profil

Świat to labirynt, teatr, sen... . Która z koncepcji mówienia o świecie przez literaturę jest najbliższa twojemu sposobowi postrzegania świata.

poleca 85% 357 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

Człowiek ? ?boskie igrzysko?. Człowiek ? najwspanialsze dzieło ewolucji, jedyna forma bytu świadomego własnej egzystencji i doniosłości swej roli. Istota tak różna od całego otaczającego ją świata, że niepodobnym byłoby w ogóle szukanie związków pomiędzy nią a ?niższymi formami bytu?. Historycznie, człowiek zbudził się w swej świadomości późno, można powiedzieć że zjawił się znikąd, a przynajmniej tak mogło mu się wydawać. Ludzkość przechodzi do świadomego życia nie w sposób płynny, pozostając w harmonii z naturą, pojawia się nagle, w mgnieniu oka, jednak świadoma istnienia leżącej za nią, okrytej mrokiem niepamięci, przeszłości. Poszukiwanie związku własnej istoty ze światem od zawsze stanowi bodaj najważniejsze pole działań i dociekań człowieka.

Każdy z nas postrzega otaczający go świat na inny, odrębny sposób. Stąd też na przestrzeni wieków możemy dopatrzyć się wprost niezliczonej ilości konwencji i sposobów patrzenia na rzeczywistość. I tak w świecie z jednej strony można dopatrywać się pierwiastków metafizyczno-duchowych, uznawać siebie i wszystko co nas otacza za efekt działania świadomej woli istoty najwyższej ? Boga. Jest to system z natury przyjazny człowiekowi, stawiający go na wyróżnionej pozycji. System głęboko zakorzeniony w świadomości ludzkiej, co może wskazywać na to, że towarzyszy nam od dawna, wywodzi się z wczesnego okresu rozwoju ludzkości. Opierając się na prostych, bazujących na wierze, a przez to praktycznie niepodważalnych, zasadach, mógł, u swego początku, dawać człowiekowi poczucie zrozumienia świata i jego zjawisk.
Drugą, na pierwszy rzut oka całkowicie przeciwstawną koncepcją tłumaczenia zjawisk, z którymi spotykamy się na codzień, jest realistyczno-scjentystyczny sposób patrzenia na świat, odrzucenie subiektywizmu tak charakterystycznego dla pierwszej teorii. System ten zrzuca człowieka z piedestału, jednocześnie zdejmując z jego barków trudny obowiązek bycia ?bożym dzieckiem?. Opierając się na strategii ?małych kroków? dąży do zrozumienia tajemnicy istnienia, bytu, świata. Bez wątpienia postępując po wytyczonej przez niego drodze możemy znaleźć się najbliżej tego, co można określić mianem ?prawdy ostatecznej?, choć trudno oczekiwać, abyśmy kiedykolwiek do niej doszli. A nawet lepiej dla nas, żeby się tak nie stało. Sensowność życia człowieka opiera się na wytkniętym przez niego celu, jeżeli cel jest już osiągnięty, znajduje się na wyciągnięcie ręki, cała tęsknota, cała pasja i miłość życia znika. Racjonalizm tylko na pierwszy rzut oka stoi w opozycji do metafizyki. To, że można uznawać go za system lepszy, wynika z dużo większej stosowalności wypływających z niego praw w życiu, z tkwiącego u jego podstaw dążenia do pozostawania w zgodzie z tym co naturalne i rzeczywiste. Jednocześnie jego rozumowa konsekwencja obowiązuje tylko na pewnej ograniczonej przestrzeni, u podstaw tkwią i tak pewne ?święte? prawa, których pochodzenia nie jesteśmy w stanie wydedukować. W ten sposób naukowe spojrzenie na świat staje się tylko opisem. Opisem będącym naturalną konsekwencją pewnych ustalonych, empirycznie, a nie rozumowo wyznaczonych, praw i zasad.

W oparciu o te dwa systemy, jak również o wszystkie ich pośrednie odcienie, budowane były obrazy literackie świata. Jednym z najbardziej przemawiających do wyobraźni, a można nawet powiedzieć że wręcz przerażających jest wywodząca się już ze starożytności koncepcja przedstawiająca świat jako wielki teatr. W tej idei człowiek staje się aktorem, któremu przypada niezależna od jego woli, z góry narzucona, rola. Jednocześnie idea ta wydaje się mieścić w obu podstawowych konwencjach postrzegania świata. Z jednej strony można powiedzieć, że to Bóg pisze rolę dla człowieka, układa jego drogę życiową i przewiduje dla niego koniec ? oczywiście pozostający w związku z całym życiem człowieka. To przekonanie znalazło odzwierciedlenie w jednym z podstawowych założeń kalwinizmu ? predystynacji. Jednocześnie filozoficzne koncepcje oparte na naukowych teoriach, wydawały się także prowadzić do wniosków, że to, jak potoczy się bieg wypadków, pozostaje w ścisłym związku z ?parametrami początkowymi?, jest przez nie ściśle określone. To przekonanie legło u podstaw całej mechanicystycznej filozofii świata, której kwintesencją jest idea ?demona Laplace?a?. Ideę tę Laplace opisał słowami: ?Dajcie mi położenia i pędy wszystkich cząstek świata, a powiem wam jego historię i przyszłe losy?.

Idee deterministycznego charakteru wszelkich zjawisk na świecie wpisują się w literacką konwencję świata jako teatru. Do tej koncepcji odwołuje się Kochanowski w niektórych swoich dziełach. Bezpośrednie do niej nawiązanie zostało zawarte we fraszce ?O żywocie ludzkim?, w krórej poeta zauważa, jak niewiele warte jest doczesne życie człowieka. W bardzo pesymistyczny sposób mówi, że człowiek nie jest nawet aktorem ? wszak aktor ma pewien wpływ na graną przez siebie rolę, czasami nawet wpływ bardzo doniosły. Jednak według Kochanowskiego, nawet ta funkcja nie przypada nam w życiu ? jesteśmy lalkami, marionetkami kierowanymi przez nieznane, obce siły. Dany jest nam tylko określony, skończony czas w wielkiej sztuce historii, gdy wysłużymy się, zostaniemy odłożeni, wetknięci w ?mieszek?, a w konsekwencji zastąpieni przez nowe lalki, nowe marionetki, tak samo jak my zdane na łaskę i niełaskę losu.

Również literatura europejska chętnie powraca do motywu świata jako teatru. Przykładem może być tu choćby twórczość Williama Szekspira. Bohater jednego z jego dramatów ? Makbet ? opisuje życie ludzkie słowami: ?...życie jest tylko przechodnim półcieniem , nędznym aktorem , który swoją rolę przez parę godzin wygrawszy na scenie w nicość przepada - powieścią idioty, głośną , wrzaskliwą - a nic nie znaczącą...?. Człowiek, w ujęciu Szekspira jest osobą pozbawioną wpływu na swój mały i nie mający większego znaczenia, los. Właściwie cały dramat ?Makbet? wydaje się być potwierdzeniem tezy o tym, że to nie my decydujemy o naszej życiowej drodze, ale mają w tym udział wyższe siły sprawcze, które w tym dziele są ucieleśnione w postaci trzech wiedźm.

Francuski filozof, Blaise Pascal, pisał: ?człowiek jest myślącą trzciną?. Ustawia się tak, jak powieje wiatr, starając się tylko, aby przypadkiem nie złamać się pod wpływem tej obcej i wrogiej siły. W obliczu sytuacji opisanych przez Kochanowskiego i Szekspira, umiejętność myślenia, rodząca świadomość bezsilności i beznadziejności położenia jednostki, jest w takim samym stopniu błogosławieństwem jak i przekleństwem ludzkości.
Mimo wielu wieków doświadczeń, jakie przyniosła nam historia, nie jesteśmy w stanie wyzbyć się wrażenia, że jesteśmy nieodłącznie związanymi ze światem więźniami otaczającej nas rzeczywistości, niewolnikami narzuconej nam z zewnątrz przez społeczeństwo, formy. Pojęcie to, wprowadzone przez Witolda Gombrowicza w jego groteskowej powieści ?Ferdydurke?, znakomicie oddaje sytuację, w jakiej znajduje się każda jednostka w otaczającej ją ?przestrzeni społecznej?. Przestrzeni wrogiej, która przejmuje w powieści rolę przypisywanej Bogu, i sama próbuje sterować człowiekiem próbując zamknąć go w jakiejś, ściśle określonej, formie. ?Zamykanie kogoś w łydce? czy ?przyprawianie komuś gęby? staje się wręcz symbolem gwałtu dokonywanego na indywidualnej i odrębnej jednostce przez życie i ludzi ? przez świat.

Mimo dążenia otoczenia do zamknięcia człowieka w pewnej, określonej i łatwej do odczytania, formie, na świecie nadal istnieje taka liczba różnych charakterów i światopoglądów jaka jest liczba ludzi go zamieszkujących. Ta różnorodność, będąca podstawowym warunkiem przetrwania człowieka jako gatunku a także będąca podstawowym czynnikiem umożliwiającym ewolucję, legła u podstaw innego sposobu obrazowania i patrzenia na świat. Inność postrzegania świata przez każdą jednostkę, w starożytnej szkole filozoficznej sofistów, miała stanowić dowód na to, że każdy człowiek żyje w odrębnym świecie. Bardzo odległym czasowo, choć nie ideologicznie, przykładem realizacji literackiej tej idei jest opowiadanie Philipa Dicka pt. ?Świat, którego pragnęła?. Koncepcja organizacji rzeczywistości przedstawiona przez pisarza nawiązuje do myśli sofistów. Według Dicka, każdy człowiek żyje w odrębnym, prywatnym świecie, inni ludzie których spotyka na co dzień, są tylko cieniami swoich własnych istot, które także przebywają w swych własnych rzeczywistościach. Rzeczywistościach, które w zasadzie stworzone są tylko po to, aby zapewnić człowiekowi szczęście, Ale czy jest to szczęście prawdziwe? Człowiek w tej koncepcji jest istotą całkowicie osamotnioną, pozbawioną kontaktu z innymi, zdany tylko na siebie. Zamknięty we własnym umyśle, zniewolony, nie ma szans na zmianę swojego losu, bo nie jest w stanie porozumieć się ze światem zewnętrznym. ?Drugi człowiek?, w rezultacie tej koncepcji, musi jawić się jako pojęcie czysto abstrakcyjne, zbyt odległe aby można było poczuć jego realne istnienie.

Innego spojrzenia na istotę świata dostarcza nam manicheizm, system filozoficzny oparty na istnieniu elementarnych i przeciwstawnych pierwiastków ? dobra i zła ? prowadzących ze sobą bezustanną walkę. Ta koncepcja znakomicie łączy się z darwinowską teorią ewolucji prowadząc nas do wniosku, że wewnętrzny dualizm świata i wzbudzane przez to niepokoje, stanowią zasadniczą siłę, będącą źródłem różnorodności, życia a wreszcie powstania człowieka. W ten sposób możemy na nowo zinterpretować starożytny mit o stworzeniu człowieka przez Prometeusza. Tytan ulepił człowieka z gliny zmieszanej ze łzami. Człowiek narodził się wskutek miliardów lat cierpienia i bezustannej, krwawej walki, prowadzącej do powstawania coraz to wyżej i wyżej uorganizowanych form życia. Ta walka jest podstawą istnienia świata, co słusznie zauważa Witkacy w dramacie ?Szewcy? wkładając w usta Księżnej słowa: ?Świat, mój Sajetańciu, jest stekiem bezsensu walczących potworów. Gdyby się wszystko nie pożerało, bakcyle jakieś tam pokryłyby w trzy dni ziemię na sześćdziesiąt kilometrów grubą warstwą?. Patrząc na całą historię ludzkości można zauważyć, że również w społeczeństwie ludzkim okresowe upadki cywilizacyjne stanowią najpoważniejszy bodziec rozwojowy dla człowieka. Takie ujęcie tematu można zaobserwować w dziele Masamune Shirowa pt. ?Ghost in the shell?. Według autora, bezustanne zmagania dwóch przeciwstawnych pierwiastków świata, i będąca tego następstwem różnorodność form istnienia, jest podstawowym mechanizmem zabezpieczającym świat przed katastrofami. Szeroko pojęte zło jawi się więc jako niezbędny element świata, tak samo ważny jak dobro, do którego dążymy. Wszelki, utopijny system, nie opierający się na tej zasadzie, wydaje się nie mieć racji bytu. Żaden system polityczny, choćby nawet najdoskonalszy w swych założeniach, nie może zapewnić człowiekowi absolutnego szczęścia. Można nawet dojść do wniosku, że taka sytuacja byłaby gorsza od całego cierpienia, jakie spotyka nas w życiu. To uciekanie przed złem, walka z nim wyznacza rytm naszej egzystencji, gdy zabraknie tego elementu, zaczyna brakować treści, którą można by wypełnić swoją historię. Okrutnie prawdziwym okazuje się być zdanie, wypowiedziane przez Tadeusza Różewicza o tym, że w momencie kiedy znajdujemy złoty środek na życie, wtedy właśnie zaczyna się umieranie.

Dążąc do poznania ?tajemnicy wszechrzeczy? zużywa człowiek dużą część swojego życia, wiele jednak wysiłków idzie na marne i nie wydaje się, żebyśmy byli szczególnie blisko odpowiedzi na dręczące nas pytania. Czy kiedykolwiek będzie nam dane do nich dotrzeć? Czy człowiek byłby w ogóle w stanie pojąć zamysł, ideę, kryjącą się za otaczającym go zimnym i bezdusznym światem. Wszelkie poglądy, wszelkie teorie dotyczące istoty świata, formułujemy w oparciu o dostępny naszemu poznaniu fragment, maleńki ułamek przestrzeni wszechświata, prowadząc nasze rozważania w czasie, który nawet w historii samej Ziemi, jest tylko mgnieniem oka. Jak na razie, kresu drogi ścielącej się u naszych stóp nie widać. Bez większej nadziei na dotarcie do jej kresu, ludzkość cały czas nią podąża. Wplątani w bezustanną walkę dobra ze złem, toczącą się zarówno ponad naszymi głowami, jak i w ich wnętrzach, nawet nie zadajemy sobie pytania czy w ogóle za wszystkim tym kryje się jakaś głębsza myśl. Może nasze wzniosłe i idealistyczne dążenia wynikają po prostu z naszej mechaniczności, która mimo wszystko nakazuje nam żyć dalej, ciągnąć za sobą coraz cięższy bagaż doświadczeń historycznych brnąc dalej w nicość. Fryderyk Nietzsche, w swoim dziele pt. ?Tako rzecze Zaratustra? pisał: ?Oto co wielkiem jest w człowieku, iż jest on mostem, a nie celem; oto co w człowieku jest umiłowania godnem, że jest on przejściem i zanikiem?. W gruncie rzeczy rola człowieka jest tak samo ważna jak rola każdego kolejnego ogniwa w łańcuchu ewolucji. Tak naprawdę ani my nie jesteśmy celem ostatecznym, ani też nie będą nim ci, którzy przyjdą po nas. Nikt jednak nie wymaga od nikogo, aby na swoje barki brał zadanie ponad jego możliwości, tak i człowiek może poprzestać na realizacji tylko swojej własnej cząstki bliżej mu nieznanego wielkiego planu. Tą naszą cząstkę Nietzsche nazywał przejściem od człowieka do nadczłowieka, trudnym i niebezpiecznym, ale stanowiącym jedyną możliwą drogę. Odpowiedź na dręczące nas pytania, jeżeli istnieje, leży przed, a nie za nami, i to w tym kierunku, naprzód, a nie wstecz, powinniśmy wszyscy zdążać.

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 11 minut