profil

Urozmaicenie fabuły czy alegoria? Opowieść Węgiełka bohatera" Lalki"

poleca 85% 114 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

Bolesław Prus był wielkim, polskim pisarzem tworzącym w dobie pozytywizmu. Jednym z jego największych dzieł jest „Lalka”. Pomimo wyraźnej problematyki społecznej podjętej przez autora, motywem przewodnim utworu jest nieszczęśliwa miłość warszawskiego kupca Stanisława Wokulskiego do arystokratki Izabeli Łęckiej. Aby odpowiedzieć na pytanie zawarte w temacie wypracowania należy, choć pokrótce wyjaśnić, czym jest alegoria. Otóż jest to pojedynczy motyw lub rozbudowany zespół motywów, który poza znaczeniem dosłownym ma również znaczenie ukryte i domyślne.
Stanisław Wokulski przybył do Zasławka na zaproszenie prezesowej. Wkrótce po jego przyjeździe zjawiła się również Izabela Łęcka. Czas na wsi spędzano na spacerach, wiejskich przyjemnościach, rozrywkach, rozmowach i flirtach. Pewnego dnia goście prezesowej postanowili wybrać się za miasto na piknik. Odłączyli się od nich „Stach” wraz z panną Łęcką i podążyli w kierunku ruin zamku „[...] Składającego się z dwu wież sześciokątnych, gdzie ze szczytów i okien zwieszały się bujne zielska”. Towarzyszył im „[...] niejaki Węgiełek, sprytny hultaj, trochę kowal, trochę stolarz, [...] chłopak dwudziestokilkoletni, z fizjognomią wesołą i inteligentną”. Z polecenia Stanisława Wokulskiego miał on zająć się wyryciem na stojącym nieopodal głazie wiersza. W tej niezwykle malowniczej i pięknej scenerii Węgiełek opowiedział pewną legendę. Otóż w zamierzchłych czasach ludzie wierzyli, że w miejscu wyschniętego już teraz potoku znajduje się „okno do podziemiów, gdzie są zachowane wielkie skarby [...]”. W owych podziemiach przebywać miała niezwykle piękna panna, która spała gdyż „[...] ktoś wbił jej złotą szpilkę w głowę, może ze zbytków, a może i z nienawiści”. Któregoś razu przechodził tamtędy młody kowal z Zasławka. Był on odważny i pewny siebie gdyż pomimo czyhających nań niebezpieczeństw gotów był zagarnąć skarby. Szansę, jaka przed nim stanęła pewnej Wielkanocy zmarnował przez swą opieszałość. Od tego momentu jego życie owładnęła jedna myśl, nie mógł pracować, bo „gdzie nie spojrzał, widział ino potok jak szybę, a za nią pannę, której łzy płynęły”. Udał się, więc po radę do „jednej baby, co znała się na ziołach”. Osoba ta oznajmiła mu, że jedynym lekarstwem na uspokojenie skołatanych nerwów jest wejście do podziemi, wyjęcie szpilki z głowy panny i ożenienie się z nią. Ostrzegła go też, aby nie przestraszył się potworów i zjaw, które z pewnością będą nastawały na jego życie gdyż „złe nie ima się nie bojącego człowieka”. Tak oto młody kowal, trzymając w dłoni jedynie siekierę udał się nad strumień, a było to na świętego Jana. Wtem, w samo południe głaz odsunął się, a nasz kowal bez chwili zastanowienia wskoczył do czeluści. Brnął ku śpiącej panience, a różne straszydła takie jak „niedopyrze wielkie jak psy” czy wilki, „że co im piana padła z pyska, to buchnęła płomieniami” nie były w stanie wyrządzić mu nawet najmniejszej krzywdy albowiem się ich nie bał. Dotarł w taki sposób do łoża i wyjął szpilkę z głowy panny, na co ona zareagowała „wielkim płaczem”. Dopiero teraz trwoga ogarnęła serce śmiałka, a „strachom tylko tego było trzeba”. Zginął, więc kowal i „od tej pory kamień zatknął okno do podziemiów, że go już nikt znaleźć nie może”.
Czy jest jakiś związek między legendą, a życiem Stanisława Wokulskiego? Czy można porównać osobę warszawskiego kupca do zasławskiego kowala? Odpowiedz na to pytanie uważam za klucz do rozwiązania nurtującego mnie problemu.
Myślę, że między historią życia Wokulskiego, a opowiedzianą przez Węgiełka legendą występuje pewna zbieżność. Otóż Stanisław Wokulski poznał Izabelę Łęcką w teatrze i od tego momentu wszystkie swe siły i starania podporządkował jednemu celowi – zdobyciu jej ręki, miłości, serca. To samo spotkało kowala, który po ujrzeniu bogactw ukrytych pod ziemią był w stanie wiele poświęcić, aby je zdobyć. Znamienny jest również czas, w którym rzemieślnik z Zasławka dokonał zdumiewającego odkrycia. Jest przecież Wielkanoc – symbol odrodzenia, rozpoczęcia nowego życia. Wracając do kupca zauważamy, że i on po swoim odkryciu stał się innym człowiekiem, bardziej zawziętym, pewnym siebie, a z drugiej strony wciąż rozmarzonym i „bujającym w obłokach” romantykiem. Dzięki tym pierwszym cechom mógł stawić czoła wyzwaniu. Ową czeluścią był z pewnością dla niego świat polityki, gospodarki, finansów. Bestiami zaś czyhającymi na jego potknięcie byli arystokraci, którzy to żerowali na nim i wykorzystywali jego słabość do Izabeli Łęckiej. On jednak wcale się ich nie bał i wciąż, niczym kowal, kroczył przed siebie. Pokonywał przeszkody takie jak uprzedzenia wynikające z jego pozycji społecznej. W pewnym momencie był nawet gotów porzucić życie kupca, sprzedać sklep i stać się ziemianinem, a to tylko po to, aby zdobyć Izabelę i oddalić wstydliwe pojęcie mezaliansu. Niestety padł ofiarą własnych złudzeń. Nie pokonali go zazdrośni arystokraci, ale osoba, którą kochał. Stało się to, czego obawiał się najbardziej. Miłość jego została odrzucona. Ośmieszony kupiec nie zginął jednak tak jak to miało miejsce w przypadku kowala, (choć miał myśli samobójcze i targnął się raz na swoje życie). Obrał on natomiast nowy cel, którego możemy się jedynie domyślać.
Bez wątpienia legenda przytoczona przez Węgiełka nie jest jedynie urozmaiceniem fabuły. W pracy swej starałem się ukazać jej alegoryczny sens. Doszedłem do wniosku, że nieszczęśliwa miłość może prowadzić do upadku człowieka, jego ideałów i wartości. Z drugiej jednak strony wykształca ona w człowieku pewne nowe doznania, uczucia, a u Stanisława Wokulskiego była również pewnego rodzaju „motorem”, dzięki któremu zdobył pieniądze, znajomości i prestiż. Istnieją, więc dwie strony medalu, dwie szale, które powinny się równoważyć gdyż w przeciwnym wypadku prowadzą do patologii.

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 5 minut

Teksty kultury