profil

Motyw światła w poezji polskiego Oświecenia.

drukuj
poleca 85% 363 głosów

Treść
Obrazy
Wideo
Komentarze

„ Oświecenie było nie tyle końcem, ile – przemianą paradygmatu kultury zachodu: mrocznym światłem druzgocącym obraz świata, lecz też oczyszczającym pojęcia i ocalającym człowieka, z jego pokorną świadomością i ułomną wiedzą.” W ten sposób, idąc drogą egzystencjalnego pojmowania tekstów dawnych, ujmuje wiek XVIII Antoni Czyż – znakomity badacz „porażony” duchem wyobraźni, ponadzmysłowego odczuwania epoki.
Symbolika światła stała się w epoce oświecenia niezwykle wymowna, zarówno w indywidualnym jak i społecznym wymiarze życia.
„Lumen naturale” (światło naturalne) utożsamiane z „naturlis ratio” (naturalnym rozumem) Filipa Melanchtona i pewność człowieka w moc własnego rozumu, optymistyczna wiara, że za jego pomocą można osiągnąć ład społeczny. Pozorna błyskotliwość miejskiej społeczności, szczególnie – tej warszawskiej, przekonanie o wyższości elit a naprzeciwległym biegunie – poezja, która odkrywa mroki warszawskiej inteligencji. Poezja dydaktyczna, moralizatorska a zarazem schematyczna i jakże niesmaczna dla Węgierskiego – bo: „oto analityk nie zwykły, chłodny, ironiczny, gwałtowny, pełen sprzeczności, w tym wszystkim radykalnie niepokorny wobec klasycyzmu” , mający odwagę buntu przeciw systemowi, który ogranicza. Wreszcie światło jako odbicie sfery wrażeń zmysłowych – blask strumienia, rozmowa z księżycem, słońce, gwiazdy, budząca się do życia przyroda – światło odbijające stany emocjonalne człowieka, piękno budzące jego zachwyt, pierwsze światło i jedyne źródło światła – Bóg. Oto krąg tematów oświeceniowej poezji.
Kant określił epokę: „wyjściem z nieświadomości” rozumianej jako niemożność używania rozumu; światło rozumu; królestwo rozumu; racjonalizm. Człowiek oświecenia stopniowo wyzwala jednak wszelkie pewniki, wydaje się, iż jest to owe „wyjście z cienia”, ku światłu, światłu prawdy (lux veritatis) o jego rzeczywistej kondycji ontologicznej i ograniczonych możliwościach. Światło odgrywało prymarną rolę jako temat utworów poetyckich powstałych w epoce oświecenia.


ŚWIATŁO – NOWE SPOJRZENIE NA POEZJĘ

Oświecenie było okresem, w którym dość różnorodnie rozumiano istotę poezji i niezbędne własności jej twórców. Poezja jako sztuka „ars” pojmowana zgodnie z tradycją antyczną jawiła się rzemiosłem, którego można się wyuczyć, stosując sformułowane przez teoretyków reguły i zasady. Wacław Borowy w książce pt.: „O poezji polskiej w XVIII w.” przywołuje stwierdzenie Pilata z „Historii poezji polskiej”, iż: „czynność poetycka straciła charakter prawdziwego tworzenia i stała się z biegiem czasu w znacznej części mechanicznym rymotwórstwem prowadzonym pod sznur utartych prawideł.”

Poezja stopniowo zaczyna wychodzić z tych schematycznych uzależnień. Pierwsze tego oznaki widać już u Elżbiety Drużbackiej. Byłaby ona w nurcie baroku, jednocześnie jednak wkracza swą twórczością w obszary już oświeceniowe. Owe okresy znajdują bowiem wspólne punkty odniesień na płaszczyźnie wyrafinowanego rokoka. A. Czyż odczytuje poetkę jako tę, której „świat staje się znakiem Bożym (i przejawem Boskiego porządku), ale i kuszącym kłębowiskiem przedmiotów i form, zmiennym, lśniącym, zawsze i wszędzie cudownym, a w końcu uświęconym i dobrym.” Teresa Kostkiewiczowa umieszcza ją jeszcze w nurcie klasycystycznym, odnajdując w niej tradycje renesansowe. „Drużbacka, jak większość jej współczesnych w Polsce, nie miała jasnego pojęcia poezji” - pisze Wacław Borowy. Nie odróżniała poezji od moralistyki i satyry, od zakresu piśmiennictwa praktycznego. Stąd, gdzie tylko znalazła sposobność, popadała w pouczenie i perswazje albo w „naturalna”, prozaiczną gospodarszczyznę.
„Opisanie czterech części roku” zaczęte wprawdzie uniesieniem religijnym:

„Powiedz, kto słońcu wschód ranny naznaczył,
Kto czas wieczorny w zachodzie zamierzył,
Kto księżyc pełny w części przeinaczył,
Kto osiom mile gwiazdecznym wymierzył,
Kto mleczną drogę, kto czystą jutrzenkę,
Kto w świetną przybrał firmament sukienkę.”

stopniowo coraz bardziej staje się zbiorem refleksji w rodzaju:

„Kto butów nie ma, kożucha nie włoży.”

„Pochwała lasów” ujęta w pełne ornamentycznego wyrafinowania wersy, w rodzaju:

„Lasy kochane, zielone chłodniki,
Drzewa przyjemny szum dające z siebie,
Trawy, pagórki, biegące strumyki”

wyrażają zachwyt naturą. Przyroda – jako antidotum mroków naszego bytu, wyzwolenie, płaszczyzna kontemplacji. Byłaby więc owa natura pewnego rodzaju światłem – oderwaniem od bólu egzystencji, spełniałaby ludzką potrzebę odczuwania piękna. Lecz utwór kończy się pochwałą mleka zsiadłego, jako potrawy, która nie psuje żołądka.
Niemniej jednak cała twórczość E. Drużbackiej tkwi mocno w oświeceniowej tematyce świetlnej. Pojawiają się bowiem: słońce, gwiazdy, księżyc, strumyki – wszystkie te elementy, które uderzają swym blaskiem.
W. Borowy w przywoływanej już pracy „O poezji polskiej w XVIII w.” dowodzi, iż nie ma poezji bez pierwiastków uczuciowych i wyobraźniowych, pozostaje przy założeniu, które uznawał nawet...Wolter, pisząc w swoim słowniku filozoficznym, że smaku nie mają „des ames froides”. Naszym osiemnastowiecznym pisarzom to pojęcie teoretyczne obce nie było. Krążyło w tej epoce, wiele błędnych wyobrażeń o poezji ale krążyły i dobre: nie była to epoka bez busoli estetycznych ani o busolach całkowicie fałszywych. Jednakże dopiero pod koniec czasów stanisławowskich wychodzą na jaw niedostatki francuskiego klasycyzmu, widać to szczególnie u poetów mniej znanych, być może właśnie z owej przyczyny.
Do takich poetów zaliczyć należy Tomasza Kajetana Węgierskiego. Jego poezja ujawnia bowiem osobę samo-świadomą, egotyczną, odnajdującą w końcu mroczny wymiar swego trwania pośród niejasnego porządku bytu . Odważył się bowiem oprzeć swą poezje na indywidualnym jej pojmowaniu. Radykalnie niepokorny wobec klasycyzmu.
Podejmując sprawę natrętnej manii wierszopistwa panującej w kraju, pośrednio formułował Węgierski własne rozumienie poezji. Jego poezja ma odwagę wyjść poza dydaktyczne ramy, które dyktował duch epoki. W utworze pt.: „Moja ekskuza” staje jako indywidualista, reprezentuje własne, jednostkowe punkty widzenia, mówi na własny rachunek, wyzwala swą poezję z wszelkich ograniczeń systemowych.

„Nie mam w ustach czułości, ni bzdurzę o cnocie,
Nikt mię jednak przy podłej nie zastał robocie,
Dla zysku nic nie czynię, prawdę mówić lubię,
Nieprzyjaciół skrytymi podstępy nie gubię.”

Powszechne w owym czasie moralizatorstwo określa mianem „bzdurzenia o cnocie”. Daje tym samym wyraz swego stosunku do wszelkiego systemu, który ogranicza.
Brak zaangażowania dydaktycznego sprawia, że zmienia się, w porównaniu z poezja moralistyczną ich podmiot literacki. Nie jest anonimowym nauczycielem, lecz dzięki właściwościom stylistycznym, leksykalnym i składniowo – intonacyjnym, a nawet czynnikom słowotwórczym jawi się jako postać reprezentująca własny punkt widzenia . W ten sposób wyznacza miejsce poezji Węgierskiego Teresa Kostkiewiczowa w zbiorze szkiców o prądach literackich polskiego oświecenia pt. „Klasycyzm, sentymentalizm, rokoko”. Umieszcza go w nurcie rokoka, jest bowiem Węgierski anty-klasyczny („nie bzdurze o cnocie”), jest anty-sentymentalny („nie mam w ustach czułości”). Antoni Czyż doda, iż Węgierski będzie poetą buntu i sprzeciwu „dopóki nie ogarnie go niemoc” . U kresu życia bowiem, wolterianin i libertyn, podczas ostatniej podróży do Grenoble wyzna:

„Ani Nieba nadzieja, ani Piekła trwoga
Zmienić myślenia mego nie zdoła sposobu,
Z ochotą bym tu jednak żył i wszedł do grobu
Gdyby mnie kto nauczył wierzyć w Pana Boga”

Libertyn pogardzający wszelką formą – potrzebuje Boga. Człowiek, każdy nie tylko ten oświecony potrzebuje egzystencji otwartej, wewnętrznego przeistoczenia.
Poezja zatem zaczyna wyzwalać się z więzów dydaktycznych w kierunku coraz większej subiektywizacji. Wszak jak dowodził Wacław Borowy, nie może być mowy o poezji bez wyobraźni.
Węgierski miał dość wysokie wyobrażenie o poezji, o tym świadczy także jego przedmowa do „Organów”. Uskarża się w niej na licznych „poetów” współczesnych, którzy „prawie wszyscy wiersze prozą piszą” . Trzeba przyznać, iż lepiej o poezji myślał niż ją praktykował. Były to jednak znaczące, pierwsze iskierki nowego spojrzenia na poezję pośród mroków „nocy saskiej”. Wacław Borowy przytacza jego przemyślenia: „Gdzież tu poezja? ( myślałem sobie), gdzie duch geniuszu wszystko ożywiający? gdzie głębokość wierszy? gdzie harmonia kadencyj? gdzie żywość myśli i obrazów? Zdziwiłem się, ale, sobie nie dowierzając, zaniosłem to do jednego z przyjaciół moich, człeka obszernej wiadomości i gustu niewątpliwego, którego zdanie za nieomylne w tej mierze dotąd wszyscy poczytują. Patrz (rzekłem), co teraz na imię poezji zasługuje? Czytaliśmy to znowu razem i on przyznać był przymuszony, że od deski do deski nudna tylko proza wszystkie kratki zastępowała. Wzięliśmy więc Horacjusza i najpierwej na to napadaliśmy prawidłowo: „Mediocribus non licet esse poetis”
Inny poeta oświeceniowy Wojciech Mier postrzega jako przedmiot dostarczający rozrywki i przyjemności. Obnaża umowność i bezzasadność wszelkich norm rządzących poezją:

„Próżności niechaj kto inny słucha,
A ja wezwawszy serca na rade,
Na to wieszczego użyję ducha,
Żebym cię prosił o czekoladę”

W strofie tej W. Mier ujawnia parodystyczne intencje, zadania poezji sprowadza do niezobowiązującej zabawy towarzyskiej. Jego poezja dystansuje się od panujących tendencji literackich, głosi poglądy bliskie postawom hedonistyczno–libertyńskim. Pisał bowiem:

„Nie myśląc, co po śmierci czeka nasze cienie,
Korzystajmy z dni, które daje przyrodzenie”.

Poezja zatem, zaczyna funkcjonować stopniowo w nowym świetle, wyzwalać się ze schematycznych zahamowań, sztywnego moralizatorstwa.


ŚWIATŁO RACJONALIZMU

Zygmunt Łempicki w tomie „Renesans, Oświecenie, Romantyzm” wyznacza miejsce wieku XVIII wg myśli Troeltscha ,który upatruje istotę oświecenia w
opozycji przeciw dotychczasowemu rozdźwiękowi między objawieniem a rozumem. Proces ten rozpoczęty już we wczesnym renesansie ,jako reakcja przeciw katolickiej kontrreformacji ,prowadzi do autonomii myślenia w wieku XVIII.Z czasem jednak „autonomia myślenia” przeradza się w tyranię rozumu. Pierwszą fazę epoki naznacza bowiem optymistyczna wiara w moc rozumu, za pomocą którego można wyzwolić energię twórczą mas społecznych.
Poezja – na równi z innymi dziedzinami ludzkiej działalności myślowej usiłuje dociec ,jak winny wyglądać społeczne powinności. Istota człowieka tkwi w spełnianiu obowiązków wobec grupy. Adam Naruszewicz w wierszu : „O pożytku z nauk nadgrodą w kraju rozkrzewionych. Wiersz z okazji odebrania numizna z rąk Jego Królewskiej Mości” , dziękując za wyróżnienie podkreślał rolę mecenatu królewskiego, widząc w nim jedną z dróg przywrócenia dawnej potęgi Rzeczypospolitej :

„Królu! który charakter boskiej nosząc mocy ,
Dzielnym ramieniem z ciemnej dzień wywodzisz nocy”

Król Stanisław postrzegany jest zatem , jako ten , który : „wywodzi z ciemnej nocy”. Naruszewicz przyjął poetykę pochwały panującego. Utwór przybrał postać wielkiej apologii rozumu i nauki zgodnej z ideami oświecenia , przenikała go idea postępu tak charakterystyczna dla epoki , towarzyszyło jej przekonanie o mocy człowieka oraz optymizm i wiara w pomyślność zamierzeń S.A. Poniatowskiego. Społeczeństwo stanowi dla klasycystycznej poezji uporządkowany „łańcuch bytów”.
Zygmunt Łempicki w przywoływanej już pracy wspomina o tzw. ”lumen naturale „(naturalnym świetle rozumu) wg. koncepcji Filipa Melanchtona, dla którego źródłem naturalnego prawa etycznego jest właśnie naturalne prawo rozumu.
Ale oto Józef Baka wątpi w światło rozumu ludzkiego , nie bardzo ufa jego wolnej woli .Ta moc staje się złudna wobec potęgi zła na świecie , a czyn ludzki wiedzie raczej do błędu , niweczy więź z Bogiem, umacnia grzech. W jego „Uwagach o śmierci niechybnej” jedynie Bóg –jest światłem u schyłku wędrówki przez mrok. Baka wątpi w człowieka. Jego „Uwagi ...” stają się tekstem metafizycznym, wejściem w dobro i światło poprzez cierpienie i mrok. Uczestnictwo w Bogu wymaga bowiem „nocy”.

„ Boska dobroć wolność mi dała,
A złość jedyna skrępowała.
Nie ma waloru wolność złota,
Gdy w sumnieniu grzechów jak błota „

Powie Baka w utworze pt. ”O wolności sumnienia”. ”Czerpie on z oświecenia to, co w nim ciemne :zwątpienie w człowieka .Znamiennie bliskie zwątpieniu kultury późnobarokowej .Kres personalizmu chrześcijańskiego, meandry humanizmu” - stwierdza Antoni Czyż. Niczym jest rozum i wolna wola człowieka jeśli w sumieniu panuje mrok grzechu . Do osiągnięcia pełni egzystencji niezbędne jest światło rozumiane przez Bakę jako wyzwolenie z niewoli zła.





MOTYWY ŚWIETLNE (ŻYWIOŁY, STRZAŁY AMORA, POZORNIE BŁYSKOTLIWA WARSZAWA, SŁOŃCE ,ŻEGLUGA , LÓD, BŁYSK , JASNOŚĆ,NOC , KSIĘŻYC ,GWIAZDY ,STRUMIEŃ, PIERWSZE I OSTATECZNE ŚWIATŁO – BÓG ) – TEMATEM POEZJI OŚWIECENIOWEJ


Motywy świetlne odgrywały w epoce oświecenia prymarną rolę jako temat poezji. Uporządkowane , harmonijnie współistniejące żywioły oddają w jednej z ód A. Naruszewicza przekonanie o harmonii świata fizycznego :

„Wiatr powietrze , powietrzne wodę czyszczą wiewy ,
Woda rodzajnym sokiem zimne tuczy krzewy ,
Ogień tyle gwiazd żywi niedościgłym okiem ,
I tym , który ożywia , sam żyje obrokiem.

Ty sam ozdobny darem wiecznej duszy rzadkiem ,
Mniemasz , żeś na ten okrąg wtrącony przypadkiem ,
I jakbyś chciał natury stargać węzły wieczne;
Pędzisz Bogu i ludziom dni nieużyteczne „

Każdy z przywoływanych w utworze żywiołów posiada określony status ontologiczny . Woda – symbol życia- „zimne tuczy krzewy „ , ogień – częściowo ujawnia się w blasku ciał niebieskich , a wszystko to współistnieje w racjonalnym porządku bytu . Porządek żywiołów w klasycyzmie odzwierciedla koncepcję ładu społecznego , społeczeństwa , w którym każdy posiada określoną pozycję i co daje szansę na szczęście ogółu i jednostki.
Wśród klasyków postanisławowskich podobną problematykę odnajdujemy w odach Koźmiana , ich bohatera sławi się między innymi za przywrócenie naturze właściwego jej porządku:

„Rzekł : - a w morza ściekły wody ,
Światło się w górę podnosi ,
Ziemia się chwieje na osi ,
Niebo jaśnieje w błękicie ,
I mocą jednego słowa
Powzięła świata budowa
Porządek , zgodę i życie .”

Dla klasycyzmu stanisławowskiego nadrzędną rolę grał ład społeczny , miejsce jednostki w systemie. Tutaj zaś , frazeologia żywiołów pełni rolę raczej „uwznioślającą” , ale zasadnicza wizja przywróconej harmonii świata społecznego jest taka sama . Słowa : woda , światło , jasność służą wyrażeniu zachwytu nad uporządkowaniem świata.
Koncepcja społecznej harmonii powiązana z kulturową rolą jaką zaczęła odgrywać Warszawa w poł. XVIII w. Znalazła swój wyraz u Naruszewicza :

„Miasto nowy kształt brało i zdało się prawie ,
Że się sama Warszawa dziwiła Warszawie „

Za panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego nabrała Warszawa prawdziwie stołecznego blasku: stała się – podobnie jak Kraków w dobie odrodzenia – głównym i niezwykle twórczym ośrodkiem życia umysłowego i artystycznego , zeuropeizowała się oraz zyskała nazwę polskiego Paryża.
Ale przeciw tym uładzonym wizjom głośno odezwie się sceptyczny libertynizm ,dostrzeże całą pozorność harmonii i wdzięku. Znamienna tu postać Tomasza Kajetana Węgierskiego , jego „biografia malownicza i frapująca” – powie Jerzy Snopek ma odwagę obnażyć z wszelkiej wyniosłości pozorne blaski warszawskich elit. Oto dandys używający życia.
Węgierski nie ulega polskim złudzeniom oświeconym tamtego stulecia , widzi obłudę , pychę , małość i wszystkie te żałosne blaski małej , zatęchłej społeczności warszawskiej, która się mieni społecznością świetlistą , europejską , wielką i świetną . Da temu wyraz w „Ostatnim wtorku” .Wtorek , jako jedyny dzień tygodnia pozbawiony funkcji religijnej jest czasem wyzwolenia jednostki ,która wówczas przywdziewa „maskę” i wyprawia się na reduty . Wszystko to, co tam widzi owy dandys śmieszy go i bawi .pozornie błyskotliwe elity bawiące na redutach skontrastowane zostały z ich ciemnotą moralną .
Krytyczny obraz XVIII wiecznej Warszawy daje również Jan Ancuta w utworze pt. „ Spacer nocny po Warszawie”. Sensualistyczne wrażenia wyrażone w słowach :

„Te światła kolorowe ,co się w oknach świecą ,
Ten wietrzyk , co swobodnie po ulicach biega ,
Te cienie migoczące rozkosz oku niecą „

skontrastowane zostały z wewnętrzną , destrukcyjną stroną społeczności warszawskiej:

„Umie słów modnych kilka , pięć wersów z Woltera ,
Zna , jak zgonić polonez , kornet lub fryzurę ,
Róż , pomady i puder przedziwnie wybiera ,
Ma w głowie najmodniejszych modelów strukturę”

Jest to obrazek obyczajowy ukazujący miejską społeczność w stanie rozpadu wartości .Jasność sali balowej , światła rozpraszające mrok nocy odsłaniają wydaje się , mroczną konstrukcję, na której opiera się życie stolicy . Konstrukcja ta runie, gdyż jest wydziedziczona z własnej świadomości . Jan Czyż z kolei ,skomentuje klimat znanej , warszawskiej kawiarni u Nejbertowej.
Cechą takich wierszy – obrazków , było odrzucenie postulatu moralizatorskiego na rzecz obserwacji , drobiazgowego opisu realiów .
Miłość w stolicy również rządzi się innymi prawami, Jan Ancuta przywołuje postać mitologicznego Kupidyna – niezwyciężonego dotychczas bożka miłości , który jednak w stolicy musiał oddać prym władzy pieniądza .
Kupidyn żali się :

„ Haniebnie jestem w całej Warszawie wzgardzony.
Najmiększe serca kobiet strzał się mych nie boją ,
Najsroższy pocisk mych strzał dukaty zagają .
Chłopiec szuka posagu , panna złoto lubi ,
Dziad brzydal złotem pannę najmłodszą poślubi
Czego nigdy nie było , cenę ma kochanie .
W mieście drożej , a taniej w Nalewkach dostanie.”

Atrybut Kupidyna – złota , szlachetna ,połyskliwa strzała skontrastowana została z zakłamaniem serca ,wobec którego nawet ona traci swą moc.
Ancuta kpi z rozpowszechnionego obyczaju płatnej miłości , jak i ze stylu literackiego , dysponującego dla ukazania tej sfery spraw ludzkich jedynie frazeologią łuków i strzał oraz sielankowych wzdychań i jęków . Bo oto Laura z sielanki Franciszka Karpińskiego wzdycha :

„Pewnie jej mówi : że obłądzona
Wpieram się w drzewa i bory
I zamiast jego białego łona
Ściskam nieczułe jawory .”

„Biel łona „ jest tutaj znakiem miłości czystej , jasnej , sielskiej, nie skażonej miejską obłudą , błyszczącej jedynie blaskiem dukatów . Miłość Laury i Filona rozgrywa się bowiem na łonie natury , jednak uczucie Laury zostaje wzgardzone , jej ukochany zwraca swe serce ku kochance Dorydzie .
Budząca się do życia przyroda wiosenną porą , pełna elementów świetlnych stała się tłem miłosnych rozpatrywań w innym utworze F . Karpińskiego pt. „Do Justyny .Tęskność na wiosnę.” Podstawowy dla konstrukcji utworu, a występujący parokrotnie w poezji Karpińskiego pomysł paralelizmu między zjawiskami przyrody a wewnętrznymi przeżyciami człowieka – leżący w „Tęskności na wiosnę” u podstaw metaforycznego sensu liryki – znajduje odbicie w językowej budowie utworu . Wiersz pozbawiony tradycyjnych tropów stylistycznych stanowi jednak bardzo spoistą strukturę , którą rządzi używając określenia Romana Jacobsona – prawo swoistej „poezji gramatyki”. Oto fragment utworu :

„Już tyle razy słońce wracało
I blaskiem swoim dzień szczyci ,
A memu światłu cóż to się stało ,
Że mi dotychczas nie świeci ?”

Wyrazy z pola semantycznego „światła” służą ukazaniu potęgującej tęsknoty za ukochaną, na skutek obserwacji codziennej wędrówki słońca .Jego światło nie „świeci”.
Sytuacja takiego właśnie widzenia przyrody przez pryzmat doznań człowieka czułego występuje w wielu utworach .Wykształciło się w nich również szczególne nacechowanie znaczeniowe niektórych elementów pejzażu: księżyc ,gwiazdy ,pustka , pory dnia: noc , zmierzch ,wieczór lub pór roku ze szczególnym uprzywilejowaniem jesieni. W tej melancholijnej porze Franciszek Dionizy Kniaźnin tęskni za swoją Teoną :

„I promieniowi lubości ,
Kazała zniknąć Teona ! ...
W żałosnej serce gorzkości
Tęskliwe za nią schnie , kona.”

Postać wyłaniająca się z wierszy Kniaźnina odczuwa samotność jako coś ciążącego nad nią ,ale równocześnie w rozpamiętywaniu i uświadamianiu tego stanu znajduje jakby szczególne upodobanie. Niepowodzenie miłosne jest odczuwane jako skazanie na samotność. Teona kazała zniknąć „promieniowi lubości”, a więc pozbawiła go resztek uczucia. Tak jak promień słońca jest zjawiskiem nikłym ,szybko znikającym , tak też uczucie – podobną ma naturę, jest chwilą blasku , szczęścia w trudach życia.
Liryki erotyczne Kniaźnina zdominowane są przez motyw samotności. U żadnego z poetów stanisławowskich motyw ten nie występuje tak natrętnie i wszechobecnie. Smutny Karpiński wylewa swe żale w obliczu szerszego grona. Kniaźnin zaś w atmosferze jesiennej melancholii porównuje swój stan do kłosu żyta ,pozostawinego na pastwę deszczu :

„Zostawion słotom jesieni
Taki na ścierniu kłos żyta ;
Taka na słonej przestrzeni
Łódka od brzegów odbita .”

Pojawia się metafora żeglugi , „łódki odbitej od brzegów”, pozostawionej samej sobie , osamotnionej na przestrzeni bezkresnych wód . Człowiek – łódka, osamotniona w mroku egzystencji.
Podobny motyw ma miejsce w utworze F. Karpińskiego pt. „Powrót z Warszawy na wieś”:

„Com zyskał ,że rzuciwszy ubogie zagrody,
Chciałem nieopatrzny płynąć przeciw wody ?
I widząc na me oczy , jak drudzy tonęli,
Jam sobie myślił: „Oni płynąć nie umieli.”

W utworze tym spełniają się najpełniej dążenia liryki Karpińskiego: wewnętrzna sytuacyjność i konkretyzacja podmiotu lirycznego, bezpośredni tok wyznania znajdują tutaj pełną egzemplifikację .Jest to przykład jednostkowy, zaprawiony goryczą i sarkazmem autentycznych doświadczeń poety, którego” porte – parole” stanowi tu podmiot liryczny. Poeta dokonuje rozrachunku z własnym życiem, argumenty, które popchnęły go do opuszczenia swej miejskiej zagrody i wyjazdu do miasta z perspektywy czasu wydają się śmieszne. Metafora tonących służy ukazaniu bezsensu jakim jest poszukiwanie większego szczęścia ,gdy się posiada małe.
Człowiek – rozbitek, tylko przez moment życia szczęśliwy. Dlatego też poszukuje „lepszego świata”, podejmuje podróż do dalekich krain. Teresa Kostkiewiczowa w książce pt. „Oświecenie – próg naszej współczesności” sygnalizuje fakt. Iż w XVIII wieku niezwykle wzrosło zainteresowanie motywami helwetyckimi (Szwajcarią), krajem odmiennym geograficznie i kulturowo.
Oto D. Bończa Tomaszewski w relacji z podróży do Szwajcarii pisał:

„Żegnam was, szumne w spadkach waszych rzeki,
Coście najdalsze poprzedziły wieki,
I was, lodami błyszczące się góry,
Białą okryte szatą od natury”

Szwajcaria kreowana była na ówczesna Arkadię, w której mogły znaleźć
rozwiązanie najistotniejsze problemy człowieka. Wszystko jest tutaj wyjątkowe. Motyw rzeki , a więc i wody – jako źródła , początku wszelkiego życia , samego w sobie będącego niezbadanym nigdy do końca cudem . Przyroda staje się przestrzenią w której człowiek może kontemplować siebie. Nieco trąci tu duch Rousseau i jego koncepcja powrotu do natury („ad fontes” – do źródeł ).
Szwajcarskie góry również nie są takie zwyczajne , lecz „lodami błyszczące” , jakoś szczególnie zbliżające istotę człowieka do Boga.
F. D. Kniaźnin w utworze pt. „Do Boga”, (Pośm .I, 24) wyznaje :

„Boże! nie czuje gnuśności bryła ,
I Ciebie nie zna bez Ciebie
Tchnąłeś ! aż ogień i duch i siła ,
Aż oto latam po niebie.
O ! Któż ten lazur oświecił nakoło?
Niezmierny lazur misternie sklepiony ?”

Postawa człowieka odbiega tu od oświeceniowej ufności w moc rozumu , kładzie nacisk na nadzieję w dobroci i łasce Bożej. Sytuacja Boga i człowieka została przedstawiona w tej liryce jako przeciwstawienie jasności i ciemności , dnia i nocy .Oczywiście cel wszystkich poczynań człowieka rozumiany jest jako dążenie do jasności, do światła , które znajduje uosobienie w Bogu. Człowiek sam jednak nie jest zdolny do żadnej aktywności , jego natura bowiem jest „gnuśna” , co nie daje szansy na samodzielne odejście od ciemności do światła , na poznanie swych ułomności.
Dalej utwór ten wchodzi w problematykę społeczną :


Polecasz? Tak Nie
(0) Brak komentarzy
Teksty kultury