profil

Zagrożenia we wpółczesnym świecie

drukuj
poleca 89% 102 głosów

Treść
Obrazy
Wideo
Komentarze

Stan ciągłego napięcia, brak stabilności i bezpieczeństwa będzie towarzyszył człowiekowi zawsze. Bez względu na to czy warunki, w których żyje, są niejako unormowane czy też ekstremalne, kiedy to brak normy staje się kodeksem. Dekalog odwraca się. W naszą naturę wpisane jest bać się o dzień jutrzejszy, o następną godzinę, sekundę a nawet oddech. Ze świadomością, że chwila która przemija, może być naszą ostatnią albo, że nie ma ona w zasadzie większego sensu, bo stanowimy tylko nieznaczną część w zmechanizowanym, z góry zaplanowanym systemie, spotykamy się w literaturze. A w zasadzie spotykamy się wszędzie. Masmedia bombardują nas milionami informacji o wojnach, wypadkach, chorobach, zbiegach okoliczności, w których giną ludzie. Uzmysławia nam to, że owym Panem Kowalskim z wiadomości mogliśmy być my sami, że wartość nas jako ludzi jest w zasadzie niewielka. Jest niczym w stosunku do czyhających na nas zagrożeń.

Zagrożeniem dla indywidualności człowieka jest, nazwijmy to, schematyzm społeczny. Przekonujemy się o tym po lekturze „Ferdydurki” Witolda Gombrowicza. W dybach kultury, w kajdanach społeczeństwa jesteśmy skazani na przywdziewanie gęby-maski. Przywdziewanie na siłę, bo istnieć bez określonej formy się nie da, przy czym to nie my – jako indywidualności – ową formę tworzymy. Rzeczywistość, w której jesteśmy zmuszeni istnieć, jest nam nieprzychylna, tak jak Józio odczuwamy głęboki dyskomfort, dusimy się. Nie mamy żadnej szansy rozwoju, pozostaje nam jedynie uwierzyć, że „Słowacki wielkim poetą był”.

Problem zdeterminowania człowieka przez otoczenie zajmuje się również w „Granicy” Zofia Nałkowska. Człowiek, mimo że ma możliwość indywidualnego rozwoju swojej tożsamości, to ostatecznie podporządkowuje się stereotypom, układom klasowym i rolom społecznym. . Ten determinizm nie jest powodowany jakąś siłą nadludzką, ale niesłusznością naszych wyborów. Zenon Ziembiewicz mówi: ”Jest się takim jak myślą ludzie, a nie jak myślimy my. Jest się takim, jak miejsce, w którym się jest”. Nadzieje na zachowanie własnego „ja”, na własne cele, idee wolne od otoczenia zostają brutalnie rozwiane. Możemy nawet stwierdzić, że tytułowa granica potraktowana jako mur między wolnością osobistą jednostki a podatnością na różnego rodzaju wpływy. A nikt nie lubi czuć się czymkolwiek ograniczany...


Z kolei o świecie, w którym jedyną normą, która obowiązuje, jest jej brak, dowiadujemy się z dzieła Alberta Camus’a. Tytułowa dżuma to symbol absurdu i bezsensu, w którym przyszło nam istnieć. Światem nie rządzi jakaś siła wszechwładna - Bóg, ale przypadek. Nic nie ma związku przyczynowo-skutkowego. To, że cierpią niewinni ludzie, jest bo po prostu jest. Bo akurat tak się stało. To bez sensu, ale takie właśnie jest nasze jestestwo. Jest absurdem. Jest dżumą. Egzystencjonalizm odrzuca nawet możliwość wyboru, jako potencjalnej wartości życia. Kiedy podejmujemy decyzję, nie mamy przekonania o jego słuszności, przez co „bojaźń i drżenie” narasta. Sztuka, filozofia czy religia są tylko fikcją, którą człowiek stara sam się oszukać. Jak gdyby zaprzeczyć faktom. A faktem jest, że każda egzystencja zmierza ku nicości. Pytanie o jej sens jest jego pozbawione. Przypominamy Syzyfa wiecznie wtaczającego głaz na szczyt góry. Życie to nie kończąca się udręka, bez nadziei na pozytywny koniec.

Katastroficzna wizję przyszłości daje nam w „Szewcach” Stanisław Ignacy Witkiewicz. Wszelkie cywilizacyjne przemiany – kolejno kapitalizm, faszyzm i komunizm, w których każdy z bohaterów utworu może mieć „swoje 5 minut”, nie przynoszą pozytywnego skutku. Mało tego – pojawiający się na scenie Hiper-Robociarz, wytwór cywilizacyjnej przyszłości, stanowi jakby podsumowanie wszystkich dążeń człowieka do lepszego życia. Rozwój techniki wcale nie prowadzi do poprawy, ale do zupełnego zmechanizowania ludzkiej pracy. Taka wizja niestety nie napawa optymizmem...

O całkowitym urzeczowieniu człowieka mówi także „Proces” Franza Kafki. Atmosfera zagrożenia, bezradności i zagubienia cały czas towarzyszy bohaterowi utworu. Dlaczego? Bo jakże inaczej może czuć się ma osoba, która zmuszona jest ciągle błądzić w labiryncie pozbawionym jakiegokolwiek celu? Tułaczka K. nie jest wspierana żadną pomocą z zewnątrz (adwokaci nie robią nic, a nawet utrudniają dowiedzenie niewinności). To smutna rozprawa o totalnym wyalienowaniu, uosobienie lęków i obaw każdego człowieka. Jest nam dane błądzić bez niczyjej pomocy. Naszą drogę wyznaczają nam kręte schody, które „W pewnym miejscy skręcają tak, że nie widać ich końca.” Bo ta tułaczka nie ma końca. Wyłamanie się spod przyjętych norm nie jest możliwe. Świat, w którym żyje Józef K. ma cechy ustroju totalitarnego (np. doskonale rozwinięty aparat biurokratyczny). Przepisy i prawo są bezduszne, traktują człowieka jak przedmiot.


„Ludzie ludziom ten los zgotowali”. W „Medalionach” Zofii Nałkowskiej, jak i w ogólnie w literaturze wojennej, jawi nam się okrutna prawda o człowieku, z którym można zrobić wszystko. Człowiekiem rządzi człowiek. Rządzi nim natura. Ciężkie, wręcz nieludzkie warunki prowadzą do dehumanizacji człowieka. Obrazuje nam to np. osoba doktora Spannera, który to bez najmniejszego skrępowania, wstydu, zażenowania zdaje sprawozdanie z tego jak zwłoki ludzkie przestają być sacrum, a stają się mydłem. W sytuacji ekstremalnych warunków życiowych liczą się tylko najważniejsze potrzeby fizjologiczne. Ukarane kobiety zamknięte w bunkrach, są do tego stopnia wygłodniałe, iż jedzą mięso znajdujących się w bunkrach trupów. Hierarchię wartości jak i hierarchię wśród ludzi ustala głód i niezwalczone pragnienie życia. Jest ono wtedy celem samym w sobie, a reszta przestaje się liczyć. Odwrócony dekalog nie dziwi, mało tego – jest obowiązującym prawem. Prawem dżungli – takie określenie nie jest przesadą...

Podły los usiłują ludzie odwrócić. Chcą oni „Zdążyć przed Panem Bogiem” (Hanna Krall). Obraz ginącego getta ma być wyrazem buntu przeciw sytuacji, kiedy człowieka zniewala człowiek. Próbą ocalenia resztek ludzkiej godności jest „umrzeć z fajerwerkiem (...) wezwawszy przedtem ludzi do walki”. Jedynym wyborem, jakiego może dokonać człowiek, jest sposób w jaki umiera. W takim wypadku nawet Bóg jeżeli jest, to „tylko po ich stronie”. Symbol karuzeli, zarówno w „Zdążyć przed Panem Bogiem”, jak i w „Campo di Fiori” Czesława Miłosza jest zarazem symbolem hańby i nietolerancji. Ale przede wszystkim obojętności na krzywdę drugie człowieka. Więc jeśli człowiek, ani nawet Bóg nie jest w stanie pomóc, to kto ma to zrobić?!!

Beznadzieja, bezradność, absurd, odwrócony dekalog i ciągły strach. Schematyczny system norm, z którego nie można się wydostać... Wydawało by się, że jedynie takimi słowami można określić ludzki żywot. A my? Zezwierzęcone marionetki, jak Józef K. nie zasługujemy nawet na własne nazwisko?! Na nędznym ziemskim padole pozostało nam czekać na to co nieuniknione – na śmierć, która może nastąpić w każdej chwili z zupełnie błahych powodów? NIE! Wiadomo doskonale, że wszystko ma ZAWSZE dwie strony. Ratunkiem z absurdu egzystencjonalistów jest bunt. Jest zachowanie własnego człowieczeństwa: „Można zabrać człowiekowi życie, można odizolować go od świata, uczynić go „nosicielem dżumy”, ale nie można zmusić go, by stał się zwolennikiem zarazy, nie można zabrać mu człowieczeństwa”. Dekalog przywróci ludzka solidarność. Potrzeba indywidualizacji zostaje stłumiona przez potrzebę przynależności. Widocznie tak być musi. Jeżeli bicie serca ma być jednocześnie ostatnim odliczaniem, a nabierany oddech ostatnim ziarenkiem piasku, które przesypuje się w klepsydrze, to zostaje nam jedno. Wierzyć. Mieć nadzieję, że nadejdzie czas, kiedy będziemy mogli swobodnie oddychać.


Polecasz? Tak Nie
(0) Brak komentarzy