profil

Dlaczego zdaje nam się, że wiedza tkwi w cierpieniu, a nie w radości? Może to tylko błąd perspektywy? Odwieczne pragnienie szczęścia a trudna umiejętność cierpienia jako motyw literacki. Przedstaw własne refleksje do wybranych tekstów.

drukuj
poleca 85% 113 głosów

Treść
Obrazy
Wideo
Komentarze


Już od zarania literatury wśród Europejczyków istniało przekonanie, że miarą wiedzy u człowieka jest wielkość jego cierpienia. Naturalnie twierdzenie to funkcjonowało także w drugą stronę. Ludziom pogodnym, skorym do śmiechu, przypisywano niedojrzałość i nie traktowano ich poważnie.
Mając na względzie powyższe fakty można sformułować tezę, iż w literaturze europejskiej najczęściej pojawia się motyw „mądrego smutku”, nader rzadko natomiast „mądrej radości”.
Potwierdzenie owej tezy znaleźć już można w Biblii, w księdze Hioba. Tytułowy bohater, sprawiedliwy i oddany Bogu, poddany jest życiowemu sprawdzianowi posłuszeństwa i ufności wobec Pana. Bynajmniej nie mamy tu do czynienia z popularnym poglądem, że cierpienie może być jedynie karą za popełnione grzechy. Hiob, bądź co bądź, wspierany przez swych przyjaciół, zrozumiał intencje Boga i postanowił dzielnie żyć według Jego woli, choć było to życie w boleści. Świadczy to o niczym innym jak o wielkiej mądrości życiowej, co potwierdzają jego słowa: Nagi wyszedłem z łona matki i nagi tam wrócę. Dał Pan i zabrał Pan. Niech będzie imię Pańskie błogosławione!. Nie należy jednak wyciągać pochopnych wniosków, że Hiob odnajdywał szczęście w cierpieniu, jakkolwiek to właśnie dzięki poddaniu się woli Bożej powrócił do życia w dostatku. ( I żył jeszcze Hiob sto czterdzieści lat, i widział swych potomków – w całości cztery pokolenia. Umarł Hiob stary i pełen lat.)
Przeciwieństwem bohatera ze Starego Testamentu jest, bez wątpienia, Don Kichot z La Manchy – słynna postać szlachcica wykreowana przez Miguela Cervantesa na przekór ówczesnemu obrazowi ziemianina. W odróżnieniu do takich właśnie wzorów, tworzonych przez Machiavellego („Książę”), czy Reja („Żywot człowieka poczciwego”), Don Kichot próbuje wskrzesić tradycję i cnoty błędnego rycerza, zamiast „z żonką, z czeladką po sadkoch, po ogródkoch sobie chodzić”. Z uporem dąży do osiągania szczytnych celów i założeń, godząc się jednocześnie na niezliczone klęski i bolesne upokorzenia. Co prawda, zważywszy na jego irracjonalne zachowania, spokojnie można go uznać za osobę niepoczytalną, to jednak Don Kichot należy do bohaterów, którzy całe życie podporządkowali dążeniu do ideałów, wybierając tym samym pełną cierpienia i przykrości „drogę pod prąd”.
Wraz z nadejściem doby romantyzmu przybyły nowe kreacje postaci odczuwających, tak zwany, ból istnienia i nie były to przypadki sporadyczne, jak w okresie renesansu. Można by rzec, że pisarze bezlitośnie doświadczali swych bohaterów skazując ich na nieszczęśliwą, niespełnioną miłość, która częstokroć doprowadzała zakochanych do samobójstwa. Przykładem są tu Werter i Walter Alf vel Konrad Wallenrod. O ile pierwszy z nich nie potrafił żyć bez Lotty, zjawiskowej, lecz zaręczonej już kobiety, o tyle drugi dobrowolnie odrzucił własne szczęście rodzinne i miłość ukochanej Aldony:

Jam miłość, szczęście, jam niebo za młodu,
Umiał poświęcić dla sprawy narodu.

Fragment ten krótko wyjaśnia przyczynę wyboru Konrada. Ponadto źródłem jego nieszczęścia była też walka po stronie krzyżackiej przeciw krajanom, jak również krwawa i podstępna zemsta na Niemcach, niezgodna z głęboką wiarą chrześcijańską Wallenroda. Warto jednak wspomnieć, że jego życiowa decyzja podjęta była w dużej mierze pod wpływem litewskiego wajdeloty, Halbana, który umiejętnie podsycał w Konradzie nienawiść do Krzyżaków. Nie jesteśmy z tego powodu pewni, czy Konrad zdobyłby się na ten wybór wyłącznie dzięki własnym przemyśleniom i życiowym doświadczeniom.
Tego typu wątpliwości nie mamy na szczęście w przypadku Tomasza Judyma. Pod wpływem swojego głosu wewnętrznego, Dajmonionu, wyznaje miłość kobiecie swojego życia, Joannie Podborskiej, wyrzekając się następnie życia w rodzinie. Poniższy fragment wyjaśnia jego stanowcze, radykalne i ostateczne postanowienie:
Otrzymałem wszystko, co potrzeba... Muszę to oddać, com wziął. Ten dług przeklęty...Nie mogę mieć ani ojca, ani matki, ani żony, ani jednej rzeczy, którą bym przycisnął do serca z miłością, dopóki z oblicza ziemi nie znikną te podłe zmory. Muszę wyrzec się szczęścia. Muszę być sam jeden. Żeby obok mnie nikt nie był, nikt mię nie trzymał!
Pewne jest, że spora część czytelników nie potrafiła odnaleźć sensu takiego a nie innego postępowania, toteż mieli prawo po przeczytaniu „Ludzi bezdomnych” do ostrej krytyki głównego bohatera, zarzucając mu obojętność w sferze uczuć. Stwierdzenie to jest bez wątpienia mylne, ponieważ właśnie ze względu na niespotykaną wrażliwość i poczucie obowiązku spełnienia swojej prawdziwej roli życiowej jako „lekarz społeczeństwa”, Tomasz odtrącił swoją ukochaną, a zarazem jedyną bliską mu osobę. Dla porównania podać można przykład niektórych przedstawicieli cyników zamieszkałych w Atenach na przełomie piątego i czwartego wieku p.n.e., którzy także rezygnowali z życia w rodzinie. Ich motywem była natomiast manifestacja życia niezależnego od wpływów społeczeństwa. Wskazanie, która przyczyna podobnego zachowania się jest bardziej etyczna, jest chyba zbyteczne.
W dziejach ludzkości i w literaturze znajdujemy wiele innych przykładów cierpienia w ramach poświęcenia się dla innych. Wystarczy wspomnieć mękę Chrystusa na krzyżu, katusze Prometeusza przywiązanego do skały i rozdziobywanego przez ptaki, bądź też śmierć św. Maksymiliana Kolbe w obozie koncentracyjnym. Takie czyny, bez wątpienia, uznawane są za bohaterskie i godne naśladowania (cały czas mam na myśli mentalność Europejczyków). Niezrozumiałe są dla nas natomiast pochodzące ze Wschodu skrajne praktyki ascetyczne, przedsięwzięte w celu bezwzględnego oddania się Bogu i zapomnienia o wszystkich dobrach materialnych. Losy najsłynniejszych ascetów przybliża nam „Legenda o świętym Aleksym” oraz wiersz S. Grochowiaka „Święty Szymon Słupnik”.
Z lektury wymienionych wyżej przykładów wysnuć można wniosek, że literatura prawie wszystkich epok (z wyjątkiem odrodzenia i oświecenia) gloryfikuje wybór cierpienia nad szczęściem, a czasami do takowej decyzji nakłania. Jednakże nie wolno nam zapominać o pozycjach literackich, które jako dojrzałość duchową wskazują umiejętność pogodzenia się z bólem („Przedśpiew” L. Staffa; ostatnie treny Kochanowskiego; treny Broniewskiego poświęcone Ance).
Do stoickiego dystansu wobec bolesnej codzienności namawia nas natomiast Jan Kochanowski w Pieśni IX:

Nie porzucaj nadzieje,
Jakoć się kolwiek dzieje:
Bo nie już słońce ostatnie zachodzi,
A po złej chwili piękny dzień przychodzi.

Obiektywnie patrząc na najsłynniejsze dzieła literatury, rzeczywiście ma się wrażenie, iż znacząco dominuje w niej motyw „mądrego smutku”. Po ich lekturze nie jest problemem udzielenie odpowiedzi na pytanie Anny Kamieńskiej. Przecież cierpienie jest bezkresem nowych doświadczeń życiowych, a czymże innym jest wiedza jak nie zdobywaniem doświadczenia?




Polecasz? Tak Nie
Komentarze (3) Brak komentarzy
20.5.2007 (14:02)

kurna czemu nigdzie nie można znaleźć poządnego streszczenia co?/sorry za błędy:) >:(

27.7.2006 (12:24)

biore na ściągę na mature!!! a mozę sie fartnie!

27.7.2006 (12:15)

no calkiem nie zle, wezme ten temat a pozniej napisze co dostalem hmmm