profil

Zanieczyszczenia lasów. Przemysłowe emisje i ich skutki dla środowiska: przykład zakładów azotowych w Puławach

Ostatnia aktualizacja: 2024-10-03
poleca 84% 4213 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

Straszny kwaśny deszcz. Unoszący się w powietrzu dwutlenek siarki łączy się z wodą deszczową i opada w postaci deszczu, stając się przyczyną niszczenia m.in. życia biologicznego w jeziorach.

W naszym systemie ekonomicznym nie ma wyceny wartości przyrody. Niektórzy przedstawiciele przemysłu uważają, że „pełni on tak ważne zadania, iż jest ważniejszy od wszystkiego”. Owszem, zakłady przemysłowe, które stają się zagrożeniem dla środowiska naturalnego, czasem płacą kary, ale na ogół im się to bardziej opłaca niż np. zakładanie elektrofiltrów czy oczyszczanie ścieków. „Tak jak jest, pozostać nie może” – mówią ci, co się na tym znają. „Niepotrzebne będą wojny, bo ludzie zatrują się sami.”

Zakłady Azotowe „Puławy” emitują ze swoich kominów w powietrze w ciągu roku aż 34 000 ton pyłów i gazów. Do Wisły płynie z „Puław” rocznie 90 000 m³ ścieków, co stanowi 85% wszystkich ścieków województwa lubelskiego. Aby zrozumieć pełny zakres zanieczyszczeń, trzeba pomnożyć te liczby przynajmniej przez 15, co pozwala sobie wyobrazić, co spadło na okoliczne lasy, dlaczego zamierają i co spłynęło do królowej rzek polskich. Nie trzeba szukać starszych ludzi, aby znaleźć tych, którzy pamiętają, jak to kąpali się w Wiśle. Dziś to jest niemożliwe – to jest rzeka-trujący ściek.

Jak daleko sięga obszar zatruwania przez „Azoty”? Nie jest to do końca znane, ale tlenki azotu niszczą rośliny w odległości 6 km od źródła emisji, a amoniak niszczy wszystko wokół w promieniu 20 km. Leśnicy obserwują niepokojące zmiany w lasach kozłowieckich, oddalonych od Puław o około 30 km. Zagrożone jest istnienie lasu, a z nim także ludzi i zwierząt.

Naturalnie, że „Puławy” się bronią, tłumacząc, że nie jest aż tak źle i że są przecież plany ochrony środowiska. Okręg śląski i „Puławy” to jedyne przykłady. Gdziekolwiek powstają duże zakłady przemysłowe, ludzie pytają się z niepokojem, co będzie z ich zdrowiem, lasami i przyrodą. Mieszkańcy zagrożonych terenów dostarczają dowodów, że są zatruwani, a przedstawiciele wielkich zakładów twierdzą, że oni są w porządku.

My również nie jesteśmy bez winy. Przemysł zatruwa – można by powiedzieć – totalnie. A my? My niszczymy zbiorowo i indywidualnie. Jeśli chodzi o nas, to przeważnie latem, gdy mamy wakacje, urlopy i wczasy. Jeden człowiek może nie potrafiłby tak łatwo zaszkodzić przyrodzie, ale miliony? Każdego roku coraz więcej ludzi wyjeżdża na wczasy, a wśród nich, niestety, jest wielu wandali. Co roku dochodzi do pożarów lasów – czasem płoną setki hektarów. W 1983 roku spłonęło m.in. „dzięki” podpaleniu 216 ha lasów w Ławszowej, w rejonie Łaz spłonęło 100 ha lasów. Można by cytować całe litanie. Przeciętnie rocznie płonie u nas około 3 000 ha lasów, wybucha około 1 500 pożarów.

Ludzie zapalają ogniska w niedozwolonych miejscach, zapominając o ich zabezpieczeniu. Palacze rzucają niedopałki w trawę. Trawa jest sucha, ogienek pełznie z wiatrem w stronę lasu i nie wiadomo, kiedy pożar się rozprzestrzeni. Stłuczone butelki, ułamki szkła działają w słońcu jak soczewki – ogniskują promienie słoneczne, nagrzewają się i zapalają, może najpierw źdźbło, ale potem las. Ogień był i jest jednym z największych wrogów lasów.

Zresztą nie tylko u nas. Stwierdzono, że nigdzie na świecie nie dokonano rabunku leśnego w czasie tak szybkim jak w Anglii. W latach 1603–1625 w Anglii ten, kto wypalił las i zamienił go w ziemię uprawną, otrzymywał od państwa nagrodę pieniężną. W owym czasie Oliver Cromwell, lord protektor Wielkiej Brytanii, zalecał szlachcie i chłopom, aby zamieniali lasy w pastwiska dla owiec. Odtąd Anglia, mając tylko 4–5% powierzchni zalesionej, stała się najbardziej „łysym” krajem w Europie. Naturalnie, że odtąd musiała importować drewno.

Czy tekst był przydatny? Tak Nie
(0) Brak komentarzy

Treść zweryfikowana i sprawdzona

Czas czytania: 3 minuty