profil

Przedstaw dylematy moralne władcy i władzy w literaturze wybranych epok

poleca 85% 178 głosów

Treść Grafika
Filmy
Komentarze
Juliusz Słowacki

W mojej pracy pragnę zająć się ukazanym w literaturze motywem władzy, a ponieważ jest to temat bardzo rozległy, chciałbym skupić się przede wszystkim na aspekcie deprawacji człowieka przez władzę.
Aby w pełni zrozumieć wszystkie zawiłości związane z tym tematem, trzeba przywołać definicję słowa „władza”. Według „Małego słownika języka polskiego” władza to „zdolność używania czegoś w sposób dowolny, poruszania czymś, moc, siła”. Tak samo „władca” to człowiek, który włada czymś, ma władzę nad czymś, panuje. Władzę zwykle określamy jako możliwość kierowania innym człowiekiem bądź grupą ludzi i konieczność brania odpowiedzialności za podejmowane decyzje. Im więcej osób podporządkowanych jest owemu kierownictwu, tym szerszy jest zakres władzy. Dlatego najczęściej kojarzymy ją ze zwierzchnictwem nad państwem czy społeczeństwem.
Władzę, rzec by można „teoretyczną”, reprezentuje król z powieści Antoine de Saint Exupery`ego „Mały Książę”. „Królowi bardzo zależało, aby jego autorytet był szanowany. Nie znosił nieposłuszeństwa. Był to monarcha absolutny. Ponieważ jednak był bardzo dobry, dawał rozkazy rozsądne.(...) „ - Autorytet opiera się na rozsądku. Jeśli rozkażesz twemu ludowi rzucić się do morza, lud się zbuntuje. Ja mam prawo żądać posłuszeństwa, ponieważ moje rozkazy są rozsądne” - mawiał. W jego pojęciu rządzenie polegało na wydawaniu rozkazów oraz skazywaniu na śmierć i ułaskawianiu starego szczura – jedynego mieszkańca planety 325. Tak pojęta władza jest łatwa i nie rodzi żadnych dylematów i rozterek.
Literatura często odnosi się do motywu władcy i decyzji przez niego podejmowanych. Co ciekawe, wśród ogromnej ilości dzieł literackich niewiele jest utworów ukazujących panującego monarchę, przywódcę, lidera jako osobę nieomylną, prawą, nieskazitelną. Przeciwnie – teksty literackie często podkreślają, że mamy do czynienia ze słabym człowiekiem ze wszystkimi wadami swojego gatunku. Ciekawym motywem wykorzystywanym w wielu utworach jest zobrazowanie diametralnej przemiany, która zachodzi w człowieku pod wpływem ogromu siły i możliwości, jaką daje mu władza. Bohater przedstawiony początkowo jako osoba darzona szacunkiem dzięki swojej roztropności i nieskazitelności, właśnie pod wpływem władzy przeistacza się w istnego potwora rządzonego irracjonalnymi pobudkami i szarpanego krwiożerczymi instynktami.

Sztandarową, można by rzec, postacią obrazującą tą przemianę jest tytułowy bohater dramatu W. Szekspira pt. „Makbet”. Tytułowy bohater był oddanym rycerzem króla Szkocji - Dunkana. Uznawał go za swojego pana, cenił za dobroć, wielkoduszność i sprawiedliwość.
Makbet to człowiek prawy, cieszący się wielkim uznaniem, poważany i lubiany. Jednak, gdy trzy wiedźmy przepowiadają mu, iż w przyszłości zostanie królem, budzą się w nim najskrytsze żądze skutecznie podjudzane przez żonę – Lady Makbet. To ona, nie przebierając w środkach, pomagała mężowi zrealizować jego skryte pragnienie władania.
Ambicja może być zjawiskiem pozytywnym. Państwo Makbet rozumieli ją jednak jako niczym nieograniczone dążenie do osiągnięcia wymarzonego celu. Celem tym było objęcie tronu Szkocji. Oczywiście, mogli czekać na szczęśliwy dla nich zbieg okoliczności, jak naturalna śmierć króla. Miał on jednak jeszcze synów, którzy dziedziczyli po nim tron. Dlatego Makbet czuł, że nie może tylko spokojnie czekać na spełnienie się przepowiedni wiedźm. Postanowił pomóc losowi i zabić Dunkana. Nie było to jednak łatwe. Zastanawiał się nad konsekwencjami, miał wyrzuty sumienia. Lady Makbet, nazywając go tchórzem, szybko rozproszyła te wątpliwości. Kazała mężowi doprowadzić sprawę do końca. Makbet chciał odwieść żonę od zbrodni, jednak przyszła królowa była nieugięta. Jej słowa spowodowały, że w głowie męża rozsądek zaczął kłócić się z chciwością, żądzą władzy. W końcu uległ nieodpartej pokusie zawładnięcia tronu i zabił króla.
Obsesja zagarnięcia władzy coraz bardziej opanowuje umysł Makbeta. W myśl wypowiedzianych przez siebie słów: „Zły plon bezprawia nowym się tylko bezprawiem poprawia” uśmiercił swojego przyjaciela Banka, obawiając się przepowiedni wiedźm, że zostanie on ojcem królów. To morderstwo było już dla niego proste, popełnił je z lekkim sercem, nie miał wyrzutów sumienia, wynajmując zabójców. Te dwie zbrodnie pociągnęły za sobą kaskadę okrutnych wydarzeń: zgładzenie żony i dziecka swego byłego przyjaciela, Makdufa,.
Makbet traci powoli wszelkie ludzkie uczucia, oprócz podświadomych wyrzutów sumienia objawiających się poprzez zjawy osób, które zamordował. Najważniejszym celem staje się dla niego utrzymanie zdobytej pozycji. Z obojętnością przyjmuje wiadomość o samobójstwie swojej żony, która przedtem popadła w szaleństwo i bezskutecznie próbowała zmyć z rąk wyimaginowaną krew ofiar, do śmierci których się przyczyniła.
Dramat kończy się okrutnie – wojska Makbeta buntują się przeciwko niemu, osaczony postanawia się bronić do ostatka, odsuwa myśli o poddaniu się, w końcu ginie z ręki Makdufa. Tron powrócił w prawowite ręce – władcą został syn Duncana, Malkolm.
Analizując działania Makbeta i jego żony, można dojść do wniosku, iż w każdym człowieku tkwi żądza władzy i trzeba tylko odpowiednich okoliczności, aby się ujawniła. U Makbeta stało się to po wysłuchaniu przepowiedni wiedźm. Nie należy jednakże pomijać roli Lady Makbet, która pragnęła władzy jeszcze bardziej niż jej mąż i w tym celu nieustannie podjudzała go do popełnienia zbrodnii królobójstwa a nawet sama podłożyła sztylety śpiącym sługom, by rzucić na nich podejrzenie.
Fabuła dzieła jest idealnym przykładem narkotycznych właściwości władzy. Apetyt rośnie w miarę jedzenia – Makbetowi nie wystarczy samo bycie władcą, z czasem pragnie stać się władcą absolutnym – tyranem budzącym postrach i szacunek. Właśnie te uzależniające własności władzy były przyczyną zguby Państwa Makbet.
Interesującym jest fakt odrzucenia myśli o poddaniu się Makbeta w krytycznej dla niego sytuacji. Jak na ironię, decydując się na pewną śmierć, a nie na haniebne oddanie się w ręce wroga, zachował się jak prawdziwy władca – poświęca swoje życie w zamian za zachowanie swojej godności.

„Makbet” to nie jedyne dzieło Szekspira, w którym porusza on problem bezkompromisowego dążenia do władzy. Również w „Hamlecie” Szekspir ukazuje ludzką chciwość, żądzę władzy, chęć zdobycia bogactw i zaszczytów.
Klaudiusz, brat, a jednocześnie morderca ojca Hamleta, kochanek a później mąż Gertrudy – żony prawowitego króla, jest człowiekiem, który w celu zdobycia władzy nie wahał się przed dokonaniem zbrodni królobójstwa. Ma świadomość, że objął tron, który prawem dziedziczenia przynależny jest Hamletowi. Początkowo nie zdaje sobie sprawy, jakim groźnym przeciwnikiem może być syn zamordowanego władcy. Nie chce wysyłać Hamleta z powrotem do Witterbergi, zamierza pozostawić go na swoim dworze jako „dworzanina, krewnego i syna”. Rezygnuje, widząc zachowanie Hamleta i podejrzewając, że ten wie, iż popełnił straszliwe morderstwo – bratobójstwo.
Klaudiusz ma poczucie winy. Jego psychika po objęciu władzy uległa zmianie. Chciwość i żądza władzy doprowadziły go do wielkiego nieszczęścia, sprawiły, że nie kontrolował swoich czynów: zabił brata, poślubił jego żonę. Sam o przyczynach zbrodni mówi: „To wszystko, co mię wiodło do morderstwa: Koronę, władzę, żonę brata”. Ma wyrzuty sumienia, ale nie może cofnąć czasu i wszystkiego naprawić. Znalazł się w sytuacji bez wyjścia. Podobnie jak w „Makbecie” władza, którą tak pragnął zdobyć, uczyniła go samotnym i w tejże samotności umiera.

Motyw dążenia do władzy pojawia się też w polskiej literaturze. Doskonałym przykładem jest „Balladyna” tytułowa bohaterka tragedii Juliusza Słowackiego. To dziewczyna z ludu, która zdobyła władzę nad ludem. Przez przypadek wchodzi na drogę społecznego awansu (pomyłka Skierki), ale narkotyczne właściwości władzy szybko dają znać o sobie. Sukces uczy ją bezwzględności. Najpierw morduje swoją siostrę, następnie, by zatuszować wszelkie ślady, zabija niewinnego posłańca. Wypędza też swoją matkę z pałacu, by nie przysparzała jej problemów. Kolejną ofiarą jest Pustelnik – prawowity władca Polan oraz mąż – Kirkor, którego uśmierca rękami Fon Kostryna. Ten ostatni z kolei ginie poczęstowany zatrutym chlebem. Na koniec pewna bezkarności władczyni zezwala na męczeńską śmierć własnej matki, która nie chce wyjawić imienia zbrodniarki. Ponieważ ludzka sprawiedliwość nie może jej dosięgnąć - ginie rażona piorunem, przedtem trzykrotnie wydając wyrok na siebie samą. Prawo natury okazało się silniejsze niż władca, który nie szanuje prawa stanowionego.

Mówiąc o zbrodniach często towarzyszących obejmowaniu władzy, należy wspomnieć traktat „Książę” autorstwa Niccolo Machiavelliego. Naucza on, iż do władzy książęcej dojść można na dwa sposoby, albo drogą zbrodniczą i niecną, albo tak, że człowiek prywatny, dzięki poparciu innych obywateli, stanie się władcą swojej ojczyzny. Agatokles Sycylijski wymordował wszystkich najzamożniejszych i sam sprawował władzę w Syrakuzach. Pozostał sławny, ale nie była to sława dobra. Machiavelli dopuszcza możliwość jednokrotnego popełnienia zbrodni, ale jeżeli ktoś ze strachu cały czas popełnia zbrodnie, ludzie mogą przestać go szanować i wystąpić przeciw niemu. Przypominam, że nie jest to fikcyjna wypowiedź narratora, ale zdanie postaci historycznej, co uzasadnia moją opinię na temat deprawacji człowieka przez władzę.

Można być albo dobrym władcą, albo dobrym człowiekiem – do takiej konkluzji może dojść odbiorca tragedii Sofoklesa „Antygona”. Kreon to władca autokratyczny - ustanowione przez niego prawo nie podlega dyskusji. Jednak stara się rządzić sprawiedliwie, co oznacza, że wydane rozkazy muszą spełniać wszyscy - również rodzina.
„Jeśli wśród rodziny
Nie będzie ładu, jak obcych poskromić?
Bo kto w swym domu potrafi się rządzić,
Ten sterem państwa pokieruje dobrze;”
Narzeczona syna władcy, tytułowa Antygona, grzebie zwłoki brata – zdrajcy, nie zważając na konsekwencję swego czynu, a jest nią kara śmierci. Kieruje się odruchami ludzkimi: miłością do bliskiej osoby i głęboką wiarą w boskie nakazy. Ingerencję w prywatne sfery ludzkiego życia nazywa tyranią:
„Ale tyranów los ze wszech miar błogi,
Wolno im czynić, co zechcą, i mówić.”
Kreon musi być bezlitosny, bo uważa, że anarchia prowadzi do zguby państwa, a jedynym lekarstwem na jego umocnienie są rządy twardej ręki.
„Nie ma zaś większej klęski od nierządu:
On gubi miasta, on domy rozburza,
On wśród szeregów roznieca ucieczkę.”
Płaci ogromną cenę (traci żonę i syna) za nieliczenie się z faktem, że ludzie podlegają również innym prawom i że nie można rządzić niczyimi uczuciami.
Postawa Aleksandra (Parysa), bohatera „Odprawy posłów greckich”, jest zaprzeczeniem poprzedniej. Jego miłość do Heleny, a może tylko potrzeba posiadania najpiękniejszej kobiety świata, ściąga klęskę na Troję. Przedkłada on własne sprawy nad sprawy państwa, a jego doradcy nie potrafią dostatecznie mocno się temu sprzeciwić. Trojan spotka zagłada opisana przez Homera w „Iliadzie”, bo dobro i bezpieczeństwo obywateli okazało się mniej ważne od romansów młodego księcia. Taka postawa władcy jest jednoznacznie negatywna, bowiem powinien on mieć świadomość wielkiej odpowiedzialności za swoje czyny.
Władza daje nieograniczone możliwości, a w miarę ich odkrywania apetyt rośnie. Wiele jest przykładów, w których przywódca rozpoczyna swoje rządy na pozór demokratycznie, ale wkrótce znajduje się poza prawem obowiązującym innych. Naród, ogłupiany pustymi hasłami i wizją świetlanej przyszłości pracuje na wygody wodza. Mechanizm powstawania totalitaryzmu ukazuje G. Orwell w „Folwarku zwierzęcym”. W folwarku dworskim będącym własnością pana Jones’a zwierzęta są wyraźnie gnębione i wyzyskiwane. Ich praca służy jedynie właścicielowi. Zbuntowane stworzenia z folwarku wzniecają powstanie i wypędzają ludzi. Odtąd same sprawują władzę. Wybierają spośród siebie przywódców: Snowballa i Napoleona – dwa knury. Ustalają rygorystyczny zestaw siedmiu przykazań, wśród których najważniejsze głosi, że wszystkie zwierzęta są równe. Ciesząc się wolnością i demokracją, podejmują decyzję, że będą ciężko pracować, byle tylko zachować folwark. Nie jest to łatwe, bo narzędzia nie są przystosowane do użytku zwierząt, lecz pomysłowość istot czworonożnych jest zadziwiająca. Zwierzęta ciężko pracują fizycznie, a jedynie świnie zajmują się kierowaniem i nadzorowaniem wszystkich zajęć. Po pewnym czasie władzę obejmuje Napoleon i, otoczywszy się gromadą wściekłych psów, rozpoczyna wprowadzanie rządów silnej ręki. Zwierzęta są wykorzystywane do granic możliwości, lecz efekty ich pracy są coraz mniej widoczne: zaczyna brakować pożywienia. Do konstytucji absolutny władca wprowadza długą listę zakazów i nakazów, ale dzięki sprytnie prowadzonej propagandzie zwierzęta utwierdzane są w przekonaniu, że wszystko zmierza ku lepszemu. Jeżeli ktoś myśli inaczej – jest likwidowany, podobnie jak ci, którzy już nie nadają się do pracy. Zwierzęta stopniowo zapominają o pierwszych dniach wolności, otumanione przez propagandę biernie wykonują swoje obowiązki, nie zdając sobie nawet sprawy, że wpadły w sidła niewolniczej pracy, której efekty służą jedynie grupie rządzącej. Praca nie jest już dla nich przyjemnością – tak jak kiedyś, gdy służyła wszystkim w równym stopniu. Jednak nadal posłusznie wykonują wszystkie polecenia, niezdolne do stawiania jakiegokolwiek oporu, nawet do okazania swego niezadowolenia.
Utwór Orwell’a pokazuje metody dochodzenia do władzy i jej utrzymania przez grupę zwierząt - uzurpatorów, które stopniowo upodobniają się do ludzi, dostosowują przywileje do swoich potrzeb, natomiast ciężką pracą zajmują się zniewolone i posłuszne zwierzęta, omamione pięknymi hasłami i ogłupiającą propagandą. „Nikt nie mógł się już połapać, kto jest świnią, a kto człowiekiem” – tak zakończył swoją książkę George Orwell. W swoim dziele za pomocą alegorii ukazuje nam, iż każda forma tyranii rodzi bunt. Lud prędzej czy później przeciwstawi się swojemu władcy, gdy ten nie będzie go szanował.

Pozorną ucieczką przed jarzmem tyrana jest rewolucja, ale nic bardziej mylnego: rewolucja okazuje się być tylko przewróceniem (a nie przywróceniem) porządku w państwie. Wystarczy przypomnieć sobie, jak ukazana została w „Przedwiośniu” StefanaŻeromskiego. W Baku rewolucjoniści dochodzą swoich rzekomych praw na drodze anarchii, bezprawia, gwałtu. Rewolucja zabija bezmyślnie. Nie jest ważna płeć, wiek czy wreszcie wina – liczy się jedynie przynależność do nieodpowiedniej grupy społecznej, czy też mniejszości narodowej. Następuje swoiste odwrócenie hierarchii społecznej. U władzy są ci, którzy przed rewolucją stanowili niziny społeczne. Nie potrafią inaczej sprawować rządów niż poprzez krwawy terror i szukanie zemsty na dawnych prześladowcach. Jak widać nic się nie zmieniło, co więcej, prości ludzie doznają teraz większych krzywd, niż za poprzednich rządów. Analizując zaistniałą sytuację, można dojść do wniosku, iż władzę powinni sprawować ludzie do tego przygotowani, a nie motłoch.

Zawsze znajdą się jakieś wyjątki, które potwierdzają regułę. Tak i w literaturze znaleźć można światłych i prawych władców przedstawionych bez żadnej skazy, a nie tylko zdegenerowanych do szpiku kości tyranów.
Wystarczy wspomnieć biblijnego króla Salomona, który miał stanowić przykład dla innych władców swoją roztropnością i mądrością. Gdy przyszły do niego dwie kobiety z dzieckiem, twierdząc obie, że są jego matkami, Salomon zaproponował przecięcie dziecka na pół, wiedząc, iż prawdziwa matka będzie wolała oddać dziecko, niż zrobić mu krzywdę. Kiedy tak się rzeczywiście stało, mądry Salomon oddał jej potomka. W postaci tego władcy kumulują się pożądane cechy każdego rządzącego, a najważniejszymi są mądrość i sprawiedliwość.

W literaturze polskiej także znajduje się utwór ukazujący światłego władcę. Myślę o „Kronikach” Galla Anonima. Autor był nadwornym kronikarzem króla Bolesława Krzywoustego, którego zgodnie z własnym przekonaniem opisywał jako władcę idealnego: pobożnego, dbającego o państwo i poddanych, odważnego rycerza. Właśnie te trzy cechy były najbardziej cenione w średniowieczu. W tekście na każdym kroku spotykamy, nie zawsze zgodne z prawda historyczną, uwznioślające przydomki i określenia: „chlubne imię…”, „władza jego sławna i potężna…”, „wielki Bolesław…”.

Kończąc rozważania na temat dylematów moralnych władcy, warto spojrzeć na problem władzy z punktu widzenia rządzonych i zadać sobie z pozoru banalne pytanie - czego właśnie oni oczekują. Chciałbym zacytować tutaj fragment wiersza „Modlitwa” Juliana Tuwima:
„Ziemi, gdy z martwych się obudzi
I brzask wolności ją ozłoci,
Daj rządy mądrych, dobrych ludzi,
Mocnych w mądrości i dobroci.”

Jak jest w naszym państwie - Odprawa posłów „O nierządne królestwo...)

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 15 minut