profil

„Każdy ma swoja jedyną melodię istnienia"- poszukiwania sensu życia wpisane w świat wybranych bohaterów literackich, a twoje refleksje o istocie egzystencji.

poleca 85% 194 głosów

Treść Grafika
Filmy
Komentarze
Eliza Orzeszkowa

Ludzie od początku istnienia na Ziemi zastanawiali się nad sensem swojego bytu. "Kim jest człowiek?" i "Jaki jest sens życia ludzkiego?" – odpowiedzi na te pytania szukano w religii, filozofii, psychologii, socjologii i w literaturze. I były one różne, zależne od czasu, miejsca i sytuacji osoby, która takie pytanie zadała. Dlaczego nie ma jednej słusznej odpowiedzi? Ponieważ każdy człowiek sam szukał i szuka sensu życia. Takie poszukiwania są wpisane w nasze życie. Dla niektórzy stają się one celem samym w sobie. Poszukując swojej ścieżki możemy kierować się licznymi drogowskazami, które na niej spotykamy. Mogą one nam pomóc dokonać wyboru.

W starożytności stoicyzm, epikureizm, cynizm czy sceptycyzm podpowiadały, jakiego dokonać wyboru. Rzucać się w wir życia, którego ważnym elementem jest przyjemność, może pozbyć się emocji i namiętności i przyjąć postawę obojętności wobec zła i dobra, czy też żyć ascetycznie w izolacji od świata, który z natury jest zły? Jednym z pierwszych filozofów greckich, który poruszył problem człowieka, jego istnienia i sensu życia, był Sokrates. Twierdził on, iż każdy powinien starać się poznać samego siebie, bo tylko wtedy może postępować dobrze, a tym samym osiągnąć dobro najwyższe i cel swojego życia – cnotę. A do cnoty można dojść poprzez naukę. Późniejsi, średniowieczni myśliciele ponad wszystko stawiali Boga. Panował teocentryzm, podporządkowanie wszystkiego Bogu i w tym poszukiwano źródła szczęścia. W epoce renesansu za cel życia stawiano sobie dążenie do szczęścia w młodości, a w wieku dojrzałym ustatkowanie się i spokój – takie poglądy głosił m.in. Jan Kochanowski. Kartezjusz, barokowy filozof, jest autorem słynnej sentencji: "Myślę, więc jestem". Jego zdaniem istotą człowieczeństwa jest fakt myślenia i rozumowania, posiadanie kultury oraz zdolności do jej tworzenia. Najwyższą wartością dla człowieka epoki romantyzmu było szeroko rozumiane poczucie wolności i w jej obronie gotów był znosić wszelkie cierpienia. Schyłek XIX wieku przyniósł zwątpienie w sens życia i w możliwości wpływania na swoją egzystencję, co znalazło wyraz w propozycjach ucieczki w stan nirwany. Początek wieku XX przynosi koncepcję człowieka silnego, mocnego, nieograniczonego własnymi słabościami. Niewiele lat później egzystencjaliści zaczęli rozważać miejsce człowieka w świecie przypadku, przemocy, w wyścigu ku różnym dobrom. Cała literatura XX wieku była zdominowana pytaniami o wartość życia i sens ludzkiej egzystencji. Nowe pokolenie twórców stykające się ze złem i wychowujące się ze świadomością wojny i katastrofy musiało zachować ludzką godność, próbować stworzyć nowe rozwiązania - które ulegają ciągłym zmianom. Bowiem istotą życia ludzkiego jest ciągły marsz po krętej ścieżce pełnej rozwidleń, które zmuszają nas do wyborów. Życie ludzkie to bezustanne poszukiwanie i tworzenie nowych ideałów.

Gdzie szukano przez wieki sensu życia? Bohaterowie romantyczni byli z góry skazani na nieszczęście. A jednak poświęcali życie na poszukiwanie szczęścia. Przykładem może być Gustaw – Konrad z III i IV części "Dziadów" Adama Mickiewicza. Gustaw z IV. cz. "Dziadów" kochał Marylę z całego romantycznego serca, ale został porzucony z powodu nierówności społecznej i różnicy majątkowej. Został skrzywdzony przez sztuczne konwenanse stworzone przez ludzi. Jego wielkie szczęście przekształciło się w ogromne cierpienie. Nie obchodziło go nic, poza własnym cierpieniem i wspominaniem ukochanej. Nie szukał ukojenia za życia, wolał zadać sobie ból i cierpienie. Życie nie miało już dla niego sensu, bo to miłość była jego najważniejszą wartością. Z cierpienia i rozpaczy, jakie przeżył, duch Konrada wypowiada słowa świadczące o drwieniu z obiektu uczuć: „Kobieto! Puchu marny! Ty wietrzna istoto!”. W monologu z księdzem, który trwał 3 godziny (godzina miłości, rozpaczy i przestrogi) stwierdza, iż miłość tak naprawdę prowadzi do nieszczęścia. Twierdzi, że istotą miłości jest to, że dusze kochanków są przeznaczone przez Boga i połączone na wieki oraz poucza, iż niełatwo jest człowiekowi osiągnąć zbawienie wówczas, gdy za życia zazna on szczęścia ziemskiego. Gustaw, tragiczny romantyk, jest przykładem buntu przeciwko przyjętym zasadom i stosunkom panującymi wśród ludzi, którzy jedynie w zdobyciu bogactwa upatrują szczęście.

Przeszedł jednak metamorfozę, której widocznym przejawem był napis na ścianie celi więziennej: umarł Gustaw – narodził się Konrad. W przeciągu zaledwie jednej nocy w jego światopoglądzie dokonała się ogromna zmiana. Priorytetem stał się dla niego cały naród i dobro ogółu. Nieszczęśliwy kochanek zamienił się w bojownika o sprawę ogólną. Taka walka stała się dla niego źródłem względnego szczęścia. Nowym bohaterem był Konrad, który kochał swoją ojczyznę i był dla niej gotów poświęcić życie. Cechowało go niezwykłe poczucie niezależności, gdyż indywidualność była wpisana na stałe w psychikę bohatera romantycznego. Kierował się własnymi zasadami, które często odbiegały od ogólnie przyjętych wzorów. Konsekwencją takiej postawy stała się samotność, z jaką przyszło mu się zmierzyć w ciężkim życiu poety. Konrad przypisywał sobie, bowiem rolę narodowego wieszcza. Czuł w sobie moc potrzebną przywódcy i zbawcy narodu. Chciał na swój własny sposób zmienić świat, i przeobrazić go w twór, który był zobrazowaniem jego myśli i uczuć. Dla szczęścia całej ludzkości był gotów poświęcić życie.
Romantycy byli bardzo uczuciowi, żyli marzeniami, które próbowali zrealizować, a kiedy to się nie udawało, buntowali się wobec całego świata. Zatracali się we wszystkim, co robili – w miłości, walce, misji. Szukali szczęścia, ale ono odchodziło. Czasem sami musieli z niego zrezygnować w imię dobra ogółu. Tak jak Konrad Wallenrod, który mógł żyć szczęśliwie we własnej ojczyźnie, cieszyć się miłością ukochanej żony, doczekać się potomstwa. Ale "szczęścia w domu nie znalazł, bo nie było go w ojczyźnie". Znienawidzeni Krzyżacy raz po raz najeżdżali, grabili i palili ziemię litewską, brali do niewoli najlepszych synów tej ziemi. Konrad nie mógł cieszyć się własnym szczęściem widząc rozpacz swoich rodaków. Trudno mu było podjąć decyzję powrotu do Zakonu, opuścić kochających go ludzi, skazać się na życie wśród wrogów. A jednak to zrobił. Skutki dla Litwy były wspaniałe – Zakon przestał najeżdżać i plądrować ziemie litewskie. Ale Konrad Wallenrod zwycięstwo to odkupił najwyższą ceną – swoją miłością, honorem i życiem.

Jednak miłość to także zwycięstwo nad własnym bólem, tęsknotą i samotnością. Może one nadać życiu cel i sens. Zgłębiając tajemnice człowieczeństwa, warto zastanowić się, jak miłość pomaga nam zachować godność nawet wtedy, gdy nasza egzystencja sięga granic upodlenia. Przykładów w literaturze mamy wiele. W okresie zawieruchy wojennej powstały przepiękne wiersze o uczuciu zapomnianym wówczas przez ludzi. "Erotyki" Krzysztofa Kamila Baczyńskiego pisane z myślą o ukochanej żonie to dowód, że miłość nigdy nie zginie. Nie zniszczą jej okrutne i bezduszne systemy totalitarne, nie przyćmi jej blasku morze łez i krwi. W literaturze wiele jest przykładów walki ludzi ze światem o zachowanie człowieczeństwa. Mistrz i Małgorzata – bohaterowie powieści Michaiła Bułhakowa, mimo systemu, który próbuje sprowadzić ich miłość do pustego, przedmiotowego związku, dzięki uporowi i niezłomności odnajdują miejsce dla swojego uczucia.

Powieść osadzona jest w moskiewskiej rzeczywistości zakłamania, obłudy, w świecie pozbawionym wszelkich wartości. Tym bardziej niezwykłe jest uczucie głównych bohaterów. Spotykają się na jednej z ulic Moskwy, biorą się za ręce i odtąd pozostają razem. Po spotkaniu Małgorzaty, Mistrzowi przestało przeszkadzać zniewolenie oraz zakłamanie i obłuda otaczającej go rzeczywistości. Cenzura mogła zabronić mu wydania jego dzieła, mogła ograniczyć wolność słowa oraz poglądów, nie mogła jednak odebrać Mistrzowi prawa do miłości. Dzięki ukochanej odnajduje szczęście. Także życie Małgorzaty zmienia się zupełnie pod wpływem miłości. Pustka i powierzchowność życia znika, od kiedy w jej życiu pojawia się Mistrz. Dla niego gotowa jest zaprzedać własną duszę. Miłość okazuje się silniejsza nie tylko od społecznych ograniczeń, ale nawet od zniewolenia duszy. Uczucie, które połączyło Mistrza i Małgorzatę przezwyciężyło nawet śmierć.
Miłość i siła, którą daje ludziom, są wielkimi tajemnicami człowieczeństwa. Dodają skrzydeł, woli walki, potrafią uczynić człowiekiem nawet kogoś zupełnie złamanego przez podłą rzeczywistość. Życie bez miłości nie ma żadnego sensu, nabiera go dopiero, kiedy celem jest dla nas coś więcej niż wola przetrwania.

Niektórzy jednak szukali sensu życia gdzie indziej. Odnajdywali go w pracy. Była ona kryterium wartości człowieka w okresie pozytywizmu. W "Nad Niemnem" E. Orzeszkowej postaciami pozytywnymi są Bohatyrowicze, Benedykt, Marta i Justyna. Szanują oni swoją spuściznę narodową, bliskie są im idee wyzwoleńcze, pamiętają o wielkości dawnej Polski i starają się swoimi działaniami tę wielkość odrodzić. Wszyscy bohaterowie, którzy nie trawią bezmyślnie czasu na próżniactwie, odnajdują spokój ducha i poczucie własnej wartości. Najlepiej przedstawieni są ci, którzy niewiele posiadają pod względem materialnym, ale są przyjaźnie nastawieni do otoczenia, wielkoduszni, życzliwi, doceniają wagę uczuć i są użyteczni społecznie. Takie życie czyni ich szczęśliwymi. Ci natomiast, którzy żyją jak pasożyty, nic z siebie nie dając, są nieszczęśliwymi, rozgoryczonymi osobami. Oni nie znajdą celu swojego istnienia.
Również świat Bogumiła Niechcica, jednego z bohaterów "Nocy i dni" Marii Dąbrowskiej, określa przede wszystkim praca. To właśnie ona staje się jego szansą na odnalezienie swojego miejsca w świecie, pozwala osiągnąć spokój, godzi go z życiem, jest źródłem mądrości. Zgodnie z zasadą "carpe diem" stara się żadnej chwili swojego życia nie zmarnować, pracy nadając wyższy wymiar. Z każdego dnia pracy czerpie radość, to ona daje mu szczęście.

W miłości, pracy i nauce szukał też szczęścia Wokulski, bohater "Lalki" Bolesława Prusa. Miłość do Izabeli Łęckiej stała się motorem jego całego życia. Dla niej postanowił się wzbogacić, na nią spożytkowywał część swojego majątku, dla niej również sprzedał sklep i wycofał się z życia. Co otrzymał w zamian? Widok jej pięknej twarzy, znoszenie kaprysów, niestałość, brak uczucia, instrumentalne traktowanie. Koleje uczuć do panny Izabeli spowodowały w nim zwątpienie w istnienie bezinteresownej miłości. Zdawał sobie sprawę, że jest życiowym bankrutem, bo poza uczuciem do Izabeli nie potrafił znaleźć sobie innego celu w życiu. Ale szukał. Pracował uczciwie, wierzył w to, że praca pomoże zwalczyć biedę i ciemnotę, pomagał innym. Próbował nadać pracy największe znaczenie. Jednak nie udało mu się to. Kierował się również ku nauce. Był badaczem, uczonym przyrodoznawcą, w pracy z profesorem Geistem próbował realizować swoje zainteresowania naukowe. Jednak jego życie wypełniała tęsknota za romantyczną miłością i poczucie niespełnienia i pustki, której nie mogła zapełnić praca, nauka czy zdobywanie pieniędzy. Szczęściem jego była tylko miłość, gdy ją utracił, nie miał sensu życia.

Jeszcze jednym utworem, w którym znajdujemy ludzi pracujących z powołania jest "Dżuma" Alberta Camusa. Doktor Bernard Rieux traktuje swój zawód jak posłannictwo. Jego życzliwość, dobroć, pomoc innym w walce z chorobą przypominają ofiarność Prometeusza. W rozmowie z Tarrou wypowiada jedno z najpiękniejszych zdań literatury, określające cel jego życia: "Obchodzi mnie tylko to, żeby być człowiekiem". Był nim w swej walce z dżumą, w metaforycznym starciu ze złem tego świata. Ratował ludzi, bo jako człowiek i lekarz miał moralny obowiązek "zdecydowanie nie przystać na niesprawiedliwość..." I chociaż jego czyny nie były bohaterstwem, wypełniał tylko swoje obowiązki, w tym właśnie tkwiła jego siła i opór. "W tym wszystkim nie chodzi o bohaterstwo, chodzi o uczciwość" – mówi doktor Rieux. Uczciwość w tym wypadku polega na wykonywaniu swojej pracy, na stawaniu po stronie ludzkości, po stronie ofiar, nigdy po stronie zarazy, zbrodni i zła. Praca nadawała sens jego życiu i czyniła go szczęśliwym. Ale tylko dlatego, że jego praca była na właściwym miejscu w życiu. Miał ukochaną rodzinę i swoje ideały, których wiernie się trzymał. Natomiast praca, która napędzana jest przez ambicje i chęć zrobienia kariery, staje się czasem przyczyną upadku i nieszczęścia bohatera. Postacią, która własne życie sprowadziła do wymiaru ziemskiego, ale w rozumieniu czysto materialnym jest Zenon Ziembiewicz, bohater „Granicy” Z. Nałkowskiej. Pogoń za pieniądzem i karierą stała się jedną z przyczyn klęski kodeksu etycznego bohatera. We wczesnej młodości był on postępowym idealistą. Kierował się uczciwością, sprawiedliwością, był szczery, otwarty i bezgrzeszny. Jednak jego wartości bardzo się zdewaluowały. Dla pieniędzy "sprzedał się" osobie, którą wcześniej pogardzał. Ambicja i żądza zrobienia kariery zwyciężyły. Awansując i konsolidując się ze środowiskiem burżuazji, wciąż łudził się, że uda mu się zachować swój własny system moralny. Kiedy doszedł do godności prezydenta miasta, początkowo wydawało mu się, iż wreszcie będzie mógł działać wedle własnego planu. Szybko jednak wyszło na jaw, że samodzielność prezydenta Ziembiewicza jest tylko pozorna. Co innego chciał robić, co innego robić musiał, poddawany nieustannym zewnętrznym naciskom. Dopiero teraz w pełni okazało się, iż kariera Ziembiewicza to powolne staczanie się po równi pochyłej. Z ideałów, jakimi kierował się w młodości, nie pozostało nic. Z wrażliwego człowieka, który nie godzi się na żadne zło, stał się cynikiem, który zimno wykorzystuje każdą okazję do polepszenia swojej pozycji i swego prestiżu. Jego historia to ukazanie zgubnych skutków konformizmu, który za wszelką cenę każe godzić moralność z karierą. Kompromis to efekt mądrości i rozwagi. Żeby go osiągnąć, trzeba znać granice, których nie wolno w nim przekroczyć i po osiągnięciu, których trzeba powiedzieć "nie". Jest to bardzo ważna przestroga dla nas w świecie, w którym praca i kariera stały się wartością nadrzędną.

Czasem praca może stanąć na przeszkodzie w spełnieniu się jako człowiek. Judym, Bohater "Ludzi bezdomnych" Stefana Żeromskiego, postawił wypełnianie swojego obowiązku na pierwszym miejscu w życiu. Ale nie było mu dane godnie żyć. Błędne mniemanie, iż szczęście rodzinne może stać się przeszkodą, która nie pozwoli w pełni poświęcić się pracy, uczyniło go nieszczęśliwym. "Nie mogę mieć ani ojca, ani matki, ani żony, ani jednej rzeczy, którą bym przycisnął do serca z miłością, dopóki z oblicza ziemi nie znikną te podłe zmory. Muszę wyrzec się szczęścia. Muszę być sam jeden" Chciał dobrze, jego celem była pomoc innym, ale wszystko, co robił, traktował jak smutny obowiązek, wyrównanie ciążącego na nim długu. Wciąż rozdarty między swój moralny nakaz, a głos stęsknionego miłości serca, nie potrafił określić swojego miejsca w świecie. Taki stosunek do pracy nie mógł stanowić solidnego filaru, na którym mogłaby się oprzeć jego codzienność. Myślę, że problem Judyma w znacznym, stopniu jest również problemem człowieka współczesnego. Obowiązek morderczej pracy i zbijania fortuny bardzo skutecznie przysłonił nam prawdziwy jej sens. Zbyt często zapominamy, że praca, w którą nie włożymy choć odrobiny serca, nigdy nie da nam satysfakcji, nigdy nie stanie się filarem godności naszego życia.

W znalezieniu prawidłowej proporcji między wartościami uczucia i rozumu niezbędna jest zasada złotego środka. Postrzeganie świata tylko i wyłącznie przez pryzmat uczuć nie gwarantuje godnego życia. Przykładem takiej właśnie postawy jest wspomniany wcześniej Rambert jeden z bohaterów "Dżumy" A. Camusa. W początkowej fazie panowania dżumy nie potrafił on myśleć realnie. Jego spojrzenie zaślepione było miłością, która nie pozwalała mu normalnie żyć, sprawiła, że stracił on kontakt z rzeczywistością. Rambert miotał się wśród spotykanych na każdym kroku przeciwności, próbując za wszelką cenę, nawet za sprawą haniebnych sposobów, być blisko ukochanej. Całą energię wkładał w coś, co nie miało najmniejszych szans powodzenia. Jednak zrozumiał on, że nie wolno całego świata opierać na uczuciach, bowiem rozum jest niezbędnym warunkiem godnego istnienia.

Wiele cennych, wskazówek, nakazów pomagających nam zrozumieć i określić, co jest w życiu najważniejsze odnajdujemy w utworze "Przesłanie Pana Cogito" Zbigniewa Herberta. Imię Cogito nawiązuje do słów Kartezjusza: "Cogita ergo sum" (myślę, więc jestem). Pan Cogito to człowiek myślący, kierujący się w życiu rozumem. W wierszu tym zawarta jest przestroga przed byciem biernym w obliczu zła, terroru, zakłamania i zniewolenia panującego w świecie. Musimy umieć wykorzystać wiedzę czerpaną z historii, legend i bajek, by być wiernym, odważnym i silnym. Trzeba śmiało wygłaszać własne poglądy, nie uginać się, być "wyprostowanym wśród tych co na kolanach". Bez względu na konsekwencje służyć prawdzie i etyce. Należy iść do przodu, ponieważ przystanek to przyzwolenie na bierność a krocząc odkrywamy, poznajemy, tworzymy, doskonalimy się, doświadczamy, czyli stajemy się bogatszymi i mądrzejszymi. Nie wolno również zapominać o uczuciach podstawowych: miłości, współczuciu, przyjaźni, więzi z człowiekiem i przyrodą. Jedynie tradycja, kultura, wzory postępowania i kodeks moralny mogą być oparciem. Są one nośnikami niemodnych już dziś wartości, takich jak: godność, duma, odwaga, wierność, tolerancja i niezależność. Ostateczne polecenie Pana Cogito brzmi: "Bądź wierny. Idź".

Jednak chyba najtrudniejsze były wybory w "nieludzkich" czasach wojny i okupacji. Tadeusz Borowski w cyklu opowiadań "Pożegnanie z Marią" przedstawił człowieka zlagrowanego. Bohater – cyniczny i brutalny nauczył się doskonale życia w obozie koncentracyjnym. Wybrał przystosowanie i przestał reagować na cierpienie innych, nawet nudził się kiedy nikt nie był zabijany. Rzeczywistość okupacji hitlerowskiej niszczy wszelkie wartości. Bo jak inaczej wytłumaczyć postępowanie młodej dziewczyny wspomnianej w "Pożegnaniu z Marią", która by ocalić życie wyrzeka się własnego synka. Jest to dla nas decyzja absolutnie niezrozumiała, bardzo tragiczna. A w "Innym świecie" Gustawa Herlinga-Grudzińskiego jeden z więźniów dla uratowania swojego życia wydaje czterech innych. Zresztą, w łagrach, podobnie jak w obozach koncentracyjnych, życie ludzkie nie przedstawia żadnej wartości. Donosy, gwałty i mordowanie chorych oraz niezdatnych do pracy są na porządku dziennym. Zanikają uczucia miłości i przyjaźni, kobiety zmuszane są do prostytucji, "... o rzeczach nieludzkich mówi się tak jak gdyby były one najzupełniej normalne, ludzkie".

A i w takich warunkach znajdywali się ludzie, którzy potrafili ocalić osobistą niezależność i zachować sens życia. Michał Kostylew, bohater "Innego świata" wolał poddać się cierpieniu fizycznemu, niż wykonywać upokarzającą pracę na rzecz oprawców. Ocalił swoją godność płacąc za nią najwyższą cenę – życie. Pielęgniarka Eugenia Fiedorowna również próbowała ratować własną niezależność. Jej ocaleniem okazała się miłość do młodego studenta. A Rusto Karinena, chociaż cieszył się bardzo krótko wolnością podczas nieudanej ucieczki z łagru fińskiego, pokazał jak wielką siłę daje tęsknota za wolnością i ludzkim życiem. Wybierając opór wobec zła wyróżniali się z masy tych, którzy się poddali. Niektórzy ocalili swoje życie i człowieczeństwo, by opowiedzieć innym o przerażającej filozofii zła, która panowała nad całymi narodami. Bohaterka "Medalionów" – Dwojra Zielona poddawana niesamowitym cierpieniom, bita i okaleczona – walczyła o życie, aby po wojnie opowiedzieć o tym światu. Michał P. mimo utraty swoich bliskich i wyczerpującej pracy w obozie nie poddał się. Dzięki pomocy innych uciekł z obozu. Myśl o wolności i wytrwałość pomogły mu po latach dać świadectwo o okrucieństwie ludzi, którzy innym zgotowali ten los.

Każdy z nas sam szuka sensu życia. W ciągu życia popełniamy błędy, mylimy się, błądzimy, szukamy rozwiązań idealnych, gdyż ciągle wierzymy, że takie istnieją. Miłość, praca, poświęcenie ojczyźnie – możemy uczynić je celem naszego istnienia. Możemy również poszukiwać podpowiedzi w literaturze, filozofii, religii. Znajdziemy w nich nawet gotowe wzorce postępowania. Wybór należy do nas. Zawsze jednak musimy pamiętać o jego konsekwencjach. A kiedy już znajdziemy sens życia, swoją „jedyną melodię istnienia”, należy dochować jej wierności, podążać raz obraną drogą, bez względu na przeciwności losu. Ponieważ "Największą zbrodnią jest nielojalność wobec samego siebie" (M. Chromański). Nie sposób jej zapomnieć, ani wymazać.

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 18 minut