profil

Charakterystyka uczuć wewnętrznych - sam na sam z samotnością.

poleca 85% 116 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

„Sam na sam z samotnością”
Wróciłam do domu po szkole. Niestety nikogo niema w mieszkaniu. Trochę mnie to dziwi. W garnku na kuchence jest gorący obiad. Wszystko wygląda tak, jakby moja rodzinka za skinieniem czarodziejskiej różdżki „wyparowała”. Byłam trochę zaniepokojona, ale postanowiłam przestać o tym myśleć. Zaczęłam oglądać telewizję. Minęło jakieś pół godziny, jak na złość w telewizji lecą same telenowele brazylijskie, których ja nienawidzę. Staram się nie denerwować, chociaż i tak czuję, że drżę jak osika na wietrze. Podeszłam do okna, mam nadzieję, że ujrzę samochód rodziców. Niestety nic nie dostrzegam. Coraz smutniejsza wracam do mojego pokoju. Teraz wiem, że jestem bardzo zdenerwowana. Już nawet nie próbuję zapanować nad swoimi nerwami. Nagle zadzwonił domofon. Aż podskoczyłam na krzesełku. Zaraz jednak zdałam sobie sprawę, że to moja rodzinka wróciła. Szybko podbiegam do domofonu. Niestety nikt się nie odezwał. Odkładam słuchawkę. Jednak domofon nadal dzwonił. Myślę, że dzieciaki robią sobie głupie żarty i wyłączam domofon. Ktoś puka do drzwi. Spoglądam przez wizjer z nadzieją zobaczenia rodziców. Nic nie mogę dojrzeć, bo wizjer jest zakryty ręką. Nogi uginają się pode mną. Zaraz zacznę płakać. Drżącym głosem pytam się:, „kto tam”. Nikt nie odpowiada. Mam mętlik w głowie. Nie wiem, co robić. Mam zamiar nawet zadzwonić na policję. Z za drzwi słyszę śmiech mojej przyjaciółki . Wrzeszczę na nią i wyzywam od „ludzi nie mających sumienia”. Jednak ona twierdzi, że nie dzwoniła do nas domofonem. Już trochę ochłonęłam. Przy niej czuję się bezpieczniej. Odblokowywuję domofon, mam nadzieję, że już nie zadzwoni. Niestety domofon ciągle dzwoni. Teraz moja przyjaciółka Marta jest również bardzo zdenerwowana. Zaczynamy piszczeć. Po chwili uspokajamy się nawzajem. Marta mieszka w mojej klatce na parterze, ja na czwartym piętrze. Mamy plan, aby zejść do domofonu, a jakby ktoś nas zaczął gonić schowamy się w domu Marty. Bierzemy nóż i parasolki do obrony. Zamykam mieszkanie. Gdy byłam w domu nie bałam się tak. Moje nogi odmawiają posłuszeństwa. Są jak zamurowane w betonie. Stoimy na górze, dopiero po chwili zaczynamy schodzić serce wali mi jak młot. Jesteśmy już na parterze. Nigdy w życiu tak długo nie schodziłam po klatce. Wydaje mi się, że ta droga trwała wieczność. Po chwili wychylamy się, aby zobaczyć domofon. Ktoś wchodzi do klatki. Wbiegamy do domu Marty. Popycham niechcący Martę, ona wbija sobie nóż w brzuch. Na szczęście tylko się drasnęła. Postanawiam iść do domofonu i zobaczyć, kto tam stoi. Nie myślę o niczym innym niż to, że muszę tam dojść. Moje nogi to galareta. Doszłam! W domofonie tkwi zapałka. Podchodzi do mnie sąsiadka i przeprasza za to, że włożyła zapałkę. Tłumaczy, że inaczej dzwoni u niej, a ona ma małe dziecko. Praktycznie jej nie słucham. Jestem na siebie wściekła, że tak łatwo wpadłam w panikę. To głupie przecież u nas gangsterzy nie chodzą od drzwi do drzwi i nie zabijają ludzi. Do tego wszystkiego ten głupi nóż. Miałam dużo szczęścia, że Marcie nie wbiła go sobie mocno w brzuch. Ona mogła przeze mnie zginać. Muszę zacząć panować nad swoimi nerwami.

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 2 minuty