profil

Jeden dzień z życia Prometeusza.

poleca 85% 671 głosów

Treść
Grafika
Filmy
Komentarze

Świt. Mgła unosi się nad wzgórzem, zza którego wydostają się pierwsze jasne promienie słońca.
W pobliżu chata z czerwonych cegieł. Zbliżam się do niej. Wokół siedliska rozrzucone grudki czerwonej gliny, a w powietrzu wyraźnie wyczuwalny dziwny zapach.
Z ciekawością spoglądam w okno, przez które wyraźnie widać zarysowaną sylwetkę tytana- to Prometeusz.
Siedzi zgarbiony, ugniatając w wielkiej cynowej misie glinę, Początkowo rozsypujące się grudki zamieniają się w jednolitą masę po wpływem płynących z oczu rzeźbiarza łez. Ciekawe zajęcie jak na tytana!
Wyrabianej glinie Prometeusz nadaje wyraźne kształty: głowa, szyją, korpus, ręce, nogi. Tak, to sylwetka człowieka...
Czy to już koniec pracy? Nie. Stwórca tchnie w glinianą postać iskrę. Czyżby ukradł ją z rydwanu ognia niebieskiego? (dziwię się tej odwadze, gniew bogów może być straszny)
Iskra sprawia, że twór wyglądem przypominający bogów, ożywa. Wstaje i nagi powoli kieruje się ku wyjściu. Zadziwiające!
Tymczasem tytan pracuje nad następną postacią. W ciągu kilku godzin powstaje ich wiele.
Ale, cóż to? Prometeusz wychodzi z chaty. Czyżby chciał odpocząć? Nie, wyraźnie zainteresowany jest losem stworzonych przez siebie ludzi. Przedziera się przez leśny gąszcz i napotyka na ich skupisko. Stoją nadzy, bezradni wobec potęgi przyrody.
Na czole tytana zarysowuje się zmarszczka. Wiem, o czym myśli.
- ,, Ogień!”
Ten rozwiązałby wiele spraw- odstraszyłby dzikie zwierzęta, ogrzał.
Z uwagą śledzę dalsze poczynania Prometeusza. Trzeba wielkiej odwagi, by zakraść się do spichlerza ognia, a on to w tej chwili robi. Sprytnie wynosi zarzewie, razem z ludźmi rozpala ognisko, oczy sposobu obchodzenia się z ogniem.
Nieprawdopodobne, ale z dnia na dzień ludzie potrafią coraz więcej. Dzielny tytan cierpliwie objaśnia zasady rzemiosła, uczy sztuki walki z dzikimi zwierzętami. Słychać śpiew ludzi i radosne krzyki:
- ,,Chwała Prometeuszowi!”
Jednak radość nie trwa długo. Dlaczego? Ciekawska Pandora , twór Hefajstosa, otwiera puszkę. Na świat wylatują smutki, nędza i choroby. Widząc swoją porażkę, przygnębiony Prometeusz postanawia odpłacić bogom pięknym za nadobne. Właśnie zabija ogromnego wolu, oddziela mięso, które owija w skórę, a w drugi wór wsypuje kości, zakrywając je tłuszczem. A teraz zapewne karze dokonać wyboru Zeusowi?!
Pan na Olimpie jeszcze nie wie, jaka czeka go niespodzianka. Tak myślałam, połasił się na tłuszcz , a tam same kości!
Co teraz zrobi wielki Zeus?
- ,,Zemsta, zemsta, nie daruję!”- wykrzyczał ojciec bogów.
Jak spod ziemi wyrastają tytani, biorą śmiałka, unoszą w przestworza, by za chwilę przykuć go do skały Kaukazu. Na tym nie koniec kary. Znad wielkiej góry zalatuje potężny sęp, który szarpie wątrobę Prometeusza. Nocą umęczone ciało odpoczywa, by w dzień znów cierpieć katusze po wieczność.
Słyszę głos Hefajstosa:
- ,,Wiedziałem, że tak się stanie. Czy warto było dla ludzi tak ryzykować?”
- ,,Tak...”- odpowiada szeptem Prometeusz - ,,Warto i nie zawahałbym się tego powtórzyć”
Rozmowa milknie... oddalam się po cichu, aby nie widzieć męk dobroczyńcy ludzi...

Podoba się? Tak Nie
Sprawdzone hasła:

Czas czytania: 2 minuty