profil

Dlaczego "Lalkę" B. Prusa nazwano powieścią o straconych złudzeniach.

poleca 85% 184 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

„Lalka” była napisana pod wpływem rozczarowania Bolesława Prusa, brakiem skuteczności programów i idei pozytywistycznych. Powieść przedstawiała, bowiem bohatera, który we wzorowy sposób realizował założenia „pracy organicznej”. Stanisław Wokulski był aktywny, dynamiczny, doskonale orientował się w realiach ekonomicznych ówczesnej Polski. Po romantycznym udziale w powstaniu udało mu się stworzyć z małego sklepiku przedsiębiorstwo handlowe. Z pozycji chłopca, usługującego w winiarni, wzniósł się do poziomu potentata finansowego, który mógłby pomagać biednym, zmieniać obraz miasta oczyszczając najbiedniejsze dzielnice, jaką niewątpliwie było Powiśle. Ten fragment biografii Wokulskiego przedstawiał typową karierę pozytywisty.

Bohater „Lalki” dzięki swej przedsiębiorczości osiągnął etap, na którym mógłby rzeczywiście wiele zdziałać. Społeczeństwo potrzebowało wsparcia przy podnoszeniu się z postyczniowej rzeczywistości. Zarówno rozwijanie przedsiębiorstwa, jak i uporczywe osiąganie coraz wyższych szczebli hierarchii społecznej traktował wyłącznie jako sposób zbliżenia się do ukochanej osoby – Izabeli Łęckiej, co z perspektywy programu pozytywistów było zupełnie bezsensowne. Prus dostrzegł, więc z przerażeniem, że program „pracy organicznej” umożliwiał szybkie wzbogacenie się, ale nie był w stanie spowodować, aby bogaci pamiętali o celach społecznych. Idea, że aktywność gospodarcza jednostek prowadzi do rozwiązywania problemów klas biedniejszych była właśnie straconym złudzeniem.

W pokoleniu pozytywistów powstała grupa polskiej burżuazji, ale była ona w większości daleka od przejmowania się problemami mniej zamożnych rodaków. W powieści upadał też mit, że nowe warunki społeczne doprowadzą do solidarności narodowej. Arystokracja pozostawała zamknięta w swoim kręgu i nie było tego w stanie zmienić ani romantyczne uczucie, ani pozycja materialna ludzi z zewnątrz. W „Lalce” wielokrotnie ujawniały się perspektywy niezwykle korzystnych działań, jakie można by podjąć po przełamaniu barier społecznych (choćby organizowana przez Wokulskiego spółka handlowa), a jednak barier tych przełamać się nie udało. Prowadziło to do gorzkiej utraty złudzenia, że doświadczenia historyczne i trudna sytuacja przemienią kiedyś Polaków w jeden naród, solidarny nie tylko w deklaracjach.

Brak współdziałania i odziedziczona po romantykach fascynacja idealnymi, choć zupełnie oderwanymi od trzeźwej oceny faktów wartościami (miłość, mit walki zbrojnej) podważały też wiarę w skuteczność ekonomiczną Polaków. Mogły wprawdzie pojawić się aktywne, przedsiębiorcze jednostki podobne do Wokulskiego, ale i tak w końcu musiały przegrać w konkurencji z praktycznymi, trzeźwymi, systematycznymi przedstawicielami innego, solidarnego wewnętrznie narodu. Przekonanie, że „praca organiczna” stanowi rozwiązanie wszystkich problemów społecznych, okazywało się, więc również złudzeniem.

Rzecki to „ostatni romantyk”. Odkrył on, że wartości, którym hołdował nie mają racji bytu we współczesnym świecie. Prysły jego złudzenia, dotyczące kultu walki narodowo-wyzwoleńczej, gdy widział uśpienie społeczeństwa i rodzący się kult pieniądza. Zmiany zachodzące w świecie przerażały go. Jako były żołnierz piechoty węgierskiej, z przerażeniem widział, że potomkowie jego dawnych towarzyszy broni, z którymi razem walczył w imię idei „Za wolność naszą i waszą” sami zaczynają stosować politykę imperialną.
Po śmierci księcia Lulu pozbył się złudzeń, że dynastia Bonaparte powróci do władzy we Francji i zaprowadzi na świecie dobrobyt i szczęście. System romantycznych wartości załamał się pod wpływem opowieści Wokulskiego, który sam będąc częściowo romantykiem traci złudzenia. Rzecki przejmuje się bardzo losem „Stacha”, lecz pod koniec utworu znikają jego złudzenia, że główny bohater będzie szczęśliwy. Na skutek przeżytych emocji Rzecki zaczyna chorować na serce i umiera. Według autora został zabity przez romantyzm, który Prus uważa za rzecz szkodliwą. Po śmierci Rzeckiego Ochocki odczytuje napisane na kartce słowa: „Non omnis moriar” – nie wszystek umrę.
Same rozczarowania przyniosła też ocena współczesnego społeczeństwa. Uporczywa wiara Rzeckiego, że Wokulski musiał działać w imię wyższych racji, bo nie sposób angażować tak ogromnej energii i przedsiębiorczości dla własnych, prywatnych spraw, była wynikiem naiwności niepoprawnego romantyka. Przedstawieni w powieści bohaterowie działali, bowiem głównie z myślą o własnych korzyściach, podporządkowując się wszechwładzy pieniądza. Społeczeństwem rządziły twarde prawa walki o byt. W przedstawionym społeczeństwie wszystkie wartości, łącznie ze zgodą na małżeństwo, można było kupić. Rzeczywistość zmuszała do pozbycia się złudzeń, że pieniądz jest tylko środkiem.

Wokulski, który starał się zbliżyć do Izabeli głównie przez podnoszenie poziomu materialnego i pomoc finansową, naiwnie wierzył, że walczy
o uczucie. Bohater przeżył szok, gdy dowiedział się, że zyskał zgodę na małżeństwo za względów finansowych, a nie uczuciowych. Ten sprawny finansista i kupiec, rozumiejący doskonale mechanizmy społeczne, nie mógł zaakceptować faktu, że w gruncie rzeczy kupił ukochaną osobę. On także musiał wyzbyć się złudzeń. W zmaterializowanym świecie uczucie przestało się liczyć. Wokulski stracił złudzenia, co do idealistycznej miłości. Odkrył,że rzeczywistość diametralnie różni się od tego, co poeci romantyczni pisali w swych utworach, na których budował swój światopogląd. Obiekt jego miłości, Izabela Łęcka, którą wyobrażał sobie jako bóstwo, nagle okazała się zwykłą śmiertelniczką, a co gorsze, posiadała wady, których Wokulski nie tolerował. Była salonową lalką, traktującą miłość jako grę. Chciała być adorowana, ale jej charakter okazał się straszliwie płytki. Jedynym jej marzeniem było życie w salonach, wśród tłumu wielbicieli i wydawanie pieniędzy. Miłość traktowała jako zabawę i możliwość zapewnienia sobie przyszłości materialnej. Realistyczny obraz wszystkich środowisk warszawskich w powieści konsekwentnie pozbawiał kolejnych złudzeń.

Wokulski traci złudzenia również, co do możliwości zbudowania nowej, silnej kapitalistycznej Polski. Dostrzegał apatię Polaków, brak jakichkolwiek działań z ich strony i ciągłe rozdzieranie szat. Zauważył, że nauka nie ma
w kraju żadnych szans, a jednostki, które zajmują się wynalazkami, są izolowane i uważane za ludzi, co najmniej zdziwaczałych. Przekonał się też,
że silne osobowości nie maja szans żyć w społeczeństwie apatycznym, są izolowane, albo giną np. Rzecki, albo muszą opuścić kraj, tak jak Ochocki. Wokulski jest przykładem jednostki wybitnej, o silnym charakterze. Gdy pracował jako subiekt, jednocześnie uczył się. Był pogardzany i szykanowany. Gdy chciał poświęcić się nauce odesłano go do handlu.

Bohater traci również złudzenia, jakie żywił do arystokracji. Okazuje się, że ci, których uważał za elitę, stoją na niższym poziomie intelektualnym
i moralnym niż zwykli ludzie. Arystokracja nie zajmowała się zdobywaniem pieniędzy i nie przyczyniała się do rozwoju gospodarczego kraju. Według pozytywistów rozwój gospodarczy był sposobem uniezależnienia się od zaborcy, a więc przyczynianie się do niego było przejawem patriotyzmu. Są to ludzie cyniczni, robiący wszystko z wyrachowania, traktujący miłość jako grę, a małżeństwo jako interes. W Paryżu, z dala od kraju dostrzegł zacofanie i ciemnotę Polaków, a także brak możliwości zmiany panującego stanu rzeczy. Jego złudzenia pryskają, gdy odkrywa, że jedyną grupą potrafiącą działać w kraju są Żydzi. Traci złudzenia, co do celowości swojej pracy u podstaw i pomocy potrzebującym, ponieważ uświadomił sobie, że jego działania są tylko kroplą w morzu potrzeb.

Wokulski przez całe życie tracił złudzenia. Odkrył, że nie ważne było dla ludzi, jaki ktoś miał charakter i co sobą reprezentował, lecz jakie miał pochodzenie. Ludzie mądrzy i pełni inicjatywy, nie mieli możliwości zmiany panującego stanu rzeczy. Nikt ich nie słuchał. Osobowość Wokulskiego doskonale formułują słowa doktora Szumana: „stopiło się w nim dwoje ludzi - jeden, romantyk sprzed 1863 roku, drugi, pozytywista po 1863 roku”. Reprezentant epoki pośredniej utracił swoje marzenia, doznając bolesnej i obfitej w cierpienia konfrontacji ze społeczeństwem ówczesnego świata.

Odosobnieni idealiści, zafascynowani poznaniem naukowym np. J. Ochocki, traktowani byli jako nieszkodliwi dziwacy. Nawet Wokulski, wobec możliwości odkrycia metalu lżejszego od powietrza, traktował działalność naukową jako formę ucieczki od rzeczywistości. Uwydatnieniu pesymizmu w ocenie współczesności sprzyjało zastosowanie podwójnej narracji. Trzecioosobowa narracja, przedstawiająca perypetie Wokulskiego i logicznie odsłaniająca mechanizmy zjawisk była zestawiona z „Pamiętnikiem starego subiekta”, przedstawiającym genezę wydarzeń, ale również komentującym z nasyconej złudzeniami, idealistycznej perspektywy, przedstawiane fakty. Ochocki był pozytywistą, który wyznawał kult nauki. Udoskonalił lampę i mikroskop, jednak w Polsce nie znalazł zrozumienia, a ludzie uważali go za dziwaka. Traci złudzenia, że w kraju nauka może się rozwinąć, nie widzi dla niej perspektyw. Był rozumiany tylko przez Wokulskiego, który miał podobne zainteresowania i również nie był rozumiany. Ochocki widział dla siebie perspektywy tylko za granicą i był zmuszony do opuszczenia Polski. On również dostrzegał ciemnotę społeczeństwa i prymitywizm ludzi interesu. Był kolejną wybitną jednostką, dla której nie ma miejsca w polskim społeczeństwie.

Izabela Łęcka również traci złudzenia. Marzyła o księciu z bajki i o idealnej miłości, zamiast tego odkryła, że jej amanci liczą głównie na fortunę jej ojca, a arystokracja to ludzie „płytcy” i wyrachowani. Zamiast księcia zostaje jej tylko kupiec Wokulski, a być kupcem to dla niej tragedia. Odkryła, że idealna miłość nie istnieje. Rozwiały się jej marzenia o bogactwie, gdy okazało się, że jej ojciec jest na skraju bankructwa, a jej adoratorzy, dowiedziawszy się o tym, przestali się nią interesować. Zauważyła, że jej system wartości jest przestarzały i nieadekwatny do czasów, w których żyje. Gdy Wokulski znika, wstępuje do klasztoru.

Prus traci złudzenia, co do możliwości rozwoju Polski i zbudowania silnego gospodarczo państwa, a przede wszystkim ukazał z całą bezwzględnością wady polskiego społeczeństwa, demaskując przywary poszczególnych klas. Autor traci również złudzenia, co do solidarności Polaków. Gdy istnieje szansa uniezależnienia się ekonomicznego, a co za tym idzie i politycznego od zaborcy, arystokraci, którzy maja wpływy nie dopuszczają do swych salonów ludzi z pieniędzmi, którzy mogliby zrobić z nich właściwy użytek. Prus traci również nadzieje na odrodzenie się niepodległej Polski, ponieważ nie jest to możliwe z takim społeczeństwem.

W podtekście „Lalka” obalała jeszcze jedno złudne romantyczne -przeświadczenie, że naród poddany doświadczeniu, utraty niepodległości umacnia się wewnętrznie. Powieść z bolesną konsekwencją przedstawiała, bowiem degenerację zniewolonego, pozbawionego perspektyw narodu, miotającego się między niepraktycznymi ideałami przeszłości, a współczesną, trudną do zaakceptowania, rzeczywistością.
„Lalka” jest niewątpliwie powieścią o straconych złudzeniach. Tracą je wszystkie pierwszoplanowe postacie oraz autor, rozsypuje się ich system wartości i wszystko, w co wierzyli. Jedyne osoby, które nie tracą złudzeń to biedota wspomagana przez Wokulskiego. Zyskała ona nadzieję, że są na świecie ludzie gotowi nieść bezinteresowną pomoc. „Lalka” jest też dokładną analizą sytuacji panującej w kraju, a także mentalności polskiego społeczeństwa, które praktycznie nie zmieniło się do dziś.

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 9 minut

Teksty kultury