profil

Czy chciałbyś być uczniem klerykowskiego gimnazjum ? – rozprawka (S. Żeromski „Syzyfowe prace”)

poleca 88% 107 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

Gimnazjum w Klerykowie to szkoła, do której uczęszczali bohaterowie lektury „Syzyfowe prace”. Spędzali w niej większość swojego życia, dlatego warunki panujące w tej szkole były bardzo ważne dla rozwijania ich charakterów. Było to gimnazjum zarządzane przez władze rosyjskie, uczyli w nim prawie wyłącznie nauczyciele Rosjanie. Oczywiście język zaborcy był językiem wykładowym, a program miał na celu przede wszystkim wynarodowienie polskich uczniów i zrobienie z nich posłusznych poddanych cara.
Dlatego odpowiedź na pytanie zawarte w temacie może być tylko jedna: nie chciałbym być uczniem klerykowskiego gimnazjum.
Przede wszystkim nie do wytrzymania wydaje mi się zakaz mówienia po polsku. Przecież każdy z uczniów, za wyjątkiem kilku chłopców z rosyjskich rodzin, mówił od najmłodszych lat po polsku. Matki śpiewały im w naszej mowie kołysanki, uczyły modlitw polskich, opowiadały bajki. Tak więc język używany w tej szkole był dla nich obcy i trudny. A za mówienie po polsku można było zostać ukaranym, a nawet wyrzuconym ze szkoły. Poza tym rodzice mogli mieć z tego powodu kłopoty. Z zakazem mówienia po polsku wiązała się również zasada, że nie wolno czytać żadnych książek z literatury narodowej. Dzieci nie miały żadnej możliwości poznawania kultury i tradycji narodowej. Nawet religia katolicka, najczęściej wyznawana przez Polaków, była ośmieszana, a władze rosyjskie mile widziały przechodzenie na prawosławie - oficjalne wyznanie w Imperium Rosyjskim.
Następnym, trudnym do zniesienia zwyczajem panującym w tej szkole była nauka na pamięć wiadomości z różnych przedmiotów. Właściwie, żeby dostać dobrą ocenę trzeba było „kuć”, a profesorów nie obchodziło, czy uczeń rozumie materiał, o którym mówi. Na lekcjach profesorowie głównie zadawali materiał do opanowania, a większość pracy wykonywali sami uczniowie, opanowując całe strony na pamięć. Taka metoda wydaje mi się okropnie trudna i nudna.
Kolejną sprawą, która mnie przeraża w gimnazjum klerykowskim, jest wrogi i zimny stosunek nauczycieli do uczniów. Ludzie ci nie mieli nawet cienia sympatii dla swoich uczniów, traktowali ich jak tresowane zwierzęta. Jedyną metodą wychowawczą był strach i dyscyplina. Uczniowie byli zastraszeni, nie mieli do nauczycieli zaufania, uważali ich za wrogów. Dlatego bardzo rozrabiali, i starali się zrobić pedagogom na złość w taki sposób, żeby nie zostać złapanym. Ta cicha wojna powodowała, że uczniowie czuli się w szkole bardzo nieprzyjemnie, obco. Z byle powodu młodzież była karana chłostą, nauczyciele krzyczeli na nich, upokarzali i ośmieszali. Zwłaszcza dotyczyło to uczniów biednych, których rodzice nie mogli stanąć w ich obronie. Powodowało to, że uczniowie w ogóle tracili zaufanie do dorosłych.
Okropna atmosfera panowała także wśród uczniów. Złe traktowanie przez nauczycieli sprawiało, że niektórzy słabsi charakterem chłopcy prubowali się podlizywać swoim prześladowcom. Dbali przede wszystkim o swoje interesy, żeby uniknąć kary byli zdolni naskarżyć na kolegę, donosili na siebie, dokuczali sobie nawzajem. Często wyśmiewali się ze słabych i bezbronnych. Ci najbiedniejsi, jak na przykład Andrzej Radek, nie mieli przyjaciół, nikt nie stawał w ich obronie. Brakowało wśród nich solidarności i wzajemnej pomocy. Myślę, że zwłaszcza ci bardziej wrażliwi, jak Marcin Borowicz, musieli czuć się strasznie w takiej szkole.
Na każdym kroku czyhało na te biedne dzieci niebezpieczeństwo związane ze szkołą. Nawet, kiedy skończyły się lekcje, nie mogli robić tego, na co mieli ochotę. Na każdym kroku czyhało na te biedne dzieci niebezpieczeństwo związane ze szkołą. Nawet, kiedy skończyły się lekcje, nie mogli robić tego, na co mieli ochotę. Jeżeli zostali złapani na ulicy na tym, że mówią po polsku, groziła im kara. W domach uczniów i na stancjach były przeprowadzane przez profesorów rewizje i kontrole. Przyłapani na posiadaniu zakazanych książek, mogli zostać nawet usunięci ze szkoły. Groziły im również kary państwowe, za spiskowanie przeciwko carowi. Przy okazji przyzwyczajali się do atmosfery szpiclowania, donoszenia. Nie mieli poczucia prywatności. Aby ukryć różne grzechy, jak np. palenie papierosów lub picie alkoholu, uczyli się oszukiwać, ukrywać. Myślę, że to bardzo źle wpływało na psychikę dzieci.
W nieco lepszej sytuacji byli chłopcy, których rodzice mieszkali w Klerykowie. Rodzice sami ich pilnowali, więc nauczyciele-kontrolerzy nie mieli prawa ich śledzić w miejscu zamieszkania. Znacznie gorzej było tym, którzy mieszkali na stancjach. Do wstrętnej atmosfery w szkole, szykan i prześladowania oraz braku przyjaciół, dochodziła tęsknota za rodziną. Młodzi chłopcy mieszkali przewarznie w pokojach wynajmowanych u obcych ludzi. W jednym pokoju mieszkało często kilku uczniów, przeszkadzali sobie nawzajem, mieli złe warunki do nauki. Wynajmujący stancje byli zobowiązani do opieki nad dziećmi, które powierzali im rodzice, ale nie zawsze dobrze wywiązywali się z tego zadania. Np. panie Przepiórkowskie nie umiały pocieszyć stęsknionego Marcinka Borowicza, a cała ich troska polegała na proponowaniu czegoś do zjedzenia.
Wszystkie zaprezentowane tu argumenty przekonują mnie, że gimnazjum w Klerykowie było bardzo przykrym miejscem w którym młodzi ludzie nie tylko czuli się obco i źle, ale przede wszystkim nabierali złych nawyków i przyzwyczajeń. Poziom nauki nie był zbyt wysoki, za to następowało tam „pranie mózgu” , które zamieniało małych Polaków w niewolników imperium. W dodatku atmosfera strachu i donosicielstwa wypaczała młode charaktery. Oby nigdy więcej nie powstawały już takie szkoły.

Podoba się? Tak Nie
Sprawdzone hasła:

Czas czytania: 4 minuty