profil

"Samotność – cóż po ludziach...”. Najciekawsze – Twoim zdaniem – literackie portrety bohaterów skazanych na samotność i samotnych z wyboru.

drukuj
poleca 85% 253 głosów

Treść
Obrazy
Wideo
Komentarze

Człowiek z natury potrzebuje obecności drugiego człowieka. Przebywanie z kimś bliskim jest tak samo ważne w życiu każdego człowieka, jak inne fundamentalne uczucia – miłość, przyjaźń. Samotność zatem staje się największą karą, czasami nadaną zupełnie niesprawiedliwie. Człowiek samotny to zazwyczaj człowiek wyróżniający się z tłumu, niezrozumiany przez otoczenie i nierzadko wyrzucany poza margines społeczeństwa. Bohater taki, sam dąży do wyznaczonych sobie celów, narażając się na drwiny i ignorancję ze strony swoich najbliższych. Przez wszystkie epoki w dziejach świata bądź literatury przelewa się fala bohaterów skazanych na samotność lub samotnych z wyboru. Istnieje wiele form tego niszczącego uczucia. Można czuć się samotnym po stracie rodziny, przyjaciół, można zrezygnować z towarzystwa ukochanych osób dla wyższych celów i dobra ogółu. Ale samotność nie polega tylko na braku kontaktu z innymi. Można przecież być samotnym wśród wielkich tłumów. „Człowiek wybiera samotność jedynie wtedy, gdy jest w zupełnej harmonii z samym sobą albo też, gdy czuje, że wszyscy ludzie są mu tak obcy, że nawet w tłumie, nawet wśród bliskich czuje się w głębi duszy samotny, zdany na samego siebie” – Halina Auderska.

W starożytności spotykamy się z antycznymi bohaterami, którzy sprzeciwiając się okrutnym prawom olimpijskich bogów, samotnie walczą o dobro ludzkości. Jedną z takich właśnie postaci jest Prometeusz. To on wprowadził w literaturę i życie pojęcie prometeizmu, jako bezinteresownego poświęcania się dla dobra ogółu. Ten mityczny tytan sam skazał się na samotność poprzez walkę dla ukochanych przez siebie ludzi. Specjalnie dla nich wykradł bogom ogień i w ten sposób na zawsze zmienił i ułatwił życie śmiertelników. Niestety, często tak wspaniałe czyny są wbrew obowiązującym regułom i człowiek porywający się na taką odwagę musi zostać ukarany. Tak też było i w tym wypadku. Prometeusz zostaje bardzo okrutnie ukarany. Samotnie wisząc na skale przeżywa wieczne, niesprawiedliwe katusze, za coś, za co powinien być chwalony i wielbiony przez wieki.

Samotną walkę w imię antycznej sprawiedliwości widzimy również w „Antygonie” Sofoklesa. Główna bohaterka jest rozdarta między obowiązujące prawa ludzkie, które nie pozwalały na pochówek zdrajcy, a prawa boskie, które nakazywały pochować z godnością każdego śmiertelnika. Nie mogła ona pozwolić na sponiewieranie ciała jej ukochanego brata, ale też nie chciała sprzeciwiać się swemu panu, gdyż to groziło śmiercią. Samotnie przeżywała wewnętrzne rozdarcie między miłością do rodzeństwa a posłuszeństwem wobec społeczności. Również tu spotykamy się z niesprawiedliwością losu. Jakąkolwiek decyzję by podjęła i tak skazana jest na niepowodzenie. Gdy pochowa ciało brata – zginie, gdy tego nie uczyni – zostanie wyklęta przez bogów i własne sumienie.

Samotność z wyboru jest ciężką próbą własnych sił. Jest to wyrzeczenie się wszystkiego dla wzniosłego celu. W średniowieczu spotykamy wiele postaci, które rezygnują z dóbr doczesnych dla Boga. Jedną z takich postaci jest św. Aleksy z „Legendy o św. Aleksym”. Był to skrajny asceta żyjący w przeraźliwej biedzie i szukający, poprzez umartwianie swego ciała, kontaktu z Bogiem. Wyrzekł się rodziny, całego majątku, by samotnie wybrać się w podróż w głąb własnej duszy, szukając zbawienia. Taka postawa wymagała pokory i skromności, unikania chwały i rozgłosu. Propagowane było życie w odosobnieniu, by tam, w swojej pustelni skupić się na wewnętrznych przeżyciach.

W literaturze zdarzają się przypadki ,gdzie samotność jest w pełni zasłużoną karą dla zbrodniarzy, kłamców, złoczyńców. Portret zbrodniarza-królobójcy spotykamy w renesansowym dramacie Williama Szekspira „Makbet”. Tytułowy bohater przeszedł szereg zmian w swoim życiu i osobowości. Od wiernego, oddanego królowi, postępującego zgodnie z etyką rycerza do okrutnego zabójcy króla, potępionego i skazanego na samotną walkę z własnym sumieniem. Makbet był osobą manipulowaną przez własną małżonkę. To właśnie przez jej namowy rycerz zabił swojego władcę, a tym samym skazał się na życie w szeregu zbrodni, bowiem jedno morderstwo pociągnęło za sobą następne i następne. Przez ten łańcuch zabójstw Makbet został całkowicie sam, odwiedzany jedynie przez zmory i duchy swoich ofiar. Stał się okrutnym, żądnym władzy królem, znienawidzonym przez własny lud. Przez swój egoizm i pychę stracił swoich najbliższych, toteż stanął do swej ostatniej walki zupełnie sam, gdzie poniósł ostateczną klęskę.

Romantyzm jest epoką, w której artyści upodobali sobie bohatera jako postać cierpiącą, rozdartą wewnętrznie, przewyższającą duchowo innych, a przede wszystkim samotną. Jednym z najwybitniejszych twórców tejże epoki jest Adam Mickiewicz. Cały jego dorobek poetycki nasycony jest typowymi osobowościami doby romantyzmu. W wierszu „Stepy akermańskie” autor wciela się w postać pielgrzyma, oddalonego o tysiące kilometrów od ojczyzny. Zachwyt nad pięknem otaczającej go zieleni zostaje przyćmiony przez tęsknotę do ukochanej Litwy. Czuje się wyobcowany i wygnany. Samotnie wsłuchując się w ciszę, oczekuje jakichś głosów z ojczyzny, które być może każą mu wracać. Jednak żadnych głosów nie usłyszał – „Jedźmy, nikt nie woła”. Z jeszcze większym rozgoryczeniem i poczuciem pustki wyrusza w kolejne, samotne wyprawy, zastanawiając się nad przemijalnością ludzi i świata.

Adam Mickiewicz wprowadza również w literaturę pojęcie walenrodyzmu. Termin ten oznacza samotną walkę w imię wielkiej idei w sposób skryty i podstępny. Tytułowego bohatera, Konrada Wallenroda, historia zmusiła do nieetycznej i spiskowej walki z zaborcą. Pała w nim żądza zemsty za utracone dzieciństwo i zniewolenie ukochanej ojczyzny. Już od początku swego życia Konrad jest samotny. Porwany, za niemowlęcia, przez Krzyżaków samotnie dojrzewa wśród wrogów. Tęsknotę pogłębiają opowieści o ojczystym kraju. Jako dojrzały mężczyzna, postanawia samotnie walczyć w imię wolności ojczyzny. Jest rozdarty wewnętrznie, ponieważ sposób walki, jaki został mu narzucony jest niemoralny i niezgodny z jego dotychczasowym kodeksem. Poświęca swoje życie rodzinne by wypełnić postawione przed nim zadanie, bez możliwości powrotu. Motto poematu: „Trzeba być lisem i lwem” usprawiedliwia jego czyny, ponieważ w walce o dobro ojczyzny, o jej niepodległość, dozwolone są wszystkie chwyty, zarówno te chwalebne, jak i te które przynoszą hańbę. Liczy się efekt działania, a nie środki jakie były użyte do jego uzyskania.

„Samotność, cóż po ludziach” słowa te wypowiedział w „Wielkiej Improwizacji” główny bohater III części „Dziadów”, Konrad. Jest to człowiek skłócony ze światem i ludźmi. Uważa, że tylko on jest w stanie uratować kraj przed zagładą, ponieważ przerasta mądrością innych „bohaterów” narodowych i jedynie on może zostać duchowym przywódcą Polaków. Tylko on „kocha i za milijony cierpi katusze”. Konrad poniesiony pychą, uważa się za lepszego od samego Boga, który nie ingeruje w sprawy i los cierpiących. W ten sposób świadomie skazuje się na samotność, wierząc, że tylko on potrafi zbawić świat. Konrad liczył się z tym, że poprzez wypowiedzenie Bogu wojny skazuje się na potępienie wieczne. Jednak cel jaki sobie postawił jest dla niego najważniejszy i godny największych wyrzeczeń.

Romantyczni bohaterowie to samotnicy z wyboru, którzy godzą się na osamotnienie by dokonać czegoś, czego nie są zdolni dokonać zwykli śmiertelnicy. Taką postacią był również tytułowy bohater dramatu Juliusza Słowackiego pt. „Kordian”. Człowiek ten dotknięty jest tzw. chorobą wieku. Choroba ta objawia się przez niepokój, rozdarcie wewnętrzne, uczucie bezsensu życia i pustki egzystencjalnej. Kordian postawił sobie za zadanie zabić ówczesnego króla Polski- cara. Nikt nie chciał mu w tym pomóc, każdy bał się konsekwencji i złapania. W podziemiach katedry św. Jana, gdzie odbyła się narada spiskowców, liczy jeszcze na współpracę z innymi, ale szara rzeczywistość – wyniki głosowania uświadamiają mu, że został skazany na samotność z wyboru. Wiedział dokładnie, że tylko on może dokonać tego czynu, ponieważ jako jedyny nie jest bezmyślnym narzędziem cara. Przed samym zabójstwem czuje się zupełnie sam, wyalienowany, może dlatego ma wiele wątpliwości. W jego duszy toczyła się walka między chęcią wyzwolenia ojczyzny a zbrodnią, którą się brzydził. Strach zdradził go i wydał w ręce wrogów, uniemożliwiając mu osiągnięcie zamierzonego celu.

Inną formę samotności widzimy w skazanym na odcięcie od świata mieście Oran z „Dżumy” Alberta Camusa. Mieszkańcy tego skromnego, niczym nie wyróżniającego się miasta zostali poddani wielkiej próbie miłości, oddania i wytrzymałości. Miasto zaatakowała dżuma, choroba niezwykle ciężka i praktycznie nieuleczalna. Zadżumione miasto zostało zamknięte na wiele miesięcy. Uniemożliwiony został kontakt z bliskimi, którzy akurat w tym czasie wyjechali. Zamknięte bramy miasta nie pozwalały na kontakt, a co najważniejsze, na ucieczkę. Mieszkańcy stali się „więźniami Oranu”. Nie można było wysyłać listów, telefonować. Pozbawieni wolności ludzie, wykonując codziennie rutynową pracę, w milczeniu oczekiwali śmierci. Starali się żyć normalnie, patrzeć na zdarzenia z dystansem, ale tak naprawdę nikt nie pogodził się jeszcze z chorobę. Patrząc na umierającą, bliską osobę, czuli się opuszczeni przez Boga i uwięzieni we własnym domu. Po pewnym czasie w sercach tych ludzi rodzi się obojętność. Czując się samotnie w tłumie, nie zwracają już uwagi na cierpienia umierających. Dżuma zmieniła mieszkańców Oranu. Kiedy w końcu po długim czasie oczekiwania bramy miasta zostały otwarte, nikt tak naprawdę nie umiał cieszyć się z uzyskanej wolności. Po tylu przeżyciach, widoku śmierci najbliższych, zagrożenia śmiercią, wygnaniu i masowych grobach zapomnienie przychodzi z wielką trudnością.

Jedną z wielu książek, które zrobiły na mnie duże wrażenie jest „Wieża” Gustawa Herlinga- Grudzińskiego. To właśnie w niej znalazłam ukazaną niezwykle historię trędowatego skazanego na okrutną samotność. W tytułowej wieży został zamknięty Trędowaty, skazany przez swoją chorobę na odosobnienie. Wieczna samotność przerażała go, może dlatego nie próbował jej sobie nawet wyobrazić. Czasami wymykał się ze swej pustelni i z ukrycia obserwował ludzi, których tak bardzo pragnął spotkać:„Śledził z daleka mieszkańców Aosty, którzy ledwie o nim słyszeli, wyciągał ku nim z jękiem ręce i domagał się swojej cząstki szczęścia”. Przez kilka pierwszych lat w nieszczęściu towarzyszyła mu siostra, jednak i ona wkrótce odeszła. Okrutność ludzka nie pozwalała mu nawet na zaprzyjaźnienie się z kundlem- przybłędą. Po śmierci siostry, ten pies był wszystkim, co mu pozostało. Jednak zwierzę to mogło roznosić chorobę, toteż zabito go na oczach mieszkańca wieży. Latem pielęgnował kwiaty, ale nie chciał dotykać ich piękna, bowiem bał się, że je zarazi swoją straszną chorobą. Wpuszczał więc dzieci „(...)odciąga zasuwkę i natychmiast ucieka na szczyt wieży, by ich nie wypłoszyć i nie zrobić im mimo woli krzywdy (...) z okna wieży patrzy, jak baraszkują chwilkę na ścieżkach a przed odejściem podnoszą ku niemu główki i wołają ze śmiechem: Buon giorno, Lebbroso! Te dziecinne okrzyki są dla niego źródłem dziwnej radości”. Trędowaty bał się życzliwości ludzkiej, bał się, że po jej doświadczeniu nigdy nie będzie umiał pogodzić się ze swoim losem. Nie chciał ulegać złudzeniom, że jego życie mogłoby być lepsze, bardziej ludzkie. Nauczył się żyć w swojej celi i cieszyć się otaczającą go naturą. Siły i ulgi szukał w modlitwie, chciał naśladować Chrystusa i tak jak on żyć w nieszczęściu i samotności. „Nie zawsze- powiedział- znajduje się samotność w sercu lasów lub wśród skał. Nieszczęśliwy jest samotny wszędzie”.

Samotność ma różne oblicza. Może stać się częścią życia dla tych, którzy wybrali taką drogę, może być też karą, zarówno dla zbrodniarzy jak i nadaną zupełnie niesprawiedliwie. Pewne jest to, że we wszystkich tych przykładach samotność przynosi nieszczęście. Odosobnienie skazuje człowieka na radzenie sobie samemu w każdej chwili i liczenie tylko na siebie. Człowiek taki, nie może i nie umie być szczęśliwy. „Samotność jest przyjemnością dla tych, którzy jej pragną i męką dla tych, którzy są do niej zmuszeni” – Władysław Tatarkiewicz.


Polecasz? Tak Nie
Komentarze (5) Brak komentarzy
17.12.2008 (12:19)

zajebista w kórwe...hehe

13.12.2008 (19:58)

rewelacja...:) jestem pełna podziwu...

27.11.2007 (14:55)

praca ok! może wykorzystam ją do matury!