profil

Na dowolnie wybranym przykładzie adaptacji filmowej ukaż jak język filmu może uwypuklić przesłanie dzieła ale może także przesunąć akcenty interpretacyjne.

poleca 85% 104 głosów

Treść
Obrazy
Wideo
Komentarze

Większość z nas - usłyszawszy o tym, że powstaje ekranizacja "Pana Tadeusza" - zapewne nie mogła sobie wyobrazić, jak to będzie wyglądało. Bo jakże to - film, w którym wszyscy mówią wierszem? Film z inwokacją - "Litwo, ojczyzno moja..." - na początku? Sfilmować takie dzieło jak "Pan Tadeusz" to rzecz niewątpliwie trudna. Jest to książka, którą czytał niemal każdy Polak. Kiedy więc idzie na film, prawdopodobnie spodziewa się, że będzie on wierny książce. Ma też już własne wyobrażenia o miejscach, w których toczy się akcja, o bohaterach - ich wyglądzie, charakterze. Reżyser musi więc mieć świadomość, iż widz będzie wymagający. Dotyczy to również problemów poruszonych w dziele literackim. "Pan Tadeusz" to próba utrwalenia przez poetę - piszącego swój utwór na emigracji - obrazu kraju pogodnych lat dzieciństwa, czego wyrazem są bogate opisy przyrody i obyczajów staropolskich, jak i pewna "historia szlachecka", czyli opowieść. Reżyser musi więc liczyć się i z tym, że widz, obejrzawszy film, stwierdzi, że za mało było - na przykład - akcji, lub że - według niego - Księdza Robaka powinien grać ktoś inny. Jednakże jest to wyzwanie przed którym staje każdy reżyser niezależnie od dzieła, które obrał sobie do ekranizacji. Aby stanąć na wysokości zadania należy dokładnie zagłębić się w każdy detal, rozważyć wszystkie „za” i „przeciw” nim podejmie się właściwą decyzję.

Uważam, że ekranizacja epopei narodowej, którą jest „Pan Tadeusz” w pełni udała się Andrzejowi Wajdzie. Mimo iż film nie jest dokładnym odzwierciedleniem książki zachowuje swój specyficzny klimat. Ponadto zdziwienie rodzi się, gdy kwestie wypowiadane przez autorów pozostają niezmienioną formą mickiewiczowskiego trzynastozgłoskowca i ku mojemu zdumieniu nie wydaje się to niczym nienaturalnym.
Absolutnym zaskoczeniem jest początek filmu, który wbrew oczekiwaniom widzów nie rozpoczyna się w Soplicowie, lecz w saloniku w Paryżu, gdzie Mickiewicz czyta swe dzieło grupce emigrantów wypowiadając słowa zawarte w Epilogu:
"O tym-że dumać na paryskim bruku..."

Potem dopiero z szarego i smutnego Paryża przenosimy się na Litwę i podziwiamy jej wspaniałe krajobrazy, jesteśmy świadkami powrotu młodego Tadeusza do Soplicowa.

Muszę przyznać, że już po samej obsadzie ról widać mistrzostwo pana Andrzeja. Obok plejady polskich gwiazd, takich jak między innymi Daniel Olbrychski, który wcielił się w postać Gerwazego, Andrzeja Serweryna w roli Sędziego Soplicy i Marka Konrada, jako Hrabiego, występuje dwójka młodych aktorów – Alicja Bachleda – Curuś i Michał Żebrowski. Jestem pełen podziwu dla talentu filmowej Zosi, czyli Alicji Bachledy - Curuś, która pomimo bardzo młodego wieku świetnie odnalazła się w roli najpierw troszkę głupiutkiej dziewczyneczki będącej pod opieką Telimeny, a następnie dostojnej młodej damy – już przy boku Tadeusza. Wiele kontrowersji budziła obsada roli Jacka Soplicy, która została zaproponowana Bogusławowi Lindzie. Aktor ten jest znany głównie z ról typowych osiłków, brutali i „macho”. Trudno jest go sobie wyobrazić, jako człowieka pełnego skruchy, dobroci, troski, a jednocześnie zdecydowanego. Śmiało stwierdzam też, iż Grażyna Szapołowska doskonale spisała się jako nieco podstarzała, jednak pełna wdzięku i kokieterii, Telimena. Szczególnie jednak podobał mi się Sędzia, który w dziele Mickiewicza "chowa się" w cieniu innych, bardziej wyrazistych bohaterów, za to w filmie wysuwa się na pierwszy plan i zyskuje ogromną sympatię widzów jako postać szlachetna, pogodna i z poczuciem humoru.

Wajdzie udało się zachować bardzo trudne elementy mickiewiczowskiego dzieła, jakimi są niewątpliwie piękne obrazy przyrody, dokładnie odtworzone wnętrze dworku szlacheckiego i zamku, gaj, w którym przechadzają się bohaterowie na kształt "elizejskich cieni", zbierając grzyby, matecznik - nieprzebyte ostępy leśne i trzęsawiska oraz zegar wygrywający melodię "Mazurka Dąbrowskiego". Istotne była dla mnie również gra Jankiela na cymbałach i miałem obawy, co do jej mistrzowskiego wykonania.

Adaptacja filmowa zawsze będzie inna niż tekst, na podstawie którego została stworzona. Pytanie tylko, czy sama w sobie będzie udanym dziełem. Myślę, że "Pan Tadeusz" jest udanym filmem. Przekazuje nam to, co najistotniejsze nie tylko dla wszystkich Polaków ale także i dla Mickiewicza. Utrwala kruchy i piękny obraz przeszłości, kraju dzieciństwa poety, jego "małej ojczyzny", uświadamia nam, że do osiągnięcia wspólnego celu potrzebna jest zgoda, jedność tych, którym na osiągnięciu tego celu zależy. Przy tym wszystkim nie jest też pozbawiony humoru. Opowiedziana przez poetę historia jest znakomitym w swoich realiach obrazem należącego już do przeszłości życia narodowego i domowego. Świat Soplicowa, różny, wielobarwny, to świat dawny i miniony, a jednocześnie taki, który chciałoby się zachować jako dom człowieka. Mickiewicz wyidealizował wspólną ojczyznę jako wartość najważniejszą - sam zawdzięczał jej całą swoją konstytucje duchową. Forma wiersza była najprostszą i najgłębiej w rodzimej tradycji osadzoną.

Ważną zaletą filmu są praca i ruch kamery. Dużym plusem jest to, iż kamera dokonuje umiejętnych zbliżeń pokazując detale, dzięki czemu widz zostaje wciągnięty w świat i przeżycia wewnętrzne bohaterów. Wojciech Kilar z niezwykłym wyczuciem dopasował ścieżkę dźwiękową do poszczególnych scen. Niektóre z nich uwydatnił, inne przyćmił. Poza tym, co istotne, dźwięki pasują do obrazów, tworzą z nimi zwartą całość. A to już prawdziwa sztuka.

Podoba się? Tak Nie
Sprawdzone hasła:

Czas czytania: 4 minuty