profil

Szkic literacki - "Władca Pierścieni" J.R.R. Tolkiena

drukuj
poleca 85% 365 głosów

Treść
Obrazy
Wideo
Komentarze

"Radość pierwsza dla tych, którzy tego jeszcze nie czytali; powtórna dla takich, którzy do tego wrócą" 1, takimi słowami określił "Władcę Pierścieni" Johna Ronalda Reuela Tolkiena Andrzej Drawicz. Emocje towarzyszące czytelnikowi podczas pierwszego spotkania z tym utworem rzeczywiście określić można by jako radość i podziw. Każde kolejne podejście do tego przełomowego dzieła budzi jednak coś więcej, swego rodzaju ekstazę słowa, fascynację drobiazgowością przygotowania stworzonego materiału, rozkoszą wdzierania się głębiej i głębiej w historię Tolkienowskiego uniwersum.

Profesor Tolkien był cieszącym się światową sławą angielskim powieściopisarzem. Urodził się w miasteczku Bloemfontein w Republice Południowej Afryki, pewnego niedzielnego popołudnia 1892 roku. Żył i pisał w Oxfordzie. Pierwszym dziełem, które stworzył był "Hobbit", wydany w roku 1936. Zamyślany jako zajmująca opowiastka dla dzieci pisarza, zapoczątkował przygodę czytelników ze światem Śródziemia. Książka ta, jak zresztą wszystkie kolejne, osiągnęła w krótkim czasie niespodziewany, spektakularny sukces. Duży udział społeczności akademickiej w gronie odbiorców dzieła był o tyle zastanawiający, o ile spodziewano się przytłaczającej przewagi młodszych czytelników. Nie oznacza to bynajmniej, że "Hobbit" nie odniósł sukcesu, nie przebił się do sfery młodzieżowej. Wręcz przeciwnie książka ta zdobyła zaszczytne miano "Książki dla Dzieci roku 1937". Z jakiego powodu powieść przeznaczona w zamyśle twórcy tylko i wyłącznie dla młodych odbiorców, znalazła tak szerokie uznanie w środowiskach studenckich ? Co zawrzeć musiał Tolkien w "Hobbicie", a także w późniejszych swoich pracach, z "Władcą Pierścieni", że przykuł on uwagę kręgów naukowych, przeważnie odrzucających myśl o merytorycznej dyskusji o dziele dla dzieci, zwłaszcza należącym do literatury fantasy ?

Uzyskanie odpowiedzi na przytoczone wyżej pytania wymaga głębokiej analizy zapatrywań samego twórcy na funkcję tworzonej przez siebie literatury. "Hobbit" mający być jedynie narzędziem służącym oderwaniu dzieci profesora od przyziemności i skierowaniu ich umysłów na drogi wiodące ku nieskończonym połaciom świata wyobraźni, stał się w krótkim czasie swoistą Biblią zakochanych w tej prozie grup studentów, tajemną księgą, z której, dzięki dokładnej analizie niemalże każdego wyrazu, próbowano otrzymać choćby strzęp nie odkrytej jeszcze wiedzy o Śródziemiu. Praca ta nie była bezowocna, jako że powieść bogata jest w retrospekcje, przypowieści, wiersze ze Starej Ery. Zaczęto wywierać naciski na zaskoczonego popularnością "Hobbita" Tolkiena. Chciano ujrzeć kolejne tomy przygód z tego magicznego świata. Profesor początkowo całkowicie odrzucał tą koncepcję. Pomimo ogromu pomysłów kiełkujących w głowie geniusza fantastyki, chciał on wstępnie, zrażony nadmierną popularnością pierwszej książki, popularnością, która niejednokrotnie zaburzała, jakże cenione przez niego, spokojne życie rodzinne, zachować swoje przemyślenia na temat Śródziemia tylko dla siebie. Nie ujawniał, że prace nad nowym wielkim dziełem rozpoczął już w 1936 roku, wkrótce po złożeniu "Hobbita" u wydawcy 2. Zagorzali zwolennicy stworzonego przez Tolkiena świata nie byli również świadomi, że rdzeń mitologii tego cudownego miejsca, znaczna część "Silmarillionu" istniała od przeszło 20 lat. Przeznaczenie tych utworów różniło się dalece. "Hobbit" został stworzony jako bajka na dobranoc, był prywatną rozrywką człowieka obdarzonego wyobraźnią i wiedzą, napisany według starannie ukształtowanego pomysłu, "Władca Pierścieni" z kolei miał trafiać do bardziej dojrzałych czytelników, nie był też wymyśloną wcześniej historią. Książka ta powstawała sama, autor wiedział jedynie, że u jej końca dobro ostatecznie zwycięży, a Pierścień Władzy, będący uosobieniem deprawacji i narzędziem w ręku złego władcy Saurona, zostanie zniszczony. Początkowo jego utwory miały być po prostu dobrą rozrywką dla potencjalnego czytelnika. Autor stwierdza we wstępie "Chciałem napisać długą opowieść, która by przykuwała uwagę czytelników, bawiła ich, zachwycała, a niekiedy podniecała lub do głębi wzruszała." 3 Czy to się udało ?

"Władca Pierścieni" bez najmniejszego wątpienia jest dziełem zdolnym trwale przykuć uwagę czytelnika. Zapomnienie o otaczającym świecie towarzyszące lekturze, wiąże się zawsze z jakże pożądanym, jakże rzadkim, całkowitym przeniesieniem wewnątrz własnej wyobraźni. Oddziaływując na wszystkie zmysły, pozwala poczuć zapach niknącego w przesyconym świeżością powietrzu dymu spalanego ziela fajkowego, pozwala dotknąć kaskad połyskujących złotem, falujących niczym bezkresne łany zboża, włosów pięknej Galadrieli, usłyszeć jej perlisty śmiech odbijający się echem w dziewiczym lesie królestwa Lorien, poczuć smak lembasu, najlepszego elfickiego chleba, czy wreszcie zobaczyć pełzające cienie krainy Mordor wraz z jej wiecznie zalegającą, złowieszczą mgłą. To istna uczta zmysłów, delektacja każdym słowem "Władcy Pierścieni", z którego niczym z rogu obfitości płynie nieskończony potok lingwistycznej karmy. Spełniło się więc pierwsze z marzeń autora, aby książka ta przyciągała uwagę czytelników. Utwór również bawi samą postawą wygodnej rasy tryskających humorem hobbitów. Śmiech towarzyszy nam również, kiedy odkrywamy zabawne docinki elfa Legolasa i krasnoluda Gimlego. Czy książka ta zachwyca ? O tak, zachwyca choćby świeżością podejścia do literatury fantasy, zerwaniem z częścią tradycji towarzyszących nieodłącznie utworom o baśniowej konwencji. Uwznioślają także same opisy, oddając w sposób doskonały atmosferę i sam wygląd przedstawianych przestrzeni, przemawiając aż do najgłębszych, często niedostępnych pokładów wyobraźni. Książka też wzrusza mocą przywiązania, pewnym rodzajem silnej, przyjacielskiej miłości łączącej członków Drużyny Pierścienia. Jasnym jest już, że wszystkie pragnienia autora, dotyczące tego dzieła, zostały osiągnięte.

Badaczy twórczości Tolkiena, jakimi nazywają siebie samych wszyscy zagorzali zwolennicy Śródziemia, prócz geniuszu przedstawienia opowieści fascynuje również, a może przede wszystkim, sam świat. Profesor stworzył dla swego uniwersum wszystko, od geografii, fauny i flory, ras ludzkich oraz nadludzkich, aż do kompletnej historii, wierzeń, obyczajów, a przede wszystkim całych języków i onomastyki. Sam Tolkien przywiązywał największą wagę właśnie do języków, zwłaszcza elfickiego, jak mówił "...wynalezienie języka było podstawą. Opowieści te powstawały raczej jako przygotowanie świata, w którym mógłby istnieć ten język, niż odwrotnie. W moim przypadku zawsze pierwsze jest słowo, opowieść przychodzi potem. Lecz oczywiście takie dzieło jak "Władca Pierścieni" musiało zostać zredagowane, przy czym pozostawiono tylko tyle materiału językowego, ile według mnie czytelnicy byli zdolni strawić. Teraz okazuje się, że wielu z nich czuje spory niedosyt" 4. I rzeczywiście niedosyt wielbicieli języka elfów Śródziemia jest widoczny. Powstają koła analizujące każde elfickie zdanie zawarte w dziele, licznie wykwitają również korespondencyjne szkoły i kursy nauki języka Quenya. Znawcy mowy "pięknego ludu" witają się zawsze zdaniem "Elen sila lumenn omentielvo" 5, co w wolnym tłumaczeniu oznacza "gwiazda błyszczy nad godziną naszego spotkania". Język stworzony przez Tolkiena nie powstał w żadnym razie w wyniku prostej zabawy w tworzenie zlepków niczym nie związanych ze sobą sylab. Praca nad nim trwała lata, każde słowo posiada swoją etymologię, odmiany archaiczne; w stworzenie Quenya profesor Tolkien włożył całą swoją wiedzę z zakresu nauki o powstawaniu i rozwoju mowy. Język elficki nie jest jednak jedynym spłodzonym przez umysł genialnego prozaika. Sindarin, będący pospolitą odmianą Quenya, Khuzdul, którym posługują się krasnoludy, Czarna Mowa mieszkańców Mordoru, czy wreszcie Valarin, będący językiem istot założycieli Ardy, której Śródziemie jest elementem, to tylko część języków, nad którymi pracował i które zastosował w swoim dziele Profesor. Żaden z nich nie był jednak tak doskonały i tak drobiazgowo przygotowany jak Quenya, będący niejako odpowiednikiem naszej łaciny. Autor wyznał nawet, że przez pewien czas myślał o napisaniu tej książki w całości po elficku. Byłaby to niewątpliwie przyjemna gratka dla zwolenników-badaczy, ale jednocześnie drastycznie zawęziłaby grono potencjalnych odbiorców.

Zajmijmy się geografią tolkienowskiego świata. Jakiekolwiek próby umiejscowienia jego całości gdzieś w znanym nam wszechświecie, z góry skazane są na całkowitą porażkę. Można próbować przyrównywania poszczególnych miejsc Śródziemia do rejonów znanego nam świata. Otóż Hobbiton stworzony był na podobieństwo ukochanego, rodzinnego miasta Tolkiena, Oxfordu. Sam twórca zaznaczał, że spokój i życzliwość ludzi jego miasteczka znajduje odzwierciedlenie w powieściowym mieście Hobbitów. Cały region Shire odpowiadałby ukochanej przez niego Anglii. Domniemywa się również jakoby zimna i okrutna kraina Mordor, miała być przełożeniem na karty dzieła wyobrażenia profesora o państwie hitlerowskim. To ostatnie jest jednak tylko domysłem analizujących powieść i może się okazać dużą nadinterpretacją. Tolkien pouczał "Większość ludzi błędnie uważa, że Śródziemie jest czymś w rodzaju innej ziemi lub planety, tak jak w fantastyce naukowej; jest to jednak po prostu staromodne określenie świata, w którym żyjemy, jako świata wyobrażonego, otoczonego przez ocean na innym poziomie wyobraźni" 6. Powstałe w wyobraźni autora miejsce jest piękne w swoim zróżnicowaniu, piękno to w dużej mierze zawdzięczamy całkowicie świeżemu podejściu do zagadnień fauny i flory.


"Władcę Pierścieni" moglibyśmy bez wahania zaliczyć do stworzonego naprędce działu literatury proekologicznej. Na czym polega wspomniana wyżej świeżość podejścia Tolkiena do zagadnień przyrody ? Czy przedstawianie tego tematu w bardzo bogaty i kwiecisty sposób jest czymkolwiek nowym ? Czy zachwyt w jaki wpada autor nad choćby najdrobniejszą istotą, czy hołd jaki oddaje zwierzętom, jest jakąkolwiek innowacją w postawie wobec natury ? Nie w tych rejonach powinniśmy rozglądać się za wspomnianą wyżej różnicą. Na postawione pytania odpowiedź brzmieć musi, nie. Kwiecistość i pasja opisu, a także głęboki ukłon w stronę przedstawicieli dzikiego życia nie jest niczym nowym. Gdzie więc upatrywać owej rozbieżności ? Tolkien tchnął w opisywaną przez siebie naturę życie. "Wciąż nic nowego !" - krzykną zapewne nienasyceni sceptycy. "Jedną z cech odróżniających Tolkiena od jego niezliczonych imitatorów jest miłość do ziemi" 7. Autor nadał całemu środowisku: drzewom, owadom, trawie; całym zbiorowościom: lasom, rojom, polanom, przymioty takie jak: jaźń, chęci, własne dążenia. Pojęcie lasu u Tolkiena nie ma wiele wspólnego z encyklopedyczną definicją tego słowa. We "Władcy Pierścieni" las czuje, ma własne cele, przyjaciół, wrogów. Po tej lekturze nieuczciwym wydaje się określanie gaju jako po prostu personifikacji, ponieważ personifikować można coś co nie jest z natury przydawanymi cechami obdarzone. Powieść sprawia, że w człowieku pozostaje trwałe poczucie, jakoby życie wokół niego było bezwzględnie równouprawnione, zostawia również niepewność, czy aby naturalne otoczenie, w którym przebywamy nie jest w istocie mądrzejsze i bliższe ideału od nas samych. To pozytywne myślenie, swego rodzaju szacunek i poważanie życia, jest bez wątpienia ogromnym walorem, którego zdobycie dalece ułatwia lektura trylogii Tolkiena. Odrzuciłem wcześniej kunszt opisu środowiska jako nie odróżniający dzieła w tej dziedzinie. To niewybaczalny błąd. Kto bowiem czytając następujący opis zielonej krainy Lorien, nie przyzna autorowi palmy pierwszeństwa w splataniu bijących żywością opisów - "... lecz Frodo stał długą jeszcze chwilę, nie mogąc ochłonąć z zachwytu. Zdawało mu się, że przez jakieś ogromne okno wyjrzał na dawny, zaginiony świat. Nie znajdował w hobbickiej mowie nazwy dla światła, które się tu roztaczało. Wszystko, co tu widział, miało piękny kształt, tak ostro wyrzeźbiony, jakby go wprawdzie z góry obmyślono, lecz stworzono dopiero w chwili, kiedy hobbitowi otwarto oczy, a zarazem tak stary, jakby przetrwał od wieków. Znajome kolory, złoto, biel, błękit i zieleń, były tutaj tak świeże i tak wzruszały, jakby je po raz pierwszy w życiu zobaczył i musiał dla nich znaleźć nazwy nowe i cudowne. Nikt nie mógł tu nawet zimą tęsknić do lata i wiosny. Na niczym, co rosło na tej ziemi, nie dostrzegał znamion uwiądu, choroby czy skarlenia. Kraina Lorien nie znała skazy." 8

Lothlorien, jak i każda inna kraina Śródziemia, posiadało bogatą historię. Przeszłość, zarówno odległa, jak i ta jeszcze świeża w pamięci mieszkańców wszystkich rejonów kontynentu Arda, jest kompletna i spójna. Profesor Tolkien nie znosił niedokładności, niedopasowania, a także każdego braku konsekwencji. Mity i daleką przeszłość zawartą w "Silmarillionie", jak i dziesiątki lat współczesnej historii Śródziemia, autor analizował bez końca poszukując i usuwając wszelkie napotkane nieścisłości, będące często błahymi, lecz drobiazgowość twórcy i takim nie pobłażała. Każdy z bohaterów akcji posiada, sięgające setki lat wstecz, drzewo genealogiczne. Taką skrupulatność nazwać można by literacką pedanterią, odzierając uprzednio to określenie z wszelkich negatywnych wydźwięków. Bezlitosna walka z choćby najdrobniejszymi niezgodnościami fabuły zaowocowała stworzeniem dzieła, któremu pod względem konsekwencji historycznego przebiegu akcji nie można nic zarzucić.

Ogólna problematyka utworu nie odbiega w znacznej mierze od kanonów tematów baśniowych opowieści. We "Władcy Pierścieni" spotykamy zło. Zło potężne, któremu żadna armia nie jest w stanie się przeciwstawić. Zło, które aby się wypełnić, musi zdobyć panowanie nad całym światem. Aby to osiągnąć Sauron musi odzyskać swoją największą zgubę - Pierścień Władzy utracony przed wiekami, narzędzie, z pomocą którego byłby w stanie dokończyć dzieła podporządkowania swojej tyranii wszystkich Wolnych Narodów. W tym celu używa brutalnej siły, ale także chytrości, szantażu, przekupstwa. Napotyka na opór, ale również na uległość, tchórzostwo, a nawet obojętność. Charakterystyczna linia podziału pomiędzy dobrem, a złem jest w tym utworze dobrze zarysowana. Złym rasom orków i wargów przeciwstawia autor piękne elfy, harde krasnoludy, silnych ludzi północy, czy też małe, lecz odważne hobbity. Wszystkie rasy dobra posiadają wspólne cnoty takie jak: nieskazitelny, kryształowy honor, odwaga w walce z nadchodzącą ciemnością, czy choćby umiłowanie sztuki i dobrego humoru. Strona zła z kolei hołduje prymitywności, nie zna pojęcia godność, a lojalność można na niej wymusić jedynie strachem. Pierwszym przypadkiem niezachowania baśniowej tradycji jest bez wątpienia wybranie przez Tolkiena postaci osiowej, tej która ostatecznie dokona heroicznego czynu zgładzenia esencji zła. Zgodnie z istniejącymi prawidłami, w roli tej powinien autor umieścić postać wybitną, wyróżniającą się spośród zamieszkiwanej społeczności pod każdym względem, od siły fizycznej poczynając, na potencjale umysłowym kończąc. Głównym bohaterem winien tu być światły rycerz, mędrzec lub potężny w swojej mocy czarodziej. U Tolkiena losy świata spoczywają w rękach słabszego i mniejszego od człowieka, hobbita. Prostaczek Frodo, prostaczek jedynie w znaczeniu niepozorności, okazuje się jedynym, który może dokonać dzieła. Na kartach książki organizowane są heroiczne wyprawy, na których owi rycerze, mędrcy i czarodzieje z pomocą siły i woli walczą z wysłannikami zła. Zawiązywane są sojusze, knute intrygi. Dzieją się rzeczy niezwykłe: błyskawice rozdzierają nocne powietrze, czarne ptaki zakrywają błękit nieba, żywi walczą z umarłymi ramię w ramię, nawet drzewa ruszają na miasta, ale to wszystko jest jakby zewnętrzne, nie jest kluczowe. Wewnątrz tego wszystkiego, przez trzy grube tomy, pod całym tym zgiełkiem, pełźnie wytrwale nasz prostaczek Frodo. On jest osią historii.

"Władca Pierścieni" jest bez wątpienia dziełem przełomowym. W utworze tym zawarł autor bezcenne wskazówki dla ewentualnych naśladowników. Każdy następny twórca fantasy w jakimś stopniu wzorował się, podpatrywał i umieszczał w swoich dziełach uniwersalne prawa i znakomite pomysły Tolkiena. To właśnie Profesor jako pierwszy nadał jasno określony kształt i duszę elfom i krasnoludom. Zaadaptowane przez innych, rasy te są dzisiaj nieodłączną częścią literatury fantasy. Przełom jaki nastąpił na tym polu, a co za tym idzie swoista animacja całego, skostniałego wcześniej rejonu pisarstwa, nie mogłyby nastąpić bez wkładu w postaci "Władcy Pierścieni" Johna Ronalda Reuela Tolkiena. Dzieło to tworzące własny, niepowtarzalny świat, co do kunsztu porównywać należy choćby z "Ulissesem" Jamesa Joyce'a. "Być może, nasz Cień, jak i Sauronowy, będzie tylko małą i przemijającą rzeczą, ale Tolkien pokazał, że w sercach wielu ludzi nawet pod szlamem współczesnej antykultury żyje wysokie i lekkie piękno, na zawsze poza jej zasięgiem." 9


Bibliografia:
1. Braiter P., Zabawa z dawna oczekiwana, "Nowa Fantastyka" 1992, nr 12
2. Drawicz A., Cisnąć Pierścień, "Tygodnik Powszechny" 1982, nr 42
3. Fairburn E., Tolkien: mitologia dla Anglii, "Nowa Fantastyka" 1994, nr 9
4. Grotta D., Tolkien - twórca Śródziemia, Warszawa 1998
5. Gumkowski M., Przybywajcie do Śródziemia !, "Polityka" 1997, 15 luty
6. Jęczmyk L., SF na świecie, "Nowa Fantastyka" 1992, nr 9
7. Lipka K., Tolkien dla dorosłych, "Nowa Fantastyka" 1994, nr 9
8. Naskrent G., Quenya - stary język, Warszawa 1997
9. Tolkien J.R.R, Władca Pierścieni, "Czytelnik" Warszawa 1961


Polecasz? Tak Nie
Komentarze (4) Brak komentarzy
16.5.2009 (18:06)

super praca bardzo mi pomogła..

27.7.2006 (12:21)

Mam nadzieje ze pasztet da mi za ta prace co najmniej 4/5.

27.7.2006 (12:20)

wow....normalnie szok w dzikich trampkach...gratuluje