profil

Wojna Ramzesa z Libijczykami - sprawozdanie.

poleca 85% 103 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

W 1086 r.p.n.e. odbyła się wojna Egiptu z Libią, która miała miejsce w dolinie Jezior Sodowych, mającej kilkadziesiąt metrów długości, zamkniętej między dwoma pasmami wzgórz biegnących od południowego wschodu ku północnemu zachodowi. Były tam jeziora bagniste, napełnione gorzkosłoną wodą. Rosły nędzne krzaki i zioła, ciągle zasypywane piaskiem i więdnące, których żadne zwierzę nie chciało zjeść. Po obu stronach doliny były poszarpane wzgórza wapienne lub ogromne piaszczyste zaspy, w których można było utonąć. Bitwa ta trwała przez 2 godziny od 12 do 2 po południu.
W walce uczestniczyli: Ramzes, Musawasa, Tehenna, Mentezufis, Tutmozis, Patrokles, kapłani oraz żołnierze egipscy i libijscy.
Przyczyną wybuchu tej wojny były plany Herhora. Podpisano i zaprzysiężono tymczasowy traktat z Egiptem na dziesięć lat. Herhor postanowił zmniejszyć liczbę wojska, ponieważ przyniosłoby to skarbowi cztery tysiące talentów oszczędności.
Wówczas Musawasa ogłosił świętą wojnę przeciw Egiptowi, mając pod ręką tysiące dzielnych wojowników oraz swojego dwudziestoletniego syna Tehennę, który dowodził pierwszym korpusem. Przygotowania Libijczyków trwały bardzo krótko. Gdy już wykonali ruch, nie tylko uciekli wszyscy robotnicy z wielkiej huty szklanej, ale również cofnęło się wojsko zajmujące forteczki w Sochet Hemau. Musawasa popełnił ten sam błąd co kapłani, ponieważ nie dostrzegł geniuszu wojennego w Ramzesie. Zanim korpus libijski dotarł do okolicy Sodowych Jezior, już było tam dwa razy liczniejsze wojsko następcy tronu. Armia księcia Ramzesa dotarła do brzegu pustyni i zaopatrzona w wodę oraz żywność przepadła między górami Sodowych Jezior. Mentezufis prowadził dwie korespondencje. Jedną z ministrem Herhorem, który uważał, że kapłani nie przejęliby się niewielka przegraną Ramzesa, która nauczyłaby go ostrożności i pokory. Drugą korespondencję prowadził z ojcem Mefresem, mówiącym o tym, że książę, jako nieprzyjaciel ojczystych bogów i sprzymierzeniec nędznych Fenicjan, jest zdolny do wszystkiego. Czternastego dnia Hator armia następcy tronu skoncentrowała się na południe od miasta Terenuthis. Ku radości księcia przyszedł Patrokles z greckimi pułkami oraz Panter, który pełnił rolę drugiego dozorcy przy wodzu naczelnym. Po chwili Ramzes w wielu wsiach pogranicznych rozpuścił pogłoskę, że Libijczycy są w ogromnych masach oraz będą niszczyć i mordować. Dzięki temu ludność uciekła na wschód i wpadła na egipskie pułki. Książę wówczas zabrał mężczyzn do dźwigania ciężarów za wojskiem, a kobiety i dzieci posłał w głąb kraju. Dzięki swoim „donosicielom” następca dowiedział się, że na czele wojsk libijskich idzie Musawasa w towarzystwie swego syna Tehenny. Był bardzo zadowolony, iż ma tak doświadczonego przeciwnika jak Musawasa. Wtedy naprzeciw Libijczykom posłał swoich zaufanych ludzi, każąc im udawać zbiegów, wejść do wrogiego obozu i odciągnąć od Musawasy wypędzonych żołnierzy libijskich. Libijczycy szli od miasta Glaukus ku południowi i wieczorem dnia czternastego Hator znaleźli się u wejścia doliny Jezior Sodowych. Armia egipska szła przez pustynię czterdzieści kilometrów w ciągu dwunastu godzin, a następnego ranka stanęła na wzgórzach między forteczką a hutami i ukryła się w licznych wąwozach aby odpocząć. Ramzes chciał odciąć Libijczyków od ojczyzny i zepchnąć ku południowi gdzie, w pustynię, gdzie głód i gorąco miało ich wytępić. W tym celu ustawił armię na północnej stronie doliny i podzielił wojska na trzy części, rozsadzając je w trzech stronach. Piętnastego dnia Hator rano kilkudziesięciu Libijczyków przejechało konno dolinę i odpoczęli, ale nie spotkali nic podejrzanego, więc wrócili do swoich. Pentuer wówczas ostrożnie wszedł na skałę, wyciągnął jakiś połyskujący przedmiot i dawał nim jakieś znaki Mentezufisowi, co powodowało oślepiający błysk. Potem pojawiło się hałaśliwe wojsko libijskie. Było około dwunastej w południe. Nagle ze szczytu któregoś pagórka rozległ się okropny głos, mówiący o rozbiciu wojsk libijskich. Wówczas rozpętała się prawdziwa bitwa. Zza skał zaczęły latać pociski, kule oraz kamienie. Po chwili przeciwnicy wyszli z „bazy ochronnej” i zaczęli używać wobec siebie kijów oraz toporów. Co chwilę ktoś padał martwy. Były wrzaski, jęki, głosy trąbek, ryki ludzkie, które powoli ginęły wśród wrzawy. Po paru minutach na polu bitwy nie było widać ludzi, tylko żółty pył w formie olbrzymiego węża. Nagle „przyleciał” goniec od kapłanów, który śledził bitwę z najwyższego pagórka i doniósł, że Libijczycy są otoczeni z trzech stron. Na cześć księcia Ramzesa wznosiły się okrzyki. On wówczas nie mógł uwierzyć w to, co się stało. Było wiele rannych i martwych. Tymczasem walka na południowych wzgórzach ustała i dwie największe gromady Libijczyków złożyły broń przed greckimi pułkami.
Wojna zakończyła się sukcesem wojsk egipskich.

p.s. dostałam z tego piątkę:)

Podoba się? Tak Nie
Sprawdzone hasła:

Czas czytania: 4 minuty