profil

Literatura powraca do pytań i problemów już wcześniej omówionych. Rozważ temat odwołując się do dwóch epok: odległej i bliższej.

poleca 86% 102 głosów

Treść Grafika
Filmy
Komentarze
Mikołaj Kopernik Juliusz Słowacki

Pytania, które zadają ludzie, można podzielić na dwie grupy: czysto poznawcze, czyli te, na które istnieje jakaś koknkretna odpowiedź oraz takie, na które każdy odpowiedzieć może, a jednocześnie nikt do końca nigdy tego nie zrobi. Tego, co jest za morzem, można się w jakiś sposób dowiedzieć, za to na pytanie typu „co to jeat szczęście” odpowiedzi tak naprawdę jest tyle, ilu jest ludzi i jakiekolwiek uogólnianie nie jest w takim przypadku zbyt dobrym pomysłem. Odpowiedź jest wiec zawsze tylko jej próbą. Ocena takich przemyśleń bardzo często zależy nie tyle od ich wartości, lecz od tego, jak ich treść ma się do ogólnych trendów epoki, w której żył autor. Z tego powodu wiele dzieł ludzi wyprzedzających myślą czasy, w których żyli, zostało przez im współczesnych wyśmianymi, aby zostać odkrytymi po latach zapomnienia i stać się kamykiem powodującym lawinę podobnych treści. Przykładem takiego dzieła jest na przykład „O obrotach sfer niebieskich” Mikołaja Kopernika. Stworzył on podwaliny współczesnej astronomii, jednak umarł niedoceniony.
Temat śmierci od zawsze budził kontrowersje. Śmierć jest naturalym następstwem urodzin, w przyrodzie nie jest niczym niezwykłym. Aby przeżyć, trzeba zabijać - to stwierdzenie może usprawiedliwić hodowlę zwierząt na mięso. Lecz czy może usprawiedliwić morderstwo? Czy dla dobra szerszej grupy ludzi można zabić tyrana? To pytanie świat musi zadawać sobie dość periodycznie. Napoleon, Hitler, Stalin czy Bush i całe USA byli lub są dla jednej części świata znienawidzonymi ciemiężycielami, a dla innej wielkimi kierunkowskazami do wolności.
Czy można zabić krwiożerczego tyrana? Podobne pytania zadali sobie bohaterowie tekstów: „Kordiana” Juliusza Słowackiego i „Zbrodni i kary” Fiodora Dostojewskiego.
Kordian jest poszukiwaczem. Szuka sensu życia, znajduje go w walce o wolność ojczyzny. Jest jednocześnie typowym romantykiem: samotny, owładnięty wielką ideą przysłaniającą mu rzeczywistość, nie wydaje się groźny, bo co może zrobić taki człowiek carskim zastępom? Otóż może zabić Cara. Człowiek ten jest dla niego uosobieniem i siłą sprawczą wszelkiego zła, które dotknęło Polskę. To on zsyła ludzi na katorgę, on wtrąca do więzień, on ... . Podobnie myśli Raskolnikow, bohater „Zbrodni i kary”. Nie widzi w lichwiarce człowieka, tak jak wszyscy walczącego o życie, lecz pajęczycę wabiącą luzi w swą sieć. On jej nie zabija dla pieniędzy, lecz aby uwolnić od niej porządnych obywateli, a przynajmniej próbuje tak to sobie usprawiedliwiać. Jest to typowe przeinaczenie rzeczywistości, aby zyskać moralne usprawiedliwienie przed samym sobą.
Jednak zabić złą lichwiarkę - pijawkę nie jest tak łatwo, jak starą babcię. Podobnie zabicie bezlitosnego tyrana nie jest podobne do uśmiercenia zwykłego, choć wysoko postawionego urzędnika. To się odbija na psychice, jeśli tylko śmiałkowi uda się przemóc swój strach i imaginację.
Czy można więc usprawiedliwić zbrodnię? Dostojewski mówi zdecydowane nie, chce pokazać, że usprawiedliwić rozumowo można każde wykroczenie, jednak gdzieś na granicy świadomości zawsze będzie tkwić poczucie popełnionego błędu. Należy się kierować tym, co podpowiada serce, a na swój czyn patrzeć przez pryzmat jego skutków. Kordianowi serce podpowiadało właśnie morderstwo, bo jedynie w taki sposób mógł pomóc Polsce odzyskać niepodległość.
W tym utworze jest przekazana prawda, której nie było w powieści Dostojewskiego: pod wpływem emocji człowiek działa nieracjonalnie i bardzo odruchowo. Wydaje się, że Słowacki ogólnie uznaje wszelkie działania zbrojne skierowane ku najważniejszemu dla niego celowi - odzyskaniu wolności, jednak pokazuje osobisty trud i mękę bojownika, który musi pokonać wiele wewnętrznych barier, aby mógł walczyć.
Poświęcenie siebie lub kogoś dla innych to rzecz bardzo uniwersalna, archetypy takich postaw występują we wszystkich kulturach i religiach. Pytanie brzmi tylko: czy warto? Gdy mówimy o kimś trzecim, można stwierdzić jednoznacznie: tak lub nie. Jednak gdy jesteśmy poświęcającym się lub poświęcanym, należy odpowiedzieć jeszcze na szereg pytań dotyczących celu tego czynu. Pisarz, próbujący odpowiedzieć na to pytanie z perspektywy pierwszej osoby, musi umieć bardzo dobrze wczuć się w kreowaną przez siebie postać. Taka empatia to rzecz bardzo trudna i nie wszyscy to potrafią. Umiejętnie robią to tylko najlepsi. Między innymi dlatego podobne pytania zachowują się jak bumerang, bo przecież każdy, pokazując co potrafi, chciałby zaliczyć się do grona najlepszych.
Starożytni Grecy wierzyli, że ludzki los jest kierowany przez istoty wyższe lub przeznaczenie. Ten pogląd jest wyraźnie pokazany w wielu mitach, między innymi w tym o Edypie. Z drugiej strony Biblia wyraźnie mówi o wolności danej człowiekowi przez Boga. Nasza kultura ma korzenie właśnie w Biblii, a więc czujemy się wolni. Wydaje nam się, że sami ksztautujemy rzeczywistość, że każdy jest kowalem własnego losu. Jednak człowiek nie jest monolitem, jest istotą bardzo złożoną i czasem działa pod wpływem bliżej nieokreślonego impulsu pochodzącego nie wiadomo skąd. Skąd on się bierze? Czy sami decydujemy o swoich losach?
Mit o Edypie jest prawdziwym studium przeznaczenia. Jego ojciec, poznawszy przyszłość porzucił swego syna - przyszłego ojcobójcę w górach, jednak przeznaczenia nie da się zmienić. Dziecko wyrosło, poznało przyszłość i uciekło od swego przybranego ojca również chcąc uniknąć z góry zaplanowanego strasznego losu. Można zauważyć, że motorem ich działań była wiedza o wydarzeniach, które się dopiero zdarzą. Fatalizm nie ma wpływu na działania ludzi dopóki nie uwierzą oni w to, że przyszłość jest już zdecydowana. Później taki człowiek, przeciwstawiając się temu, co ma nastąpić, tylko niepotrzebnie się męczy. Tak więc możliwe, że ani ojciec Edypa, ani on sam nie wierzyli w przeznaczenie, ale poznanie przyszłości podziałało na nich tak, jak na kogoś, kto stoi w kolejce po mięso, działa przeczucie, że klient stojący przed nim na pewno wykupi ostatnią porcję: zaczyna kombinować. Być może jest to jednak nadinterpretacja. Mit ten jest sztandarowym przykładem fatalizmu, podobnie jak walka Ahillesa z Hektorem w Iliadzie.
W to, że człowiek sam jest sobie sterem, żeglarzem i okrętem, nie wierzył równeż Joseph Conrad. Tworzył on w modernizmie, epoce bardzo pesymistycznie nastawionoej do życia i świata.
Bohater jednej z jego powieści pt. „Lord Jim” bardzo starał się odpowiadać ideałowi żeglarza. W swojej karierze napotkał jednak parę takich momentów, które ofiarowywały mu wybór: albo wypełnić swój obowiązek narażając się na śmierć, albo uratować życie stając się nieodpowiedzialnym w oczach innych ludzi. Jim wiele razy marzył o śmierci dla innych na oceanie, jednak w momentach próby z głębi jego świadomości zawsze wyłaniała się myśl, a raczej coś podobnego do instynktu, która wbrew woli kazała mu unikać niebezpieczeństwa.
Tak dramatyczne momenty często ważą na całym naszym przyszłym życiu. Czy jest to pewna odmiana fatalizmu? Możliwe, tak to przynajmniej wygląda. Jim pozornie ma wybór, jednak gdyby potrafił z niego świadomie skorzystać, na pewno zostałby wtedy na pokładzie Patny. Za Jima zadecydowało coś, co Conrad później opisał w swoim „Jądrze ciemności”. Za mało wiemy o sobie, by bawić się w zgadywanki, co to było. Dla starożytnych było to przeznaczenie, czy też bogowie. Conrad nazwał to jądrem ciemności. To coś w ludziach było, jest i będzie, więc już o tym słyszeliśmy, słyszymy i jeszcze usłyszymy. Jak się nad tym głebiej zastanowić, to nie ma to sensu. Wszystko to jest zieloną gałązką trzymaną w zębach przez żebraka. Ludzie zawsze będą szukali sensu w chaosie świata, ot tak, żeby się dowartościować.

pablo997

Podoba się? Tak Nie

Czas czytania: 6 minut