profil

Sprawiedliwość w szkole

poleca 91% 104 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

W mojej pracy zastanowię się nad tym, czy we współczesnej szkole istnieje sprawiedliwość. Jako, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, to tyle będzie opinii na ten temat, ilu jest uczniów. Faktem jest jednak, że częściej na niesprawiedliwość narzekają uczniowie słabsi. Spróbuję spojrzeć na tę kwestię jak najbardziej obiektywnie. I choć sama nie narzekam na złe traktowanie tudzież ignorancję ze strony nauczycieli, to opierając się na obserwacjach, stwierdzam, że instytucji zwanej szkołą nie można jednomyślnie określić mianem sprawiedliwej.
Hasło szkoła od razu przywodzi na myśl różnorakie skojarzenia, ale chyba najpopularniejszym są oceny. Bezdyskusyjne noty skrzętnie wstawiane w napawające grozą dzienniki do dziś śnią się nawet tym, którzy progu szkoły nie przekraczali już długie lata. Nieodwracalność zabiegu wpisywania oceny pozbawia animuszu i tych najbardziej zuchwałych wychowanków. Z zasady wszyscy uczniowie podlegają tym samym kryteriom, w praktyce jednak jest to kwestia subiektywna. Nie można zaprzeczyć temu, że nauczyciele bardziej cenią sobie młodzież ambitną i zdolną, aniżeli tę wykazującą totalny „tumiwisizm”. Ten, kto już na początku kształcenia daje się poznać jako osoba obowiązkowa i staranna, może liczyć na przychylność i pobłażliwość ze strony pedagoga. Jego drobne uchybienia w pracach i niewielkie błędy bywają chętniej wybaczane i mniej surowo egzekwowane. Ta sama usterka może jednego ucznia kosztować tylko ćwierć, a innego cały punkt. Taki brak obiektywizmu można poniekąd uzasadnić tym, że nauczyciel jest człowiekiem i ma prawo do własnych sympatii czy antypatii, ale uważam, że nie powinno się to przekładać na jego obowiązki zawodowe, gdzie nie ma miejsca na sentymenty.
Druga sprawa to protekcja i nepotyzm występujące przy rekrutacji do szkół średnich lub na wyższe uczelnie. Kandydaci na studentów medycyny lub prawa dostają się na uniwersytet bez żadnych problemów jeżeli mają koneksje wśród cenionych przedstawicieli tych zawodów. Nawet wtedy, kiedy wcale nie wyróżniają się wynikami w nauce czy talentem. A z kwitkiem odchodzą ci, którzy mogliby zostać naprawdę doskonałymi adwokatami czy prokuratorami. I to nie z przymusu, a z powołania. Odrzuceni dowiadują się potem, że zabrakło im tylko jednego punktu i niestety rektor odmówił im przyjęcia na uczelnię i „zaprasza za rok”. Tak samo rzecz się ma jeśli chodzi o krewnych wpływowych osób – głupia córka wojewody może liczyć na miejsce wszędzie. Jej zdolna i pracowita rówieśnica nie ma jednak szans, gdy jej rodzice są „zaledwie” księgowymi.
Mam nadzieję, że w mojej pracy udało mi się udowodnić, że szkoła, działająca w jak najbardziej zbożnych celach, nie zawsze cele te realizuje i, niestety, uczy młodych ludzi także nieuczciwości. Mimo, że zdecydowana większość obecnych czy byłych uczniów zna niesprawiedliwość szkolną z autopsji, to istnieją przecież nauczyciele pryncypialni i konsekwentni, którzy nie dopuszczają możliwości wyróżnienia czy faworyzowania pojedynczych wychowanków. Są to przeważnie profesorowie o długoletnim stażu, oschli i surowi, pełni charyzmy, nie tolerujący żadnej niesubordynacji czy dezynwoltury. Jakkolwiek nieliczne są to przypadki, rzesza pozostałych nauczycieli wyrównuje za nich średnią statystyczną.
Niestety, nie można z czystym sumieniem nazwać szkoły sprawiedliwą, a o wykładowcach powiedzieć, że są nieskazitelnej moralności. Czyż nie są oni jednak tylko ludźmi?

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 2 minuty