profil

W jaki sposób literatura pomaga oddzielić światło od ciemności i nazwać rzeczy po imieniu? Podać przykłady na wybranych utworach literackich.

poleca 84% 147 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

CZYTAŁAM JAK DZIECKO (podtytuł)

„...gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem wyzbyłem się tego co dziecięce...”. Celowo zaczynam cytatem zaczerpniętym z pierwszego listu do Koryntian, ,,Hymnu o miłości”, gdyż jest to klucz do właściwego odczytania mojej pracy. Nie wyobrażam sobie wyjaśnienia powyższego problemu bez powrotu do świata, o którym już powoli zapominamy, a mianowicie, do dzieciństwa. To właśnie wtedy po raz pierwszy ,,stykamy” się ze zjawiskiem literatury, w wieku, w którym nie umiemy jeszcze poprawnie czytać. Mam na myśli bajki, które zostały nam zaszczepione z opowieści lub tradycyjnego czytania przed snem. Już we wczesnych latach naszego życia literatura odciska swoje piętno w naszej psychice.
Przypomnijmy sobie czasy, kiedy to świat, który nas otaczał był nieskazitelny, beztroski oraz bezpieczny. To właśnie literatura zaczęła go formować, wyobraźnia zaczęła nabierać ostrzejszych kształtów, przez co jednak nie straciła ze swej baśniowości. Te ,,magiczne” lata mają przeogromny wpływ na budowanie obecnej psychiki. Pierwsze infantylne przemyślenia to początek budowy własnej osobowości i sposobu patrzenia na świat. Jednak nasz pierwszy kontakt z literaturą nie zależy jeszcze od nas samych. Uwagi możemy jedynie kierować do naszych rodziców. To od nich zależy dobór literatury i na nich spoczywa odpowiedzialność takiego pośrednictwa. Ich osoba dodatkowo umacnia wiarygodność opowiadanych bajek, gdyż ograniczony umysł małego człowieka odbiera wszystko dosłownie. Przykładem pierwszych utworów, które dokonały radykalnego podziału świata na dwie części, (a mianowicie na dobro i zło) może być znana na skalę światową „Królewna Śnieżka” oraz „Czerwony Kapturek” Braci Grimm. W moim przypadku nie był to bynajmniej szok, raczej zaakceptowanie równoczesnego istnienia przeciwieństwa dobroci. W tym wieku nie ma miejsca na nic innego, umysł dziecka jest w pewien sposób ograniczony i nie rozumie jeszcze, że pomiędzy czarno- białym obrazem świata jest miejsce na kolor szary. Tak więc, mały człowiek „zakodowuje” sobie podstawowe informacje, mówiące o tym, że Macocha śnieżki jest ucieleśnieniem zła, pragnie unicestwić swoją rywalkę, podczas gdy tytułowa bohaterka to piękna dziewczyna, która zasługuje na księcia z bajki. Klasycznym i zarazem bezpiecznym aspektem dominującym w tego rodzaju bajkach jest tradycyjny„happy end” . To właśnie on utrzymywał jak dotąd niezachwianą równowagę dziecięcego porządku świata. Czas wciąż jednak płynie, a na horyzoncie pojawia się prawda.

„SZOK TERMICZNY”(podtutuł)

Jej agitatorem w moim przypadku został tzw. „Mistrz czarnej baśni”, Duńczyk, Jan Chrystian Andersen. Jest to najbardziej mroczny twórca dla dzieci, którego dzieła powinny być opatrzone etykietką z napisem: ,,za zgodą rodziców”. Zapoznanie się z tym rodzajem literatury było jakby punktem zwrotnym w moim dziecięcym świecie. Może z dzisiejszego punktu widzenia, moja ówczesna obawa przed nowym doświadczeniem wydaje się niezrozumiała, wręcz trywialna, ale wtedy, to było zburzenie mojej oazy spokoju, nastąpił koniec z mitami, co nie znaczy, że było to w gruncie rzeczy niepotrzebne. Z dzisiejszej perspektywy to wydarzenie wydaje mi się nawet niezbędne. Andersen w odróżnieniu od zbiorów baśni Perraulta i Grimma prezentuje baśń literacką. Nie chodzi tu o bardziej zarysowany obraz dobra i zła, nawet nie występuje tam zło jako przeciwieństwo dobra, lecz jako jego brak. Ten typ literatury sprawił, że zaczęłam na swój sposób realistycznie patrzeć na to co mnie otacza, jednym słowem nastąpił koniec ery wiecznie różowych okularów. W dorobku duńskiego baśniopisarza przeważają raczej utwory smutne i bolesne, których zakończenie rzadko kiedy bywa pomyślne. Niesprawiedliwość dzieje się więc porcelanowemu imbrykowi do herbaty, który „rozbito (....) na dwoje” i „wyrzucono na podwórze”, gdzie leżał „jako stara skorupa”. Zapomniano także o stokrotce, pragnącej pocieszyć uwięzionego skowronka; kawałek murawy wraz z delikatnym kwiatkiem „wyrzucono na drogę pełną kurzu”. Równie zła dola spotkała bałwana ze śniegu, który rozpadł się pewnego ranka, gdy nadeszła wiosna i zaświeciło słońce. Niestety, wtedy „(....) nikt już nie myślał o bałwanie ze śniegu” . Szczególnie jednak dotknęło mnie często obecne zjawisko śmierci. Po raz pierwszy do mojego świata „z butami” wchodzi „coś”, czego jeszcze nie mogłam i wcale nie chciałam pojąć. Tragiczny koniec „ Dziewczynki z zapałkami” , która przemarza na śmierć w noc Nowego Roku, czy też krótkie opowiadanko „ Umarłe dziecko”, to nie historie o jakich pragną śnić nocą 7-latki. Niemiecki pisarz i filozof Johann G. Herder twierdzi: „Dusza dziecka jest święta, dlatego wszystko, co pojawia się przed jego oczami, winno być czyste i niewinne”. Poniekąd zgadzam się z tą przytoczoną sentencją, aczkolwiek nie można długo żyć w pięknej, lecz zgubnej nieświadomości i jeśli już coś ma nas z niej wyprowadzić to jesteśmy w dobrych rękach, jeśli w poszukiwaniu prawdy pomagają nam właśnie baśnie Andersena.


WSPINAM SIĘ(podtutuł)

Mijają lata, literatura wciąż mi towarzyszy, chociaż w pewnym stopniu zaniedbuje czytanie, czwarta muza przestaje być dla mnie wzorcem. W końcu jestem dzieckiem pokolenia MTV. Gdzieś tam w dobie mas mediów, prasy i Internetu nie czuję potrzeby bezinteresownego sięgania po książki. Nie jest to z pewnością powód do dumy, ale trzeba spojrzeć prawdzie w oczy i powiedzieć ją głośno, a tak nawiasem mówiąc to tego właśnie nauczyły mnie późniejsze lektury. Chyba na nowo zaczęłam czytać w liceum. Nie pamiętam czego było to wynikiem, być może nie uzyskałam wszystkich odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, a może był to po prostu czysty przypadek. Nie będę wymieniać całego panteonu książek, które zaczęły do mnie przemawiać i od razu przejdę do tych najistotniejszych. Tak, „Zbrodnia i kara” Fiodora Dostojewskiego z pewnością zasługuje na to miano. Intrygujący student Raskolnikow, przewrócił mój świat wartości „do góry nogami”. Pojęcie dobra i zła zaczęło się powoli zlewać. Czym jest bowiem to pierwsze? Angielski pisarz, Oscar Wilde sądzi iż: ” Kiedy jesteśmy szczęśliwi, jesteśmy zawsze dobrzy”. Jeśli rozpatrzyć postać Raskolnikowa według tego jednego krótkiego zdania, to ja bezustannie będę twierdzić, że zamordowanie starej kobiety mogło dać mu szczęścia, jeśli tylko nie zostałby schwytany. Logiczne jest, że żaden człowiek przy zdrowych zmysłach nie rozumie Rodii, dla którego szczęście oznaczałoby przynależność do nadludzi. To mi dało wiele do myślenia, pomimo że zakończenie powieści słusznie obala wiarygodność teorii Raskolnikowa i pokazuje, że można być zarazem szczęśliwym i uczciwym. Powieść Dostojewskiego nie tyle wyznaczyła mi nowe, czysto-egoistyczne pojęcie dobra (mowa o teorii), gdyż w ostateczności je odrzuca, ale uświadomiła mi, że autor to nie „guru”, który wie wszystko. Na tym ,,stopniu” literatura pokazała mi, że to teraz ja mogę nazywać rzeczy po imieniu według swoich przekonań. Wiedziałam, że mam do tego prawo, ale jeszcze nie mogłam pojąć jak to należy wykorzystać.
Pisarz całkiem nieświadomie zasiał ziarno ciekawości w stylu: ” co by było gdyby...”. Nie chcę tu umniejszać geniuszowi Dostojewskiego, gdyż człowiek ten wiedział rzeczy, o których ja nie mam pojęcia, jednak odważę się powiedzieć, że nie przewidział wszystkiego. Zgłębiając książkę dobrze wiedziałam, że czyny Rodii zasługują na potępienie, a mimo to bohater wzbudzał moją sympatię i razem z nim chciałam, aby „uszło mu na sucho”. „Zbrodnia i kara” pokazała mi całą plejadę odcieni szarości i wzbudziła „apetyt” na przyszłość.


LUSTRZANE ODBICIE


Całkiem niedawno w moje ręce ,,wpadła” powieść wspomnianego wcześniej Oscara Wilde`a „Portret Doriana Graya”. Nie jest to utwór wielce skomplikowany, bazuje on na symbolizmie i jest jakby świadectwem poglądów na życie i sztukę samego autora, jednak stanowi on jakby kontynuację moich wątpliwości postawionych w „Zbrodni i karze” i niejako je obala.
Amoralność i indywidualizm, połączone z pogardą dla cierpienia i poświęcenia – oto zasady, które lord Henry Wotton, porte-parole autora, wyznaje, realizuje zaś tytułowy bohater. Dorian Gray zaprzedał duszę, by zachować młodość i urodę, jest królem życia, które uważa za najwyższą formę sztuki. Właściwym zapisem jego mrocznej egzystencji staje się portret, na którym uwidaczniają się wszystkie jego występki i zbrodnie. Sam zaś nie starzeje się i korzysta z uroków życia. W powieści, myślą przewodnią jest wątek hedonistyczny. Dorian nie rozumie jak coś może być złe, skoro jemu to sprawia przyjemność i rozkosz. Z biegiem lat zdaje sobie sprawę z konsekwencji swoich czynów, ale bynajmniej nie ma żadnych wyrzutów sumienia i boi się tylko kary, która może go spotkać. Fenomen tego utworu polega na tym, że pozwolił mi przyjrzeć się swojej osobie jakbym widziała swoje odbicie w „krzywym zwierciadle”. Monologi Henriego Wottona to moje myśli, które nigdy nie ujrzały światła dziennego, bo z góry były zdane na niepowodzenie. „Celem życia jest rozwój własnej indywidualności. Dać wyraz własnej swej istocie- oto nasze zadanie na ziemi”; „ ...zapomniano o najwyższym obowiązku, o obowiązku względem siebie.”; „...Jedynym sposobem pozbycia się pokusy jest poddanie się jej...”. Dorian odbiera to wszystko dosłownie, a ponieważ przedstawione poglądy bardzo mu odpowiadają zaczyna je wcielać w czyn. Przykładowo, doprowadza wiele osób do skrajnej wytrzymałości, rozkochuje w sobie kobiety i porzuca je, po czym następuje seria samobójstw, a ostatecznie sam zabija swego przyjaciela, Bazylego Hallwarda. Myślę, że Oscar Wilde znalazł właśnie ujście swoich pragnień i żądz poprzez stworzenie postaci Doriana, który je realizuje w rzeczywistości. Mi osobiście wystarczyło przeczytanie tej książki, aby odróżnić światło od ciemności, po której porusza się Gray. Dostrzegłam też na nowo obłudę, kłamstwo oraz obojętność, jaką się otaczamy. Sądzę, że postać Henriego Wottona jest w każdym z nas, bo każdy jest przecież egoistą, trzeba jedynie uważać, aby na horyzoncie nie pojawił się Dorian.
Podsumowując książkę posłużę się cytatem Filona Aleksandryjskiego: „Nikt bowiem nie wybiera zła dlatego, że jest złem, lecz dlatego, że uwiedzeni rozkoszą z nim związaną uznajemy je za coś dobrego i oceniamy za możliwe do przyjęcia."


TERAZ JA

W rezultacie dochodzę do wniosku, iż literatura pełni znaczną rolę w poznaniu świata. Konkretny utwór musi tylko zostać przeczytany w odpowiednim czasie, w przeciwnym razie może pozostać niezrozumiany, co jest równoznaczne z nieprzeczytaniem go. Tak, wiec począwszy od zbiorów Braci Grimm lub tez innych twórców, literatura niczym nauczyciel prowadzi nas za rękę i uczy mówiąc: ,, zobacz
to jest dobre, a to złe”. W pewnym jednak momencie puszcza nas i pozwala samemu decydować. Stąd też wynika nasze prawo do negacji niektórych myśli przedstawianych nam w książkach, dlatego też, całkiem na miejscu będą inne spostrzeżenia dotyczące wspomnianych przeze mnie książek. Jesteśmy już na tyle „dorośli” że odróżniamy dobro od zła, prawdę od fałszu, piękno od brzydoty, jednak umiemy też dostrzec co się kryje gdzieś pośrodku między tymi pojęciami. Począwszy od naszych najmłodszych lat literatura wprowadzała nas w tajniki życia i świata. Jednak dopiero po skontrastowaniu ją z prawdziwą rzeczywistością możemy ją oceniać. . Druga polowa sukcesu przypada na wybór książki, który musi dotrzeć do naszej konkretnej osoby. W moim przypadku była to przede wszystkim wcześniej wspomniana „Zbrodnia i kara”, czy tez „ Portret Doriana Graya”. Jest to jedyny sposób na przyjęcie dydaktyki, jaką oferuje nam słowo pisane.
Literatura razem z nami przechodzi metamorfozę, gdyż zmieniając się potrzebujemy wciąż to nowych doświadczeń, w przeciwnym razie zaprzestaniemy poszukiwań. Zdaję sobie sprawę, że tak niewiele jeszcze dane mi było poznać i winę za to ponoszę jedynie ja sama. Czwarta muza jaka by nie była, odpowiada średnio tylko za połowę moich doświadczeń, reszta zależy wyłącznie ode mnie samej.

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 10 minut