profil

Różne spojrzenia na II wojnę światową w literaturze i filmie - omów na wybranych przykładach.

poleca 85% 151 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

II wojna światowa - CZAS APOKALIPSY SPEŁNIONEJ?
Wojna - klęska ludzkości, katastrofa, zagłada cywilizacji. Zmierzch wartości.
Druga wojna światowa „kosztowała” świat ok. 50mln istnień ludzkich. Fizycznych. Olbrzymie straty, choć jak powiedział Stalin „kiedy ginie jeden człowiek to tragedia, kiedy giną miliony to statystyka”(przerażające) A przecież każde życie stanowi dla kogoś 100%. Zbombardowano też wiele zakładów przemysłowych, zniszczono mosty, komunikacja, łączność i gospodarka leżały w gruzach, miliony ludzi straciły dach nad głową, rolnictwo ledwo dyszało. Dotkliwe straty, szacowanie ich zajęło sporo czasu, a i tak wyniki nie oddają całego ogromu zniszczeń.
Ale co z tymi stratami, które są nie do oszacowania w żaden sposób? Co z cierpieniem, strachem, bólem, tęsknotą rozpaczą? Co z nieogarnionymi pokładami nienawiści?) Czy świat po wojnie mógł w ogóle istnieć? W jakim wymiarze? Nad pewnymi sprawami nie można, po prostu nie można, przejść do porządku dziennego.
Dla Kolumbów był to koniec młodości, niewinności. W niektórych bezpowrotnie umarło poczucie bezpieczeństwa, ufność, wiara, miłość, nadzieja. Dla każdego chyba, kto doświadczył II wojny był to koniec świata. Wiele było podczas wojny końców świata. W „Pianiście” zapłakane, osamotnione dziecko z pustą klatką nie może znaleźć ptaszka. To jego tragedia. Jego koniec świata. Ile ludzi tyle końców małych światów.
Z drugiej strony ta wojna to też czas bohaterów, ludzi niezwykłej odwagi gotowych na wielkie poświęcenie w imię miłości, przyjaźni, przetrwania. Kochających świat, ludzi, życie.
CZŁOWIECZEŃSTWO „MASZYN DO ZABIJANIA”
Szerokie, niskie czoło, jasne, sztywne, króciutko obcięte włosy, wąskie, ściągnięte usta, poczucie własnej wartości bijące z każdego kroku, spojrzenia i wypowiedzianego słowa. Nienagannie wyprasowany mundur, lśniące guziki, wypastowane buty. Groźba śmierci wyzierająca z oczu, kryjąca się w gestach, kiełkująca w myślach. Okrutny, opanowany, bezduszny morderca. Taki hitlerowiec mieszka w wyobraźni wielu z nas. Zarówno tych, którzy taki obraz zapamiętali, jak i tych, którzy znają go tylko z przekazu. Krzywdzące jest już samo określanie wszystkich żołnierzy niemieckich mianem hitlerowców. Nie każdy członek Wehrmachtu był zwolennikiem Hitlera. Większość żołnierz nie czytała „Mein Kampf”.
Młodzi Niemcy, miotani takimi samymi namiętnościami jak ich rówieśnicy we wszystkich krajach świata, podatni na propagandę, zależni od rodziców, powoływani do obowiązkowej służby wojskowej, wychowani na posłusznych patriotów często ze ślepym przekonaniem słuszności i prawości swych czynów wykonywali rozkazy. Wychowanie ma oczywiście duży wpływ na moralność, ale to serce i sumienie ostatecznie weryfikują przyzwoitość czynów i idei. Żołnierze Wehrmachtu mieli tak samo jak Akowcy, żołnierze RAFU, Marines czy Ruchu Oporu, rodziny, byli synami, ojcami, mężami. Wielu z nich zaczytywało się przed wojną Balzakiem, wieczorami ocierali ukradkiem łzy wzruszenia w operze, a po niedzielnej mszy bawili się z dziećmi lub zabierali narzeczone na romantyczne wycieczki. Wydawałoby się, że takich ludzi niełatwo wyłuskać z wrażliwości, trudno też nagiąć ich kręgosłup moralny. Największą ich słabością była często miłość do rodziny, chęć zapewnienia jej dobrej przyszłości materialnej i statusu społecznego. Np. powodowany miłością ojcowską Blockfuhrer Kranz (z „Pozwólcie nam krzyczeć”) przysyłał swoim pociechom pomarańcze i ubrania zdobyte na więźniach Auschwitzu. Jednak większość żołnierzy borykała się codziennie z ważkimi wyborami. Dylematów zdawał się nie mieć kapitan Hosenfeld, kiedy kupował żydowskim dzieciom buty i jedzenie, kiedy ratował Szpilmana, kiedy przymykając oczy darował życie wielu ludziom.
Żołnierze „słusznej” strony często nie byli kryształowi. Heroiczność wielu z nich jest nie do podważenia, i nie mam zamiaru odejmować im zasług ani bagatelizować cierpienia, ale nie można udawać, że każdy walczący przeciwko Hitlerowi był uosobieniem cnót i z poczucia obowiązku szedł ginąc za Ojczyznę.
Cyniczny i zmęczony dwulicowym światkiem Nowego Jorku Michael, scenarzysta filmowy, został żołnierzem ze zwykłej przyzwoitości, brzydził się unikaniem wojska, bał się pełnych wyrzutu spojrzeń. Od początku do końca zdystansowany, nie popadał w skrajności. W wojnie najbardziej raził go brak możliwości zaspokojenia najbardziej podstawowych potrzeb bez narażania godności.
Płowy przystojny instruktor narciarstwa, z przerażeniem patrzący na wybryki nazistowskiej partii i ludzi nią otumanionych, sfrustrowany swoją nikłą rolą w społeczeństwie, miał poczucie, że marnuje życie. Z czasem też przesiąknął umiarkowanie nacjonalistycznymi ideami i uważał, że tolerancja, demokracja, wysoki poziom moralny to luksusy na które uboga, poniewierana Austria nie mogła sobie pozwolić. Taki był przed wojną Christian Diestl. Wyrzucał sobie, że „świat się wali, rasa ludzka ginie, a on uczy małe dziewczynki jak zjeżdżać ze wzgórza po drodze nie zarywając nosem w śnieg”. Dopiero gdy jako żołnierz wkroczył w szeregach zwycięskiej niemieckiej armii do Paryża poczuł, że jest potrzebny, że to nie bycie instruktorem było jego powołaniem. Nie był antysemitą, nie pałał nienawiścią do Słowian, żołnierka to był jego sposób na pełne używanie życia. Realizował się na wojnie, widział w niej ratunek dla ukochanej Austrii i całej Europy. Zginął od granatu dobrodusznego Michaela.
CODZIENNOŚĆ
Ciepły lipcowy wieczór na południu Francji. Po leniwie upalnym dniu miasteczko budzi się do nocnego życia. Okiennice otwierają się, na chodnikach wyrastają lasy taboretów, krzeseł, ławek, chłopcy i dziewczęta ścigają się na rowerach, stare kobiety szydełkują i rozkoszują się swoją śpiewną mową. Rozprawiają o słabym sezonie. Jest 1940 rok, Europą miota straszliwa wojna, ale życie musi toczyć się dalej. Ludzie muszą coś jeść, w coś się ubierać, ogrzewać mieszkanie, przemieszczać się, pracować i odpoczywać.
U Borowskiego, Szpilmana, Fleszarowej, Grzesiuka, Bobkowskiego kwitnie czarny rynek. Obrotni Paryżanie, sprytni Warszawiacy bogacą się przekupując strażników, żołnierzy, urzędników.
Ludzie zarabiający na wojnie – zawsze byli i będą. Wojna to wymysł bogatych, którzy chcą być jeszcze bogatsi. (Jak pisał Tuwim „Do prostego człowieka”: O, przyjacielu nieuczony,
mój bliźni z tej czy innej ziemi!
wiedz, że na trwogę biją w dzwony
króle z panami brzuchatemi;
wiedz, że to bujda, granda zwykła,
gdy ci wołają: "Broń na ramię!",
że im gdzieś nafta z ziemi sikła
i obrodziła dolarami;
że im coś w bankach nie sztymuje,
że gdzieś zwęszyli kasy pełne
lub upatrzyły tłuste szuje
cło jakieś grubsze na bawełnę)
Sprawy codzienne, te najbardziej przyziemne, okazują się być najważniejszymi w czasie wojny. Myśli krążą wokół bochenka chleba, garści kaszy, litra mleka. O kawie, maśle czy mięsie przeciętnym ludziom pozostaje marzyć. Energia przeznaczana jest na zdobycie fundamentalnych środków do życia. Wojenna codzienność to walka z głodem, pragnieniem, bólem. Bobkowski ironizuje: O czym będzie się myśleć, gdy kilogram cukru przestanie być wydarzeniem historycznym?
Tak jak w polskich, tak i w niemieckich kościołach modliły się matki, żony, córki, kochanki, siostry. Wszystkie drżały o życie tych, których kochały i przeklinały, nierzadko życząc śmierci, ukochanych innych. Sroga Frau Huber, właścicielka piekarni w przemysłowym Edelheim, gdzie pracowała Magdalena, bohaterka „Pozwólcie nam krzyczeć” za śmierć jedynaka nie obwiniała „drugiej strony” tylko chore ambicje Hitlera i pazerność niemieckich urzędników i wysokich stopniem wojskowych. Kojące pocieszenie znalazła w ramionach Polki i Belgijki.
Dominique, paryski szachraj, rzezimieszek i chuligan, którego nikt nie podejrzewałby o rycerskość, wykazuje się odwagą i prawością w sytuacjach skrajnych, wielokrotnie ratując Magdalenę z opresji.
Obozowa codzienność u Borowskiego jest potworna w swojej sugestywności. Przeraża zezwierzęcenie i, tak naturalna przecież, chęć przetrwania, ukochanie życia. Gdzie zaczyna się walka o byt kończą się często charaktery ludzkie, zanika solidarność, współczucie, zwykła przyzwoitość. Życiem obozowym rządziły interesy, układy, każdy miał określone miejsce w hierarchii i nie mógł liczyć na nic co wykraczało poza to co dla jego pozycji było przewidziane.
Obozy nie miały wyłączności na odczłowieczanie ludzi. Miasto nie chroniło przed zezwierzęceniem. Doświadczył tego Władysław Szpilman, gdy zagłodzony i chory na żółtaczkę nie mógł doczekać się zainteresowania od człowieka, który zbierał pieniądze na żywność dla pianisty. Policjanci żydowscy, okładający pałkami rodaków na Umschlagplatzu i korzący się przed SS-manami naśmiewając się z jadących na śmierć ludzi, także nie byli wzorem szlachetności.
DZIECI I WARIACI – NAIWNOŚĆ I NIEWINNOŚĆ
Śmierć to podróż do nieba, seks to bocian albo pole kapusty, zło jest be, Bóg to „Bozia”, ból to „ziazi”. Nieporadne tłumaczenia, wygodne substytuty rzeczy, które trudno wyjaśnić małemu człowiekowi. A jak wytłumaczyć dziecku nienawiść? Bezpodstawną, dziką nienawiść?
Benigni w „Życie jest piękne” nie podejmuje się tego wyzwania. Jego Guido za wszelką cenę pragnie ocalić bajkowy świat synka przed brutalną rzeczywistością. Wymyśla zabawę, w której główną wygraną jest czołg, w gruncie rzeczy grą toczy się o życie. To, czego dokonuje aby mały Jozue nie stracił dzieciństwa, może wydać się absurdalne, komiczne, obraźliwe, świętokradzkie. Moim zdaniem jest to najwyższy dowód miłości i poświęcenia. Nonsensowne jest natomiast nazywanie filmu Benigniego komedią.
Absurd to jedno z najpopularniejszych słów używanych do określania sytuacji zaistniałych podczas II wojny światowej. O absurdzie mówi Dorota, znajoma Szpilmana, na widok wywieszki informującej o zakazie wstępu Żydom do kawiarni. Także Guido i Jozue natykają się na taką tablicę. Ojciec poprzez proste tłumaczenie odsłania nonsensowność zakazu i antysemityzmu.
„Życie jest piękne” pomimo farsowego charakteru, ukazuje tragedię obozu, właśnie poprzez zawoalowanie najbrudniejszych rzeczy. Im zabawniejsza sytuacja jeśliby ją pozbawić pseudo wojennego obramowania tym tragiczniejszy wydźwięk ma ona w konfrontacji z realiami wojny.
„Pociąg życia”, podobnie jak „Życie jest piękne”, określany jest, moim zdaniem, całkiem niesłusznie, mianem komedii o Zagładzie. To raczej film, który używa śmiechu tam, gdzie inne posiłkują się patosem. Śmiejemy się, żeby nie cierpieć. Śmiech jest, tak jak cierpienie, jednym z podstawowych doświadczeń ludzkich. Film ten to baśniowa, czy nawet wariacka, przypowieść o cudowności życia, na końcu której reżyser funduje nieoczekiwane uderzenie obuchem. Wzruszający obraz wojny, dający do myślenia bez uciekania się do dosłowności koszmaru Holocaustu.
WOJNA ZE WSPOMNIENIAMI
„Rzeźnia numer 5” to powieść o wojnie napisana w konwencji sciene-fiction. Niedorzeczność? Niekoniecznie. Chaotyczny sposób uporządkowania materiału, podróże w czasie i przestrzeni, wspomnienia, rzeczywistość, brak logicznego uporządkowania czasowego rozwoju akcji... Tak wygląda psychika człowieka, który przeżył wojnę i wspomina ją. Podtytuł powieści „krucjata dziecięca” pokazuje, jak niewiele dzieliło człowieka XX wieku od średniowiecznego zabobonnego dewoty, gotowego wysyłać dzieci na śmierć w imię idei przesiąkniętych nienawiścią.
Vonnegutowski Billi Pilgrim nie może poradzić sobie z życiem po wojnie, miotając się między rzeczywistością, wspomnieniami a tajemniczą planetą Tralfamadorią. Trafił do niewoli niemieckiej, przeżył bombardowanie Drezna, winiono go za śmierć jednego ze współwięźniów. Żył w ciągłym rozbiciu, niepewności, nękała go przeszłość.
Inaczej na świat po wojnie i swoją pozycję w nim patrzyli bohaterowie Barlowa. Rozgoryczeni, łaknący uznania dla swego bohaterstwa, pełni żalu dla społeczeństwa, za które walczyli, a którym rządzi nie męstwo a pieniądz, nie chcą pogodzić się z powojenną rzeczywistością.
Zdaniem Borowskiego ktoś, kto przeżył obóz koncentracyjny, miał zbrukane sumienie. To co zobaczył i czego dotknął, nie pozwoli mu żyć spokojnie. Sam fakt bycia w obozie, nawet starając się nie tworzyć jego koszmaru, stanowi "winę". Jednocześnie uniknięcie śmierci nie jest równoznaczne z ocaleniem. Borowski tak ukochał człowieka, że nie mogąc pogodzić się z tym, co widział w obozie, odebrał sobie życie kilka lat po wojnie.
PODSUMOWANIE
Światem od zawsze targały wojny, II wś nie była pierwszą, ani też, o zgrozo ostatnią, ale była pierwszą wojną skierowaną całym impetem i tak otwarcie przeciwko człowieczeństwu. Miała być tryumfem nienawiści, pychy, pogardy. Doszła do doskonałości w walce przeciwko człowiekowi, niszcząc go nie pozwalała mu nawet zrobić pożytku z jego cnót. II wojna światowa to arena, na której ścierają się nie narody, państwa, czy idee, ale dobro i zło. To konflikt pomiędzy XX wieczną cywilizacją a średniowiecznym barbarzyństwem. Ta wojna zawiała nad Świat pogański chłód, cofając ludzkość o wiele wieków.
Według mnie właśnie dopiero w ekstremalnych warunkach można poznać człowieka. Nie wierzę, że głód i strach zabija człowieczeństwo w każdym. Moim zdaniem Borowski przerysowuje obozowe zło. Gdyby wszyscy ludzie, znalazłszy się w sytuacji ekstremalnej, byli tacy jak ci przedstawieni w „Opowiadaniach” Hitler wygrałby wojnę.
Jednak jakkolwiek by na II wojnę światową nie patrzeć, od którejkolwiek strony by jej nie pokazać, zawsze na pierwszy plan wysunie się cierpienie, którego jest nieusychającym źródłem.
Każdy utwór, który mówi o wojnie, każdy człowiek, który o wojnie świadczy niesie w sobie przestrogę. Przypomina lub uświadamia tragizm wojny i rozpaczliwie krzyczy o pokój.

Patrioci mówią o umieraniu za ojczyznę, lecz nie wspominają o zabijaniu za ojczyznę (Bertrand Russel)
Nic nie położy kresu wojnom, jeśli ludzie sami nie odmówią swego w nich udziału. (Einstein)
Nie wiem jaka broń będzie użyta w trzeciej wojnie światowej, ale czwarta będzie na maczugi (Einstein)
Za wojnę są odpowiedzialni nie tylko ci, którzy ją bezpośrednio wywołują, ale również ci, którzy nie czynią wszystkiego co leży w ich mocy, aby jej przeszkodzić. (Jan Paweł II)
Dla pokoju trzeba ryzykować tak samo, jak w trakcie wojny. . . Jeśli boisz się postawić sprawę na ostrzu noża, już przegrałeś. (John Dulles Foster)
Wojna nigdy nie kończy się dla tych, co walczyli. (Curzio Malaparte)

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 12 minuty