profil

Przyczyny upadku I RP

poleca 85% 194 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze
Konfederacja barska

Wraz ze śmiercią Jana III Sobieskiego, przychodzi dla Polski okres ciężki i okrutny, naznaczony zarzewiem kryzysu. Sytuacja jest na tyle niestabilna, że Rzeczypospolita upada w 1795 pod ciężarem bezwzględnych zaborców, by na mapach pojawić się ponownie dopiero za 123 lata. Aby przybliżyć sobie istotę tragicznych wydarzeń, związanych z końcem I RP, przyczyn należy szukać i w kraju i po za jego granicami.

Nieprzychylność sąsiadów ponosi za sobą wiele niekorzystnych zdarzeń. Na przełomie XVII i XVIII wieku wielkie reformy mają u nich miejsce – car Piotr I wprowadza do Rosji modę europejską, rozwija wojsko i buduje nową stolicę; powstają dobrze prosperujące Prusy, a Austria przechodzi wielki krok ku nowoczesności. Dwa z wyżej wymienionych państw (Rosja i Prusy) w 1720 roku w Poczdamie wchodzą w skład Traktatu Trzech Czarnych Orłów, do którego Austria dołącza się po dwunastu latach. Celem sojuszu jest niedopuszczenie reform oraz zatrzymanie rozwoju Rzeczypospolitej i obsadzenie na jej tronie kandydata dość egzotycznego, bowiem pochodzącego aż z Portugalii, do którego koronacji ostatecznie, wbrew założeniom nie dochodzi. Nie jest to jednak koniec knowań koalicjantów. W 1764 podczas wyboru nowego władcy, Rosja otacza teren, celem wybrania swojego kandydata, Stanisława Augusta Poniatowskiego, omotanego przez carycę Katarzynę, która wykorzystuje go do spełniania ambicji terytorialnych. Kobieta, aby w oczach innych państw wyjść na niewinną, postanawia skłócić Polaków, aby sami poprosili ją o ingerencję. Pod jej nadzorem zawiązywane są dwie konfederacje dysydenckie – w Słucku i w Toruniu. Podstawą ich buntu przeciw obecnemu monarsze jest przekonanie o nie szanowaniu ich odmiennego wyznania. To jednak nie wszystko. W 1767 obóz hetmański wraz z innowiercami tworzy konfederację radomską, której ze strony Rosji obiecanych jest wiele rzeczy. Jedną z nich jest obalenie obecnego króla. Niestety, po roku sojusznicy zdają sobie sprawę z tego, że zostali oszukani. Zawiązują konfederację barską i proszą Prusy i Austrię o pomoc. Państwa te nie zgadzają się, nie chcą bowiem popierać buntowników przeciwko królowi, ale kiedy konfederacji obalają władcę, jest nadzieja, że dwaj sąsiedzi dołączą do sojuszu przeciw Rosji. Niestety – Rosja zawiązuje z nimi traktat. Dochodzi do pierwszego rozbioru, skąd droga do trzech kolejnych jest już bardzo krótka.

Sąsiedzi Polski - nie da się ukryć - traktowali ją z pewnym przymrużeniem oka, niepoważnie, nie widząc w niej partnera do współpracy. Przez to także często ingerowali w jej sprawy wewnętrzne, jak wybór króla (Rosja i elekcja Stanisława Poniatowskiego) czy konfederacje (caryca Katarzyna i dysydenci). Być może widzieli słabość Polski, w której każdy bierze co chce, pod warunkiem, że posiada status szlachcica.

Czytając grzechy mocarstw ościennych, a w szczególności Rosji aż chce się zastanowić: Gdzie byli wówczas Polacy, którzy powinni strzec swych ziem? Gdzie patriotyzm i gdzie miłość do ojczyzny? Faktem jest, iż ludzie, którym naprawdę powinno zależeć na losach państwa, patrzyli na świat przez pryzmat zysków i pieniądza. Nie można także zaprzeczyć, że na ich zachcianki pracowali ciągle wyzyskiwani chłopi. Jędrzej Kitowicz w swoim dziele Opis obyczajów za panowania Augusta III , ogranicza opis najuboższego stanu do stroju, który nosił. W mojej opinii jest to przejaw niezainteresowania możnych sprawami tych, którzy - podobnie jak we Francji - są niczym, a powinni być wszystkim. Przyczyn takiego ich zachowania szukać winno się w początkach przywilejów szlacheckich - na początku XI wieku, kiedy Leszek Biały zwolnił duchownych z opłat na rzecz państwa, zaskarbiając sobie ich sympatię. Mimo, iż od czasów Leszka Białego do okresu panowania dwóch Sasów minęło sporo czasu, już to wydarzenie rozpoczęło demokrację szlachecką, będącą opłakaną w skutkach. Konstytucja Nihil Novi wydana w 1505 za panowania Aleksandra Jagiellończyka ograniczała rolę króla do marionetki sterowanej przez bogaczy, mówiąc, że ogólne prawa i ustawy nie jednostek, lecz całego narodu dotyczą, przeto na przyszłość nic nowego nie ma być postanowionym przez nas (tj. króla) i naszych następców bez wspólnego senatorów i posłów ziemskich przyzwolenia. Sytuację pogorszyły jeszcze bardziej Artykuły henrykowskie pozwalające wystąpić zbrojnie przeciwko królowi.

Zasada liberum veto funkcjonuje w Polsce w XVII i XVIII wieku, umożliwiając zerwanie obrad, gdy zechce tego choć jeden poseł. Teoretycznie oznacza to jednomyślność i zgodność co do prezentowanych kwestii, lecz w praktyce staje się ziarnem niezgody i powodem zawiązywania konfederacji. Jędrzej Kitowicz tak opisuje brak sejmów za Augusta III: Dobry pan ze wszech miar August III był tak nieszczęśliwy, że za jego panowania trzydziestoletniego żaden sejm nie doszedł** Ułatwia także wpływ innych państw, wmyśl zasady każdy człowiek ma swoją cenę. Teraz, kiedy szlachcice mają ogromną swobodę, mogą decydować dla siebie jak najlepiej, nie myśląc o pozostałych stanach. Współczesny historyk tak mówi o szlachcie: Nigdy jeszcze tak wiele nie zależało od miernot niezdolnych do rzetelnej troski o losy państwa, nastawionych jedynie na szukanie własnych korzyści. Gdy dzielili między siebie urzędy (...), rozpadał się zbutwiały okręt Rzeczypospolitej. Bez pieniędzy na wojsko pociąga za sobą kryzys militarny. I chociaż w późniejszym czasie jakaś opłata zostaje wprowadzona, nie wnosi ona wiele. Moim zdaniem sprawy narodowe nie powinny być jedynie zależne od najbogatszych, gdyż społeczeństwo nie tylko z nich się składa. Owa złota wolność szlachecka przyczynia się do mniejszej odpowiedzialności szlachty za pozostałe stany, które wyzyskuje. Brak uczestnictwa chłopów i mieszczan w ważnych dla naszego kraju wydarzeniach oznacza mniej żołnierzy i mniejsze szanse na zwycięstwo. W rzeczywistości chłopa nie obchodziło, kto jest jego panem, a przez to, iż nie chodził do szkoły prawdopodobnie nie wie nawet, kto jest obecnym królem. Tak naprawdę złe traktowanie zacofanego i - i tak już biednego - chłopa jest magnatom na rękę. Chłop nie potrzebuje wiele – nie uczy się, nie ma przywilejów, nie może opuścić miejsca, w którym się urodził.

Król, przez wielu opisywany jako wielki powinien być obrońcą i ojcem narodu, tymczasem taki sąd ze strony Jędrzeja Kitowicza spływa na Augusta III: Prawdać to jest, że król sam przez się nie wdawał się w interesa państwa szczególnie, ale ile tylko mógł. (...). Nie wdawał się sam w układy i projekta, bo nie znał praw polskich..*** Teoretycznie na wszystkich przywilejach tracić powinien właśnie król, lecz ten, zamiast wziąć władzę w silne ręce, woli nie brać udziału w polityce, co jest swoistym paradoksem.

Podsumowując moją wypowiedź, można wywnioskować tylko jedno – zaniedbanie i odwrócenie hierarchii ważności bogatych magnatów, które powoduje niechęć niższych stanów. Słaba sytuacja jest wykorzystana przez mocnych politycznie i gospodarczo sąsiadów i chociaż ze strony Polaków widać jakieś iskry nadziei jest zbyt późno i państwo upada.

* Jan Kitowicz "O zwyczajach za Augusta II"
** Ibidem (to samo co wyżej)
*** Ibidem

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 6 minut