Zbigniew Herbert (ur. 29 października 1924 we Lwowie) – polski wybitny poeta, dramatopisarz i eseista. Jego ojciec był prawnikiem zatrudnionym na stanowisku dyrektora banku. Jako piętnastolatek przeżył wkroczenie do Lwowa władzy sowieckiej i zajęcie miasta. Będąc uczniem, miał więc szansę poznania machiny policyjnej totalitarnego państwa. W roku 1941 do Lwowa wkraczają Niemcy. Herbert kończy liceum na tajnych kompletach. Pod koniec wojny bierze udział w działalności Armii Krajowej, studiując jednocześnie na tajnym uniwersytecie filologię polską.
W roku 1943 rozpoczął studia na konspiracyjnych kursach Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Żołnierz Armii Krajowej. Po 1944 roku, gdy Sowieci po raz drugi zajmują Lwów, trafia do Krakowa. Tam kończy Akademię Handlową, w 1947 roku otrzymując tytuł magistra. Studiuje jeszcze prawo i filozofię niemarksistowską pod kierunkiem Henryka Elzenberga. Wiąże się też z kręgiem "Tygodnika Powszechnego" w latach 1944–48. Gdy "Tygodnik" nie może istnieć, Herbert całkowicie usuwa się z życia literackiego; w 1951 roku występuje ze Związku Literatów Polskich.
Jest redaktorem gdańskiego "Przeglądu Kupieckiego", urzędnikiem w banku, sprzedawcą w sklepie, kalkulatorem-chronometrażystą w spółdzielni pracy, projektantem urządzeń sanitarnych i odzieży ochronnej w Biurze Studiów i Projektów Przemysłu Torfowego. Do 1956 roku jest kierownikiem administracyjnym Związku Kompozytorów Polskich, pracuje dorywczo jako ekonomista. Czasy te są wyjątkowo trudne ze względu na sytuację materialną.
W latach 1965–1968 jest członkiem redakcji miesięcznika "Poezja". Lata 1965–1971 spędza na Zachodzie (Austria – nagroda im. Lenaua, Francja, Niemcy, Grecja, USA). Wraca do kraju, by po przyznaniu austriackiej nagrody im. Herdera wyjechać znowu do Berlina Zachodniego. W 1981 roku wraca do Polski. Od 1987 roku zamieszkuje w Paryżu. Lata ostatnie przynoszą polemikę Herberta z Miłoszem.
Twórczość Herberta wiąże się ściśle z odrodzeniem poezji polskiej, które dokonało się w połowie lat pięćdziesiątych, czyli w czasie tak zwanej „odwilży”. Jego debiut pokrywa się z tak samo „spóźnionymi” debiutami innych poetów. W poezji Herberta, pomimo tego, że wciąż sięga w głąb historii, nie zauważa się przepaści dzielącej tamte czasy i naszą rzeczywistość XX wieku. Jest to spowodowane spojrzeniem na historię oczami współczesnego człowieka, przystosowaniem jej do współczesnego myślenia, do dwudziestowiecznych zasad moralnych i etycznych. Herbert nie stara się wczuć na siłę w sytuację kogoś, kto żył 500 lat temu. Podmiot liryczny istnieje teraz i nic tego nie zmieni. Gdziekolwiek by się znalazł, cokolwiek by ujrzał, zawsze będzie to przetworzone na współczesne realia. Dlatego też słowa wierszy są nam tak bliskie.
Jego poezja ma charakter filozoficzno-intelektualny i nawiązuje do kultur przeszłości, ze starożytnością grecką i rzymską na czele. Posługuje się chętnie parabolą o charakterze etycznym i egzystencjalnym. Cechuje się neoklasycznym umiarem formy. Nadaje współczesny sens tragizmowi. Herbert należy do tej samej generacji co Baczyński i Różewicz. W poezji Herberta, podobnie jak u Różewicza i Szymborskiej, dużą rolę odgrywa pierwiastek intelektualny, rozważania humanisty na tematy filozoficzne i moralne. Odrębne oblicze nadaje twórczości tego poety przede wszystkim jego rozmiłowanie w historii i wielkich tradycjach kultury europejskiej, a zwłaszcza w tradycjach antyku.
ZBIGNIEWA HERBERTA WSPOMINAJĄ PRZYJACIELE, POECI I KRYTYCY
Gustaw Herling-Grudziński
To jest straszliwy cios dla nas wszystkich. Umarł jeden z najwybitniejszych pisarzy polskich, znakomity poeta, świetny eseista, no i, pozwolę sobie na ten akcent osobisty, bliski mi człowiek i przyjaciel. Bardzo nad tym cierpię, że nie dożył dnia, w którym stałby się laureatem, bardzo zasłużonym laureatem literackiej Nagrody Nobla. Ale w sercach jego admiratorów i czytelników jest on już niewątpliwie – i był od dość dawna – takim właśnie laureatem noblowskim. Z perspektywy zagranicy chcę dodać, że należy on do najbardziej znanych pisarzy polskich w innych krajach. Kilka miesięcy temu jeden z największych włoskich wydawców, Adelphi z Mediolanu, opublikował wybór wierszy Zbyszka ze wstępem Josifa Brodskiego.
Wisława Szymborska
Zbigniew Herbert był wielkim artystą i myślicielem. O jego miejsce w literaturze polskiej możemy być zupełnie spokojni. Będzie je miał na zawsze.
Sławomir Mrożek
Zmarł bardzo wielki poeta. Miałem zaszczyt należeć do grona jego bliskich znajomych. To, że Zbyszek nie napisze już ani jednego wiersza, jest dla mnie osobistą stratą.
Jan Józef Szczepański
Choć znaliśmy się ze Zbyszkiem wiele lat, nie widziałem go od dobrych kilku miesięcy. Słyszałem tylko o jego ciężkim stanie zdrowia. Przesłał mi swój ostatni tom wierszy „Epilog burzy”. Trudno mi o nim mówić w takiej sytuacji. Ale przecież wszystko, co napisał Zbyszek, było wielkie. Nie tylko wiersze, także eseje „Barbarzyńca w ogrodzie” i „Martwa natura z wędzidłem”. To nie tylko niepowetowana strata polskiej kultury, literatury, ale moja osobista. Zbyszek był niezastąpiony.
Julia Hartwig
Odszedł wielki poeta uwielbiany przez tysiące czytelników, czytany, wydawany, czczony. Był mistrzem wielu młodych poetów, urzekał swoją wyobraźnią, kulturą, wiedzą o człowieku, o historii, o ironii rządzących nami losów. Poddany długotrwałym cierpieniom choroby stawił jej czoło poezją, wydając tom przejmujących liryków „Epilog burzy”. Osobiście tracę w nim nie tylko poetę, ale i wielkiego przyjaciela.
Krzysztof Zanussi
Można odczuwać tylko szczery żal, bo odszedł poeta wspaniały, który wiele powiedział, a mógł powiedzieć jeszcze więcej. Pociechą w tym żalu jest, że obdarzył nas wieloma wierszami i esejami, które jeszcze długo będziemy przemyśliwać. Dzieło Zbigniewa stanowiło natchnienie także dla moich filmów, choć zdarzyło się, że przemawiał głosem człowieka gwałtownego. Nie osiągnął nigdy tego dystansu do świata, ludzkich ułomności, jaki daje starość. I w tym sensie umarł jako człowiek jeszcze młody.
Jan Błoński
Kiedy pada nazwisko Herbert, znaczy ono dla mnie wybredność, szlachetność, wyrafinowanie. Ale także niezłomność zaprawiona kapryśnością, jakby po to, aby ludzi nie zanudzać. Subtelny i twardy zarazem, wielki poeta, który pozostanie na zawsze w literackiej pamięci.
Piotr Kłoczowski
W swojej ostatniej wypowiedzi za życia – odczytanej w Teatrze Narodowym w maju tego roku – Zbigniew Herbert powiedział o sobie, cytując Słowackiego: „Nie zostawiłem tutaj żadnego dziedzica”. Odnosi się to do poezji, wizji, kultury polskiej, w tym sensie, że odkrycia poety są jedyne i niepowtarzalne. Filozoficzny wymiar poezji Herberta nie ma sobie równego. Jeżeli jest ktoś drugi – to tylko Miłosz. Herbert jest jednym z najbardziej znaczących nazwisk w poezji powojennej Europy. Takiego stopu – głębokiego poczucia tragizmu i piękna świata – nie ma nikt inny. Warto w tym miejscu przypomnieć Henryka Elzenberga, którego wykładu o szekspirowskim Brutusie słucha dwudziestokilkuletni Zbigniew Herbert.
Barbara Toruńczyk
Śmierć Zbigniewa Herberta przeżywam bardzo osobiście, ponieważ byłam do niego przywiązana i był mi bliski zarówno jako poeta, jak i człowiek. Jego twórczość nie była sprawą zamkniętą, ostatnio pisał dużo. Razem z nim tracimy człowieka, któremu najbardziej leżała na sercu sprawa tożsamości nas wszystkich. W ostatnim numerze „Zeszytów Literackich” wydrukowaliśmy jego prozę zatytułowaną „Pies infernalny”. Dał nam ją razem z wierszami, które ukazały się w tomie „Epilog burzy”.
Dzieła Zbigniewa Herberta
Zbigniew Herbert debiutował tomem wierszy "Struna światła" w 1956 roku, po czym wydał zbiory: "Hermes, pies i gwiazda" (1957), "Studium przedmiotu" (1961), "Napis" (1969), "Pan Cogito" (1974), "18 wierszy" (1983), "Raport z oblężonego miasta" (1983), "Arkusz" (1984), "Elegia na odejście" (Paryż 1990), "Rovigo" (1992), "Epilog burzy" (1998).
Opublikował również kilka utworów dramatycznych ("Dramaty", 1970) zawierających głównie krótkie formy, także radiowe, np. "Jaskinia filozofów", "Lalek", "Drugi pokój", które podejmują problematykę podobną jak wiersze.
Głośny zbiór eseistyczny "Barbarzyńca w ogrodzie" (1962) stanowi w znacznej mierze dziennik podróży ukazujący historię i kulturę kręgu śródziemnomorskiego. "Martwa natura z wędzidłem" (1993) jest eseistyczną refleksją nad malarstwem niderlandzkim. Liczne przekłady na języki obce oraz nagrody międzynarodowe. "Wiersze zebrane" (1971), "Poezje wybrane" (1973), "Wybór poezji. Dramaty" (1973), "Wybór wierszy" (1983), "Poezje" (1991).
Herbert nigdy nie był poetą bezpośredniego wyznania. Przeważające w jego twórczości formy liryki pośredniej, paraboli i alegorii, wywiedzione z tradycji, narzucały pewien rygor konstrukcyjny: usuwały na drugi plan podmiot mówiący, zacierały kontury bohatera lirycznego. Na pierwszym planie była przede wszystkim uschematyzowana mini-fabuła, oczyszczona ze zbędnych szczegółów, ujawniająca swoje podwójne znaczenie – dosłowne i metaforyczne. W strukturę alegorii i paraboli w nowych wierszach zdaje się Herbert wprowadzać nowe techniki narracyjne – "strumienia świadomości" i narracji dygresyjnej. Obie eksponują podmiot mówiący. Żywioł wspomnieniowy, autobiograficzny, rozsadza dawny porządek. "Przemiany Liwiusza", "Rodzina Nepenthes", "Małe serce", "Pożegnanie", "Elegia na odejście pióra atramentu lampy" – wiersze z tomiku "Elegia na odejście" zapowiadają jakąś nową formułę liryki, mieszczącej się między liryką bezpośrednią i pośrednią, między alegoryzacją i bezpośrednim wyznaniem. Tak jest także w wielu wierszach z tomiku "Rovigo" ("Rovigo", "Życiorys", "Mitteleuropa", "Przysięga" i inne).
„Pan Cogito”
Do najwybitniejszych osiągnięć poezji Herberta należy zbiór "Pan Cogito", którego tytułowy bohater, przeżywający podstawowe problemy zawarte w wierszach, ukazany został z dyskretnie żartobliwego dystansu, eliminującego patos i paradoksalnie – potęgującego heroiczne przesłanie.
"Heraldyczne rozważania Pana Cogito" i "Pana Cogito przygody z muzyką" w "Elegii na odejście" oraz "Pan Cogito na zadany temat: 'Przyjaciele odchodzą'" i "Kalendarz Pana Cogito" w "Rovigo" nie mają już precyzji konstrukcyjnej i jasności wywodu myślowego utworów wcześniejszych. Pan Cogito jest trochę zmęczony. Reinterpretacje "Apollo i Marsjasz" czy "Utwór doliny" zostają zakłócone zbyt oczywistymi, jednoznacznymi aktualizacjami, jak w wierszu "Domysły na temat Barabasza" w "Elegii na odejście".
Pan Cogito to w pewnej cząstce ja, ty, my wszyscy: żyjący „tu i teraz”, w tym kraju, w tym czasie. Pan Cogito: Europejczyk i Polak, świadek i spadkobierca naszej śródziemnomorskiej, a zarazem narodowej kultury, tradycji, przynależności. Pan Cogito – niespieszny przechodzień, spoglądający na świat z życzliwym, choć często ironicznym dystansem i opowiadający nam nasze własne życie. Jego rozważania, jego dyskusje i dylematy to przecież nasze własne wewnętrzne monologi.
Moim ulubionym wierszem jest ostatnio utwór "Przeczucia eschatologiczne Pana Cogito" pochodzący z tomiku "Raport z oblężonego miasta". Chciałbym napisać kilka słów o nim, gdyż chyba każdy zadaje sobie czasem pytanie, czym jest śmierć? Czym jest życie po niej? Czy nie łatwiej byłoby usnąć w jakimś momencie i pozostać już w czarnej matni nieświadomości?
Rozbijając klepsydrę, można odgarniając piasek, dotrzeć do miejsca, w którym będziemy trwali przez wieczność. Pan Cogito nie jest zadowolony z ukazującej mu się wizji przyszłości. Zresztą jak mógłby być „bez podróży/przyjaciół/książek”. Bez wszystkiego, co lubił, kochał. Musi porzucić dawne przyzwyczajenia i swoich przyjaciół. Za to będzie miał czas „jak chory na płuca/jak cesarz na wygnaniu”. A co to znaczy? Przecież to nadmiar czasu, który ciąży, który powoduje rozdrażnienie i rozpacz. Chciałoby się mieć więcej zajęć, powrócić do dawnego, zapełnionego sprawami codziennymi życia. A tak, trwa się w bezsensownym bezruchu.
Pan Cogito dostanie swój czas na odpokutowanie tych kilku win, które popełnia każdy człowiek z racji, że jest człowiekiem. Jakieś drobne przewinienia, pragnienia godzące w prawa niebieskie, kilka spóźnień do kościoła. Już nie będzie mógł opisać otaczającej rzeczywistości, zdziwić się, opisać swoich uczuć. Zostanie pozbawiony swojego człowieczeństwa, gdyż w niebie nie potrzeba ludzi. To wszystko trzeba oddać po drodze, zostawić u progu raju.
Pan Cogito nie chce być posłuszny anielskim nakazom. Nie potrafi jak inni bezboleśnie pozbawić się siebie. Najłatwiej odda te zmysły, które nie były dla niego ważne. Węch – był jedynie potrzebny do wąchania kwiatów, szpiegowanie innych osób nie leżało w jego naturze, więc ten mało eksploatowany zmysł z pokorą złoży na stół. Słuch też. W otaczającej, wszechobecnej ciszy jest mu dobrze. Bez krzyków, oskarżeń, bez rozmów. To można oddać. Ale wzrok i dotyk? Najważniejsze, najwspanialsze zmysły. Nie potrafi pozbyć się cierpienia, które tak słodko prowadziło do późniejszego szczęścia. Również całe piękno widzianych kiedyś obrazów nie odejdzie. Dotyk wiatru, gdy stoi się na otwartej przestrzeni, błyskawica rozświetlająca niebo. Czułość drugiego człowieka, wzruszenie na widok kochanej pozostałości ziemskiego życia. Tego zostawić nie można. Choćby przekonywali, że tak będzie, tłumaczył, że dla niego raj bez bólu nie jest rajem. Będzie tłumaczył, że wspomnienia są tym, co czyni go szczęśliwym i zadowolonym z bycia istotą ludzką.
Pan Cogito marzy, aby pozwolono mu odwrócić się od nieśmiertelności, zimnej wieczności, aby pozwolono mu cofnąć się o parę kroków i znów być człowiekiem. Narażonym na nieszczęście, na niesprawiedliwość, ale również codziennie dotykającego piękna i radości.
Pan Cogito jest zwykłym człowiekiem, jest również samym Herbertem. To też jest powód, dla którego zinterpretowałem ten wiersz. Gdyż Herbert już nie może tu być, już zabrano mu to wszystko, zostawiając jakąś namiastkę szczęścia, czyli wieczne szczęście. Przeciwwaga została daleko w tyle, zamazana.


oliinn okey ;)
odpowiedz
w sumie daje rady ale za mało troche tego....