profil

Zemsta

poleca 83% 129 głosów

Treść Grafika
Filmy
Komentarze
Aleksander Fredro Papkin

"Zemsta" towarzyszy Andrzejowi Wajdzie już od dłuższego czasu. Najpierw w 1986 roku miało swoją premierę przedstawienie wystawione przez reżysera w Krakowie na podworcu Collegium Maius. I wtedy publiczność miała okazję zobaczyć same gwiazdy. W rolę Cześnika wcielił się Jerzy Bińczycki, a jego oponenta zagrał Jerzy Trela. Piękną Klarę odtworzyła Monika Rosiewicz, a dojrzała Podstolinę - Anna Dymna. Polskim Romeo był Krzysztof Globisz, a w roli Papkina wystąpił nie kto inny jak Jerzy Stuhr. Opinie krytyki po premierze były zróżnicowane. Główną przyczyną kontrowersji była obsada, która mimo iż dała koncertowy popis swoich możliwości, w opinii niektórych wykazała się za dużą samowolką w stosunku do zamiarów reżysera.

Pomysł zekranizowania dramatu Aleksandra Fredry narodził się już podczas podróży Wajdy do Japonii, jednak projekt był na tyle niezwykły, że sam reżyser uznał go za mało prawdopodobny do wykonania. Ponieważ "Zemsta" to przede wszystkim komedia charakterów, twórca "Popiołu i diamentu" zobaczył w historii skłóconych sąsiadów opowieść o dwóch krewkich... samurajach, między którymi porusza się specyficzny szelma, siejący zamęt Papkin. W tej roli Wajda widział ulubionego aktora Akiry Kurosawy, Toshiro Mifune. Niestety taki obraz nigdy nie powstał, pozbawiając w ten sposób polskie kino nie tylko rewolucyjnego spojrzenia na klasyczny dramat, ale także filmu na miarę współczesnego "Romea i Julii" Baza Luhrmanna czy "Ryszarda III" Richarda Loncraine'a.

Powstała za to "Zemsta" z Romanem Polańskim i Januszem Gajosem w rolach głównych. Papkin w wykonaniu reżysera "Pianisty" i Cześnik zagrany przez pamiętnego ubeka z "Przesłuchania" Ryszarda Bugajskiego, to dwa filary nowej superproduckji Andrzeja Wajdy, bez których film ten przeszedłby bez wątpienia do lamusa adaptacji lektur szkolnych. Dzięki obu aktorom język dramatu Fredry jest żywą polszczyzną, która zachwyca i bawi. Obie postacie stają przed oczami niemal jako świeże figury polskiej komedii. Cały szkopuł polega na tym, że gdy Polański i Gajos znikają z ekranu zalega nuda, która zwykle towarzyszy przeciętnym spektaklom Teatru Telewizji.

Mimo iż "Zemsta" powstała na fali adaptacji kanonu szkolnego, to nie powinna zostać potraktowana jedynie jako celuloidowy odpowiednik pierwowzoru literackiego. Gra niezwykłej obsady, której pozazdrościłby każdy polski teatr, zachwyca i bawi jeszcze długo po seansie. Szkoda, że towarzyszy temu refleksja, iż równie dobrze widz bawiłby się przed telewizorem w poniedziałkowy wieczór, oglądając spektakl z tymi samymi aktorami.

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 2 minuty