profil

Problemy demograficzne

drukuj
poleca 44% 37 głosów

W 2005 roku stan zaludnienia Ziemi wynosił 6,4-6,5 mld. Faktyczny wzrost liczby ludności jest bardzo duży, bowiem na początku XIX wieku w 1804 roku Ziemię zamieszkiwał około 1 mld ludzi.

160 lat później (w 1960 roku) ludzi było już trzykrotnie więcej. Szacuje się, że do połowy XXI wieku na Ziemi może żyć około 14-15 mld. ludzi.

Pierwszą prognozę zaludnienia przedstawił w 1696 roku Gregory Kong. Ocenił on, że ludzi, którzy dożyją do 2000 roku, może być nawet 6,5 mld.

Obecne prognozy demograficzne są dosyć dokładne, opierają się bowiem na informacjach o urodzeniach, zgonach i migracji. Wiele krajów zaczęło prowadzić spisy ludności już w XIX wieku, ale są też kraje, w których spisy prowadzi się dopiero od połowy XX wieku.

W połowie XX stulecia pojawiły się informacje o groźbie przeludnienia Ziemi, spowodowanej głównie wysokim przyrostem naturalnym w krajach Trzeciego Świata. Demografowie oceniają, że wzrost liczby mieszkańców w krajach słabo rozwiniętych nie zmieni zasadniczo mapy zaludnienia Ziemi. Jednak pojawiają się pytania dotyczące nie tylko ludności świata, ale także jakości życia. Około 60% ludności zamieszkuje w krajach najuboższych, a tylko około 15% w krajach bogatych.

W 1994 roku w Kairze odbyła się konferencja ONZ pod hasłem „Ludzkość i rozwój”. Zarysowały się tam dwa poglądy na demograficzne perspektywy rozwoju naszego globu. Pierwszy opowiada się za ograniczeniem przyrostu naturalnego. Wydaje się, że jest on zgodny z teorią ludnościową przedstawioną w XVIII wieku przez Thomasa R. Malthusa, zgodnie z którą przyrost naturalny ludzi odbywa się w większym tempie niż wzrost możliwości wyżywienia. Drugi kierunek, jaki zrodził się na konferencji, mówi, że nie powinno się ograniczać przyrostu naturalnego z różnych powodów, m.in. religijnych, a także dlatego, że społeczeństwa się starzeją.

Chiny to dobry pretekst, aby porozmawiać o mieszkańcach Ziemi. W drugim milenium ludzkość pomnożyła się dwudziestokrotnie. Tysiąc lat temu żyło ok. 310 mln. ludzi – mniej więcej tyle samo, co jeszcze tysiąc lat wcześniej, w początkach naszej ery. Ostrożna prognoza przewiduje, że w połowie XXI wieku będzie nas 8,9 mld. To dobrze czy źle? Lęki demograficzne nie są niczym nowym. Klasyk tej dziedziny, XVIII-wieczny ekonomista angielski Tomasz Malthus twierdził, że liczba ludzi na Ziemi będzie się podwajała co ćwierć wieku – w postępie geometrycznym, tymczasem zasoby żywności będą rosły w postępie jedynie arytmetycznym. Wniosek wydawał się oczywisty: muszą być jakieś hamulce, bo inaczej ludzkość się nie wyżywi. Rolę regulatora pełniły od zarania dziejów nieszczęścia: wojny, epidemie, głód, katastrofy naturalne. Malthus proponował prewencję – zawieranie małżeństw w późniejszym wieku i ograniczenie liczby potomstwa. Sam ożenił się przed czterdziestką, ale zaraz potem szybko spłodził trójkę dzieci. Ludzkość podwaja się w zawrotnym tempie. W 1900 roku liczyła 1,65 mld., zaledwie pół wieku później – 2,52 mld., teraz –6,06 mld. W bogatych krajach tempo przyrostu naturalnego spadło dramatycznie. Przestaje obowiązywać dogmat mocarstwowej polityki zakładający, że ludność jest bogactwem narodu. Ale odwrotną stroną tego medalu jest niepokój o zaburzenie proporcji między młodą i starą częścią populacji w strefie euroatlantyckiej. Już dziś część polityków, ekonomistów i planistów bije zgodnie na alarm, że młodzi i w średnim wieku nie zdołają zapracować na emerytury dla rodziców i dziadków. Nic nie wskazuje na to, by coś miało się zmienić w nadchodzących dekadach. Ludzie w krajach rozwiniętych, ale i poza nimi, będą żyli dłużej i lepiej, i będą mieli raczej jedno lub dwoje niż troje i więcej dzieci. Liczba dzieci do wykarmienia, odziania, wychowania i wykształcenia jest zadaniem przeliczalnym na poziom życia rodziny. W krajach rozwijających się tempo przyrostu będzie nadal wysokie, ale i tam – w miarę postępów globalizacji – słabnąć będzie entuzjazm dla wielodzietności.

[Marek Ostrowski, Adam Szostkiewicz, Luźniej na planecie: Prognozy wzrostu liczby ludności świata w ciągu najbliższego półwiecza, „Polityka” 1/2001]

Wpływ na zjawiska demograficzne na świecie mają także takie czynniki jak długość życia i śmiertelność dzieci. W krajach rozwiniętych długość życia zwiększa się i wynosi ponad 64 lata. Wyjątkiem jest Japonia, gdzie szacowana długość życia dla mężczyzn wynosi 76,6 lat, a dla kobiet 83 lata. Najgorzej sytuacja wygląda w Afryce subsaharyjskiej – tam długość życia wynosi niewiele ponad 20 lat. Jest to niewątpliwie skutkiem olbrzymiej biedy, niedożywienia i częstych epidemii.

Na konferencji zorganizowanej w 2000 roku przez WHO poinformowano, że co roku w wyniku niedożywienia i chorób umiera około 11 mln. dzieci. Często umierają na choroby w pełni uleczalne, takie jak zapalenie płuc, biegunka czy malaria.

Warto pamiętać

Liczba mieszkańców Ziemi wynosi obecnie około 6,5 mld. Najważniejsze problemy demograficzne to umieralność wśród dzieci, przeludnienie i starzenie się społeczeństw w krajach wysoko rozwiniętych.

Przydatne hasło? Tak Nie