Całe brzemię tych naturalnych trudności pracy fabrycznej przerzucał, więc na robotników, ustanawiając drakońskie regulaminy pracy. Regulaminy fabryczne miały zapewnić bezwzględną dyscyplinę i tempo pracy przez dziesiątki drobiazgowych nakazów i zakazów, miały podporządkować wszystkie czynności robotnika, cały czas spędzony przez niego w fabryce, szczegółowym przepisom. Za omijanie tych przepisów groziły wysokie kary- potrącone z płacy i kary cielesne. Na przykład w przędzalniach angielskich w Manchesterze ustanowiono kary za podchodzenie do okna, za picie wody lub mycie się w czasie pracy, za odzywanie się lub gwizdanie przy pracy itp. Dodajmy, że w przędzalniach bawełny unosi się w powietrzu dławiący pył bawełny i że w tych warunkach odetchnięcie świeżym powietrzem czy napicie się wody staje się po prostu naturalną potrzebą organizmu.
Ta surowa dyscyplina fabryczna była dla robotników najbardziej uciążliwa. Rozpoczynać i przerywać pracę o określonej godzinie, dostosowywać się do tempa maszyny, wykonywać wszystkie czynności na komendę, pracować pod bacznym okiem nadzorcy, naginać się na każdym kroku do rygorystycznych i okrutnych przepisów, które nieraz trudno nawet spamiętać- to wszystko wydawało się nie do zniesienia dla rzemieślnika i chałupnika przywykłego do samodzielności i swobody w pracy.
Dlatego rekrutacja robotników do rosnących szybko fabryk, podobnie jak do coraz liczniejszych kopalń, nie była wcale łatwa. Do pracy w fabryce szedł tylko ten, kto absolutnie musiał, i to w ostateczności. Rzemieślnicy i chałupnicy trwali kurczowo przy swoich warsztatach, choć postępująca ich ruina stawała się coraz bardziej widoczna i powszechna. Gdyby nie jednoczesne przeobrażenia w rolnictwie, rugowanie chłopów z ziemi i zniszczenie drobnej własności chłopskiej, które wyparło masy ludzi z pracy na roli, nieprędko znajdowaliby się chętni do pracy fabrycznej. Rzemieślnik do ostatka próbował beznadziejnej konkurencji z produkcją maszynową, licząc na nadejście lepszych czasów. Gdy zaś tracił grunt pod nogami, wolał już raczej posyłać do fabryki swoje dzieci.
Właśnie w zatrudnianiu dzieci fabrykanci znajdowali rozwiązanie tej kłopotliwej i trudnej dla nich samych sprawy. Mechaniczna produkcja stwarzała szereg prac łatwych, prostych i niewymagających większej siły; dochodziła do tego duża ilość robót pomocniczych przy ładowaniu, pakowaniu, sprzątaniu, podawaniu. Dzieci były uległe, łatwiej można je było zmusić do biernego posłuszeństwa i podporządkowania się dyscyplinie fabrycznej, do której nie umieli się nagiąć ludzie dorośli. Toteż zatrudnienie dzieci w fabrykach i kopalniach stało się zjawiskiem powszechnym. Dostarczały ich sierocińce i przytułki parafialne oraz niemogące się utrzymywać gospodarstwa rodziny chłopskie i rzemieślnicze.
Praca dzieci w wieku 5-12 lat nie była wcale zjawiskiem odosobnionym ani wyjątkowym. Poszczególni fabrykanci zatrudniali je dziesiątkami i setkami.
Nie trudno sobie wyobrazić, jaki wpływ na zdrowie, na rozwój fizyczny i umysłowy dzieci miały takie stosunki. Odnosi się to zresztą także do dorosłych robotników, którym 12- czy 14- godzinna praca nie pozostawiała czasu ani sił jakiekolwiek życie dla siebie.
Głodowe płace mogły zapewnić robotnikom tylko najbardziej nędzarskie utrzymanie.
Do nieludzkich warunków pracy dołącza się beznadziejna nędza życia prywatnego mas robotniczych. Rozpaczliwe warunki mieszkaniowe, upadek obyczajowości, brud i choroby stały się powszechną plagą społeczną, wywołującą grozę i przerażenie władz i samych fabrykantów. W nieoglądanym dotychczas stopniu wystąpiły na jaw rażące kontrasty społeczne między bogactwem kapitalistów a nędzą większej części ludności. Dziś wiemy, że z biegiem czasu położenie robotników uległo poprawie. Stosunki między kapitalistą a robotnikiem, niepodlegające początkowo niczyjej kontroli, zaczęło się regulować ustawodawstwo socjalne. W Anglii a 1883 roku wydano ustawę wprowadzającą zakaz pracy dzieci do lat 9 oraz ograniczenie pracy młodzieży do lat 18 do 12 godzin. Jednocześnie ustawa ta powoływała inspekcję fabryczną dla kontroli stosunków panujących w fabrykach. Podobne ustawy wyszły w Prusach w 1839 roku, we Francji w 1841 roku, w Rosji w 1882 roku. W rezultacie wielu częściowych ustawy i przepisów do końca XIX wieku ustaliły się w krajach europejskich i w USA następujące warunki pracy w przemyśle:
 10-godzinny dzień roboczy;
 zakaz zatrudniania w fabrykach i kopalniach dzieci do lat 9 lub 10 lat;
 wyłączenie kobiet i młodzieży do 16 lub 18 lat od szczególnie ciężkich robót: pracy nocnej, w kopalniach pod ziemią, prac najbardziej szkodliwych dla zdrowia itp.
Pierwsze ustawy o ochronie pracy były owocem czysto kupieckiej kalkulacji przedsiębiorców. Wzrastająca precyzja i złożoność maszyn stwarzała potrzebę sprawniejszej ich obsługi. Praktyka uczyła, co trzeźwiejszych kapitalistów, że lepiej opłacało się ulepszać maszyny i racjonalnie je wykorzystywać niż gnać do granic wyczerpania zatrudnionych przy nich ludzi, że lepiej nadawał się do tego zdrowy, silny i uważny robotnik niż dziecko lub człowiek przemęczony i chorowity. Bardziej skomplikowane maszyny wymagały także od robotnika pewnego wykształcenia.

Chociaż założeniem rewolucji było przeniesienie kapitału (większości produktu krajowego brutto) na przemysł zmiany początkowo dały się zauważyć w rolnictwie. Zaczęło się od zdobycia władzy przez klasę ziemiańską w 1688 i dzierżenie jej przez przeszło wiek. Ziemia była aż do końca XVIII stulecia podstawą bogactwa w kraju zanim zaczęły ją wspierać wpływy z handlu i podatku dochodowego. Pod koniec XVII w rolnictwo przynosiło dochód 11 mln. Ł rocznie, czyli 25% całego dochodu narodowego.
System oparty był na dzierżawach, stanowiących główny dochód właścicieli ziemskich, wśród których 400 rodzin posiadało 25% całej ziemi uprawnej, a ok. 30.000 rodzin 60%. W 1760 r., kiedy rewolucja „pędziła pełną parą” już 2.800.000 ludzi żyło z rolnictwa(prawie połowa ludności !!! ).
Anglia korzystała z doświadczenia innych krajów (np. Holandii, która osuszała olbrzymie połacie terenu z wody morskiej). Za przykładem poszedł król Jerzy III, który osuszył 300 akrów ziemi i założył tam dwa wzorowe gospodarstwa. Stąd tez wziął się przydomek króla „Farmer George”, które z resztą sam bardzo lubił i cenił.
Za przykładem poszli również farmerzy z Norfolku, gdzie na osuszonych terenach również powstały farmy. Tam lord Townshend odkrył, że brukiew sadzona jako płodozmian „oczyszczający” i „nawożący” nadaje się na pokarm zimowy dla bydła, co zrewolucjonizowało hodowlę. Przedtem, ze względu na brak paszy, jesienią wybijano trzodę, a mięso solono na zimę. Na świeże mięso można było dostać wyłącznie z dziczyzny, gołębi i drobiu. Spopularyzowana została gospodarka 4 – polowa (pszenica, jęczmień, kończyna, brukiew). Wspomniany wyżej lord wprowadził uszlachetnione gatunki traw łąkowych, lucernę i esparcetę (zw. też dięcieliną), rozpowszechnił wynaleziony przez Jethro Tulla siewnik rzędowy, zachęcał do ulepszeń dotychczasowych maszyn.
Wspaniałym źródłem wiedzy z rewolucji są notatki Artura Young’a, który jeździł po Anglii, Szkocji, Irlandii i Francji, odwiedzając znanych farmerów, wynalazców i fabrykantów opisując naukowo, co widział, a w latach 1784 – 1809 wydawał „Annały Rolnictwa”. Robert Bakewell w hrabstwie Leicester zajmował się systematycznie hodowlą owiec i bydła z takim skutkiem, że wyhodował nowe odmiany, a za pokrycie swoim trykiem brał 400 gwinei, (gdy robotnik rolny zarabiał poniżej Ł 25 rocznie). Nie muszę chyba dodawać, że zebrała mu się niezła sumka. Tomasz Coke w Holkham prowadził gospodarkę słynną i poza Anglią. Wszystkie jego farmy prowadziły jednakową gospodarkę: 100 akrów ozimej pszenicy, 250 jęczmienia, 50 grochu, 200 brukwi, 400 łąk i 100 pod pastwiska dla owiec. W każdej takiej farmie pracowało 6 robotników na samym folwarku, a 6 w polu poza tym było 5 pługów i 30 koni, a ile trzody, bydła, drobiu i owiec zależało od dzierżawcy. Dzierżawcy wyciągali średnio z farmy po 1000 Ł, a Coke dzięki różnym ulepszeniom podniósł swoje dochody z Ł 2000 rocznie z czynszów dzierżawczych do Ł 20.000. Wyhodował podobnie jak Bakewell szlachetne odmiany świń Suffolk, bydła Devon i owiec Southdown. Na dorocznej strzyży owiec w 1818r. było, w Holkham 600 gości (przez cały tydzień), a farmerzy zjechali jak zawsze tłumnie. Coke dostał tytuł earla Leicester of Holkham.
Założenie departamentu rolnictwa w 1893r. z Youngiem jako sekretarzem zapowiadało, że ta rewolucja obejmie cały kraj (Niestety departament przestał działać w 1822r.). Skutki działania departamentu widać we wzroście przeciętnej wagi bydła i owiec na rynku hurtowym w Smithfiled w Londynie:
1710 r. 1795r.
woły – 378 funtów 800 funtów
cielaki – 50 150
owce – 38 80

Jedną z podstawowych metod ulepszeń było ogradzanie ziemi otwartej, zagonowej, w zwartym gospodarstwie samodzielnym, celem powiększenia dochodowości. Pociągało to za sobą odszkodowania dla chłopów( rzadko wypłacane), koszty miernicze i proceduralne w Parlamencie oraz koszty samego ogrodzenia, co mniej więcej wypadało 30 szylingów za akr, ale podwajano czynsz dzierżawny do 15 – 20 szylingów za akr tak, że dochód brutto dochodził do 30%. W porównaniu z tym, co dawały papiery wartościowe było to 5 – 6 razy więcej. Mimo podniesienia podatku dla dzierżawców wzrósł do 50 – 60 szylingów za akr, dochód wciąż był opłacalny i wynosił 15 – 20 %. Jak więc widać ogradzanie było bardzo dochodowym interesem dla właścicieli ziemskich. Anglia, exportowała wtedy dużo masła, sera, i pszenicy. W Anglii, kiedy cena pszenicy spadała poniżej 48 szylingów za ćwierć wypłacano premię w wysokości 5 szylingów, aby zachęcić producentów do jej sprzedawania. Zarządzenie to zostało uchwalone przez ziemian, ( bo mieli wtedy władzę) dla samych siebie. Przeciętna cena pszenicy w latach 1713 - 1764 wynosiła 35 szylingów za ćwierć i tylko dwukrotnie przekroczyła 48 szylingów. Dopiero w 1773 zniesiono premiowanie, mimo iż od 8 lat Anglia nie exportowała pszenicy, ale sama ją sprowadzała z powodu wzrastającej konsumpcji. Dotychczasowe zagradzanie ziemi (zakazane za Tudorów) zostało zalegalizowane przez radę królewską. W XVIII w. właściciele ziemscy sami sobie to prawo przyznali w Parlamencie. Prawo to przyzwalało usunąć ze swych dóbr chłopów, mających prawo dziedziczne bądź na podstawie dzierżawy terminowej do uprawiania ziemi, do pastwisk gminnych i nieużytków oraz do zbierania drzewa, wnosił,(jeśli nie chciało mu się załatwić sprawy polubnie lub trudności były zbyt duże)projekt takiej ustawy w Izbie Gmin.
Wysokość odszkodowań dla chłopów ustalali komisarze ziemscy,(jeśli w ogóle wyznaczali, bo warunki dyktowali ziemianie).
W latach 1702 – 1760 zagrodzono około 400.000 akrów ziemi, ale w następnych 50 latach 5mln akrów. Ziemia nieogrodzona będzie średnio wynosiła 3%. Wielu biedniejszych chłopów przemieniło się z samodzielnych gospodarzy w robotników rolnych, wielu powiększyło proletariat w miastach. Na północy wpływowe rody wydzierżawiały lub same prowadziły bardzo dochodowe kopalnie łupku dachowego, miedzi, ołowiu, piece odlewnicze. Ta działalność była również przyczyną wprowadzenia ustawy o zagradzaniu ziemi, aby usunąć chłopów ze wzgl. na poszukiwania minerałów lub ich eksplorację.
Rodzina Lowtherów rozbudowała miasto Whitehaven, port tego miasta, zakładała szyby węglowe, inwestując 500.000 Ł i czerpiąc potem Ł 16.000 rocznie. Ludność Whitehaven wzrosła w latach 1715 – 1785 czterokrotnie. Przy odwadnianiu szybów używana była maszyna parowa Tomasza Newcomena (od 1725r. będącej w powszechnym użyciu) opartej na prymitywnej konstrukcji Tomasza Savery’ego opatentowanej w 1698r. Transport był drogi. Na prywatnych drogach pobierano myto, a większość dróg zarządzanych przez parafie było w okropnym stanie. Dopiero w połowie stulecia zaczęto budować drogi, ale i to cen przewozu nie obniżyło. Kraj przeżył serię ataków na poborców myta. Rozwinięta natomiast była bardzo tania żegluga przybrzeżna. Duży opór regulacji rzek stawiali ziemianie i farmerzy niemający udziałów w przemyśle, w obawie, że tańszy transport obniży cenę płodów rolnych, a konie ciągnące berlinki nie dewastowały pól uprawnych kopytami, zaś ich załogi nie kradły. Przy tym sami farmerzy zajmowali się transportem lądowym.
W takiej sytuacji naturalnym krokiem była budowa kanałów, które można było prowadzić przez posiadłości właścicieli niestawiających przeszkód lub zmusić opornych do zgody ustawą parlamentarną. Pierwszy kanał oddano do użytku w 1761r. Kanał ten zbudowany został przez Jakuba Brindleya dla ks. Bridgewater. Kanał prowadził z kopalni węgla w Worsley do Manchesteru. Obniżyło to cenę węgla o połowę. Kanały wyrastały jak „grzyby po deszczu” aż do powstania kolei w 1825r. Wybudowano 2300 mil kanałów.
W 1760r. export wełniany wzrósł do 5,5mln. Ł w 14.694.970 Ł całego exportu, głównie dzięki nowym wynalazkom. W 1733 Jan Kay wynalazł mechaniczne czółenko, które poruszało się cztery razy szybciej niż przepychanie ręką. Tkacz, który dotychczas sam musiał przekładać czółenko ręką mógł wykonywać tkaninę o szerokości nieprzekraczającej rozpiętości swych ramion. Czółenko Kaya natomiast zmieniające kierunek ruchu za pociągnięciem sznurka przymocowanego do pedału, usunęło to ograniczenie produkcyjne i w rezultacie podwoiło tempo pracy. Wynalazek ten przyjął się dopiero po 20 latach, rewolucjonizując całkowicie przemysł bawełniany. Przędzalnicy przestali nadążać z produkcją przędzy. Zapotrzebowanie na nią skłoniło kapitalistów angielskich do poszukiwania nowych udoskonaleń technicznych również w przędzalnictwie. W tym celu w 1761 roku brytyjskie Towarzystwo Popierania Sztuki i Przemysłu wydało odezwę, w której obiecywało nagrodę za wynalezienie mechanicznej maszyny przędzalniczej. W wyniku odezwy James Hargreaves z zawodu tkacz i cieśla w 1765 roku skonstruował mechaniczną przędzarkę, którą nazwał od imienia swojej córki „Jenny”. Dzięki przędzarce można było pracować równocześnie na 18 wrzecionach. Maszyna ta zastąpiła wielką ilość dawnych rzemieślników pracujących przy jednym wrzecionie, przyspieszyła proces produkcyjny, nadal jednak poruszana była ludzką siłą. Wkrótce potem nastąpił dalszy, ważny etap w rewolucji przemysłowej. W roku 1769 Ryszard Arkwright skonstruował wodną maszynę tzw. „ramę wodną”. Uniezależniła ona proces produkcji od siły ludzkiej, zastępując ją potężną siłą wodną. W roku 1779 Samuel Crompton skonstruował całkiem nową maszynę przędzalniczą, która łączyła zalety obu poprzednich wynalazków. Nazwano ją „mułem”. Produkowała ona cienką, silną nić, a robotnik pracował na niej z łatwością na 30-50 wrzecionach. Zastosowanie nowych maszyn przędzalniczych spowodowało jednak zacofanie tkactwa i wywołało pilną potrzebę skonstruowania także i warsztatów tkackich. Pierwszy taki warsztat został wynaleziony w 1786 roku przez Edmunda Cartwrighta w rezultacie zwiększając 40-krotnie produkcję w tej dziedzinie. Nic już nie stało na przeszkodzie ekspansji przemysłu włókienniczego oprócz producentów wełny i jedwabiu. W 1716r Jan Lombe wykradł we Włoszech sekrety maszyny kręcącej jedwab w nitki, a jego brat(otrzymał później tytuł szeryfa Londynu) założył sobie zakład jedwabniczy, który w ciągu 15 lat przyniosły mu zysk 120.000 Ł. Przemysł się rozrósł, gdyż w 1732r. Lombe udostępnił innym swój patent za 14.000 Ł odszkodowania od Parlamentu. Importu tekstyliów bawełnianych zakazano w 1700roku w obawie przed napływem tanich tkanin z Indii, a produkcji w 1719r. na skutek rozruchów i protestów robotników z zakładów wełniarskich i jedwabniczych. Zakazy anulowano w 1736r. Kolejnym ważnym wynalazkiem powodującym wzrost exportu była mechaniczna odziarniarka wynaleziona przez Amerykanina Whitneya w 1793r.
Te wynalazki w dziedzinie przędzalnictwa doprowadziły znowu do zachwiania równowagi, było więcej nici niż przemysł tkacki potrzebował. Dlatego postanowiono zastosować także maszynę parową w przemyśle tkackim. Na początku XVIII w. Anglia importowała 1 mln funtów surowej wełny ze stanów południowych. Do1781 r. import wzrastał stopniowo by osiągnąć 5 mln funtów. Natomiast później dzięki omówionym wyżej wynalazkom nastąpił gwałtowny skok - w latach 1782-1784 Anglia zaczęła importować 12 mln funtów, w latach 1785-1789 skok był jeszcze większy - zaczęto sprowadzać 36 mln funtów. To był koniec rewolucji przemysłowej w przemyśle tekstylnym.

Przemysł żelazny w XVIII mocno kulał. Nie ze względu na brak złóż, lecz drewna. Węgiel kamienny nie nadawał się, gdyż zawarta w nim siarka reagowała z metalem powodując jego kruchość. Pracowano, więc na węglu drzewnym, aby z rudy wytopić żelazo. Następnie to, które przeznaczono do kucia oczyszczano w piecu. Na koniec z bloków wykuwano sztaby na sprzedaż. Tak, więc 75% żelaza sprowadzano (głównie ze Szwecji). Od żelaza do stali jest tylko jeden krok, lecz sekrety wyrobu stali były tak dobrze strzeżone już od epoki żelaza, że stosunkowo niewiele ośrodków wyrabiało cenioną stalową broń i zbroje. Z rewolucją przemysłową zapotrzebowanie na metal wzrosło ogromnie ze względu na wymienne części maszyn i narzędzia. Żelazo nie potrafiło zastąpić twardości i giętkości stali. Ta produkowana w Anglii nie nadawała się do ostrzenia i szlifowania. Odkrycia w tej dziedzinie dokonał Reamur, który otrzymał podobno stal o właściwych proporcjach węgla przez topienie żelaza kutego w lanym.
Produkcja surówki żelaznej, która w połowie XVII wieku wynosiła w Anglii 30 tysięcy ton rocznie, do początków XVlII wieku spadła poniżej 20 tysięcy. Główną przyczyną tego spadku był kryzys paliwa, wyczerpanie się położonych w pobliżu kopalń lasów. Anglia obfitowała w węgiel i od połowy XVII wieku wiele głów wysilało się, aby wynaleźć sposób wytapiania surówki przy użyciu koksu. Pewne sukcesy w tej dziedzinie osiągnął Abraham Darby I, założyciel sławnej dynastii hutników. Początki znów nader skromne. Syn farmera, budowniczy młynów i wytwórca garnków żeliwnych, w czasie podróży obserwował metody odlewników holenderskich i w 1709 roku nabył hutę Coalbrookdale w starym, prawie opuszczonym, ale obfitującym w węgiel ośrodku hutniczym w hrabstwie Shropshire. Na podstawie zapisek ojca kontynuował jego eksperymenty Abraham Darby II, któremu wreszcie w 1735 roku udało się uzyskać czysty wytop przy użyciu koksu bez dodatku węgla drzewnego. Sekret długo pozostał w rodzinie, podczas gdy wokół Coalbrookdale rozrastał się wielki zespół hut i kuźnic. Zięć Abrahama II, Richard Reynolds, i jego syn Abraham Darby III to już potentaci przemysłu hutniczego. W rejonie Coalbrookdale położyli oni 20 mil żelaznych szyn, po których krążyły wagony z rudą i węglem. Produkcja zakładów, która pod koniec życia Abrahama I wynosiła około 500 ton rocznie, z końcem stulecia wzrosła do 13-14 tysięcy ton.
Rewelacyjny wynalazek Abrahama Darby II przez dłuższy czas nie rozprzestrzeniał się poza okolice Coalbrookdale nie tylko z powodu dyskrecji „dynastii”. Zastosowanie w hutnictwie koksu często wymagało przemieszczenia kopalni rud i wielkich pieców z okolic obfitujących w drzewo do rejonów węglowych. A ponadto rewolucja w dziedzinie wytopu surówki miała swoje technologie „wąskie gardło”. Kruche żeliwo, aby zostać przerobione w żelazo sztabowe, wymagało rafinowania za pomocą węgla drzewnego i pracochłonnego kucia. I znów wielu ludzi głowiło się nad problemem dalszego przerobu łatwo teraz osiągalnej surówki. Pewne osiągnięcia mieli w tej dziedzinie mieli majstrowie z Coalbrookdale, ale decydującego wynalazku dokonało w 1782 roku równocześnie i niezależnie od siebie dwóch ludzi: podmajstrzy górniczy Peter Onions i dostawca Admiralicji Henry Cort. Onions pozostał w cieniu, a ustosunkowany Cort otrzymał patent, na mocy, którego miał otrzymywać 10 szylingów od tony przerobionego żelaza. Gdyby umowy z hutnikami weszły w życie to, Corta (pudlingowanie) polegał na świeżeniu surówki przy użyciu koksu i zastąpieniu kucia walcowaniem. Rewolucja w technologii metalurgicznej została dopełniona i pudlingowane żelazo pod względem jakości było bez konkurencyjne. Wynalazek, Corta, który „odkorkował” górnictwo i hutnictwo, tym razem niezwykle szybko zastosowano w skali przemysłowej, (do czego przyczyniły się także niepowodzenia patentowe wynalazcy).
Produkcja żelaza, która mimo stosowania w wielkich piecach koksu do 1780 roku wzrosła tylko do 40 tysięcy ton, w 1790 roku osiągnęła 80 tysięcy, a w 1800 roku -190 tysięcy. Równie szybki był wzrost produkcji miedzi w Kornwalii (z 7.5 tysięcy ton w latach trzydziestych do 48 tysięcy pod koniec stulecia). Rozwój brytyjskiego górnictwa i hutnictwa nie nadążał jeszcze za potrzebami przemysłu żelaznego. W tym samym dziesięcioleciu 1780- 1790, w którym podwoiła się produkcja, podwoił się również import żelaza sztabowego z Rosji i Szwecji. Wzrost zapotrzebowania na żelazo wiązał się z tym, że obok tradycyjnych odbiorców broni, blachy, łopat, motyk, sierpów, podków, garnków, noży, gwoździ, szpilek i wszelkiego rodzaju ślusarskiej drobnicy powstał rynek na udoskonalone narzędzia rolnicze, maszyny i urządzenia przemysłowe, żelazne szyny czy rury wodociągowe. Na pograniczu przemysłu górniczo-hutniczego i żelaznego powstawały przedsiębiorstwa na niespotykaną dotąd skalę.
Odpowiednikiem „króla bawełny”, Arkwrighta, był jego rówieśnik „król żelaza”, Jon Wilkinson. Miał on niewątpliwe uzdolnienia techniczne, konstruował precyzyjne wytaczarki i tokarki, nade wszystko jednak śmiało i szybko wprowadzał w życie najnowsze cudze osiągnięcia. Rozpoczął karierę jako podmajstrzy w hucie Bradley, gdzie w 1754 roku zainstalował pierwszy piec koksowy wzorowany na piecach Darbych. Początkowo był jedynie właścicielem niewielkiego przedsiębiorstwa odziedziczonego po ojcu. W 1772 roku wszedł już w posiadanie hut w Bradley, potem założył górniczo- hutniczy kombinat w Broseley (gdzie sąsiadował z Coalbrookdale) i stopniowo rozgałęził swe przedsiębiorstwa a hrabstwach środkowej i zachodniej Anglii. Było to prawdziwe państwo, w którym od 1787 roku kursowały jako moneta srebrne i miedziane liczmany z wizerunkiem potentata i napisem: „Wilkinson Iron Master”. Wilkinson pierwszy zaczął wyrabiać żelazne stołki, kadzie dla browarów i gorzelni, lane rury wszelkich wymiarów. W 1779 roku wraz z Abrahamem Darby III wybudował na rzece Severn pierwszy żelazny most. W 1787 roku spuścił ma wodę pierwszy żelazny statek. W 1788 roku wykonał niebywałe zamówienie na 16 mil rur w celu zaopatrzenia Paryża w wodę. Wilkinson stał się prawdziwym fanatykiem żelaza. Na starość przepowiadał, że żelazo zastąpi większość używanych materiałów, że będzie żelazne domy, drogi i okręty. Kazał się pochować w żelaznej trumnie. Wilkinson był pierwszym nabywcą maszyny parowej.
Maszyna parowa w XVIII wieku należy bardziej do historii techniki niż do historii gospodarczej. W przemyśle podstawowym źródłem energii pozostało koło poruszane wodą i silniki parowe przed końcem stulecia nie uzyskały statystycznego znaczenia. Wejście ich w życie pozostaje jednak w sferze interesujących nas poszukiwań i osiągnięć, które wiążą się z początkami rewolucji przemysłowej. Pierwsze niezgrabne „maszyny ogniowe”, kosztowne, mało wydajne i niebezpieczne w użyciu, były to pompy. Wraz z pogłębianiem się kopalń, wprowadzeniem wodociągów i rozbudową urządzeń piętrzących wodę w celach przemysłowych, problem odpowiednio skutecznych pomp stawał się palący. Konstrukcja pompy wodnej (tłok i cylinder) wiąże się też z genezą pomysłu maszyny parowej. Pierwszy parowy „podnośnik wody” skonstruował i opatentował w 1698 roku inżynier wojskowy Thomas Savery. Pompę Savery`ego próbowano stosować do odwadniania kopalń.
Wkrótce wyparła ją już z użycia dużo lepsza „maszyna ogniowa”, zbudowana w latach 1711- 1712 przez Thomasa Newcomena, kowala i ślusarza z hrabstwa Devonshire, któremu pomagał szklarz John Cawley. Pompa Newcomena w 1720 roku osiągnęła praktyczny kształt, który utrzymał się przez pół wieku. Używano jej w kopalniach i w miejskich instalacjach wodociągowych, a także, ku rozrywce wielkich panów, w pałacowych fontannach. Około 100 takich pomp było czynnych w północnej Anglii, kiedy w 1769 roku uzyskał swój pierwszy patent James Watt.
W przeciwieństwie do plebejskiej większości ówczesnych wynalazców Watt był gruntownie wykształconym inżynierem. Z problemem maszyny parowej zetknął się w 1763 roku, kiedy w jednej z kopalń powierzono mu reperację pompy Newcomena. Pierwszy swój patent określił skromnie jako „zmniejszenie zużytkowania pary i paliwa w maszynach ogniowych”. Doniosłość wynalazku polegała na wyodrębnieniu cylindra i skraplacza, które w maszynie Newcomena stanowiły jedną całość.
Maszyna składała się z cylindra, w którym poruszał się tłok z trzonem. Trzon był połączony łańcuchami z wahadłem i z pompą, którą miał napędzać. Na jednym z łańcuchów umocowano dodatkowy spory ciężar. Cylinder był zaopatrzony w dwie rurki, przy czym koniec jednej z nich znajdował się w kotle parowym.
Kiedy tłok znajdował się w swej dolnej pozycji, otwierano zawór, do cylindra dostawała się para z kotła i podnosiła tłok do góry. Pomagał jej w tym dodatkowo ten zawieszony na łańcuchu ciężar. Potem zamykano zawór doprowadzający parę i otwierano inny, którym do cylindra wpuszczano trochę zimnej wody. Para w cylindrze oziębiała się i skraplała na ściankach naczynia, a ponieważ jej objętość była wielokrotnie większa od objętości wody, w którą się zamieniała, pod tłokiem wytwarzała się próżnia.
Wtedy do głosu dochodziło ciśnienie atmosferyczne powietrza, z ogromną siłą naciskało ono na tłok od góry, cofając go do dolnej, wyjściowej pozycji.
I tak w koło...
Niestety, oprócz ogromnego \\\\\\\"apetytu na węgiel\\\\\\\", maszyna charakteryzowała się też nierównomiernością ruchu. Tłok podnosił się do góry znacznie wolniej niż opadał w dół i dlatego nie można jej było zastosować do niczego innego jak tylko do napędu pomp. Mimo tego i mimo konieczności ciągłego przełączania zaworów przetrwała w kopalniach kilkadziesiąt lat.
A tak na marginesie: z problemem zaworów świetnie poradził sobie kilkunastoletni chłopiec Humphrey Potter. Zamiast ręcznie otwierać i zamykać przez cały dzień zawory, przymocował do nich sznurki a drugi ich koniec do wahadła. Kilka prób dla znalezienia odpowiedniej chwili, kiedy zawory mają zadziałać i... gotowe. Nagrodą za opuszczenie stanowiska pracy, (mimo, że maszyna działała bez zarzutu), było tęgie lanie od majstra.
Pomysł skwapliwie wykorzystano przy innych maszynach.
James Watt po starannym zbadaniu szybko wykrywa jej podstawowe wady i wprowadza cały szereg poprawek - można przyjąć rok 1769 za datę jej ulepszenia. Mimo że zasadniczy problem został rozwiązany, pierwsza maszyna Watta nie miała powodzenia. Niepraktyczny Watt pewnie podzieliłby los niemal wszystkich wynalazków i marnie zginął w interesach, gdyby nie to, że znalazł wspólnika i przyjaciela w osobie bogatego i kulturalnego przemysłowca, Matthew Boultona. W roku 1774 założył z nim bardzo nowocześnie wyposażoną pierwszą w świecie wytwórnię maszyn parowych w Soho pod Birmingham. W 1775 roku Watt uzyskał nowy patent i rozpoczęto w Soho produkcję maszyn parowych. Początkowo były to pompy. Mimo dość licznych zamówień (m.in. do Paryża) produkcja nie była opłacalna. Boultona miał jednak środki, aby przetrwać trudności i od połowy lat osiemdziesiątych w Soho zaczęła się świetnie rozwijać nowa dziedzina przemysłu maszynowego. Pompy Watta pracowały w kopalniach i hutach oraz w przemyśle tekstylnym jako urządzenia pomocnicze. Ale w 1785 roku ruszyła pod Papplewick pierwsza przędzalnia o napędzie parowym. W 1786 roku pod osobistym nadzorem Watta uruchomiono młyny parowe w Londynie. W 1800 roku w przemyśle bawełnianym pracowały 84 maszyny Watta, a ogółem fabryka w Soho wyprodukowała ich do tego czasu 500. W roku 1782 zbudował parowy silnik dwustronnego działania, o wydajności znacznie większej niż wcześniejsze modele.
W 1788 roku James Watt skonstruował regulator prędkości obrotowej (regulator Watta) zapewniający równomierną prędkość napędzania maszyn przez silnik parowy.
Regulator służył do automatycznej kontroli pracy silnika. Stosowano w maszynach parowych. Regulator składał się z dwóch lub trzech kul umocowanych na przegubowych dźwigniach do wrzeciona obracanego przez silnik. Gdy wzrastała prędkość obrotów silnika, kule wirujące wokół wrzeciona odchylały się na zewnątrz pod wpływem siły odśrodkowej blokując dopływ pary do silnika i tym samym zmniejszając prędkość obrotową silnika.
Pozwalało to utrzymywać stałą prędkość obrotów koła zamachowego a co za tym idzie wszystkich maszyn podłączonych do danej jednostki napędowej.
W roku 1797 miały miejsce narodziny nowego wynalazku – mechanicznej tokarni metalowej wynalezionej przez Henryka Maudsleya umożliwiająca cięcie metali i wyrób śrub, a niedługo toczenie części do maszyn pod dowolnym kątem.
Wśród pionierów rewolucji przemysłowej nie może zabraknąć Jozjusza Wedgwooda, który działał w przemyśle garncarskim i ceramicznym. Główny ośrodek przemysłu znajdował się w miejscu zwanym The Potteries (okolice Burslem, Hanley, Longton, Fenton i Tunstall) ze względu na miejscową glinę i węgiel. Wedgwood zaczął pracować w wieku 9 lat. Dobrze poznał fach. Skończył studia na wydziale starożytności Rzymskiej, opanował język grecki. Na wyrobach widać było styl klasyczny, jednak, co do wartości artystycznych można mieć zastrzeżenia. Pierwsze warsztaty otworzył w 1759, a 10 lat później następne. Liczba robotników w The Potteries wzrosła w ciągu 40 lat z 4.000 do 10.000. Wedgwood i inni producenci za jego przykładem sprowadzali z całego kraju szlachetne glinki. Ceramika osiągnęła niemalże rangę sztuki. Skutkiem tak wielkiego ożywienia gospodarczego była budowa dróg i kanałów.
Anglia podarowała światu koleje. Początek dały im poszukiwania najlepszych sposobów przewozu wielkich ilości węgla z nadszybia do hut, fabryk a także do domowego użytku. W latach dwudziestych wiele było sporów, czy lepiej węgiel wozić po drewnianych lub żelaznych szynach końmi czy przy pomocy nieuchronnej maszyny parowej, czy też lokomotywą Jerzego Stephensona. Stephenson nie myślał o sławie ani o rozprzestrzenianiu swego wynalazku. Znaleźli się jednak ludzie, którzy dostrzegli szerokie możliwości, jakie dawało połączenie napędu parowego z drogą szynową. W 1823 roku zrodziła się myśl zbudowania drogi żelaznej już nie tylko na użytek jednej oddzielnej kopalni, lecz całego okręgu. Tak powstała pierwsza regularna linia kolejowa, otwarta w 1825 roku, która połączyła ośrodek górniczy Darlington z portem morskim Stockton. Kursowało na niej pięć pociągów. Lokomotywy z fabryki Stephensona ciągnęły jednocześnie po kilkanaście wagonów towarowych i osobowych z prędkością 20 km/h. Regulamin nakazywał, aby przed
pociągiem jechał konno strażnik, obwieszczając zbliżanie się żelaznego potwora.
Powodzenie tej pierwszej kolei zachęciło do dalszych przedsięwzięć. Już w następnym roku zawiązała się spółka przedsiębiorców do budowy drugiej znacznie dłuższej linii kolejowej między dwoma wielkimi miastami przemysłowymi- Manchesterem i Liverpoolem.
W gazetach ukazywały się artykuły ostrzegające, że pociągi będą przeszkadzały paść się krowom, że przestraszą kury, które przestaną się nieść, że iskry z parowozów wywołają pożary, że dymy zatrują powietrze, wyniszczą ptaki i zwierzynę leśną, że spadek zapotrzebowania na siano zrujnuje gospodarstwa rolne, a huk lokomotywy uczyni całe okolice niezdatnymi do zamieszkania. Księża gromili budowniczych kolei za kontakty z szatanem, lekarze zaś głosili, że niezmierna szybkość jazdy szkodzi zdrowiu i przyprawia o obłąkanie.
Poparcie dla budowy linii wyrażali nie mniej energicznie przemysłowcy Manchesteru i właściciele kopalń węgla. Trzy lata trwały zażarte spory i walki propagandowe, nim parlament angielski nieznaczną większością głosów uchwalił akt zezwalający na budowę „drogi żelaznej” z Manchesteru do Liverpoolu.
Ogłoszono wówczas konkurs na typ lokomotywy do jej obsługiwania. Wyścigi, do których zgłoszono pięć różnych lokomotyw, wygrała „Rakieta” Stephensona. Rozwijała ona już prędkość do 40 km/h.
Gdy okazało się, że budowa dróg żelaznych stanowić dobry interes dochodowy, natychmiast rozpoczęła się gorączka budowy nowych linii.
W 1840 roku długość linii kolejowych w Anglii wynosiła 1350 km, a w dziesięć lat później 10 650 km.
Skutki rozbudowy kolei miały znaczenie tak istotne, że przyniosły prawdziwą rewolucję w komunikacji.
Pierwszym z nich jest możliwość masowego transportu towarów towarów na lądzie. Drogę żelazną można doprowadzić prawie wszędzie; można nią przewozić dowolnie ciężkie i wielkie ładunki. Przyśpieszywszy czas przewozu dziesięciokrotnie, kolej skróciła w tym samym stosunku przestrzeń między różnymi obszarami. W ten sposób nie tylko rozwiązała problem transportu masowej produkcji fabrycznej. Ułatwiła także rozwój wielkich miast, które wymagają dowozu żywności. Wyrwała z wiekowej izolacji całe dzielnice i kraje, które wskutek oddalenia od szlaków wodnych nie były dotychczas w stanie nawiązać wymiany dóbr z otaczającym je światem. Umożliwiając masowy przewóz żywności, przyczyniła się do usunięcia najgorszej plagi przeszłości: lokalnych głodów, które wciąż wybuchały w rozmaitych okolicach z powodu nieurodzaju, klęsk żywiołowych lub zniszczeń wojennych. W odciętej od świata prowincji byle pożar, powódź czy grad sprowadzał od razu na jej mieszkańców widmo śmierci głodowej. Koleją zaś można z łatwością przerzucać masy żywności z odległości nawet stron, w których w tym samym momencie jest jej pod dodatkiem.
Drugim takim skutkiem rewolucjonizującym na wskroś tradycyjne formy życia jest łatwość i szybkość poruszania się ludzi. Koleje zapoczątkowały masowy ruch ludności, ścierając z mapy świata jedną po drugiej „dziury zabite dechami”, których mieszkańcy całe swe życie spędzali w miejscu urodzenia, bo tylko wojna lub pielgrzymka mogła ich wyciągnąć poza opłotki rodzinnej wsi. Podróże przestały być przywilejem możnych, stały się sprawą codzienną i pospolitą; przestały ludzi dzielić, a zaczęły ich łączyć. Dawniej pan podróżował karetą, mieszczanin dyliżansem, chłop wozem lub piechotą. Pociągi zaś wiozły ich wszystkich razem, wszyscy razem musieli się stawić na odjazd, jednocześnie dojeżdżali do celu, jednakowym podlegali przepisom.
Podróże kształcą. A nic tak jak masowe podróże koleją nie przyczyniło się do rozwoju kontaktów między ludzkich z różnych warstw i rozmaitych stron, do rozprzestrzeniania się poglądów i wiadomości, do zbliżenia różnych kultur i ujednolicenia się obyczajów.

Amerykański budowniczy statków wodnych, wynalazca, malarz miniaturzysta Robert Fulton
w latach 1798-1801 budował łodzie podwodne ze śrubą o napędzie ręcznym (zbudowany we Francji - Nautilus). W roku 1807 zbudował pierwszy parowiec pasażerski (Clermont).
Począwszy od 1807 roku parowiec „Clermont” jako pierwszy zaczął regularnie przewozić pasażerów na trasie Nowy Jork - Albany. Napęd bocznokołowy, wyporność 100 ton, długość 41 metrów, szerokość 5,5 metra. Rozwijał prędkość około 9 km / godz. (5 węzłów). Był napędzany dwoma silnikami łopatkowymi o średnicy 4,5 metra.
Rok 1819 to rok, w którym pierwszy ożaglowany parostatek “Savannah” przepływa Atlantyk.

Rewolucja przemysłowa oraz zwycięstwo zasad liberalizmu gospodarczego umocniły rolę przemysłu i górnictwa w gospodarce. Spadł natomiast udział rolnictwa w tworzeniu dochodu narodowego. Powstawała w ten sposób nowoczesna struktura gospodarki, która zdecydowała o tym, że Anglia w latach 1815- 1870 była najbardziej gospodarczo rozwiniętym krajem świata.
Utratę kolonii północnoamerykańskich Anglicy powetowali sobie innymi nabytkami. Od końca XVIII wieku datuje się kolonizacja Australii- początkowo miejsce zsyłania przestępców, a następnie( po odkryciu złota oraz rozwoju hodowli bydła) kontynentu zasiedlanego przez regularne osadnictwo białych. Skolonizowano też Nową Zelandię oraz Przylądek Dobrej Nadziei w Afryce. W pierwszej połowie XIX wieku Anglia zdobyła ważne punkty strategiczne i handlowe: Aden, Hong- Kong, Singapur. Dzięki usadowieniu się w Indiach, Anglicy mogli penetrować Chiny i rozwijać nielegalny handel opium. Wpływy gospodarcze rozciągali też na Iran, Afganistan i Turcje. Kompanii Wschodnioindyjskiej odebrano monopol handlu z Indiami oraz Chinami i ostatecznie ją rozwiązano. Niektóre kolonie uzyskiwały w ramach polityki liberalnej autonomię. Najważniejszą kolonią angielską pozostawały Indie, składające się z Indii Brytyjskich pod bezpośrednim zarządem gubernatora angielskiego i państw posiadających autonomię, ale pozostających pod angielskim protektoratem.

Do fabryk i kopalń napływali ludzie ze wsi i z rzemiosła, z drobnych warsztatów, przywykli żyć w zamkniętej lokalnej wspólnocie sąsiedzkiej. Tymczasem w dużych miastach i fabrykach, zagubiony wśród luźnych i płynnych mas ludności, robotnik czuł się zrazu obco, nieufnie, nieraz wręcz niechętnie patrzył na nieznanych sobie, z innych stron i z innych warunków życia wyrwanych współtowarzyszy niedoli. Każdy z nich stać się mógł lada chwila po prostu jego konkurentem, współubiegającym się o jego miejsce i zarobek w fabryce. Najbardziej chyba zniechęcająco i przytłaczająco oddziaływała absolutna niepewność jutra w wyniku utraty dawnego gospodarstwa czy warsztatu, ciągłego postępu technicznego i rozbicia tradycyjnej lokalnej wspólnoty. Na tym polegała niewątpliwie istotna zmiana na gorsze w położeniu robotnika przemysłowego w porównaniu z losem czeladnika i pańszczyźnianego chłopa.
Dopiero po upływie dłuższego czasu, w drugim, trzecim pokoleniu robotniczym, zaczynał się rodzić nowy sposób myślenia, przystosowany do nowych warunków życia. Przecież wielka koncentracja ludności, stłoczenie obok siebie obcych ludzi w fabrykach i barakach mieszkaniowych, sprzyjała na dłuższą metę szerokim kontaktom, wymianie myśli, wytwarzaniu się wspólnych poglądów i rozległych horyzontów. Tak rodziła się z wolna jednolita świadomość klasowa robotników, nowa, szeroka wspólnota poglądów na zasadnicze sprawy życia codziennego, która wypierała ciasny sposób myślenia mieszkańców wsi i miasteczek. A wraz z nią powstawały pierwsze zalążki organizacji robotniczych.
Żywiołowe, nie skoordynowane bunty maszynoburców (uczestnicy ruchu niszczenia maszyn) ustępowały miejsca bardziej zorganizowanej i celowej działalności w formie zbiorowych petycji i strajków. Z dorywczych porozumień i doraźnie zawiązujących się grup działania, których wymagało zbieranie podpisów pod petycjami lub uzgodnienie strajku, powstawały z czasem trwałe organizacje- związki zawodowe, zrzeszenia robotnicze, a wreszcie, w drugiej połowie XIX wieku także robotnicze partie polityczne. Te wszystkie organizacje i związki musiały najpierw walczyć o samo prawo istnienia. Rozwój kapitalizmu zniósł, bowiem cechy rzemieślnicze, a razem z nimi prawo do tworzenia zawodowych związków pracowniczych. W dodatku, w okresie Rewolucji Francuskiej, w obawie przed ruchem mas ludowych, które wysuwały własne żądania polityczne, rządy Francji, a później Anglii i innych krajów wprowadziły formalny zakaz organizacji robotniczych.
Związki robotnicze działały, więc początkowo nie legalnie, na wpół konspiracyjnie; były za to najzupełniej legalnie prześladowane przez fabrykantów i policję. Zdołały jednak, choć nie od razu, wywalczyć sobie uznanie i prawo bytu. Zakaz zrzeszeń robotniczych zniesiono w Anglii w 1824 roku, we Francji w 1864 roku, w Belgii w 1866 roku, w Austrii w 1870 roku, w Niemczech stopniowo w latach 1863- 1871. Od tego czasu rozpoczyna się w każdym z tych krajów szybki rozwój masowego ruchu robotniczego, który w początkach XX wieku stał się najpotężniejszym ruchem społecznym i politycznym na świecie.
W kraju w latach 60. XIX w. ostatecznie uformowała się Partia Liberalna, 1900 z połączenia związków zawodowych i mniejszych grup socjalistów powstała Partia Pracy (Labour Party - laburzyści), spadkobierczyni wigów, tradycję torysów kontynuowała Partia Konserwatywna. Pod koniec XIX w. pojawiły się pierwsze oznaki wskazujące na upadek światowej dominacji Wielkiej Brytanii, która pod względem wielkości produkcji przemysłowej została zdystansowana przez Stany Zjednoczone i Niemcy. Od 1901 tron angielski przejęła dynastia koburska, od 1917 zwana windsorską (od rezydencji królewskiej w Londynie), założona przez Edwarda VII, syna królowej Wiktorii i księcia Alberta z dynastii Koburgów, panująca w Wielkiej Brytanii do dziś (Elżbieta II od 1952). W początkach XX w., w wyniku wzrostu znaczenia Niemiec i ich ekspansywnej polityki kolonialnej, nastąpiło zbliżenie tradycyjnych dotąd nieprzyjaciół, Wielkiej Brytanii i Francji, do których dołączyła się Rosja (Ententa).

W wyniku upowszechnienia wynalazków technicznych nastąpił znaczny wzrost wydobycia węgla kamiennego (z 2,5 mln ton w 1740 roku do 40 mln ton w 1840 roku), produkcji surówki żelaza (dziesięciokrotny wzrost w latach 1830- 1870) oraz wyrobów bawełnianych (w ciągu 130 lat w latach 1741- 1871 import bawełny wzrósł wartościowo 10 150 razy).
Mechanizacja spowodowała przejście do masowej produkcji w dużych zakładach, co obniżyło koszty jednostkowe produkcji. Wzrosła, bowiem znacznie wydajność pracy, a system fabryczny wypierał nakład i manufakturę. Wszystko to spowodowało wzrost siły gospodarczej Anglii; stała się ona „fabryką świata” i korzystała ze znakomitej koniunktury handlowej (tanie surowce i drogie wyroby przemysłowe). Przed przewrotem przemysłowym Anglicy byli monopolistami w produkcji sukienniczej oraz eksportowali głównie wyroby bawełniane (w latach 1801- 1850 wartość tego eksportu wzrosła o 600%).
Rozwój przemysłu spowodował poważne zmiany ludnościowe na Wyspach Brytyjskich. W latach 1750- 1871 zaludnienie Anglii wzrosło z 6 do 22,7 mln mieszkańców i to przy bardzo wysokiej emigracji. Warto podkreślić, że w latach 1086- 1750 liczba ludności Anglii wzrosła czterokrotnie. Nasiliły się procesy urbanizacyjne: odsetek ludności rolniczej spadł z 35% w 1811 roku do 14,2% w 1871 roku. Dawne średniowieczne miasta przekształciły się w „zgniłe miasteczka”, natomiast dynamicznie wzrastały nowe miasta przemysłowe: Manchester, Birmingham, Liverpool i inne. Przemysł wyraźnie przesuwał się na północ kraju, lokował się bliżej pozyskania surowców (węgla kamiennego). Powstały nowe ośrodki przemysłowe- skupiska ludności robotniczej- z typowym krajobrazem przemysłowym.

Rewolucja przemysłowa w Anglii pociągnęła za sobą następstwa o zasięgu ogólnoświatowym Anglia była wzorem, brano od niej gotowe techniki lub je naśladowano. W wielu krajach przeobrażenia, jakie przeszła Anglia, powtórzyły się. Podstawowe konsekwencje rewolucji przemysłowej wszędzie były podobne, jednak jej przebiegi były zróżnicowane na skutek odmiennych warunków naturalnych, ekon. i polit. (przeważnie większa niż w Anglii ingerencja państwa, silniejsze dysproporcje techn., branżowe i regionalne). Przyjmuje się, że w Europie Zach. i USA rewolucja przemysłowa dokonała się ok. 1815 70, a w innych państwach jeszcze później. Przemiany techn., zapoczątkowane w okresie rewolucji przemysłowej (tzw. pierwsza rewolucja techn.) były kontynuowane w czasie tzw. drugiej rewolucji techn., która rozpoczęła się w latach 70. XIX w. ( przemysł).
To, co się działo w Anglii, musiało budzić zainteresowanie w Europie.
W latach osiemdziesiątych XVIII wieku zwiedzanie i podziwianie fabryk i hut weszło do repertuaru modnych podróży po Wielkiej Brytanii. Na tym się jednak kończyło. Chociaż od czasu ukazania się francuskiej Wielkiej Encyklopedii nie można narzekać na brak zaciekawienia intelektualnych elit techniką i jej praktycznymi zastosowaniami, na kontynencie stosunki społeczno- gospodarcze na ogół nie dojrzały jeszcze do przyjęcia techniki angielskiej i do praktycznego zastosowania własnych wynalazków. Znamienna jest historia największego francuskiego wynalazcy tych czasów w dziedzinie techniki przemysłowej, inspektora królewskich manufaktur Jacquesa Vaucansona. Zbudowana przez niego w 1745 roku maszyna jedwabnicza znalazła zastosowanie dopiero w XIX wieku, cieszyły się natomiast powodzeniem konstruowane przez Vaucansona zabawki mechaniczne, jak kaczka, która chodziła, machała skrzydłami, kwakała i piła wodę.
Do przemysłu francuskiego, zwłaszcza po trakcie handlowym z 1786 roku zaczęła jednak przenikać angielska technika. W 1789 roku w przędzalnictwie bawełnianym zaczęło pracować 1300 „jennies” i jedna fabryka typu Arkwrighta. Większe znaczenie miało naśladowanie angielskich wzorów w górnictwie i hutnictwie. W tej gałęzi przemysłu istniała koncentracja środków, ale subwencjonowane przez króla kompanie były ciężką i kosztowną machiną. Rozwinęło się górnictwo węglowe, a w dużym kombinacie górniczo- hutniczym w Le Creusot po raz pierwszy na kontynencie wytapiano surówkę przy użyciu koksu. Również w Belgii znacznie zwiększono wydobycie węgla i zainteresowano się pompami parowymi.
Poza tym „pierwszymi jaskółkami” rewolucja przemysłowo techniczna przed 1789 rokiem bulwersowała umysły elit, ale nie zaznaczyła się w gospodarce kontynentu europejskiego. Eksplozja przemysłu brytyjskiego miała natomiast doniosły wpływ na gospodarkę Stanów Zjednoczonych, głównego eksportera bawełny. W 1793 roku Eli Whitney konstruując maszynę do czyszczenia bawełny (odziarniarkę) dokonał pierwszego ważnego wynalazku amerykańskiego w dziedzinie techniki przemysłowej.


Rewolucje przemysłowe doprowadziły do rozwoju szkolnictwa wyższego i średniego. Każdy człowiek mógł być teraz wykształcony i zmniejszyła się liczba ludzi niewykształconych, co dobrze wpływało na rozwój krajów. Wprowadzono nowoczesne uprawy ziemi oraz zakończono proces ogradzania pól. Wynaleziono najróżniejsze maszyny, które pomagały ludziom w pracy i w życiu codziennym. Rozwinął się transport, powstały koleje, samochód, co bardzo ułatwiło i przyspieszyło ludziom przemieszczanie się po najbliższych terenach jak i podróżowanie po całym świecie. Były również negatywne skutki rewolucji. Takie jak np. utworzenie fabryk, które zanieczyszczały środowisko. Wytwarzanie przez maszyny kurzu, bakterii oraz różnych trucizn w powietrzu.

Przemiany gospodarcze bardzo wpłynęły na nasze dzisiejsze życie. Są tego plusy, ale również i minusy. Uważam jednak, że nie jesteśmy w stanie obyć się dzisiaj bez nowoczesnych urządzeń. Uważamy to za rzecz normalna. Jednak nie pamiętamy, że kiedyś ludzie obywali się bez tego wszystkiego, chociaż żyło im się trudniej. Coraz bardziej staramy sobie ułatwiać życie, co nie zawsze jest dobre. Ludzie stają się bardziej leniwi. Właściwie wszystkie dzisiejsze wynalazki są oparte na pomysłach XIX wieku i towarzyszą nam codziennie przez całe nasze życie.


Polecasz? Tak Nie
Komentarze (2) Brak komentarzy
27.7.2006 (12:19)

KOMUS SIE NUDZIŁO CZY CO !!! JA SZUKAM MATERIAŁU NA ŚCIAGE A NIE NA ESEJ !! LUDZIE MYŚLCIE !!

27.7.2006 (12:13)

PRACA MALINA, DZIEKI!!!! TERAZ SOBIE MOZESZ ODPOCZĄĆ BO PEWNIE PALUSZKI BOLĄ. pozdro ZIOMY.