Ignacy Rzecki jako wypróbowany przyjaciel Wokulskiego i ludzi w ogóle
„Lalka” Bolesława Prusa to powieść panoramiczna, w której autor przedstawił bohatera zbiorowego – społeczeństwo Warszawy. Akcja utworu toczy się dwoma nurtami. Pierwszy obejmuje wydarzenia z lat 1878–1879, skupiając się na nieszczęśliwej miłości Stanisława Wokulskiego do zubożałej arystokratki, Izabeli Łęckiej. Drugi nurt to pamiętnik starego subiekta, bonapartysty i romantyka, Ignacego Rzeckiego.
Jego „Pamiętniki starego subiekta” stanowią jeden z najważniejszych wątków powieści. Na pierwszy rzut oka jest to chaotyczna narracja samotnego starca, który opowiada o wszystkim, co sobie przypomina lub co go wzrusza, uzupełniając ten chaos własnymi refleksjami.
„A ponieważ jednym nie ufał, a inni go nie chcieli słuchać, a Wokulskiego nie było, więc rozmawiał sam ze sobą i – w największym sekrecie – pisał pamiętnik.”
Dzięki pamiętnikom dowiadujemy się o przeszłości Ignacego, który jako młody chłopak został oddany na praktyki do sklepu starego Jana Mincla, w którym pracował do końca swojego życia. Przez wiele lat pracował tam jako subiekt, a sklep był kilkakrotnie dziedziczony. Ostatnim jego właścicielem został Stanisław Wokulski, najlepszy przyjaciel Ignacego. Mężczyźni poznali się, gdy młody Stanisław pracował w sklepie u Hopfera. Ignacy od razu zachwycił się młodzieńcem – jego pomysłami na wynalazki, uwielbieniem książek, dążeniem do wiedzy i brakiem zainteresowania kobietami. Wiedział, że ktoś taki ma przed sobą przyszłość, a oprócz tego lubił oryginalne osoby. Pomimo różnicy wieku szybko się zaprzyjaźnili.
„(...) więc jeszcze tego dnia zapoznałem się ze Stachem i od tej pory żyjemy ze sobą nie najgorzej...”
Przez wiele lat Rzecki był oddany Wokulskiemu, którego traktował i kochał jak własnego syna. Starał się wpoić mu swoje romantyczne ideały: walkę o wolność i dobro kraju. Był przekonany, że Stach byłby doskonałym politykiem, a nawet przywódcą narodu. Niestety, Stanisław nie podzielał tych aspiracji. Dla niego ważniejsze było budowanie majątku. Początkowo Rzecki nie rozumiał, dlaczego jego przyjaciel tak bardzo ceni pieniądze. Nie wiedział o jego miłości do Izabeli Łęckiej, ponieważ Stanisław nie zwierzał się mu ze swoich uczuć. Dopiero doktor Szuman, również przyjaciel Wokulskiego, uświadomił Rzeckiemu o tych uczuciach. Stary subiekt nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał, ponieważ uważał, że Stach jest rozsądnym mężczyzną, który nie ryzykowałby pieniędzy ani nie robiłby tak wielu głupstw z miłości. Ponadto uważał, że lepszą żoną dla niego byłaby pani Stawska, z którą chciał go wyswatać. Chociaż sam był zakochany w pięknej pani Helenie, dla dobra przyjaciela był gotów zrezygnować ze swojej miłości, wiedząc, że kobieta kocha się w Wokulskim. Bolało go to, ale jego szczęście stawiał ponad własne uczucia. Niestety, Stanisław był na to nieczuły. Kochał Izabelę i żadna inna kobieta nie liczyła się dla niego.
„- A tak, to już się nawet nie ożenisz? – spytałem
- Kto wie?... – odparł – Może się i ożenię... Ale nie z nią.
Usłyszawszy to, doznałem jeszcze dziwniejszego uczucia – było mi żal, że pani Stawska nie dostanie Stacha na męża, a jednocześnie jakby zdjął kamień z piersi.”
Rzecki wielokrotnie pomagał Stanisławowi. W młodości przyjął go do siebie, gdy ten nie miał gdzie mieszkać. Cierpliwie znosił jego naukę po nocach, choć przez to przeszkadzał mu w śnie, jego wynalazki, częste nieobecności oraz nocowanie w jego mieszkaniu nieznanych mu osób – znajomych Stacha. Był na to wszystko bardzo wyrozumiały, nigdy nie robił mu wyrzutów. Za każdym razem, gdy Stach wracał, na przykład po dwuletniej nieobecności w 1870 roku, kiedy zupełnie nie dawał o sobie znać, Ignacy przyjmował go z otwartymi ramionami i starał się mu pomóc, jak tylko mógł. Gdy Wokulski dorobił się majątku i miał własny sklep, Rzecki pracował w nim jako subiekt, pomagając mu na wszelkie możliwe sposoby. Gdy Stach wyjechał na wojnę turecką w interesach, Ignacy prowadził jego sklep, zajmował się interesami, pisał listy informujące o ważnych wydarzeniach oraz wspierał go, gdy dopadała go nostalgia i czuł się samotny. Po powrocie, przywitanie było bardzo czułe. Ignacy nie mógł uwierzyć, że w końcu widzi swojego ukochanego przyjaciela. Ucieszył się ogromnie, nie ukrywał wzruszenia, a gdy trochę ochłonął, przyjął go serdecznie kolacją, następnie zaprowadził i pokazał mu sklep, który przez osiem miesięcy nieobecności właściciela rozrósł się i bardzo dobrze prosperował.
„- No i cóż słychać, stary u ciebie? – odezwał się gość. – Wychudłeś, pobladłeś...
- Owszem, trochę nabieram ciała.
- Posiwiałeś... Jakże się masz?
- Wybornie. I w sklepie jest nieźle, trochę zwiększyły nam się obroty. (...) Staś kochany!...”
Ignacy bardzo pomagał Stachowi nie tylko w prowadzeniu sklepu, ale wszystko robił bezinteresownie. Pewnego dnia Wokulski wręczył Rzeckiemu bilet do teatru na spektakl „Makbet” w wykonaniu włoskiego aktora – Rossiego oraz album z widokami Warszawy i warszawianek. Poprosił Rzeckiego, aby udał się do teatru i dał album aktorowi. Ignacy poczuł się urażony i chciał odmówić, mimo że nie lubił teatrów i czuł się źle wśród tłumu, poszedł, by nie zrobić przykrości przyjacielowi. Stach doceniał i był wdzięczny za wszystko, co Rzecki dla niego zrobił.
„- Mój kochany stary – mówił, biorąc Ignacego pod rękę – mój poczciwy stary przyjacielu! Ty nawet nie domyślasz się, jakim ja szczęśliwym jestem, że cię widzę, i jeszcze w tym pokoju. Pamiętasz, ile wieczorów i nocy tu spędziłem... jak mnie karmiłeś... jak oddawałeś mi lepsze odzienie... Pamiętasz?...”
Jednak nawet ta wieloletnia, wydawałoby się, idealna przyjaźń, przechodziła kryzys. Wszystko zaczęło się po powrocie Stanisława z Turcji, kiedy zaczął odsuwać się od przyjaciela. Już nie zwierzał mu się tak, jak kiedyś, nie mówił o miłości do Izabeli Łęckiej, nie informował o zamiarach kupna kamienicy ani o planowanych wyjazdach. Właściwie nie zwierzał się z tego nikomu, ale Rzecki czuł się dotknięty.
Martwił się o niego, widząc, że coś jest nie tak, co go trapi, ale nie znał jego uczuć. Uważał, że jako wieloletni przyjaciel jest godzien zaufania i Stanisław powinien się z nim radzić, a przynajmniej informować o swoich planach.
„- Tobie coś jest, Stachu?... Powiedz, co ci jest. Z góry wiem, że ci pomogę, ale widzisz... Zgryzota jest jak trucizna: dobrze ją wypluć...
- Cóż to znaczy?... - spytałem
- To znaczy, mój stary, że ponieważ ja nie chcę z ciebie wydobywać żadnych zeznań, więc i przed tobą nie mam potrzeby ich robić.
- Jak to – zawołałem – w taki sposób traktujesz zwierzenie się przed przyjacielem?”
Wszystko to sprawiło, że Ignacy miał w sercu dużo żalu i wątpliwości co do Stacha. Nie pochwalał już tak jak wcześniej wszystkich jego decyzji. Czasami wręcz Wokulskiego irytowało go jego zachowanie wobec pani Heleny Stawskiej.
„Znudził mnie już Wokulski swoją rozmową. Istotnie, trzeba być albo półgłówkiem, albo źle wychowanym człowiekiem, by tak piękną kobietę wypytywać o współlokatorów!”
Jednak nawet te drobne nieporozumienia nie złamały zaufania Rzeckiego do Wokulskiego. Ich przyjaźń trwała nadal. Po wyjeździe Stacha, Ignacy bardzo martwił się o przyjaciela, nie wiedział, co się z nim dzieje i gdzie jest. Często o nim myślał i zastanawiał się, co robi w danym momencie. Myśl o przyjacielu utrzymywała starego subiekta przy życiu, choć w tym czasie bardzo podupadł na zdrowiu.
„Nie warto żyć... Gdyby nie Stach i Napoleonek, to czasem jest mi tak ciężko na świecie, że zrobiłbym sobie co...”
Ignacy Rzecki często wracał wspomnieniami do przyjaźni z Augustem Katzem, z którym przez wiele lat pracował w sklepie starego Jana Mincla. W lutym 1848 roku razem wybrali się na Węgry i wzięli udział w powstaniu przeciwko Austrii, gdzie mieli okazję wcielić w życie wyznawane przez siebie ideały walki o wolność. Ich wspólna podróż trwała do października 1849 roku. Przeżyli razem wiele trudności – zimno, upał, głód, zmęczenie, ból i śmierć wokół nich oraz bitwy, w których wielokrotnie brali udział. Byli sobie bardzo bliscy. Ogromnym szokiem dla Ignacego było samobójstwo Augusta, który odebrał sobie życie, nie mogąc znieść myśli o klęsce powstania styczniowego. Rzecki nie mógł uwierzyć, że stracił przyjaciela, czuł ogromny smutek i często wydawało mu się, że słyszy jego komendy „Na ramię broń!..” oraz widzi go obok siebie. Wierzył jednak, że żołnierz w niebie jest szczęśliwy, choć bardzo bolał go fakt, że nigdy więcej go nie zobaczy. Wielokrotnie wspominał o nim w pamiętniku, często bezpośrednio się do niego zwracał, zawsze o nim pamiętał.
„Ej! Bracie Katz, cóż zrobiłeś najlepszego?... Czasem zdaje mi się, żeś znalazł tam w niebie i węgierską piechotę, i swój wystrzelony pluton...”
Pod koniec życia nachodziły go myśli, że chciałby dołączyć do niego w niebie.
Na uwagę zasługuje również przyjaźń Ignacego Rzeckiego z rodziną Stawskich. Zaczęła się, gdy Ignacy, jako przedstawiciel Wokulskiego, odwiedził kamienicę, by poznać mieszkańców. Znał panią Helenę już ze sklepu, gdzie często robiła zakupy. Był zauroczony jej nieprzeciętną urodą. Z częstymi wizytami subiekta w ich mieszkaniu, czuł do niej coraz większą sympatię, aż w końcu zakochał się w niej. Postanowił pomóc w odnalezieniu zaginionego męża pani Stawskiej. Aby sprawić radość małej Helence, sprzedał jej matce lalkę po mocno zaniżonej cenie. Następnie wspierał rodzinę w procesie o kradzież, której rzekomo dopuściła się pani Helena, według baronowej Krzeszowskiej. Rzecki bardzo lubił spędzać czas z paniami i często je odwiedzał, gdyż, jak sam twierdził:
„Pani Misiewiczowa (zacna matka pani Heleny), ile razy przyszedłem, witała mnie otwartymi rękoma, mała Helunia wskakiwała mi na kolana, a sama pani Stawska ożywiała się na mój widok i mówiła, że w tych godzinach, które u niej przepędzam, zapomina o swoich kłopotach!...”
Ponadto z mieszkania Stawskich miał doskonały punkt obserwacyjny na całą kamienicę i mógł przyglądać się oraz poznawać zwyczaje reszty lokatorów. W kamienicy mieszkali również studenci, którzy notorycznie nie płacili czynszu, urządzali głośne zabawy i dokuczali baronowej Krzeszowskiej. Mimo że lokatorzy narzekali na nich, Rzecki nie miał sumienia ich wyeksmitować, gdyż był osobą tolerancyjną, miał dobre serce i bardzo lubił oryginalne osobowości. Jeden ze studentów szczególnie mu się spodobał, dlatego pozwolił im dalej mieszkać w kamienicy.
Tolerancyjność Rzeckiego objawiała się nie tylko w przypadku studentów, ale również subiektów pracujących w sklepie Wokulskiego. Bronił Mraczewskiego, którego Stanisław nie lubił, ponieważ uważał, że jest zbyt dumny i pyszny, a także denerwował go swoimi przekonaniami politycznymi, przez co stracił pracę. Ignacy stawiał się w obronie Mraczewskiego, jednak Wokulski nie zmienił zdania. Stary subiekt żył w zgodzie ze wszystkimi pracownikami sklepu, szanował ich, grzecznie się do nich odnosił, lubił z nimi rozmawiać, poznawać ich poglądy, które zawsze tolerował mimo odmienności, rozumiał ich i w razie potrzeby wstawiał się za nimi u pryncypała.
Jeśli chodzi o klientów sklepu, Ignacy był dla nich równie uprzejmy. Zawsze z uśmiechem przyjmował interesantów, z przyjemnością doradzał im w wyborze towarów. Był zawsze miły i pomocny. Klientki nieco go zawstydzały, ale starał się tego nie okazywać.
Rzecki wszystkich ludzi, także Żydów, traktował na równi. Szanował ich tak samo jak Polaków, dlatego nie potrafił zrozumieć powszechnie szerzącej się nietolerancji wobec nich.
„Przeciw Żydom ciągle rosną kwasy. Nie brak nawet pogłosek o tym, że Żydzi chwytają chrześcijańskie dzieci i zabijają je na mace. Kiedy słyszę takie historie, dalibóg, że przecieram oczy i zapytuję samego siebie: czy ja teraz majaczę w gorączce, czyli też cała moja młodość była snem?...”
Nie mógł też zrozumieć, dlaczego nastroje nietolerancji tak cieszą doktora Szumana, który również był Żydem.
„Ale najbardziej gniewa mnie uciecha doktora Szumana z tego fermentu.
- Dobrze tak parchom!... - mówi.
- Niech im zrobią awanturę, niech ich nauczą rozumu. To genialna rasa, ale takie szelmy, że nie ujeździsz ich bez bata i ostrogi...”
Rzecki miał mieszane uczucia co do doktora Szumana. Chyba do końca nie potrafił go zrozumieć. Raz wydawał mu się uczciwym i dobrym człowiekiem, a za chwilę, gdy wyrażał takie opinie o Żydach, tracił w oczach starego subiekta zaufanie. Uważał, że doktor jest uczciwy raczej z przyzwyczajenia niż z potrzeby.
„Dziwny człowiek z tego doktora. Uczciwy to on jest, a nad wszystko rozumny; ale jego uczciwość nie wypływa z uczucia, tylko - albo ja wiem? - może z nałogu; a rozum ma tego gatunku, że łatwiej mu sto rzeczy wyśmiać i zepsuć niż jedną zbudować. Kiedy z nim rozmawiam, czasami przychodzi mi na myśl, że jego dusza jest jak tafla lodu: nawet ogień może się w niej odbić, ale ona sama nigdy się nie rozgrzeje.”
Ignacy Rzecki miał wielu przyjaciół, ale zawsze najważniejszym był Stanisław Wokulski. Ludzi przyciągała do starego subiekta jego życzliwość, uczciwość, inteligencja i tolerancyjność. Mimo że uważany był za dziwaka i relikt minionej epoki – romantyzmu, był osobą szanowaną i lubianą. Każdy chciałby mieć tak wspaniałego, oddanego i zdolnego do poświęceń przyjaciela, który wszystko robił bezinteresownie i nie oczekiwał niczego w zamian.

tre_le_mo_re_le Super:) świetna praca:) oby wiecej takich...moze pani od polskiego wkońcu coś doceni:P:)
odpowiedz
marir Praca jest Rewelacyjna, oczywiście oceniam ją na 6. Wielkie Dzięki dla Autora :). Pozdrawiam
odpowiedz
Tresc znakomita. Wielkie dzieki autorowi... rad